Głównie o kuchni, jedzeniu, gotowaniu - ale nie tylko...
poniedziałek, 19 listopada 2018

W minioną Wielkanoc (a właściwie w jej okolice) potrzebowałam łatwego w przyrządzeniu dania. Takie, które zrobi się powoli samo i będzie siedzieć w piekarniku, aż gość się pojawi i oznajmi, że jest głodny. Stanęło na mostku wołowym Nigelli (z rzadko* przeze mnie używanej Kitchen). Przyznaję, że pierwsze wykonanie przepisu dla kogoś spoza najbliższej rodziny to zawsze pewne ryzyko, ale tak długo pieczona wołowina wydawała się jednak pewniakiem. Wyszło lepiej, niż spodziewałam, a jak wyjawiłam, że w przepisie jest kawa, doszedł element zaskoczenia :). Po tym, jak wypróbowałam przepis jeszcze raz, uważam, że to coś, co warto mieć w repertuarze, bo naprawdę robi się samo, a jest aromatyczne i smaczne zarówno na ciepło, jak i zimno. W moim wydaniu jest dodatkowa marchewka jako podściółka warzywna. Robiłam i z ok. 1kg kawałka mięsa, i odrobinę mniejszego, w obydwu przypadkach wykorzystałam sos w ½ proporcji. Z sugerowanym dodatkiem „płynnego dymu” poradziłam sobie wykorzystując sól wędzoną i lekko zwiększając umami poprzez więcej sosu Worcestershire, ale szczerze mówiąc, sądzę, że ze zwykłą też będzie pyszne. A co daje kawa? Nie wybija się w smaku, ale wydaje mi się, że dodaje wytrawności i dodatkowej dymności.

Składniki:

  • ok. 1-1,25kg mostku wołowego
  • 1-2 marchewki, obrane, pokrojone w grubsze plastry
  • kilka szczypt soli wędzonej (ew. zwykłej, najlepiej morskiej)
  • 1 większa cebula, pokrojona jw.
  • 2 espresso lub 4 łyżki (60ml) bardzo mocnej zaparzonej kawy
  • 3 łyżki sosu Worcestershire
  • 2 łyżki brown sauce (ew. sosu barbecue)
  • 2 łyżki octu owocowego (ew. z czerwonego wina)
  • 2 łyżki sosu sojowego

Pokrojone warzywa umieścić na dnie naczynia żaroodpornego (najlepiej z pokrywką), oprószyć solą wędzoną (ew. inną). Na wierzchu położyć mostek (stroną bardziej tłustą do góry, jeśli taka występuje). Wymieszać płynne składniki sosu, zalać nimi mięso i warzywa, umieścić w piekarniku nagrzanym do 150 st. C (termoobieg, góra/dół 170 st. C) i… zapomnieć na ok. 3-3,5h. Można oczywiście mięso upiec z wyprzedzeniem i później tylko delikatnie podgrzać.

I TO TYLE. Chyba nie da się prościej ;). Wg autorki jarzyny i sos należało zmiksować na gładko, ja jednak podaję tak, jak jest. Mięso samo się rozpada, można je delikatnie pokroić na plastry lub poszarpać jak pulled pork, i serwować z sosem z pieczenia. Świetnie pasuje do tego puree lub kasza kukurydziana oraz coś zielonego i chrupkiego (ale buraki to też zawsze dobry pomysł).

A gdyby ktoś wolał mostek w pomidorach, znajdzie go TU (był to pierwszy przepis mięsny w tym roku). Jako ciekawostka, wychodzi mi, że mięso pojawia się (nie licząc wzmianek restauracyjnych) na blogu średnio co 2,5 miesiąca w skali roku, co ma sens, bo jem je średnio 2,5 x na tydzień ;).

* W sumie nie wiem, dlaczego, ale choć mam wszystkie książki Nigelli, czyt. kupuję nowe i pojedyncze rzeczy z nich robię, to od czasów Feast chyba żadna do mnie tak nie trafiła, by została porządnie wyeksploatowana. Najwięcej i najbardziej regularnie gotowałam/piekłam i gotuję/pieczę wciąż ze staroci: Domestic goddess, How to eat czy właśnie Feast. Znam jednak takich, dla których Kitchen jest właśnie „biblią”. Objętościowo faktycznie wydaje się największa ;).

czwartek, 15 listopada 2018

Zaginęłam w akcji, bo m.in. walczyłam z przeziębieniem. W tej chwili siedzę pod kocem, chusteczki pod ręką, stopy przygniecione Brzozą (nieco cięższą, niż prawie dwa lata temu - i pewnie za ciężką ;) i spieszę wam donieść, co zrobić z pigwowcem, jeśli go przypadkiem jeszcze posiadacie (jeśli przypadkiem jeszcze na krzaku, zbliżają się przymrozki, pewnie warto zerwać).

[I tu wstawmy przerwę na zawieszenie się komputera, podczas której ww., niezapisany tekst znikł w przestworzach…]

A więc: może sobie przypominacie zeszłoroczne babeczki bakaliowe (mince pies)? Tam właśnie wspomniałam, że zrobiłam masę z pigwowca, i że przepis pojawi się w kolejnym roku, w sezonie. A więc oto on! Rzecz jest bardzo prosta, jedynie trzeba się trochę nasiekać bakalii. Jest to przerobiony przepis Nigelli z How to be a domestic goddess na masę z pigwy (quincemeat), gdzie poza tym, że użyłam bardziej kwaśnego owocu, inaczej obrobiłam go termicznie.

