Głównie o kuchni, jedzeniu, gotowaniu - ale nie tylko...

Małe co nieco

sobota, 26 maja 2018

Nie wiem, jak wielu czytelników pamięta te burzliwe czasy, gdy w Polsce zmieniał się ustrój i pojawiły się artykuły spożywcze wcześniej zupełnie niedostępne*. Nigdy później nie jadłam tylu produktów wysokoprzetworzonych, co na samym początku lat 90 (i podczas trzech tygodni z zupkami chińskimi w Londynie kilka lat później, kiedy priorytetem były wstępy do muzeów i ubrania, a nie jakaś zdrowa dieta).

Poza chipsami z papryką, mlekiem UHT i jogurtami owocowymi w różnych smakach (a nie owocowym = wieloowocowym, i to by było na tyle), w sklepach pojawił się różowy sos „Tysiąca wysp”, a także krewetki koktajlowe. Wiecie, co to oznacza? Że przez jakiś czas na wszystkich spotkaniach towarzyskich, urządzanych przez moich rodziców, pojawiał się koktajl krewetkowy. Jak pierwszy raz go zjadłam, niezwykle mi smakował, więc potem zjadłam go za dużo… i później przez dłuższy czas na samą myśl o połączeniu zielonego (sałata) z różowym (sos i morska wkładka) się wzdrygałam. Potem też się wzdrygałam, bo wydawało mi się, że to takie danie na które lepiej spuścić zasłonę milczenia, mniej więcej jak na cappuccino w proszku (brrrr). Aż nie tak dawno temu gdzieś przypadkiem zjadłam coś, co ten nieszczęsny koktajl przypominało, tylko w wersji nieco zdekonstruowanej (m.in. nie z krewetek długości 1cm)… i niedawno myśl pt. „zjadłabym” jak do głowy mi weszła, to nie chciała z niej wyjść ;). Ponieważ na Facebooku zostałam zachęcona do realizacji, oto koktajl krewetkowy w wersji 30 lat później.

Składniki (2 porcje):

  • ok. 12 średnich blanszowanych krewetek, wcześniej rozmrożonych
Sos:
  • 2 łyżki majonezu (najlepiej domowego!)
  • 2 łyżki ketchupu
  • sos Worcestershire (do smaku)
  • tabasco (jw.)
  • sok z cytryny (jw.)
  • chrzan (opcjonalnie i jw.)
Do podania:
  • kilka liści sałaty
  • szczypiorek (opcjonalnie)
  • słodka papryka (jw.)

Użyłam rozmrożonych, blanszowanych krewetek, w większości obranych (tj. wciąż miały ogonki, ale bez pancerza), które obgotowałam ok. 2 minut (można na parze), odcedziłam i przestudziłam. Wszystkie składniki sosu wymieszałam i doprawiłam do smaku. Na dnie dwóch kieliszków do wina umieściłam kilka drobnych liści sałaty, dodałam kapkę sosu, rozłożyłam po równo krewetki (już bez ogonków), całość polałam sosem (z podanych składników wychodzi go zresztą trochę z zapasem, ale myślę, że sobie z tym poradzicie). Do podania można posypać odrobiną szczypiorku i oprószyć słodką papryką, żeby mocniej mrugnąć w stronę minionych czasów** ;). Jeść od razu, ew. po góra kilkunastu minutach, żeby sałata za mocno nie nasiąkła sosem.

* I do tej pory pamiętam, jak latem ’92 starszy o rok kolega opowiadał mi, jak był na otwarciu pierwszego w Warszawie McDonalda w św. p. budynku Sezamu.

** Bo przystawki, np. serowe koreczki, posypane po całości słodką papryką, to coś, co dla mnie aż krzyczy ‘1990’ ;).

wtorek, 22 maja 2018

Zastanawiałam się któregoś dnia, co podać na obiad – poza tym, że młodą kapustę w jakiejś postaci, bo trzeba było ją zużyć. Ziemniaki jednak wyszły, inne węglowodany mi nie pasowały i M zaproponował: „To zrób kapustę z grochem”. Otworzyłam szeroko oczy, bo rzecz w tym, że nigdy w życiu kapusty z grochem nie jadłam: żadna z naszych rodzin nie ma zwyczaju podawania jej na Wigilię. Groch jednak oboje lubimy, a ziemniaki się wciąż nie materializowały… I okazało się, że jest to pyszne.

