Głównie o kuchni, jedzeniu, gotowaniu - ale nie tylko...
Blog > Komentarze do wpisu

Gnudi serowe i dyniowe

Jak może pamiętacie, w The Spotted pig (to już ponad dwa miesiące temu...) jadłam gnudi z ricotty, które zapadły mi w pamięć. Wspominałam także, że z restauracji wyszłam z książ A girl and her pig pod pachą i prawie od razu sprawdziłam w indeksie (swoją drogą, każda książka niebeletrystyczna moim zdaniem powinna go mieć!), czy jest przepis na to danie (tak!). Zmartwiłam się co prawda, gdy przeczytałam, że tak naprawdę powinna być owcza, choć z „dobrej krowiej też powinny wyjść”. Gnudi serowe zostały więc szybko zaliczone. Specjalnie kupiłam ricottę - produkcji polskiej, swoją drogą; czy dobrą nie będę się wypowiadać, bo walory smakowe tego sera na surowo pozostają dla mnie wątpliwe, ale produkt końcowy był bardzo smaczny. Może nie aż tak dobry, jak u April Bloomfield (w końcu to nie ta owcza ricotta ;), ale na pewno warte powtarzania. Wystarczy spojrzeć zresztą na skład: prawie wszystko polane masłem, i to właściwie dwukrotnie, jest smaczne ;).

Potem jednak mi się zachciało wersji dyniowej. Zrobiłam tak, jak w serowej, mieszając ser z dynią 1:1 i... całość się przepięknie rozpadła podczas gotowania. Podałam talerze bardzo smacznej, maślano-dyniowej mamałygi. Ponieważ jestem uparta, był replay, tym razem z dodatkiem składników wiążących: skrobi i jaja. Kuleczki tym razem trzymały fason, ale smak tej wersji jest nieco gorszy: gnudi są bardziej zwarte i mniej delikatne wewnątrz, choć skórka wyszła rasowa. Może kiedyś poeksperymentuję z samym jajem.

Uwaga: metoda kilkudniowa może wydawać się zawracaniem głowy, ale to dzięki niej uzyskujemy clou w postaci skorupki z zewnątrz i miękkiego środka (coś czego nie doświadczyłam w "zwykłych" szpinakowych). Zmniejszyłam jednak w stosunku do oryginału ilość semoliny/kaszy na podściółkę, bo moim zdaniem nie musi być jej aż tyle (chyba, że nie jest Wam jej szkoda, bo np. potem wykorzystacie do np. chleba). Osobiście uważam także, że wyciskanie masy tutką to zawracanie głowy, bo ricotta (przynajmniej każda krowia, z którą miałam do czynienia ;) jest z zasady umiarkowanie wilgotna i kluseczki się świetnie formuje albo palcami, albo ew. dwoma łyżkami.

Składniki (2-4 porcje):

  • 500g ricotty (lub innego neutralnego (tj. niekwaśnego) suchego twarogu)
  • łyżeczka soli
  • ok. 25g parmezanu
  • tyle semoliny/mieszanki semoliny i kaszy manny, by wysypać grubo dno brytfanki (ok. 250g)
  • 3 łyżki masła i ok. 1/2-3/4 szklanki osolonej wody
  • masło szałwiowe
  • ew. dodatkowy parmezan do podania

Rozetrzeć ser, dodać parmezan, sól i pieprz. Dno brytfanki/foremki (która zmieści się w lodówce i pomieści do 30 sztuk gnudi) wyłożyć pergaminem i wysypać dokładnie semoliną/mieszanką semoliny i kaszy manny (tak, by kluseczki nie przylegały do dna, tylko zawsze leżały na grubej warstwieki/kaszy). Zająć się formowaniem gnudi: wg April, należało wyciskać paski masy tutką, rozdzielać nożycami na równe kawałki i następnie formować z nich coś w rodzaju klocków. Ja robiłam to palcami, formując kształty z grubsza klockowate (ale część była owalna... w przeciwieństwie do zasadniczej April nie uważam, że tylko jeden kształt jest prawdziwy - u Moniki można obejrzeć także ładne kulki). Każdą kluseczkę lekko obtoczyć w semolinie. Gnudi ułożyć w naczyniu w kilku rzędach, tak, by nie przylegały do siebie. Foremkę nakryć folią, umieścić w lodówce i przez kolejne 3 dni (tak, tak) codziennie obracać kluseczki.

Po tych trzech dniach zagrzać dużą ilość osolonej (jak na makaron) wody w solidnym garnku (jeśli to konieczne, gotować na raty). Osobno przygotować duży rondel (najlepiej taki, w którym gnudi zmieściłyby się w 1 warstwie) z mieszanką stopionego masła i wody (osolonej, odlanej z dużego garnka). W trzecim naczyniu przygotować masło szałwiowe. Gotować kluseczki w dużym garnku 2 minuty (nie mieszając), w tym czasie dobrze zagrzać masło z wodą w rondlu. Podgotowane gnudi przenieść łyżką cedzakową do rondla i gotować ok. 3 minut na średnim ogniu, nie mieszając, jedynie lekko poruszając garnkiem. Powstały maślany sos powinien oblepić kluseczki. Gdyby zaczęły przywierać do dna, podlać dodatkowo wodą. Podawać od razu, posypane dodatkowym parmezanem i polane masłem szałwiowym.


Gnudi dyniowe

Postępować zgodnie z powyższym przepisem, zasypując ½ sera puree z dyni (osączonym z nadmiaru płynu albo najlepiej przyrządzonym z suchej odmiany dyni, typu hokkaido/krzaczasta Amazonka). Do farszu dodać także hojną szczyptę świeżo startej gałki muszkatołowej, 1 jajo i 1 łyżkę skrobi ziemniaczanej.

PS z 21.07.2017:

Oto tegoroczne gnudi z owczej ricotty z polecanego przeze mnie już wcześniej Ranczo Frontiera. Twaróg jest pyszny i jeśli ktoś wcześniej nie spróbował serowych kulek, naprawdę warto!


Zapisz

sobota, 15 listopada 2014, ptasia
Print Friendly and PDF

Polecane wpisy

TrackBack
TrackBack w tym blogu jest moderowany. TrackBack URL do wpisu:

Ptasia on Pinterest
Page copy protected against web site content infringement by Copyscape
Durszlak.pl POMOŻECIE? PustaMiska - akcja charytatywna