Głównie o kuchni, jedzeniu, gotowaniu - ale nie tylko...
Blog > Komentarze do wpisu

Pocztówki trójmiejskie

Gdzie spędzaliście wakacje jako dzieci? Pod gruszą, np. u babci, w górach, nad morzem? Ponieważ byłam chorowita, rodzice uważali, że powinnam przynajmniej 2 tygodnie w roku wdychać jod, czyli kopać grajdołki nad Bałtykiem. Więc było Mielno, Łazy, Świnoujście (te trzy miejscowości bardzo mgliście pamiętam), Gdynia, Brzeźno, Trzęsacz (z pamięcią coraz lepiej) oraz słynne kolonie koło Ustronia Morskiego, gdy miałam 14 lat. I tu regularne wakacje nadmorskie ustały. Tzn. jeszcze byłam raz na Jarmarku Dominikańskim, jeździłam też na studenckie majówki do Karwi (gofry, piwo i wydmy – tak można to podsumować*), ale ostatni z nich był dobre kilkanaście lat temu. Zeszłoroczny wczesnoczerwcowy wypad do Trójmiasta, powtórzony 2 tygodnie temu, można więc spokojnie rozpatrywać w kategoriach powrotu po latach ;).

„Które najładniejsze, Gdańsk, Sopot czy Gdynia?” to pytanie typu „Boże Narodzenie czy Wielkanoc”, choć jak mam być szczera, żadne nie skradło mojego serca. We wspomnieniach z hm, poprzedniego wieku, Gdynia i Sopot były „bardzo ładne”, teraz jednak, mocno przyduszona, może wybrałabym Gdańsk (choć jak patrzę na zdjęcia, powinny być to bardziej zaniedbane i oddalone od Monciaka uliczki Sopotu ;).

Nie ukrywam, że wciąż topowym nadbałtyckim doświadczeniem – poza sezonem, zaznaczam – są nie rozkosze miejskie**, ale zestaw gofry + bezmyślne leżenie na piasku, może być połączone z drzemką + piwo (np. z plastikowego kubka z budki z zapiekankami kilka metrów od plaży), w takiej właśnie kolejności (czynności można powtarzać). W wersji bardziej zdrowej spodobała mi się także poranna przebieżka: w jedną stronę plażą, w drugą stronę parkiem. I tu kolejny plus Trójmiasta: stosunkowo liczne parki miejskie oraz rezerwaty przyrody „pod ręką”, typu Kępa Redłowska, po której rok temu dość długo chodziliśmy.

W temacie rozkoszy miejskich: wygląda na to, że znaleźliśmy już „swoje” miejscówki (bo jeśli powrót po roku do lokalu jest znów udany, to uważam, że miejsce można polecać). I o nich niżej.

Po pierwsze, na śniadanie: Cały Gaweł w Sopocie. Strategicznie blisko dworca SKM (oraz kamienicy z lekko antycznym młodzieńcem z koszem na głowie ;) z drugiego zdjęcia we wpisie), więc dogodnie dla podróżnych. Wnętrze ciemne, ale z dużą ilością wesołej żółci oraz neonami (rower na ścianie to nowość w stosunku do poprzedniego roku). Flat white jest mocna – ożywi nawet, jeśli poprzedni wieczór był nieco za długi ;) – i smakowała mi najbardziej z wypitych w Trójmieście kaw. Śniadanie kaszubskie (zestaw widoczny powyżej) albo wykarmi dwie osoby, albo sprawi, że do wieczora będziecie najedzeni ;). Dla nudzących się jest zestaw czasopism, w tym np. Kinfolk.

Po drugie, na obiad, kolację i/lub piwo: Pobite Gary w Oliwie. Co mi się podobało? Smaczne, bezpretensjonalne dania (próbowałam głównie rybnych/z owocami morza, np. halibuta z mulami - na zdjęciu w lewym górnym rogu); olej z lnianki (rydzyka) zamiast oliwy do chleba (w ww. Gawle na stołach stoi rzepakowy – bardzo mi się podoba ten trend); dobre jasne piwa z nalewaka (ostatnio kaszubskie, wcześniej czeskie). Karta letnich koktajli też wyglądała ciekawie, choć nie testowałam. Do tego wystrój trochę jak w świetlicy i towarzystwo przynajmniej w dużym stopniu lokalne, typu młode pary z dziećmi.

Po trzecie, na kawę: Drukarnia w Gdańsku, w samym sercu starówki. Tu może małe oszustwo, bo byłam w kawiarni tylko raz, ale kawa była bardzo przyzwoita, plus dużym atutem jest wystrój, zwłaszcza podziwiany z piętra (które pełni także rolę galerii sztuki). Spożywczo są tylko wypieki (ciastka owsiane przyciągnęły mój wzrok) lub małe wytrawne – kanapki lub przyjazne weganom zestawy śniadaniowe. Można się też zapisać na warsztaty kaligrafii.

