Głównie o kuchni, jedzeniu, gotowaniu - ale nie tylko...

Wpisy z tagiem: Korzenny Tydzień

piątek, 23 grudnia 2016

Kolejne Święta i cyfry w kolejności rosnącej: ponad sześć lat w nowym domu, a więc stoi siódma mazurska choinka (szarpana przez małego kociego podrzutka, którego można podglądać na moim IG), tu poniżej ósme podsumowanie Korzennego Tygodnia, a dwa dni temu były dziewiąte urodziny bloga! Mam w związku z tym przemyślenia nt. szeroko rozumianej wytrwałości, trwałości i stałości ;). Zanim jednak zacznę się podniośle wzruszać, konkrety:

W Korzennym Tygodniu 2016 udział wzięły blogi:

oraz niżej podpisana…

Zapraszam też do lektury dyskusji na stronie wydarzenia, gdzie paru nie-blogerów dodało swoje zdjęcia/przepisy. Mam nadzieję, że za rok również będziemy gotować korzennie.

Tymczasem czego Wam życzyć...? Samych sukcesów kulinarnych: niezagotowanego barszczu w pięknym kolorze, esencjonalnej grzybowej, idealnie sklejonych uszek i pierogów, nieprzypalonej kapusty, idealnie doprawionych sałatek i niekruszących się wypieków bez zakalca ;). A poza tym przede wszystkim radości na co dzień - co każdemu z nas się przyda.

PS. Właśnie zaczął padać z nieba duch Świąt, czyt. śnieg. Z deszczem, ale to już szczegół ;). W sam raz pod akcję pt. ryba po grecku (którą lubię jeść, ale robić... no cóż...).

PS2: Gdybym kogoś pominęła w rozpisce, proszę o komentarz!

Zapisz

niedziela, 11 grudnia 2016

Na Mikołajki kupiłam sobie (tj. kupiłam, schowałam do szafki i powiedziałam M, że może mi dać) How to hygge, najnowszą książkę Signe Johansen. Ok, wiem, że niektórzy reagują już alergicznie na słowo hygge, i trudno się dziwić, skoro wszystko jest sprzedawane pod tą nazwą, od artykułów do wystroju wnętrz po ubrania a la worki. Niemniej idea dobrego, prostego życia, bez ekscesów, ale i bez wyrzeczeń, ma wiele sensu, przynajmniej dla mnie ;). W How to hygge poza częścią teoretyczną ("jak żyć"), są oczywiście przepisy. Przyznaję, że moją uwagę przyciągnął krótki rozdział o alkoholach. Większość drinków została opracowana z myślą o zimie l/lub chłodnym klimacie, najczęściej jednak wracałam do zdjęcia klementynkowego whisky sour (o klasycznym koktajlu pisałam kilka miesięcy temu). Gdy w dzień później przyjechało pudło sycylijskich cytrusów, wiadomo było, że trzeba przepis wypróbować, i to jak najszybciej, bo klementynki są efemeryczne*.



W mojej wersji zachowałam wszystkie składniki, ale zmieniłam proporcje, biorąc jedno białko na dwie osoby + zwiększając lekko ilość soku owocowego, bo zwłaszcza cytryny było dla mnie w oryginale za mało.

Składniki:

Syrop korzenny (na do 8 koktajli):

  • 100g cukru (u mnie 50g demerary i 50g białego)
  • 100ml wody
  • 10 zmiażdżonych ziaren kardamonu
  • 5 goździków
  • laska cynamonu
  • 2-3 ziarna ziela angielskiego (opcjonalnie)
  • 3 ziarna pieprzu
  • 3 gwiazdki anyżu
  • kawałek skórki cytrusowej
  • 1cm kawałek świeżego imbiru

Na 2 szklanki koktajlu:

  • 50ml syropu jw.
  • 50ml soku klementynkowego (z ok. 2 owoców)
  • 50ml soku z cytryny
  • 100ml whisky
  • 1 białko**
  • lód
  • do podania: cynamon, skórka starta z klementynki

Wg Signe należy zacząć od schłodzenia szklanek w zamrażarce, i nie jest to głupia sugestia ;). Następnie przejść do przygotowania syropu: zalać cukier wodą, podgrzewać aż cukier się rozpuści, zdjąć z ognia, wmieszać przyprawy korzenne i skórkę cytrusową. Przykryć i odstawić na co najmniej 2h. Po wystudzeniu przechowywać w lodówce.

