Głównie o kuchni, jedzeniu, gotowaniu - ale nie tylko...
poniedziałek, 13 lutego 2012



Ostatnio mam ochotę na dania dla siebie nietypowe, takie, jakich normalnie nie wybieram. Nie, że ich nie lubię, ale nie mogę powiedzieć, bym za nimi przepadała. A jednak... niedawno na stoku rzuciłam się na gorącą czekoladę, a wcześniej zamarzyły mi się (sic) leniwe. Przy okazji wdałam się z M w dyskusję, czy to kluski, czy pierogi, czy po prostu leniwe. Przepis znalazłam u Dorotuś, na raczej niewielką ilość klusek (nie pierogów - wg mnie ;) -dla dwóch-trzech głodnych osób sugeruję od podwoić proporcje. W mojej wersji bez dodatku cukru waniliowego w masie.

Składniki:

  • 20-22 dag twarogu
  • 1 jajko (osobno żółtko i białko)
  • pół szklanki mąki

Twaróg przetrzeć przez sito lub rozgnieść widelcem. Dodać żółtko, mąkę i ubitą pianę z białka. Masa może się lepić, ale im mniej mąki dosypiemy, tym lepiej. Ciasto wyłożyć na stolnicę wysypaną mąką, uformować wałeczek, lekko spłaszczyć. Nożem odkrajać kawałki, wrzucać na wrzątek, gotować chwilę do wypłynięcia.
Podawać z roztopionym masłem lub śmietaną, posypane grubym cukrem i ew. cynamonem, lub jak kto lubi.

Kluski bardzo smaczne, ale dla mnie zbyt monotonne, by stanowić cały posiłek. Choć M patrzył się na mnie jak na UFO, zrobiłam do leniwego obiadu miskę surówki ze słodką nutą.

Surówka z marchwi, włoskiej kapusty i suszonych moreli



Składniki:

  • 2 średnie marchewki
  • mała garść poszatkowanej kapusty włoskiej
  • 3-4 suszone morele
  • sok z cytryny
  • łyżka jogurtu/śmietany
  • ok. 2 łyżeczek cukru
  • sól

Marchewkę zetrzeć, zmieszać z kapustą i morelami pokrojonymi w cienkie paseczki. Skropić cytryną (u mnie obficie), wymieszać z jogurtem/śmietaną, doprawić do smaku niewielką ilością soli i cukrem. Odstawić na bok, po paru minutach sprawdzić doprawienie. Podawać od razu lub po schłodzeniu.

Inna opcja to słodko kwaśny, chrupki anyżowy fenkuł, którego można zjeść np. przed lub po leniwych:

Surówka z fenkułu



  • 1 średni fenkuł
  • sok z 1/2 cytryny (ew. dobry, delikatny biały ocet - ok. łyżeczki)
  • łyżeczka-dwie cukru
  • szczypta soli

W misce wymieszać cytrynę, cukier i sól. Wymieszać dokładnie z poszatkowanym fenkułem, odstawić na parę minut. Zweryfikować doprawienie, jeść od razu.

wtorek, 07 lutego 2012



Od jakiegoś czasu chodziła za mną taka tarta, kiedyś bowiem zrobiłam podobne tartaletki z resztek ciasta kruchego. Okazja się nadarzyła, gdy wszystkie składniki były w domu (a opakowanie czarnych oliwek kupionych przez M okazało się gotową pastą*). Buraki + wyrazisty ser + oliwki to coś, co bardzo lubię... 

Składniki: ciasto kruche maślankowe (ze 140g mąki/70g masła) lub inne ulubione kruche w ww. ilości; 2 średnie, wcześniej ugotowane lub upieczone buraki; 40g pasty z oliwek/tapenade; 1/4 średniej cebuli, pokrojonej w piórka; ok. 2-3 łyżek pokruszonego sera z niebieską pleśnią/koziego; sól, tymianek, ocet balsamiczny, oliwa

Ciasto przygotować klasycznie: zrobić, schłodzić, rozwałkować, wyłożyć formę (u mnie rozwałkowane bardzo cienko na taką ok. 27cm, można trochę grubiej i wyłożyć mniejszą, np. 24cm) i schłodzić, podpiec na ślepo (z obciążeniem) ok. 10 minut w 190 st. C (termoobieg) i drugie tyle bez obciążenia.

