Głównie o kuchni, jedzeniu, gotowaniu - ale nie tylko...
sobota, 09 lutego 2008

Dobrze, przyznaję, że kocie języczki w moim wykonaniu mało przypominają kocie języczki. Na swoje usprawiedliwienie dodam, że pierwszy raz w życiu używałam szprycy. Poza tym symetria jest dla głupców.

A sam przepis to kolejna opcja na utylizację białek, źródło: How to eat Nigelli.

Ucieramy 4 łyżki miękkiego masła z 4 łyżkami cukru waniliowego. Dodajemy 2 białka i 1/2 łyżeczki ekstraktu waniliowego, mieszamy, powstaje nam zwarzona, niezbyt apetyczna masa. Dodajemy 1/2 szklanki mąki, najlepiej 00 lub tortowej i - czary mary, po ciągu chwili mieszania mamy coś a la budyń. Kremem napełniamy szprycę, wyciskamy niezbyt długie paski na blachę wyłożoną pergaminem, jak paski pasty do zębów, zostawiając odstępy, bo urosną. Resztki masy można zeskrobać z brzegów miski/wnętrza szprycy i umieścić na blasze na kształt placków. Pieczemy ok. 8 minut w 200 stopniach, aż brzegi się lekko przypieką a środek zezłoci. Nigella sugeruje podawanie do deserów jedzonych łyżeczką, ja uważam, że niebezpiecznie przyjemnie się je chrupie solo. W jakiś sposób smakują jak racuszki lub naleśniki, choć nie są smażone (ilość masła do reszty składników?). Bardzo waniliowe - pięknie pachną podczas pieczenia. Wychodzi ok. 30 szt. malutkich ciasteczek - mi wyszły chyba 32-33 szt.

A teraz bonus - kocie języczki bez kota...? Przysunęłam miskę do Bici, celem zrobienia zdjęcia. Wyraziła zainteresowanie, pewnie ze względu na obecność masła. Zanim miseczka została pospiesznie odsunięta, zrobiłam poniższe zdjęcia:

 

czwartek, 07 lutego 2008

O tym, jak robić ciasto francuskie dla idiotów, pisałam niedawno. Choć tu akurat użyłam resztki kupnego.

O tym, jak zrobić jabłka (za dodatkiem "Przetwory" do miesięcznika "Za miastem"):

Skład: 1 kg jabłek, sok z cytryny, 1 kg cukru, 2-3 goździki, cynamon w laskach, 2-3 listki mięty

Jabłka obrać, wydrążyć gniazda (jeśli ktoś umie/ma przyrządy, bez przekrawywania owoców), owoce skropić cytryną. Z cukru i wody (w oryg. 1/2 szkl. - co wydaje mi się błędem drukarskim, trzeba wziąć więcej - ok. 1-1 1/2 szkl. wody) ugotować syrop. Włożyć goździki, cynamon (nie patyczkowałam się i dałam kilka lasek) i listki mięty, gotować 5 min. Włożyć delikatnie jabłka i podgrzewać ok. 10-15 min, aż będą szkliste. Owoce ułożyć w dużych słoikach, zalać gorącym syropem, zakręcić.

Jabłka ciemnieją mocno po ok. 6-8 tygodniach, swoje robiłam pod koniec sierpnia bodajże, od tego czasu stały w spiżarni. W smaku są mocno cynamonowe.

O tym, jak zrobić jabłka w cieście francuskim:

Ciasto rozwałkować dość cienko. Poukładać nie za gęsto jabłka/kawałki jabłek, wyciąć wokół nich kwadraty. Ciężko podać dokładne proporcje, rzecz zależy od wielkości jabłek, ale ciasta powinno być wystarczająco do całkowitego owinięcia owocu na kształt paczuszki. Każde jabłko kładziemy na blasze wyłożonej pergaminem do pieczenia, zawinięciem do dołu, gładką stroną ciasta do góry. Pieczemy ok. 12-15 min w 220 st. Ciasteczka nie są bardzo słodkie, więc można rozważyć dodatki w postaci lodów, syropu, sosu czekoladowego. Można także do środka dać rodzynki.

wtorek, 05 lutego 2008

Od jakiegoś czasu mam napisać o tej książce. Wypatrzyłam ostatni sfatygowany egzemplarz The Virago Book of Food. The Joy of Eating w American Bookstore w Arkadii, szukając prezentów mikołajkowych i świątecznych i od razu zaciągnęłam do księgarni M, pokazując mu palcem ww. tom. No i dziwnym trafem książka pojawiła się pończosze (chyba kiedyś pisałam, że zaadoptowałam anglosaski zwyczaj dawania prezentów w pończosze, ale na Mikołajki).

