Głównie o kuchni, jedzeniu, gotowaniu - ale nie tylko...
sobota, 09 lutego 2008


To ciasto to dla mnie smak londyńskiego dzieciństwa: spód ze słodko-słonych ciasteczek i piankowy, znów słodko-słony ser, plus polewa owocowa. Chyba moje ulubione ciasto, z wszystkich możliwych wypieków. Poniższy przepis jest zasadniczo wersją Nigelli z Domestic goddess, poza polewą, którą opracowałam sama (przy małej pomocy Google). Jeśli ktoś chce dokładnie jak w oryginalnym przepisie, proponuję zajrzeć do tego wątku na Galerii Potraw.

Ważne: nie bać się kąpieli wodnej, absolutnie nie używać twarogu na sernik, tylko śmietankowego!!!, nie używać innych ciasteczek, niż digestive!, nie ubijać za mocno, bo wyjdą pęcherzyki - wystarczy trzepaczka ręczna, serek najlepiej wyjąć wcześniej z lodówki, by był miękki

Przepis: Spód: 150g ciasteczek digestive, 75g niesolonego roztopionego masła, 600g serka śmietankowego typu Philadelfia (najczęściej używam Turka Świeży Serek, m.in dlatego, że występuje w opakowaniach 450 i 150 g = 600 g), 150g drobnego cukru, 3 duże jajka, 3 duże żółtka jajek, 1 i pół łyżki ekstraktu waniliowego, 1 i pół łyżki soku z cytryny, forma tortowa średnicy 20 cm, bardzo mocna folia aluminiowa

Zmielić (lub rozgnieść) ciasteczka na okruchy, dodac masło i wyrobić na mokry piasek. Wyłożyć ciasteczkową masą spód formy, przyciskając palcami (polecam, b. przyjemne) lub łyżką. Schłodzić formę w lodówce. Rozgrzac piecyk do 180ºC. Ubić serek aż stanie się gładki, dodać cukier. Wbijać jajka i żółtka jajek, dodać wanilię i sok z cytryny. Zagotować wodę w czajniku. Owinąć formę podwójnie złożoną folią aluminiową, włożyć do większej formy. Jeśli mamy wątpliwości, czy tortownica jest dobrze zabezpieczona, owińmy folią jescze raz. Wlać masę serową do formy z ciasteczkowym spodem, i wlać gorącą wodę do większej formy, mniej więcej do połowy wysokości. Wstawić do piecyka i piec ok. 55 min - wierzch powinien być ścięty, ale sernik pod spodem miękkawy. Ostrożnie wyjąć, odpakowac formę z folii i studzić. Nie przerażać się wilgocią w odpakoanej folii - to normalne, że trochę wody się tam zbiera. Ciasto najlepsze jest na następny dzień, wtedy też można przygotować polewę.

Polewa: 4 łyżki dżemu (w ładnym kolorze, najlepszy wiśniowy lub porzeczkowy), 2 łyżki wody, 1-3 łyżeczki mąki ziemniaczanej.

Dżem podgrzać z wodą (nie zagotowywać), zdjąć z gazu, wmieszać stopniowo mąkę (najlepiej przesianą). Ilość zależy od płynności dżemu. Polewa powinna być na tyle lejąca, aby dało się nią oblać wierzch ciasta, ale zarazem nie zanadto, żeby zbyt mocno nie spłynęła; zazwyczaj 1-2 łyżeczki mąki ziemniaczanej wystarczają. Odstawiamy polewę na 1-2 minuty do lekkiego wystudzenia i zgęstnienia, oblewamy ciasto z wierzchu, zostawiamy do zastygnięcia.

Teoretycznie to się nie wiąże z tematyką bloga, ale - w końcu, "coś niecoś" to pojemna nazwa.

Dawno nie czekałam tak na żaden film. Ian McEwan był jednym z moich ulubionych pisarzy na studiach, z kilku opowiadań korzystałam pisząc pracę magisterską, ale w pewnym momencie przeczytałam o jedną powieść zbyt wiele (tj. Enduring Love) i po Atonement (Pokutę) sięgnęłam dopiero po obejrzeniu zwiastuna filmu na Youtube na jesieni.

