Głównie o kuchni, jedzeniu, gotowaniu - ale nie tylko...
środa, 07 grudnia 2011



Czas płynie. Grudzień się zaczął, minęły Mikołajki, trwa Festiwal Pierniczków Majany ;) (vide banner u dołu). Po raz siódmy spotkałam się z E. i Madzią, by upiec pierniczki. Dużo różnych pierniczków. Przepis, jak zawsze, podany przez Mamę E.



W tym roku z hitów dekoracyjnych były "świństwa z torebki", tj. lukier różowy i zielony, a także biała polewa i kolorowa posypka. Można powiedzieć, że postawiłyśmy na kicz ;).

Podobnie jak rok temu, bawiłyśmy się pisakami do ciasteczek...

Jak zawsze, były też dekory z bakalii, a także Muminki. Tym razem jednak nabrały dodatkowych, złowieszczych walorów...



W trakcie pieczenia część zespołu popijała mazurską aroniówkę:

Z przygód była niespodzianka, jaką sprawiła nam polewa czekoladowa w torebce, którą wrzuciłyśmy razem z resztą gotowców do miski z wrzątkiem, by się podgrzała. W dotyku wydawała się "jakaś dziwna", co sprawiło, że postanowiłyśmy jednak przeczytać instrukcję na opakowaniu: "Wymieszaj zawartość z 4 łyżkami mleka...".



Tu zaś archiwum:

czwartek, 01 grudnia 2011



Przepis na tą surówkę dostałam od Edyty, fanki Coś niecoś na Facebooku, gdy żaliłam się, że nie wiem, co zrobić z czarną rzepą. W oryginale tak przyrządzana była marchewka. Ja do tej pory zrobiłam dwie wersje - z rzepy i czerwonej kapusty (na zdjęciu). W planach jest seler i podpieczone buraki.

Składniki:
  • 40 dkg (1/2 małej główki) poszatkowanej czerwonej kapusty (drobno startej rzepy, marchewki, selera, itd.)
  • 1-2 posiekane drobno ząbki czosnku
  • Sól (1/4-1/2 łyżeczki), pieprz (hojnie ;),
  • opcjonalnie: szczypta ostrej papryki/chilli
  • 1/2 łyżeczki mielonej kolendry
  • 1/4 łyżeczki mielonego imbiru
  • opcjonalnie: posiekany świeży imbir - duża szczypta lub 1/8 łyżeczki
  • 1-2 łyżeczki cukru
  • 1-2 łyżki octu winnego/soku z cytryny
  • ok. 2 łyżek oleju, u mnie wyrazisty rzepakowy

Kapustę umieścić w misce, dodać czosnek i wszystkie przyprawy, wymieszać dokładnie, zalać gorącym (nie wrzącym, ale mocno podgrzanym) olejem. Sprawdzić doprawienie (niektórzy wolą słodsze/kwaśniejsze smaki), choć surówka zmieni smak podczas leżakowania, które powinno trwać ok. 12 godzin pod przykryciem w lodówce (ale i 8-10 godzin się nadadzą :).

Kapusta po leżakowaniu była pięknie glazurowana, a rzepa przypominała... kiszoną kapustę ;). Zdecydowanie polecam i podciągam pod:



Tym samym chciałam podziękować za - jak na razie - liczny udział w tegorocznym Korzennym Tygodniu i przeprosić, że do większości wpisów jeszcze nie zajrzałam, ale mam w tym tygodniu więcej zajęć, niż planowałam; postaram się nadrobić braki po zakończeniu akcji, więc proszę o cierpliwość. I mam nadzieję, że korzeniami jeszcze u Was w kuchni trochę pachnie, w końcu pierniczki robić już czas ;)

niedziela, 27 listopada 2011



Lubicie kandyzowany imbir? Od jakiegoś czasu kojarzy mi się z... długimi podróżami samochodem, jako środek (czasem skuteczny) przeciw chorobie lokomocyjnej. Kupuję gotowca w formie tzw. suchej (kawałki obtoczone w cukrze) w sklepie (czasem można też dostać na wagę), bo nigdy nie chciało mi się robić własnego - do czasu, gdy przeczytałam przepis na ciasto w River Cottage Everyday, który mocno do mnie przemówił (zwłaszcza, że trwa Korzenny Tydzień - vide banner autoreklamowy ;), a wymagał użycia imbiru w syropie. Co prawda, jak się mocniej wczytałam w przepis, syrop jest opcjonalny, można by użyć czegoś innego (choćby gotowego syropu do napojów, ew. zrobić lukier), jednak wówczas już imbir leżał w lodówce* ;). Skorzystałam z przepisu Eli:



