Głównie o kuchni, jedzeniu, gotowaniu - ale nie tylko...
sobota, 02 lutego 2008

Jak może zauważyliście, zmieniłam wczoraj szablon na propozycję Irytka. Doszły mnie jednak słuchy, że czcionka wyświetla się maczkiem. U mnie wszystko wygląda w porządku, sprawdziłam pod innym systemem operacyjnym, ale w tej samej przeglądarce, i czcionka istotnie jest mniejsza, niż u mnie, ale jest czytelna (tj. moim zdaniem).

Mam ogromną prośbę: jeśli macie jakieś uwagi, strona w Waszych przeglądarkach nie jest czytelna, bardzo proszę o wpisywanie się w komentarzach - będę starać się wprowadzić zmiany.

... Ptasia harcuje, jedząc omlet na obiad.

Pewnie Wasi bliscy też mają dania, za którymi nie przepadają, zaś Wy tak i łatwo je poza tym przyrządzić dla 1 osoby. Mój omlet do takich należy. Być może to nie jest omlet, a frittata? Nie ubijam w każdym bądź razie osobno białek, i niestety z racji braku patelni nadającej się do tego celu, nie podpiekam go w piekarniku.

Omlet podstawowy dla 1 osoby: na małej patelni rozgrzać odrobinę oliwy i przesmażyć odrobinę dymki lub cebuli. Można ew. dać jeszcze mniej oliwy, a za to trochę aromatycznej wędliny: chudego boczku, szynki, kiełbasy itd., i dodać dymkę kiedy wędlina zacznie się robić chrupka. Do tego dodać parę pieczarek pokrojonych w plastry i/lub paprykę w kostkę. Warzywa zmiękczyć, w między czasie przygotować jajko. W wyniku szkolenia antycholesterolowego przeprowadzonego przez Lekarza Domowego, tj. M, nigdy nie robię omletu dla 1 osoby z więcej niż 1 dużego jaja; jeśli są małe, wtedy wzięłabym dwa. Jeśli Wy nie macie podobnych oporów, możecie użyć większej liczby. Jajo/jaja roztrzepujemy w miseczce, dodajemy przyprawy zgodnie z upodobaniami: sól (ale nie za dużo, jeśli używamy słonej wędliny), można dodać zioła, pieprz, słodką lub ostrą paprykę. Osobiście lubię łagodne curry lub garam masalę, do jajek jakoś pasują. Jajo wylewamy na masę warzywną i gotujemy do ścięcia się masy (kilka min). W przypadku dużej ilości warzyw nigdy nie jest idealnie ścięta, ale nie lubię zbyt suchego omletu. Tak czy inaczej, wolę smażyć dłużej, a na mniejszym ogniu (choć nie zawsze jestem tak cierpliwa). Pod koniec smażenia można na wierch położyć trochę sera, lub plaster pomidora. Gotowy omlet przekładamy na talerz i możemy udekorować zieleniną (np. rukolą, jak powyżej), można też go jeść z sosem pomidorowym lub warzywnym, typu ajvar, lub z chutney'em, lub brown sauce... Możliwości są niemal nieskończone.

piątek, 01 lutego 2008

Thank God it's Friday! W takie dni, w takie tygodnie, czuję, że po prostu muszę się podreperować. Podobno mówią tak tylko mięczaki (Szósta klepka, M. Musierowicz). Mięczak czuje się dużo lepiej po szklaneczce wódki (koniecznie zmrożonej w zamrażarce!!! Inna nie wchodzi w grę), nalanej zgodnie z upodobaniami (u mnie mało), dopełnionej schłodzonym toniciem, z ćwiartką limonki.

Duuużo lepiej. Czego i Wam życzę. Miłego weekendu.

środa, 30 stycznia 2008

Świetna baza do innych wariacji - przepis z Nigella gryzie. U mnie tym razem z serem szopskim, bo halloumi w Bomi wyszło. Inne zapiekanki widać tu, stąd też kopiuję przepis:

1 duzy slodki ziemniak,
1 duzy czerwony ziemniak (moze byc zwykly),
1 czerwona cebula,
1 czerwona papryka,
1 zolta papryka,
1/2 glowki czosnku,
4 lyzki oliwy z oliwek,
pieprz,
125 g sera halloumi (lub innego słonego, np. szopskiego) pokrojonego w cienkie plasterki.