Ponieważ nie chciałam, by groch się za bardzo rozpadł w kapuście, ugotowałam go osobno, pilnując, by był miękki, ale jeszcze nie rozpadający się (co zajmie ok. 50 minut); na niewielką główkę kapusty wzięłam ½ szklanki suchego grochu w połówkach. Kapustę przyrządziłam klasycznie, pomijając tylko zabielenie a dodając startą młodą marchewkę (1szt). Poza koperkiem, którego osobiście uważam, że nie ma co żałować ;), można dodać do duszenia kapusty świeżego lubczyku lub majeranku (suszony oczywiście też jest na miejscu). Ugotowany groch wymieszać z kapustą, nie gotować, tylko trzymać chwilę pod przykryciem (na minimalnym ogniu lub w ogóle bez podgrzewania). Podawać solo, ew. z pieczywem. Można by podobnie przygotować kapustę w pomidorach.

A dalej w temacie Zielono mi… też wciąż jecie szparagi na miazgę? My niedawno mieliśmy je także na śniadanie, w postaci łagodnej szparagowej pasty jajecznej, która w zaskakujący sposób przypomina sałatkę z alg morskich, z którą mogliście się spotkać w tzw. garmażerce rybnej, i do której miałam swego czasu dużą słabość.

Składniki (kilka kanapek, dla 2 os.):

  • pół pęczka zimnych/przestudzonych, upieczonych szparagów
  • 2 łyżeczki majonezu, najlepiej domowego
  • 1 jajo, ugotowane na twardo
  • koperek i szczypiorek – wg uznania, u mnie po ok. łyżeczki
  • sól/pieprz/sok z cytryny do smaku

Szparagi, zieleninę i jajko dokładnie posiekać, np. nożem kolebkowym, wymieszać z majonezem i doprawić do smaku. Podawać na świeżym pieczywie lub tostach. A jeśli dojrzycie jakiś róż na zdjęciu powyżej: to się zaplątał kwiat szczypiorku.

PS. Szparagowa pasta na blogu wcześniej była taka z serem/fetą.

PS2. A do czego był mi potrzebny majonez domowy, pokażę wkrótce ;).

niedziela, 22 kwietnia 2018

Pewnie nie możecie w to uwierzyć – nowy wpis! Sama jestem zaskoczona 😉. Po ostatnich, wczoraj zakończonych podróżach, będę miała dla Was nowe posty włoskie, tymczasem jednak przepis na wiosenną sałatkę na ciepło. Składników niewiele, a buraki jeszcze zimowe, ale oczywiście wkrótce można by ją przyrządzić z młodych korzeni (rozpoczynający się sezon na nowalijki mnie niezwykle cieszy). Wszystko przyrządza się całkiem szybko (czyt. bdb danie na kolację w tygodniu) a clou stanowi sos z tahiny.

Składniki (2 większe porcje):

  • 1 mały kalafior, ew. ½ dużego
  • 2-3 zgniecione ząbki czosnku
  • 2 średnie, wcześniej upieczone buraki
  • 200g obranych i osuszonych średnich krewetek (surowych lub zblanszowanych, świeżych lub rozmrożonych)
  • świeża kolendra do posypki
  • sól, sok z cytryny, lekko ostra papryka (typu bałkańskiego/tureckiego; ew. słodka z małą domieszką chilli), sos rybny
  • olej/oliwa
  • sos z tahiny z TEGO przepisu

Najlepiej zacząć od przygotowania sosu z tahiny, żeby składniki się przegryzły (uwaga, do tego dania raczej zużycie maksymalnie 1/2 - można podzielić składniki, jeśli nie chcecie mieć resztek). Następnie z kalafiora delikatnie wykroić 3-4 plastry, oprószyć papryką. Rozgrzać niewielką ilość oleju/oliwy na żaroodpornej patelni, dodać 1 ząbek czosnku, po chwili zamieszać patelnią, dodać kalafiora, przesmażyć z obydwu stron. Umieścić w piekarniku w 200 st. C i piec ok. 20 minut (ma zmięknąć, ale nie za bardzo).

