Głównie o kuchni, jedzeniu, gotowaniu - ale nie tylko...
Blog > Komentarze do wpisu

Słodko i (ponownie) brytyjsko

Nie jest żadną tajemnicą, że mając do wyboru Stany Zjednoczone a Wielką Brytanię, wybrałabym tą ostatnią, i to pod każdym względem. Literatura, wymowa, kultura... kulinaria :). Uważam, że łatka "koszmarnego jedzenia" została na mocny wyrost przypięta kuchni angielskiej, czy też szerzej: brytyjskiej, bo poza rozgotowaną baraniną z sosem miętowym (z którą jakoś się nie spotkałam) ma wiele zalet. I te ostatnie staram się co jakiś czas tu prezentować, opatrzone tagiem kuchnia brytyjska :).

Tak się składa, że jednym z forte Brytyjczyków są słodkości: ciasta, ciasteczka i desery. Do tych ostatnich należy syllabub, aromatyzowany krem. Gdy M się spytał, co właściwie będziemy jeść, powiedziałam: "Stary deser. Taki, co jadła Elżbieta. Ta I-sza". I to prawda, bo udokumentowane wzmianki o kremie sięgają XVI wieku. A więc... jak smakuje renesans?

Krem ubijałam trzeci raz w życiu: pierwsze dwa razy korzystając z przepisów Nigelli (gdzie np. używało się Cointreau). Tym razem znowu (a to nie koniec sezonowych przepisów tego pana ;) sięgnęłam po Nigela Slatera. U niego w owocowym Tender były jako dodatek maliny, u mnie rabarbar, jako słodkie wino - vin santo (które odkryłam, że piłam za chłodne - w temperaturze bliższej pokojowej aromat znacznie zyskuje). Owoce tak czy inaczej nie są konieczne, a już na pewno nie są ortodoksyjne - można by je pominąć i podać deser tylko z np. drobnymi, korzennymi ciasteczkami. I jak łatwo poczuć się jak w epoce elżbietańskiej ;)!

Składniki (2 porcje): 150ml śmietanki kremówki, skórka otarta z 1/2 cytryny, sok z tej 1/2 cytryny, 2 łyżki cukru, 2 łyżki słodkiego białego wina (typu vin santo, muszkat, tokaj itd., itp.), kilka łyżek upieczonego rabarbaru

Co najmniej 8 godzin przed planowanym przygotowaniem deseru dokładnie wymieszać cukier, wino, sok i skórkę cytrusową, umieścić w lodówce. Rabarbar zasypać cukrem, lekko podlać wodą, upiec pod folią i wystudzić także odpowiednio wcześniej. Schłodzoną śmietankę ubić z mieszanką cytrusowo-winną: nie spuszczać wzroku z miksera, ubijać tylko do momentu powstania kremu i nie dopuścić do zwarzenia. Delikatnie wymieszać masę z paroma łyżkami rabarbaru (można zostawić odrobinę do dekoracji). Jeść od razu lub jeszcze schłodzić przed podaniem, np. już rozdzielone na porcje, ale nie trzymałabym w lodówce dłużej niż 30-40 minut: wersja bez owoców jest bardziej trwała i wytrzyma dłużej, ale owocowa podchodzi sokiem.

W temacie drobnych ciasteczek i przemieszczając się nieco bliżej XXI wieku... zatrzymując się 100 lat temu, bo wtedy (1910 r.) zaczęto komercyjnie sprzedawać - początkowo pod nazwą "Creola" - ciasteczka kakaowe przekładane kremem czekoladowym, tzw. bourbon creams (ja je nazwę "burbonki"). To ciasteczka dla dorosłych: bardzo ciemne, nie mocno słodkie, ale wciągające. Bez nadzienia mogłyby pasować jako dodatek do syllabub. Przepis pochodzi z archiwalnego numeru Jamie Magazine, z którego robiłam już imbirki i garibaldki.

 Składniki (ok. 14-16 ciasteczek): 

  • 50g miękkiego masła
  • 50g miałkiego brązowego cukru (typu jasny lub ciemny muscovado)
  • łyżka golden syrup/sztucznego miodu/podobnego syropu
  • 110g mąki
  • 20g dobrego kakao
  • 1/2 łyżeczki sody
  • opcjonalnie: 1-2 łyżki mleka lub maślanki
  • cukier do posypki
  • krem: 75g cukru pudru, 50g miękkiego masła, łyżka kakao, łyżeczka wystudzonej, mocnej kawy

Ubić masło z cukrem na puszystą masę. Dodać pozostałe (suche) składniki ciasta (poza cukrem do posypki i składnikami kremu), utrzeć na jednolitą masę. Jeśli będzie za sucha, jak u mnie, dodać odrobinę mleka lub maślanki, by składniki się połączyły. Chwilę wyrabiać ręcznie, jak ciasto drożdżowe lub chlebowe, po czym rozwałkować na ok. 3mm grubość. Pociąć na parzystą liczbę prostokątów (ok. 5 x 3cm). Przenieść na blaszkę (wyłożoną matą do pieczenia lub pergaminem), posypać cukrem i piec ok. 8-10 minut w 160 st. C (termoobieg; oryginalnie sugerowana była niższa temperatura). Delikatnie przenieść na kratkę do wystudzenia. Składniki kremu ubić razem na puszystą masę. Ciasteczka smarować jak kanapki, składać, zajadać ;). Przechowywać w lodówce lub innym dość chłodnym miejscu.

