Wpisy z tagiem: Bica
czwartek, 06 maja 2010
Plim, plam, plusk, plask - pada deszcz. Nie mam zasadniczo nic przeciwko, choć gdyby było ciut cieplej, byłoby milej. Na pocieszenie: tarta na obiad lub małe co nieco. Dość lekka, bo z sosem bezjajecznym i bezserowym. Obiadowo proponuję podać z zieloną sałatą z winegretem.
A jako bonus kicia na oknie, za którym pada... Na parapecie zaś przed kotem mój miejski gródek ziołowy, edycja 2010 ;).
niedziela, 14 marca 2010
Po pierwsze: przyroda. Od górnego lewego rogu, zgodnie z ruchem wskazówek zegara: Sportgastein, strumień w Kötschachtal i tamże widok na góry oraz Zell am See (dokąd pojechaliśmy na wycieczkę - na nartach kiepsko, ale zakupy owocne). Zdjęcia nieco monotonne i monochromatyczne, bo śnieg - skały - kamień - lód, ale jak się pojechało w góry zimą, nie można się niczego innego spodziewać ;) Po drugie: dekoracje i styl, o którym co nieco pisałam. Od górnego lewego rogu, zgodnie z ruchem wskazówek zegara: kurczaczki wielkanocne przed kwiaciarnią (Zell am See), dekoracja przed domem w Kötschachtal, stragan z najróżniejszym kolorowym 'badziewiem' w Salzburgu i malowane talerze w barze (Graukogel). Po trzecie: architektonicznie. Zawsze miałam słabość do fotografowania okien lub drzwi. Od lewej: dom w Zell am See, kapliczka niedaleko hotelu Grüner Baum w Kötschachtal, nieczynny pawilon przy kasynie i Grand Hotelu w Bad Gastein. Po czwarte: ulice i pasaże. Od lewej: Salzburg (niedaleko wjazdu na zamek), Zell am See (bulwar nad jeziorem) i ponownie centrum Salzburga. Po piąte: właśnie Salzburg, do którego kolejny raz pojechaliśmy na jeden dzień. I znów poszliśmy do kościoła Św. Błażeja i na cmentarz. I do kawiarni. Skoro o stylu i narodowym lokalu austriackim mowa, oto kilka impresji kawiarnianych: wnętrze Cafe Advocat ('wygląda lepiej na zdjęciach niż na żywo' - jak uznał towarzyszący nam F.) w Bad Gastein i front Cafe Furst w Salzburgu: Jak przy kawiarniach jesteśmy, to trochę posłodzę. Od górnego lewego rogu, zgodnie z ruchem wskazówek zegara: Germknödel, z cynamonem i miodem, tort śmietanowy z malinami (z ww. Cafe Advocat) i bajaderka z różowym lukrem (z Cafe Furst). Jeśli chodzi o jedzenie nie-słodkie, oto mała próbka: Kasnockn' (zapiekane spaetzle vel galuszki), Gulaschsuppe i oczywiście kawa - tu duża czarna, tj. Grosser Brauner. I wreszcie: tegoroczne 'koty w podróży', a więc nasza dzielna podróżniczka Bica oraz bracia Max i Pieter z Graukogla. Max był kiedyś taki mały... a Pieter od zeszłego roku legowiska nie zmienił, za to nieco jeszcze 'zmężniał'. Do jedzenia w Austrii jeszcze wrócę, nie martwcie się ;)
środa, 17 lutego 2010
Przepis znalazłam u Tatter i czym prędzej wypróbowałam. Chleb spod znaku PPP: pyszny, pachnący i prosty - róbcie, róbcie! U mnie w wersji bez drożdży. Dzięki temu oraz dzięki ziemniakom powinien być długo świeży. Wejdzie do stałego repertuaru.
A poniżej widać, że coś niecałkiem dokładnie rozgniotłam ziemniaki (górna kromka): Jako bonus, z racji dzisiejszego święta - Dnia Kota - oto, co robi Bica, gdy M pracuje na komputerze (pod kocem są jego nogi). Nie wiem, czy muszę dodawać, że u mnie tak nie siedzi, no, ale wiadomo kogo kot kocha najbardziej...
środa, 23 grudnia 2009
Już trzecie Święta bloguję. I znów chciałabym Wam życzyć, by było Wam smacznie i pogodnie. By nie tylko Święta, ale cały rok był pełen szczęścia i miłości. By Wam się dobrze żyło, ot co (w tym jadło i gotowało :). I żeby już więcej nie smęcić, przekazuję, jak rok temu, pałeczkę Bice. Oto kot wpatrzony w świeżo ustawioną choinkę, w towarzystwie jemioły: A także w ulubionej zabawie: miłość do "laleczek voodoo" nie gaśnie, więc targanie ich po podłodze (najlepiej pod choinką) zakończone topieniem w misce z wodą jest wciąż jak najbardziej na czasie. Trochę czerwonej włóczki i tyle radości :)
poniedziałek, 14 grudnia 2009
Bo wreszcie śnieży! Wreszcie jakieś oznaki zimy na świecie! Światełka mrygają na regale, z głośników zawodzą moje ulubione kolędy (Alibabki i spółka, lata 70-te - bardzo specyficzne, ale jak się człowiek wychował...). Kot obserwuje, jak się bielą świerczki sąsiadów za oknem. W sam raz pora na ciasteczka owsiane z białą czekoladą i żurawiną, które bardzo dawno temu pokazywałam na blogu i które gorąco polecam. Nie tylko na zimę, ale faktem jest, że przepis pochodzi z "Gwiazdkowej" części Feast. Według Nigelli, to "idealna przekąska między posiłkami, i taka zdrowa, bo z płatkami owsianymi"... Też się tak łudzę. Dobrze, że przynajmniej nikt nie twierdzi, że są ciasteczka są dietetyczne :) Przy okazji podzielę się patentem na przechowywanie cukru brązowego (drobnego, typu muscovado), który występuje w przepisie. Jak wiele osób korzystających z tego cukru zauważyło, pozbawiony hermetycznego opakowania błyskawicznie twardnieje na kamień. Dobrą metodą na utrzymanie miękkiej struktury jest przechowywanie go nie tylko w szczelnym pojemniku, ale także umieszczenie wewnątrz kawałka skórki mandarynki lub pomarańczy i jej regularne wymienianie. Działa :) A dla miłośników Bici: kot, ciasteczka i śnieg za oknem.
