Głównie o kuchni, jedzeniu, gotowaniu - ale nie tylko...
piątek, 20 listopada 2009

Czas, by zabrać się za brytyjskie leżakujące ciasto świąteczne, czyli Christmas Cake. Moje owoce właśnie zalałam rumem; aromat unoszący się znad miski nieco mnie oszołomił.

Okazja do pieczenia się nadarza szczególnie, że za chwilę mamy:

To tyle tej małej autoreklamy ;)

czwartek, 19 listopada 2009

Zrobiło się cieplej i z różnych zakamarków wyszły muszki i robaczki. Bica zapamiętale na nie poluje, a jak upoluje, to cóż... Przecież nie zostawi. A oto jak to wygląda w skrócie (mało dynamicznie, bo muszka sama się podłożyła, tj. przysiadła na złudnie jasnej ryzie papieru):

Przyznaję, że ostatnie zdjęcie najbardziej mi się podoba :)

wtorek, 17 listopada 2009

Kiedy pod koniec września zgłosiłam chęć poprowadzenia Piekarni a Margot zaproponowała mi termin listopadowy, trochę się zdziwiłam. To prawie jak zapisy do lekarza specjalisty :) Cóż się jednak dziwić, piecze nas coraz więcej - i dobrze!

W nadchodzący weekend proponuję dwa przepisy, oba przeze mnie wypróbowane.  I, można powiedzieć, oba "vive la France!". Oto pierwszy: francuski chleb wiejski na zakwasie (French country sourdough boule) wg nieco zmodyfikowanego przepisu Rose Levy Beranbaum.

Francuski chleb wiejski na zakwasie

Zaczyn (200g): 40g aktywnego płynnego zakwasu żytniego, 80g wody, 80g mąki pszennej chlebowej

Wszystkie składniki wymieszać wieczorem dnia poprzedzającego pieczenie, odstawić w temp. pokojowej na ok. 12 h.

Dnia następnego potrzebujemy, poza zaczynem 200g: 300g letniej wody, 312g (2 szklanki) mąki pszennej chlebowej, 80g mąki żytniej chlebowej, 58g (6 łyżek) mąki pszennej razowej, 1/4-1/8 łyżeczki drożdży instant (lub 1-2 kuleczki wielkości ziarna groszku świeżych)*, 1,5 łyżeczki soli (w oryginale ciut więcej - można dać czubate 1,5 łyżeczki)

* Rose proponuje większą ilość drożdży instant, ja dodałam "1 groszek" świeżych i byłam zadowolona z efektów; decyzja należy do Was

Zmieszać cały zaczyn z dnia poprzedniego z 300g letniej wody. W osobnej misce zmieszać mąkę pszenną chlebową, mąkę żytnią chlebową oraz pszenną razową i drożdże. Oprószyć mokre składniki (zaczyn i wodę) suchymi. Wymieszać tak, aby cała mąka była zwilżona. Przykryć i odstawić na 20 minut. Po tym czasie dodać sól i wyrabiać ręcznie lub miskerem ok. 10 minut (osobiście sądzę, że mikserem można nieco krócej). Ciasto będzie bardzo lepkie i elastyczne. Jeśli nie będzie lepkie, należy delikatnie dodać trochę wody.

Zeskrobać ciasto do natłuszczonej miski, przykryć folią i odstawić do podwojenia objętości ok. 1,5-2 h (uwaga: przy redukcji drożdży może potrwać to dłużej - bliżej 2,5-3h, i warto w tym czasie 1-2 razy złożyć chleb). Gdy chleb podwoi objętość, należy go przełożyć na omączony blat i odgazować, złożyć, przełożyć z powrotem do miski. Odstawić do ponownego napuszenia (podwojenia objętości) ok. 1h. Po tym czasie przekładamy chleb ponownie na blat, znów ogazować, podzielić na 2 części i uformować 2 okrągłe (stąd boule) lub owalne bochenki. Ciasto będzie wciąż dość lepkie, choć dające się formować. Należy starać się jak najmniej podsypywać mąką. Chlebki umieścić w koszykach/durszlakach do wyrastania, przykryć folią i odstawić do napuszenia na 1h.