Podpieczony spód posmarować pastą z oliwek, na to wyłożyć równomiernie buraki pokrojone w b. cienkie plasterki, rozrzucić na burakach cebulę, lekko oprószyć solą i suszonym tymiankiem, skropić delikatnie balsamico, na wierzchu rozrzucić ser pleśniowy/kozi, skropić oliwą. Piec ok. 15 minut ponownie w 190-200 st. C., aż brzegi się zrumienią a ser lekko roztopi.

I już :) Można jeść na ciepło, na zimno, jako przystawkę lub w większej ilości (np. w towarzystwie zieleniny) na obiad.

* Dziękuję korektorowi za zwrócenie uwagi ;)

sobota, 04 lutego 2012

O wałówce na drogę pisałam parokrotnie, ostatni raz - półtora roku temu. Niedawno znów ruszyliśmy w dłuższą podróż samochodem, a oto co nam towarzyszyło...

Po pierwsze: pieczone kacze uda. Zainspirowane przepisem na confit z The French Market (Harris i Warde), ale użyłam mniej tłuszczu.



Składniki: dwa kacze uda, sól, pieprz, suszony majeranek, 2 łyżki kaczego tłuszczu (zachowanego z innego pieczenia)

Uda umyć, dobrze osuszyć, natrzeć solą, pieprzem i suszonym majerankiem (na oko). Nakryć, zostawić na noc w lodówce (np. od razu w naczyniu żaroodpornym). Następnego dnia doprowadzić do temperatury pokojowej, posmarować każde udko łyżką tłuszczu kaczego, piec ok. 1,5 h w 160 st. C (aż mięso będzie miękkie). Jeść od razu lub osączyć z tłuszczu i wystudzić do konsumpcji na zimno.

Po drugie: sałatka ziemniaczana.



Składniki: ok. 6-7 średnich ziemniaków, ugotowanych lub upieczonych w piekarniku (np. w tym samym czasie, co ww. kaczka), 4 duże pieczarki, ok. 1/2-1/3 małego pora, 2 łyżki natki pietruszki, sól, pieprz, sok z cytryny, słodka papryka, 1 łyżka majonezu

Ciepłe ziemniaki, pokrojone w grubą kostkę lub plastry, wymieszać z surowymi pieczarkami w plasterkach i porem (pokrojonym jw.) oraz natką, dodać sól/pieprz, odstawić. Jak przestygnie doprawić do smaku cytryną, papryką słodką (u mnie większa szczypta), dodać łyżkę majonezu. Sprawdzić doprawienie, wystudzić przed jedzeniem.

Po trzecie: krakersy z ciasta maślankowego, takie jak kiedyś prezentowałam, ale tym razem użyłam resztek ciasta kruchego, które po rozwałkowaniu (cienko!) pocięłam jak na łazanki i do posypki (poza solą - kumin, suszone pomidory, zioła) niczym nie smarowałam. Poza tym wszystko jak we wcześniejszym przepisie.



Czy coś z tego zabralibyście jako prowiant :)?

PS. A co do celu podróży... Takie wczoraj widziałam widoki:

niedziela, 29 stycznia 2012



Śniadania niedzielne są inne od powszednich. Jest więcej czasu na jedzenie, na zaplanowanie: Na co bym miała ochotę?, czy ugotowanie czegoś bardziej skomplikowanego. Mogą być to naleśniki lub zapiekane tosty, zwykła jajecznica, a może...

Tosty z piekarnika

Danie popisowe mojego Taty, gdy byłam mała. Przygotowywał je dość długo, starannie układając warstwy na podściółce z przekrojonej kazjerki. U niego zazwyczaj był majonez, jajo na twardo, ser, czasem cebula w piórkach i pomidor (nawet zimowy po lekkiej obróbce termicznej zyskuje trochę na atrakcyjności). Moja wersja śniadaniowa (bo robię najróżniejsze, blacha takich grzanek pojawiała się też niejednokrotnie na imprezach-domówkach) jest bardziej śródziemnomorska, na przekór śnieżnemu, mroźnemu porankowi (które, żeby nie było, lubię).

