Głównie o kuchni, jedzeniu, gotowaniu - ale nie tylko...

Wpisy z tagiem: Festiwal Dyni

sobota, 31 października 2015



W tym roku naprawdę myślałam, że z Festiwalu Dyni (link do gospodyni: patrz banner) na blogu nici. Można powiedzieć, że jest to Festiwal last minute, bo zamieszczam wpis w ostatnim dniu ;). Nie miałam weny i/lub czasu do testowania nowych przepisów dyniowych, pozostając przy starych szlagierach typu dyniowe puree, zupa z czego popadnie, w tym z dyni, itd. Nie pomagał niestety brak światła dziennego w godzinach popołudniowych, czyt. wtedy, kiedy zazwyczaj coś gotuję poza weekendem. 

A jednak coś się udało ;). Po pierwsze: odświeżona wersja zupy sprzed 3 lat. A właściwie sama zupa uproszczona, za to rozbudowane dodatki.

Składniki:

  • ok. 750g dyni (najlepiej dość zwięzłej, typu Amazonka czy Hokkaido, ale tym razem miałam mieszankę i takiej, i wodnistej no name)
  • 1 duża cebula
  • 3 średnie, winne/kwaskowate jabłka
  • 500ml ulubionego bulionu
  • ok. 1/8 łyżeczki nasion kolendry
  • sól (do smaku), pieprz (dość obficie)
  • hojna szczypta świeżo startej gałki muszkatołowej
  • szczypta słodkiej wędzonej papryki
  • ok. 1cm kawałek imbiru, drobno posiekany

Do podania:

  • 180g opakowanie tofu (naturalnego lub wędzonego)
  • ok. łyżeczki oleju sezamowego
  • ok. 1/2 łyżeczki łagodnej przyprawy korzennej, typu garam masala czy advieh
  • kilka łyżek bulguru (najlepiej grubego), zalanych wodą ok. 3h wcześniej (lub kilka łyżek wcześniej ugotowanej innej, ulubionej kaszy)

Dynię pokrojoną na 3-4 kawałki, cebulę przekrojoną na 1/2 oraz wydrążone jabłka umieścić w piekarniku w 180 st. C. (termoobieg) i piec ok. 50 minut. Umieścić w garnku razem z bulionem i przyprawami, podlać szklanką wody, zagotować, gotować ok. 10-15 minut, dokładnie zmiksować. Gdyby zupa była za gęsta, ew. rozrzedzić wodą. Delikatnie podgrzać, sprawdzić doprawienie. Jeśli to możliwe - przygotować ją dzień wcześniej niż planowana konsumpcja, bo jak każda zupa zyskuje na wystudzeniu i podgrzaniu.

Bulgur zalać wodą co najmniej 3h przed podaniem - tak przygotowany nie wymaga gotowania (i m.in. dlatego go lubię ;). Co najmniej 1h przed podaniem pokroić tofu w grubą kostkę, wymieszać dokładnie z olejem sezamowym oraz wybraną przyprawą, odstawić w temp. pokojowej, tak samo jak wcześniej bulgur. Tak doprawione tofu obsmażyć krótko z wszystkich stron na niewielkiej ilości neutralnego oleju. Podgrzaną zupę podawać z ok. 2 łyżkami bulguru, osączonego z ew. niewchłoniętej wody, posypane tofu.

A po drugie... Hummus dyniowy na Everyday Flavours dał mi wiele do myślenia ;). W mojej wersji ma trochę inne proporcje, tj. jest więcej dyni a mniej tahiny (bo się skończyła), za to dodałam łyżkę oleju z pestek dyni. Trochę obawiałam się, że ten wyrazisty dodatek zdominuje całość, jednak niepotrzebne. Taka wersja hummusu mi wyjątkowo smakuje - bo zresztą mam wrażenie, że ciecierzyca bardzo dobrze uzupełnia się upieczoną dynią - z tych zwięzłych, bardziej mącznych (tu użyłam też Hokkaido) i przeważnie ciemnopomarańczowych, które wolę o wiele bardziej od jasnych a wodnistych.