Jeśli mamy kamień - od razu po uformowaniu bochenków nagrzewamy go w piekarniku nastawionym na 245 st. C. Jeśli nie - można nagrzać blachę. Napuszony chleb nacinamy, przekładamy na nagrzaną blachę lub kamień i pieczemy z parą 5 min w 245 st. Skręcamy temperaturę do 230 st. i pieczemy 20-25 minut, aż chleb będzie mocno zrumieniony, głuchy od spodu a temperatura wewnątrz bochenka będzie wynosić ok. 100 st. C. Studzimy na kratce.

Chleb wychodzi mocno dziurzasty, smaczny, ze skórką idealną do żucia, a jak wygląda, widać u góry.

Drugi przepis jest autorstwa Petera Mayle'a z Wyznań francuskiego piekarza, na chleb z cebulą na białym winie, z lekko zmienioną metodą wyrabiania.

Chleb z cebulą na białym winie

Składniki: 500g mąki pszennej (chlebowej lub mieszanki 1:1 zwykłej i chlebowej), 15 g świeżych lub 1,5 łyżeczki drożdży instant, ok. 150ml (patrz przepis) białego wina, 130-150ml letniej wody, 2 łyżki masła, 2 małe cebule, 1,5 łyżeczki soli

Stopić masło i zeszklić drobno posiekaną cebulę. Zdeglasować patelnię 1/4 szklanki (ok. 60 ml - 4 łyżki) białego wina. Odcedzić cebulkę od płynu, ten ostatni zachować. Lekko wystudzić.

Odcedzony płyn winno-cebulowy dopełnić białym winem do 150ml. Wymieszać mąkę z solą i drożdżami, pomału dodać wino i wodę, stale mieszając. Proponuję zacząć od 130 ml wody, gdyż zauważyłam, że cebula później także oddaje wilgoć i musiałam podsypywać mąką podczas wyrabiania; zawsze można dodać odrobinę wody później. Na koniec dodać cebulę. Wyrobić krótko ciasto, by wszystkie składniki się połączyły. Przykryć, odstawić na 10 min. Po tym czasie wyrabiać ciasto ręcznie lub mikserem, aż będzie miękkie i sprężyste (ok. 10-15 minut), nie powinno się kleić. Uformować kulę, przełożyć do natłuszczonej miski, odstawić do wyrastania na ok. 1,5 h (w 1/2 czasu wyrastania chleb odgazować i złożyć).

Po czasie wyrastania chleb odgazować, podzielić na 2 części i uformować. Ja lubię pulchne bagietki/torpedy, ale mogą być bochenki okrągłe lub owalne. Odstawić do wyrastania - do podwojenia objętości - na ok. 35-45 minut.

Przed pieczeniem chlebki naciąć. Piec w 230 st. C, w naparowanym piekarniku, 20-25  minut (aż chleb będzie głuchy od spodu); ja piekę na kamieniu, nagrzanym 1 h przed pieczeniem.

Chleb pięknie pachnie, ma miękki, bułkowaty miąższ, świetnie pasuje jako dodatek do zup  czy sałatek, lub "nośnik" dla różnych serów, wędlin, pasztetów...

Mam nadzieję, że któryś z powyższych przepisów (lub oba?) Wam posmakują :)

poniedziałek, 16 listopada 2009

Będzie wyjątkowo krotko: z przyjemnością informuję, że moja marmolada z jabłek znalazła się w numerze 12 (grudniowym) magazynu Twoje Dziecko w artykule "Wyjątkowe prezenty", w towarzystwie przepisów z paru innych blogów.

:)

niedziela, 15 listopada 2009

W najnowszej Weekendowej Piekarni Małgosia zaproponowała nam trzy apetyczne przepisy. Wypróbowałam chleb na zakwasie z ziemniakami i orzechami i gorąco polecam. Wprowadziłam jedną znaczącą zmianę, tj. zrobiłam ciasto zakwaszone (odstawiłam na noc), mocno zredukowałam ilość drożdży i w związku z tym wydłużyłam czas wyrastania chleba.

