Głównie o kuchni, jedzeniu, gotowaniu - ale nie tylko...

Małe co nieco

piątek, 21 lipca 2017

Pierwszy przepis powinien brzmieć tak: „ugotuj ziemniaki, pokrój jeszcze ciepłe, wrzuć do octu i zobacz, że po 7 godzinach deszczu wyszło słońce. Szybko polej ziemniaki oliwą, przebierz się w strój sportowy i idź pobiegać, a do ziemniaków wróć po jakiejś godzinie”. Dodam, że wszystko działo się na urlopie, a odbiorcą ziemniaków na zimno miał być m.in. głodny podróżny, tj. Tata.

"Sucha" sałatka ziemniaczana

  • ok. 750g młodych ziemniaków
  • ok. 2 łyżek octu winnego
  • 1 cebula dymka
  • ok. łyżki posiekanej natki pietruszki
  • oliwa
  • sól, pieprz
  • Opcjonalnie: kminek, słodka papryka

Ziemniaki (najlepiej tzw. sałatkowe, czyli nie mączne) ugotować, uważając, by nie były za miękkie, pokroić w plastry tak szybko, jak się da, i gorące wrzucić do octu. Dodać pokrojoną dymkę i pietruszkę, całość doprawić oliwą – ok. 2 łyżeczek lub wg uznania – oraz solą i pieprzem do smaku. Opcjonalnie, jeśli wam to pasuje smakowo (mnie pasowało) można dodać szczyptę słodkiej papryki i/lub kminek (ok. ¼ łyżeczki lub ponownie wg uznania). Co ważne, ziemniaki należy odstawić do wystudzenia na co najmniej 40 minut przed jedzeniem. Przed podaniem ponownie wymieszać i sprawdzić doprawienie.

Czemu nazwa „sucha sałatka ziemniaczana”? Sucha w rozumieniu bez sosu majonezowego czy śmietanowego, jak zazwyczaj się spotyka. Nam bardzo dobrze komponowała się zamiast chleba do austriackich wędlin, lokalnego sera i warzyw. Pasowałaby też do wszystkich potraw z grilla.

Ziemniaki, jak wiadomo,są także przyjemną bazą do mini sałatek, tj. jednoosobowych talerzy obiadowych – można powiedzieć, że to letnia wersja wiejskiego talerza sprzed paru miesięcy. Oczywiście, porcję jednoosobową można zwiększyć…

Jednoosobowa sałatka ziemniaczana z bobem

  • 2 średnie ziemniaki
  • kilka plastrów wędzonego boczku
  • szczypiorek (ok. łyżki)
  • estragon (opcjonalnie, ilość jw.)
  • ok. 250g bobu (ugotowany i wyłuskany)
  • sól, pieprz
  • łyżeczka musztardy i łyżka octu jabłkowego

Ziemniaki ugotować, pokroić w plastry, posypać posypanym szczypiorkiem, estragonem i bobem, całość lekko posolić, popieprzyć i delikatnie wymieszać. Boczek pokroić w kostkę, wytopić tłuszcz na suchej patelni, na małym ogniu, następnie podkręcić ogień i smażyć, aż będzie chrupki. Wyłowić z tłuszczu, dodać do ziemniaków. Tłuszcz z boczku szybko wymieszać z musztardą i octem jabłkowym (można tej samej patelni, jeśli nie jest np. stalowa, której cenną patynę zje ocet ;), polać powstałym sosem sałatkę. Jeść od razu.

Przeglądając inne sałatki z dodatkiem ziemniaków na blogu, wyszło mi, że całkiem jest ich całkiem sporo, ale dominują dodatki morskie, od ryby przez przegrzebki po klasyczną sałatkę nicejską (i mniej klasyczną, tj. ziemniaki z małżami). Przyznaję, że piszę to głodna i żadną bym w tej chwili nie pogardziła, mimo późnej pory ;).

piątek, 14 lipca 2017

Post będzie krótki, właściwie seria przypominajek.