czwartek, 19 listopada 2009
Zrobiło się cieplej i z różnych zakamarków wyszły muszki i robaczki. Bica zapamiętale na nie poluje, a jak upoluje, to cóż... Przecież nie zostawi. A oto jak to wygląda w skrócie (mało dynamicznie, bo muszka sama się podłożyła, tj. przysiadła na złudnie jasnej ryzie papieru): Przyznaję, że ostatnie zdjęcie najbardziej mi się podoba :)
środa, 24 grudnia 2008
Kochani! Czego sobie życzycie, sami wiecie najlepiej. W świetle smutnych wiadomości, na temat osób mi mniej lub bardziej znanych, które ostatnio usłyszałam, życzę Wam przede wszystkim zdrowia, pogody ducha i zadowolenia z każdego dnia - chwytania chwili, bo są ulotne. Poza tym, by było Wam smacznie :), oczywiście, i byście jak najczęściej tu szukali inspiracji kulinarnej. Tymczasem, trochę na prośbę Gosi-Zemfiroczki, która często pisze, że za mało Bici na blogu - oto kot w swoim żywiole, czyli "co się kupuję kotu na Gwiazdkę?" - "Choinkę". Zdjęcia niestety dość ciemne, bo rzecz działa się dynamicznie i popołudniem/wieczorem. Żeby nie było - kot do wchodzenia na choinkę nie był zachęcany (wręcz przeciwnie, zważywszy na smutne doświadczenia poprzednich lat...)
czwartek, 28 lutego 2008
Pojawiły się prośby o nowe zdjęcia Bici: oto nasza dzielna kotka-podróżniczka korzysta z udogodnień austriackiego apartamentu, tzn. grzeje się na kaloryferze i wygląda przez okno (w W-wie grzejniki są węższe i bliżej parapetu - kot bez pomocy się nie wciśnie, a i to z trudem).
Do tej pory Bica podróżowała wyłącznie na trasie Mazury-W-wa, za to regularnie i co najmniej 4 razy do roku, zachowując się od dobrze (małe problemy z potrzebami fizjologicznymi i dalej spanie całą drogę) po bardzo dobrze (spanie całą drogę). Jak wspomniałam gdzieś w komentarzach, kot zniósł 13-godzinną podróż w Alpy świetnie - Bica siedziała grzecznie w transporterze niespecjalnie chcąc go opuszczać, nie płakała, nie chciała korzystać z kuwety (mimo dwukrotnego w niej umieszczenia), raz się ożywiła na tyle, by bez lęku rozejrzeć się trochę po samochodzie (oczywiście na postoju) i zjeść trochę tuńczyka. Tylko pod koniec podróży, już przy wjeździe do doliny Gastein, w kratce transportera pojawiła się wyciągnięta łapka - co spowodowało głośne zapewnienia Pani, że już za chwilę, już zaraz, i że wszyscy już są zmęczeni. Wzorowe zachowanie podczas transportu kot odbił sobie w nocy, zawodząc pod drzwiami sypialni conajmniej kilka razy. Potem nastąpiła aklimatyzacja, widoczna także na zdjęciu. Jeśli chodzi o koty miejscowe, parę lat temu regularnie chodziłam do tutejszej drogerii Bipa oglądać ogromnego puszystego kota-rezydenta, zazwyczaj wyciągniętego na półce lub w plastikowych koszach z produktami promocyjnymi. Niestety, w pewnym momencie znikł ;/ W tym roku, jak na razie, najwięcej atrakcji dostarczyła wizyta w ośrodku Graukogel (moim ulubionym, i najbardziej kameralnym), gdzie na taras baru zawitał ten oto pan:
a niedługo później pojawiła się jego koleżanka, szara tygryska (niestety nie uwieczniona, bo a/szybko się ruszała, b/aparat (=M z aparatem) sobie poszedł). Z innej fauny w tym samym miejscu widzieliśmy królika (kicał, a następnie spał, także za barem) oraz... jelonka (na zamkniętym fragmencie trasy, tuż nad ww. barem). To niektóre zalety retro-ośrodka, w odróżnieniu od nowoczesnego ski-centrum (od których bynajmniej także nie stronię, o czym może jednak przy innej okazji). |
Ostatnie wpisy
Zakładki:
Autorka
Inne inspiracje
Inspiracje kulinarne
Polecam
Tagi
![]() ![]() ![]()
| |||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||