Aby przygotować whisky sour, wymieszać w shakerze wszystkie składniki poza lodem i dekoracją. Dodać kilka kostek lodu i jeszcze raz dokładnie wszystko wymieszać. Przelać do schłodzonych szklanek, posypać lekko cynamonem i udekorować skórką z klementynki.

* Zjedliśmy wszystkie w 3,5 dnia.

** Nie jest to konieczny dodatek, choć osobiście wolę sour białkowy. Można go jednak pominąć, wówczas koktajl nie będzie miał charakterystycznej pianki.

Zapisz

Zapisz

Zapisz

Zapisz

Zapisz

Zapisz

Zapisz

sobota, 10 grudnia 2016

Daktyle jako zamiennik cukru w słodyczach: zawsze gdy o tym myślałam, zastanawiałam się "ale czy ja tak naprawdę lubię daktyle? Albo czy lubię je AŻ TAK?". Faktem jest, że w bezcukrowych truflach bakaliowych wymieszałam daktyle z różnymi innymi suszonymi owocami (w tym ulubionymi figami), więc nie dominowały. Tu jest wersja minimalistyczna, na bazie trzech głównych składników, a jeśli daktyle stanowią główny składnik, trudno uciec od tego smaku - tak sądziłam. Bo okazało się "w praniu", że w schłodzonych kulkach mocno czuję uprażone orzechy, a to zawsze (dla mnie) plus. M powiedział, że "mogą być, ale takie jakieś... za zdrowe". Porcję do śniadaniówki przyjął, ale resztą produkcji wzgardził. Więcej zostało dla mnie...

Oczywistym plusem - poza brakiem dodatkowego cukru, minus ten, który naturalnie znajduje się w owocach - jest szybkość przygotowania i brak pieczenia. Minusem to, że raczej trzeba je przechowywać w lodówce. Pokrewne kulki to oczywiście bajaderki klasyczne oraz owsiane.

Składniki:

  • 300g daktyli (niesłodzonych, świeżych i miękkich)
  • 100g orzechów włoskich
  • łyżeczka masła orzechowego
  • łyżeczka jak najlepszego, ciemnego kakao (+ dodatkowe kilka łyżek do obtoczenia)
  • ok. łyżki gorącej wody
  • 1/4 łyżeczki cynamonu
  • 1/4 łyżeczki imbiru
  • szczypta soli

Orzechy uprażyć na suchej, rozgrzanej patelni (przez kilka minut, aż aromat będzie wyraźny, ale bezwzględnie zanim zaczną się przypalać/dymić) lub w piekarniku w ok. 180 st. (przez maksymalnie 15 minut), wystudzić. Jeśli daktyle nie są zupełnie miękkie, namoczyć je w gorącej, przegotowanej wodzie co najmniej 20 minut. Odcedzić, wodę zachować, przełożyć do malaksera. Z grubsza zmiksować. Dodać orzechy i pozostałe składniki, miksować dalej, do uzyskania gładkiej pasty (nie szkodzi, jeśli orzechy nie będą całkiem rozdrobnione, większe kawałki mają nawet swój urok). Schłodzić w lodówce co najmniej 1h. Po tym czasie toczyć z masy kulki wielkości orzecha włoskiego, obtaczać w kakao. Przechowywać w lodówce.

PS: Podobne kulki pokazywała niedawno Ewelina z Kuchni pełnej smaków.

PS2: Kulki świetnie nadają się jako urozmaicenie (lub wypełnienie dla osób nie kochających czekolady - są takie, choćby niżej podpisana!) kalendarza adwentowego. Tegoroczny, z którego jestem dumna, mogli już niektórzy widzieć na Facebooku. Jest to wynik koprodukcji M (półka) - ja (czekoladki, pomalowanie półki, sklejenie szablonów, ozdoby) i, dzięki wycieczce do Holandii, sklepu Dille & Kamille (szablony domków).

