Głównie o kuchni, jedzeniu, gotowaniu - ale nie tylko...
wtorek, 05 lutego 2008

Od jakiegoś czasu mam napisać o tej książce. Wypatrzyłam ostatni sfatygowany egzemplarz The Virago Book of Food. The Joy of Eating w American Bookstore w Arkadii, szukając prezentów mikołajkowych i świątecznych i od razu zaciągnęłam do księgarni M, pokazując mu palcem ww. tom. No i dziwnym trafem książka pojawiła się pończosze (chyba kiedyś pisałam, że zaadoptowałam anglosaski zwyczaj dawania prezentów w pończosze, ale na Mikołajki).

Gruby tom jest antologią o, jak nazwa wskazuje, o jedzeniu, jak na wydawnictwo Virago przystało, utworów pisanych wyłącznie przez kobiety. Mamy fragmenty listów, prozy, książek kucharskich czy poradników, rzadziej poezji, pisanych od 13 w. do czasów współczesnych. Wśród autorek są Emily Dickinson, Nigella Lawson, Jane Austen i jej matka, Cassandra, Colette, Angela Carter, Anna Frank i wiele innych. Żeby porządek został zachowany, książka została podzielona na części tematyczne, np. "Skromne porcje" (Meagre rations) czy "Pokarmy miłości" (The food of love). Czytamy o lekach i afrodyzjakach, o głodowaniu i obżarstwie, uczymy się, jak gotowano kiedyś, i jakie były zalecenia dla gospodyń domowych 300 i 50 lat temu, poznajemy zwyczaje związane z obchodzeniem świąt w różnych kulturach. Czytamy o daniach magicznych i o wspomnieniach z podróży związanych z jedzeniem - np. spisanych przez Mary Wordsworth, siostrę poety. Są fragmenty zabawne - np. scena podwieczorku z Fizi Pończoszanki Astrid Lingren, są także poruszające - jak swoista książka kucharska spisana przez więźniarki w Teresinie, składająca się z potraw, które wspominały w obozie. Czytamy o dzieciństwie - mocno do mnie przemówił fragment o dzieciach zajadających się renklodami podczas wakacji we Francji, autorstwa Rumer Godden (The Greengage Summer). Nie tylko Marcel Proust i nie tylko magdalenki z herbatą lipową stanowią świadectwo związków między zmysłami, tu - smaku - a pamięcią.

Od paru tygodni książka leży na moim stoliku nocnym. Co jakiś czas po nią sięgam, by kolejny raz się przekonać jak wiele uwagi poświęcano jedzeniu w literaturze, i pięknej i fachowej - od wieków. A właściwie, poświęcały - kobiety pisarki.

poniedziałek, 04 lutego 2008

Piszę "przystawka", bo nazwa sałatka mi tu nie pasuje. Rzecz jest prosta, w stylu włoskiego antipasti (tak mi się przynajmniej wydaje) i może stanowić przyjemny wstęp do głównego dania. Jeżeli ktoś nigdy jeszcze nie obierał skórki z pieczonej papryki, to najwyższy czas zacząć - różnica jest ogromna.

Dwie większe czerwone papryki myjemy, wycinamy gniazda nasienne i każdą paprykę kroimy na 2 części. Kładziemy na blasze wyłożonej folią, skórką do góry i wrzucamy pod mocno rozgrzany grill (ok. 250 st.) na ok. 15 minut, aż skórka zacznie czernieć. Gorące wrzucamy na ok. 10-15 min do dowolnego naczynia i nakrywamy pokrywką/talerzem. Para sprawi, że skórki zdejmą się łatwo. Obraną paprykę układamy na głębszym talerzu, skrapiamy oliwą. Na to kładziemy np. parę marynowanych bakłażanów, lub trochę marynowanej papryki, ew. pomidory suszone - co mamy pod ręką. Oprószamy fetą lub serem szopskim, posypujemy świeżym tymiankiem lub bazylią i rozrzucamy po wierzchu parę blanszowanych migdałów. Nie solimy - słone będzie od sera. Dobrze całość chociaż 20-30 min. schłodzić przed podaniem.