Składniki: 270g aktywnego zakwasu (wieczorem w dniu poprzedzającym pieczenie nastawiłam na noc ciasto zakwaszone ze 100g aktywnego zakwasu, 80g mąki pszennej razowej i 90g wody), 7g świeżych drożdży (dałam dwie kuleczki wielkości ziaren groszku, prawdop. ok. 2,5g), 1 ugotowany ziemniak (+/- 200g - u mnie 150g) – dobrze rozgnieciony, 450g białej mąki pszennej, 150g mąki pszennej razowej, ok. 330g wody, 14g soli, 75g orzechów włoskich, grubo pokrojonych, 75g orzechów laskowych, grubo pokrojonych (dałam 150g włoskich)

Rozpuścić drożdże w 50g wody. Rozrobić zakwas w pozostałej wodzie (280g). Wszystkie składniki, oprócz soli, włożyć do misy miksera. Wyrabiać ciasto ok. 4 min. na niskich obrotach. Dodać sól i wyrabiać kolejne 4 min. Przykryć misę folią spożywczą i zostawić do wyrośnięta na 60-75 min (u mnie ok. 3h). Co 30 min. odgazowywać i składać ciasto (składałam dwukrotnie podczas wyrastania). Uformować ciasto w podłużny bochenek, włożyć do koszyczka, przykryć i pozostawić do ponownego rośnięcia na 60min.
Rozgrzać piekarnik do 240 st.C. Bezpośrednio przed wyłożeniem bochenka do piekarnika – zrobić kilka nacięć. Piec przez 10 min. w temp. 240st.C. Następnie otworzyć na krótką chwilę drzwiczki piekarnika by wypuścić parę. Obniżyć temperaturę do 220 st.C. i piec kolejne 10 min. Znów na moment otworzyć drzwiczki i zredukować temperaturę do 200 st.C. i w niej piec kolejnych 20 min.
Studzić chleb na kratce.

Z przepisu wychodzi duży, prawdziwie wiejski bochen chleba - pachnący, o miękkim, brązowym miąższu i skórce...

PS. I z wrażenia zapomniałam o bannerze: już wisi.

Siedziałyśmy z Tili na kawie i rozmawiałyśmy o orzechach, białym maku i wspólnym pieczeniu. Wyszło nam, że rogale marcińskie uda nam się upiec wspólnie jedynie wirtualnie, ale za to - w większym gronie, i tak, by wszystkim nam było orzechowo (vide banner). A więc - oto są!

Miałam trochę przygód z rogalami, bo jechałam na Mazury, gdzie nie ma maszynki do mielenia (mięsa, nie mam specjalnej do maku). Tuż przed mieleniem odkryłam, że nie mam migdałów, ale przypomniałam sobie o mące migdałowej (tartych migdałach) w spiżarni. Pierwszy raz mieliłam mak i, hm, nie jest to moje ulubione zajęcie (a właściwie nawet nie mielenie, tylko czyszczenie potem kuchni i maszynki...). Na Mazury pojechałam ze zmielonym makiem (bdb się przechowuje co najmniej 2 dni w szczelnym pojemniku w lodówce), marcepanem itd., ale zapomniałam... drożdży, więc była wycieczka do sklepu. Potem właściwie było z górki, poza tym, że pomyliły mi się dwukrotnie strony przy składaniu ciasta, więc w efekcie złożyłam 2 razy więcej.

A, M, gdy się dowiedział, co piekę, skrzywił się: "Ale ja ich nie lubię". Zirytowana odparłam: "A jadłeś domowe?". "Nie". "Na pewno będą lepsze". I oczywiście, konsument potem powiedział: "Całkiem niezłe".

Przepis Bajaderki, z Cin Cin.

Ciasto:
1 szklanka cieplego mleka
1 lyzka suchych drozdzy (lub ok. 25g świeżych - tyle ja dałam)
1 jajko
1/2 lyzeczki ekstraktu z wanilii (nie miałam)
3 1/2 szklanki maki (ok. 520g)
3 lyzki cukru (dałam waniliowy)
szczypta soli
225g miekkiego masla (z tego 2 lyzki uzyjemy do ciasta)