Gdy kalafior się piecze, pokroić buraki w plastry, oprószyć solą i skropić cytryną, potem przygotować krewetki. Ponownie rozgrzać małą ilość oleju, dodać pozostały czosnek i krewetki, oprószyć lekko papryką i smażyć ok. 6-8 minut (dłużej w przypadku surowych); na koniec smażenia doprawić do smaku sosem rybnym. Jeśli kalafior jeszcze nie jest gotowy, odstawić patelnię na bok pod przykryciem. Na upieczonego kalafiora wyłożyć buraki, na to krewetki, całość polać sosem z tahiny w ilości według uznania (resztę można przechować parę dni w lodówce) i posypać kolendrą. Podawać od razu.

Inne sałatki na ciepło na blogu to na przykład taka ziemniaczana z przegrzebkami czy rybą - bardzo lubię takie dania w "przejściowych" porach roku.

niedziela, 25 lutego 2018

Jeśli ktoś śledzi mnie w mediach społecznościowych (FB lub IG), domyśla się, że jestem Wam winna wpis rzymski (kolejny na blogu, ale dobre nowe rzeczy jadłam – i w dodatku w tym roku to nie koniec…), ale wymaga on większej pracy, uporządkowania itd. Więc tymczasem – kolejna wariacja nt. strączkowej pasty do pieczywa; znajdziecie ich tu sporo pod tagiem „pasty i smarowidła”. Tu jest wypadkowa – a kiedy tak nie jest :D? - tego, co było pod ręką w domu (typu grochu więcej niż soczewicy), choć bezpośrednio zmobilizowała mnie Kabamaiga ;). Całość, jak widać, jest przypadkowo wegańska.

PS. Czy Wy też już tęsknicie za świeżymi, wiosennymi warzywami?

Składniki (słoik ok. 500ml):

  • 1 mały upieczony burak
  • szklanka łuskanego grochu w połówkach (suchego)
  • mały ząbek czosnku
  • 2 większe suszone grzyby
  • łyżeczka pasty miso (lub do smaku)
  • sól, pieprz
  • 1-2 łyżeczki (lub do smaku) łagodnego octu owocowego (np. domowego)
  • ok. łyżka oleju rzepakowego

Groch ugotować z grzybami i czosnkiem w ok. 2 szklankach wody z odrobiną oleju aż będzie całkiem miękki, wręcz rozpadający się; trochę płynu powinno pozostać w garnku. Oprószyć lekko solą i zmiksować z burakiem, miso i pozostałym olejem. Doprawić do smaku solą, pieprzem i octem, dokładnie wymieszać lub ponownie krótko zmiksować.

środa, 07 lutego 2018

Skoro jutro Tłusty Czwartek, to mamy pączki! Ale nie takie normalne, powidła, róża, lukier czy inny cukier. Nie, przedstawiam… pączki wytrawne. Wspominałam o nich mimochodem w niedawnym poście austriackim, pokazywałam je także na Facebooku (Blattkrapfen oraz drożdżowe - choć faktycznie, co pani smaży, to nie widać). Niedawno miałam okazję znów zjeść Blattkrapfen podczas zimowego urlopu i wierzcie mi albo nie, ale kwaśna kapusta świetnie pasuje do czegokolwiek smażonego na głębokim tłuszczu (znacznie bardziej niż majonezowe sosy… czy Holendrzy mnie słyszą ;)?). W skrócie, ma to sens ;).

W moim wydaniu nie są to żytnie pampuchy, a drożdżowe z dziurką, Bauerkrapfen na słono. Kapusta jest podana na ciepło, duszona kiszona, ale w wersji na leniuszka można użyć kiszonej surowej (choć nawet wtedy bym ją posiekała, dodała trochę cebuli i ew. lekko doprawiła olejem). Warto spróbować (bez uprzedzeń)! Sok jabłkowy do podlania okazał się bdb pomysłem - kapusta jest wciąż kwaśna, ale nie zanadto, a płyn jakiś i tak trzeba było wlać. Z podanych proporcji wychodzi kapusty nieco mniej, niż ciasta, ale uznaję, że pozostałe pączki będą po prostu słodkie ;).