Zapisz

Zapisz

niedziela, 04 grudnia 2016

To już 8 (!) Korzenny Tydzień. Z tej okazji „zachomikowałam” (mówicie tak?) babkę dyniową. A właściwie to babkę duo: dyniowo-czekoladową. Oryginał – w wersji mono, bez dodatku kakao - pochodzi z ostatniej książki Nigelli (Simply Nigella), o której myślę jako o „tej jasnej” – bo w takich kolorach została zaprojektowana, zdjęcia Keiko Oikawa też są utrzymane w tonacji białej/minimalistycznej; osobiście mi się podobają, choć widziałam w sieci komentarze, że „w ogóle nie ma w nich stylizacji”. No cóż, na pewno nie są przeładowane, tzn. w planie nie roi się od gadżetów (i dla mnie to plus ;). Przykładem jest właśnie portret ciasta dyniowego.

Czemu przerobiłam je na babkę o dwóch smakach? Bo robiłam kiedyś inne korzenne ciasto Nigelli, właśnie w takim kształcie, i choć obiektywnie smaczne, było też nieco… nudne. A że chodził za mną jednocześnie klasyczny marmurek, postanowiłam upiec dwie pieczenie (ciasta) na jednym ogniu. Na publikację poczekał z miesiąc, bo aż się prosił o podczepienie pod własną akcję korzenną. Uwaga, przepis nadaje się dla osób niejedzących nabiał.

Składniki:

  • 300g drobnego brązowego cukru (jasnego lub ciemnego muscovado)
  • 250ml oleju roślinnego
  • skórka i sok z 1/2 pomarańczy (plus ew. dodatkowy, o czym niżej)
  • 3 duże jaja
  • 400g mąki pszennej uniwersalnej (lub jasnej orkiszowej)
  • 2 łyżeczki sody
  • 2 łyżeczki mielonego cynamonu
  • ½ łyżeczki mielonego (lub roztartego w moździerzu) ziela angielskiego
  • 200g puree z dyni (upieczonej i zmiksowanej; sugeruję raczej zwięzłą, mało wilgotną odmianę, typu amazonka czy hokkaido)
  • 2 kopiaste łyżki jak najlepszego ciemnego, przesianego kakao

Do podania:

  • cukier puder lub lukier (na bazie soku z ww. pomarańczy i ok. 200g cukru pudru)

Ubić mikserem cukier, olej, skórkę startą z ½ pomarańczy i 2 łyżki soku pomarańczowego. Wciąż ubijając dodać do masy jaja. Osobno wymieszać suche składniki, dodać do masy, wymieszać tylko tyle, by składniki się połączyły. Podzielić na ½, do jednej połowy dodać dynię i wymieszać, do drugiej kakao. Gdyby masa czekoladowa była wyraźnie gęstsza/bardziej sucha od dyniowej (jak u mnie), dodać jeszcze trochę soku z pomarańczy.

Przygotować foremkę na babkę, wysmarowując ją dokładnie masłem i wysypując mąką LUB korzystając z metody autorki: mieszając 2 łyżeczki mąki z taką samą ilości oleju na pastę i dokładnie wysmarowując mieszanką wnętrze formy (tak zrobiłam, i to działa); ew. nadmiar oleju można usunąć odstawiając blaszkę na kilka minut do góry nogami na podwójną warstwę ręcznika papierowego. Przełożyć ciasto do foremki, nakładając na zmianę ciasto dyniowe i czekoladowe. Piec przez ok. 60-70 min w przypadku foremki bez komina (z kominem ok. 15 minut krócej) lub do suchego patyczka. Po wystudzeniu oprószyć cukrem pudrem lub polukrować, mieszając cukier puder z sokiem z pomarańczy do pożądanej konsystencji (u mnie wyszła bardziej glazura, ale wyjątkowo mi to nie przeszkadzało). Ciasto dość długo zachowuje świeżość.

Zapisz

Zapisz

Zapisz

Zapisz

czwartek, 17 listopada 2016

Kolejny rok, kolejna zima, kolejne pierniki, korzenne owsianki, napoje, potrawki. Korzenny Tydzień tzn. W tym roku, jak i przez poprzednie dwa lata, bawimy się także na Facebooku. Korzenna akcja łączy się nieprzypadkowo ;) z 10 Festiwalem Pierniczków Majany - można upiec dwie pieczenie (blaszki) na jednym ogniu.

