Głównie o kuchni, jedzeniu, gotowaniu - ale nie tylko...

Wpisy z tagiem: Korzenny Tydzień

czwartek, 22 grudnia 2011

 Uffff... Lepiej późno niż wcale - oto podsumowanie Korzennego Tygodnia 2011. Poniżej lista osób biorących udział w akcji, w kolejności alfabetycznej, oraz linki do przepisów.

Niestety parę osób, pomimo zasad określonych tu na blogu oraz Durszlaku (i zawsze obowiązujących w tego typu zabawach) nie zamieściło we wpisach linków do akcji lub bannera. Jeśli to nadrobią i mnie o tym poinformują, dodam wpisy do podsumowania.

Jeszcze jedna rzecz: w związku z dużą ilością nachalnego spamu, znów włączyłam, przynajmniej tymczasowo, moderację komentarzy.

Jutro zajrzyjcie po życzenia świąteczne :) I jeszcze małe PS. Wczoraj blog skończył 4 lata :).

PODSUMOWANIE - KORZENNY TYDZIEŃ 2011

czwartek, 01 grudnia 2011



Przepis na tą surówkę dostałam od Edyty, fanki Coś niecoś na Facebooku, gdy żaliłam się, że nie wiem, co zrobić z czarną rzepą. W oryginale tak przyrządzana była marchewka. Ja do tej pory zrobiłam dwie wersje - z rzepy i czerwonej kapusty (na zdjęciu). W planach jest seler i podpieczone buraki.

Składniki:
  • 40 dkg (1/2 małej główki) poszatkowanej czerwonej kapusty (drobno startej rzepy, marchewki, selera, itd.)
  • 1-2 posiekane drobno ząbki czosnku
  • Sól (1/4-1/2 łyżeczki), pieprz (hojnie ;),
  • opcjonalnie: szczypta ostrej papryki/chilli
  • 1/2 łyżeczki mielonej kolendry
  • 1/4 łyżeczki mielonego imbiru
  • opcjonalnie: posiekany świeży imbir - duża szczypta lub 1/8 łyżeczki
  • 1-2 łyżeczki cukru
  • 1-2 łyżki octu winnego/soku z cytryny
  • ok. 2 łyżek oleju, u mnie wyrazisty rzepakowy

Kapustę umieścić w misce, dodać czosnek i wszystkie przyprawy, wymieszać dokładnie, zalać gorącym (nie wrzącym, ale mocno podgrzanym) olejem. Sprawdzić doprawienie (niektórzy wolą słodsze/kwaśniejsze smaki), choć surówka zmieni smak podczas leżakowania, które powinno trwać ok. 12 godzin pod przykryciem w lodówce (ale i 8-10 godzin się nadadzą :).

Kapusta po leżakowaniu była pięknie glazurowana, a rzepa przypominała... kiszoną kapustę ;). Zdecydowanie polecam i podciągam pod:



Tym samym chciałam podziękować za - jak na razie - liczny udział w tegorocznym Korzennym Tygodniu i przeprosić, że do większości wpisów jeszcze nie zajrzałam, ale mam w tym tygodniu więcej zajęć, niż planowałam; postaram się nadrobić braki po zakończeniu akcji, więc proszę o cierpliwość. I mam nadzieję, że korzeniami jeszcze u Was w kuchni trochę pachnie, w końcu pierniczki robić już czas ;)

niedziela, 27 listopada 2011



Lubicie kandyzowany imbir? Od jakiegoś czasu kojarzy mi się z... długimi podróżami samochodem, jako środek (czasem skuteczny) przeciw chorobie lokomocyjnej. Kupuję gotowca w formie tzw. suchej (kawałki obtoczone w cukrze) w sklepie (czasem można też dostać na wagę), bo nigdy nie chciało mi się robić własnego - do czasu, gdy przeczytałam przepis na ciasto w River Cottage Everyday, który mocno do mnie przemówił (zwłaszcza, że trwa Korzenny Tydzień - vide banner autoreklamowy ;), a wymagał użycia imbiru w syropie. Co prawda, jak się mocniej wczytałam w przepis, syrop jest opcjonalny, można by użyć czegoś innego (choćby gotowego syropu do napojów, ew. zrobić lukier), jednak wówczas już imbir leżał w lodówce* ;). Skorzystałam z przepisu Eli:



Składniki:

  • imbir (u mnie 75g)
  • cukier (tyle, ile imbiru po gotowaniu - wyszło 82g)
  • woda

Imbir obrać, uważając by wyeliminować wszystkie części skorki. Pokroić w cienkie plasterki i ugotować je na małym ogniu z łyżeczką soli i woda (tyle by je przykryć) przez ok. 30 minut. Odcedzić i zostawić do wystygnięcia. Następnie zważyć ugotowane płatki, przełożyć je do stalowego rondelka i dodać taka sama ilość cukru i 5 łyżek (75ml) wody. Postawić na najmniejszym palniku i gotować na minimalnym ogniu przez około 20 minut, aż imbir stanie się przezroczysty (polecam ciągłe kontrolowanie żeby nie przypalił). Ja chciałam zachować imbir w syropie (do ciasta poniżej), więc po wystudzeniu przelałam go do pojemnika i wsadziłam do lodówki.

