Głównie o kuchni, jedzeniu, gotowaniu - ale nie tylko...

Małe co nieco

czwartek, 30 marca 2017

Wiadomo, stale szukam pomysłów na przerobienie białek (może powinnam dodać nowy tag na blogu...?). Ostatnim odkryciem była chałka oraz, do pewnego stopnia, bo mało wydajne jako metoda przetwórcza ;), whisky sour. Niedawno jednak Karolina ze Sto kolorów kuchni zachęcała do spożytkowania białek po np. pączkach w... granoli. Pomysł bardzo mi się spodobał, bo wykorzystuje akurat tyle białek, ile zostaje po produkcji domowego makaronu. W sumie dotychczas robiłam w kółko granolę z masłem orzechowym - aż M nie zaczął marudzić, że coś mu nie smakuje, a potem nastała zima, kiedy ze śniadań jedzonych łyżeczką wolę ciepłą owsiankę lub kaszę manny. Skoro jednak mamy wiosnę, można wrócić do płatków na zimno, a po wielkanocnych wypiekach z pewnością zostaną kolejne obiekty do ubicia (i zużycia).

Moja wersja nieco różni się od tej Karoliny, bo jest i lekko słodsza (więcej miodu + suszone owoce), ale wciąż nie wyraźnie słodka, i dałam bardziej urozmaicone nasiona. Osobiście wolę też mieszankę płatków, można jednak oczywiście użyć tylko owsianych. Zmniejszyłam także ilość przyprawy korzennej, bo z doświadczenia wiem, że mało ją czuję w gotowym produkcie ;).

Składniki:

  • 700g płatków owsianych (górskich lub zwykłych) lub mieszanka 1:1 płatków owsianych i np. żytnich
  • 200g mieszanki siemienia lnianego, sezamu i pestek słonecznika
  • 100g orzechów włoskich (posiekanych) lub zwiększyć ilość ww. nasion
  • 4 łyżki płynnego miodu
  • 1 łyżeczka soli
  • 2 łyżki oleju
  • 1/2 łyżeczki przyprawy do piernika
  • 4 białka dużych jaj (lub ok. 5 mniejszych)
  • garść suszonej żurawiny
  • garść rodzynek lub innych suszonych owoców (śliwek, moreli), posiekanych

Białka ubijamy na sztywno ze szczyptą soli. Płatki, nasiona i orzechy mieszamy w misce. Dodajemy pozostałą sól, przyprawę korzenną, olej i miód, ponownie i dokładnie mieszamy. Przekładamy płatki itd. do ubitych białek i całość mieszamy tak, aby białka pokryły wszystkie suche składniki. Przekładamy na blachę wyłożoną matą do pieczenia (ew. pergaminem), wyrównujemy i pieczemy ok. 50-60 minut w 140 st.C, mieszając ok. 3 razy w międzyczasie (można też piec na raty, jeśli z przyczyn praktycznych trzeba zwolnić piekarnik, tj. np. 30 minut, przestudzić, potem dopiec kolejne 30 minut, gdy piekarnik znów będzie wolny). Do upieczonej granoli dorzucić suszone owoce, wymieszać i zostawić jeszcze na 10-15 minut w cieple resztkowym piekarnika. Wystudzić na kratce, przełożyć do słojów. Wychodzi ok. 2 litrów granoli.

niedziela, 26 lutego 2017

Jaja po turecku prześladowały mnie na Pinterest (w domyślnym ustawieniu aplikacji zapamiętywane są wyniki wyszukiwania i przypięte zdjęcia, a potem polecane powiązane zdjęcia; nieważne, że często umyka mi związek między moimi kliknięciami a tymi sugestiami…). Nie wiem, czy muszę dodawać, że podczas naszej pamiętnej podróży po Turcji (już prawie 12 lat temu) ani razu czegoś takiego nie jadłam, ani na śniadanie, ani inny posiłek, choć podobno jajami w jogurcie zajadali się już sułtanowie.