Gdy dwa lata temu miałam urodzaj na grządce z bazylią, zrobiłam bardzo udany sos bazyliowy. Tym razem koperku mam więcej, niż jesteśmy w stanie przerobić, więc gdy w sobotę przyjechali goście, pół litra koperku przerobiłam na sos koperkowy - dokładnie taki, jak bazyliowy, tylko wody musiałam dać odrobinę więcej - i polałam nim pomidory, jak widać na zdjęciu. Reszta została wykorzystana i do pieczywa, i maczania pieczonych kwiatów (na zdjęciu), i kolejnego dnia jako dodatek do grillowanej ryby, i wreszcie jako omasta do niedzielnego jaja w koszulce (jak poniżej). Bardzo polecam!

Po drugie, widoczne na ww. zdjęciu pieczone kwiaty - nadziane fetą zmieszaną z ostrą papryką (pastą tajską, ale np. adżika czy ostra węgierska też byłaby bdb). Metoda przygotowania jak poprzednio (a błędu z posypaniem solą przed pieczeniem już więcej nie zrobię, tu zresztą dzięki słonemu farszowi sól w ogóle nie była potrzebna).

Po trzecie, pasta z bobu i fety, przygotowana jak poprzednio lub jeszcze wcześniej, ale z ok. 130g sera "typu feta" i bez gałki muszkatołowej. Nadmiar niewykorzystany na chlebie trafił, oczywiście, do pierogów, bo lato bez takich z zielonym farszem to nie lato ;).

Zapisz

wtorek, 11 lipca 2017

O odkryciu, jakim jest gruby bulgur, pisałam ze 2 lata temu. Choć upały jakoś specjalnie na razie Polski mocno nie dotykają, węglowodan gotowy do spożycia tylko przez zalanie (wcześniej) wodą, to latem zbawienie, zwłaszcza, że świetnie się łączy z daniami warzywnymi, wszystkim co zielone i/lub bliskowschodnie. Dlatego niedawno przygotowałam zielony bulgur, „jedno oko na Persję” oraz bardziej konkretną sałatkę obiadową, przygotowaną z garścią zieleniny z ogrodu (albo dżungli pourlopowej - jak weszłam między grządki po powrocie, najpierw osłupiałam, potem załamałam ręce, i do tej pory wszystkiego nie przepieliłam ;/).

W obu daniach podstawą jest szklanka bulguru namoczona ok. 2h w 2 szklankach wody z hojną szczyptą soli, mieszana co jakiś czas.

Bulgur w klimatach lekko perskich

Składniki:

  • szklanka grubego bulguru jw.,
  • garść posiekanych lub porwanych ziół (np. mięta i bazylia, można użyć mięty i pietruszki),
  • garść szpinaku (ew. przelanych wrzątkiem i osuszonych liści boćwiny bez łodyg),
  • ok. 2 łyżek z grubsza posiekanych pistacji,
  • ok. łyżki suszonego berberysu,
  • sól, oliwa, łagodny ocet/sok z cytryny

Wymieszać bulgur z zieleniną i bakaliami, doprawić do smaku solą, oliwą, octem np. jabłkowym lub sokiem z cytryny. Odstawić na co najmniej 10 minut, wymieszać i ew. jeszcze raz doprawić. Podawać z grillowanymi potrawami lub np. takimi klopsikami. Do delikatnej ryby też mi pasuje.

Sałatka z bulguru z fetą

Składniki:

  • szklanka bulguru jw.
  • 2 małe cebule dymki
  • garść świeżego groszku oraz cavolo nero lub jarmużu,
  • zioła - mięta i koperek - 2/3 do patelni, reszta posiekana surowa
  • opcjonalnie: kilka listków musztardowca lub pikatnej rukoli
  • oliwa, ocet lub cytryna, sól wg uznania
  • 150g fety,
  • ok. 8 pomidorów suszonych (namoczonych lub w oliwie, osączonych)