Nadzienie:
30 dag bialego maku
10 dag pasty migdalowej (marcepanu)
3/4 szklanki cukru pudru
10 dag orzechow wloskich
10 dag zblanszowanych migdalow
1 lyzka kandyzowanej skorki pomaranczowej (mozna dac wiecej, do 2 lyzek - u mnie nawet więcej)
2-3 lyzki gestej smietany (lub jogurtu)
3 podluzne biszkopty, pokruszone na okruszki (lub inne ciasteczka - u mnie digestives)

Do posmarowania: 1 jajko rozbeltane z 2 lyzkami mleka

Lukier: 1 szklanka cukru pudru, 2-3 lyzki mleka

Opcjonalnie: posiekane migdaly do posypania

Ciasto: Drozdze wsypac do mleka, zostawic na kilka minut aby sie rozpuscily i dobrze wymieszac. Dodac jajko i wanilie i lekko wszystko pomieszac. Make, cukier i sol wymieszac razem w duzej misce, dodac lekko miekkie maslo (2 lyzki) i rozetrzec palcami razem z maka. Dodac rozczyn mieszajac lyzka lub reka, przelozyc ciasto na stolnice i lekko i krotko wyrobic, tylko do momentu kiedy ciasto stanie sie gladkie. Nie wyrabiac za dlugo - to ciasto powinno zostac lekko lepiace i chlodne. Uformowac je w prostokat, ulozyc na obroszonej maka blasze, przykryc folia i schlodzic w lodowce okolo 1 godziny.
Schlodzone ciasto przelozyc na stolnice i rozwalkowac na prostokat o wymiarach 30x15cm, tak aby krotsze strony stanowily gore i dol. Maslo rozsmarowac rownomiernie na ciescie (zostawic 1/2cm margines dookola). Zlozyc 1/3 ciasta od gory, nastepnie zlozyc dolna czesc tak aby przykryla to zlozenia (tak jak skladamy kartke papieru). Dobrze skleic brzegi i delikatnie wywalkowac w prostokat 25x17cm uzywajc jak najmnieszej ilosci maki do podsypywania. Zlozyc tak jak poprzednio i schlodzic na blasze przez 45 minut. Powtorzyc proces 3 razy, chlodzac ciasto miedzy walkowaniami przez 30 minut. Po zakonczeniu procesu ciasto dobrze zawinac i wlozyc do lodowki na conajmniej 5 godzin, a najlepiej na cala noc. Wyjac z lodowki na okolo 20 minut przed planowanym robieniem. Wywalkowac na prostokat o wymiarach mniej wiecej 65x34cm i przeciac wzdluz dlugiego boku na 2 czesci. Kazdy powstaly w ten sposob pasek pokroic na 12 trojkatow.

Nadzienie: Mak i orzechy sparzyc goraca woda, po 15 minutach odcedzic i dobrze odsaczyc. Zmielic dwukrotnie w maszynce razem z migdalami. Paste migdalowa (marcepan) rozetrzec mikserem z cukrem pudrem, dodac zmielony mak z bakaliami, okruszki biszkoptowe i posiekana skorke pomaranczowa. Dobrze wymieszac, dodac smietane - ale tylko tyle by uzyskac dosc zwarta ale plastyczna mase. Masa nie moze byc zbyt plynna, ani za twarda i wlasnie swietnie reguluje sie jej konsystencje dodajac smietane stopniowo. Niekoniecznie trzeba zuzyc cala ilosc smietany podaje w skladnikach.

Rozsmarowac nadzienie zostawiajac maly margines na wszystkich bokach trojkata - zwijac w rogaliki zaczynajac od podstawy. Ulozyc na wylozonej pergaminem blasze, przykryc i zostawic do wyrosniecia az podwoja objetosc, okolo 1 1/2 godziny.

Rozgrzac piekarnik do 180ºC, wyrosniete rogale posmarowac jajkiem rozbeltanym z mlekiem i piec okolo 20 minut az sie ladnie zezloca. Wyjac na druciana siateczke i jeszcze cieple polac lukrem. Mozna posypac posiekanymi migdalami (pominęłam).

Ponieważ zrobiłam ciasto z całego przepisu, ale masę makowo-orzechową tylko z 1/2, pozostałe rogale nadziałam powidłami z czekoladą, albo "śliwką w czekoladzie" od Tili, uzyskując w ten sposób dość wytrawne, jedynie lekko słodkie croissanty. Tak wyglądały przed....