Do tego niedzielnego śniadania przymierzałam się znów długo, bo a to ktoś zjadł jogurt, a to nie było ziół… W międzyczasie przeczytałam wiele przepisów i moja wersja oddaje to, co się najczęściej powtarzało w składnikach i proporcjach (bo ze 2 razy była też kurkuma, z raz kumin i cała papryczka chilli, ale uznałam, że to mimo wszystko fantazje autorów). Okazało się poza tym, że przypadkiem mam w domu odpowiednim tureckiej papryki pul biber – umiarkowanie pikantnej (swoją kupiłam na jakimś warszawskim targu jako „paprykę bałkańską” – jest lekko oleista i w moim odczuciu minimalnie ostra), można by jednak po prostu użyć łagodnie pikantnej ancho czy espelette, albo i zwykłej słodkiej, ew. modyfikując na plus dodatek chilli czy papryki wędzonej (to już moja fantazja, a właściwie słabość).

Składniki (2 porcje):

  • 150g gęstego jogurtu, najlepiej w temperaturze pokojowej
  • ząbek czosnku
  • 2 łyżki posiekanego koperku
  • 2 łyżki posiekanej natki pietruszki
  • sól
  • 4 jaja w koszulce
  • 25g stopionego masła
  • 1/2 łyżeczki lekko ostrej papryki (np. tzw. bałkańskiej, patrz uwagi powyżej, ew. zwykłej słodkiej jw.),
  • hojna szczypta wędzonej papryki - słodkiej lub agridulce (opcjonalnie)
  • szczypta chilli (jw.)

Jogurt wymieszać z czosnkiem przepuszczonym przez praskę, połową posiekanych ziół, hojną szczyptą soli i odstawić na bok. Masło stopić – najlepiej lekko zrumienić, jeśli jest czas – zdjąć z ognia i wymieszać z paprykami. Ugotować jaja w koszulce. Do dwóch misek nałożyć większość jogurtu, delikatnie ułożyć na nim jaja (po 2 na porcję), udekorować pozostałym jogurtem. Polać masłem, posypać pozostałymi ziołami i podawać od razu, z świeżym lub opieczonym pieczywem.

Przyznaję, że bałam się efektu miękkiego jajka i jogurtu (czyt. że wyjdzie jakaś maź), ale na szczęście obawy okazały się niesłuszne. Jaja wchodzą do repertuaru śniadań niedzielnych ;).

Zapisz

niedziela, 12 lutego 2017

W sumie to bardzo prosta sprawa: śledź i buraki. Dwie rzeczy, które bardzo, bardzo lubię i co jakiś czas bardzo pożądam (na zasadzie na cito. Co nie zawsze się sprawdza, jak się mieszka na głębokiej wsi…). Nigdy nie wpadłam na to, żeby je we własnej kuchni połączyć, choć zdarzało mi się czasem w przeszłości kupować gotowce pt. „sałatka śledziowa”. To, co mi jednak w tych sklepowych wersjach zawsze przeszkadzało, to struktura buraków: prawie zawsze w kostkę. Gdy natchnęło mnie, by zrobić swoją wersję, pieczonego buraka starłam na tarce o grubych oczkach, dzięki czemu się dokładnie wymieszał z sosem, a to właśnie mi chodziło J. W gruncie rzeczy to wariacja nt. prezentowanych niedawno śledzi w śmietanie.

Uwaga: jak zawsze, nie moczyłam śledzi. Jeśli moczycie lub płuczecie, to to zróbcie, choć uważam, że zawsze warto spróbować, czy śledź tego naprawdę wymaga. Ważny jest też planowana forma konsumpcji: śledź solo będzie zawsze wydawał się bardziej słony od takiego podanego na pieczywie lub z dodatkiem np. pieczonych ziemniaków.

Składniki:

  • 4 filety a la matjas,
  • łyżka oleju*,
  • 1 średni upieczony burak,
  • 100g śmietany (1/2 standardowego opakowania),
  • 4 łyżki gęstego jogurtu,
  • 1 mała cebula,
  • kopiasta łyżeczka chrzanu ze słoika (lub do smaku),
  • łyżka posiekanego koperku

* Pominąć w przypadku śledzi na tzw. tacce, już z dodatkiem oleju.