Składniki:

Kapusta (wystarczy do napełnienia co najmniej 8-10 sztuk):

  • 500g kapusty kiszonej, najlepiej bez marchewki
  • 1 średnia cebula
  • olej
  • szczypta soli
  • pieprz
  • 1-2 liście bobkowe
  • łyżeczka kminku, lub do smaku
  • ok. 150-180ml soku jabłkowego (bez dodatków, najlepiej świeżo wyciśniętego lub niefiltrowanego)

Cebulę posiekać, dodać szczyptę soli, zeszklić na niewielkiej ilości oleju, dodać posiekaną kapustę, kminek, niewielką ilość pieprzu i liście bobkowe. Przesmażyć, lekko podlać sokiem jabłkowym, skręcić ogień na niewielki, przykryć i dusić ok. 1,5-2 godziny. Co jakieś 20 minut zaglądać do garnka, mieszać kapustę i podlewać sokiem, bo raczej wciągnie cały płyn. Gotowa będzie miękka, kładąca się pod łyżką. Będzie także dość kwaskowata, ale to pożądana cecha.

Po nastawieniu kapusty wyrobić ciasto na pączki, odstawić do wyrośnięcia (powinno być dobrze napuszone, tj. wyraźnie podwojona objętość, więc na ok. 1,5h), rozwałkować, wyciąć krążki szklanką lub wykrawaczką. Ponownie odstawić do napuszenia na co najmniej 30 minut, a lepiej na dłużej. Przed smażeniem zrobić w każdym pączku dołek za pomocą np. kieliszka lub mniejszej szklanki. Smażyć do zezłocenia na głębokim tłuszczu, w ok. 180 st. C., obracając po ok. minucie lub tylko oblewając stronę z dołkiem tłuszczem, bez obracania. Odstawić do osączenia na talerzu wyłożonym ręcznikiem papierowym. Podawać z każdym dołkiem kopiasto wypełnionym kapustą.

niedziela, 26 listopada 2017

Pewna ilość puree z dyni w lodówce to całkiem przydatna rzecz. Łyżka może dosłodzić i zagęścić sos pomidorowy, podobną ilość można dodać do duszonych podrobów lub gulaszu. Oczywistością jest zupa dyniowa czy wypieki, których na blogu znajdziecie wiele (TU są wszystkie wpisy z tagiem „dynia”). Czemu jednak nie odłożyć niepełnej szklanki na śniadanie w postaci placuszków? Większość przepisów, także ten Filozofii Smaku, którym się inspirowałam, zakładały wariant deserowy, ponieważ jednak dynia sama w sobie jest słodka, zmniejszyłam ilość cukru i dodałam sól; takie placki są wciąż słodkawe, ale z serem czy twarogiem można je podać. U mnie jest także więcej dyni niż mleka, które zastąpiłam maślanką; można spróbować dać samą dynię. Oczywiście, do syropu klonowego placki też pasują.

Składniki (ok. 10-12 placków):

  • 1 szklanka mąki (jasna pszenna lub orkiszowa; można także kilka łyżek zastąpić mąką razową)
  • ¾ szklanki puree z dyni
  • ¼ szklanki maślanki
  • kopiasta łyżka cukru (u mnie ciemny muscovado)
  • 1 jajo
  • ¼ łyżeczki soli
  • szczypta przyprawy do piernika lub cynamonu
  • łyżeczka oleju
  • łyżeczka proszku do pieczenia
  • olej do smażenia

Wymieszać składniki suche, dodać składniki mokre i dokładnie roztrzepać całość. Smażyć na średnim ogniu, po kopiastej łyżce na placek na rozgrzanym (ale nie za mocno) oleju, odwracając na drugą stronę, gdy na pierwszej będzie wiele pęcherzyków; powinno to zająć ok. 2-3 minuty na stronę. Trzymać na np. podgrzanym talerzu do chwili podania. Podawać ciepłe, z dodatkiem np. sera, twarogu/jogurtu, dżemu, owoców i syropu klonowego.

czwartek, 19 października 2017

Przy pierwszej próbie zrobienia placka z ciecierzycy zwanego socca prawie spaliłam mieszkanie, tj. włączyłam czujnik dymu. Przy drugiej podałam gościowi niedopieczone coś, co nie chciało oderwać się od naczynia. Po kilku miesiącach było podejście trzecie, które skończyło się zasadniczo jak pierwsze (czujnik wył, niespalony środek dał się zjeść, ale brzegi były czarne). Przy czwartej wersji nie miałam wielkich oczekiwań. Uznałam, że jeśli tym razem się nie uda, oddam komuś pozostałe ½ opakowania mąki, albo znajdę przepis na ciasteczka. I wiecie co? Chyba mąka usłyszała ;).