Składniki:

  • imbir (u mnie 75g)
  • cukier (tyle, ile imbiru po gotowaniu - wyszło 82g)
  • woda

Imbir obrać, uważając by wyeliminować wszystkie części skorki. Pokroić w cienkie plasterki i ugotować je na małym ogniu z łyżeczką soli i woda (tyle by je przykryć) przez ok. 30 minut. Odcedzić i zostawić do wystygnięcia. Następnie zważyć ugotowane płatki, przełożyć je do stalowego rondelka i dodać taka sama ilość cukru i 5 łyżek (75ml) wody. Postawić na najmniejszym palniku i gotować na minimalnym ogniu przez około 20 minut, aż imbir stanie się przezroczysty (polecam ciągłe kontrolowanie żeby nie przypalił). Ja chciałam zachować imbir w syropie (do ciasta poniżej), więc po wystudzeniu przelałam go do pojemnika i wsadziłam do lodówki.

Aby uzyskać imbir suchy: Wyłożyć widelcem na kratkę do ciastek, żeby obciekły i suszyć tak przez przynajmniej 5 godzin, a najlepiej zostawić na cala noc. Gotowe płatki wrzucić do woreczka z cukrem i dobrze potrząsnąć, by się nim oblepiły. Przechowywać w szczelnym pojemniku.

A oto ciasto, jak pisze Hugh F-W., "w stylu jamajskim". Według autora - "nie dla słabych duchem". Bardzo ciemne, lepkie, z dużą ilością rumu, doprawione imbirem i zielem angielskim (podobno najlepsze pochodzi właśnie z Jamajki). Jest też aromatyczne, mokre, ale gęste, słodko-pikantne w smaku. Pasowałoby na podwieczorek dla piratów, podobnie jak te ciasteczka. Polecam, choć raczej nie dla dzieci ;)



Składniki: 75g masła, 150g golden syrup (lub miodu sztucznego), 150g melasy (może być w proszku), 125g brązowego cukru (u mnie ciemny muscovado), 75ml ciemnego rumu (u mnie jasny zmieszany z łyżką Black Balsam), 2 średnie jaja, 225g mąki ze spulchniaczami (lub zwykłej, zmieszanej z 3/4 łyżeczki proszku do pieczenia i tyle samo sody), łyżeczka ziela angielskiego, jw. mielonego imbiru, szczypta soli, 75g kandyzowanego imbiru, opcjonalnie: ok. 2 łyżek syropu imbirowego

Stopić masło z cukrem, melasą, golden syrup. Wystudzić, dodać rum, potem jaja. Wymieszać suche składniki w misce, w środek wlać mokre, wymieszać na gładko, na koniec dodać posiekany imbir. Przełożyć do keksówki (pojemność 1 l. lub większa), wyłożonej pergaminem. Piec ok. 50 minut w 180 st. C. (do suchego patyczka). Środek się najprawdopodobniej zapadnie. Po wystudzeniu posmarować dodatkowym syropem. Według HFW, najlepiej smakuje po ok. 2 dniach od upieczenia.

* Zazwyczaj imbir kupowany na zapas mieszka w zamrażarce.

czwartek, 24 listopada 2011



Co jakiś czas sobie myślę, że jemy za mało roślin strączkowych. Idę wówczas  do szafki z tzw. suchymi produktami i patrzę, czy są jakieś w zapasach. Zazwyczaj odkrywam, że mogłabym otworzyć straganik, taki jak powyżej (zdjęcie autorstwa Madzi B., wspomnienie z naszego wyjazdu do Indii), bo jest i soczewica (co najmniej 2 rodzaje), i groch, i ciecierzyca, i jakaś fasola. Za każdym razem obiecuję sobie, że wprowadzę tradycję regularnego strączkowania, ale cóż - różnie to bywa ;).