Batata kroimy w duza kostke, ok. 4 cm, ziemniaka drobniej, ok 2,5 cm. Cebule kroimy na osemki, papryke pozbawiamy pestek i kroimy w 2,5 cm kostke. Zabki czosnku rozdzielamy, ale nie obieramy. Wszystko dokladnie mieszamy z oliwa i pieprzymy (nie solimy).
Pieczemy ok. 45 min w 200 st. Po tym czasie kladziemy na wierzch ser i trzymamy w piekarniku jeszcze 5-10 min az ser sie roztopi. Ser mozna pominac i po wyjeciu z piekarnika posypac obficie sola morska. Skladniki na 2-3 porcje.

Wariacje warzywne: można zastąpić batata marchewką lub dynią, lub dodać ww. warzywa dodatkowo, dać więcej cebuli i czosnku, dodać pietruszkę, zioła (u mnie rozmaryn i tymianek).

Proste a pyszne, i pięknie pachnie podczas pieczenia (i po...). Poza tym zaskakująco sycące, więc wahałam się, w jakiej kategorii umieścić - ostatecznie wybrałam małe co nieco, bo nie trzeba traktować tego jako dania obiadowego.

Zapiekanka z 2 rodz. ziemniaków i sera szopskiego

poniedziałek, 28 stycznia 2008

Obiad ekspresowy wg. przepisu Pille z Nami Nami. Pille proponuje łososia lub pstrąga, u mnie to ostatnie, bo Pewne Osoby w naszym stadle cierpią na łososiowstręt :/ (czyt. nie lubią Mojej Ulubionej Ryby), i w znacznie większej ilości. U mnie było:

Trochę ponad 0,4 kg filetów z pstrąga (2 płaty). Umyć, osuszyć, Pille sugeruje usunąć kręgosłup, czego nie zrobiłam, skropić sokiem z limonki (u mnie 3/4 owocu) (wyciśnięte połówki zostawić do pieczenia z rybą), posmarować musztardą Dijon (u mnie dwie łyżki), posypać bułką tartą. NIE SOLIĆ. Na to położyć odrobinę masła w kawałkach (mój dodatek, zawsze kładę odrobinę masła na pieczoną lub grillowaną rybę), obok ryby umieścić wyciśnięte limonki. Zawinąć w folię, w folii zrobić 2-3 małe dziurki dla odparowywania i siup do piekarnika (200 st.) Piec 20 min, gdzieś w 1/2 czasu można odkryć aby bułka tarta się zrumieniła.

Zaskakująco proste i smaczne. U mnie jedzone z ziemniakami i przeglądem surówek pozostałych z weekendu (coś a la coleslaw np.)

sobota, 26 stycznia 2008

Bardzo przyjemna rzecz np. na imprezę. Moi goście byli zadowoleni, więc nie przejęłam się marudzeniem M., zwłaszcza, że puchłam z dumu nad własnoręcznie zrobionym ciastem francuskim. Przepis pochodzi z Anne's food, tylko u niej są to palmiery.

Zawijańce z fetą i figami: Rozwałkowujemy arkusz ciasta francuskiego na prostokąt. Ok. 100g fety rozgniatamy z paroma łyżkami śmietany lub śmietanki, rozsmarowujemy równomiernie na cieście. Posypujemy ok. 8 drobno pokrojonymi suszonymi figami. Zwijamy w rulon od dłuższego boku, lub by uzyskać palmiery, zwijamy z dwóch stron. Schładzamy (u mnie ok. 2-3 h, ale z pewnością można krócej), kroimy na dość cienkie plasterki. Układamy na płasko na blasze/raczej 2 blachach, Anne radzi posmarować roztrzepanym jajkiem, co ominęłam i pieczemy 10-12 min w 225 st.

I teraz - o co chodzi z tym ciastem francuskim dla idiotów? Otóż chodziłam i chodziłam wokół przepisu na ciasto francuskie robione w malakserze z How to be domestic goddess Nigelli. Był to jedyny przepis na ciasto francuskie, który wydawał się prosty, szybki i mnie nie przerażał. Nie mam malaksera, ale mam robota z nasadką do ucierania, którym robię bdb ciasto kruche. Spróbowałam - i to a/ działa, b/ naprawdę banał. Jeśli ktoś powie, że po co się bawić, skoro można kupić - koleżanki wczoraj powiedziały, że jest delikatniejsze niż kupne - też mi się tak wydaje. Nie mówiąc o tym, że koło mnie wcale nie jest łatwo kupić ciasto francuskie, a zachwalanego Bliklego np. nie lubię.