Składniki: 4 kromki dowolnego, nieco czerstwego pieczywa, 1 ząbek czosnku, parę kropel oliwy, ulubione suszone zioła, parę plasterków twardego sera - żółty krowi, kozi, dowolny, po plasterku pomidora na kromkę, opcjonalnie: 0,5 łyżeczki ketchupu lub ajvaru na kromkę, suszone pomidory w płatkach

W wersji mniej czosnkowej kromki potrzeć obranym, przekrojonym na 1/2 ząbkiem czosnku. W wersji mocniej antywampirzej, czosnek posiekać, rozdzielić między pieczywo. Skropić oliwą, posypać lekko ziołami. Na zioła położyć plastry sera, na to - opcjonalnie - sos i pomidora, można dodatkowo posypać suszonymi pomidorami w płatkach. Piec ok. 10-12 minut w 190-200 st. C. Można na koniec umieścić bliżej grzałki, ale uważać, by ser się zanadto nie przypiekł. Udekorować przed podaniem listkami mięty lub innych ziół, jeśli są na stanie.

Omlet 2 x pomidor

W sumie, jak się nad tym zastanowić, ten omlet ma sporo wspólnego z powyższymi tostami... Jeden z pierwszych, jakie zjadłam po dłuuugiej przerwie - po Indiach miałam omletowstręt (w ramach przesytu)*. Niestety, patelni, którą można by wstawić do piekarnika, wciąż się nie dorobiłam.

Składniki: masło i oliwa do smażenia, 1/4-1/2 średniej cebuli, ok. 1/2 papryki (u mnie żółta), opcjonalnie: 2-3 pieczarki, 3 duże jaja, sól, pieprz, papryka wędzona, szczypta chilli - opcjonalnie, świeża kolendra - ok. 2-3 łyżek, 4 pomidory suszone, 2-4 plastry pomidora świeżego



Zacząć od rozgrzania niewielkiej ilości masła i oliwy na średniej wielkości patelni. Zeszklić cebulę pokrojoną w piórka, oprószyć lekko solą i dodać drobno pokrojoną paprykę i pieczarki, jeśli używacie. Gdy warzywa zmiękną, dodać roztrzepane jaja, doprawione solą, pieprzem i papryką/chilli, po wierzchu rozrzucić kolendrę, umieścić w równych odstępach pomidory suszone. Smażyć na średnim ogniu, aż jaja będą w 1/2 ścięte. Rozłożyć na wierzchu plastry pomidorów, smażyć, aż omlet się zetnie, co jakiś czas ruszając patelnią. Można znów podać z ajvarem :) 

* Ale za to ostatnio naczytałam się wspomnień M. Pagnola, w których co i rusz pojawiają się omlety z pomidorami...

niedziela, 22 stycznia 2012



Od jakiegoś czasu, bombardowana informacjami o walorach smakowych (zdrowotnych też, ale te pierwsze dla mnie ważniejsze) oleju rzepakowego oraz uległszy trendowi "Teraz Polska" zapragnęłam kupić jakiś dobry olej rzepakowy. Regionalny, tłoczony na zimno, ciekawy w smaku. Akurat wtedy przeczytałam na blogu Regionalia o olejarni na Roztoczu i niewiele myśląc złożyłam zamówienie. Kupiłam litr Świątecznego i pół litra oleju z lnianki (rydzyka :). Oba widać na zdjęciu powyżej. I muszę powiedzieć, że to było odkrycie. Oleje roztoczańskie nie zastąpią może w mojej kuchni oliwy extra vergine czy uniwersalnego oleju do smażenia w wysokich temperaturach, ale już ostrzejszą oliwę typu gran fruttata mogłyby z powodzeniem. Ba, sałatka caprese skropiona olejem z rydzyka nabiera nowych walorów smakowych ;) Świąteczny rzepakowy jest od lnianki mocniejszy i w smaku, i zapachu i... użyłam go właśnie w poniższym daniu wg Hugh Fearnleya-Whittingstalla, który jest wielkim fanem rzepaku (choć w jego przypadku jest to ten z Wysp Brytyjskich, a konkretnie najlepiej z hrabstwa Dorset ;). Przepis wykorzystuje także karkówkę jagnięcą - niedrogą, ale wymagającą dłuższej, cierpliwej obróbki.