W ramach któregoś ze zrywów przyrządziłam kurczaka po bombajsku z czerwoną soczewicą Madhur Jaffrey, albo kurczaka z dhalem. Dhal oznacza drobne strączkowe-grochowe, a także (dość paciajowate i często, jak na indyjskie dania, łagodne) sosy przygotowane z nimi w roli głównej. Ostatni dhal, który bardzo dobrze pamiętam, jadłam na takiej łodzi w Kerali:


Tak się składa, że wówczas zjadłam też jedyne mięso podczas pobytu w Indiach, tj. potrawkę z kurczaka, więc połączenie tych dwóch składników w jednym daniu wydaje się słuszne choćby z powodów sentymentalnych ;). Inną rzeczą jest to, że sam sos z soczewicy, bez dodatku mięsnego, potrafi być nieco mdły - w postaci z wkładką bardziej mi smakuje.
Kurczak z dhalem
Składniki (na ok. 3-4 porcje): 125g czerwonej soczewicy, ok. 35g cebuli, 1/2 długiego, świeżego chilli (wg Madhur zielonego, u mnie było czerwone), łyżeczka mielonego (roztartego w moździerzu) kuminu, 1/4 łyżeczki kurkumy, 1/2 łyżeczki świeżego imbiru, 700-750ml wody, 500g piersi kurczaka, bez skóry, kopiasta łyżeczka soli, łyżka oleju, 1/2 łyżeczki nasion kuminu, 1-2 ząbki czosnku, ok. 1/4 łyżeczki chilli w proszku, łyżka soku z cytryny, 1/4 łyżeczki cukru, 1/4 łyżeczki garam masala, kolendra do posypki

W dużym garnku/rondlu umieścić opłukaną soczewicę, drobno pokrojoną cebulę, świeże chilli, mielony kumin, kurkumę i 1/2 imbiru, zalać wodą. Zagotować, skręcić ogień na mały i gotować pod częściowym przykryciem ok. 30-40 minut (aż ugotuje się soczewica). Dodać pierś kurczaka, pokrojoną w paski i sól. Wymieszać, zagotować, ponownie częściowo przykryć i gotować na małym ogniu kolejne 25-30 minut, aż kurczak będzie miękki.

Na małej patelni rozgrzać olej na średnim ogniu. Gdy będzie gorący, dodać cały kumin, gdy zacznie skwierczeć (czyli po paru sekundach) - dodać pozostały imbir i czosnek. Smażyć, aż czosnek się lekko zbrązowi. Dodać chilli w proszku. Wlać zawartość patelni do kurczaka i soczewicy. Dodać sok z cytryny, cukier i garam masala. Wymieszać, gotować jeszcze 5 minut, sprawdzić doprawienie. Podawać przybrane kolendrą (lub ostatecznie pietruszką, jak kolendry brak, ale to mało autentyczne), z naanem lub ryżem.

Jednym z najpopularniejszym wpisów na blogu jest przepis na grochówkę. Wertując książkę River Cottage Everyday odkryłam przepis na zupę grochową, jak to u Hugh Fearnleya - szalenie oszczędną: na zachomikowanej kości z szynki. Akurat takową posiadałam, w związku z przygotowaniem szynki piwnej. Oto więc grochówka pt. 'Nie marnuję jedzenia', wzbogacona majerankiem, bo w tej zupie zdaniem moim (nie HFW) być musi. Uwaga: groch w połówkach nie wymaga namaczania przez noc, ale w całości - tak.



Grochowa na kości

Składniki (na ok. 6 porcji, można sobie podzielić): 1 ugotowana kość z szynki (ew. skrawki mięsa zostawione na później), łyżka masła, 1 duża, posiekana cebula, 1 duża marchewka, jw., 1 łodyga selera naciowego, jw. (uwaga: nie miałam, dałam łyżeczkę suszonego lubczyku i ok. łyżki łodyg natki pietruszki), 2 liście laurowe, 1 litr bulionu (ew. woda, ale bulion lepszy), 500ml wody, 300g grochu w połówkach, sól, pieprz, suszony majeranek

Stopić masło w rozgrzanym rondlu. Dodać jarzyny, przykryć, gotować na małym ogniu pod przykryciem, aż zmiękną (ok. 10 minut). Dodać kość, liście laurowe, bulion i wodę, groch. Zagotować, ew. odszumować. Skręcić ogień na mały i gotować pod częściowym przykryciem, aż groch będzie zupełnie miękki (45-60 minut). Wyciągnąć kość i liście laurowe. Rozgnieść warzywa i groch np. tłuczkiem do ziemniaków. Dodać ew. skrawki mięsne, wymieszać, doprawić solą, pieprzem i hojną szczyptą majeranku. Delikatnie podgrzać ponownie przez kilka minut, sprawdzić doprawienie przed podaniem.