Dymkę posiekać, przesmażyć na niewielkiej ilości oleju/oliwy, dodać porwane cavolo nero (bez łodyg). Smażyć chwilę, aż liście zmiękną, dodać łyżeczkę wody, wyłuskany groszek, hojną szczyptę soli i 2/3 ziół, gotować minutę. Przykryć naczynie i odstawić na bok na kilku minut, kiedy zajmiecie się pozostałymi czynnościami: posiekaniem reszty ziół i dodaniem ich do bulguru razem z pokruszoną fetą, pokrojonymi pomidorami i ew. liśćmi rukoli/musztardowca. Do naczynia dodać przesmażone warzywa i całość wymieszać. Doprawić do smaku oliwą, łagodnym octem lub sokiem z cytryny oraz solą.

czwartek, 18 maja 2017

Do tego, co dobre, człowiek się błyskawicznie przyzwyczaja. Mam tu akurat na myśli domowy makaron ;). Od kiedy uznałam, że zrobienie go to żaden problem, M lubi wałkować, szczęśliwych jaj nam nie brakuje – prawie w ogóle nie jemy kupnego, choć awaryjna paczka leży w szafce. Dodam, że nie suszymy na zapas, tylko ½ porcji jemy od razu, druga ½ leży przez kilka dni w lodówce (poza tym, że lekko ciemnieje, nic jej się nie dzieje, nie ma dyżuru przy maszynce, kłopotu z suszeniem – „znowu mi się skleiło” - i przechowywaniem – „jak ja mam to wsadzić do tego słoja”, ew. „co ci się to tak połamało”). I właśnie ok. 1/5 porcji tego ciasta użyłam do zrobienia dwóch (tak, słownie dwóch) ravioli con uovo, tj. wielkich pierożków z ciasta makaronowego, z żółtkiem i serem w środku (a wcześniej przeczytałam ileś tam przepisów w internecie, które zasadniczo wszystkie powtarzały te same składniki). Dodam, że nigdy tego dania wcześniej nie jadłam, intrygowała mnie jednak technika (dużo łatwiejsza, niż sądziłam!), poza tym przy takich składnikach – co może źle smakować? No, chyba, że ktoś nie jada płynnego żółtka :D

Wyszłam z założenia, że jedno duże raviolo na osobę = przystawka, jestem jednak w stanie sobie wyobrazić zjedzenie maksymalnie trzech na główny posiłek, z dużą ilością jakieś zieleniny jako dodatek. Uwaga, użyłam zwykłego twarogu, i od biedy może być, jednak mimo wszystko lepiej sprawdzi się ricotta – jest łagodniejsza, delikatniejsza i przede wszystkim, się nie warzy.

Składniki (2 sztuki):

  • 1/5 ciasta makaronowego z tego przepisu
  • 2 żółtka
  • 50-60g ricotty
  • garść czosnku niedźwiedziego (lub sezonowych ziół)
  • łyżeczka parmezanu
  • sól do smaku
  • Do podania:
  • 2-3 łyżki stopionego, zrumienionego masła

Przygotować ciasto zgodnie z przepisem, dać mu odpocząć. Ricottę rozetrzeć w misce, wymieszać z parmezanem. 2/3 czosnku niedźwiedziego drobno posiekać, dodać do sera, całość doprawić do smaku solą (powinien być dość wyrazisty). Nastawić wodę do gotowania jak na makaron, można też zacząć pomału stapiać masło. 1/5 ciasta makaronowego cienko rozwałkować na prostokąt. Ser podzielić na pół, ułożyć w odstępie ok. 10 cm na połowie ciasta, w każdej kupce zrobić głęboki dołek o średnicy przeciętnego żółtka. Żółta oddzielić od białek i delikatnie umieścić w dołkach (patrz zdjęcie), zakryć delikatnie pozostałą ½ ciasta. Wykroić ravioli – planowałam użyć okrągłej wykrawaczki, ponieważ okazała się za mała, wykroiłam krążki nożem do pizzy. Gotować ok. 4 minuty w osolonym wrzątku, w międzyczasie posiekać pozostały czosnek. Ravioli delikatnie wyławiać z garnku szumówką, podawać od razu, polane zrumienionym masłem i posypane czosnkiem niedźwiedzim.