Upierałam się, bo lubię ciecierzycę, a te części placka, które dały się zjeść, przypominały falafelki, hummus, no, wyraźnie czuć wiadome strączkowe i w zapachu, i smaku, a to mi bardzo pasuje. Jeśli nie jesteście fanami ciecierzycy, raczej nie ma co próbować. Tradycyjna socca występuje (podobno, nie miałam przyjemności) na ulicach np. Marsylii jako szybka przekąska, podawana na gorąco, tylko z solą i ew. dodatkową oliwą. Aha, socca jest bezglutenowa.

Poprzednie wersje robiłam z różnych przepisów lub ich miksu, i największe wątpliwości miałam co do temperatury. Wersja, która wyszła :), bazuje na tym przepisie, z pewnymi zmianami, jeśli chodzi o nagrzewanie blaszki (no i nie potraktowałam socci jako pizzy, tylko coś w rodzaju jadalnego talerza ;). Składniki podzieliłam na ½, ale oczywiście można zrobić z całości i piec placki na raty lub w dwóch naczyniach.

Składniki (1 niewielki placek):

  • ½ szklanki mąki z ciecierzycy
  • ½ szklanki wody
  • 1 łyżka oliwy (+ dodatkowa do foremki)
  • ½ łyżeczki soli

Wszystkie składniki wymieszać i odstawić na 2h. Nagrzać piekarnik do 220 st. C, umieszczając w nim jednocześnie do nagrzania naczynie, w którym chcecie piec soccę – ja użyłam małej żeliwnej foremki (ok. 18cm), może być patelnia, itd. Na nagrzaną powierzchnię wylać oliwę (ok. łyżki lub tyle, by pokryć całe dno foremki), równo rozprowadzić, wylać na to ciasto, poruszając naczyniem by się równomiernie rozłożyło. Piec ok. 25 minut w 200 st. C, czyli po włożeniu naczynia do piekarnika skręcamy temperaturę. Gotowa socca jest rumiana, może mieć brązowe „piegi”, odchodzi sama od brzegów foremki i generalnie nie ma problemów z wyciągnięciem jej z naczynia (jeśli nie chce oderwać się od dna, pieczcie jeszcze kilka minut). Podawać natychmiast, na gorąco, z solą i oliwą, lub użyć jako bazy do bardziej ambitnej szybkiej kompozycji, np. jogurt, warzywa, feta/ser kozi i trochę octu balsamicznego - w takiej właśnie kolejności.

Zapisz

środa, 20 września 2017

Wiem, że jestem Wam jeszcze winna ostatni wpis z Kanady (winnice i Góry Skaliste, tak kontrastowo), ale znowu pewnie mi chwilę zajmie produkcja, więc przed weekendem się jej nie spodziewajcie. Tymczasem jednak może macie jeszcze cukinię? W moim ogrodzie jest kilka okazów gabarytów mikro lub mini, które jeszcze powinny dojrzeć (obskubałam przed wyjazdem dość dokładnie wszystko, co było choć trochę wyrośnięte, potem było chłodno, więc do zerwania po 2 tyg. była tylko jedna).

Do rzeczy: jeśli macie cukinię lub się w nią zaopatrzycie, mam dla Was dwa pomysły. Obydwa pozornie wymagające pewnej zręczności, ale tylko pozornie! Ja dałam radę, a formowanie czy zwijanie nie są moją mocną stroną.

A więc, na przystawkę mogą być…

Roladki z cukinii

  • Składniki:
  • 10 plastrów cukinii, ukrojone wzdłuż możliwie cienko (jednak nie tak cienko, jak szatkownicą)
  • 3 łyżki fety/sera fetopodobnego
  • 3 łyżki twarogu
  • łyżeczka świeżej mięty
  • hojna szczypta/1/8 łyżeczki lekko ostrej papryki, typu bałkańska (ew. mieszanka słodkiej z ostrą)
  • oliwa, sól

Plastry cukinii lekko posmarować oliwą i lekko posolić, smażyć na rozgrzanej patelni grillowej po ok. 1-2 minuty z każdej strony (aż zrobią się paski), odłożyć na bok. Rozetrzeć fetę z twarogiem, doprawić miętą i papryką. Układać na końcu każdego plastra cukinii (bliżej siebie) kopiastą łyżeczkę nadzienia i zwijać (od siebie) roladki. Układać złożeniem do dołu na talerzu, odstawić na co najmniej godzinę do lodówki do stężenia. Można przed podaniem posypać miętą.