PS. A już za chwilę... Korzenny Tydzień!

czwartek, 17 listopada 2011



Najwięcej roboty ze stir fry jest najczęściej z... pokrojeniem wszystkich składników. Jeśli się ma palnik o solidnej mocy (gaz, indukcja) i najlepiej woka, smażenie idzie błyskawicznie. Niestety, nie posiadam ani jednego, ani drugiego (i zresztą uważam, że warunek pierwszy jest niezbędny, by punkt drugi miał sens), więc stir fry w warunkach domowych - na zwykłej patelni i na kuchence elektrycznej o takiej sobie mocy - jest nieco oszukany. Dania są jednak wciąż smaczne i szybkie, a bazujące na przepisach, które poznaliśmy w Basil Cookery School. Oto przykładowe danie z tofu, które można zrobić także z ryby o zwartym mięsie, pokrojonej na 2 x 2 cm kostkę lub drobiu (jw.)

Składniki (na 2 porcje): 200g makaronu ryżowego (najlepiej szerszego), 1-2 ząbki czosnku, 1-2 małe tajskie papryczka chilli, paczka (ok. 150g) tofu, olej do smażenia, garść jarmużu (porwany, grube łodygi wycięte), ok. 3 liści limonki, sok z 1/2 -1 limonki, ciemny sos sojowy, sos rybny, liście kolendry

Zacząć od nastawienia wody na makaron. Rozgrzać na patelni ok. łyżki neutralnego oleju, dorzucić posiekany czosnek i chilli. Po chwili dodać tofu pokrojone w kostkę, smażyć kilka minut, obracając jednokrotnie, by jednolicie się zrumieniło z obu stron (nie przejmować się zbrązowieniem czosnku, to efekt całkiem pożądany ;). Gdy tofu się smaży, można przyrządzić makaron (zgodnie z instrukcją na opakowaniu; często trzeba tylko namoczyć we wrzątku i osuszyć); odcedzony wymieszać w misce z ok. 1,5 łyżeczki ciemnego sosu sojowego, który nada mu ciemniejszy kolor. Do tofu dorzucić jarmuż i liście limonki, przesmażyć chwilę, aż liście lekko zmiękną. Dodać makaron (wraz z ew. sosem sojowym, pozostałym w misce), wymieszać całość na patelni, doprawić do smaku sokiem z limonki i sosem rybnym/dodatkowym sosem sojowym. Podawać od razu, posypane liśćmi kolendry (chyba, że ich się nie ma, chlip, ale są cennym dodatkiem).

A poniżej przykład podobnie przyrządzonej wersji rybnej, z mniej zabarwionym makaronem, z dodatkiem dymki:



PS. Moja druga 1/2 właśnie przeczytała wpis i zażądała wprowadzenia zmian np. w opisie przyrządzenia makaronu, co też zrobiłam; M wyraził ponadto zdanie, że "woli makaron cieńszy". No cóż - o gustach się nie dyskutuje... ;)

sobota, 12 listopada 2011



Przyznaję, że nie byłam pewna, czy wrzucać na blog "zachomikowane" risotto z kurkami, bo sezon na nie chyba już minął; zdecydowałam się, gdy odebrałam parę sygnałów, że wciąż gdzieniegdzie świeże kurki można dostać, podobnie jak mrożone. Danie można także oczywiście przygotować z innych grzybów, najlepiej leśnych, choć z pieczarek (najlepiej wzbogaconych 2-3 namoczonymi grzybami suszonymi) też się da. To proste danie, z paru składników, w tym ryżu do risotto; gdy go wsypuję do miarki, często się uśmiecham na wspomnienie pierwszych włoskich dań "z tego dziwnego okrągłego ryżu" (cytat z samej siebie z okolic roku 1999/2000 - o okolicznościach wspominałam na blogu). Dziś bym doprecyzowała, że nie jest okrągły, lecz owalny, a czy dziwny? Punkt widzenia zależy od punktu siedzenia ;)


Składniki: 500ml oczyszczonych kurek, łyżka masła, łyżka oliwy, 1 cebula (najlepiej cukrowa, lub 1 szalotka i 1/2 zwykłej), płaska szklanka* ryżu arborio (lub innego do risotto), ok. 400ml dowolnego bulionu, sól, pieprz, natka pietruszki, łyżeczka masła, opcjonalnie: 1-2 łyżki świeżo startego parmezanu

