Głównie o kuchni, jedzeniu, gotowaniu - ale nie tylko...
Blog > Komentarze do wpisu

Bistro de Paris



O cuisine bourgeoise (Kuchni Burżuazji) pisałam przy recenzji książki Bourdaina. Gdy myślę o tym określeniu, przychodzi mi do głowy Julia Child i restauracje, które opisywała w swojej biografii (ew. filmowe małżeństwo Childów z Julie i Julia, czyli Stanley Tucci i Meryl Streep, jedzący kolację w jakiejś miłej knajpce, z małymi stolikami, kanapami i z lustrem na ścianie, odbijającym bar).

Julie i Julia

Takiego typu kuchnię serwuje warszawskie Bistro de Paris de Michel Moran, mieszczące się na tyłach gmachu Opery/Teatru Wielkiego w Warszawie. To miejsce, w którym jeden znany mi, sceptycznie nastawiony pan, wpierw zjadł zupę cebulową, w nieco lepszym nastroju podszedł do serów, rozpogodził się przy deserach, zaś kapka armagnacu sprawiła, że wyszedł z uśmiechem na twarzy. Po restauracji krąży właściciel, pan Moran, zagadując klientów (po polsku lub francusku), pytając o wrażenia, zbierając samemu talerze, jeśli trzeba.



Porcje są niewielkie, i wreszcie można zjeść obiad comme il faut - zaczynając od amuse bouche (jak widoczny na zdjęciu tatar z tuńczyka) i aperitifu, przechodząc do przystawki (typu ostrygi) z lekkim białym winem, głównego dania (np. jagnięcina, wysmażona tak, jak poprosiliśmy) z kieliszkiem czerwonego wytrawnego, serów, wybranych z wózka (boski Vacherin Mont d'Or), deseru (suflet z Grand Marnier i zabajone - aaach) i wreszcie kawy i armagnacu. Czytając kartę dań ma się wrażenie, że owszem, jest burżuazyjna klasyka (w sekcji CLASSIQUES BISTRO DE PARIS), choć też przynajmniej część dań jest klimacie fusion - wpływy są głównie dalekowschodnie - co na szczęście jednak brzmi znacznie gorzej, niż smakuje ;). Bywały dania trochę mniej udane (np. tatar z tuńczyka jako przystawka, widoczny na zdjęciu nr 1), ale właściwie nigdy się nie rozczarowałam. Warto wspomnieć o obsłudze, czyli tym, na co zawsze zwracam uwagę: otóż oceniam ją bardzo dobrze, zwłaszcza na tle innych warszawskich restauracji. Oczywiście ideałem pozostanie dla mnie Le Gavroche, niemniej w Bistro... nie było żadnych wielkich wpadek, zaś drobne błędy (nie ta woda mineralna czy wino, które zamówiliśmy) były szybko i sprawnie naprawiane. Przede wszystkim obsługa potrafi być zachować i dystans, i wzbudzać sympatię; pozwalać sobie na osobiste uwagi, nie zachowując się nazbyt poufale.

Gdybym mogła zmienić dwie rzeczy, nie obraziłabym się na niższe ceny; chętnie przyjęłabym też nieco bardziej kameralny wystrój. Budynek Opery sam w sobie jest monumentalny, wnętrza są rozległe, o wyjątkowo wysokich sufitach, a oficjalna otoczka wewnątrz pogłębia ten potencjalnie onieśmielający efekt. Na szczęście jest przyjemny, osłonięty boks dla dwóch osób i jego odpowiednik dla większej grupy - boczna salka, tylko częściowo otwarta na restaurację. Całej reszty bym nie zmieniała ;).
PS. I byłabym zapomniała: to właśnie tam jadłam grasicę, o której niedawno wspominałam.