Zasady są bardzo proste: w dniach 3-11 grudnia gotujemy, ucieramy, pieczemy lub dusimy coś z dodatkiem przypraw korzennych, piszemy o tym na blogu (lub Facebooku, na stronie wydarzenia). Uwaga, wpisy blogowe trafiające do zestawienia muszą być opatrzone linkiem do wpisu i/lub bannerem, inne nie będą brane pod uwagę. Linki do wpisów proszę zamieszczać w komentarzach lub, jak poprzednio, na FB.

Niech nam pięknie pachnie i smakuje!

Banner:

poniedziałek, 21 grudnia 2015

Dziękuję wszystkim serdecznie za udział w kolejnym Korzennym Tygodniu (dla przypomnienia, zaczynaliśmy w 2009, w 2008 był Weekend Korzenny :). Patrząc na podsumowanie tego co kto zrobił, widać, że – jak zazwyczaj – dominują wypieki. Jeśli chodzi o wytrawne, to danie obiadowe jest jedno :) (plus dwie zupy). Przypominam, że poza poniższym zestawieniem, można też zawsze zerknąć na to, co przygotowali fani spoza blogosfery na stronie wydarzenia na Facebooku.

A zatem, w Korzennym Tygodniu 2015 udział wzięli...

Dom z mozaikamiPiernik ze smorodinkowymi fofołami

Eksperymentalnie.comBezglutenowe muffiny na Święta

Grażyna gotujeCytrynki w pigwówce oraz Piernik z orzechami i nutą mandarynki

Kuchenne wzloty i upadki młodej mężatki Piernik przekładany masą z suszonych śliwek  oraz Tort makowy 

Kuchnia Alicji - Przyprawa piernikowa oraz Rolki cynamonowe lub kardamonowe

Kuchnia domowa AniPierniki norymberskie oraz Pierniczki

Majanowe pieczenieChlebek bananowy i Korzenne ciasto dyniowe

Makagigi i 55 pierników - Masala chai

Moje domowe kucharzenieChruściki drożdżowe Piernik na białkachPączki budyniowo-piernikowe oraz  Kotlety mielone z imbirem 

Podróże kulinarneTiramisu piernikowe oraz Marokańska zupa kalafiorowa

Sto kolorów kuchniPrzyprawa do piernika i Pieczony omlet piernikowy Dutch baby 

Stoliczku, nakryj się! - Kruszonka z jabłkami

Tak sobie pichcę… - Korzenne ciasto dyniowe 

Trochę inna cukierniaZupa marchewkowa 

oraz niżej podpisana, czyli Coś niecośPrażone orzechy, Omlet pieczony (Dutch baby) Lebkuchen, Szwedzkie bułeczki z kardamonem i cynamonem

Gdyby kogoś brakowało, bardzo proszę o zgłoszenia.

Mam nadzieję, że do zobaczenia za rok!

piątek, 11 grudnia 2015

 Nie wiem, czemu nigdy wcześniej nie wpadłam na to, że bułeczki cynamonowe mogą już zwinięte wyrastać w lodówce, by wcześnie rano dojść do temp. pokojowej na blacie, a następnie powędrować do piekarnika, czyt. zostać zjedzone na śniadanie – a przecież tak samo piekłam np. Lussekatter. W świetle tego, ile potem tych bułeczek na śniadanie wchłonęłam (bo świeżo upieczonemu drożdżowemu nie jestem w stanie się oprzeć*), to odkrycie jest bardzo, bardzo niebezpieczne. Chętnie bym zrzuciła winę na zgubny wpływ jednej takiej Gospodarnej Narzeczonej, która niedawno się mocno chwaliła podobnymi bułami w mediach społecznościowych ;).