Składniki:

  • 1/2 szklanki ciecierzycy
  • płaska łyżeczka sody
  • 200g upieczonej dyni (ok. szklanki)
  • 1/4 szklanki (4 łyżki) tahiny
  • łyżka oleju z dyni
  • sól do smaku
  • ok. 2 łyżek soku z cytryny
  • 1/4 łyżeczki słodkiej wędzonej papryki
  • szczypta ostrej papryki
  • 2 małe ząbki czosnku

Ciecierzycę zalać wodą na noc. Następnego dnia odcedzić, wymieszać z sodą, zalać wodą i gotować ok. 30-40 minut, aż zacznie się rozpadać. Odcedzić i przestudzić. Wymieszać z pozostałymi składnikami i zmiksować na gładko w malakserze (gdyby masa była za gęsta, można dodać trochę zimnej wody, u mnie jednak nie było to konieczne), sprawdzić doprawienie. Można podawać skropione olejem dyniowym i posypane uprażonymi pestkami (świeżymi lub suszonymi), ale w wersji podstawowej, jak na zdjęciu, jest także całkiem smaczne.

A to poniżej pestki odzyskane z ww. Hokkaido, doprawione solą i wędzoną papryką, pieczone "piętro niżej" niż warzywa na zupę z wpisu. Nie doczekały do roli jakiejkolwiek posypki ;).

 

wtorek, 28 października 2014

Ciężko mi idzie w tym roku próba dołączenia do Festiwalu Dyni. W skrócie: bohaterowie planowanych postów podpadali pod kategorię "to nie tak miało wyglądać". Jednego udało mi się uratować, choć było ciężko ;), i pewnie jeszcze się pojawi, z drugiego będzie replay.

Do prezentacji nadaje się na szczęście chleb z dodatkiem pieczonej dyni. Już kiedyś robiłam słodkie, brioszkopodobne bułki z dynią, nie próbowałam jednak wytrawnego pieczywa, a od jakiegoś czasu prowadzę dwa zakwasy: pszenny i żytni. Chleb pszenny "łatwy" piekę regularnie; ba, piekłam go już niezliczone razy, i w wersji drożdżowej, i bez, z różnymi mąkami, i uczyłam na nim innych piec chleby ;). Uznałam więc, że to dobra baza do wariantu dyniowego.

Składniki:

  • 225g aktywnego płynnego zakwasu pszennego*
  • 450g mąki pszennej chlebowej (typ 750 lub 850)
  • 50g mąki pszennej (lub orkiszowej) razowej
  • 120g pieczonej dyni, rozdrobnionej na puree i wystudzonej
  • ok. 140g wody
  • 1,5 łyżeczki soli
  • opcjonalnie: ok. 1-2 łyżek pestek dyni

Zakwas wymieszać z wodą, dodać dynię, ponownie wymieszać. Dodać mąki, wymieszać z grubsza. Jeśli masa będzie wydawała się bardzo sucha (dynie bywają różne, jeśli chodzi o wilgotność - moja była niezbyt mokra), podlać wodą. Przykryć i odstawić na ok. 20-30 minut. Po tym czasie posypać solą, dodać ew. pestki i wyrobić gładkie ciasto. Gdyby wydawało się za suche, znów delikatnie dolać wody. Przełożyć do natłuszczonej miski, odstawić do wyrastania na ok. 2-2,5h. W trakcie wyrastania złożyć 1-2 razy. Po tym czasie przełożyć na blat, uformować bochenek, odłożyć do wyrastania (na kolejne 2-2,5h) w omączonym koszyku, złożeniem do dołu. W ostatniej godzinie wyrastania nagrzać piekarnik z kamieniem do 225 st. C. Wyrośnięty chleb przenieść na łopatę, odwracając złożeniem do dołu, naciąć (u mnie wyszło to dość zamaszyście, jak widać powyżej ;), przełożyć na kamień. Piec z parą 15 minut, po tym czasie skręcić temperaturę do 210 st. C. i dopiekać jeszcze ok. 20-25 minut, aż postukany od spodu bochenek wyda głuchy dźwięk.