... a tak po pieczeniu:

I może jeszcze kogoś zainteresuje, że upieczone rogale się bardzo dobrze mrożą. Po upieczeniu najlepiej bowiem smakują tego samego dnia (żeby nie powiedzieć - tylko lekko ostudzone po pieczeniu), ew. dnia następnego. Jeśli wiemy, że nie zjemy ich tak szybko, lub wyprodukujemy ich po prostu większą ilość, warto zamrozić, bo dobrze się przechowują. A właściwie - po rozmrożeniu dobrze zachowują swoje walory smakowe :)

sobota, 14 listopada 2009

Przepis na tą gęstą zupę rybną znalazłam kilka lat temu w książce Dania z ryb i owoców morza wydawnictwa Konemann. To typowo zimowe danie: sycące, o wyrazistym smaku, mocno słone, w sam raz na wyprawę kutrem rybackim. Choć chyba wtedy w składzie byłyby świeże ryby? Przepis zakładał oryginalnie gotowanie zupy na bazie wędzonego dorsza lub łupacza, można jednak użyć np. mieszanki ryb wędzonych, choć lepiej wybierać takie o białym mięsie. Tym razem użyłam 1:1 wędzonego śledzia i dorsza, ale tego pierwszego nie polecam: jest zbyt słony i ma zbyt ciemne/suche mięso.

A, gdyby kogoś interesowało: ten biały opar w górnym rogu powyższego zdjęcia to para...

Sporządzamy wywar rybny: wkładamy 500 g wędzonego łupacza lub dorsza (lub innej wędzonej ryby o jasnym mięsie, patrz uwagi wyżej) do głębokiej patelni/rondla, wlewamy 1,25 l wody i zagotowujemy. Zmniejszamy ogień i gotujemy 8 minut, aż ryba będzie sięłatwo oddzielać. Osączyć, zachować wywar. Usunąć skórę i ości, rozdrobnić mięso, odstawić.
Zupa właściwa: Do rondla z wywarem (w oryginale jedynie 750 ml, co zakłada odlanie części wytworzonego wywaru - ja dałam tym razem całość) włożyć 1 średniego ziemniaka, pokrojonego w kostkę, 1 łodygę selera naciowego i 1 cebulę drobno pokrojoną. Zagotować, zmniejszyć ogień do średniego i gotować ok. 8-10 min aż warzywa będą dość miękkie, odstawić. W dużym rondlu stopić na małym ogniu 50 g masła, dodać 1 plasterek drobno posiekanego bekonu i mieszać 3 min. Wmieszać 2 łyżki mąki, 1/2 łyżeczki musztardy w proszku (albo zwykłej...)  i 1/2 łyżeczki sosu Worcestershire. Smażyć 1 min, aż całość zblednie i się spieni. Zdjąć z ognia i stopniowo wlewać 250 ml mleka. Postawić na ogniu i mieszać, aż całość zagotuje się i zgęstnieje. Zmniejszyć ogień, gotować 2 min. Wlać wywar z warzywami, dodać posiekaną natkę pietruszki (ok. 3 łyżek) i rybę. Gotować na małym ogniu ok. 5 min aż zupa będzie gorąca. Doprawić do smaku (ale solić raczej nie trzeba - bekon i dorsz są wystarczająco słone), podawać z kapką śmietany.

Tyle właściwy przepis, ja jeszcze tylko dodam, że jeszcze lepsza jest zupa odgrzana, np. następnego dnia...

czwartek, 12 listopada 2009

Co lubię w To lubię, kawiarni na ulicy Freta w Warszawie?

Ciasteczka owsiane ze szklanych słojów stojących na barze i brownies. Stare, skrzypiące krzesła, każde inne. Stolik na pięterku pod oknem, z widokiem na ulicę Długą. Kawę latte i nasze weekendowe śniadania, złożone z bułeczek z pastą twarogową (polecam ziołową).

Lubię szprycer na różowym winie, gdy wpadamy do kawiarni ze znajomymi. M lubi czekoladę z chilli. Lubię także siedziska na parapecie na parterze (choć lądujemy tam tylko wtedy, kiedy nie ma innych wolnych miejsc :).