niedziela, 03 lutego 2008

Chleb wieloziarnisty

Z przepisu Komarki. Robiłam z połowy porcji, na małą, krótką keksówkę w kształcie typowego bochenka chleba. Szczerze polecam, bo przepis jest prosty, nie wymaga siły czy miksera, nie należy się jedynie przerażać lepkością i fakturą ciasta, i - podobno - nie dopuścić do zbyt mocnego wyrośnięcia przed umieszczeniem w piekarniku. Ciasto wychodzi bardzo smaczne - imho tylko trochę zbyt mało słone - w środku wilgotne, ale nie zbite, trochę jak dobry razowiec.

Proporcje na 2 keksówki: 1 kg mąki krupczatki, 6 łyżek siemienia lnianego, 6 łyżek łuskanego słonecznika, 1 szklanka otrąb pszennych lub razowych, 3 łyżki sezamu, 2 łyżki pestek dyni, 1,5 łyżki soli (na połowę proponuję 1 płaską łyżkę 15 ml), 5 łyżek cukru, 5 dkg drożdży świeżych/2 saszetki x 7 g suchych, 1 litr wody

Mąkę, ziarna, sól, cukier i pokruszone drożdże wymieszać dokładnie. Zalać ciepłą wodą i wyrobić ciasto - będzie mokre, tak ma być. Odstawić przykryte do wyrośnięcia na ok. 20 min. Wyrobić (wymieszać) ponownie i przełożyć do natłuszczonych blaszek keksowych. Odstawić do wyrośnięcia - na krótko, starczy ok. 15-20 min, ciasto może się nie udać, jeśli za dużo wyrośnie. Piec ok. 1 godziny (u mnie 65 min) w temperaturze 230 stopni.

sobota, 02 lutego 2008

Jak może zauważyliście, zmieniłam wczoraj szablon na propozycję Irytka. Doszły mnie jednak słuchy, że czcionka wyświetla się maczkiem. U mnie wszystko wygląda w porządku, sprawdziłam pod innym systemem operacyjnym, ale w tej samej przeglądarce, i czcionka istotnie jest mniejsza, niż u mnie, ale jest czytelna (tj. moim zdaniem).

Mam ogromną prośbę: jeśli macie jakieś uwagi, strona w Waszych przeglądarkach nie jest czytelna, bardzo proszę o wpisywanie się w komentarzach - będę starać się wprowadzić zmiany.

... Ptasia harcuje, jedząc omlet na obiad.

Pewnie Wasi bliscy też mają dania, za którymi nie przepadają, zaś Wy tak i łatwo je poza tym przyrządzić dla 1 osoby. Mój omlet do takich należy. Być może to nie jest omlet, a frittata? Nie ubijam w każdym bądź razie osobno białek, i niestety z racji braku patelni nadającej się do tego celu, nie podpiekam go w piekarniku.