Składniki:

  • ok. 1-1,2kg pigwowca
  • 250g sułtanek
  • 250g innych rodzynek
  • 250g suszonych moreli (ew. śliwek, lub mieszanki śliwek i daktyli, lub fig…)
  • 300g brązowego cukru (ciemnego lub jasnego muscovado)
  • łyżeczka nasion kardamonu
  • jw. goździków
  • jw. mielonego cynamonu
  • ½ łyżeczki kwiatu gałki muszkatołowej, ew. ok. ¼ łyżeczki startej gałki
  • 100g kandyzowanej skórki pomarańczowej
  • 50-100ml* brandy

* Mniej, jeśli wolicie mniej % lub masa pigwowcowa będzie wydawała się bardzo płynna, tzn. wyraźnie lejąca się (idealna bardziej przypomina puree/papkę dla niemowląt).

Pigwowca umyć, przekroić na 1/2, umieścić w garnku i zalać owoce wodą tylko tyle, by je przykryć. Zagotować, skręcić ogień na mały i gotować ok. 30-40 minut lub aż owoce zaczną się rozpadać. Lekko przestudzić i przetrzeć całość przez sito. Powinniście uzyskać ok. litr pulpy. Bakalie posiekać, wymieszać z pigwowcem, dodać cukier, przyprawy (kardamon i goździki wcześniej utłuc w moździerzu), skórkę i brandy. Całość dokładnie wymieszać, przełożyć do czystych, wyparzonych słoików i spasteryzować (sugeruję dłużej, niż przetwory gotowane - ok. 25 minut w piekarniku w 150 st. i potem drugie tyle w cieple resztkowym).

Mając gotową masę można upiec ww. babeczki, można także wykorzystać inne pomysły z poprzedniego przepisu, np. nadziać ciasto (struclę lub drożdżówki), lub rozsmarować na kwadratach ciasta (pół)francuskiego, lub użyć jako nadzienia do dużej tarty (można dodać także jabłka lub gruszki w plastrach). W sam raz na nadchodzący sezon świąteczny, o czym zewsząd przypominają nam reklamy ;).

niedziela, 04 listopada 2018

W tym roku obrodziły nam gruszki. Miałam w związku z tym wiele planów kulinarnych, ale skończyło się na marmoladzie jabłko & gruszki, gruszkach na serniku oraz wielu owocach jedzonych solo lub w soku. Ostatnie owoce trafiły do chutney; kilka lat żadnego nie robiłam, bo chętnych do spożycia jakoś brakowało. Choć z przepisów na blogu ten na pikantny jabłkowy  uważam za całkiem udany, chciałam coś mniej octowego i łagodniejszego. U Nigela Slatera (Tender II) znalazłam chutney ze śliwek, który przerobiłam na (głównie) gruszki, redukując lekko cukier, zmieniając źródło ostrości (na świeżą papryczkę chilli) oraz częściowo ocet.

Słoik gotowego sosu pojechał na spotkanie rodzinne, gdzie miał towarzyszyć serom (z Ranczo Frontiera, które niezmiennie polecam), ale wzbudził zainteresowanie wcześniej, jako potencjalny zamiennik żurawiny (do pieczonej kaczki). I ostatecznie… do serów nic nie zostało ;). W związku z takim chrztem bojowym, przepis mogę ze spokojnym sumieniem polecić.

Składniki (4 niewielkie słoiki):

  • 750g gruszek (lub innych owoców: u mnie były głównie gruszki, jedno jabłko i kilka śliwek do wagi), waga po obraniu i wydrążeniu
  • 350g cebuli (2-3 sztuki)
  • 125g rodzynek
  • 200g brązowego cukru (jasnego lub ciemnego muscovado)
  • 1 mała papryczka chilli (z pestkami)
  • łyżeczka soli
  • 2 łyżeczki gorczycy
  • 300ml octu jabłkowego (najlepiej domowego)
  • laska cynamonu

Owoce wydrążyć/obrać*, z grubsza posiekać, to samo zrobić z cebulą, umieścić w rondlu. Dodać wszystkie pozostałe składniki, zagotować, skręcić ogień na mały i gotować (co jakiś czas mieszając), aż całość się rozpadnie na brązową masę – u mnie zajęło to ok. 1,5h. Przełożyć do czystych, wyparzonych słoików i krótko spasteryzować.

* I z obierek zrobić ocet. Będzie w sam raz do kolejnego sosu ;).

| < Listopad 2018 > |
Pn Wt Śr Cz Pt So N
      1 2 3 4
5 6 7 8 9 10 11
12 13 14 15 16 17 18
19 20 21 22 23 24 25
26 27 28 29 30    
Tagi

@ptasia.cosniecos Ptasia on Pinterest
Page copy protected against web site content infringement by Copyscape
Durszlak.pl POMOŻECIE? PustaMiska - akcja charytatywna