Mowa o wariancie bułeczek szwedzkich. A właściwie to ciasto uniwersalne drożdżowe (na bazie przepisu na zeszłoroczne szafranowe – też warte powtórki w sezonie), nadzienie: ½ z przepisu na cynamonowe zawijańce Signe Johanson, ½ – wariant kardamonowy, na tej samej zasadzie. Tu słowo o kardamonie: jak byłam młodsza i zaczynałam przygodę z gotowaniem, chyba musiałam mieć upośledzony węch, bo zapach i trufli, i kardamonu mi umykał. Obecnie tłukąc te ostatnie w moździerzu mam uczucia dwojakie: zazwyczaj przy pierwszych uderzeniach się zachwycam, by po jakiejś minucie krzywiąc się odsuwać od blatu („czy on nie jest czasem zepsuty…?”). Gdzieś spotkałam się z określeniem „piżmowy zapach” w kontekście obu ww. aromatów, i uważam je za całkiem trafne. A jednak po upieczeniu, choć wersja cynamonowa wciąga (i to mocno), kardamonowa smakuje mi odrobinę bardziej.

Wracając do spraw praktycznych: z 600g mąki wychodzi ok. 24 sztuk. Bułki po wysmarowaniu masłami i zwinięciu ułożyłam w wyłożonej pergaminem foremce, w jak największych odstępach, i włożyłam do lodówki ok. 22. Trochę przed 7 rano zostały wyjęte na blat przez tzw. rannego ptaszka (nie mnie), a o 8 znalazły się w piekarniku. Niezjedzoną połowę zamroziłam.


Składniki:

  • ciasto drożdżowe jak z tego przepisu – bez szafranu i z kapką/szczyptą wanilii zamiast skórki pomarańczowej

Nadzienie:

Masło cynamonowe (na ½ ciasta):

  • 37g miękkiego masła,
  • 25g drobnego białego lub brązowego cukru,
  • łyżeczka cynamonu,
  • 1/4 łyżeczki soli z wanilią (lub mieszanki soli i mielonej wanilii – wystarczy szczypta; ostatecznie można użyć kropli ekstraktu, ew. dać zwykłą sól)

Wszystkie składniki dokładnie rozetrzeć.

Masło kardamonowe (na drugą ½ ciasta):

  • 37g miękkiego masła,
  • 25g drobnego białego lub brązowego cukru,
  • łyżeczka mielonego/zmiażdżonego w moździerzu kardamonu,
  • 1/4 łyżeczki soli z wanilią (lub jw.)

Postępować jw.

Przygotować ciasto jak z przepisu powyżej. Gdy wyrasta, przygotować oba masła. Wyrośnięte ciasto podzielić na ½, każdą połowę rozwałkować na duży prostokąt, posmarować dokładnie masłem (jedną część cynamonowym, drugą kardamonowym). Można to zrobić np. nożem do masła, można pomóc sobie rękoma (całkiem relaksujące wieczorne zajęcie).

Choć wiadomo, że takie bułki są idealne na (nadchodzące) weekendowe śniadanie, bardzo też polecam do przygotowania na najbliższy niedzielny poranek "oczka Św. Łucji". Ja przynajmniej mam taki plan, tylko może tym razem podzielę składniki na 1/2 ;).

* A jeśli ktoś jest w stanie, to… no, jak te osoby, które nie lubią pomidorów. Wierzę, że są tacy, ale Ania Shirley powiedziałaby, że nie znają Józefa.

Zapisz

środa, 09 grudnia 2015

Jakiś czas temu, przeglądając obrazki na telefonie komórkowym, zatrzymałam wzrok na zdjęciu migdałów z rozmarynem z bloga The Clever Carrot. Gdy skupiłam się na przepisie zamiast na stronie wizualnej, zaintrygował mnie dodatek białka w składzie, poza przyprawami. Trochę poszukałam i wyszło mi, że nie jest to wielkie odkrycie, białko do orzechów dodaje się czasem solo, czasem z wodą, jako alternatywę dla oleju, masła, soku owocowego lub innych płynów. Plusem jest to, że białko lepiej działa jako swoisty klej, plus orzechy wychodzą bardziej chrupkie. Do tej pory w piekarniku piekłam tylko surowe pestki dyni (jak ostatnio pokazywałam przy okazji zupy), więc chciałam spróbować choćby z ciekawości, jak to białko się zachowa. Donoszę, że spełniło oczekiwania, tj. orzechy rzeczywiście wychodzą chrupkie i dobrze oblepione dodatkami. Przyprawy dostosowałam z rozmysłem pod Korzenny Tydzień, ale z połączenia jestem zadowolona... i gdyby nie to, że ostatecznie się przekonaliśmy, że M uczulają orzechy laskowe, sukces byłby pełen ;).