Karkówka jagnięca z cytryną (wg HFW, oryginalny przepis - z inną nazwą, niż w książce River Cottage Everyday, ale składniki te same - tu)

Składniki na 2-3 osoby: 0,5kg karkówki jagnięcej, pozbawionej żył itd., pokrojonej na ok. 2 cm kawałki, 2 łyżki oliwy/oleju rzepakowego (u mnie mieszanka 1:1), 4 gałązki tymianku, sok z 3/4-1 cytryny, ok. 0,5l bulionu/wody (lub inaczej tyle, ile potrzeba, by zakryć mięso), do podania: ok. 100g pęczaku, garść jarmużu, sól, pieprz, opcjonalnie: parę kromek chleba

Doprawić jagnięcinę solą i pieprzem. Rozgrzać olej w garnku (najlepiej takim, który może wejść do piekarnika), zrumienić mięso z obu stron. Dodać sok z cytryny, tymianek, sól, pieprz, następnie tyle bulionu/wody, by ledwo zakryć to, co jest w garnku. Delikatnie zagotować, przykryć, umieścić w piekarniku nagrzanym do 140 st. C. Gotować dwie godziny, co jakiś czas mieszając. Po tym czasie wg Hugh należało w płynie, w tym samym garnku, ugotować kaszę (ok. 30 minut) - u nas okazało się, że płyn mimo przykrycia garnka nieco odparował, więc ugotowaliśmy osobno. Gdy kasza jest gotowa, lub niemal gotowa, wyjąć garnek z piekarnika, umieścić na kuchence na średnim ogniu, dodać porwany jarmuż i gotować kilka minut, aż się zblanszuje, ale pozostanie lekko chrupki.

Może przydać się jeszcze parę kromek chleba, do wyczyszczenia talerzy ;)



U Hugh danie wychodzi bardziej jak zupa, u nas była to duszona jagnięcina. Bardzo prosta potrawa, nie przefajnowane - także w doprawieniu: odwrotny biegun niż kuchnia Jamie'ego Olivera :) Nie poraża może smakiem, wyrafinowaniem czy wyglądem (to, że nie ma zdjęcia gotowego dania na talerzu to nie przypadek ;), ale to dobre, sycące jedzenie na zimowe wieczory.

wtorek, 17 stycznia 2012



O daniach awaryjnych - resztkowych, lub składających się z tego, co pod ręką - już pisałam, i to więcej niż jeden raz. Oto dwie kolejne propozycje, które łączy... brak mięsa.

Po pierwsze - kolejna sałatka-śmieciówka, przegląd szafek, lodówki i zamrażarki. Zaskakująco smaczna, z 5 głównych składników ;)

Składniki (dla 2-3 osób): ok. 6 średnich ziemniaków, 1 mała cebula/szalotka, ok. 1/2 małej cukinii lub średniego ogórka, puszka (185g) sardynek/innych rybek w pomidorach, paczka (450g) mrożonej fasolki, sól, pieprz, opcjonalnie: szczypta ostrej papryki, ulubiony olej/oliwa, sok z cytryny



Ziemniaki ugotować, to samo zrobić z fasolką (u mnie na parze). Gdy się gotują, posiekać drobno cebulę, zalać sokiem z cytryny (u mnie sporo, z ok. 1/2 owocu), dodać pokrojoną w cienkie plasterki lub półplasterki cukinię/ogórka, wymieszać, odstawić na bok (dobrze, by tak postały przynajmniej 10 minut). Ugotowaną fasolkę i ziemniaki lekko wystudzić, na tyle by można było te ostatnie pokroić w plastry. Wymieszać z cebulą i cukinią, dodać rybki wraz z sosem z puszki, doprawić do smaku (u mnie nie żałując pieprzu). Odstawić na ok. 10-15 minut, wymieszać ponownie, zajadać.

Po drugie: kotleciki z soczewicy. Do tej pory najczęściej robione z resztek soczewicy i ziemniaków pozostałych z obiadu ;) Tym razem bazowałam na przepisie Zieleniny, aczkolwiek wprowadziłam z konieczności pewne modyfikacje, a także... upiekłam je w piekarniku. Użyłam mieszanki soczewicy czarnej (zbliżonej do tej z Puy, drobnej, która się nie rozgotowuje) i zwykłej czerwonej.

Składniki: 200ml dowolnej soczewicy (u mnie 3/4 czarnej i reszta czerwonej), liść laurowy, ok. 4 ziaren ziela angielskiego, łyżeczka do herbaty wyrazistego oleju (np. rzepakowy, z lnianki, itd.) lub oliwy, 1/2 pora, 1/4 łyżeczki garam masala, 1/4 łyżeczki chaat masala (z tego przepisu, ale można użyć samej garam masala, lub dodać curry itd.), szczypta chilli, sól, pieprz, 1 jajo, 5-6 łyżek błyskawicznych płatków owsianych, 1/2 pęczka natki pietruszki (ale kolendra chyba byłaby też dobrym pomysłem)