Ciasto francuskie dla idiotów: 250 g "mocnej" (chlebowej; użyłam luksusowej) mąki mieszamy w malakserze/misce robota ze szczyptą soli. Dodajemy 250 g masła pokrojonego w 1/2 cm plastry. Pulsujemy kilka razy/ucieramy chwilę szybko - kawałki masła powinny być wciąż widoczne. Dodajemy parę kropli cytryny i tyle zimnej wody (parę łyżek - ok. 5-6), by ciasto połączyło się jednolitą, elastyczną masę (jak przy kruchym). Schładzamy w lodówce 30 min. Po tym czasie solidnie posypujemy blat mąką i rozwałkowujemy ciasto na prostokąt, który następnie składamy jak list do koperty DL, na 3 części. Znów rozwałkowujemy, składamy, i tak jeszcze raz (i ja jeszcze 1, bo pierwsze złożenie było bardzo amatorskie), cały czas podsypujemy mąką. Schładzamy jeszcze 30 min przed dalszym użyciem. I już! Podejrzewam, że jak ktoś chce, może po odczekaniu dalsze 30 min lub więcej jeszcze raz sobie powałkować i poskładać, ale nie jest to konieczne; tak czy inaczej, ciasto musi poleżeć w lodówce conajmniej 30 min przed obróbką termiczną.

Wychodzą dwa arkusze ciasta, niestety nie zważyłam ich, ale z jednego zrobiłam ww. zawijańce (przy czym ciasto wtedy poleżało sobie w lodówce już dobę), a z drugiego tartę na obiad. Schłodzone ciasto wałkuje się wspaniale, jest elastyczne i miękkie, po upieczeniu wychodzi bardzo delikatne, lekkie i kruche. Z całego serca polecam.

Nie znam łatwiejszych ciasteczek. Nie dość, że banalne, to jeszcze świetny patent na zużycie białek. W tym wariancie wychodzą przyjemnie miękkie i lekko ciągnące w środku, bo pieczone są krótko, a w dość wysokiej temperaturze. Przepis z Feast Nigelli Lawson, klimaty bliskowschodnie.

Makaroniki-ciągutki (Chewy macaroons): Mieszamy 2 szklanki mielonych migdałów z 1 szklanką cukru drobnego. Dodajemy dwa białka z dużych jaj i 1/4 łyżeczki kardamonu, ucieramy całość na pastę. Do miseczki nalewamy ok. 2 łyżek wody różanej, nurzamy w niej palce i tak uperfumowanymi rękoma formujemy niewielkie kulki. Pewnie można to ominąć i dodać kroplę np. esencji pomarańczowej lub migdałowej do ciasteczek, ale, choć nie kocham wody różanej, to maczanie palców w pachnącej wodzie jest całkiem przyjemne; czułam się przez chwilę jak w haremie :). Nigelli miało wyjść ciasteczek bodajże 25, moje kulki, jak zazwyczaj, wyszły chyba większe i makaroników było 16. W środek każdego ciasteczka wciskamy migdał bez skórki. Układamy z odstępami na blasze - rosną. Pieczemy ok. 10-12 min w 200 st. grzanie góra+dół/190 st. termoobieg, aż brzegi się lekko zezłocą (nie należy za bardzo przypiekać).

A inne wariantów makaroników kształtują się tak:

Makaroniki kakaowo-arachidowe

Metoda tradycyjna, Nigelli z How to eat:

Metoda wyjściowa: 1,5 szkl. mielonych migdałów łączymy z 1 szkl. drobnego cukru. Dodajemy 2 białka, mieszamy. Dodajemy 2 łyżki mąki i łyżeczkę esencji migdałowej. Mieszamy, formujemy ciasteczka, dekorujemy środek każdego migdałem. Pieczemy 20 min. w 170 stopniach.
Moja kombinacja - makaroniki kakaowe: parę łyżek z tej 1,5 szkl. migdałów zastąpić kakao (nawet ok. 5 łyżek, jeśli kakao nie jest b. ciemne - więc migdałów ponad szklanka i do 1,5 szkl. dopełniamy kakao. Esencję migdałową można zastąpić pomarańczową. Przyjemne wychodzą też makaroniki z mąki arachidowej - tylko zawsze nieco bardziej płynne, trzeba wyciskać tutką lub nakładać łyżeczką.