* Najlepiej dokarmionego dwuetapowo, tj. najpierw w słoiku, następnie rozmnożonego z kilku łyżek, mąki i wody (1:1) do pożądanej wagi i odstawionego w temperaturze pokojowej np. na noc.

Tu zaś żytni brat bochenka dyniowego, pieczony prawie jednocześnie i przygotowany na podobnej zasadzie, ale z 225g zakwasu żytniego oraz na mieszance 1:1 mąki żytniej typ 1400 (sitkowej) oraz pszennej chlebowej. Do takiego ciemniejszego, zwięzłego chleba w stylu niemieckim/austriackim świetnie pasuje dodatek kminku i choć zapomniałam dodać go do ciasta, wysypałam nasionami koszyk do wyrastania, co się sprawdziło, jeśli przyjrzycie się uważniej zdjęciu ;).

Wpis publikuję w ramach akcji Bei (vide banner i link powyżej :).

środa, 30 października 2013

W przeciwieństwie do zeszłorocznej klęski (jedna sztuka. Powtarzam, jedna) dyniowej, w tym roku wygląda na to, że własne grządki pokryją sezonowe zapotrzebowanie. W nieogrzewanym pokoju leżakują 4 gatunki: melonowa, olbrzymia, makaronowa oraz krzaczasta amazonka, ale jednak wciąż ta ostatnia jest moją ulubioną. Dojrzewa wcześnie, jest mało wymagająca, ma ciemnopomarańczowy, mało wodnisty miąższ, poręczny format i - co najważniejsze - można po upieczeniu ją jeść ze skórką. Właśnie z tej dyni zrobiłam poniższe pierogi i planuję za ich pomocą ponownie dołączyć do akcji Bei (patrz banner).

Przyznaję, że jestem z tych pierogów całkiem zadowolona, bo a/to przepis "z głowy", b/sceptycznie nastawiony M je pochwalił i zjadł więcej, niż wcześniej deklarował. Sam farsz można wykorzystać na wiele sposobów: ja ulepiłam tylko ok. 25 pierogów (z ok. 220g mąki), więc farszu mi trochę zostało i wykorzystałam go do kanapek. Mógłby się także bardzo dobrze sprawdzić jako dip czy nadzienie do naleśników.

Pierogi z dynią

Składniki: ciasto pierogowe maślankowe - na poniższe ilości farszu z ok. 300-320g mąki i ok. 300ml maślanki

Farsz:

  • 300g upieczonej dyni
  • 150g serka koziego twarogowego
  • 1 mała cebula, drobno pokrojona
  • sól, pieprz, gałka muszkatołowa, majeranek

Do podania: masło szałwiowe

Jeśli macie do czynienia z dynią o dość miękkim, wodnistym miąższu, przyda się wcześniejsze odcedzenie na sitku (ok. 30-60 minut), potem można dalej działać. Cebulę zeszklić na niewielkiej ilości oleju. Dynię rozgnieść z serkiem, wymieszać z cebulą, doprawić do smaku solą, pieprzem, gałką i suszonym majerankiem. Odstawić na bok na kilka minut i sprawdzić jeszcze raz doprawienie. Przygotowanym farszem nadziewać pierogi, gotować do wypłynięcia, podawać - koniecznie! - z masłem szałwiowym (bo szałwia i dynia to bardzo dobre połączenie ;).