Filety pokroić w większą kostkę (jak na kęs), wymieszać z olejem, odstawić na co najmniej godzinę w temperaturze pokojowej. Cebulę pokroić w kostkę i sparzyć wrzątkiem na sitku, odstawić. Buraka obrać, zetrzeć na tarce o dużych oczkach, wymieszać ze śmietaną, chrzanem, cebulą i koperkiem. Sprawdzić, czy ilość chrzanu jest wystarczająca i odpowiednio zwiększyć, jeśli np. chcecie wyostrzyć smak. Wymieszać ze śledziami (razem z olejem), przełożyć do słoika i odstawić do lodówki na przynajmniej 12h przed jedzeniem.

niedziela, 08 stycznia 2017

Wciąż szukam przepisu na gofry idealne. Do tej pory najlepsze były, w moim odczuciu, te drożdżowe, ale wymagają dość długiego pieczenia by osiągnęły pożądaną (w moim odczuciu) chrupkość. Niedawno spotkałam się z pomysłem dodania do masy niewielkiej ilości mąki owsianej lub ryżowej: dla wchłonięcia nadmiaru wilgoci. Spodobał mi się w związku z tym przepis w How to Hygge, gdzie gofry składają się z dwóch ulubionych zbóż autorki, Signe Johansen: owsa i orkiszu (choć można i użyć mąki pszennej). Przygotowanie jest nieco bardziej pracochłonne, niż przy „zwykłych” gofrach, jednak uprażenie płatków daje wyraźną słodycz i orzechowy aromat, który mnie osobiście bardzo odpowiada, M jednak narzekał, że „owies za bardzo czuć” (nie dogodzisz…). Gofry wychodzą także bez specjalnego wysiłku wyraźnie chrupkie, tak, jak lubię najbardziej. Są także wyraźnie słodkie, więc moim zdaniem, jeśli planujecie wytrawne dodatki (imho gofry śniadaniowe z jajkiem w jakiejś postaci i/lub łososiem wędzonym są lepsze od deserowych ;), warto dać mniej cukru (co oznaczyłam w przepisie).

Składniki (dla 2 osób, ok. 5-6 sztuk):

  • 75g płatków owsianych błyskawicznych
  • 175g jasnej mąki orkiszowej (opcjonalnie można dać z tego ok. 30g razowej)
  • ½ łyżeczki proszku do pieczenia
  • 25-50g* drobnego cukru
  • ¼ łyżeczki soli
  • 75g stopionego masła (+ ew. dodatkowe do natłuszczenia gofrownicy, jeśli tego wymaga)
  • 50ml wody
  • 125g kwaśnej śmietany lub mieszanki śmietany i maślanki/jogurtu (jak u mnie, i polecam)
  • 100ml mleka
  • 2 średnie jaja
  • łyżeczka ekstraktu z wanilii (w przypadku gofrów na słodko)

* Jak we wstępie: więcej, jeśli mają być tylko deserowe.

Uprażyć (przez 10 minut) płatki owsiane na blaszce w piekarniku nagrzanym do 170 st. Powinny lekko się zezłocić i nabrać orzechowego aromatu. Lekko wystudzić, zmielić 1/2 na mąkę, resztę zostawić w całości. Można to zrobić np. wieczorem poprzedniego dnia, jeśli gofry mają być na śniadanie.

Wymieszać wszystkie suche składniki w misce, dodać mokre i wyrobić dość gęste ciasto – nie powinno lać się natychmiast z trzepaczki, tylko opadać z niej po paru sekundach (w razie potrzeby podsypać mąką). Odstawić na 30 minut. Nagrzać gofrownicę i postępować zgodnie z instrukcją obsługi, przeznaczając po chochelce ciasta na gofra. Studzić na kratce, ew. można je trzymać z lekko ciepłym piekarniku/na podgrzanym talerzu, jeśli zależy wam na tym, by pozostały ciepłe – nie powinny zawilgotnieć.

Teraz kolejne wyzwanie – połączyć przepis na gofry drożdżowe z tym na owsiane, by osiągnąć wersję zadowalającą wszystkich… O ile to możliwe ;).

niedziela, 04 grudnia 2016

To już 8 (!) Korzenny Tydzień. Z tej okazji „zachomikowałam” (mówicie tak?) babkę dyniową. A właściwie to babkę duo: dyniowo-czekoladową. Oryginał – w wersji mono, bez dodatku kakao - pochodzi z ostatniej książki Nigelli (Simply Nigella), o której myślę jako o „tej jasnej” – bo w takich kolorach została zaprojektowana, zdjęcia Keiko Oikawa też są utrzymane w tonacji białej/minimalistycznej; osobiście mi się podobają, choć widziałam w sieci komentarze, że „w ogóle nie ma w nich stylizacji”. No cóż, na pewno nie są przeładowane, tzn. w planie nie roi się od gadżetów (i dla mnie to plus ;). Przykładem jest właśnie portret ciasta dyniowego.

