Głównie o kuchni, jedzeniu, gotowaniu - ale nie tylko...

Wpisy z tagiem: sałatka

środa, 19 marca 2014

Mogłoby się wydawać – po zdjęciu – że to ponownie kaszo... tzn. orzotto z burakiem. Choć skład i wygląd podobny, jest to jednak sałatka, bo zimą też miewam na nie ochotę (i tak, wiem, że ten szpinak czy rukola to mało sezonowe; poproszę inny zestaw pytań). Clou sałatki moim zdaniem tkwi w doprawieniu korzeniami i suszoną miętą. Kaszę i buraki można przygotować dużo wcześniej, tj. np. wykorzystać resztki. Poniżej podałam moją wersję, ale wiadomo - doprawienie i proporcje można modyfikować dowolnie.

Składniki: 1 mała cebula (ew. 1-2 szalotki), sok z cytryny/łagodny ocet jabłkowy, 2 niewielkie, ugotowane/upieczone buraki, ugotowany pęczak (z ok. ¾ szklanki suchej kaszy), oliwa/dobry olej rzepakowy, garść zieleniny – liście młodego szpinaku, rukoli, roszponki itd., itp., ok. łyżki pecorino lub podobnego sera, łyżka pestek słonecznika lub dyni, sól, pieprz, suszona mięta, ziele angielskie

Cebulę pokroić w pióra, umieścić w misce, obficie skropić sokiem z cytryny lub octem jabłkowym, odstawić na bok. Buraki pokroić w kostkę. Zmieszać z cebulą, dodać kaszę, ok. 2 łyżeczek oliwy, hojną szczyptę suszonej mięty (lub dżodżen), ok. 4-5 zmiażdżonych ziaren ziela angielskiego, trochę pieprzu, szczyptę lub dwie soli i ponownie dokładnie wymieszać. Dodać zieleninę, starty ser i połączyć składniki tym razem delikatnie. Odstawić na ok. 10 minut w temperaturze pokojowej i sprawdzić doprawienie. Podawać posypane pestkami słonecznika lub dyni.

sobota, 04 lutego 2012

O wałówce na drogę pisałam parokrotnie, ostatni raz - półtora roku temu. Niedawno znów ruszyliśmy w dłuższą podróż samochodem, a oto co nam towarzyszyło...

Po pierwsze: pieczone kacze uda. Zainspirowane przepisem na confit z The French Market (Harris i Warde), ale użyłam mniej tłuszczu.



Składniki: dwa kacze uda, sól, pieprz, suszony majeranek, 2 łyżki kaczego tłuszczu (zachowanego z innego pieczenia)

Uda umyć, dobrze osuszyć, natrzeć solą, pieprzem i suszonym majerankiem (na oko). Nakryć, zostawić na noc w lodówce (np. od razu w naczyniu żaroodpornym). Następnego dnia doprowadzić do temperatury pokojowej, posmarować każde udko łyżką tłuszczu kaczego, piec ok. 1,5 h w 160 st. C (aż mięso będzie miękkie). Jeść od razu lub osączyć z tłuszczu i wystudzić do konsumpcji na zimno.

Po drugie: sałatka ziemniaczana.



Składniki: ok. 6-7 średnich ziemniaków, ugotowanych lub upieczonych w piekarniku (np. w tym samym czasie, co ww. kaczka), 4 duże pieczarki, ok. 1/2-1/3 małego pora, 2 łyżki natki pietruszki, sól, pieprz, sok z cytryny, słodka papryka, 1 łyżka majonezu

Ciepłe ziemniaki, pokrojone w grubą kostkę lub plastry, wymieszać z surowymi pieczarkami w plasterkach i porem (pokrojonym jw.) oraz natką, dodać sól/pieprz, odstawić. Jak przestygnie doprawić do smaku cytryną, papryką słodką (u mnie większa szczypta), dodać łyżkę majonezu. Sprawdzić doprawienie, wystudzić przed jedzeniem.

Po trzecie: krakersy z ciasta maślankowego, takie jak kiedyś prezentowałam, ale tym razem użyłam resztek ciasta kruchego, które po rozwałkowaniu (cienko!) pocięłam jak na łazanki i do posypki (poza solą - kumin, suszone pomidory, zioła) niczym nie smarowałam. Poza tym wszystko jak we wcześniejszym przepisie.



Czy coś z tego zabralibyście jako prowiant :)?

PS. A co do celu podróży... Takie wczoraj widziałam widoki:

wtorek, 17 stycznia 2012



O daniach awaryjnych - resztkowych, lub składających się z tego, co pod ręką - już pisałam, i to więcej niż jeden raz. Oto dwie kolejne propozycje, które łączy... brak mięsa.