Zapisz

niedziela, 14 maja 2017

Pewnie zjedliście już niedzielne śniadanie. Jeśli przypadkiem nie, a macie czerstwe pieczywo na stanie lub szparagi, mam dwie propozycje. Jeśli tak, może przepisy przydadzą się na zaś lub jako np. element lekkiej kolacji.

Po pierwsze, wytrawny chleb smażony. Taki na słodko – vel tosty francuskie, jak ktoś używa tej nazwy, bo ja nie ;) – już pokazywałam (ostatnio gruszkowe oraz jagodowe z hot cross buns). Czemu jednak nie zrobić wersji „na słono”, skoro wersja nocna (Croque Monsieur) działa bdb?

Wytrawne tosty z patelni

Składniki (2 porcje):

  • 4 kromki chleba,
  • 2 jaja,
  • 100ml mleka,
  • sól, pieprz, koperek,
  • plastry sera koziego/fety,
  • 1 pomidor,
  • bazylia

Jaja roztrzepać z mlekiem, doprawić hojną szczyptą soli i pieprzu, przelać do płytkiego, dużego naczynia. Obtoczyć chleb w jaju z mlekiem, odstawić do nasiąknięcia na co najmniej 10 minut. Rozgrzać na patelni niewielką ilość masła (lub mieszanki masła i oleju), smażyć pieczywo na złoto z jednej strony, obrócić. Gdy druga strona się rumieni, obłożyć kromki serem, pomidorem, posypać koperkiem i bazylią. Smażyć, aż spód się zezłoci a ser lekko zmięknie. Jeśli ser nie jest słony (typu feta), można przed podaniem tosty oprószyć solą.

Szparagi w tym sezonie jadłam już kilkakrotnie – zielone pieczone (choć bez sosu). W końcu uznałam, ze można urozmaicić formę. Stanęło na omlecie, a ponieważ wciąż szukam pomysłów na zagospodarowanie białek (patrz: tag na blogu ;), jednak omlety na samych białkach mi nie smakują, poszłam w kierunku „cudownego rozmnożenia”, i taką opcję polecam. Szparagi oczywiście można zastąpić czymś innym, choćby zblanszowanym szpinakiem lub liśćmi boćwiny.

Omlet ze szparagami (częściowo na białkach)

  • 3 jaja (białka i żółtka osobno),
  • łyżeczka mleka
  • 2 dodatkowe białka,
  • pęczek średnich zielonych szparagów parowany 3 minuty,
  • sól, pieprz,
  • 1,5 łyżki startego sera

Szparagi umyć, odłamać zdrewniałe końce, gotować na parze ok. 3 minuty (cieńsze krócej, bardzo grube z 30-60 sekund dłużej), po ugotowaniu lekko posolić. Jaja rozdzielić na białka i żółtka. Białka ubić (razem z dodatkowymi oraz szczyptą soli) na pianę, żółtka roztrzepać z mlekiem, hojną szczyptą soli i pieprzu. Delikatnie, lecz dokładnie wymieszać żółtka z białkami, dodać ok. ½ sera. Przelać na rozgrzaną, żaroodporną patelnię z niewielką ilością masła (lub oleju, lub masła i oleju), na wierzchu ułożyć szparagi. Gotować ok. 2 minut, następnie posypać pozostałym serem i przełożyć do nagrzanego (180 st.) piekarnika (u mnie na poziom 2 od góry) i piec ok. 9 minut. Podawać od razu.

PS. Zeszłoroczny wpis "dwa letnie śniadania" zawierał podobny zestaw ;).

poniedziałek, 01 maja 2017

Jak co jakiś czas, miałam parę tygodni temu zryw pt. „jemy za mało strączkowych”. Tym razem trochę poszalałam, bo poza dwoma szklankami ciecierzycy na hummus(y), namoczyłam jeszcze sporą ilość na falafelki (które w związku z tym potem jedliśmy kilka dni ;). Rzecz w tym, że przemówił do mnie pomysł zmieszania ciecierzycy z miso (w końcu nie ma jak umami ;). Przeczytałam kilka przepisów w sieci, które różniły się głównie proporcjami i ew. dodatkami. Bazowały na jasnym miso, ja zaś miałam ciemne, które (o ile mi wiadomo), jest znacznie bardziej słone i wyraziste, i w związku z tym warto dać go mniej – o czym teraz już wiem, i co odzwierciedla poniższy przepis. Uwaga: to wciąga, tj. dodatkowe umami robi swoje i moim zdaniem trudniej się od tego smarowidła oderwać, niż od wersji klasycznej, dyniowej lub z masłem orzechowym.