Czemu przerobiłam je na babkę o dwóch smakach? Bo robiłam kiedyś inne korzenne ciasto Nigelli, właśnie w takim kształcie, i choć obiektywnie smaczne, było też nieco… nudne. A że chodził za mną jednocześnie klasyczny marmurek, postanowiłam upiec dwie pieczenie (ciasta) na jednym ogniu. Na publikację poczekał z miesiąc, bo aż się prosił o podczepienie pod własną akcję korzenną. Uwaga, przepis nadaje się dla osób niejedzących nabiał.

Składniki:

  • 300g drobnego brązowego cukru (jasnego lub ciemnego muscovado)
  • 250ml oleju roślinnego
  • skórka i sok z 1/2 pomarańczy (plus ew. dodatkowy, o czym niżej)
  • 3 duże jaja
  • 400g mąki pszennej uniwersalnej (lub jasnej orkiszowej)
  • 2 łyżeczki sody
  • 2 łyżeczki mielonego cynamonu
  • ½ łyżeczki mielonego (lub roztartego w moździerzu) ziela angielskiego
  • 200g puree z dyni (upieczonej i zmiksowanej; sugeruję raczej zwięzłą, mało wilgotną odmianę, typu amazonka czy hokkaido)
  • 2 kopiaste łyżki jak najlepszego ciemnego, przesianego kakao

Do podania:

  • cukier puder lub lukier (na bazie soku z ww. pomarańczy i ok. 200g cukru pudru)

Ubić mikserem cukier, olej, skórkę startą z ½ pomarańczy i 2 łyżki soku pomarańczowego. Wciąż ubijając dodać do masy jaja. Osobno wymieszać suche składniki, dodać do masy, wymieszać tylko tyle, by składniki się połączyły. Podzielić na ½, do jednej połowy dodać dynię i wymieszać, do drugiej kakao. Gdyby masa czekoladowa była wyraźnie gęstsza/bardziej sucha od dyniowej (jak u mnie), dodać jeszcze trochę soku z pomarańczy.

Przygotować foremkę na babkę, wysmarowując ją dokładnie masłem i wysypując mąką LUB korzystając z metody autorki: mieszając 2 łyżeczki mąki z taką samą ilości oleju na pastę i dokładnie wysmarowując mieszanką wnętrze formy (tak zrobiłam, i to działa); ew. nadmiar oleju można usunąć odstawiając blaszkę na kilka minut do góry nogami na podwójną warstwę ręcznika papierowego. Przełożyć ciasto do foremki, nakładając na zmianę ciasto dyniowe i czekoladowe. Piec przez ok. 60-70 min w przypadku foremki bez komina (z kominem ok. 15 minut krócej) lub do suchego patyczka. Po wystudzeniu oprószyć cukrem pudrem lub polukrować, mieszając cukier puder z sokiem z pomarańczy do pożądanej konsystencji (u mnie wyszła bardziej glazura, ale wyjątkowo mi to nie przeszkadzało). Ciasto dość długo zachowuje świeżość.

Zapisz

Zapisz

Zapisz

Zapisz

czwartek, 01 grudnia 2016

Jakiś czas temu przypadkiem wpadł mi w oko filmik Jamie’ego Olivera pt. jajka w koszulce z łososiem. Tak jak nie przepadam za filmikami instruktażowymi w ogóle, obejrzałam całość, bo jaja w koszulce bardzo lubię, a pomysł wydał się ciekawy jako urozmaicenie. Prawie od razu chciałam wypróbować patent (jajka, dodatki i folia spożywcza – czyli coś dla tych, którzy z gotowaniem jaj luzem mają kłopot), ale zafrasował mnie brak drugiego podstawowego składnika, tj. wędzonego łososia. Dla upartego nic trudnego: rozważałam przez chwilę zastąpienie ryby szynką, ale ostatecznie stanęło na dużej ilości ziół z małym dodatkiem anchois. Można by też użyć np. pieczonej papryki obranej ze skóry, pesto, suszonych pomidorów, przesmażonych pieczarek… Sporo jest możliwości, jak to zresztą z dodatkami do jaj bywa :). Paradoksalnie jedynie nie podoba mi się kształt: wydaje się zbyt uformowany, wolę te bardziej naturalne, gotowane luzem.