Lubię grzane wino zimą i kawę z lodem latem. Lubię wspomnienia, które budzi we mnie to miejsce. Lubię sympatyczną obsługę (i oczywiście panią Basię, jedną z właścicielek). Co jeszcze? Wąskie, drewniane schody na pięterko. I miód pitny.

Lubię to miejsce :)

Zdjęcia użytkownika
Informacje o zdjęciu
Nov 12, 2009
1500×1000 piks. – 188 KB
Nazwa pliku: moztolubie2.jpg
Aparat fotograficzny: nie dotyczy
Model: nie dotyczy
ISO: nie dotyczy
Ekspozycja: nie dotyczy
Przesłona: nie dotyczy
Ogniskowa: nie dotyczy
Użyta lampa błyskowa: nie dotyczy
Szerokość geograficzna: nie dotyczy
Długość geograficzna: nie dotyczy
Link
Umieść obraz na stronie
Wybierz rozmiar
Ukryj link do albumu
Tagi
Położenie zdjęcia
Dodaj położenie
Wszelkie prawa zastrzeżoneedytuj
środa, 11 listopada 2009

Gotujemy po polsku! - edycja IIOd dawna chciałam przyrządzić pyzy drożdżowe, tzw. poznańskie, gotowane na parze. Akcja "polska" (organizowana przez Irenę i Andrzeja i Zpierwszegotloczenia.pl) wydawała się najlepszą po temu okazją. Sądziłam, że nigdy tych pyz nie jadłam, tymczasem po przekrojeniu najpierw krzyknęłam: "Knedliki! Praga! Słowacja!". Dziś jedząc wersję na słodko przeżyłam kolejne objawienie: "Germknodel!". Innymi słowy, znałam danie całkiem dobrze, tylko w wydaniu z krajów ościennych. Biorąc pod uwagę, że w Poznaniu byłam raz, przez ok. 5 godzin, czuję się usprawiedliwiona.

Skorzystałam z przepisu Gani, jednak trochę go zmieniłam - poniżej moja wersja.

Pyzy drożdżowe

Składniki: 18 g drożdży świeżych, 400 g mąki, 200ml mleka, 2 jaja, 1 łyżka stopionego masła, ew. oliwy, 0,5 łyżeczki cukru, 2 szczypty soli


Drożdże i cukier wymieszać z łyżką ciepłego mleka i łyżką mąki. Odstawić w ciepłe miejsce do wyrośnięcia. Pozostałą część mąki połączyć z resztą mleka, z jajami i wyrośniętym rozczynem. Posolić, ciasto wyrabiać aż do pojawienia się pęcherzyków powietrza (aż będzie gładkie i elastyczne, jedynie lekko lepiące się do palców). Pod koniec wyrabiania dodać tłuszcz. Odstawić do wyrośnięcia.  Z ciasta formować małe/średnie kulki i układać je na ściereczce/pergaminie do napuszenia (ok. 20 minut, pod ściereczką/folią, by nie wyschły). Z podanych ilości wyszło mi 9 sporych knedli. Gotować pod przykryciem na parze (skorzystałam z parowara) ok. 12-15 minut.

Mamy pyzy... i co dalej? My jedliśmy ze stekami jagnięcymi, podobnymi do wcześniej prezentowanych, i surówką z buraczków (ugotowane lub upieczone buraki starte na tartce, wymieszane z cebulą, sokiem cytryny i/lub octem, doprawione solą i pieprzem). Pyzy jednak aż się proszą o sos, i zrobiłam: winno-grzybowy. Ponieważ wykazałam się wyjątkową "przytomnością" umysłu i odcedziłam grzyby z wywaru nad zlewem, mój sos był bardziej winny niż grzybowy, ale podaję jak powinno (i miało) być.