Soczewicę opłukać, ugotować (co potrwa ok. 20-25 minut) w 400ml wody z listkiem bobkowym i zielem angielskim; odszumować podczas gotowania, tuż po zagotowaniu lekko posolić. Pod koniec gotowania dodać łyżeczkę oleju. W między czasie zeszklić na oliwie/oleju pora pokrojonego w cienkie półplasterki, odstawić na bok. Wymieszać z ugotowaną soczewicą, przyprawami, jajem i płatkami owsianymi, zmiksować na gładko w blenderze. Odstawić na ok. 20 minut, by płatki wchłonęły nadmiar wilgoci. Formować okrągłe kotleciki (mnie wyszło 6 sztuk) i a/smażyć do zezłocenia, b/upiec w piekarniku. Ja piekłam i tak ziemniaki do obiadu, więc wolną część blachy wyłożyłam kawałkiem folii, który lekko natłuściłam, umieściłam na niej kotlety i bardzo lekko posmarowałam po wierzchu olejem. Piekłam 20 minut w 190 st. C. (termoobieg). Poza ziemniakami podałam surówkę z tartej marchwi (doprawioną jogurtem, sokiem z cytryny i chrzanem). Niegłupim pomysłem wydaje mi się sos, np. zainspirowany kuchnią indyjską pomidorowy.

środa, 11 stycznia 2012



O cuisine bourgeoise (Kuchni Burżuazji) pisałam przy recenzji książki Bourdaina. Gdy myślę o tym określeniu, przychodzi mi do głowy Julia Child i restauracje, które opisywała w swojej biografii (ew. filmowe małżeństwo Childów z Julie i Julia, czyli Stanley Tucci i Meryl Streep, jedzący kolację w jakiejś miłej knajpce, z małymi stolikami, kanapami i z lustrem na ścianie, odbijającym bar).

Julie i Julia

Takiego typu kuchnię serwuje warszawskie Bistro de Paris de Michel Moran, mieszczące się na tyłach gmachu Opery/Teatru Wielkiego w Warszawie. To miejsce, w którym jeden znany mi, sceptycznie nastawiony pan, wpierw zjadł zupę cebulową, w nieco lepszym nastroju podszedł do serów, rozpogodził się przy deserach, zaś kapka armagnacu sprawiła, że wyszedł z uśmiechem na twarzy. Po restauracji krąży właściciel, pan Moran, zagadując klientów (po polsku lub francusku), pytając o wrażenia, zbierając samemu talerze, jeśli trzeba.



Porcje są niewielkie, i wreszcie można zjeść obiad comme il faut - zaczynając od amuse bouche (jak widoczny na zdjęciu tatar z tuńczyka) i aperitifu, przechodząc do przystawki (typu ostrygi) z lekkim białym winem, głównego dania (np. jagnięcina, wysmażona tak, jak poprosiliśmy) z kieliszkiem czerwonego wytrawnego, serów, wybranych z wózka (boski Vacherin Mont d'Or), deseru (suflet z Grand Marnier i zabajone - aaach) i wreszcie kawy i armagnacu. Czytając kartę dań ma się wrażenie, że owszem, jest burżuazyjna klasyka (w sekcji CLASSIQUES BISTRO DE PARIS), choć też przynajmniej część dań jest klimacie fusion - wpływy są głównie dalekowschodnie - co na szczęście jednak brzmi znacznie gorzej, niż smakuje ;). Bywały dania trochę mniej udane (np. tatar z tuńczyka jako przystawka, widoczny na zdjęciu nr 1), ale właściwie nigdy się nie rozczarowałam. Warto wspomnieć o obsłudze, czyli tym, na co zawsze zwracam uwagę: otóż oceniam ją bardzo dobrze, zwłaszcza na tle innych warszawskich restauracji. Oczywiście ideałem pozostanie dla mnie Le Gavroche, niemniej w Bistro... nie było żadnych wielkich wpadek, zaś drobne błędy (nie ta woda mineralna czy wino, które zamówiliśmy) były szybko i sprawnie naprawiane. Przede wszystkim obsługa potrafi być zachować i dystans, i wzbudzać sympatię; pozwalać sobie na osobiste uwagi, nie zachowując się nazbyt poufale.