środa, 24 października 2012

Zupę z pieczonych warzyw już robiłam (i też na Festiwal Dyni, co za niespodzianka ;), a jabłka i dynia to zasadniczo nic nowego - przyznaję jednak, że wcześniej nie próbowałam. Zainspirował mnie kopiec jabłek na tarasie i przepis z nowego nabytku, Jamie's Great Britain. Przepis nie jest idealny - np. u mnie, mimo sympatii dla ostrych papryczek, smak chilli (dałam odpowiednik 2, czyli górną ilość sugerowaną przez Jamie'ego O., ale z pestkami...) zdominował wszystko, więc - ostrożnie. Nie jestem także przekonana co do posypywania warzyw ziarnem kolendry przed pieczeniem, bo po kilkudziesięciu minutach w piekarniku są spalone. Ciekawe natomiast jest połączenie słodkiej dyni i kwaskowatych jabłek. W stosunku do oryginału dałam także mniej śmietany... a zatem, oto moja wersja:

Składniki:

  • ok. 1 kg dyni (najlepiej z cienką skórką, którą będzie potem można zjeść)
  • trzy średnie, kwaskowate/winne jabłka
  • 1 duża cebula
  • 3-4 ząbki czosnku
  • 1 mała papryczka chilli (z pestkami lub bez)
  • oliwa
  • przyprawy: sól, pieprz, opcjonalnie: rozmaryn, mielona kolendra, kwiat gałki muszkatołowej
  • ok. 750-800ml dobrej jakości bulionu
  • parę łyżek śmietany (u mnie 18%)
  • opcjonalnie do podania: świeża kolendra do posypki, pestki dyni, grzanki

Dynię pokroić w grubą (albo i bardzo grubą...) kostkę. Zachować pestki. Jabłka i cebulę obrać, pokroić w ćwiartki. Ułożyć warzywa w dużej blaszce, dodać chilli, przekrojone na pół i opcjonalnie pozbawione pestek oraz zmiażdżone, nieobrane ząbki czosnku. Całość skropić oliwą, lekko posolić i popieprzyć, można poutykać między warzywami trochę świeżego rozmarynu. Wymieszać i piec ok. 40-45 minut w 200 st. C.

Po wyjęciu warzyw można przyrządzić zachowane pestki - tak, jak to opisałam np. TU.

Upieczone warzywa (czosnek pozbawić wcześniej skórek, podobnie dynię - jeśli skóra jest gruba) zmiksować (z odrobiną bulionu, jeśli masa jest za gęsta) z małym dodatkiem (szczypta-dwie) opcjonalnych przypraw korzennych (kolendra, kwiat gałki). Wymieszać z pozostałym bulionem, podgrzać na średnim ogniu, sprawdzić/skorygować doprawienie. Gotować ok. 10-15 minut na średnim ogniu. Podawać lekko zabielone śmietaną, posypane dowolnymi dodatkami (u mnie za pierwszym razem - z kolendrą i pestkami dyni, za drugim - jak widać na zdjęciu ;).



sobota, 29 października 2011



Wielokrotnie chciałam przygotować sernik z dynią z Feast Nigelli, jednak za każdym razem, gdy to proponowałam, M rzucał mi spojrzenie rannej sarny ("dlaczego mi to robisz?"). W końcu jednak jest Festiwal Dyni, w lodówce leżała nadkrojona piżmowa, kupiłam stos serka śmietankowego i tym sposobem...

To także sernik pływający, jak moja miłość vel Londyńczyk. Piecze się go jednak w niższej temperaturze i dużo dłużej; nakrycie folią wierzchu jest wskazane (ja to zrobiłam, ale nie od razu, co po jednej połowie sernika niestety widać). Jest puszysty, ale nie zanadto, wilgotny, ale nie ciężki. Szczerze - bardzo mi smakuje, i nawet M wyraził (początkową) aprobatę. Tłumaczenie przepisu można znaleźć np. na blogu Dorotuś, i przyznaję, że do niego zerkałam, bo ma normalne gramy, a nie uncje i szklanki, jak w moim amerykańskim wydaniu książki ;). U mnie minimalne zmiany w stosunku do oryginału (cynamon w serku, ciut mniej ciasteczek na dnie, itd.)