Zbiegło się to w czasie z rozwojem mojej fascynacji aktorem Jamesem McAvoy'em. Ponieważ książka zrobiła na mnie ogromne wrażenie, od paru miesięcy wytrwale przeczesywałam sieć, wyszukując, oglądając i czytając wszystko, co się dało na temat tego filmu (i Jamesa :). W efekcie wczoraj w kinie miałam wrażenie, że oglądam coś, co jest mi dobrze znane. Co może wynikać z faktu, że chyba nigdy nie widziałam filmu tak wiernego książce, nawet w szczegółach (ale też Ian McEwan jest współautorem scenariusza). Dom rodziny Tallis jest dokładnie taki, jak sobie wyobrażałam, zielona sukienka Cecilii - taka, jak powinna być.

W pierwszej części filmu, jak w tragedii greckiej, mamy jedność czasu, miejsca i akcji - posiadłość Tallisów, pokazana podczas najgoretszego dnia lata 1935. Zaczyna się niemal sielankowo - dom na wsi, otoczony parkiem, piękne wnętrza, wytworne towarzystwo posługujące się angielszczyzną w wydaniu RP (Received Pronunciation). 13-letnia aspirująca pisarka, obdarzona bujną wyobraźnią Briony (postać typowa dla prozy McEwana, który często obala w swoich książkach tezę o wrodzonej niewinności i dobroci dzieci), obserwuje siostrę Cecilię i Robbie'ego, syna gospodyni. Widzi parę scen, które, jako dziewczynka pisząca o księżniczkach - córkach marnotrawnych i nikczemnikach, rozumie opatrznie - tak, jak chce je rozumieć. Fabuła: jak w filmie obyczajowym, chwilami nawet budząca rozbawienie widowni - a jednak wszystkie te pozornie zabawne nieporozumienia prowadzą do nieuchronnej katastrofy. Przypomina to trochę oglądanie spadających kostek domina. Świat konwenansów i salonowych rozmów się rozpada, jak pierwsze "domino": ułamane ucho wazonu, chwyconego przez Robbie'ego i Cecilię przy fontannie. Więzienie, zerwanie więzi rodzinnych, wojna światowa. Dwie kolejne części filmu dzieją się właśnie na początku II wojny światowej. Jest też ostatnia, współczesna, w której słuchamy 77-letniej Briony i która nadaje sens całemu filmowi, bez której Pokuta nie byłaby tym, czym jest.

Gdyż nie jest to po prostu romans, czy też film wojenny. Podobnie jak książka, mówi o opowiadaniu, o narracji, o wpływie, jakie opowieści mają na rzeczywistość. O znaczeniu słów.

PS. Z ciekawostek, które - dziwne - nie przeciekły do naszej prasy: Jacqueline Durran, nominowana za kostiumy do Oscara, zamówiła mundury żołnierzy (potrzebowali 1000 szt.) w scenach z Dunkierki w... Polsce, o czym opowiada m.in tu (ok. 8 minuty filmu):

Tu zaś można przeczytać o tym, że fartuchy pielęgniarek zostały wykonane z polskich i czeskich prześcieradeł.
PS2. Bliźniacy Quincey mogą Wam kogoś (x 2) przypominać - na sali kinowej trochę chichotano... Ja też widziałam to podobieństwo :)

Dobrze, przyznaję, że kocie języczki w moim wykonaniu mało przypominają kocie języczki. Na swoje usprawiedliwienie dodam, że pierwszy raz w życiu używałam szprycy. Poza tym symetria jest dla głupców.

A sam przepis to kolejna opcja na utylizację białek, źródło: How to eat Nigelli.

Ucieramy 4 łyżki miękkiego masła z 4 łyżkami cukru waniliowego. Dodajemy 2 białka i 1/2 łyżeczki ekstraktu waniliowego, mieszamy, powstaje nam zwarzona, niezbyt apetyczna masa. Dodajemy 1/2 szklanki mąki, najlepiej 00 lub tortowej i - czary mary, po ciągu chwili mieszania mamy coś a la budyń. Kremem napełniamy szprycę, wyciskamy niezbyt długie paski na blachę wyłożoną pergaminem, jak paski pasty do zębów, zostawiając odstępy, bo urosną. Resztki masy można zeskrobać z brzegów miski/wnętrza szprycy i umieścić na blasze na kształt placków. Pieczemy ok. 8 minut w 200 stopniach, aż brzegi się lekko przypieką a środek zezłoci. Nigella sugeruje podawanie do deserów jedzonych łyżeczką, ja uważam, że niebezpiecznie przyjemnie się je chrupie solo. W jakiś sposób smakują jak racuszki lub naleśniki, choć nie są smażone (ilość masła do reszty składników?). Bardzo waniliowe - pięknie pachną podczas pieczenia. Wychodzi ok. 30 szt. malutkich ciasteczek - mi wyszły chyba 32-33 szt.