Gdybym mogła zmienić dwie rzeczy, nie obraziłabym się na niższe ceny; chętnie przyjęłabym też nieco bardziej kameralny wystrój. Budynek Opery sam w sobie jest monumentalny, wnętrza są rozległe, o wyjątkowo wysokich sufitach, a oficjalna otoczka wewnątrz pogłębia ten potencjalnie onieśmielający efekt. Na szczęście jest przyjemny, osłonięty boks dla dwóch osób i jego odpowiednik dla większej grupy - boczna salka, tylko częściowo otwarta na restaurację. Całej reszty bym nie zmieniała ;).
PS. I byłabym zapomniała: to właśnie tam jadłam grasicę, o której niedawno wspominałam.

piątek, 06 stycznia 2012



Lubię podroby (poza flakami) i chętnie próbuję nowych (niedawno, w restauracji - o której może jeszcze tu napiszę - była to grasica - jak to ujął kelner: "Odważny, ale dobry wybór"). O serduszkach drobiowych już raz pisałam; ostatnio znów wyciągnęłam paczkę z zamrażarki i zastanowiłam się, jak można je urozmaicić. Gdy zajrzałam do lodówki, pomysł nasunął się sam: otwarty słoik przecieru pomidorowego domagał się zużycia. W gruncie rzeczy zrobiłam swój ulubiony sos pomidorowy (o którym pisałam np. pod koniec wpisu o jarmużu) i dodałam do niego serduszka, ale wyszło zaskakująco smaczne.

Składniki (na 2 osoby):

  • ok. 450g serc drobiowych
  • 1 duża cebula
  • 500ml przecieru pomidorowego
  • sól, pieprz
  • papryka słodka i ostra do smaku

Rozgrzać olej/oliwę w rondlu/na dużej patelni. Osmażyć serca (opłukane, osuszone) z obu stron, wyłowić, osączyć na ręczniku papierowym. W tym samym rondlu, na tym samym oleju, zeszklić cebulę pokrojoną w piórka. Dodać przecier, pogotować kilka minut. Dorzucić do sosu serduszka, skręcić ogień na mały, doprawić do smaku solą, pieprzem (nie żałować), papryką słodką i ostrą (u mnie po małej szczypcie tej pierwszej - wędzonej - i większej szczypcie tej drugiej). Dusić pod przykryciem ok. 10 minut (w tym czasie można zająć się dodatkami* do obiadu). Po tym czasie odkryć, zamieszać, podkręcić ogień i gotować kilka minut, aż sos się zagęści. Zweryfikować doprawienie. Można posypać natką pietruszki na talerzu (widoczna na zdjęciu mięta była tylko dekoracją do zdjęcia ;).

* U nas jako dodatki były kasza kukurydziana na gęsto i surówka z cykorii, doprawiona cukrem, łagodnym octem i kroplą neutralnego oleju.

sobota, 31 grudnia 2011



Od wyprowadzki z Warszawy regularnie odwiedzam stolicę (co kilka-kilkanaście tygodni) i już kilkakrotnie stanęłam przed dylematem: Jest bardzo wcześnie rano i jest dzień niepracujący - dokąd na kawę i śniadanie? Bardziej dramatyczne było pytanie: Trwają Święta, wszystko zamknięte, skąd wziąć rano kawę*?! Chętnie podzielę się swoimi doświadczeniami w tej materii.

A więc, najpierw - śniadania.

W dzień powszedni nie ma problemu - wielokrotnie odwiedzałam np. Cafe Zagadka na Elektoralnej (niemal róg Al. Jana Pawła II; moje byłe okolice...). Miejsce czynne pon-pią od 8 rano oferuje kilka prostych zestawów śniadaniowych z kawą i sokiem pomarańczowym w cenie; ceny przyjazne, zaczynają się od ok. 10 zł.  Najczęściej wybierałam wersję z twarożkiem. Zdjęć śniadania niestety nie ma, za to mogę pokazać kawałek wystroju wnętrza :)



Niestety w soboty Zagadka czynna od 10... Podobnie jak wiele innych sympatycznych kawiarni - moje ulubione To lubię na ul. Freta, o którym pisałam, i w którym zjadłam już chyba całą taczkę bułeczek z pastami do chleba (można też zjeść rogaliki, vide foto), oficjalnie jest też czynne od 10 (nieoficjalnie podobno od 9:30).