Składniki: 

  • 2 szklanki* (ok. 250g) ulubionych orzechów (u mnie włoskie, laskowe - te raczej już nie wrócą... - i migdały ze skórką)
  • 1 białko
  • 2 łyżeczki brązowego cukru: demerary lub dowolnego muscovado
  • łyżeczka soli (u mnie wędzona w płatkach, może być też zwykła morska)
  • 1/4 łyżeczki nasion kolendry
  • 1/2 łyżeczki za'ataru
  • 1/2 łyżeczki kuminu
  • 1/4 łyżeczki nasion anyżu lub kopru włoskiego
  • opcjonalnie, do podania: dodatkowa sól jw. i za'atar

Nastawić piekarnik na 170 st. C (termoobieg). Przyprawy dokładnie rozgnieść w moździerzu razem z cukrem i solą. Białko ubić na pianę, wymieszać z przyprawami, dodać orzechy, całość dokładnie wymieszać, przełożyć na blaszkę wyłożoną papierem do pieczenia. Piec ok. 20 minut, lub aż cały płyn odparuje. Co kilka minut warto orzechy pomieszać, żeby się nie zlepiały. Po uprażeniu można posypać jeszcze raz solą i za'atarem. Po wystudzeniu przechowywać w szczelnym pojemniku.

* 240ml

Wiem, że zamierzeniem autorki oryginalnego przepisu było całkowite wystudzenie orzechów przed jedzeniem - ale przecież te jeszcze ciepłe (no dobrze, prawie od razu z piekarnika) są takie smaczne... . Co z tego, że faktycznie mniej chrupkie niż te wystudzone ;) (co mogłam porównać, bo nie, nie zjadłam wszystkich na ciepło - tylko małą miseczkę...).



PS. Facebookowiczów może zainteresuje strona Wydarzenia Korzenny Tydzień - otwarta nie tylko dla blogerów!

niedziela, 06 grudnia 2015

A więc... Korzenny Tydzień po raz kolejny. Czasem zastanawiam się nie tylko nad tym, czy dam radę zorganizować zabawę i czy ktokolwiek będzie chętny brać w niej udział, ale czy uda mi się wymyślić coś pt. wkład własny, co nie będzie powtórką z rozrywki z lat poprzednich. W tym roku mam parę pomysłów, część bardziej oryginalna, część mniej – ile zrealizuję, zobaczymy ;).

Na pierwszy ogień idzie danie śniadaniowe, nad zdjęciami którego wielokrotnie wzdychałam przeglądając np. Pinterest. Mowa o pieczonym omlecie, po angielsku nazywanym Dutch baby czy też German pancake (bo też od niemieckojęzycznych imigrantów - Pennsylvania Dutch, gdzie Dutch to zniekształcona forma Deutsch – pochodzi). W idealnym świecie lub w restauracji każda osoba dostaje swoją patelenkę z jednoosobowym omletem – w realiach domowych robi się jeden omlet do podziału ;). Piekarnik daje to, że a/ nie trzeba stać na kuchenką i pilnować omletu/przewracać go, b/ładnie wyrasta do góry, nawet na ścianki patelni, choć jak się przekonałam, to ostatnie zależy od stosunku ilości ciasta i pojemności naczynia, o czym niżej. Smak zasadniczo jest taki, jak w tzw. grzybku (czy w jego zdekonstruowanej wersji, tj. Kaiserschmarrn'), przypomina też trochę Yorkshire pudding (ale już nie omlet pieczony z owocami).