Gruby tom jest antologią o, jak nazwa wskazuje, o jedzeniu, jak na wydawnictwo Virago przystało, utworów pisanych wyłącznie przez kobiety. Mamy fragmenty listów, prozy, książek kucharskich czy poradników, rzadziej poezji, pisanych od 13 w. do czasów współczesnych. Wśród autorek są Emily Dickinson, Nigella Lawson, Jane Austen i jej matka, Cassandra, Colette, Angela Carter, Anna Frank i wiele innych. Żeby porządek został zachowany, książka została podzielona na części tematyczne, np. "Skromne porcje" (Meagre rations) czy "Pokarmy miłości" (The food of love). Czytamy o lekach i afrodyzjakach, o głodowaniu i obżarstwie, uczymy się, jak gotowano kiedyś, i jakie były zalecenia dla gospodyń domowych 300 i 50 lat temu, poznajemy zwyczaje związane z obchodzeniem świąt w różnych kulturach. Czytamy o daniach magicznych i o wspomnieniach z podróży związanych z jedzeniem - np. spisanych przez Mary Wordsworth, siostrę poety. Są fragmenty zabawne - np. scena podwieczorku z Fizi Pończoszanki Astrid Lingren, są także poruszające - jak swoista książka kucharska spisana przez więźniarki w Teresinie, składająca się z potraw, które wspominały w obozie. Czytamy o dzieciństwie - mocno do mnie przemówił fragment o dzieciach zajadających się renklodami podczas wakacji we Francji, autorstwa Rumer Godden (The Greengage Summer). Nie tylko Marcel Proust i nie tylko magdalenki z herbatą lipową stanowią świadectwo związków między zmysłami, tu - smaku - a pamięcią.

Od paru tygodni książka leży na moim stoliku nocnym. Co jakiś czas po nią sięgam, by kolejny raz się przekonać jak wiele uwagi poświęcano jedzeniu w literaturze, i pięknej i fachowej - od wieków. A właściwie, poświęcały - kobiety pisarki.

poniedziałek, 04 lutego 2008

Piszę "przystawka", bo nazwa sałatka mi tu nie pasuje. Rzecz jest prosta, w stylu włoskiego antipasti (tak mi się przynajmniej wydaje) i może stanowić przyjemny wstęp do głównego dania. Jeżeli ktoś nigdy jeszcze nie obierał skórki z pieczonej papryki, to najwyższy czas zacząć - różnica jest ogromna.

Dwie większe czerwone papryki myjemy, wycinamy gniazda nasienne i każdą paprykę kroimy na 2 części. Kładziemy na blasze wyłożonej folią, skórką do góry i wrzucamy pod mocno rozgrzany grill (ok. 250 st.) na ok. 15 minut, aż skórka zacznie czernieć. Gorące wrzucamy na ok. 10-15 min do dowolnego naczynia i nakrywamy pokrywką/talerzem. Para sprawi, że skórki zdejmą się łatwo. Obraną paprykę układamy na głębszym talerzu, skrapiamy oliwą. Na to kładziemy np. parę marynowanych bakłażanów, lub trochę marynowanej papryki, ew. pomidory suszone - co mamy pod ręką. Oprószamy fetą lub serem szopskim, posypujemy świeżym tymiankiem lub bazylią i rozrzucamy po wierzchu parę blanszowanych migdałów. Nie solimy - słone będzie od sera. Dobrze całość chociaż 20-30 min. schłodzić przed podaniem.

niedziela, 03 lutego 2008

Chleb wieloziarnisty

Z przepisu Komarki. Robiłam z połowy porcji, na małą, krótką keksówkę w kształcie typowego bochenka chleba. Szczerze polecam, bo przepis jest prosty, nie wymaga siły czy miksera, nie należy się jedynie przerażać lepkością i fakturą ciasta, i - podobno - nie dopuścić do zbyt mocnego wyrośnięcia przed umieszczeniem w piekarniku. Ciasto wychodzi bardzo smaczne - imho tylko trochę zbyt mało słone - w środku wilgotne, ale nie zbite, trochę jak dobry razowiec.