A teraz bonus - kocie języczki bez kota...? Przysunęłam miskę do Bici, celem zrobienia zdjęcia. Wyraziła zainteresowanie, pewnie ze względu na obecność masła. Zanim miseczka została pospiesznie odsunięta, zrobiłam poniższe zdjęcia:

 

czwartek, 07 lutego 2008

O tym, jak robić ciasto francuskie dla idiotów, pisałam niedawno. Choć tu akurat użyłam resztki kupnego.

O tym, jak zrobić jabłka (za dodatkiem "Przetwory" do miesięcznika "Za miastem"):

Skład: 1 kg jabłek, sok z cytryny, 1 kg cukru, 2-3 goździki, cynamon w laskach, 2-3 listki mięty

Jabłka obrać, wydrążyć gniazda (jeśli ktoś umie/ma przyrządy, bez przekrawywania owoców), owoce skropić cytryną. Z cukru i wody (w oryg. 1/2 szkl. - co wydaje mi się błędem drukarskim, trzeba wziąć więcej - ok. 1-1 1/2 szkl. wody) ugotować syrop. Włożyć goździki, cynamon (nie patyczkowałam się i dałam kilka lasek) i listki mięty, gotować 5 min. Włożyć delikatnie jabłka i podgrzewać ok. 10-15 min, aż będą szkliste. Owoce ułożyć w dużych słoikach, zalać gorącym syropem, zakręcić.

Jabłka ciemnieją mocno po ok. 6-8 tygodniach, swoje robiłam pod koniec sierpnia bodajże, od tego czasu stały w spiżarni. W smaku są mocno cynamonowe.

O tym, jak zrobić jabłka w cieście francuskim:

Ciasto rozwałkować dość cienko. Poukładać nie za gęsto jabłka/kawałki jabłek, wyciąć wokół nich kwadraty. Ciężko podać dokładne proporcje, rzecz zależy od wielkości jabłek, ale ciasta powinno być wystarczająco do całkowitego owinięcia owocu na kształt paczuszki. Każde jabłko kładziemy na blasze wyłożonej pergaminem do pieczenia, zawinięciem do dołu, gładką stroną ciasta do góry. Pieczemy ok. 12-15 min w 220 st. Ciasteczka nie są bardzo słodkie, więc można rozważyć dodatki w postaci lodów, syropu, sosu czekoladowego. Można także do środka dać rodzynki.

wtorek, 05 lutego 2008

Od jakiegoś czasu mam napisać o tej książce. Wypatrzyłam ostatni sfatygowany egzemplarz The Virago Book of Food. The Joy of Eating w American Bookstore w Arkadii, szukając prezentów mikołajkowych i świątecznych i od razu zaciągnęłam do księgarni M, pokazując mu palcem ww. tom. No i dziwnym trafem książka pojawiła się pończosze (chyba kiedyś pisałam, że zaadoptowałam anglosaski zwyczaj dawania prezentów w pończosze, ale na Mikołajki).