Zacząć od zeszklenia drobno posiekanej cebuli, lekko oprószonej solą, na rozgrzanej mieszance oliwy z masłem. Dorzucić kurki, wymieszać, przesmażyć na średnim ogniu kilka minut. Dorzucić ryż, wymieszać, przesmażyć chwilę, dodać 1/4 bulionu, wymieszać, poczekać, aż się wchłonie, mieszając dość często, postępować w ten sposób z pozostałym wywarem (w razie konieczności, uzupełnić wodą), gotując stale na średnim ogniu, pod częściowym przykryciem, aż ryż będzie miękki, ale nie rozgotowany, i nie całkiem suchy. Pod koniec sprawdzić doprawienie (ja nie żałuję pieprzu). Zdjąć z ognia, wmieszać łyżeczkę masła, odstawić na ok. 1 minutę pod przykryciem; podawać posypane natką pietruszki. Ser osobiście mi do tego dania nie pasuje, ale jeśli ktoś chce, może posypać odrobiną świeżo startego, dobrego parmezanu.

* Amerykański cup - ok. 240ml

poniedziałek, 07 listopada 2011

Tak, to już znowu ta pora roku. Wahałam się, czy ponownie organizować Korzenny Tydzień, jednak szybka sonda wykazała, że jest wiele osób chętnych. A więc - szykujcie przyprawy! Bawimy się od 26.11 do 04.12. Każdy wpis na blogu musi zawierać odnośnik do akcji (link i/lub banner), a zgłaszać je można tu, w komentarzach, mailowo (ptasia3(at)wp.pl) lub na Durszlaku.

A oto kod bannera:...

sobota, 05 listopada 2011



Retro jabłko pojawiło się już wcześniej, ale nie dość, że mam swoich jabłek trochę, to jeszcze dostałam skrzynkę małych i dość brzydkich, choć słodkich i o różowym miąższu. Co zrobić (poza szarlotką)? A na przykład...

Mus jabłkowy co się sam robi (w piekarniku)

Składniki:

  • Jabłka (ok. 2-3 kilo)
  • ok. 2-3 łyżek cukru
  • opcjonalnie: sok z cytryny

Słodkie jabłka - tyle, ile się zmieści na blaszce w piekarniku, więc obstawiam, że coś pomiędzy 2 a 3 kilo - umyć, wydrążyć, ułożyć na lekko wysmarowanej masłem blaszce. Piec 1-1 1/4 godz. w 180 st. C., wystudzić (można zostawić w piekarniku do wystudzenia). Ściągnąć skórki (powinny bdb odchodzić) a miąższ dokładnie rozgnieść; można zmiksować lub przetrzeć. Skosztować i delikatnie dosłodzić, jeśli to konieczne - ja dodałam 2 łyżki cukru na ok. litr musu. Jak wspominałam, owoce miały delikatnie różowy miąższ, który po upieczeniu był zdecydowanie różowy (jak na zdjęciu), nie dodawałam więc soku z cytryny, można jednak nim skropić mus, by nie ściemniał bardziej. Przechowywać w lodówce (myślę, że tak do 2 tygodni), jeść na chlebie, z jogurtem, ciastem, kaszką lub wyjadać łyżeczką prosto ze słoika.



Druga rzecz to coś małego a słodkiego, w sam raz na nadmiar jabłek ;).

Jabłko pod kruszonką (a nawet nad nią...)

Składniki (na 2 porcje):

  • 2 małe jabłka
  • 70g cukru
  • 70g mąki
  • 70g zimnego masła
  • łyżka brązowego cukru
  • parę orzechów włoskich

Jabłka umyć, wydrążyć, pokroić każde na ok. 4-6 części. Wysmarować masłem dwie miseczki żaroodporne. Cukier wymieszać z mąką, dodać masło pokrojone w kostkę, wetrzeć w suche składniki na okruchy. Podzielić kruszonkę na 1/2, jedną połowę podzielić między każdą miskę, rozsypując na dnie; na tym umieścić jabłka i orzechy, oprószyć brązowym cukrem. Na wierzchu rozłożyć resztę kruszonki. Piec ok. 25-35 minut w 190 st. C (termoobieg), lub do lekkiego zezłocenia wierzchu.