Jeśli chodzi o dodatek sody do gotowania: owszem, przyspiesza proces, ale nie mam wrażenia, że aż tak, natomiast ciecierzyca gotująca się z sodą ma dość specyficzny zapach, który osobiście mnie nieco drażni, więc nie zawsze z niej korzystam; jeśli już, nie więcej niż łącznie łyżeczkę na szklankę ciecierzycy. 

Hummus z miso

Składniki (na spory słoik):

  • 1 szklanka (ok. 185g) suchej ciecierzycy,
  • 1 łyżeczka sody (opcjonalnie)
  • 2-4 (przy ciemnym proponuję zacząć od 2 i powinny wystarczyć) łyżki miso,
  • 1/2 szklanki tahiny,
  • ząbek czosnku
  • zimna woda,
  • hojna szczypta kuminu (i ew. dodatkowy do posypki),
  • sok z 1/4 cytryny

Ciecierzycę zalać wodą na noc. Jeśli używacie sody, dodać ją do namaczania (całą lub tylko ½ i resztę dorzucić do garnka następnego dnia). Kolejnego dnia wodę z namaczania odcedzić, zalać strączkowe świeża wodą, dodać ew. pozostałą sodę i gotować, aż ciecierzyca będzie zupełnie miękka, lekko rozpadająca się (co zajmie 40 minut lub nieco dłużej). Przestudzić, następnie zmiksować malakserem z pozostałymi składnikami, zimną wodę dodając stopniowo, by uzyskać pożądaną konsystencję. Uwaga: brak soli to nie błąd, miso jest wystarczająco słone.

Podawać hummus z pieczywem, skropiony oliwą/dobrym olejem np. rzepakowym i ew. posypany dodatkowym kuminem (można też użyć czarnuszki, nasion sezamu czy sumaku, choć ten ostatni moim zdaniem bardziej pasuje do wersji poniżej). Przechowywać w lodówce.

O ile hummus z miso jest słony i intensywny, wersja różowa jest słodsza, łagodniejsza i bardziej uniwersalna (o ile lubi się buraki). Bazowałam z grubsza na przepisie Jadłonomii, odkładając ½ ugotowanej ciecierzycy na wersję miso, a resztę na tą różową. Oryginał był dla mnie za słodki, więc dodałam do smaku więcej soku z cytryny + odrobinę dodatkowych przypraw (podobnie jak zrobiłam w przypadku "siostrzanej" wersji dyniowej).

Hummus buraczany

Składniki (na spory słoik):

  • 1 szklanka (ok. 185g) suchej ciecierzycy,
  • 1 łyżeczka sody (opcjonalnie)
  • 1 średni upieczony burak
  • ząbek czosnku
  • 1/2 szklanki tahiny,
  • zimna woda,
  • po hojnej szczypcie: słodkiej wędzonej papryki, ostrej papryki oraz sumaku (opcjonalnie), ew. więcej do posypki
  • sok z 1/2 cytryny lub do smaku

Postępować jak w powyższym przepisie, gotując namoczoną ciecierzycę, następnie ostudzoną miksując na gładko z resztą składników. Podawać skropione oliwą i najlepiej oprószone sumakiem/słodką papryką, niekoniecznie wędzoną (pasuje też czarnuszka lub czarny sezam, także dla kontrastu kolorystycznego).

czwartek, 30 marca 2017

Wiadomo, stale szukam pomysłów na przerobienie białek (może powinnam dodać nowy tag na blogu...?). Ostatnim odkryciem była chałka oraz, do pewnego stopnia, bo mało wydajne jako metoda przetwórcza ;), whisky sour. Niedawno jednak Karolina ze Sto kolorów kuchni zachęcała do spożytkowania białek po np. pączkach w... granoli. Pomysł bardzo mi się spodobał, bo wykorzystuje akurat tyle białek, ile zostaje po produkcji domowego makaronu. W sumie dotychczas robiłam w kółko granolę z masłem orzechowym - aż M nie zaczął marudzić, że coś mu nie smakuje, a potem nastała zima, kiedy ze śniadań jedzonych łyżeczką wolę ciepłą owsiankę lub kaszę manny. Skoro jednak mamy wiosnę, można wrócić do płatków na zimno, a po wielkanocnych wypiekach z pewnością zostaną kolejne obiekty do ubicia (i zużycia).