Omlet podstawowy dla 1 osoby: na małej patelni rozgrzać odrobinę oliwy i przesmażyć odrobinę dymki lub cebuli. Można ew. dać jeszcze mniej oliwy, a za to trochę aromatycznej wędliny: chudego boczku, szynki, kiełbasy itd., i dodać dymkę kiedy wędlina zacznie się robić chrupka. Do tego dodać parę pieczarek pokrojonych w plastry i/lub paprykę w kostkę. Warzywa zmiękczyć, w między czasie przygotować jajko. W wyniku szkolenia antycholesterolowego przeprowadzonego przez Lekarza Domowego, tj. M, nigdy nie robię omletu dla 1 osoby z więcej niż 1 dużego jaja; jeśli są małe, wtedy wzięłabym dwa. Jeśli Wy nie macie podobnych oporów, możecie użyć większej liczby. Jajo/jaja roztrzepujemy w miseczce, dodajemy przyprawy zgodnie z upodobaniami: sól (ale nie za dużo, jeśli używamy słonej wędliny), można dodać zioła, pieprz, słodką lub ostrą paprykę. Osobiście lubię łagodne curry lub garam masalę, do jajek jakoś pasują. Jajo wylewamy na masę warzywną i gotujemy do ścięcia się masy (kilka min). W przypadku dużej ilości warzyw nigdy nie jest idealnie ścięta, ale nie lubię zbyt suchego omletu. Tak czy inaczej, wolę smażyć dłużej, a na mniejszym ogniu (choć nie zawsze jestem tak cierpliwa). Pod koniec smażenia można na wierch położyć trochę sera, lub plaster pomidora. Gotowy omlet przekładamy na talerz i możemy udekorować zieleniną (np. rukolą, jak powyżej), można też go jeść z sosem pomidorowym lub warzywnym, typu ajvar, lub z chutney'em, lub brown sauce... Możliwości są niemal nieskończone.

piątek, 01 lutego 2008

Thank God it's Friday! W takie dni, w takie tygodnie, czuję, że po prostu muszę się podreperować. Podobno mówią tak tylko mięczaki (Szósta klepka, M. Musierowicz). Mięczak czuje się dużo lepiej po szklaneczce wódki (koniecznie zmrożonej w zamrażarce!!! Inna nie wchodzi w grę), nalanej zgodnie z upodobaniami (u mnie mało), dopełnionej schłodzonym toniciem, z ćwiartką limonki.

Duuużo lepiej. Czego i Wam życzę. Miłego weekendu.

środa, 30 stycznia 2008

Świetna baza do innych wariacji - przepis z Nigella gryzie. U mnie tym razem z serem szopskim, bo halloumi w Bomi wyszło. Inne zapiekanki widać tu, stąd też kopiuję przepis:

1 duzy slodki ziemniak,
1 duzy czerwony ziemniak (moze byc zwykly),
1 czerwona cebula,
1 czerwona papryka,
1 zolta papryka,
1/2 glowki czosnku,
4 lyzki oliwy z oliwek,
pieprz,
125 g sera halloumi (lub innego słonego, np. szopskiego) pokrojonego w cienkie plasterki.

Batata kroimy w duza kostke, ok. 4 cm, ziemniaka drobniej, ok 2,5 cm. Cebule kroimy na osemki, papryke pozbawiamy pestek i kroimy w 2,5 cm kostke. Zabki czosnku rozdzielamy, ale nie obieramy. Wszystko dokladnie mieszamy z oliwa i pieprzymy (nie solimy).
Pieczemy ok. 45 min w 200 st. Po tym czasie kladziemy na wierzch ser i trzymamy w piekarniku jeszcze 5-10 min az ser sie roztopi. Ser mozna pominac i po wyjeciu z piekarnika posypac obficie sola morska. Skladniki na 2-3 porcje.

Wariacje warzywne: można zastąpić batata marchewką lub dynią, lub dodać ww. warzywa dodatkowo, dać więcej cebuli i czosnku, dodać pietruszkę, zioła (u mnie rozmaryn i tymianek).

Proste a pyszne, i pięknie pachnie podczas pieczenia (i po...). Poza tym zaskakująco sycące, więc wahałam się, w jakiej kategorii umieścić - ostatecznie wybrałam małe co nieco, bo nie trzeba traktować tego jako dania obiadowego.