W tym samym czasie, co ciemne burbonki, powstało ich jasne i słodkie przeciwieństwo, tj. custard creams. Te budyniowe markizy bez wahania podałabym dzieciom. W przeciwieństwie do ciasteczek braci Weasley (canary creams, które miały wyglądać tak samo jak custard creams, a w wersji polskiej Harry'ego Pottera były to podobno "kanarkowe kremówki" - hm, kremówki to trochę jednak inny typ wypieku ;), nie ma skutków ubocznych po zjedzeniu. Uwaga: kremu jest, moim zdaniem, o 1/2 za dużo - mimo przełożenia nadwyżką części burbonek (co widać na pierwszym zdjęciu) wciąż miałam nadmiar, podaję więc zmniejszoną ilość. Budyń w proszku (custard powder) brytyjski zawiera cukier, więc minimalnie zwiększyłam ilość cukru w cieście (ale już nie w kremie, i wyszło i tak dość słodko). Źródło przepisu: jak wyżej.

Składniki (ok. 24 małych ciasteczek lub kilkanaście sztuk większych):

  • 175g mąki
  • 3 łyżki budyniu waniliowego w proszku (bez cukru)
  • łyżka proszku do pieczenia
  • 4 łyżki drobnego cukru
  • 100g miękkiego masła
  • 1 jajo
  • 1/2 łyżeczki esencji waniliowej
  • łyżka mleka (opcjonalnie, jeśli będzie potrzeba)
  • krem: 100g cukru pudru, 2 łyżki budyniu waniliowego jw., 100g miękkiego masła

Połączyć w misce suche składniki, wetrzeć masło, aż całość zacznie przypominać okruchy. Dodać jajo i wanilię, utrzeć gładkie ciasto; jeśli byłoby za suche, dodać mleko. Uformować kulę, owinąć folią i schłodzić w lodówce co najmniej 20 minut. Gdy ciasto się schłodzi, można ubić krem: utrzeć masło z cukrem i budyniem, pod koniec dodać ok. 2 łyżki wrzątku.

Rozwałkować schłodzone ciasto na ok. 2-3mm grubości, wycinać parzystą ilość dowolnych kształtów: okrągłych, prostokątnych lub np. serduszek. W 1/2 ciasteczek można z wierzchu wyciąć lub wycisnąć np. stemplem wzorki. Piec ok. 12-15 minut w 180 st. C - wg. instrukcji, tylko to minimalnego zezłocenia brzegów, ja jednak chciałam swoje trochę mocniej zrumienić. Wybór należy do Was ;). Po upieczeniu wystudzić i skleić niewielką ilością kremu. Przechowywać, jak poprzednio, w chłodnym miejscu.

Co wybieracie ;)?

piątek, 30 maja 2014, ptasia
Print Friendly and PDF

Polecane wpisy

TrackBack
TrackBack w tym blogu jest moderowany. TrackBack URL do wpisu:
Komentarze
2014/05/30 18:56:40
A ja wymowę chyba jednak wolę hamerykańską, ale to może kwestia przyzwyczajenia? W końcu studiowało się na Al. Niepodległości a nie na Nowym Świecie ;)
Ja chyba wybiorę deser. Zdecydowanie tak.
-
2014/05/30 20:08:23
Deser jest zdecydowanie grzechu wart. Ten macerat cytrusowo-alkoholowy daje bardzo dużo aromatu, poza ścinaniem - w jakimś sensie - śmietany.
-
Gość: Madzia, *.iimcb.gov.pl
2014/06/02 13:16:59
ja wybieram pierwszy deser:) przyszly zabawki!!!
-
2014/06/03 23:17:15
Rety, z tym tłumaczeniem nazw słodyczy to coś jest, w Narni rachatlukum było też jakoś przedziwaczone.. Ptasie mleczko? Chyba tak..
Ja poproszę wszystkie trzy a zwłaszcza pierwsze i trzecie :)
I się zgadzam co do niedoceniania (żeby nie powiedzieć gorzej) brytyjskiej kuchni, choć za brytyjskim akcentem nie przepadam (za to naprawdę lubię kanadyjski, który podobno większość osób uważa za straszny :D)
-
2014/06/04 08:55:27
Madziu: :)))
Monika: tak, w Narnii było ptasie mleczko i na takiej wersji się wychowałam. Bardzo się zdziwiłam, jak się dowiedziałam co było w oryginale (i szczerze, to do tej pory bym się 10 x prędzej skusiła na p. mleczko ;). Co do jeszcze polskiej wersji Harry'ego: ulubione ciasto bohatera to treacle tart - w tłumaczeniu "tarta kajmakowa". Kulinarek i wielbiciel treacle tart się we mnie burzy, ale rozumiem też, czemu taka nazwa została wybrana.
A akcent kanadyjski owszem, nóż w kieszeni mi się otwiera :D

Ptasia on Pinterest
Page copy protected against web site content infringement by Copyscape
Durszlak.pl POMOŻECIE? PustaMiska - akcja charytatywna