Po pierwsze - kolejna sałatka-śmieciówka, przegląd szafek, lodówki i zamrażarki. Zaskakująco smaczna, z 5 głównych składników ;)

Składniki (dla 2-3 osób): ok. 6 średnich ziemniaków, 1 mała cebula/szalotka, ok. 1/2 małej cukinii lub średniego ogórka, puszka (185g) sardynek/innych rybek w pomidorach, paczka (450g) mrożonej fasolki, sól, pieprz, opcjonalnie: szczypta ostrej papryki, ulubiony olej/oliwa, sok z cytryny



Ziemniaki ugotować, to samo zrobić z fasolką (u mnie na parze). Gdy się gotują, posiekać drobno cebulę, zalać sokiem z cytryny (u mnie sporo, z ok. 1/2 owocu), dodać pokrojoną w cienkie plasterki lub półplasterki cukinię/ogórka, wymieszać, odstawić na bok (dobrze, by tak postały przynajmniej 10 minut). Ugotowaną fasolkę i ziemniaki lekko wystudzić, na tyle by można było te ostatnie pokroić w plastry. Wymieszać z cebulą i cukinią, dodać rybki wraz z sosem z puszki, doprawić do smaku (u mnie nie żałując pieprzu). Odstawić na ok. 10-15 minut, wymieszać ponownie, zajadać.

Po drugie: kotleciki z soczewicy. Do tej pory najczęściej robione z resztek soczewicy i ziemniaków pozostałych z obiadu ;) Tym razem bazowałam na przepisie Zieleniny, aczkolwiek wprowadziłam z konieczności pewne modyfikacje, a także... upiekłam je w piekarniku. Użyłam mieszanki soczewicy czarnej (zbliżonej do tej z Puy, drobnej, która się nie rozgotowuje) i zwykłej czerwonej.

Składniki: 200ml dowolnej soczewicy (u mnie 3/4 czarnej i reszta czerwonej), liść laurowy, ok. 4 ziaren ziela angielskiego, łyżeczka do herbaty wyrazistego oleju (np. rzepakowy, z lnianki, itd.) lub oliwy, 1/2 pora, 1/4 łyżeczki garam masala, 1/4 łyżeczki chaat masala (z tego przepisu, ale można użyć samej garam masala, lub dodać curry itd.), szczypta chilli, sól, pieprz, 1 jajo, 5-6 łyżek błyskawicznych płatków owsianych, 1/2 pęczka natki pietruszki (ale kolendra chyba byłaby też dobrym pomysłem)



Soczewicę opłukać, ugotować (co potrwa ok. 20-25 minut) w 400ml wody z listkiem bobkowym i zielem angielskim; odszumować podczas gotowania, tuż po zagotowaniu lekko posolić. Pod koniec gotowania dodać łyżeczkę oleju. W między czasie zeszklić na oliwie/oleju pora pokrojonego w cienkie półplasterki, odstawić na bok. Wymieszać z ugotowaną soczewicą, przyprawami, jajem i płatkami owsianymi, zmiksować na gładko w blenderze. Odstawić na ok. 20 minut, by płatki wchłonęły nadmiar wilgoci. Formować okrągłe kotleciki (mnie wyszło 6 sztuk) i a/smażyć do zezłocenia, b/upiec w piekarniku. Ja piekłam i tak ziemniaki do obiadu, więc wolną część blachy wyłożyłam kawałkiem folii, który lekko natłuściłam, umieściłam na niej kotlety i bardzo lekko posmarowałam po wierzchu olejem. Piekłam 20 minut w 190 st. C. (termoobieg). Poza ziemniakami podałam surówkę z tartej marchwi (doprawioną jogurtem, sokiem z cytryny i chrzanem). Niegłupim pomysłem wydaje mi się sos, np. zainspirowany kuchnią indyjską pomidorowy.

piątek, 19 sierpnia 2011



Myśląc nad wpisem zaczęłam zastanawiać się nad nazewnictwem i zwyczajami w zakresie posiłków. Śniadanie, wiadomo, co to i kiedy się je*; kolację je się wieczorem, ale czy jest to główny posiłek, czy raczej nieduży? I co z obiadem - w środku dnia czy bliżej jego końca? W języku angielskim wiadomo**, że lunch jest w środku dnia i w objętości od małej do średniej, a dinner jest po pracy i jest to największy posiłek dnia. Sprawę komplikuje supper, który jest zawsze wieczorem, często późnym, i rozmiar zależy od jedzącego, ale jest raczej mniejszy niż większy. Gdy mieszkałam w domu z rodzicami, główny posiłek, czyli obiad, jadało się w okolicach g. 15, a wieczorem była (mała) kolacja; obecnie jadam ok. 12-13 coś na kształt drugiego śniadania, a ok. 18 - obiad, który jest głównym posiłkiem dnia. Czy jednak taki późny obiad to wciąż obiad, czy też kolacja? Według Wikipedii niekoniecznie...
Co więc jadamy, gdy dzień był bardzo ciepły, ale wieczorem już w powietrzu czuć jesień? Na przykład sałatkę z kurczakiem i - najnowszym odkryciem! - quinoą (komosą):