Składniki:

  • 4 duże jaja
  • 4 kopiaste łyżki posiekanej natki pietruszki i szczypiorku
  • 4-5 ziaren ziela angielskiego, roztartych w moździerzu
  • 4 fileciki anchois, osączone z oleju

Nastawić garnek wody do gotowania. Zioła dokładnie posiekać z anchois i wymieszać z zielem angielskim. Niewielki kubek wyłożyć folią spożywczą, nałożyć ¼ ziół z anchois, na to wbić jajko, zawiązać folię na kształt woreczka, upewniając się, że w środku nie zostało zbędne powietrze. Tak samo postąpić z resztą farszu i jajami. Powstałe 4 woreczki delikatnie włożyć do wrzątku i gotować 5-6 minut: 6 dla jaj XL, 5 dla mniejszych (moje były na oko M/L i 6 minut okazało się za długo). Delikatnie rozciąć każdy woreczek i wyłożyć jajo na… no właśnie. U mnie na kromki chleba obłożone sałatą, ale można je także dodać do sałatki, zupy, potrawki czy użyć jako dodatku do wytrawnych gofrów. Powtarzając to, co napisałam wyżej: możliwości jest wiele ;).

niedziela, 20 listopada 2016

Gdy M wręczył mi siatkę z zakupami do rozpakowania i odkryłam w niej dużą tackę śledzi, byłam pod wrażeniem: „Naprawdę usłyszałeś?!”. Bo szczerze mówiąc… mam wrażenie, że moje głośne uwagi typu „ŚLEDZIE*. Zjadłabym śledzie” rzadko docierają do czyichś uszu. Podsumowując, była to całkiem miła niespodzianka i liczę na powtórki ;) (jeśli ktoś to czyta).

O śledziach pomyślałam dzień czy dwa, obejrzałam zawartość lodówki i tak oto pierwszy raz przygotowałam własnoręcznie śledzie zabielane, jogurtowo-śmietanowe. Od klasyki różni je (poza jogurtem) dodatek kaparów. Czas przygotowania: kilka minut, czas leżakowania dość krótki, więc można potraktować je jako opcję last minute (np. na dzyń dzyń dzyń Święta). Na co dzień świetnie pasują do gotowanych lub pieczonych ziemniaków, bądź jak widać na zdjęciu (patrz: uwagi pod przepisem).

Składniki:

  • 1 mała cebula, pokrojona w pióra
  • 250g śledzi marynowanych w oleju**
  • 5-6 łyżek gęstej śmietany
  • 4 łyżki gęstego jogurtu
  • łyżeczka kaparów
  • ½ łyżeczki suszonego koperku

Cebulę pokroić i zblanszować (przelać wrzątkiem) na sitku, odstawić na bok. Śledzie pokroić na ok. 3-4cm kawałki. W misce wymieszać śmietanę z jogurtem, dodać osączone z zalewy, posiekane kapary i koperek. Wmieszać cebulę i śledzie. Całość przełożyć do słoika i odstawić przed jedzeniem na co najmniej 12h (a lepiej - dobę) do lodówki.

Na zdjęciu moje ulubione połączenie (prawie tak samo dobre, jak szynka + majonez + chałka). Oczywiście, żytnie pieczywo czy pumpernikiel też świetnie pasują, ale słodka chałka plus słony, lekko kwaśny śledź… Kto nie spróbuje, ten nie wie, co traci ;).

* Strudel/piernik/chałka/dobre pomidory/kurki/maliny/pizza… itd., itp. w nieskończoność. Choć śledzie pojawiają się w takim kontekście wyjątkowo często.

** Można też użyć osączonych marynowanych, po pokrojeniu wymieszanych z 1-2 łyżeczkami dobrego oleju rzepakowego (lub lnianego, jeśli ktoś lubi) i odstawione na ok. godzinę w temp. pokojowej lub tzw. matjasów potraktowanych jw. Jak wspominałam wielokrotnie, nigdy nie moczę śledzi (jeśli mam podejrzenia, że są wyjątkowo słone, to ew. krótko opłukuję, ale matjasy moim zdaniem tego nie wymagają).