 Składniki na spód:

  • 250 g ciastek digestive (użyłam paczki 225g)
  • 1/4 łyżeczki cynamonu lub przyprawy np. do piernika
  • 125g miękkiego masła (dałam 110g)

Tortownicę o średnicy 23 cm dokładnie uszczelnić folią aluminiową z zewnątrz. Ciastka rozdrobnić blenderem lub pokruszyć wałkiem (lub ręką...). Wymieszać z cynamonem. Dodać masło, wymieszać, aż całość zacznie przypominać mokry piasek. Wcisnąć w dno tortownicy. Włożyć do lodówki na czas wykonania masy serowej.

Składniki na masę serową:

  • puree z dyni, około 430 g (w warunkach np. USA może być z puszki; w warunkach PL należy dynię albo rozgotować i zmiksować, albo upiec - np. w 180-190 st. C przez godzinę - i zmiksować; użyłam dyni piżmowej, która ma zwięzły miąższ, i do miksowania musiałam ją lekko podlać mlekiem)
  • 750 g serka śmietankowego
  • 200 g drobnego cukru
  • hojna szczypta cynamonu
  • 6 jajek

Chłodne puree zmiksować z twarożkiem, do dokładnego połączenia. Następnie dodawać stopniowo cukier, nie przerywając miksowania, a następnie wbijać jajka, po jednym. Dodać cynamon i dokładnie wymieszać. Całość wylać na ciasteczkowy spód.

Sernik będzie pieczony w kąpieli wodnej. W tym celu jeszcze raz dokładnie uszczelnić tortownicę z zewnątrz mocną folią. Przygotować większą formę, włożyć do niej naszą tortownicę i zalać wrzącą lub bardzo gorącą wodą do połowy wysokości tortownicy. Można od razu przykryć od góry folią aluminiową (lub zrobić po ok. 30-40 minutach pieczenia).

Piec przez 1 godzinę i 45 minut w temperaturze 170ºC (nie pieczemy go do tzw. suchego patyczka; ja piekłam 10 minut krócej). Ostudzić, włożyć na kilka godzin do lodówki, a najlepiej na całą noc.



Najlepszy oczywiście następnego dnia. Można podawać z dodatkiem kwaskowatego dżemu lub konfitury, np. z czerwonych porzeczek.

sobota, 22 października 2011



Kolejny Festiwal Dyni, organizowany przez Beę, już trwa! To, że sezon dyniowy już zaczęłam, pisałam jakiś czas temu; dynie w ogrodzie (także mikro, poniewczasie wypuszczone sadzonki) już zerwane, bo nadeszły przymrozki. Piżmową mam niestety tylko jedną (vide zdjęcie u góry), bo oba zasadzone warianty okazały się kapryśne, cieszę się jednak i z tego, co jest :)

Przeglądając Tender Nigela Slatera trafiłam na zdanie, że dynia i boczek to świetne połączenie, podobnie jak jarmuż i boczek - czemu by nie połączyć tych składników w jednym, szybkim makaronie?



Składniki:

  • dwie garście dyni, obranej i pokrojonej w kostkę,
  • kilka plasterków boczku, pokrojonych w kostkę,
  • jedna szalotka,
  • garść jarmużu,
  • sól, chilli, parę listków szałwii
  • opcjonalnie: sok z limonki/cytryny
  • 225-250g krótkiego makaronu (np. rurki)