Składniki:

  • ok. 1 szklanki*** (lub trochę więcej ;) mięsa kurczaka lub indyka (pozostałego z np. pieczenia lub grillowania)
  • ugotowana quinoa (z 3/4 szklanki suchego ziarna)
  • ok. szklanki zieleniny (typu młoda sałata, młody szpinak/roszponka, młode, porwane liście jarmużu)
  • łyżka-dwie posiekanej natki pietruszki lub koperku
  • łyżka posiekanego szczypiorku/cebuli dymki
  • 1 mały pomidor
  • 1 mały ogórek/pół średniego
  • sól, pieprz do smaku
  • sok z cytryny, oliwa

*** - szklanka = amerykański cup, ok. 240ml

Ugotować quinoę - zgodnie z instrukcją na opakowaniu, a jeśli jej nie posiadacie lub jak u mnie, jest w nieznanym (portugalskim) języku, postępować jak z ryżem (dokładnie opłukać na sitku i zalać wodą w stosunku 2:1 woda: quinoa, gotować 15 minut w lekko osolonej wodzie). Osączyć, wystudzić, przełożyć do dużej miski. Dodać pozostałe składniki - liście porwane, pozostałe warzywa drobno pokrojone, np. w kostkę, zioła posiekane. Doprawić do smaku - u mnie dość mocno cytryną - i odstawić na ok. 10-15 minut do przegryzienia się smaków.



Można też podać bezmięsną faszerowaną cukinię, która jest i prosta i całkiem szybka:

Składniki:

  • 2 średnie cukinie, podobnej wielkości
  • 1-2 ząbki czosnku
  • ok. 200ml przecieru pomidorowego
  • sól, pieprz (lub opcjonalnie chilli), szczypta cynamonu
  • suszone oregano i/lub tymianek świeży lub suszony
  • 100g fety

Cukinie umyć, osuszyć, przekroić na 1/2 wzdłuż, wydrążyć miąższ, zachować. Rozgrzać odrobinę oliwy, przesmażyć rozdrobniony czosnek, dodać miąższ cukinii, przesmażyć aż zmięknie. Oprószyć solą, dodać przecier i zioła w ilości zgodnej z upodobaniami, doprawić lekko pieprzem (albo chilli, jeśli ktoś woli), dodać szczyptę cynamonu. Gotować na średnim ogniu ok. 10-15 minut, aż sos się zagęści. Zdjąć ognia, dodać pokruszoną fetę, lekko wymieszać, nadziać wydrążoną cukinię. Lekko skropić oliwą i umieścić w lekko natłuszczonej brytfance/naczyniu żaroodpornym. Piec ok. 30 minut w 180 st. C (termoobieg).

* Choć czytając Fałszerzy Gide'a byłam skołowana późno jedzonym przez bohaterów śniadaniem, zakrapianym i zawierającym dania niezbyt śniadaniowe. Dopiero po długim czasie skojarzyłam, że w oryginale przecież było dejeuner (nie petit dejeuner, czyli śniadanie), czyli de facto obiad, albo jak kto woli - lunch :)
** Zazwyczaj wiadomo...

czwartek, 28 kwietnia 2011



I skończyła się Wielkanoc. Nie wiem, jak Wy, ale wciąż mam pełno sernika i innych ciast, a żurek musiałam zamrozić, bo trochę przeceniłam moce przerobowe. Gdy tak stałam i gotowałam, i piekłam, a pora obiadowa się zbliżała, jasne było, że obiad będzie z gatunku prościej być nie może*. Stąd ten makaron doprawiony oliwą z czosnkiem i chilli, czyli jak my robimy spaghetti aglio olio e peperoncino.