Albo "Curry in a hurry" z Nigella Express. Szybkie, łatwe i bardzo smaczne, i M, który klimaty tajskie przyjmuje z mieszanymi uczuciami, zaaprobował bez problemu. Oryginalny przepis znajduje się tu, poniżej moje tłumaczenie (proporcje dla 6 osób, ja tradycyjnie robiłam z 1/2 porcji):

Składniki: 2 x 15ml łyżki oleju do woka (użyłam sezamowego), 3 x 15ml łyżki posiekanej dymki, 3-4 x 15ml łyżki zielonej pasty curry, 1kg filetów z nogi kurczaka (użyłam piersi, jako, że w PL nie ma odfiletowanych nóg, a sama nie mam zamiaru się męczyć, zwłaszcza, że w przeciwieństwie do Nigelli, lubię białe mięso), pokrojone na paski 4cm x 2cm, 1 x 400ml puszka mleka kokosowego, 250ml bulionu warzywnego/drobiowego, 1 x 15ml łyżka sosu rybnego, 185g mrożonego groszku, 200g mrożonej soi (użyłam bobu), 150g mrożonej fasolki szparagowej, 3 x 15ml świeżej posiekanej kolendry (ostatecznie pietruszki, choć smak oczywiście inny).

Rozgrzać olej w rondlu z pokrywką, wrzucić dymkę, gotować 1-2 minuty, dodać pastę curry. Wrzucić kurczaka i przesmażyć przez 2 minuty (u mnie parę min dłużej, po 2 był jeszcze mocno surowy), dodać mleko kokosowe, 250 ml bulionu, sos rybny, mrożony groszek i soję (bób). Gotować 10 minut, dodać fasolkę i gotować kolejne 3-5 minut. Podawać z ryżem (najlepiej jaśminowym) lub makaronem chińskim, limonkami do doprawienia i posypać kolendrą (pietruszką).

Jeśli planujemy przechować resztki, trzeba pamiętać, że ryż w towarzystwie curry wchłonie cały płyn i powstanie coś na kształt risotto. M to zupełnie nie przeszkadzało, a wręcz przeciwnie - curry-risotto nie udało mi się nawet spróbować.

piątek, 25 stycznia 2008

Praktycznie cały rok mam bakłażana i/lub cukinię w lodówce, przy czym preferuję to pierwsze. Właściwie, "bakuś" jest moim ulubionym warzywem. Najczęstsza obróbka termiczna polega na duszeniu, choć oczywiście grillowany i pieczony jest także pyszny. Aha, od kiedy odkryłam, że smak się nie zmienia i nie jest to konieczne, nie solę go przed dalszą obróbką.

Duszenie na sos do makaronu lub np. kuskusu sprzyja eksperymentowaniu. I tak prezentowaną wyżej wersję chciałam doprawić czerwoną pastą curry, ta jednak nie nadawała się już do spożycia, więc pogrzebałam głębiej w lodówce. Efekty były takie:

Na rozgrzaną oliwę wrzucić 2 ząbki czosnku, rozdrobnione, po chwili dorzucić 1 pokrojonego w kostkę bakłażana. Gotować ok. 10 min, aż zmięknie. Dodać puszkę pomidorów, wymieszać i... tu zaczyna się zabawa w doprawianie. Poza solą/pieprzem, można dodać zioła (zwłaszcza oregano, świeży lub suszony tymianek, rozmaryn...). Można dodać chilli (można było eż dodać papryczkę chilli na początku). Można dodać czubrycę, garam masalę, kumin - naprawdę, co nam pasuje. Zauważyłam jednak, że bakłażan lubi się z cynamonem, i prawie zawsze trochę dodaję - pomidory + bakłażan + cynamon naprawdę do siebie pasują. Można też dodać trochę pasty paprykowej, np. węgierskiej. A w tej najnowszej wersji dodałam, poza solą, szczyptę ostrej przyprawy na bazie chilli, łyżkę sosu śliwkowego (pierwszy raz użyłam do sosu ciepłego, jako dodatku, i tak też pasuje), aby dosłodzić kwaśne pomidory - zamiast cukru, trochę dżemu cebulowego, i dla równowagi ze słodkim, trochę sumaku. Po doprawieniu skręcamy gaz na średni/mały, przykrywamy garnek pokrywką i gotujemy ok. 10-15 minut. W międzyczasie gotujemy makaron średniej wielkości (np. widoczne na zdjęciu rurki), mieszamy sos z makaronem w garnku, przykrywamy jeszcze na chwilę (nie na gazie), podajemy.