Boczek wrzucić do suchego rondla/dużej patelni, podgrzać na średnim ogniu, wytopić tłuszcz (gdyby wędlina była bardzo chuda, raczej trzeba będzie ją skropić oliwą), podkręcić ogień i zrumienić. Nastawić wodę na makaron. Dorzucić do boczku szalotkę pokrojoną w kostkę, przesmażyć chwilę. Dodać dynię, wymieszać, doprawić do smaku solą, szczyptą lub ile Wam się podoba chilli, dorzucić szałwię. Smażyć, co jakiś czas mieszając, aż dynia lekko zmięknie (w między czasie powinien się już gotować makaron). Ok. 5-6 minut przed końcem gotowania dorzucić garść umytego, porwanego jarmużu. Sprawdzić doprawienie (może Wam pasować, by lekko zakwasić sokiem z cytrusów), wymieszać dokładnie z ugotowanym makaronem, podawać od razu.

piątek, 29 października 2010

Czy ilość przeprowadzanych rzeczy mogła się w cudowny sposób rozmnożyć, np. przez pączkowanie? Czasem mam takie wrażenie. Trzy dni robiłam porządek w przyprawach i chwilami włos jeżył mi się na głowie na widok kolejnego otwartego opakowania z np. goździkami lub na widok kolejnej paczki soli (otwartej, oczywiście). Wciąż gotujemy zatem to, co szybkie, albo przynajmniej nie czasochłonne. Oto makaron - wciąż na Festiwal Dyni - który roboczo nazwałam "dwa liście" - stąd, że dodałam garść suszonych liści curry, które nie zmieściły się w słoiczku* i garść świeżej szałwi.

Składniki: ok. 450-500g dyni, oliwa, ząbek czosnku, garść suszonych liści curry, garść szałwi, sól, pieprz, chilli w proszku lub płatkach, gałka muszkatołowa lub kwiat gałki, ok. 3 łyżek śmietanki, ok. 200-225g dowolnego makaronu (u mnie kokardki)

Dynię (ze skórką, pozbawioną jedynie 'farfocli' i pestek - te ostatnie zachować) wrzucić na wyłożoną folią blaszkę i piec ok. 50 min. w 200 st. (ja potraktowałam tak całą, podzieloną na 3 części, dynię, użyłam część do makaronu, a resztę zamroziłam). Lekko wystudzić, tak aby można było ją obrać ze skórki i lekko rozdrobnić. W między czasie zachowane pestki dyni skropić oliwą i posypać solą, umieścić w natłuszczonym naczyniu żaroodparnym i piec ok. 20 minut w 200 st. (zaglądając co jakiś czas, czy się nie przypalają). Gotowe pestki odstawić na bok.

Rozgrzać oliwę w rondlu (w tym samym czasie można nastawić wodę na makaron), przesmażyć rozdrobniony czosnek. Wrzucić liście. Wymieszać. Dodać dynię, skręcić ogień na średni. Doprawić do smaku solą, pieprzem, chilli i gałką lub kwiatem gałki. Gotować, aż całość będzie stanowić jednolitą masę (ok. 10 minut). Skręcić ogień na minimalny, zabielić sos śmietanką, sprawdzić doprawienie. Wymieszać z ugotowanym makaronem, podawać posypane uprażonymi pestkami dyni.

* A w takim słoiczku (oto moja świeżo przemieszczona kolekcja przypraw):

niedziela, 24 października 2010

Trwa kolejny Dyniowy Festiwal, organizowany przez Beę. Zawsze chętnie w nim uczestniczę, bo dynia to to, co Ptasia lubi bardzo (i już w tym sezonie prezentowałam risotto). Na razie samodzielna hodowla idzie mi tak średnio (1 makaronowa wyrosła, reszta niestety poszła na zatracenie), ale w następnym roku miejmy nadzieję, że będzie lepiej. Nie znaczy to, ze dyni nie mam: przyniesiona z targu siedzi w piwnicy, tylko kuchennego stołu chwilowo nie widać spod kartonów... Od czego jednak dania zachomikowane ;)