Aby uzyskać imbir suchy: Wyłożyć widelcem na kratkę do ciastek, żeby obciekły i suszyć tak przez przynajmniej 5 godzin, a najlepiej zostawić na cala noc. Gotowe płatki wrzucić do woreczka z cukrem i dobrze potrząsnąć, by się nim oblepiły. Przechowywać w szczelnym pojemniku.

A oto ciasto, jak pisze Hugh F-W., "w stylu jamajskim". Według autora - "nie dla słabych duchem". Bardzo ciemne, lepkie, z dużą ilością rumu, doprawione imbirem i zielem angielskim (podobno najlepsze pochodzi właśnie z Jamajki). Jest też aromatyczne, mokre, ale gęste, słodko-pikantne w smaku. Pasowałoby na podwieczorek dla piratów, podobnie jak te ciasteczka. Polecam, choć raczej nie dla dzieci ;)



Składniki: 75g masła, 150g golden syrup (lub miodu sztucznego), 150g melasy (może być w proszku), 125g brązowego cukru (u mnie ciemny muscovado), 75ml ciemnego rumu (u mnie jasny zmieszany z łyżką Black Balsam), 2 średnie jaja, 225g mąki ze spulchniaczami (lub zwykłej, zmieszanej z 3/4 łyżeczki proszku do pieczenia i tyle samo sody), łyżeczka ziela angielskiego, jw. mielonego imbiru, szczypta soli, 75g kandyzowanego imbiru, opcjonalnie: ok. 2 łyżek syropu imbirowego

Stopić masło z cukrem, melasą, golden syrup. Wystudzić, dodać rum, potem jaja. Wymieszać suche składniki w misce, w środek wlać mokre, wymieszać na gładko, na koniec dodać posiekany imbir. Przełożyć do keksówki (pojemność 1 l. lub większa), wyłożonej pergaminem. Piec ok. 50 minut w 180 st. C. (do suchego patyczka). Środek się najprawdopodobniej zapadnie. Po wystudzeniu posmarować dodatkowym syropem. Według HFW, najlepiej smakuje po ok. 2 dniach od upieczenia.

* Zazwyczaj imbir kupowany na zapas mieszka w zamrażarce.

poniedziałek, 07 listopada 2011

Tak, to już znowu ta pora roku. Wahałam się, czy ponownie organizować Korzenny Tydzień, jednak szybka sonda wykazała, że jest wiele osób chętnych. A więc - szykujcie przyprawy! Bawimy się od 26.11 do 04.12. Każdy wpis na blogu musi zawierać odnośnik do akcji (link i/lub banner), a zgłaszać je można tu, w komentarzach, mailowo (ptasia3(at)wp.pl) lub na Durszlaku.

A oto kod bannera:...

sobota, 18 grudnia 2010

Tak, to ten moment (albo lepiej późno, niż wcale): oto podsumowanie Korzennego Tygodnia 2010. Nieco później, niż planowałam, i najprostsze z możliwych (w kolejności alfabetycznej, bo nickach blogerów), ale wystąpiły problemy techniczno-czasowe. Mam wrażenie, że w tym roku było wyjątkowo piernikowo :), a i pojawiły się, jako dodatek, zdjęcia z egzotycznych krajów (klikajcie, a znajdziecie ;).

Mam nadzieję, że wszyscy się na liście znaleźli: gdybyście jednak zauważyli braki lub błędy, piszcie w komentarzach. Dziękuję wszystkim serdecznie za udział w zabawie.

Alivea Gwiazdki cynamonowe, Klasyczne pierniki, Niby- piernik bez jajek

Amatoreczka-pl (Jagna) Gruszki i jabłka w winnym syropie, Gruszki w balsamicznym syropie

Andzia35 Brioszka piernikowa/ Gingerbread Brioche, Śledzie korzenne, Dyniowe racuszki