Moja wersja nieco różni się od tej Karoliny, bo jest i lekko słodsza (więcej miodu + suszone owoce), ale wciąż nie wyraźnie słodka, i dałam bardziej urozmaicone nasiona. Osobiście wolę też mieszankę płatków, można jednak oczywiście użyć tylko owsianych. Zmniejszyłam także ilość przyprawy korzennej, bo z doświadczenia wiem, że mało ją czuję w gotowym produkcie ;).

Składniki:

  • 700g płatków owsianych (górskich lub zwykłych) lub mieszanka 1:1 płatków owsianych i np. żytnich
  • 200g mieszanki siemienia lnianego, sezamu i pestek słonecznika
  • 100g orzechów włoskich (posiekanych) lub zwiększyć ilość ww. nasion
  • 4 łyżki płynnego miodu
  • 1 łyżeczka soli
  • 2 łyżki oleju
  • 1/2 łyżeczki przyprawy do piernika
  • 4 białka dużych jaj (lub ok. 5 mniejszych)
  • garść suszonej żurawiny
  • garść rodzynek lub innych suszonych owoców (śliwek, moreli), posiekanych

Białka ubijamy na sztywno ze szczyptą soli. Płatki, nasiona i orzechy mieszamy w misce. Dodajemy pozostałą sól, przyprawę korzenną, olej i miód, ponownie i dokładnie mieszamy. Przekładamy płatki itd. do ubitych białek i całość mieszamy tak, aby białka pokryły wszystkie suche składniki. Przekładamy na blachę wyłożoną matą do pieczenia (ew. pergaminem), wyrównujemy i pieczemy ok. 50-60 minut w 140 st.C, mieszając ok. 3 razy w międzyczasie (można też piec na raty, jeśli z przyczyn praktycznych trzeba zwolnić piekarnik, tj. np. 30 minut, przestudzić, potem dopiec kolejne 30 minut, gdy piekarnik znów będzie wolny). Do upieczonej granoli dorzucić suszone owoce, wymieszać i zostawić jeszcze na 10-15 minut w cieple resztkowym piekarnika. Wystudzić na kratce, przełożyć do słojów. Wychodzi ok. 2 litrów granoli.

niedziela, 26 lutego 2017

Jaja po turecku prześladowały mnie na Pinterest (w domyślnym ustawieniu aplikacji zapamiętywane są wyniki wyszukiwania i przypięte zdjęcia, a potem polecane powiązane zdjęcia; nieważne, że często umyka mi związek między moimi kliknięciami a tymi sugestiami…). Nie wiem, czy muszę dodawać, że podczas naszej pamiętnej podróży po Turcji (już prawie 12 lat temu) ani razu czegoś takiego nie jadłam, ani na śniadanie, ani inny posiłek, choć podobno jajami w jogurcie zajadali się już sułtanowie.

Do tego niedzielnego śniadania przymierzałam się znów długo, bo a to ktoś zjadł jogurt, a to nie było ziół… W międzyczasie przeczytałam wiele przepisów i moja wersja oddaje to, co się najczęściej powtarzało w składnikach i proporcjach (bo ze 2 razy była też kurkuma, z raz kumin i cała papryczka chilli, ale uznałam, że to mimo wszystko fantazje autorów). Okazało się poza tym, że przypadkiem mam w domu odpowiednim tureckiej papryki pul biber – umiarkowanie pikantnej (swoją kupiłam na jakimś warszawskim targu jako „paprykę bałkańską” – jest lekko oleista i w moim odczuciu minimalnie ostra), można by jednak po prostu użyć łagodnie pikantnej ancho czy espelette, albo i zwykłej słodkiej, ew. modyfikując na plus dodatek chilli czy papryki wędzonej (to już moja fantazja, a właściwie słabość).