Gruby tom jest antologią o, jak nazwa wskazuje, o jedzeniu, jak na wydawnictwo Virago przystało, utworów pisanych wyłącznie przez kobiety. Mamy fragmenty listów, prozy, książek kucharskich czy poradników, rzadziej poezji, pisanych od 13 w. do czasów współczesnych. Wśród autorek są Emily Dickinson, Nigella Lawson, Jane Austen i jej matka, Cassandra, Colette, Angela Carter, Anna Frank i wiele innych. Żeby porządek został zachowany, książka została podzielona na części tematyczne, np. "Skromne porcje" (Meagre rations) czy "Pokarmy miłości" (The food of love). Czytamy o lekach i afrodyzjakach, o głodowaniu i obżarstwie, uczymy się, jak gotowano kiedyś, i jakie były zalecenia dla gospodyń domowych 300 i 50 lat temu, poznajemy zwyczaje związane z obchodzeniem świąt w różnych kulturach. Czytamy o daniach magicznych i o wspomnieniach z podróży związanych z jedzeniem - np. spisanych przez Mary Wordsworth, siostrę poety. Są fragmenty zabawne - np. scena podwieczorku z Fizi Pończoszanki Astrid Lingren, są także poruszające - jak swoista książka kucharska spisana przez więźniarki w Teresinie, składająca się z potraw, które wspominały w obozie. Czytamy o dzieciństwie - mocno do mnie przemówił fragment o dzieciach zajadających się renklodami podczas wakacji we Francji, autorstwa Rumer Godden (The Greengage Summer). Nie tylko Marcel Proust i nie tylko magdalenki z herbatą lipową stanowią świadectwo związków między zmysłami, tu - smaku - a pamięcią.

Od paru tygodni książka leży na moim stoliku nocnym. Co jakiś czas po nią sięgam, by kolejny raz się przekonać jak wiele uwagi poświęcano jedzeniu w literaturze, i pięknej i fachowej - od wieków. A właściwie, poświęcały - kobiety pisarki.

poniedziałek, 04 lutego 2008

Piszę "przystawka", bo nazwa sałatka mi tu nie pasuje. Rzecz jest prosta, w stylu włoskiego antipasti (tak mi się przynajmniej wydaje) i może stanowić przyjemny wstęp do głównego dania. Jeżeli ktoś nigdy jeszcze nie obierał skórki z pieczonej papryki, to najwyższy czas zacząć - różnica jest ogromna.

Dwie większe czerwone papryki myjemy, wycinamy gniazda nasienne i każdą paprykę kroimy na 2 części. Kładziemy na blasze wyłożonej folią, skórką do góry i wrzucamy pod mocno rozgrzany grill (ok. 250 st.) na ok. 15 minut, aż skórka zacznie czernieć. Gorące wrzucamy na ok. 10-15 min do dowolnego naczynia i nakrywamy pokrywką/talerzem. Para sprawi, że skórki zdejmą się łatwo. Obraną paprykę układamy na głębszym talerzu, skrapiamy oliwą. Na to kładziemy np. parę marynowanych bakłażanów, lub trochę marynowanej papryki, ew. pomidory suszone - co mamy pod ręką. Oprószamy fetą lub serem szopskim, posypujemy świeżym tymiankiem lub bazylią i rozrzucamy po wierzchu parę blanszowanych migdałów. Nie solimy - słone będzie od sera. Dobrze całość chociaż 20-30 min. schłodzić przed podaniem.

niedziela, 03 lutego 2008

Chleb wieloziarnisty

Z przepisu Komarki. Robiłam z połowy porcji, na małą, krótką keksówkę w kształcie typowego bochenka chleba. Szczerze polecam, bo przepis jest prosty, nie wymaga siły czy miksera, nie należy się jedynie przerażać lepkością i fakturą ciasta, i - podobno - nie dopuścić do zbyt mocnego wyrośnięcia przed umieszczeniem w piekarniku. Ciasto wychodzi bardzo smaczne - imho tylko trochę zbyt mało słone - w środku wilgotne, ale nie zbite, trochę jak dobry razowiec.

Proporcje na 2 keksówki: 1 kg mąki krupczatki, 6 łyżek siemienia lnianego, 6 łyżek łuskanego słonecznika, 1 szklanka otrąb pszennych lub razowych, 3 łyżki sezamu, 2 łyżki pestek dyni, 1,5 łyżki soli (na połowę proponuję 1 płaską łyżkę 15 ml), 5 łyżek cukru, 5 dkg drożdży świeżych/2 saszetki x 7 g suchych, 1 litr wody

Mąkę, ziarna, sól, cukier i pokruszone drożdże wymieszać dokładnie. Zalać ciepłą wodą i wyrobić ciasto - będzie mokre, tak ma być. Odstawić przykryte do wyrośnięcia na ok. 20 min. Wyrobić (wymieszać) ponownie i przełożyć do natłuszczonych blaszek keksowych. Odstawić do wyrośnięcia - na krótko, starczy ok. 15-20 min, ciasto może się nie udać, jeśli za dużo wyrośnie. Piec ok. 1 godziny (u mnie 65 min) w temperaturze 230 stopni.