Na danie główne zaś proponuję zeszłoroczny hit – lasagnę ze świeżego makaronu. Lekką, z małą ilością sosu a dużą ilością warzyw. Ta z suchego makaronu oczywiście też jest w porządku, ale tak samo, jak świeży makaron jest lepszy od suchego/suszonego, tak samo lepsza jest wersja zapiekana. M ją przygotował spontanicznie dla letniego gościa, który wyjechał zachwycony i zostało jedno jedyne zdjęcie, ale przepisu nie zapisaliśmy. Cóż, trzeba było odtworzyć, żeby w przyszłym roku nie było wątpliwości.

Składniki (na 2 porcje):

  • makaron domowy z 1/2 porcji,
  • 3 średnie cukinie, starte we wstążki na szatkownicy,
  • garść świeżo startego parmezanu,
  • 1 szklanka przecieru lub świeżych pomidorów, obranych ze skórki i zgniecionych
  • 2-3 ząbki czosnku,
  • sól, pieprz, ostra papryka,
  • garść świeżej bazylii

Ząbki czosnku zgnieść, przesmażyć na niewielkiej ilości oliwy, dodać pomidory, całość zagotować i gotować na średnim ogniu, aż płyn odparuje o połowę. Doprawić do smaku, odstawić na bok. Cukinię po starciu lekko posolić, umieścić na sitku, po ok. 20-30 minutach odcedzić i dokładnie wysuszyć ręcznikiem papierowym lub ściereczką (jeśli z np. braku czasu o posoleniu/osuszeniu zapomnicie, też się nic wielkiego nie stanie, coś danie może być wilgotniejsze).

Przygotować foremkę, w której będziecie robić lasagnę i rozwałkować cienko makaron, przycinając płaty na wymiar wewnętrzny formy. Układać od razu warstwami w lekko natłuszczonym naczyniu: makaron, garść cukinii, sos i liście bazylii, ser, i tak w kółko do zużycia składników. Ostatni płat mocno docisnąć; nie trzeba niczym smarować. Piec ok. 25-30 minut w 190 st. C, do wyraźnego zrumienienia, odstawić na kilka minut przed wyjęciem porcji z foremki. Dobrze pasuje do tego kwaśna sałata lub rukola.

Zapisz

piątek, 21 lipca 2017

Pierwszy przepis powinien brzmieć tak: „ugotuj ziemniaki, pokrój jeszcze ciepłe, wrzuć do octu i zobacz, że po 7 godzinach deszczu wyszło słońce. Szybko polej ziemniaki oliwą, przebierz się w strój sportowy i idź pobiegać, a do ziemniaków wróć po jakiejś godzinie”. Dodam, że wszystko działo się na urlopie, a odbiorcą ziemniaków na zimno miał być m.in. głodny podróżny, tj. Tata.

"Sucha" sałatka ziemniaczana

  • ok. 750g młodych ziemniaków
  • ok. 2 łyżek octu winnego
  • 1 cebula dymka
  • ok. łyżki posiekanej natki pietruszki
  • oliwa
  • sól, pieprz
  • Opcjonalnie: kminek, słodka papryka

Ziemniaki (najlepiej tzw. sałatkowe, czyli nie mączne) ugotować, uważając, by nie były za miękkie, pokroić w plastry tak szybko, jak się da, i gorące wrzucić do octu. Dodać pokrojoną dymkę i pietruszkę, całość doprawić oliwą – ok. 2 łyżeczek lub wg uznania – oraz solą i pieprzem do smaku. Opcjonalnie, jeśli wam to pasuje smakowo (mnie pasowało) można dodać szczyptę słodkiej papryki i/lub kminek (ok. ¼ łyżeczki lub ponownie wg uznania). Co ważne, ziemniaki należy odstawić do wystudzenia na co najmniej 40 minut przed jedzeniem. Przed podaniem ponownie wymieszać i sprawdzić doprawienie.

