Wpisy z tagiem: napoje
wtorek, 02 sierpnia 2011
Czerwone porzeczki znów obrodziły, ale w przeciwieństwie do poprzedniego roku, nie zostały zjedzone przez ptaszki. Poza sosem do sernika, część owoców, która nie została zjedzona na surowo, została przetworzona. Konkretnie zrobiłam sok - taki, jak z czarnych porzeczek (i tym razem spasteryzowałam). Ponad kilo przerobiłam na galaretkę porzeczkową wg przepisu podanego przez Gospodarną Narzeczoną. Galaretka w słoikach wygląda na średnio zżelowaną (podobnie jak poprzednia wersja), ale już w lodówce solidnie tężeje.
Zrobiłam także dżem porzeczkowo-renklodowy (vide pierwsze zdjęcie u góry).
Jeszcze trochę na krzaku zostało...
niedziela, 26 czerwca 2011
W Tajlandii wyróżnia się trzy pory roku (gorącą, deszczową i suchą); na południu kraju tylko te dwie ostatnie. Niezależnie od pory roku, jest - przynajmniej dla osoby pochodzącej z innej strefy klimatycznej - mniej lub bardziej gorąco i napoje, zwłaszcza chłodzące, są wskazane. Najlepiej w dużych ilościach. O tym, że woda z kranu nie nadaje się do picia, ale o wodę pitną nietrudno, a często oferowana jest bezpłatnie, wspominałam. Ponadto sprzedawcy uliczni oferują różne słodzone napoje w psychodelicznych barwach, często pakowane w woreczki; raz skosztowałam wściekle zielonej płynnej landrynki podczas wycieczką łodzią i więcej nie eksperymentowałam. Z ciekawością za to spróbowałam napoju z sokiem z tamaryndy; smak był bardziej słodki niż kwaśny, nieco apteczny i chyba jednak wolę tamaryndę w potrawach. Sok z limonki, który piłam na Koh Tao, był doprawiony... solą i przyjemnie orzeźwiający, podobnie zresztą jak lekko kwiatowy napój z wyciągiem z zatwaru, którym zostaliśmy poczęstowani w centrum masażu na terenie Wat Pho w Bangkoku. Raz także skosztowaliśmy lekkiego soku z zielonego kokosa: W zakresie napojów bardziej wyskokowych, wypróbowałam cztery tajskie piwa, o dziwnie podobnych do siebie nazwach - Singha (Lew), Leo, Tiger i Chang, i dziwnie wszystkie podobne w smaku ;); najczęściej sprzedawane w małym formacie, w osłonkach mających zapobiegać zbyt szybkiemu ocieplaniu napoju. Nie mogłoby zabraknąć kawy i herbaty. Jeśli powiedzenie, że cała Tajlandia przeżywa boom kawowy, jest przesadą, to przynajmniej ma to zastosowanie w przypadku Chiang Mai, zwłaszcza, że to na północy Tajlandii (okolice Chiang Rai) znajdują się plantacje kawy. W Chiang Mai piliśmy też najlepsze espresso. Poza dużymi krajowymi sieciówkami (Wawee czy Black Canyon) są też mniejsze kawiarnie, a także (oczywiście!) kawowe stragany uliczne (i jest też oczywiście międzynarodowa sieć na S vel Szmajbuks, ale to miejsce omijam z zasady szerokim łukiem ;). Ciekawe jest to, że poza kawami w stylu zachodnim (celowo piszę zachodnim, nie włoskim, bo espresso jak na mój gust było nieco przelane wodą, i objętość kawy zawsze za duża) można napić się także kawy w stylu tajskim, a ponadto właściwie każdy napój występuje w formie ciepłej i mrożonej (poza espresso), i jest wówczas od razu słodzony. Gdy tego nie sprecyzujemy przy zamówieniu, kelner zazwyczaj się upewni: "Hot? Cold?". Dotyczy to także herbaty; widoczna poniżej herbata z miodem i cytryną także mogła być pita na ciepło lub na zimno - i widać, jaki wariant wybrałam... Zamawiając kawę po tajsku spodziewałam się napoju gorącego, tymczasem jest to właśnie kawa mrożona - bardzo mocna, z długo parzonej kawy lub koncentratu kawowego, często podawana czarna. Tajska herbata jest także - surprise - mrożona i mocna, przy czym może być doprawiana np. tamaryndą i podkolorowana barwnikiem spożywczym (jak moja poniżej): Mogłoby się wydawać, że po powrocie do Polski i niższych temperatur mogłabym mieć dość napojów z lodem, ale może złapałam bakcyla, bo z dużą ciekawością przeczytałam przepis na koncentrat kawowy do kawy mrożonej na znanym blogu The Pioneer Woman Cooks. Najbardziej trafił mi do przekonania argument, że w przypadku tradycyjnej cafe con hielo gorąca kawa zbyt szybko rozpuszcza lód (prawda), który zandadto rozrzedza kawę (też prawda) i całość nie jest nigdy całkiem chłodna, chyba, żeby wypić napój duszkiem (ale chyba nie o to chodzi). Ree podaje proporcje na ogromną ilość koncentratu, ja zrobiłam z 1/2 ilości kawy (paczki 250g) i trochę innej ilości wody, a i tak mam kilka pojemników w różnych zakątkach lodówki; podobno jednak można ekstrakt przechowywać ok. 3 tygodni*(szczelnie zamknięty).
