|
Blog > Komentarze do wpisu
Pasta i pestoGdy kiedyś w pewnej restauracji dowiedziałam się, że "podają różne pasty", trochę się zdziwiłam - i myślałam, że chodzi o smarowidła do chleba (bo pewnie mogłaby jeszcze być pasta do zębów, podłóg czy butów, ale nie w kontekście spożywczym ;). Chodziło tymczasem o makaron - który wydawało mi się, że po polsku zwie się makaronem (podobnie jak seabass to w naszym języku labraks czy okoń morski, a nie seabass czy też - jeszcze lepiej - bass...). To tyle, jeśli chodzi o zgryźliwość na tle językowym. A więc pasta to smarowidło, pesto zaś w jakimś sensie też smarowidło, tyle, że ucierane (włoski czasownik pestare - miażdżyć, ugniatać, zgniatać, stąd też angielskie pestle - tłuczek od moździerza*). Pesto nie musi być koniecznie z bazylii, można użyć innych liści, choć warto, by choć część z nich była mocno aromatyczna. A więc - najpierw pasta. Tak zwana awaryjna, powstała przypadkiem. Świetna rzecz jak nic nie ma do jedzenia w domu poza paczką sera feto-podobnego. Zamiast ziemniaka można też użyć pozostałego z obiadu kalafiora lub brokuła. Innymi słowy znów danie z cyklu "nie marnujemy jedzenia".
Po drugie: pesto. O takim z bazylii już tu wspominałam, można jednak je przyrządzić także z możliwie świeżych liści rzodkiewki (które najczęściej wyrzucamy...) lub natki pietruszki. Albo i z jednego i drugiego.
Ogórecznik, jeśli kogoś interesuje, w młodej formie wygląda tak: A jako zioło, np. w sałatkach, jada się właśnie takie młode liście, które... rzeczywiście smakują ogórkiem. Mają także intensywny aromat. * Co było ładnie wytłumaczone w książce Annie Hawes Ripe for the picking przy okazji randki Annie z Ciccio pt. zbieramy dziką rukolę (by zrobić z niej pesto). wtorek, 12 kwietnia 2011, ptasia
TrackBack
|
![]() ![]() ![]()
|
A moździerz to mam taki samiusi :))