Wyszło trochę za słodkie (za dużo dżemu), ale poza tym ciekawe. Kolejny eksperyment bakłażanowy za mną.

środa, 23 stycznia 2008

Mój osobisty hit z Nigella Express. Nie wiem jak wy, ale ja zasadniczo wstaję do pracy wcześnie. Nawet niekiedy bardzo wcześnie, tj. np. o 5:30 (auć!). Ponieważ zostałam tak wychowana, że nie wyjdę z domu bez choćby symbolicznego śniadania, a bladym świtem często nie jestem głodna, szukam rozwiązań na małe, niezobowiązujące coś niecoś. Takie, które można bez większego trudu wsunąć robiąc jednocześnie makijaż lub pakując torbę, albo nawet zjeść idąc na przystanek tramwajowy. Te batony to właśnie taka rzecz.

Podaję pełen przepis, choć uwaga: robię z 1/2. O czym niżej.

Skład: 1 x 397 g słodzonego mleka skondensowanego (przyjmuje się, że niesłodzone można dosłodzić stosując szklankę/1,25 szkl. cukru na szklankę mleka, co daje - moim zdaniem - mleko mocno słodkie); 250 g płatków owsianych (nie błyskawicznych); 75 g wiórków kokosowych; 100g suszonej żurawiny; 125 g mieszanych pestek (dyni, słonecznika, sezamu); 125 g niesolonych fistaszków
Nagrzewamy piekarnik do 130 st, natłuszczamy foremkę 23x33x4 cm (imho lepiej wyłożyć pergaminem, znacznie łatwiej potem pokroić i wyjąć). Podgrzewamy mleko w rondelku. Jak mleko się podgrzewa, mieszamy suche. Dodajemy ciepłe mleko do reszty składników, mieszamy porządnie, przekładamy do foremki, wyrównujemy, pieczemy 1 h. W ok. 15 min po wyjęciu z pieca kroimy na kwadraty/prostokąty (ma wyjść ok. 16). Jak wystygną całkiem, przekładamy do szczelnego pojemnika.

ISTOTNE UWAGI:

  • Można kombinować ze składem. Używałam innych proporcji pestek, zastępowałam żurawiny suszonymi wiśniami lub pokrojonymi figami, fistaszki innymi orzechami - całymi lub mielonymi. Zazwyczaj używam mleka niesłodzonego, sama dosładzam - redukując trochę cukier, i czasem dodaję jakiś syrop smakowy (np. kokosowy tu pasuje).
  • Czas pieczenia jest moim zdaniem orientacyjny; za 1szym razem piekłam 15 min dłużej. Gotowe batony powinny być lekko zezłocone, ale nie zanadto, i stanowić stałą, nie za twardą masę. Dziewczyny na GP narzekały, że wyszły im za twarde - nigdy nie miałam tego problemu, jeśli w ogóle, to pierwsze były trochę za miękkie.
  • Za pierwszym razem zrobiłam całą porcję, umieściłam w słoju, zjadłam mniej więcej 1/2 (w ciągu ok. tygodnia - 1,5) i wyjechałam na ok. 10 dni z W-wy. Po powrocie w słoju zastałam nie tylko batony, ale także dodatkowe, hm, formy organiczne, nadające się do zaniesienia na lekcję biologii (praca domowa pt. "Hodujemy pleśń"). Od tego czasu piekę z 1/2, w małej foremce kwadratowej, i batony trzymam w lodówce. Co i wam radzę, jeśli nie macie zamiaru ich szybko zjeść lub, tak jak ja, jesteście jedynymi konsumentami w domu (M. spróbował i wypluł).
Ogólnie rzecz biorąc, bardzo przyjemne, pożyteczne i smaczne "coś niecoś".
| < Listopad 2017 > |
Pn Wt Śr Cz Pt So N
    1 2 3 4 5
6 7 8 9 10 11 12
13 14 15 16 17 18 19
20 21 22 23 24 25 26
27 28 29 30      
Tagi

Ptasia on Pinterest
Page copy protected against web site content infringement by Copyscape
Durszlak.pl POMOŻECIE? PustaMiska - akcja charytatywna