Że Nigella lubi dania jednogarnkowe, a właściwie jednobrytfankowe, to nic nowego. Ja także je lubię, m.in. z tego powodu, że robią się same, a zmywania jest mało. Prezentowałam już dawno temu jej warzywa pieczone i danie z pieczonym indykiem, zainspirowane ww. warzywami i obiadem "z brytfanki" z pierwszej serii TV Nigella gryzie. Naturalną kontynuacją były warzywa z pastą tandoori na zeszłoroczny Festiwal Dyni. Wertując Kitchen i rozdział o kurczaku znalazłam przepis - właściwie tylko notkę z sugestią - na kurczaka pieczonego z dodatkiem dyni (w oryginale piżmowej, my użyliśmy hokkaido). Proste, a zaskakująco pyszne.

Składniki: 1 kurczak (ok. 1,25-1,5kg), 1 niewielka dynia (np. piżmowa lub hokkaido), 1 duży por (biała część), 2-3 średnie ziemniaki (wyszorowane, ew. obrane, jeśli o grubej skórce), 1 cytryna (pokrojona na ósemki), ok. łyżki świeżego rozmarynu lub tymianku, parę ząbków czosnku, oliwa, sól

Kurczaka umieścić w brytfance, dodać dynię (bez pestek i tzw. farfocli, piżmowej można nie obierać, hokkaido i inne - raczej tak), pokrojoną w dużą kostkę, pora w grubych plastrach, ziemniaki w połówkach lub ćwiartkach, czosnek i cytrynę. Dorzucić rozmaryn. Całość lekko posolić i delikatnie polać oliwą, wymieszać dłońmi, wcierając oliwę w skórę kurczaka. Piec w 220 st. C. (góra/dół lub 200-210 termoobieg) ok. 1,5 godziny.

Kurczak przechodzi smakiem pora, ziół i cytryny, dynia i ziemniaki - smakiem kurczaka i przypraw. Bardzo smaczne, proste danie. U nas jedzone z dodatkiem sałatki z pomidorów  i bazylii (wtedy jeszcze prawie letnich...)

Poniżej dokumentacja fotograficzna podobnego dania, już bez dyni, gdzie do brytfanki włożyłam ok. 7-8 podudzi kurczaka, kilka ziemniaków, 1 paprykę w dużych cząstkach, 1 mini cukinię (przekrojoną na 1/2), 2 niewielkie cebule cukrowe (przekrojone) i parę ząbków czosnku oraz rozmaryn. Całość skropiłam oliwą, cytryną (tą ostatnią dorzuciłam też do brytfanki) i lekko oprószyłam całość przyprawą grillową; piekłam godzinę w 210 st. C (grzanie góra/dół).

Wracając do tematu Festiwalu: tak wyglądał stragan z dyniowatymi mniej więcej miesiąc temu w Monachium:

Jeśli chodzi o przegląd najróżniejszych gatunków, zapraszam do naszej festiwalowej gospodyni, która je bardzo szczegółowo omówiła.

sobota, 31 października 2009

Ciasto pizzowe, podobnie jak słone kruche w przypadku tart wytrawnych, to wdzięczny nośnik dla najróżniejszych składników. Wczoraj bawiliśmy się we wspólne gotowanie z E&M ("zaprojektuj swoją pizzę") i mój wyrób zaplanowałam tak, by podpadał pod wciąż trwającey Festiwal Dyni.

Składniki: ciasto pizzowe, zgodnie z tym przepisem - na 1 małą pizzę potrzeba ciasta ze 125g mąki (1/2 przepisu), ok. 350-400g dyni,  1/4-1/2 chilli w płatkach, sól, garść świeżego szpinaku, czosnek, oliwa, ser (pecorino lub podobny, ew. feta)

Dynię piec ok. 45 min (u mnie było 35 min i trochę za krótko)  w 200 st. C, wystudzić. Najpóźniej godzinę przed pieczeniem pizzy nagrzać piekarnik z kamieniem do maksymalnej temp. piekarnika (u mnie 275 st. C). Jeśli nie mamy kamienia, ciasto pizzowe należałoby najpierw podpiec (np. na nagrzanej blasze) sauté ok. 20 min, jak opisałam przy przepisie bazowym.