CDN., jak przypuszczam, bo w końcu z Mazur nad morze tyle samo się jedzie, co do stolicy, a ja wciąż nie trafiłam na Wyspę Sobieszowską czy do Gdańskiej Galerii Fotografii...

* Był jeszcze wykopany tunel do Australii, albo nie tylko dzieci drążą grajdołki w piasku ;).

** Choć względnie nowe muzea – II wojny światowej w Gdańsku oraz Muzeum Emigracji w Gdyni, które widać w lewym górnym rogu na poniższym zdjęciu – polecam.

Zapisz

sobota, 22 kwietnia 2017, ptasia
Print Friendly and PDF

Polecane wpisy

TrackBack
TrackBack w tym blogu jest moderowany. TrackBack URL do wpisu:
Komentarze
2017/04/22 16:35:18
Odnośnie wakacji moja mama ustanowiła zasadę: jeden rok w góry, jeden nad morze (tego co pomiędzy jakby nie było ;)), wolałam raczej góry, choć i nadmorskie wycieczki (zwłaszcza na Hel) wspominam b. miło :)
A Trójmiasto: po prawie 10 latach mieszkania tam miałam go serdecznie dość (choć w sumie lubiłam mieszkać w Oliwie czy w Sopocie), głównie ze względu na dojazdy - tam jest wszędzie daleeeko. Doceniłam jak wróciłam kilka lat po wyprowadzce, w porównaniu z mega tłocznym Krakowem Gdańsk wydał mi się bardzo spokojny :) W ogólnym rozrachunku lubię, choć raczej wakacyjnie (Gdańsk, Oliwę, Sopot i Jelitkowo zwłaszcza) :-)

Miejsca, które opisałaś brzmią super, zwłaszcza ten Gaweł, żadnego nie znam, więc do zapamiętania :)))
-
2017/04/23 08:22:26
A to ciekawe, co mówisz o tym transporcie, bo ja miałam wrażenie, że jest mimo wszystko całkiem dobrze skomunikowane - oczywiście, mieszkałam właściwie pośrodku, tj. w Jelitkowa, skąd b. łatwo dojechać autobusem/dojść do Sopotu, to samo z Brzeźnem czy Oliwą. Jechałam też SKM. Faktem jednak, że sporo korzystaliśmy też z samochodu. Porównaj to sobie jednak z W-wą :D
I zgadzam się z tym spokojem, jak rok temu wracaliśmy na piechotę z tych Pobitych Garów przez jakieś blokowiska i co najmniej dwa parki, było tak... cicho i pusto. W sobotę wieczór.
-
2017/04/24 12:56:23
prawie się sfazowałyśmy Ptasiu, właśnie wróciłam, tydzień w rodzinnych pieleszach (Gdynia i reszta), drugi tydzień w drugiej mej miłości - Wrocławiu.
w Sopocie pyszna kaszanka w Browarze (d. Złoty Ul), własny wyrób. Śliwka w Kompot kawałek w dół Monciaka - nieporozumienie, nie polecam. we Wrocławiu wegańska Ahimsa, bez żalu ma się ochotę odstawić produkty mięsne ;)
Trójmiasto - wszędzie daleko ???
Gdynia-Gdańsk (20km) w 30 minut, chyba przez żadne miasto w Polsce nie przejedzie się tak szybko i wygodnie. centra miast nie są rozlegle, ogranicza je z jednej strony morze, z drugiej park krajobrazowy, reszta to sypialnie, do których dojazdy są tez już coraz lepsze.
-
2017/04/24 13:00:40
przepraszam za dubel, to blox podejrzewał mnie o spam i wysłałam kilka razy.
-
2017/04/24 13:54:52
Tak, tak, skomunikowane są dobrze, mi chodzi raczej o to, że to miasto (3 miasto ;)) jest straaaasznie długie, SKM da się przejechać dość szybko, teraz jest jeszcze ta kolej metropolitalna, ale jak musisz jechać tramwajem/autobusem przez caaały Gdańsk to można w tym tramwaju zapuścić korzenie :D A bywały momenty, że miałam zajęcia w kilku oddalonych miejscach w Gda/Sopocie + mieszkanie jeszcze gdzie indziej, także jeżdżenie po Gdańsku było trochę upierdliwe ;)
-
2017/04/24 22:12:09
@Leloop: nic się nie stało, dubel usunięty. Kaszankę zapamiętam na następny raz. Wrocław - wybieram się od kilku lat, bo naprawdę wypadałoby (rodzina... tzn. już jej tam nie ma, ale mieszkała wiele lat).

Ptasia on Pinterest
Page copy protected against web site content infringement by Copyscape
Durszlak.pl POMOŻECIE? PustaMiska - akcja charytatywna