|
Blog > Komentarze do wpisu
Steki idealneCo i rusz, gdy przeglądam anglosaskie książki kulinarne i czytam zdania typu: "Poproście waszego rzeźnika, by Wam wyciął/wydrążył/przygotował mięso", krew mnie zalewa. Marzę o "moim rzeźniku", który by sprzedawał mięso w warunkach higienicznych, miał mięso dobrej jakości i do którego miałabym zaufanie. Jak na razie, mam dziwne wrażenie, że w warunkach krajowych te trzy warunki nie mogą współistnieć. Dlatego z ciekawością postanowiłam zbadać polecany sklep mięsny w Bad Hofgastein, w którym zazwyczaj przebywamy na wakacjach zimowych, a obecnie - letnich. Sklep sprawia wrażenie niepozornie, my jednak byliśmy przygotowani - M zawczasu odświeżył swoją znajomość języka niemieckiego. Okazało się szybko, że większość mięsa znajduje się na zapleczu albo w gablocie za obsługą, nie w ladach chłodniczych przed klientem. Innymi słowy, koniec języka za przewodnika i należy nawiązać dialog ze sprzedawcą. Tym sposobem nabyliśmy steki wołowe, z polędwicy, którą pan wcześniej przed nami obkroił, a później pokroił na plastry o takiej szerokości, jaką chcieliśmy (2 cm). Mięso zanieśliśmy do domu i czym prędzej obrobiliśmy najprościej, jak się da. Uprzedzam: przepis bazuje na wołowinie naprawdę dobrej jakości.
wtorek, 21 września 2010, ptasia
TrackBack
Komentarze
2010/09/21 22:49:30
weź bo zazdroszczę. On to nawet próbował zaznajamiać się z rzeźnikami naszymi. Ale u nas w sumie nie ma ras mięsnych krów! Teraz myśle, może ja go wyślę do tego rzeźnika, to mi deserów nie będzie robił.
2010/09/22 08:24:02
Ptasiu, myślę, że największą różnicą pomiędzy polskimi sklepami mięsnymi a wyspiarskimi jest taka, że w Polsce nie trzeba być rzeźnikiem, żeby otworzyć sklep mięsny. Wystarczy chcieć go mieć, otworzyć, jeździć do hurtowni po mięso i go sprzedawać. Tu, na Wyspach, w mięsnym pracują rzeźnicy. Dostawa do takiego sklepu wygląda tak, że podjeżdża ciężarówka i wyciągają z niej całe, oczyszczone, lub podzielone na ćwiartki sztuki zwierząt i całe rozbieranie na poszczególne kawałki odbywa się na zapleczu. Taki pan (nie spotkałam się jeszcze z panią w mięsnym) wie co i jak i rzeczywiście można go poprosić o wszystko. Polska czasem cierpi na swej wolnorynkowości :( a druga sprawa to zwierzyna, nie wiem czy mieszkając w Polsce kiedykolwiek jadłam wołowinę hodowaną na mięso.
2010/09/22 08:48:05
Dziewczyny, macie wszystkie świętą rację, niestety, z brakiem wołowiny hodowanej na mięso - w PL się tego nie praktykuje ;( Noblevo, dzięki za informacje - oczywiście, sklep mięsny a rzeźnik to nie to samo.
Polko - medium w kierunku rare :) Narzeczono - wyślij go, wyślij, mówiłaś, że on się czasem potrafi dogadać z tymi pod Halą? Ja niestety znowu jak tam byłam i widziałam to mięso macane, na wierzchu, na słońcu (co z tego, że pod spodem niby chłodna lada), na które ludzie plują i chuchają... No nie. 2010/09/22 09:36:51
Na polskich "rzeźników" a raczej pseudo rzeźników można narzekać godzinami, a nawet dniami całymi jak się patrzy na takie mięso jak u Ciebie i ślinka leci :) A jak myślisz dałoby się takie mięso zamrozić i jak długo mogłoby być takie zamrożone? Tylko pewnie potem na stek to by się nie nadało, prawda?
2010/09/22 09:40:32
Tili: Wiesz, pewnie można by zamrozić, choć trochę szkoda by mi było. Inna kwestia, że nie wiem, czy takie mięso przeżyłoby potem 13h podróż do W-wy rzeczywiście zamrożone (jeśli o tym myślisz :). Jeśli chodzi o użycie potem na steki - chodzi Ci o krew? Ja jadłam wielokrotnie rozmrożone czerwone mięso zrobione na średnio wysmażone, co prawda raczej była to jagnięcina... i czy Ty także takiej nie jadłaś :)?
2010/09/22 10:38:20
Też mnie trafia, jak słyszę o "moim rzeźniku" :/
Twoje steki wyglądają wspaniale, mam nadzieję, że uda mi się upolować równie ładne mięso i też takie zrobić :) 2010/09/23 16:53:44
Ptasiu, piekne te steki. Opowiesciami o swoim rzezniku ni ebede wiec draznic, a skupie sie na samym miesie.
Otoz taka wolowine wlasnie najlepiej smazyc z sola i pieprzem, bo nic innego jej nie potrzeba. Dojrzewa tak dlugo, aby wydobyl sie z niej piekny smak i aromat, nie ma co go tlumic innymi dodatkami. Zas co do solenia stekow po smazeniu, bo niby stwardnieja, to nie wiem skad sie ten mit wzial, bo ja zawsze sole i pieprze przed smazeniem, w restauracji tez tak robilam, nigdy nie mialama podeszwy. Zas co do czasu smazenia, to rzecz jasna zalezy od rodzaju i gramatury steka. Fillet steak smazy sie dluzej niz np. sirloin. Jeszcze uwaga na temat podawania - stek musi odpoczac po smazeniu kilka minut (warto go dac na podgrzany talerz i przykryc folia alu, aby nie stygl za bardzo) - w tym czasie soki rownomiernie sie rozejda po miesie, a nie wyplyna przy pierwszym odkrojonym kesku. Oj, chyba musze zrobic, albo udac sie do pubu na steka. Koniecznie z frytkami. 2010/09/23 18:04:50
Pani Serwusowa: no, ja o Twoich rzeźnikach to już słyszałam, a właściwie - czytałam ;)
Jeśli chodzi o solenie: ja zasadniczo nie solę czerwonego mięsa przed obróbką, bo puszcza sok, jak zresztą większość art. spoż. potraktowanych solą. O twardnieniu nie słyszałam :) Te steki były odcięte z tego, co po niemiecku nazywa się Filet, a po polsku polędwica, więc chyba sirloin? A co do odpoczywania: zazwyczaj tak traktuję większe kawałki mięsa - tu nie dało się dłużej czekać ;), a i steki małej gramatury. Nie zauważyłam, by coś specjalnie wypływało, ale pożarłam też dość szybko ;) |
![]() ![]() ![]()
|
Tylko stekowej wołowiny często brak...
kuchennymidrzwiami.blogspot.com/