Zapiekanka z 2 rodz. ziemniaków i sera szopskiego

poniedziałek, 28 stycznia 2008

Obiad ekspresowy wg. przepisu Pille z Nami Nami. Pille proponuje łososia lub pstrąga, u mnie to ostatnie, bo Pewne Osoby w naszym stadle cierpią na łososiowstręt :/ (czyt. nie lubią Mojej Ulubionej Ryby), i w znacznie większej ilości. U mnie było:

Trochę ponad 0,4 kg filetów z pstrąga (2 płaty). Umyć, osuszyć, Pille sugeruje usunąć kręgosłup, czego nie zrobiłam, skropić sokiem z limonki (u mnie 3/4 owocu) (wyciśnięte połówki zostawić do pieczenia z rybą), posmarować musztardą Dijon (u mnie dwie łyżki), posypać bułką tartą. NIE SOLIĆ. Na to położyć odrobinę masła w kawałkach (mój dodatek, zawsze kładę odrobinę masła na pieczoną lub grillowaną rybę), obok ryby umieścić wyciśnięte limonki. Zawinąć w folię, w folii zrobić 2-3 małe dziurki dla odparowywania i siup do piekarnika (200 st.) Piec 20 min, gdzieś w 1/2 czasu można odkryć aby bułka tarta się zrumieniła.

Zaskakująco proste i smaczne. U mnie jedzone z ziemniakami i przeglądem surówek pozostałych z weekendu (coś a la coleslaw np.)

sobota, 26 stycznia 2008

Bardzo przyjemna rzecz np. na imprezę. Moi goście byli zadowoleni, więc nie przejęłam się marudzeniem M., zwłaszcza, że puchłam z dumu nad własnoręcznie zrobionym ciastem francuskim. Przepis pochodzi z Anne's food, tylko u niej są to palmiery.

Zawijańce z fetą i figami: Rozwałkowujemy arkusz ciasta francuskiego na prostokąt. Ok. 100g fety rozgniatamy z paroma łyżkami śmietany lub śmietanki, rozsmarowujemy równomiernie na cieście. Posypujemy ok. 8 drobno pokrojonymi suszonymi figami. Zwijamy w rulon od dłuższego boku, lub by uzyskać palmiery, zwijamy z dwóch stron. Schładzamy (u mnie ok. 2-3 h, ale z pewnością można krócej), kroimy na dość cienkie plasterki. Układamy na płasko na blasze/raczej 2 blachach, Anne radzi posmarować roztrzepanym jajkiem, co ominęłam i pieczemy 10-12 min w 225 st.

I teraz - o co chodzi z tym ciastem francuskim dla idiotów? Otóż chodziłam i chodziłam wokół przepisu na ciasto francuskie robione w malakserze z How to be domestic goddess Nigelli. Był to jedyny przepis na ciasto francuskie, który wydawał się prosty, szybki i mnie nie przerażał. Nie mam malaksera, ale mam robota z nasadką do ucierania, którym robię bdb ciasto kruche. Spróbowałam - i to a/ działa, b/ naprawdę banał. Jeśli ktoś powie, że po co się bawić, skoro można kupić - koleżanki wczoraj powiedziały, że jest delikatniejsze niż kupne - też mi się tak wydaje. Nie mówiąc o tym, że koło mnie wcale nie jest łatwo kupić ciasto francuskie, a zachwalanego Bliklego np. nie lubię.

Ciasto francuskie dla idiotów: 250 g "mocnej" (chlebowej; użyłam luksusowej) mąki mieszamy w malakserze/misce robota ze szczyptą soli. Dodajemy 250 g masła pokrojonego w 1/2 cm plastry. Pulsujemy kilka razy/ucieramy chwilę szybko - kawałki masła powinny być wciąż widoczne. Dodajemy parę kropli cytryny i tyle zimnej wody (parę łyżek - ok. 5-6), by ciasto połączyło się jednolitą, elastyczną masę (jak przy kruchym). Schładzamy w lodówce 30 min. Po tym czasie solidnie posypujemy blat mąką i rozwałkowujemy ciasto na prostokąt, który następnie składamy jak list do koperty DL, na 3 części. Znów rozwałkowujemy, składamy, i tak jeszcze raz (i ja jeszcze 1, bo pierwsze złożenie było bardzo amatorskie), cały czas podsypujemy mąką. Schładzamy jeszcze 30 min przed dalszym użyciem. I już! Podejrzewam, że jak ktoś chce, może po odczekaniu dalsze 30 min lub więcej jeszcze raz sobie powałkować i poskładać, ale nie jest to konieczne; tak czy inaczej, ciasto musi poleżeć w lodówce conajmniej 30 min przed obróbką termiczną.