czwartek, 17 marca 2011
Z ciastem kruchym postępować tradycyjnie: zrobić, schłodzić, rozwałkować, wyłożyć formę i schłodzić, podpiec na ślepo (z obciążeniem) ok. 10 minut w 190 st. C i drugie tyle bez obciążenia. Wówczas, gdy tarta się chłodzi i piecze, przygotowujemy farsz: na rozgrzanej oliwie (lub mieszance oliwy z masłem) przesmażamy rozdrobniony czosnek, dorzucamy szpinak i rozmrażamy na średnim ogniu (może być pod przykryciem). Rozmrożony doprawiamy do smaku solą, pieprzem, odrobiną chilli i suszonymi pomidorami w płatkach (można użyć też ok. łyżki takich z oliwy, osączonych i posiekanych). Gotujemy bez przykrycia, by całość odparowała. Dodajemy osączonego tuńczyka, gotujemy ok. 2-3 minut. Zdejmujemy z ognia, dodajemy kapary z zalewy (osączone), mieszamy, sprawdzamy doprawienie. Umieszczamy farsz na podpieczonym spodzie, skrapiamy oliwą i pieczemy ok. 20-25 minut w 190 st. C. Tarta jest smaczna i na ciepło, i na zimno, i niekoniecznie w dniu patrona Irlandii. Tego dnia jednak można ją popić zielonym piwem (dodając ok. łyżki likieru Blue Curaçao do 250 ml piwa). Sláinte! PS. I podpinam wpis pod "zieloną akcję" - vide banner.
wtorek, 28 września 2010
Będzie dość krótko o odkryciu obecnego wyjazdu do Austrii, mianowicie o Sturmie, czyli młodym winie. Do tej pory młode wino kojarzyło mi się głównie z jakimiś tekstami piosenek, Beaujolais Nouveau, którego nie lubię oraz z czeskim filmem pt. Młode wino (Bobule). Tytułowy wybuchowy trunek (zwany także po czesku burčák) odgrywa tam ważną rolę, np. w poniższej scenie:
Gdy przyjechaliśmy do doliny Gasteinu dwa tygodnie temu i zobaczyłam, że wszystkie bary są oblepione plakatami z napisem "Sturm", przypomniały mi się opowieści rodziców z ich późnoletnich/jesiennych wakacji i uznałam, że trzeba spróbować. Nie liczyłam na nic specjalnie ciekawego, a tymczasem... wpadłam. Za pierwszym razem trafiło nam się wino idealne - próbowaliśmy i czerwonego, i białego. Oba były mocno schłodzone, dość słodkie, musujące, bardzo orzeźwiające i... zdradliwe (przypuszczalnie zwłaszcza pite na słońcu). Późniejsze degustacje bywały różne. Doszłam do wniosku, że białe młode wino jest bezpieczniejsze smakowo, gdyż czerwone zdarza się a/niestety kwaśne, b/dość mocne (a wciąż nalewane do szklanek/kieliszków 250 ml). Białe mnie nigdy nie zawiodło, choć czasem było zbyt mało schłodzone. Wczoraj ku swojej radości znalazłam także Sturm w lodówce w supermarkecie, koło jaj i nabiału. Były dwie opcje, wybrałam białe. Hm, ostatni raz kupowałam wino w plastikowych butelkach dawno temu w Grecji (i było ono tańsze od wody ;). Na etykiecie zamieszczono ostrzeżenia, by napój otwierać ostrożnie i powoli, oraz by butelki nie odwracać do góry nogami. Zawartości alkoholu nie podano (M: "Niemożliwe. Musi być" - no, ale nie było). Wikipedia usłużnie podaje, że może mieć od 4 do 10% zawartości alkoholu, czyli można powiedzieć, że oscyluje w okolicach mocy piwa. Próbowaliście kiedyś :)? PS z 1.10.2010: A oto niemiecki Sturm, czyli Federweisser, sprzedawany wczoraj w Monachium:
środa, 04 sierpnia 2010
Nie, nie oszalałam, i nie wydaje mi się, że wciąż trwa lipiec :) Półmetek wakacji za nami i uznałam, że czas na małe owocowe podsumowanie nt. tego, co się działo do tej pory. A że owoce lubię, chyba nikt nie wątpi, patrząc na tą kategorię wpisów. Jak niektórzy z Was wiedzą, niestety natura (czyt. żarłoczne ptaki) pozbawiła mnie w tym roku własnych porzeczek działkowych. Zacisnęłam zęby i nabyłam stosowną ilość na targu. Z czarnych (oraz osobno z wiśni) zrobiłam nalewkę oraz konfiturę - łącznie z 3 kg owoców, ale poniżej proporcje dla 1 kg.