Składniki (2 porcje):

  • 150g gęstego jogurtu, najlepiej w temperaturze pokojowej
  • ząbek czosnku
  • 2 łyżki posiekanego koperku
  • 2 łyżki posiekanej natki pietruszki
  • sól
  • 4 jaja w koszulce
  • 25g stopionego masła
  • 1/2 łyżeczki lekko ostrej papryki (np. tzw. bałkańskiej, patrz uwagi powyżej, ew. zwykłej słodkiej jw.),
  • hojna szczypta wędzonej papryki - słodkiej lub agridulce (opcjonalnie)
  • szczypta chilli (jw.)

Jogurt wymieszać z czosnkiem przepuszczonym przez praskę, połową posiekanych ziół, hojną szczyptą soli i odstawić na bok. Masło stopić – najlepiej lekko zrumienić, jeśli jest czas – zdjąć z ognia i wymieszać z paprykami. Ugotować jaja w koszulce. Do dwóch misek nałożyć większość jogurtu, delikatnie ułożyć na nim jaja (po 2 na porcję), udekorować pozostałym jogurtem. Polać masłem, posypać pozostałymi ziołami i podawać od razu, z świeżym lub opieczonym pieczywem.

Przyznaję, że bałam się efektu miękkiego jajka i jogurtu (czyt. że wyjdzie jakaś maź), ale na szczęście obawy okazały się niesłuszne. Jaja wchodzą do repertuaru śniadań niedzielnych ;).

Zapisz

niedziela, 12 lutego 2017

W sumie to bardzo prosta sprawa: śledź i buraki. Dwie rzeczy, które bardzo, bardzo lubię i co jakiś czas bardzo pożądam (na zasadzie na cito. Co nie zawsze się sprawdza, jak się mieszka na głębokiej wsi…). Nigdy nie wpadłam na to, żeby je we własnej kuchni połączyć, choć zdarzało mi się czasem w przeszłości kupować gotowce pt. „sałatka śledziowa”. To, co mi jednak w tych sklepowych wersjach zawsze przeszkadzało, to struktura buraków: prawie zawsze w kostkę. Gdy natchnęło mnie, by zrobić swoją wersję, pieczonego buraka starłam na tarce o grubych oczkach, dzięki czemu się dokładnie wymieszał z sosem, a to właśnie mi chodziło J. W gruncie rzeczy to wariacja nt. prezentowanych niedawno śledzi w śmietanie.

Uwaga: jak zawsze, nie moczyłam śledzi. Jeśli moczycie lub płuczecie, to to zróbcie, choć uważam, że zawsze warto spróbować, czy śledź tego naprawdę wymaga. Ważny jest też planowana forma konsumpcji: śledź solo będzie zawsze wydawał się bardziej słony od takiego podanego na pieczywie lub z dodatkiem np. pieczonych ziemniaków.

Składniki:

  • 4 filety a la matjas,
  • łyżka oleju*,
  • 1 średni upieczony burak,
  • 100g śmietany (1/2 standardowego opakowania),
  • 4 łyżki gęstego jogurtu,
  • 1 mała cebula,
  • kopiasta łyżeczka chrzanu ze słoika (lub do smaku),
  • łyżka posiekanego koperku

* Pominąć w przypadku śledzi na tzw. tacce, już z dodatkiem oleju.