Co jednak, jeśli głód przyciśnie nas wcześniej? Otóż są kawowe sieciówki, z których zasadniczo uznaję głównie Green Coffee, ewentualnie Coffee Heaven (a tej z zielonym logo na S nie uznaję). W zależności od miejsca, są czynne od 6 lub 7 rano (a na lotnisku jeszcze wcześniej). Ciekawa wydaje mi się jednak oferta Delikatesy Esencja na Marszałkowskiej (koło Teatru Rozmaitości, tam, gdzie dawno temu była Cafe Brama - ech, te wieczory przy tanim piwie i mezze ;), w którym to miejscu można w weekendy od 9 (w tygodniu od 8) zainwestować w pełne śniadanie (33 zł), które składa się z bufetu do woli, 1 dania na ciepło, dowolnej kawy/herbaty i soku wyciskanego.



Skosztowałam wędlin (smacznych i w stylu 'swojskim'), świeżej chałki, warzyw, serów; jako danie ciepłe wybrałam jajka w kokilkach (vide pierwsze zdjęcie w poście), których nigdy wcześniej nie jadłam (i mi smakowały, choć jaj w koszulce nie przebiły ;).

Misja druga - kawa.



Rok temu 25 grudnia uznałam, po bezowocnym przeszukaniu internetu przez komórkę, że przy Dworcu Centralnym coś musi być otwarte. Myliłam się. Skończyło się kawą w kawiarni któregoś hotelu w odległości 1km od Dworca - i nie było to doświadczenie godne zapamiętania (do tego stopnia, że nie pamiętam, który to był hotel...). W tym roku przeprowadziłam wcześniejsze netowe badania, i wygląda na to, że: a/są czynne stacje benzynowe, ale to raczej styl napojów kawowych lub kawowopodobnych, b/są wspomniane wyżej hotele ;), ale różnie bywa z jakością (i trzeba się liczyć z nieco wyższymi cenami), c/są otwarte, także 25.12., niektóre wspomniane wyżej sieciówki. Jeśli ktoś ma blisko na Okęcie, na lotnisku kawiarnie działają od świtu ;); my wybraliśmy się do czynnego od 9 rano Green Coffee na 4 piętrze (przy siłowni) bocznego skrzydła hotelu Hilton na ul. Grzybowskiej. Oferta kawiarni jest taka sama, jak innych GC, choć ceny są trochę wyższe, co wiąże się, jak sądzę, z lokalizacją. Za to byli czynni w dzień świąteczny... i serwują przyzwoite (tylko trochę za duże) cappuccino na doppio. Plus migdałowe croissanty, dla tych, którzy muszą jakoś przetrwać 2 godziny do rodzinnego śniadania.

* Nie mam na myśli napojów kawopodobnych z granulek (a kysz), filtru przelewowego (fe) itd. Wierzę tylko w ekspresy ciśnieniowe i maksymalną pojemność cappuccino 200ml. Kawiarki nie posiadam.

PS. Korzystając z okazji chciałam Wam życzyć Szczęśliwego Nowego Roku ;)

piątek, 23 grudnia 2011


I już za chwilę Wigilia... Sądząc po gwałtownym wzroście wejść na bloga, wiele osób właśnie szaleje w kuchni (albo szaleć zamierza). Pozostaje mi zatem tylko życzyć Wam udanych i smacznych kulinarnych szaleństw (zachowując w tych szaleństwach i metodę, i odrobinę rozsądku ;).

Na okrasę co u nas się w tym roku pojawi na stole... Otóż chłodzą się już śledzie grzybowe mojej Mamy (będą na Wigilię), pasztet M i sernik królewski. Dziś będzie pieczony makowiec (tradycyjny, nie awaryjny ;). Zrezygnowałam z ryby po grecku, a M nie robi marmoladziaka (który ostatnio niestety wychodził nam zakalcowaty...). Ups, właśnie przypomniałam sobie, że zapomniałam wczoraj podlać Christmas Cake. Pozostałymi daniami zajmuje się rodzina :)

Na drugą okrasę: mroźne, choć nie ośnieżone, Mazury.





Wesołych Świąt!

 
1 , 2 , 3 , 4 , 5 ... 64
| < Luty 2012 > |
Pn Wt Śr Cz Pt So N
    1 2 3 4 5
6 7 8 9 10 11 12
13 14 15 16 17 18 19
20 21 22 23 24 25 26
27 28 29        
Durszlak.pl

Page copy protected against web site content infringement by Copyscape

Twitter Updates

    follow me on Twitter
    Coś niecoś

    POMOŻECIE? PustaMiska - akcja charytatywna
    Darmowe statystyki