Wystudzoną dynię obrać ze skóry, pokroić w drobną kostkę, zmieszać z chilli w płatkach i 2 szczyptami soli. Ze szpinaku oberwać łodygi, sparzyć liście dwukrotnie wrzątkiem, odcisnąć, posiekać. Dwa posiekane ząbki czosnku utrzeć w moździerzu z 2 łyżkami oliwy, wysmarować masą przygotowany, rozwałkowany (i ew. podpieczony, jeśli nie ma kamienia) spód pizzowy. Na to wyłożyć szpinak, na szpinak dynię. Całość posypać serem pecorino, grubo startym np. za pomocą obieraczki do jarzyn, ew. posypać pokrojoną fetą. Piec na nagrzanym kamieniu (ew. blasze) ok. 10 min.

Niestandardowo, ale też z dynią pizzę też można :)

piątek, 23 października 2009

Jesień to kolory: pomarańcz dyni, zieleń winogron, czerwień papryki. Złociste jabłka, kukurydza, fioletowe śliwki... Uwielbiam stragany o tej porze roku, a właściwie takie, jak do niedawna, bo już śliwki i pomidory się kończą. Dynia na szczęście będzie z nami jeszcze trochę, a i wchodzą inne kolory. Zielona brukselka, biała rzodkiew,  a także mandarynki i pomarańcze zawsze kojarzą mi się z zimą.

Oto bardzo kolorowe danie, w sam raz na tegoroczny Festiwal Dyni. Wariant tego lub tego przepisu. Dobre na brak pomysłów obiadowych i dla leniwych, jak zaraz zobaczycie.

Składniki: kilka ziemniaków (4-6, w zależności od wielkości), ok. 400-450g dyni, łodyga selera naciowego, 1 czerwona papryka, 1 cebula, 3-4 ząbki czosnku, 1 kolba kukurydzy, 2 łyżki gotowej pasty tandoori (lub tikka masala, lub vindaloo), oliwa z oliwek, opcjonalnie: zioła suszone/świeże

Warzywa umyć, obrać, pokroić w kostkę (poza kukurydzą, której nie kroimy); cebulę w ćwiartki. Ziemniaki dobrze pokroić na mniejsze kawałki, niż dynię i paprykę, zaś seler naciowy najlepiej pokroić bardzo drobno. Czosnek dać w całości, nieobrany, jedynie lekko zmiażdżony. Umieścić wszystko w brytfance, na wierzchu umieścić kukurydzę. Opcjonalnie można posypać ulubionymi ziołami suszonymi lub świeżymi. Dodać 2 łyżk pasty tandoori i odrobinę oliwy (zależy od tłustości pasty), dobrze wymieszać, by wszystkie warzywa były dobrze pokryte cienką warstwą pasty i oliwy. Piec ok. 60 minut w 200 stopniach, mieszając ok. 2 razy w trakcie pieczenia.

I danie gotowe! Pasta tandoori wystarcza za całe doprawienie. Warzywa można potraktować jako pełen posiłek, np. z dodatkiem świeżego pieczywa lub jako dodatek do obiadu. Kukurydzę należy sprawiedliwie podzielić między osobe jedzące ;)

 

 

 

| < Marzec 2017 > |
Pn Wt Śr Cz Pt So N
    1 2 3 4 5
6 7 8 9 10 11 12
13 14 15 16 17 18 19
20 21 22 23 24 25 26
27 28 29 30 31    
Tagi

Ptasia on Pinterest
Page copy protected against web site content infringement by Copyscape
Durszlak.pl POMOŻECIE? PustaMiska - akcja charytatywna