środa, 11 stycznia 2012, ptasia
Print Friendly and PDF

Polecane wpisy

TrackBack
TrackBack w tym blogu jest moderowany. TrackBack URL do wpisu:
Komentarze
2012/01/12 07:43:33
Nie napisałaś o rachunku, ale chyba cię rozumiem. To zawsze wzbudza tyle emocji i skojarzeń z Afryka. Jest na liście, choć przyznam, że nazwa wyjątkowo mnie nie zachęcała. Czemu tak mało polskich słów w nazwach. Ale grasica jest u nas daniem kultowym.
-
2012/01/12 07:59:30
Narzeczono: napisałam, że "nie obraziłabym się na niższe ceny" :) Co oznacza, że niskie te rachunki nie są. Może nie Atelier Amaro czy Amber Room, ale - licząc z napiwkiem - bliżej im chyba do Amaro niż do np. Opasłego Tomu (ale tam, jak Ci wspominałam, wracać nie planuję). Zresztą, chyba w karcie online ceny widać. Co do nazwy - no cóż, właściciel jest prawdziwym importem z Francji :) (ostatnio zrozumiałam - no, podsłuchałam - dwa zdania w języku i popadłam w samozachwyt). Grasica niestety była właśnie w cyklu fusion, bo chętnie spróbowałabym takiej jakiejś bardziej klasycznej.
-
2012/01/12 10:49:09
Skojarzenia z Afryka? Ktos powinien sie czuc winny za to, ze zaplacil duzo za jedzenie?

Grasicy nigdy nie jadlam, tu jest rzadko spotykana i droga, bardzo chetnie bym sprobowala.

Smaczna jagniecina w Polsce? Super. :) Szkoda tylko, ze musial sie nia zajac Francuz. Ale moze i to w koncu sie poprawi na naszym rodzinym rynku restauracyjnym. :)
-
2012/01/12 11:16:13
Pani S. - z tą Afryką chodzi o komentarz, jaki Narzeczona dostała pod recenzją Atelier Amaro na swoim blogu. Tak, mniej więcej o to chodziło.
-
2012/01/12 11:42:13
A zresztą, tu jest recenzja GN, polecam: nakruchymspodzie.blogspot.com/2011/12/atelier-amaro-i-kilka-sow-o-motoryzacji.html Widzę, że dyskusja o cenach poszła dalej, nie śledziłam potem. I zajrzałam do rachunków - otóż ostatni (bo byłam kilkakrotnie) z Bistro był bardzo, BARDZO zbliżony do Waszego, Narzeczono, z Atelier (ha, skrót to AA :). Faktem, że na pewno kir royal x 2 + 2 x wino x 2 + armagnac x 2 na pewno go zawyżyły.
-
2012/01/12 14:28:11
Rpzumiem, ze komentarz usuniety juz? Bo nie widze, ale moze jestem slepa, ale moj windows tez nie widzi jak wrzucilam wyszukiwanie frazy. ;) Nieistotne. Zrozumialam sens komentarza Gospodarnej Narzeczonej i to sie liczy. :) I uffff. Bo juz myslalam, ze ktos znowu ma mesjanistyczne podejscie do zycia. ;)
-
2012/01/12 15:02:10
Komentarz jest, tylko tam jest dokładnie o wykarmieniu rodziny przez miesiąc. Te Murzynki w Afryce to flashback z Galerii Potraw ("jak można tak wygotowywać, napawać się jedzeniem, jak ludzie w Afryce głodują"), przypomniał mi się po przeczytaniu posta Kasi i jej komentarza na FB www.facebook.com/pages/Na-kruchym-spodzie/238493489534535 - nie mogę bezpośrednio zalinkować, ale pod linkiem do recenzji Atelier (10 grudnia).
-
Gość: , *.dynamic.chello.pl
2012/01/12 17:14:40
Serwusowa skądże. Po prostu tam ktoś napisał, że za tyle rodzina może wyżyć przez miesiąc, na co mój L. a w Afryce nawet przez pół roku. W sensie, że uważam taką dyskusję za jałową. To tak jakbym się kogoś czepiała, że zmienia samochód co kilka lat, przecież ten jeździ. Albo nie daj Bóg remontuje łazienkę.
-
2012/01/12 17:15:25
Ptasia wysłaąłm komentarz jako anonimowy, to byłam ja.
-
2012/01/13 11:10:36
No, teraz mam pelen obraz. :) Tez uwazam, ze to jalowe dyskusje. Pisalam o tym przy okajzi recenzji z The Kitchin - placi sie nie za jedzenie, a za cale doswiadczenie. Zreszta co komu do moich pieniedzy? Pozdrawiam! :)
-
2012/01/14 22:25:54
ah, uwielbiam kuchnię francuską! Książka Julii Child "Moje życie we Francji" jest jedną z moich ulubionych lektur :)

Ptasia on Pinterest
Page copy protected against web site content infringement by Copyscape
Durszlak.pl POMOŻECIE? PustaMiska - akcja charytatywna