sobota, 02 lutego 2008

Jak może zauważyliście, zmieniłam wczoraj szablon na propozycję Irytka. Doszły mnie jednak słuchy, że czcionka wyświetla się maczkiem. U mnie wszystko wygląda w porządku, sprawdziłam pod innym systemem operacyjnym, ale w tej samej przeglądarce, i czcionka istotnie jest mniejsza, niż u mnie, ale jest czytelna (tj. moim zdaniem).

Mam ogromną prośbę: jeśli macie jakieś uwagi, strona w Waszych przeglądarkach nie jest czytelna, bardzo proszę o wpisywanie się w komentarzach - będę starać się wprowadzić zmiany.

... Ptasia harcuje, jedząc omlet na obiad.

Pewnie Wasi bliscy też mają dania, za którymi nie przepadają, zaś Wy tak i łatwo je poza tym przyrządzić dla 1 osoby. Mój omlet do takich należy. Być może to nie jest omlet, a frittata? Nie ubijam w każdym bądź razie osobno białek, i niestety z racji braku patelni nadającej się do tego celu, nie podpiekam go w piekarniku.

Omlet podstawowy dla 1 osoby: na małej patelni rozgrzać odrobinę oliwy i przesmażyć odrobinę dymki lub cebuli. Można ew. dać jeszcze mniej oliwy, a za to trochę aromatycznej wędliny: chudego boczku, szynki, kiełbasy itd., i dodać dymkę kiedy wędlina zacznie się robić chrupka. Do tego dodać parę pieczarek pokrojonych w plastry i/lub paprykę w kostkę. Warzywa zmiękczyć, w między czasie przygotować jajko. W wyniku szkolenia antycholesterolowego przeprowadzonego przez Lekarza Domowego, tj. M, nigdy nie robię omletu dla 1 osoby z więcej niż 1 dużego jaja; jeśli są małe, wtedy wzięłabym dwa. Jeśli Wy nie macie podobnych oporów, możecie użyć większej liczby. Jajo/jaja roztrzepujemy w miseczce, dodajemy przyprawy zgodnie z upodobaniami: sól (ale nie za dużo, jeśli używamy słonej wędliny), można dodać zioła, pieprz, słodką lub ostrą paprykę. Osobiście lubię łagodne curry lub garam masalę, do jajek jakoś pasują. Jajo wylewamy na masę warzywną i gotujemy do ścięcia się masy (kilka min). W przypadku dużej ilości warzyw nigdy nie jest idealnie ścięta, ale nie lubię zbyt suchego omletu. Tak czy inaczej, wolę smażyć dłużej, a na mniejszym ogniu (choć nie zawsze jestem tak cierpliwa). Pod koniec smażenia można na wierch położyć trochę sera, lub plaster pomidora. Gotowy omlet przekładamy na talerz i możemy udekorować zieleniną (np. rukolą, jak powyżej), można też go jeść z sosem pomidorowym lub warzywnym, typu ajvar, lub z chutney'em, lub brown sauce... Możliwości są niemal nieskończone.

piątek, 01 lutego 2008

Thank God it's Friday! W takie dni, w takie tygodnie, czuję, że po prostu muszę się podreperować. Podobno mówią tak tylko mięczaki (Szósta klepka, M. Musierowicz). Mięczak czuje się dużo lepiej po szklaneczce wódki (koniecznie zmrożonej w zamrażarce!!! Inna nie wchodzi w grę), nalanej zgodnie z upodobaniami (u mnie mało), dopełnionej schłodzonym toniciem, z ćwiartką limonki.

Duuużo lepiej. Czego i Wam życzę. Miłego weekendu.

| < Styczeń 2018 > |
Pn Wt Śr Cz Pt So N
1 2 3 4 5 6 7
8 9 10 11 12 13 14
15 16 17 18 19 20 21
22 23 24 25 26 27 28
29 30 31        
Tagi

Ptasia on Pinterest
Page copy protected against web site content infringement by Copyscape
Durszlak.pl POMOŻECIE? PustaMiska - akcja charytatywna