Składniki (na dwie osoby): 225-250g spaghetti, 5-6 łyżek oliwy (ok. 80ml), 3 ząbki czosnku, 1 długa papryczka chilli (lub inna ilość świeżych/suszonych ostrych papryczek, do smaku), natka pietruszki, opcjonalnie: odrobina świeżo startego parmezanu

Gotujemy makaron. Gdy zacznie zbliżać się do końca czasu gotowania (ok. 3 minuty przed końcem), na małej patelni delikatnie rozgrzewamy oliwę, dodajemy posiekany czosnek i drobno pokrojoną papryczkę (bez pestek, chyba, że chcecie jeszcze ostrzej). Całość podgrzewamy, by oliwa przeszła smakiem przypraw, ale uważamy, by nie przypalić czosnku. Ugotowany, odcedzony makaron szybko mieszamy z oliwą z czosnkiem i chilli, posypujemy pokrojoną natką (ilości dowolne) i przekładamy na talerze. Opcjonalnie można posypać szczyptą (naprawdę niewielką ilością) świeżo startego parmezanu lub podobnego sera. Jeść od razu.



* Tak, wiem, że technicznie może być jeszcze prościej ;)

A więc to było przed Świętami. Po Świętach zaś, poza ww. sernikami i żurkiem, zostały mi w lodówce różne pojemniki, zawierające a to jarzyny z wywaru na żurek, a to grzybki marynowane, a to niedojedzone wędliny. Innymi słowy, świetny materiał na sałatkę makaronową.



Składniki: ok. 200g ugotowanego makaronu (kolanka, rurki, kokardki lub podobne), parę ugotowanych jarzyn (z wywaru) - 1-2 pietruszki, 2-3 marchewki i niewielki seler, kilka plasterków drobno pokrojonej wędliny, łyżka posiekanych marynowanych grzybków, łyżka chrzanu, kilka łyżek posiekanej zieleniny (u mnie natka pietruszki i parę listków melisy), oliwa, sól, pieprz, suszony majeranek, sok z cytryny/ocet winny

Jarzyny pokroić w kostkę, wymieszać z wystudzonym makaronem. Dodać wędlinę, grzybki, chrzan i zieleninę. Skropić oliwą, dokładnie wymieszać. Doprawić do smaku solą, pieprzem, majerankiem, octem lub sokiem z cytryny. Odstawić na ok. 10-15 minut przed jedzeniem.

A kolejny wpis będzie już pełnowartościowy ;)

piątek, 17 września 2010

Niedawno znów udaliśmy się w dłuższą podróż. Pół roku temu pisałam o jedzeniu na drogę; tym razem znów chciałam coś bardziej konkretnego dla nas przygotować. Choć niedawnym sukcesem okazały się ciabatty z dwoma rodzajami sera i grillowanymi plastrami cukinii oraz ajvarem, tym razem menu było inne. Poza kanapkami z pumpernikla oraz słonymi, kruchymi ciasteczkami przygotowałam sobie i M po pojemniczku sałatki makaronowej. A to było tak...

 

Sałatka makaronowa z cukinią, brokułem i sezamem

Składniki: ok. 225g (1/2 paczki) krótkiego makaronu (świderki, rurki lub podobne), ok. 8 różyczek brokuła, 1/2 średniej cukinii, ok. 2 łyżek posiekanego szczypiorku, kilka plastrów sera z niebieską pleśnią, ok. 2 łyżek sezamu, sól, pieprz, opcjonalnie: sok z cytryny

Na dressing: po 3 łyżki: oleju sezamowego, sosu sojowego, octu ryżowego i miodu, parę kropli tabasco

Makaron gotujemy, wystudzamy. Brokuła gotujemy na parze (ok. 10-12 minut), w 1/2 czasu dorzucamy cukinię pokrojoną w dość grube plastry (ugotuje się bardzo szybko). Warzywa studzimy - w tym czasie możemy wymieszać składniki dressingu oraz uprażyć na suchej na patelni sezam (uważając, by się nie spalił!) - zezłocony odstawiamy na bok. Wystudzony makaron mieszamy z różyczkami brokuła i dość drobno pokrojoną cukinią. Dodajemy szczypiorek, niedbale pokrojony ser i sezam. Doprawiamy całość lekko solą i pieprzem oraz mieszamy z sosem. Odstawiamy na ok. 10 minut minut i sprawdzamy doprawienie - ja jeszcze lekko posoliłam i skropiłam sokiem z cytryny. Dobrze, by całość się jeszcze 'przegryzła' co najmniej 30 minut. W wersji podróżnej - przygotować dzień wcześniej i przełożyć zawczasu do pojemników :)

| < Kwiecień 2017 > |
Pn Wt Śr Cz Pt So N
          1 2
3 4 5 6 7 8 9
10 11 12 13 14 15 16
17 18 19 20 21 22 23
24 25 26 27 28 29 30
Tagi

Ptasia on Pinterest
Page copy protected against web site content infringement by Copyscape
Durszlak.pl POMOŻECIE? PustaMiska - akcja charytatywna