Na szczęście, dla zrównoważenia katastrofy porzeczkowej, nasz leśny malinowy chruśniak obrodził. Z zerwanych malin (a leśne są znacznie bardziej aromatyczne od ogrodowych!) zrobiłam sok, taki jak z porzeczek, dodając jednak tylko ok. 220g cukru na ok. litr soku z owoców. Ze względu na mniejszą zawartość cukru, ten sok już naprawdę należy trzymać w chłodzie lub spożyć bardzo szybko. Garść malin użyłam także, razem z jagodami, jako posypkę najprostszego owocowego ciasta ucieranego. Ono zawsze wychodzi, więc tym razem też wyszło :) Pozostałe maliny zostały skonsumowane w najprostszym możliwym deserze: owoce, jogurt naturalny i kruche ciasteczka, robione wg odkopanego przepisu. Wyszły bardzo delikatne, nie za słodkie, idealne do poobiedniej herbaty. Zniknęły bardzo szybko... Ze świeżych malin (już nie leśnych, niestety) zrobiłam także kolejną wersję sernika londyńskiego (tak, wiem, ile można... No, dużo można :).
I w lipcu i w sierpniu trwa także sezon na morele, brzoskwinie i nektarynki. W Wołowcu rok temu zasmakowałam w owsiance z cynamonem i brzoskwiniami. Swoją robię tak, jak tu (owsianka na mleku), dodając trochę cynamonu i rodzynek, oraz mieszając gotowe płatki z pokrojoną w kostkę nektarynką. Teraz czekam na kolejną partię owoców - sierpniowe śliwki i inne. Na jutro mam plany morelowe...
niedziela, 18 lipca 2010
Nie wiem, jak u Was, ale na Mazurach wreszcie trochę się ochłodziło. Wczoraj próbowałam przepielić ogródek ziołowy i szybko zrezygnowałam z powodu upału. Po krótkim popływaniu w jeziorze wróciłam do domu i zaparzyłam dwa duże kubki słodkiej, mocnej herbaty: jeden czarnej, drugi zielonej. Z obu przygotowałam następnie dwa dzbanki herbaty mrożonej. Czarną wypiliśmy solo, zielona posłużyła jako baza do drinków z rumem - podobne piliśmy kilka lat temu w upalnym Wilnie. Aha - powyższa zieleń to złudzenie optyczne, spowodowane kolorem dzbanka: herbata aż tak zielona nie była.
W wersji drinkowej rum + herbata zielona wygląda to jak na zdjęciu poniżej. A oto inne warianty herbaty mrożonej, jakie kiedyś robiłam:
wtorek, 13 lipca 2010
Tak sobie wyobrażam sok, którym Ania spiła Dianę. A właściwie, że tak miał wyglądać sok, który Ania miała podać Dianie zamiast wiadomego wina owocowego (którego Diana wypiła duszkiem trzy szklanki). Mowa oczywiście, o podwieczorku na Zielonym Wzgórzu opisanym przez L.M. Montgomery. Ponieważ z łubianki porzeczek został mi ok. 1 kg owoców, z których nie zrobiłam konfitury, miałam ochotę zrobić sok. Taki gęsty, słodki, do herbaty czy wody gazowanej. Szukałam i szukałam przepisu, ale nie znalazłam żadnego, który by mnie satysfakcjonował (bo np. nie będę przeciskać owoców ręcznie przez ściereczkę ani dodawać wiśni). W końcu zrobiłam wg własnego widzimisię, zainspirowanego Kuchnią klasztorną.