To śniadanie weekendowe, gdy ma się ochotę na coś innego, niż zwykłe jajko w jakiejś postaci, a w chlebaku leży lekko czerstwy chleb. Przepis zainspirowany Nigellą i Hugh Fearnleyem-Whittingstallem (River Cottage Everyday), ale z wykorzystaniem opisanego powyżej musu.

Smażony chleb + jabłka (na śniadanie)

Składniki (na 2 osoby):

  • 2-3 niewielkie jabłka, umyte, wydrążone, podzielone na ćwiartki
  • 1-2 łyżki musu jabłkowego (domowego lub kupnego; można użyć też marmolady jabłkowej*, lub pominąć)
  • ok. łyżki brązowego cukru
  • ok. 5-6 kromek czerstwego pieczywa
  • 2 jaja
  • 60ml mleka
  • szczypta soli
  • cynamon mielony

Zacząć od chleba: roztrzepać jaja z mlekiem, dodać sól i szczyptę cynamonu. Umieścić w mieszance chleb, obrócić, odstawić, by dobrze nasiąknął (co najmniej 10 minut); w między czasie zajmiemy się jabłkami. Rozgrzać na patelni ok. łyżki masła, dodać jabłka, przesmażyć na średnim ogniu, obracając co jakiś czas, aż się lekko zrumienią i zmiękną (ok. 5-10 minut). Można je minimalnie podlać wodą, gdyby przywierały do dna. Dodać mus jabłkowy, hojną szczyptę cynamonu, brązowy cukier, wymieszać i przesmażyć jeszcze chwilę. Utrzymywać w cieple, np. nakryć folią, podczas smażenia chleba, do którego potrzebujemy rozgrzać ponownie trochę masła (lub mieszanki masła i oleju/oliwy). Smażyć chleb partiami na średnim ogniu, ok. 2 minut na stronę, aż się ładnie zrumieni; gotowe kromki układać np. na podgrzanym talerzu. Podawać na ciepło; albo osobno jabłka, osobno chleb, albo układać na talerzach "kanapki" z jabłkami.

* Która stanowi ostatnio hit wejść na Coś niecoś z wyszukiwarek ;)

poniedziałek, 31 października 2011



Miało być szybciej, wyszło niespecjalnie szybciej ;) Pieczone warzywa są smaczne, ale dość słodkie, dlatego gorąco polecam dodatek soku z kiszonych ogórków, jak u mnie, lub kwasu buraczanego. Można też użyć soku z kiszonych warzyw, jaki przedstawiała na blogu Zmysły w Kuchni Karolina (robiłam, jest pyszny). Jeśli nie macie podobnego kwaśnego płynu, można dodać łyżkę dobrego octu, np. z czerwonego wina.


Składniki: ok. 400g dyni, 2 średnie papryki (czerwone, żółte), 2 niewielkie buraki, 1/2 małego bakłażana, 1 cebula, 3-4 ząbki czosnku, 1 marchewka,  litr bulionu (dowolnego, u mnie domowy), sól, pieprz, opcjonalnie: parę liści lubczyku, hojna szczypta słodkiej papryki (wędzonej lub nie), niewielka garść jarmużu, ponadto: ok. 150ml soku z kiszonych ogórków/kapusty/kwasu buraczanego, sól, pieprz, do podania: natka pietruszki, 2-3 łyżki posiekanej fety/sera szopskiego

Wszystkie składniki umieścić w brytfance (papryka wydrążona, marchewka obrana, przekrojona na 1/2, dynia pozbawiona pestek, ale ze skórą, cebula może być obrana, buraki, bakłażan i czosnek nie), skropić oliwą, piec ok. 50 minut w 180 st. C: na ostatnie kilka minut przenieść bliżej grzałki, by skóra papryki się mocniej przypiekła.

Paprykę od razu po upieczeniu umieścić np. w worku foliowym/papierowej torbie, i odstawić na 15 minut. Po tym czasie ściągnąć z niej skórę, umieścić w garnku. Dodać pozostałe warzywa, dynię krojąc na grube kawałki (użyłam piżmowej, która ma cienką skórkę - część oderwałam, ale większość zostawiłam), czosnek wyciskając ze skórki. Buraki można zostawić nieobrane, jeśli mają cienką skórkę, tylko podzielić je na 2-3 części. Całość zalać bulionem, ew. dopełnić wodą, dodać lubczyk i paprykę oraz garść umytego, porwanego jarmużu, jeśli używacie, zagotować, skręcić ogień na średni i gotować pod przykryciem ok. 30 minut. Po tym czasie skosztować, doprawić solą/pieprzem, zmiksować (u mnie nie nazbyt gładko). Jest prawie pewne, że zupa będzie w tym momencie za słodka - przelać do garnka, dodać sok z kiszonki i delikatnie podgrzewać kolejne kilka minut, ale nie zagotowywać. Sprawdzić doprawienie, ew. mocniej zakwasić lub doprawić. Do misek na zupę wkruszyć fetę przed napełnieniem; podawać posypane pietruszką.