Wychodzą dwa arkusze ciasta, niestety nie zważyłam ich, ale z jednego zrobiłam ww. zawijańce (przy czym ciasto wtedy poleżało sobie w lodówce już dobę), a z drugiego tartę na obiad. Schłodzone ciasto wałkuje się wspaniale, jest elastyczne i miękkie, po upieczeniu wychodzi bardzo delikatne, lekkie i kruche. Z całego serca polecam.

Nie znam łatwiejszych ciasteczek. Nie dość, że banalne, to jeszcze świetny patent na zużycie białek. W tym wariancie wychodzą przyjemnie miękkie i lekko ciągnące w środku, bo pieczone są krótko, a w dość wysokiej temperaturze. Przepis z Feast Nigelli Lawson, klimaty bliskowschodnie.

Makaroniki-ciągutki (Chewy macaroons): Mieszamy 2 szklanki mielonych migdałów z 1 szklanką cukru drobnego. Dodajemy dwa białka z dużych jaj i 1/4 łyżeczki kardamonu, ucieramy całość na pastę. Do miseczki nalewamy ok. 2 łyżek wody różanej, nurzamy w niej palce i tak uperfumowanymi rękoma formujemy niewielkie kulki. Pewnie można to ominąć i dodać kroplę np. esencji pomarańczowej lub migdałowej do ciasteczek, ale, choć nie kocham wody różanej, to maczanie palców w pachnącej wodzie jest całkiem przyjemne; czułam się przez chwilę jak w haremie :). Nigelli miało wyjść ciasteczek bodajże 25, moje kulki, jak zazwyczaj, wyszły chyba większe i makaroników było 16. W środek każdego ciasteczka wciskamy migdał bez skórki. Układamy z odstępami na blasze - rosną. Pieczemy ok. 10-12 min w 200 st. grzanie góra+dół/190 st. termoobieg, aż brzegi się lekko zezłocą (nie należy za bardzo przypiekać).

A inne wariantów makaroników kształtują się tak:

Makaroniki kakaowo-arachidowe

Metoda tradycyjna, Nigelli z How to eat:

Metoda wyjściowa: 1,5 szkl. mielonych migdałów łączymy z 1 szkl. drobnego cukru. Dodajemy 2 białka, mieszamy. Dodajemy 2 łyżki mąki i łyżeczkę esencji migdałowej. Mieszamy, formujemy ciasteczka, dekorujemy środek każdego migdałem. Pieczemy 20 min. w 170 stopniach.
Moja kombinacja - makaroniki kakaowe: parę łyżek z tej 1,5 szkl. migdałów zastąpić kakao (nawet ok. 5 łyżek, jeśli kakao nie jest b. ciemne - więc migdałów ponad szklanka i do 1,5 szkl. dopełniamy kakao. Esencję migdałową można zastąpić pomarańczową. Przyjemne wychodzą też makaroniki z mąki arachidowej - tylko zawsze nieco bardziej płynne, trzeba wyciskać tutką lub nakładać łyżeczką.

| < Październik 2017 > |
Pn Wt Śr Cz Pt So N
            1
2 3 4 5 6 7 8
9 10 11 12 13 14 15
16 17 18 19 20 21 22
23 24 25 26 27 28 29
30 31          
Tagi
World Bread Day, October 16, 2017

Ptasia on Pinterest
Page copy protected against web site content infringement by Copyscape
Durszlak.pl POMOŻECIE? PustaMiska - akcja charytatywna