|
Blog > Komentarze do wpisu
Pocztówki z Austrii 2010
Po pierwsze: przyroda. Od górnego lewego rogu, zgodnie z ruchem wskazówek zegara: Sportgastein, strumień w Kötschachtal i tamże widok na góry oraz Zell am See (dokąd pojechaliśmy na wycieczkę - na nartach kiepsko, ale zakupy owocne). Zdjęcia nieco monotonne i monochromatyczne, bo śnieg - skały - kamień - lód, ale jak się pojechało w góry zimą, nie można się niczego innego spodziewać ;) Po drugie: dekoracje i styl, o którym co nieco pisałam. Od górnego lewego rogu, zgodnie z ruchem wskazówek zegara: kurczaczki wielkanocne przed kwiaciarnią (Zell am See), dekoracja przed domem w Kötschachtal, stragan z najróżniejszym kolorowym 'badziewiem' w Salzburgu i malowane talerze w barze (Graukogel). Po trzecie: architektonicznie. Zawsze miałam słabość do fotografowania okien lub drzwi. Od lewej: dom w Zell am See, kapliczka niedaleko hotelu Grüner Baum w Kötschachtal, nieczynny pawilon przy kasynie i Grand Hotelu w Bad Gastein. Po czwarte: ulice i pasaże. Od lewej: Salzburg (niedaleko wjazdu na zamek), Zell am See (bulwar nad jeziorem) i ponownie centrum Salzburga. Po piąte: właśnie Salzburg, do którego kolejny raz pojechaliśmy na jeden dzień. I znów poszliśmy do kościoła Św. Błażeja i na cmentarz. I do kawiarni. Skoro o stylu i narodowym lokalu austriackim mowa, oto kilka impresji kawiarnianych: wnętrze Cafe Advocat ('wygląda lepiej na zdjęciach niż na żywo' - jak uznał towarzyszący nam F.) w Bad Gastein i front Cafe Furst w Salzburgu: Jak przy kawiarniach jesteśmy, to trochę posłodzę. Od górnego lewego rogu, zgodnie z ruchem wskazówek zegara: Germknödel, z cynamonem i miodem, tort śmietanowy z malinami (z ww. Cafe Advocat) i bajaderka z różowym lukrem (z Cafe Furst). Jeśli chodzi o jedzenie nie-słodkie, oto mała próbka: Kasnockn' (zapiekane spaetzle vel galuszki), Gulaschsuppe i oczywiście kawa - tu duża czarna, tj. Grosser Brauner. I wreszcie: tegoroczne 'koty w podróży', a więc nasza dzielna podróżniczka Bica oraz bracia Max i Pieter z Graukogla. Max był kiedyś taki mały... a Pieter od zeszłego roku legowiska nie zmienił, za to nieco jeszcze 'zmężniał'. Do jedzenia w Austrii jeszcze wrócę, nie martwcie się ;) niedziela, 14 marca 2010, ptasia
TrackBack
Komentarze
majanaboxing
2010/03/14 22:14:04
Ach, jakie sliczne foty! Cudownie !:))
2010/03/15 21:29:21
Bardzo bardzo dziękuję za te zdjęcia. dzięki Tobie znowu przeniosłam się do Austrii, chociaż na chwile.
pozdrawiam z zimowego (ciągle) Śląska. 2010/03/16 20:12:57
Viridianko, czy pijesz do pierwszego zdjęcia niżej podpisanej i mojego ślicznego niebieskiego kasku :)?
2010/03/16 21:00:20
Najbardziej to mi się to słodzenie podoba, no i koty :))) Czy Bica dostanie jakiś wpis solo? ;)))
2010/03/18 22:16:50
0ch, jakie cudne wspomnienia przywołałaś tymi zdjęciami Ptasiu! Dobrze znam te okolice, a jezioro Zell am See, widziałam z okna starego 300 letniego domu, w którym mieszkałam(byłam w tych okolicach dwukrotnie, latem). Tęsknię za tymi krajobrazami, jeszcze raz chętnie odwiedziłabym Salzburg, zjadła ciastko w kawiarni w Bad Ischem i przeszła się po urzekająco pięknym Hallstatt...oj jak Ci zazdroszę. W Austrii jestem zakochana:)
|
![]() ![]() ![]()
|