Przepis z którego skorzystałam (plus wprowadziłam drobne zmiany), pochodzi ponownie z najnowszej książki Nigelli, tj. Simply Nigella. Spotkałam się niedawno z opinią, że zdjęcia w tej książce są zbyt proste, za mało wystylizowane i przez to za mało zachęcające. Mam zupełnie inne zdanie: zdjęcia są proste, jasne, nieprzeładowane, ale nie ascetyczne, kadry zaś nieprzypadkowe. Ujęcie na którym jest Dutch baby wyjątkowo do mnie przemawia („Zjedz mnie” ;).


Jak widać na moich zdjęciach, zrezygnowałam z elementu, który dodaje oryginałowi wizualnej atrakcyjności, tj. cukru pudru. Mój omlet także tylko muska ścianki, a to dlatego, że podzieliłam składniki na ½, by uzyskać dwie nie za duże porcje, patelnię zaś mam dość dużą. Z pewnością w opcji podwójnej efekt jest bardziej imponujący ;).

A skąd korzenie? A więc w oryginale był dodatek gałki muszkatołowej, ale przy drugim podejściu zamieniłam go na przyprawę do piernika, i ta wersja mi bardziej smakuje. Powtórzyłam także aromat korzenny w owocach stanowiących dodatek do omletu.

Składniki (2 porcje):

  • 2 jaja*
  • 50g mąki
  • 75ml mleka
  • ½ łyżki cukru
  • hojna szczypta przyprawy do piernika (lub gałki muszkatołowej, ale polecam to pierwsze)
  • ½ łyżeczki mielonej wanilii (lub odrobina ekstraktu)
  • 15g masła
  • Do podania: dowolne owoce, wymieszane ze szczyptą przyprawy jw., syrop klonowy

Nastawić piekarnik na 220 st. C (termoobieg) i wstawić do środka patelnię (najlepiej żeliwną lub stalową o średnicy ok. 20-22cm). Jaja dokładnie ubić z cukrem (najlepiej mikserem), dodać pozostałe składniki, poza masłem. Wyjąć nagrzaną patelnię, rozpuścić na niej masło, wlać od razu ciasto na omlet, umieścić z powrotem w piekarniku (u mnie na poziomie 2 od góry) i piec do 16 minut (lub aż omlet będzie rumiany - tak, jak lubicie). Podawać od razu z dodatkiem owoców, wcześniej obranych/pokrojonych i wymieszanych z przyprawą użytą do omletu. Do tej pory próbowałam wariantu kiwi-pomarańcza oraz jabłko-gruszka. Ciepło myślę o czerwonych sycylijskich pomarańczach lub klementynkach :).

* Mnożąc porcję x 2 dla ok. 4 osób wystarczy dać 3 jaja.

PS. Ponieważ dziś Mikołajki a może ktoś pamięta zeszłoroczne drzewko adwentowe: w tym roku była forma prostsza, tj. tylko pudełko...


środa, 04 listopada 2015

To znowu ta pora roku. Ciemne ranki, wczesne wieczory, rumiane policzki, wełniane czapki i rękawiczki i ogień w kominku. Grzane wino, cynamonowe bułeczki, herbata korzenna, pierniki i pierniczki. W końcu jakoś trzeba przetrwać do Świąt ;).

Zasady są takie same, jak w poprzednich latach:

 - w dniach 5-13.12 publikujecie na blogach wpisy z przyprawami korzennymi w tle;

- wpisy mogą być zamieszczane w ramach więcej niż jednej akcji blogowej;

- we wpisach musi być link do tego wpisu i/lub banner (patrz niżej);

- informujecie mnie o wpisie w komentarzach poniżej lub mailowo na adres ptasia3(at)wp.pl.

Dla inspiracji: tak to wyglądało w latach 2009-2014 (bo w 2008 był tylko weekend).

To wszystko. Miłej, pachnącej zabawy :). A jak komuś nie będzie działać banner, chyba się załamię...

 
1 , 2 , 3 , 4
| < Sierpień 2017 > |
Pn Wt Śr Cz Pt So N
  1 2 3 4 5 6
7 8 9 10 11 12 13
14 15 16 17 18 19 20
21 22 23 24 25 26 27
28 29 30 31      
Tagi

Ptasia on Pinterest
Page copy protected against web site content infringement by Copyscape
Durszlak.pl POMOŻECIE? PustaMiska - akcja charytatywna