Dla świętego spokoju pewnie należałoby sok albo trzymać w lodówce (tak robiłam z innymi syropami) lub choćby zimnej piwnicy, ew. przelać do mniejszych pojemników i krótko spasteryzować. Ja tego jednak nie zrobiłam: sok już jest w bieżącym użyciu, przebywa w spiżarni i nie sądzę, by miał szanse się zepsuć w tym tempie, szczególnie, że zawiera jednak sporo cukru. PS z 10.08: A jednak okazało się, że sok pozostawiony dłużej niż 3 tyg. w temperaturze pokojowej fermentuje. Innymi słowy: albo zużyć szybciej, albo jednak od razu do lodówki lub spasteryzować. * Z tym to u mnie w mieszkaniu w tej chwili nie ma problemu - wyzwanie stanowiłoby znalezienie miejsca chłodnego... PS. Jeszcze Wam się pochwalę: w gazetce sieci kawiarni Coffee Heaven na stronie 10 znajdziecie coś mojego autorstwa :)
poniedziałek, 05 lipca 2010
Ostatnio zastanowiłam się, ile kuchnia w moim domu zawdzięcza Nigelli Lawson. Cóż, trudno ocenić, ale z pewnością - bardzo wiele. Rozważania te snułam nad szklanką lemoniady z zmiksowanych całych cytryn, podobnej do mojej bazyliowej, a która powstała na bazie przepisu w Forever Summer. Składniki: Na każdą szklankę wody - 1 cytryna/limonka i 1-1,5 kopiasta łyżka cukru, blender Cytrynę pokroić na ćwiartki, wykroić miąższ ze skórek (najłatwiej najpierw naciąć przy skórce). Wrzucić do blendera, zasypać cukrem. Odstawić na kilkanaście sekund, zalać wodą, opcjonalnie dodać kilka kostek lodu. Zmiksować. Podawać schłodzone. Inną rzeczą, za którą będę NL dozgonnie wdzięczna, jest, obok kruchego maślankowego, ciasto francuskie dla idiotów. Za każdym razem, gdy je robię - co nie zdarza się często - myślę sobie, jakie to bajecznie proste i doprawdy powinnam częściej praktykować. Przepis podawałam tu, zaś tym razem zrobiłam z niego tartaletki do podjęcia gości na obiedzie. Łatwe, bezforemkowe, kreatywne małe co nieco.
A niedługo powinno być jeszcze coś zainspirowane panią Czarnuszką ;)
środa, 12 maja 2010
W piątek na targu nabyłam wór rabarbaru i surowo zabroniłam panu sprzedawcy (zwanym przez nas "panem od jarmużu" - zgadnijcie, czemu...) go przecinać. Następnego dnia zaczęłam szaleć z przerabianiem. Na pierwszy ogień poszła znowu tarta rustykalna (patrz: zdjęcie górne). Podobnie jak w przypadku wersji malinowej, warto zwrócić uwagę, aby mocniej podpiec spód, bo rabarbar ma to do siebie, że puszcza sok. Przechowywana w lodówce tarta może trochę nasiąknąć, ale przy właściwym podpieczeniu spodu nie powinno to przeszkadzać. Po tarcie zajęłam się koktajlem na śniadanie.
Na koniec zaś był kompot rabarbarowy - taki, jak poprzednio. Tym razem dałam trochę mniej rabarbaru - 3 duże łodygi, dlatego wyszedł dużo jaśniejszy. Na zdjęciu świeżo przygotowany i wystudzony - przechowywany w lodówce trochę ciemnieje. Bardzo jestem zadowolona, że to już ta różowa pora roku...
wtorek, 04 maja 2010
Pewna dobra dusza przywiozła mi z Londynu Jamie Magazine, w którym (nr luty/marzec) zobaczyłam ten syrop i od razu pobiegłam do kuchni go zrobić. Ponieważ przepis zawierał tylko składniki, bez proporcji, zrobiłam wg własnego widzimisię, i muszę zaznaczyć, że w tym wariancie imbir czuć stosunkowo mało, za to mięta jest wyraźna. Następnym razem zwiększę ilość imbiru, bo że zrobię ponownie, to pewnik. Szczególnie, że wierzcie czy nie, ale jest wiosna i idzie lato. Czego dowodem tulipany w Parku Krasińskich w W-wie:
M po skosztowaniu wody z syropem i sokiem z limonki oznajmił: "To jak bezalkoholowe mojito". Otóż to. |
Ostatnie wpisy
Zakładki:
Autorka
Inne inspiracje
Inspiracje kulinarne
Polecam
Tagi
![]() ![]() ![]()
| |||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||