Proporcje na 2 keksówki: 1 kg mąki krupczatki, 6 łyżek siemienia lnianego, 6 łyżek łuskanego słonecznika, 1 szklanka otrąb pszennych lub razowych, 3 łyżki sezamu, 2 łyżki pestek dyni, 1,5 łyżki soli (na połowę proponuję 1 płaską łyżkę 15 ml), 5 łyżek cukru, 5 dkg drożdży świeżych/2 saszetki x 7 g suchych, 1 litr wody

Mąkę, ziarna, sól, cukier i pokruszone drożdże wymieszać dokładnie. Zalać ciepłą wodą i wyrobić ciasto - będzie mokre, tak ma być. Odstawić przykryte do wyrośnięcia na ok. 20 min. Wyrobić (wymieszać) ponownie i przełożyć do natłuszczonych blaszek keksowych. Odstawić do wyrośnięcia - na krótko, starczy ok. 15-20 min, ciasto może się nie udać, jeśli za dużo wyrośnie. Piec ok. 1 godziny (u mnie 65 min) w temperaturze 230 stopni.

sobota, 02 lutego 2008

Jak może zauważyliście, zmieniłam wczoraj szablon na propozycję Irytka. Doszły mnie jednak słuchy, że czcionka wyświetla się maczkiem. U mnie wszystko wygląda w porządku, sprawdziłam pod innym systemem operacyjnym, ale w tej samej przeglądarce, i czcionka istotnie jest mniejsza, niż u mnie, ale jest czytelna (tj. moim zdaniem).

Mam ogromną prośbę: jeśli macie jakieś uwagi, strona w Waszych przeglądarkach nie jest czytelna, bardzo proszę o wpisywanie się w komentarzach - będę starać się wprowadzić zmiany.

... Ptasia harcuje, jedząc omlet na obiad.

Pewnie Wasi bliscy też mają dania, za którymi nie przepadają, zaś Wy tak i łatwo je poza tym przyrządzić dla 1 osoby. Mój omlet do takich należy. Być może to nie jest omlet, a frittata? Nie ubijam w każdym bądź razie osobno białek, i niestety z racji braku patelni nadającej się do tego celu, nie podpiekam go w piekarniku.

Omlet podstawowy dla 1 osoby: na małej patelni rozgrzać odrobinę oliwy i przesmażyć odrobinę dymki lub cebuli. Można ew. dać jeszcze mniej oliwy, a za to trochę aromatycznej wędliny: chudego boczku, szynki, kiełbasy itd., i dodać dymkę kiedy wędlina zacznie się robić chrupka. Do tego dodać parę pieczarek pokrojonych w plastry i/lub paprykę w kostkę. Warzywa zmiękczyć, w między czasie przygotować jajko. W wyniku szkolenia antycholesterolowego przeprowadzonego przez Lekarza Domowego, tj. M, nigdy nie robię omletu dla 1 osoby z więcej niż 1 dużego jaja; jeśli są małe, wtedy wzięłabym dwa. Jeśli Wy nie macie podobnych oporów, możecie użyć większej liczby. Jajo/jaja roztrzepujemy w miseczce, dodajemy przyprawy zgodnie z upodobaniami: sól (ale nie za dużo, jeśli używamy słonej wędliny), można dodać zioła, pieprz, słodką lub ostrą paprykę. Osobiście lubię łagodne curry lub garam masalę, do jajek jakoś pasują. Jajo wylewamy na masę warzywną i gotujemy do ścięcia się masy (kilka min). W przypadku dużej ilości warzyw nigdy nie jest idealnie ścięta, ale nie lubię zbyt suchego omletu. Tak czy inaczej, wolę smażyć dłużej, a na mniejszym ogniu (choć nie zawsze jestem tak cierpliwa). Pod koniec smażenia można na wierch położyć trochę sera, lub plaster pomidora. Gotowy omlet przekładamy na talerz i możemy udekorować zieleniną (np. rukolą, jak powyżej), można też go jeść z sosem pomidorowym lub warzywnym, typu ajvar, lub z chutney'em, lub brown sauce... Możliwości są niemal nieskończone.

piątek, 01 lutego 2008

Thank God it's Friday! W takie dni, w takie tygodnie, czuję, że po prostu muszę się podreperować. Podobno mówią tak tylko mięczaki (Szósta klepka, M. Musierowicz). Mięczak czuje się dużo lepiej po szklaneczce wódki (koniecznie zmrożonej w zamrażarce!!! Inna nie wchodzi w grę), nalanej zgodnie z upodobaniami (u mnie mało), dopełnionej schłodzonym toniciem, z ćwiartką limonki.

