Głównie o kuchni, jedzeniu, gotowaniu - ale nie tylko...
Blog > Komentarze do wpisu

Słodko i różowo. Letnie desery z owocami

Nie będzie bardzo odkrywczo. Trudno żeby było, skoro podstawą jest twierdzenie, że latem są owoce, a owoce dobrze smakują na słodko. I w sumie nie będzie tu żadnego nowego przepisu, ale - uwaga, udane! - wariacje na temat.

Po pierwsze, jeśli gdzieś komuś jeszcze uchowały się czerwone porzeczki, świetnie pasują do clafoutis (u mnie to Nigela Slatera), nie wiem, czy nie lepiej, niż wiśnie. Przyznaję, że ich nie ważyłam, dałam po prostu po garści do każdej miseczki, dzieląc sprawiedliwie to, co zerwałam z krzaka i dalej postępowałam, jak w przypadku wiśni. Na wierzchu tym razem drobny cukier. Na zdjęciu widać proces znikania ;).



Po drugie, nigdy nie przepadałam za lodami owocowymi. No, może poza pewnymi o smaku szarlotki, ale jadłam je w dość niezwykłych okolicznościach*. Niedawno jednak, podczas urlopu i w upalną pogodę, spróbowałam truskawkowych i łaskawie pozwoliłam M na owocowe eksperymenty. Właściwie to nawet go o nie poprosiłam ;). Efektem były lody malinowe, na podstawie bazowego przepisu na waniliową klasykę.

Do jeszcze ciepłego (w ok. 10 minut pod zdjęciu z ognia) kremu angielskiego (czyli masy żółtkowo-śmietankowej) dodaliśmy 1,5 standardowego opakowania malin, z czego 2/3 było przetarte przez sito (uzyskując mus jak powyżej - kolor autentyczny!), a 1/3 w całości. Po schłodzeniu całość poszła do maszynki do lodów - na raty, bo masy było stosunkowo więcej niż normalnie. Lody są lżejsze od waniliowych i bardzo malinowe - taki bardziej kaloryczny jogurt owocowy. Jednakże, podobnie jak w przypadku lodów rabarbarowych, trzeba wyjmować je wcześniej do lodówki (ok. 25 minut) lub blat kuchenny (ok. 10-15 minut) przed jedzeniem, by zmiękły; nie chodzi tylko o nakładanie, ale i kryształki, które w postaci mocno zmrożonej są trochę wyczuwalne. Ponieważ ja jednak lubię lody zdecydowanie miękkie i jem je znacznie wolniej niż niektórzy ;), właściwie z nimi nie mam do czynienia.

Po trzecie, klasyka: drożdżowe z owocami. Ale czemu nie połączyć tych owoców, a konkretnie malin, z białą czekoladą (podobnie jak w tej tarcie)? Ciasto: z przepisu na cynamonki, z 1/2 porcji; owoce: maliny, ok. 1 opakowania, czekolada: biała, 125g, posiekana, rozrzucona na wierzchu. Pieczone ok. 45 minut, 180 st. C., termoobieg. Ku mojemu zdziwieniu czekolada zmiękła, ale nie roztopiła się i bezpośrednio po wyjęciu z piekarnika wyglądała moim zdaniem jak drobinki przypieczonego tofu :D. Smak na szczęście inny (nie żebym miała coś przeciwko tofu...).

* Po 2 tygodniach niedojadania podczas wymagającej psychicznie ;) i fizycznie wyprawy w góry. Wtedy nawet kasza perłowa mi smakowała, a przynajmniej dała się zjeść, i to łapczywie ;).

sobota, 09 sierpnia 2014, ptasia
Print Friendly and PDF

Polecane wpisy

TrackBack
TrackBack w tym blogu jest moderowany. TrackBack URL do wpisu:
Komentarze
2014/08/09 22:37:26
Ależ smakowite letnie desery. Takie są najlepsze.
Pozdrówki Ptasiu
World Bread Day, October 16, 2017

Ptasia on Pinterest
Page copy protected against web site content infringement by Copyscape
Durszlak.pl POMOŻECIE? PustaMiska - akcja charytatywna