sobota, 29 października 2011



Wielokrotnie chciałam przygotować sernik z dynią z Feast Nigelli, jednak za każdym razem, gdy to proponowałam, M rzucał mi spojrzenie rannej sarny ("dlaczego mi to robisz?"). W końcu jednak jest Festiwal Dyni, w lodówce leżała nadkrojona piżmowa, kupiłam stos serka śmietankowego i tym sposobem...

To także sernik pływający, jak moja miłość vel Londyńczyk. Piecze się go jednak w niższej temperaturze i dużo dłużej; nakrycie folią wierzchu jest wskazane (ja to zrobiłam, ale nie od razu, co po jednej połowie sernika niestety widać). Jest puszysty, ale nie zanadto, wilgotny, ale nie ciężki. Szczerze - bardzo mi smakuje, i nawet M wyraził (początkową) aprobatę. Tłumaczenie przepisu można znaleźć np. na blogu Dorotuś, i przyznaję, że do niego zerkałam, bo ma normalne gramy, a nie uncje i szklanki, jak w moim amerykańskim wydaniu książki ;). U mnie minimalne zmiany w stosunku do oryginału (cynamon w serku, ciut mniej ciasteczek na dnie, itd.)

 Składniki na spód:

  • 250 g ciastek digestive (użyłam paczki 225g)
  • 1/4 łyżeczki cynamonu lub przyprawy np. do piernika
  • 125g miękkiego masła (dałam 110g)

Tortownicę o średnicy 23 cm dokładnie uszczelnić folią aluminiową z zewnątrz. Ciastka rozdrobnić blenderem lub pokruszyć wałkiem (lub ręką...). Wymieszać z cynamonem. Dodać masło, wymieszać, aż całość zacznie przypominać mokry piasek. Wcisnąć w dno tortownicy. Włożyć do lodówki na czas wykonania masy serowej.

Składniki na masę serową:

  • puree z dyni, około 430 g (w warunkach np. USA może być z puszki; w warunkach PL należy dynię albo rozgotować i zmiksować, albo upiec - np. w 180-190 st. C przez godzinę - i zmiksować; użyłam dyni piżmowej, która ma zwięzły miąższ, i do miksowania musiałam ją lekko podlać mlekiem)
  • 750 g serka śmietankowego
  • 200 g drobnego cukru
  • hojna szczypta cynamonu
  • 6 jajek

Chłodne puree zmiksować z twarożkiem, do dokładnego połączenia. Następnie dodawać stopniowo cukier, nie przerywając miksowania, a następnie wbijać jajka, po jednym. Dodać cynamon i dokładnie wymieszać. Całość wylać na ciasteczkowy spód.

Sernik będzie pieczony w kąpieli wodnej. W tym celu jeszcze raz dokładnie uszczelnić tortownicę z zewnątrz mocną folią. Przygotować większą formę, włożyć do niej naszą tortownicę i zalać wrzącą lub bardzo gorącą wodą do połowy wysokości tortownicy. Można od razu przykryć od góry folią aluminiową (lub zrobić po ok. 30-40 minutach pieczenia).

Piec przez 1 godzinę i 45 minut w temperaturze 170ºC (nie pieczemy go do tzw. suchego patyczka; ja piekłam 10 minut krócej). Ostudzić, włożyć na kilka godzin do lodówki, a najlepiej na całą noc.



Najlepszy oczywiście następnego dnia. Można podawać z dodatkiem kwaskowatego dżemu lub konfitury, np. z czerwonych porzeczek.

| < Listopad 2014 > |
Pn Wt Śr Cz Pt So N
          1 2
3 4 5 6 7 8 9
10 11 12 13 14 15 16
17 18 19 20 21 22 23
24 25 26 27 28 29 30
Tagi

Follow Me on Pinterest 
Page copy protected against web site content infringement by Copyscape
Durszlak.pl POMOŻECIE? PustaMiska - akcja charytatywna