Filety pokroić w większą kostkę (jak na kęs), wymieszać z olejem, odstawić na co najmniej godzinę w temperaturze pokojowej. Cebulę pokroić w kostkę i sparzyć wrzątkiem na sitku, odstawić. Buraka obrać, zetrzeć na tarce o dużych oczkach, wymieszać ze śmietaną, chrzanem, cebulą i koperkiem. Sprawdzić, czy ilość chrzanu jest wystarczająca i odpowiednio zwiększyć, jeśli np. chcecie wyostrzyć smak. Wymieszać ze śledziami (razem z olejem), przełożyć do słoika i odstawić do lodówki na przynajmniej 12h przed jedzeniem.

niedziela, 08 stycznia 2017

Wciąż szukam przepisu na gofry idealne. Do tej pory najlepsze były, w moim odczuciu, te drożdżowe, ale wymagają dość długiego pieczenia by osiągnęły pożądaną (w moim odczuciu) chrupkość. Niedawno spotkałam się z pomysłem dodania do masy niewielkiej ilości mąki owsianej lub ryżowej: dla wchłonięcia nadmiaru wilgoci. Spodobał mi się w związku z tym przepis w How to Hygge, gdzie gofry składają się z dwóch ulubionych zbóż autorki, Signe Johansen: owsa i orkiszu (choć można i użyć mąki pszennej). Przygotowanie jest nieco bardziej pracochłonne, niż przy „zwykłych” gofrach, jednak uprażenie płatków daje wyraźną słodycz i orzechowy aromat, który mnie osobiście bardzo odpowiada, M jednak narzekał, że „owies za bardzo czuć” (nie dogodzisz…). Gofry wychodzą także bez specjalnego wysiłku wyraźnie chrupkie, tak, jak lubię najbardziej. Są także wyraźnie słodkie, więc moim zdaniem, jeśli planujecie wytrawne dodatki (imho gofry śniadaniowe z jajkiem w jakiejś postaci i/lub łososiem wędzonym są lepsze od deserowych ;), warto dać mniej cukru (co oznaczyłam w przepisie).

Składniki (dla 2 osób, ok. 5-6 sztuk):

  • 75g płatków owsianych błyskawicznych
  • 175g jasnej mąki orkiszowej (opcjonalnie można dać z tego ok. 30g razowej)
  • ½ łyżeczki proszku do pieczenia
  • 25-50g* drobnego cukru
  • ¼ łyżeczki soli
  • 75g stopionego masła (+ ew. dodatkowe do natłuszczenia gofrownicy, jeśli tego wymaga)
  • 50ml wody
  • 125g kwaśnej śmietany lub mieszanki śmietany i maślanki/jogurtu (jak u mnie, i polecam)
  • 100ml mleka
  • 2 średnie jaja
  • łyżeczka ekstraktu z wanilii (w przypadku gofrów na słodko)

* Jak we wstępie: więcej, jeśli mają być tylko deserowe.

Uprażyć (przez 10 minut) płatki owsiane na blaszce w piekarniku nagrzanym do 170 st. Powinny lekko się zezłocić i nabrać orzechowego aromatu. Lekko wystudzić, zmielić 1/2 na mąkę, resztę zostawić w całości. Można to zrobić np. wieczorem poprzedniego dnia, jeśli gofry mają być na śniadanie.

Wymieszać wszystkie suche składniki w misce, dodać mokre i wyrobić dość gęste ciasto – nie powinno lać się natychmiast z trzepaczki, tylko opadać z niej po paru sekundach (w razie potrzeby podsypać mąką). Odstawić na 30 minut. Nagrzać gofrownicę i postępować zgodnie z instrukcją obsługi, przeznaczając po chochelce ciasta na gofra. Studzić na kratce, ew. można je trzymać z lekko ciepłym piekarniku/na podgrzanym talerzu, jeśli zależy wam na tym, by pozostały ciepłe – nie powinny zawilgotnieć.

Teraz kolejne wyzwanie – połączyć przepis na gofry drożdżowe z tym na owsiane, by osiągnąć wersję zadowalającą wszystkich… O ile to możliwe ;).

 
1 , 2 , 3 , 4 , 5 ... 25
| < Sierpień 2017 > |
Pn Wt Śr Cz Pt So N
  1 2 3 4 5 6
7 8 9 10 11 12 13
14 15 16 17 18 19 20
21 22 23 24 25 26 27
28 29 30 31      
Tagi

Ptasia on Pinterest
Page copy protected against web site content infringement by Copyscape
Durszlak.pl POMOŻECIE? PustaMiska - akcja charytatywna