Sos winno-grzybowy

Składniki (na niewielką ilość sosu, na ok. 5 dużych pyz, w razie potrzeby należy proporcje zwiększyć): 2 łyżki suszonych grzybów, 150ml wrzątku, 50 ml czerwonego wina, 1 mała czerwona cebula, suszony tymianek, sól, pieprz, łyżka kwaśnej śmietany

Grzyby zalać wrzątkiem, odstawić na ok. 45min - 1 h. Grzyby odcedzić, zachowując płyn (nie tak, jak niektórzy...). Zeszklić drobno posiekaną cebulę na maśle, dodać wywar z grzybów i wino (można dodać także łyżkę-dwie soków z pieczenia mięsa, jeśli mamy pod ręką), gotować ok. 10-15 minut, aż nadmiar płynu odparuje. Dodać grzyby (posiekane, jeśli to konieczne, ale moje już były rozdrobnione), doprawić do smaku tymiankiem, solą, pieprzem i pogotować jeszcze kilka minut na średnim ogniu. Zdjąć z ognia, doprawić śmietaną i już jedynie delikatnie podgrzewać, nie zagotowywać.

A co jeśli zostanie nam parę pyz? Można przechować je w lodówce i następnego dnia podgrzać kilka minut na parze, a następnie albo zjeść na słono, jak poprzednio, albo na słodko: ze śmietaną, śmietanką lub jogurtem, cukrem lub miodem i cynamonem. Można zjeść z owocami lub dżemem... Możliwości jest wiele. Poniżej mój dzisiejszy deser - jogurt, miałki brązowy cukier (ciemny muscovado) i cynamon. Pyszne! Nie wiem, czy na słodko jednak nie są lepsze...

wtorek, 10 listopada 2009

Gotujemy po polsku! - edycja IINa dworzu zimno, wiatr wieje, a na kuchni pyrka kapuśniak. Wykonany przez M - kwaśny, dość pieprzny, esencjonalny, ale bez zasmażki. To w ramach tegorocznego "Gotujemy po polsku" (vide banner; akcja pod patronatem Zpierwszegotloczenia.pl) (Jakoś zmieniło mi się podejście od edycji 2008: całkiem dużo przychodzi mi do głowy dań z kuchni rodzimej, które chciałabym wypróbować. Człowiek stale ewoluuje, zdecydowanie).

Składniki: 1 kg kapusty kiszonej, 1 pęczek włoszczyzny, 500ml esencjonalnego wywaru mięsnego i 150ml czerwonego wina lub 650 ml wywaru jw., pieprz ziarnisty, ziele angielskie, liść laurowy, lubczyk, niewielki kawałek kiełbasy i/lub wędzonki, ok. 8 średnich ziemniaków

Włoszczyznę umyć, obrać, umieścić w rondlu z liściem laurowym, zielem ang., paroma liśćmi lubczyku i łyżeczką ziaren pieprzu. Zalać ok. 1,25 l. wody, zagotować, gotować ok. 1 h na średnim ogniu. Odcedzić warzywa*, powstały wywar  warzywny połączyć z wywarem mięsnym. Ja użyłam wywaru winno-mięsnego z gotowania tej szynki, ale sądzę, że podobny efekt dałoby połączenie dobrego, esencjonalnego wywaru mięsnego ze 150 ml wina; można dać także sam wywar mięsny. W dużym garnku umieścić poszatkowaną kapustę, zalać pomieszanymi wywarami, dodać pokrojoną drobno wędlinę i obrane ziemniaki w kostkę. Zagotować i gotować ok. 1 h na średnim ogniu. Sprawdzić doprawienie pod koniec (u nas został dodany pieprz, natomiast soli w ogóle nie dodawaliśmy - wystarczyło to, co w kapuście i wywarze mięsnym).

Choć sama nigdy nie leczyłam kaca kapuśniakiem, rozumiem, czemu czasem nazywa się tą zupę "kacówką" - jest w sam raz kwaśna i treściwa, by ukoić żołądek, zaspokoić pragnienie i postawić na nogi.

* Marchewkę i pietruszkę można zjeść ze smakiem czekając na zupę: jeszcze ciepłe, lekko posolone i skropione oliwą.

 
1 , 2 , 3 , 4 , 5 ... 40
| < Listopad 2009 > |
Pn Wt Śr Cz Pt So N
            1
2 3 4 5 6 7 8
9 10 11 12 13 14 15
16 17 18 19 20 21 22
23 24 25 26 27 28 29
30            
Page copy protected against web site content infringement by Copyscape

Twitter Updates

    follow me on Twitter
    Nasze e-Książki www.azyl.org - Kocie Strony CICHEGO KĄTA Darmowe statystyki