|
Blog > Komentarze do wpisu
Naleśniki gryczane (galettes bretonnes)Chyba nieczęsto się zdarza, aby do wpisu na blogu przymierzać się 3 lata. Pierwszy raz zrobiłam galettes bretonnes z przepisu (oczywiście) spółki Harris & Warde wieki temu, i miałam problem z ciastem. Za kolejnym razem także, ale przynajmniej zrobiłam zdjęcia. Za trzecim razem ciasto było prawie OK, ale zdjęć jakoś nie było. W końcu, za czwartym podejściem - hurra! Co prawda, potem jeszcze zdjęcia z miesiąc przeleżały w folderze... O co chodzi z ciastem? Pierwszy problem wynika z samej mąki gryczanej. Sprzedawana u nas nie podlega typom takim, jak mąka pszenna czy żytnia, i w związku z tym bardzo się różni stopniem zmielenia, jasnością itd. Bardzo często w przypadku przepisów z jej dodatkiem musiałam mocno zwiększać ilość płynu (np. przy robieniu blinów) w stosunku do przepisu oryginalnego. To samo miało miejsce tutaj. Druga rzecz to dodatek octu jabłkowego. Gdy sugerując się uwagą Joanne Harris zastąpiłam mleko octem, naleśniki i się ciągnęły i przypalały na patelni, i smak miały dyskusyjny. Szukałam w internecie, jak to jest z tym 'tradycyjnym dodatkiem', i szczerze mówiąc, w żadnym francuskim przepisie go nie znalazłam, nie wiem więc, czy to nie kolejna radosna twórczość autorek. Poniżej przedstawiona wersja moja, do jakiej doszłam po kilku próbach. Nadzienie może być różne, ja jednak zawsze robiłam z porowo-boczkowym, zgodnie z sugestią, bo jest klasyczne i co tu dużo gadać, pyszne (i zawsze wyjadam z garnka podczas gotowania).
Jeśli parę naleśników Wam zostanie z obiadu, można je łatwo przerobić na pożywne śniadanie, krojąc na paski i dodając do jajecznicy. Bardziej ambitnie można przesmażyć najpierw pomidora (opcjonalnie z cebulą lub czosnkiem), potem dodać naleśniki, na koniec wbić jajka. Przydaje się tu ostrzejsze doprawienie - u mnie trochę chilli, można po prostu nie żałować pieprzu. A oto dowód zdjęciowy, że to już było, i to dawno... środa, 26 października 2011, ptasia
TrackBack
Komentarze
2011/10/26 16:38:11
Zajrzyj do mnie na bloga mozaikazycia.blogspot.com/2011/01/les-crepes-et-les-galettes-bretonnes.html tutaj masz relację z galettów jadanych w Bretanii (którą kocham miłością wielką) i przepis uzyskany tam u źródła.
2011/10/26 21:52:15
tradycyjne crpes de ble noir, po bretońsku krampouezh, to maka gryczana, woda, sól. make pszenna i jajka dodaje się stosunkowo od niedawna. Bretania była biedna, ludzi zwyczajnie nie stać było na taka rozrzutność.
mieszkam w Bretanii i z lenistwa kupuje krepy ale zdarza mi się zrobić. oto przepis na 8-12 nalesnikow 330 g maki gryczanej 10g soli (sol morska jest mniej slona, wiec moze dac troche mniej naszej polskiej) 75cl zimnej wody 1 jajko w misce wymieszac make z sola, zrobic wglebienie i wlac 1/3 wody lyzka mieszac te wode, ktora za kazdym okrazeniem zbierze troche maki, nie mieszac bezposrednio maki, dolac kolejna porcje wody i tak, az do calkowitego wymieszania. na koniec wmieszac jajko. odstawic ciasto na dwie godziny w chlodne miejsce a potem smazyc jak najciensze nalesniki, jezeli nie uda Ci sie robic ich cienkich smaz wtedy z obu stron :) smacznego można dodać 10% maki pszennej, dzięki glutenowi naleśniki będą się lepiej trzymać. jeżeli masz ochotę na więcej informacji to zajrzyj tu: vlkobecny.blogspot.com/2010/01/30-bretania-od-kuchni-cz-1.html ps. O nadzieniu jakie proponujesz niestety nic mi nie wiadomo 2011/10/26 22:17:33
Basik, a, kojarzę Twój wpis, wyskakuje zresztą chyba jako jeden z 1szych w Google :) Faktycznie robi się wszystko razem.
Majano: :) Leloop, przyznaję, że liczyłam na Ciebie, cieszę się, że się odezwałaś ;) A spróbuję tak zrobić, jak mówisz. Konsystencja lejąca, jak na crepes? Nadzienie jest pyszne, naprawdę warto spróbować i w zwykłych naleśnikach. PS. Rozumiem, że o occie pierwsze słyszysz ;)? Harrisowa pochodzi w ogóle z Noirmoutier, czyli trochę bardziej na południe, jeśli dobrze kojarzę, niemniej już widzę jak siedzą z Fran i gadają: "No i co ten dziadek mówił, że dodać do naleśników? Cidre? A może pić do nich? Na pewno dodać? A może cider vinegar?". 2011/10/26 23:02:03
he, he dziadek pewnie dyktował przepis ostro polewając cidrem ;D
ocet z cidre'u to poważny "błąd w sztuce", z resztek cidre'u robiło się lambig czyli bimber ;) konsystencja naleśnikowa, radze Ci dodać trochę maki pszennej, bo jednak trzeba mieć spora wprawę w smażeniu naleśników li tylko z maki gryczanej, bardzo się rwa. na biligu naleśniki smaży się tylko z jednej strony wiec jest mniejsze ryzyko. nadzienie pewnie kiedyś wypróbuje ale do "zwykłych" naleśników, gryczane uwielbiam z jajkiem i szynka. polecam tez z pieczarkami i kozim serem. 2011/10/27 08:05:11
O, na pewno dam pszenną, rwanie się zaobserwowałam już wcześniej. Spojrzałam jeszcze raz w książce i tak naprawdę nazywają się tam galettes de sarassin - ale Wiki mówi, że to żadna różnica?
2011/10/27 21:56:11
nazewnictwo to kwestia regionu, ja mieszkam pośrodku, łapię się jeszcze na galettes :) jak zwal tak zwal, naleśniki smakują tak samo :) ja raczej używam nazwy crepes bo jadamy tez galettes, które przypominają nasze placki (maka gryczana plus mus jabłkowy albo purée ziemniaczane)
2011/10/28 20:27:06
genialne te naleśniki. Nigdy jeszcze nie próbowałam nic robić z mąki gryczanej, ale kaszę gryczaną uwielbiam, więc pewnie posmak daje podobny. Naleśniki mogą być fenomenalne nawet na drugi dzień w pracy - zapakować można w pudełko a potem się delektować w ciągu ciężkiego dnia.
Pozdrawiam ciepło Monika www.bentopopolsku.blogspot.com 2011/11/08 12:15:25
Ja tez zawsze jadalam tylko te na wodzie, nigdy z dodatkiem mleka czy octu, bo to juz przeciez nie to samo. Niestety moje nigdy nie wygladaja tak slicznie jak te w ulubionej tutejszej nalesnikarni, dlatego z wygody najczesciej jadam je tam ;)
Pozdrawiam! |
![]() ![]() ![]()
|
Pozdrawiam:)