Czemu nazwa „sucha sałatka ziemniaczana”? Sucha w rozumieniu bez sosu majonezowego czy śmietanowego, jak zazwyczaj się spotyka. Nam bardzo dobrze komponowała się zamiast chleba do austriackich wędlin, lokalnego sera i warzyw. Pasowałaby też do wszystkich potraw z grilla.

Ziemniaki, jak wiadomo,są także przyjemną bazą do mini sałatek, tj. jednoosobowych talerzy obiadowych – można powiedzieć, że to letnia wersja wiejskiego talerza sprzed paru miesięcy. Oczywiście, porcję jednoosobową można zwiększyć…

Jednoosobowa sałatka ziemniaczana z bobem

  • 2 średnie ziemniaki
  • kilka plastrów wędzonego boczku
  • szczypiorek (ok. łyżki)
  • estragon (opcjonalnie, ilość jw.)
  • ok. 250g bobu (ugotowany i wyłuskany)
  • sól, pieprz
  • łyżeczka musztardy i łyżka octu jabłkowego

Ziemniaki ugotować, pokroić w plastry, posypać posypanym szczypiorkiem, estragonem i bobem, całość lekko posolić, popieprzyć i delikatnie wymieszać. Boczek pokroić w kostkę, wytopić tłuszcz na suchej patelni, na małym ogniu, następnie podkręcić ogień i smażyć, aż będzie chrupki. Wyłowić z tłuszczu, dodać do ziemniaków. Tłuszcz z boczku szybko wymieszać z musztardą i octem jabłkowym (można tej samej patelni, jeśli nie jest np. stalowa, której cenną patynę zje ocet ;), polać powstałym sosem sałatkę. Jeść od razu.

Przeglądając inne sałatki z dodatkiem ziemniaków na blogu, wyszło mi, że całkiem jest ich całkiem sporo, ale dominują dodatki morskie, od ryby przez przegrzebki po klasyczną sałatkę nicejską (i mniej klasyczną, tj. ziemniaki z małżami). Przyznaję, że piszę to głodna i żadną bym w tej chwili nie pogardziła, mimo późnej pory ;).

piątek, 14 lipca 2017

Post będzie krótki, właściwie seria przypominajek.

Gdy dwa lata temu miałam urodzaj na grządce z bazylią, zrobiłam bardzo udany sos bazyliowy. Tym razem koperku mam więcej, niż jesteśmy w stanie przerobić, więc gdy w sobotę przyjechali goście, pół litra koperku przerobiłam na sos koperkowy - dokładnie taki, jak bazyliowy, tylko wody musiałam dać odrobinę więcej - i polałam nim pomidory, jak widać na zdjęciu. Reszta została wykorzystana i do pieczywa, i maczania pieczonych kwiatów (na zdjęciu), i kolejnego dnia jako dodatek do grillowanej ryby, i wreszcie jako omasta do niedzielnego jaja w koszulce (jak poniżej). Bardzo polecam!

Po drugie, widoczne na ww. zdjęciu pieczone kwiaty - nadziane fetą zmieszaną z ostrą papryką (pastą tajską, ale np. adżika czy ostra węgierska też byłaby bdb). Metoda przygotowania jak poprzednio (a błędu z posypaniem solą przed pieczeniem już więcej nie zrobię, tu zresztą dzięki słonemu farszowi sól w ogóle nie była potrzebna).

Po trzecie, pasta z bobu i fety, przygotowana jak poprzednio lub jeszcze wcześniej, ale z ok. 130g sera "typu feta" i bez gałki muszkatołowej. Nadmiar niewykorzystany na chlebie trafił, oczywiście, do pierogów, bo lato bez takich z zielonym farszem to nie lato ;).

Zapisz

 
1 , 2 , 3 , 4 , 5 ... 26
| < Maj 2018 > |
Pn Wt Śr Cz Pt So N
  1 2 3 4 5 6
7 8 9 10 11 12 13
14 15 16 17 18 19 20
21 22 23 24 25 26 27
28 29 30 31      
Tagi

@ptasia.cosniecos Ptasia on Pinterest
Page copy protected against web site content infringement by Copyscape
Durszlak.pl POMOŻECIE? PustaMiska - akcja charytatywna