Zapisz

sobota, 15 października 2016

Nie da się ukryć: nastał sezon na dynię. W tym roku z ogrodu przyniosłam ok. 12 sztuk Hokkaido, Amazonki i Potimarron: a ponieważ wszystkie są do siebie dość gabarytowo, na wygląd (nawet Hokkaido, bo jakoś nie wyrosły im antenki, a jestem pewna, że w ziemi były dwie rośliny i miały owoce…) oraz w smaku podobne, plus i nie pamiętałam, gdzie którą posadziłam, przyjmuję, że ogólnie „mam dynie”. Poza „normalnymi” - jak na drobne odmiany – owocami ważących do 2kg, jest kilka mikrusów, które wyrosły dopiero pod koniec lata (czyt. gdy zrobiło się ciepło). Tak czy inaczej, sądzę, że biorąc pod uwagę nasze w miarę skromne potrzeby, starczą na ten sezon.

Tegoroczną dynię dorzucałam na razie a to do zupy, a to do pieczenia obok innych rzeczy (mój ulubiony typ obiadu z brytfanki). Gdy miałam nadmiar, stworzyłam kolejną wersję pasty do pieczywa (rok temu był hummus) – po tym, jak przy półce z nabiałem w supermarkecie miałam refleksje pt. „o, gorgonzola, a dynia się z nią lubi... tylko jeszcze nie wiem, w jakiej formie”. To ostatnie rozgryzłam potem ;).

  • 260g upieczonej, zwięzłej dyni,
  • 40g gorgonzoli (wariant picante; można ew. zastąpić innym serem z niebieską pleśnią),
  • ok. 2-3 łyżek posiekanej dymki,
  • 2 łyżki oleju z pestek dyni,
  • ok. 8-10 liści szałwii,
  • sól i pieprz (do smaku),
  • hojna szczypta gałki muszkatołowej

Dymkę delikatnie podgrzewać na oleju z pestek dyni, aż zmięknie, dodać liście szałwii i jeszcze chwilę podgrzewać. Wymieszać (razem z całym olejem z naczynia) z pozostałymi składnikami i zmiksować w malakserze, sprawdzić doprawienie. Gdyby masa była za sucha, dodać jeszcze trochę oleju lub odrobinę ciepłej wody i ponownie zmiksować. Podawać do pieczywa lub warzyw korzeniowych, jako dip.

Zapisz

środa, 12 października 2016

Teoretycznie „zupa ze świeżych pomidorów” kojarzy się z latem, jednak wciąż uważam, że najlepsze do przetwarzania (także cenowo) są pomidory lima (tzw. jajo), na które sezon tak naprawdę jest we wrześniu. Jednakże podobnie, jak na straganach zaczynają się już w sierpniu, to i jeszcze teraz w październiku przez chwilę powinny być dostępne (zanim zacznie się ten smutny bezpomidorowy czas… chyba, że ktoś ma żelazne zapasy przecieru i dostęp do źródła dobrych pomidorów koktajlowych ;).

A więc zanim będzie to addio, poza pieczonymi pomidorami nocnymi, do których nieustannie zachęcam, można zrobić szybką a prostą zupę. Te ostatnie dwie cechy wiążą się z faktem, że choć to zupa ze świeżych pomidorów, nie obiera się ich ze skórek! Cuda? Nie, patent z miksowaniem zaczerpnięty od Ani z Jest pięknie, czyt. odkrycie sezonu ;). Bazą zupy są pomidory podduszone na czosnku i cebuli, a następnie ugotowane do miękkości w bulionie i wodzie. Przy dojrzałych owocach smaku jest na tyle dużo, że można by użyć samej wody, ale wiadomo – bulion zawsze smak wzmaga, więc zachęcam do jego użycia. Wypróbowałam też wersję z nieco mniejszą ilością pomidorów, za to z dodatkiem dyni i cukinii, na samym bulionie: też b. smaczna.

Składniki:

  • 1 kilogram pomidorów lima (jajo)
  • olej
  • 1 średnia cebula
  • 3 ząbki czosnku
  • 500ml dobrego bulionu (+ 350-500ml wody)
  • szczypta wędzonej papryki
  • opcjonalnie: ulubione zioła
  • sól do smaku
  • 1 cebula dymka
  • 3 duże pieczarki
  • parę suszonych grzybów
  • 1 mała cukinia
  • pieprz (sporo), szczypta wędzonej papryki, sól
  • opcjonalnie, do podania: kwaśna śmietana

Pomidory umyć, pokroić na ¼ lub ½, w przypadku mniejszych owoców. W garnku np. żeliwnym rozgrzać niewielką ilość oleju, przesmażyć z grubsza posiekane cebulę i czosnek. Dodać pomidory, skręcić ogień na średni i dusić całość kilka minut pod przykryciem. Dodać bulion i 350ml wody, paprykę i ew. zioła zagotować, ponownie przykryć i gotować ok. 25-30 minut, lub aż pomidory się całkiem rozpadną. Zmiksować na gładko (jeśli to konieczne, rozrzedzić dodatkową wodą), doprawić solą do smaku, podgrzewać na małym ogniu do chwili podania.