Duuużo lepiej. Czego i Wam życzę. Miłego weekendu.

środa, 30 stycznia 2008

Świetna baza do innych wariacji - przepis z Nigella gryzie. U mnie tym razem z serem szopskim, bo halloumi w Bomi wyszło. Inne zapiekanki widać tu, stąd też kopiuję przepis:

1 duzy slodki ziemniak,
1 duzy czerwony ziemniak (moze byc zwykly),
1 czerwona cebula,
1 czerwona papryka,
1 zolta papryka,
1/2 glowki czosnku,
4 lyzki oliwy z oliwek,
pieprz,
125 g sera halloumi (lub innego słonego, np. szopskiego) pokrojonego w cienkie plasterki.

Batata kroimy w duza kostke, ok. 4 cm, ziemniaka drobniej, ok 2,5 cm. Cebule kroimy na osemki, papryke pozbawiamy pestek i kroimy w 2,5 cm kostke. Zabki czosnku rozdzielamy, ale nie obieramy. Wszystko dokladnie mieszamy z oliwa i pieprzymy (nie solimy).
Pieczemy ok. 45 min w 200 st. Po tym czasie kladziemy na wierzch ser i trzymamy w piekarniku jeszcze 5-10 min az ser sie roztopi. Ser mozna pominac i po wyjeciu z piekarnika posypac obficie sola morska. Skladniki na 2-3 porcje.

Wariacje warzywne: można zastąpić batata marchewką lub dynią, lub dodać ww. warzywa dodatkowo, dać więcej cebuli i czosnku, dodać pietruszkę, zioła (u mnie rozmaryn i tymianek).

Proste a pyszne, i pięknie pachnie podczas pieczenia (i po...). Poza tym zaskakująco sycące, więc wahałam się, w jakiej kategorii umieścić - ostatecznie wybrałam małe co nieco, bo nie trzeba traktować tego jako dania obiadowego.

Zapiekanka z 2 rodz. ziemniaków i sera szopskiego

poniedziałek, 28 stycznia 2008

Obiad ekspresowy wg. przepisu Pille z Nami Nami. Pille proponuje łososia lub pstrąga, u mnie to ostatnie, bo Pewne Osoby w naszym stadle cierpią na łososiowstręt :/ (czyt. nie lubią Mojej Ulubionej Ryby), i w znacznie większej ilości. U mnie było:

Trochę ponad 0,4 kg filetów z pstrąga (2 płaty). Umyć, osuszyć, Pille sugeruje usunąć kręgosłup, czego nie zrobiłam, skropić sokiem z limonki (u mnie 3/4 owocu) (wyciśnięte połówki zostawić do pieczenia z rybą), posmarować musztardą Dijon (u mnie dwie łyżki), posypać bułką tartą. NIE SOLIĆ. Na to położyć odrobinę masła w kawałkach (mój dodatek, zawsze kładę odrobinę masła na pieczoną lub grillowaną rybę), obok ryby umieścić wyciśnięte limonki. Zawinąć w folię, w folii zrobić 2-3 małe dziurki dla odparowywania i siup do piekarnika (200 st.) Piec 20 min, gdzieś w 1/2 czasu można odkryć aby bułka tarta się zrumieniła.

Zaskakująco proste i smaczne. U mnie jedzone z ziemniakami i przeglądem surówek pozostałych z weekendu (coś a la coleslaw np.)

| < Czerwiec 2018 > |
Pn Wt Śr Cz Pt So N
        1 2 3
4 5 6 7 8 9 10
11 12 13 14 15 16 17
18 19 20 21 22 23 24
25 26 27 28 29 30  
Tagi

@ptasia.cosniecos Ptasia on Pinterest
Page copy protected against web site content infringement by Copyscape
Durszlak.pl POMOŻECIE? PustaMiska - akcja charytatywna