Gdy zupa się gotuje, przygotować warzywa: przesmażyć na oleju drobno pokrojoną dymkę, dodać posiekane pieczarki i wkruszyć parę suszonych grzybów. Smażyć aż grzyby zmiękną. Dodać cukinię pokrojoną w drobną kostkę. Doprawić do smaku. Gotować na średnim ogniu aż cukinia będzie miękka i wszelki płyn z grzybów odparuje. Podawać zupę z paroma łyżkami warzyw z patelni w każdym talerzu, opcjonalnie udekorowaną śmietaną.

niedziela, 02 października 2016

Sałatka na śniadanie… ? Właściwie – czemu nie! Pomysł przyszedł mi do głowy spontanicznie, gdy myślałam nad czymś lżejszym i warzywnym na początek dnia, łatwym do wzbogacenia za pomocą jajka. Od koncepcji jaja w koszulce na gniazdku ze zblanszowanej zieleniny przeszłam do opcji bardziej kolorowej i urozmaiconej. Warto spróbować, dopóki są jeszcze dobre pomidory! Rok temu prawie do końca października ćwiczyłam nocne pieczone (które wykorzystałam także tu), i liczę na podobną passę w tym roku.

Swoją drogą: nie wiem, czy tylko ja tak mam, że gdy gotuję kilka jaj w koszulce, teoretycznie z tego samego źródła, możliwie świeże itd., z np. 4 sztuk przynajmniej jedna wychodzi mi zawsze a la dzieło dr Frankensteina ;), a tylko góra 2 wyglądają fotogenicznie...

Składniki:

  • 1 cebula dymka,
  • olej/oliwa,
  • mała garść liści boćwiny/jarmużu lub szpinaku,
  • ok. 3-4 niedużych dojrzałych pomidorów (najlepiej kolorowych),
  • ok. 4-6 pieczonych nocnych pomidorów,
  • garść liści bazylii,
  • odrobina oliwy (lub dobrego oleju np. rzepakowego) i jak najlepszego octu balsamicznego,
  • 4 jaja (ugotowane w koszulkach),
  • odrobina świeżo startego pecorino,
  • sól, pieprz

Dymkę pokroić w plasterki razem ze szczypiorem, krótko przesmażyć na średnim ogniu na niewielkiej ilości oleju, oprószyć solą. Dodać umyte, osuszone i porwane liście jarmużu/boćwiny z wykrojonymi łodygami (zostawić je do innego dania lub dodać do bulionu); szpinak pozbawić tylko ew. większych łodyg. Gotować ok. 1 minutę, tyle, by liście były zblanszowane i rozdzielić między dwa głębsze talerze. Pomidory pokroić w ćwiartki, rozdzielić między talerze, dodać pomidory nocne. Oprószyć solą i pieprzem, dodać bazylię. Skropić całość odrobiną dobrej oliwy/oleju i octu balsamicznego (tu naprawdę tylko parę kropel) i zabrać się za gotowanie jaj w koszulce jak w tym przepisie (ostatecznie można też użyć ugotowanych w skorupkach na półmiękko, tj. gotowanych 7-8 minut). Na każdym talerzu umieścić dwa jaja, posypać je odrobiną pecorino i pieprzem. Natychmiast podawać.

W temacie nocnych pomidorów… Odkryłam parę dni temu, że paprykę też tak można piec (pokrojoną w ósemki i zostawiając nagrzany piekarnik włączony na ok. 5 minut z warzywami w środku). Polecam, jest pyszna!

 
1 , 2 , 3 , 4 , 5 ... 24
| < Kwiecień 2017 > |
Pn Wt Śr Cz Pt So N
          1 2
3 4 5 6 7 8 9
10 11 12 13 14 15 16
17 18 19 20 21 22 23
24 25 26 27 28 29 30
Tagi

Ptasia on Pinterest
Page copy protected against web site content infringement by Copyscape
Durszlak.pl POMOŻECIE? PustaMiska - akcja charytatywna