Ania Piernikowe muffinki polane czekoladą, Pierniczki

Arven Korzenne Ciasto Marchewkowe

Atina Palmiery cynamonowe, Piernik na Guinessie, Milkshake z dulce de leche

Bea
Piernik z melasą i kandyzowanym imbirem

Bryssska
Piernik przekładany marmoladą i marcepanem

Buruuberii
Piernik Neli

Cashmere85
Ciasto cynamonowe z chrupiącą bezą

Cudawianki
grzane wino, piernik na Guinnessie

Dorota20w
Czekoladowe muffinki pszenno-orkiszowe z kandyzowanym imbirem

EVE
Wołowina w pomarańczowo-korzennej glazurze

Ewena
Krajanka cynamonowa

Gladys_g
Korzenne nalesniki pełnoziarniste

Gosia
Panettone

Joanna-Kuchareczka
Chleb owocowy

Kabamaiga
Bułeczki z nadzieniem cynamonowym, Przyprawa do piernika

Kasia S.
Ciasto korzenne z mascarpone

Kornik
Dżem z mandaryneki kiwi z kardamonem

Krokodyll8 Indyk tikka masala

Kuchareczka
Prawdziwe, 6-tygodniowe pierniki

Kuchenne Fascynacje
Szybkie pierniczki, Kawa piernikowa, Murzynek z kardamonem

Lievre
Korzenno-miodowe mleko

Majana Piernik na Guinnessie, Ciasto korzenne, Milkshake z dulce de leche, Syrop imbirowy

Margot11
Pierniczki marchewkowe, Kourabiedes

Mirabelka
Korzenny deser gruszkowy

Monika Panpetato

Mossqa Piernik staropolski Korzenna owsianka z jabłkiem i orzechami laskowymi

MT
Grzane Piwo

Myniolinka
Piernik na śmietanie

N_zak
Muffiny migdałowe

Pani Serwusowa
Angielskie ciasto bakaliowe (świąteczne)

Ptasia
Korzenna czerwona kapusta, Cynamonowy chleb-rolada

Pinkcake
Ciasto na pierniczki bezjajeczne

Ravenia
Pierniczki - Golden Gingerbread

Russkaya
Eklerki z nadzieniem cynamonowo-orzechowym

Szarlotek
Pain d’épices

Tasyfa
Imbir w czekoladzie/ Goździkowe wiśnie w czekoladzie Wiśnie z goździkami

Thiessa
Doodhi kofta curry Korzenna zupa z jagnięciny, ciecierzycy i cukinii Chana masala i szpinakowe roti

Tilianara
Babka imbirowa z bakaliami

Tjaryma Konfitura z pigwy i pomarańczy z kardamonem

Toczka
Świąteczne pierniczki

Turlaczek
Cynamonki

Wedelka
Gorąca czekolada, Picadillo, Brownie z cynamonem i orzechami

Wsamrazik Przyprawa do piernika

Zawszepolka Dżem z kardamonem i różowym pieprzem, Tarta cytrynowa z wanilią, Dżem z gruszek, imbiru i kuminu

Kolejny Korzenny Tydzień już za niecały rok :)!

środa, 01 grudnia 2010

Są takie dania, które aż się proszą o dodatek modrej kapusty: przykładowo kaczka czy gęś. Dlatego moją gęsinę podałam z korzenną, słodko-kwaśną kapustą, którą można jeść na ciepło i na zimno, choć w tej pierwszej formie jest bardziej tradycyjnie (i chyba smaczniej...). Przepis pochodzi z mojej ulubionej The French Market; stosunek korzeni do warzyw oraz cukru do octu jest dla mnie idealny. Dla niektórych kapusta może być jednak zbyt kwaśna - dosłodzenie jednak nie jest problemem.

Składniki (dla ok. 6-8 osób):
  • 60g masła, łyżka oliwy,
  • 1 mała czerwona kapusta, poszatkowana,
  • 1 czerwona cebula, pokrojona w cienkie półplasterki,
  • 1 ostra papryczka, drobno pokrojona (z pestkami, jeśli chcecie wyostrzyć smak; moja była średnio ostra i dodałam trochę pestek),
  • 100ml octu z czerwonego wina (z białego/jabłkowy też może być) lub 50ml balsamico,
  • 75g brązowego, drobnego cukru (u mnie ciemny muscovado),
  • 1/2 łyżeczki ziela angielskiego (mielonego lub rozdrobnionego w moździerzu),
  • 1/2 łyżeczki mielonych (lub jw. w moździerzu) goździków,
  • sól,
  • świeżo mielony czarny pieprz,
  • 200ml wody

Stopić masło z oliwą w rondlu na średnim ogniu. Dodać kapustę, cebulę i chilli, wymieszać, gotować ok. 10 minut. Dodać ocet, cukier i przyprawy  (sól i pieprz do smaku) oraz wodę, wymieszać i zagotować. Gotować na małym ogniu pod przykryciem przez ok. 1 godzinę, co jakiś czas mieszając. Jeśli to konieczne, podlać lekko wodą. Przed podaniem sprawdzić doprawienie.

sobota, 27 listopada 2010

Wieki całe nie uczestniczyłam w Weekendowej Piekarni, ale planowanie wypieków ostatnio mi nie szło. Piekłam, ale bardzo spontanicznie i zdecydowanie na szybko. Przepis z ostatniej Piekarni (której gospodarzy Amber) się także do nich zalicza. Trochę za późno odkryłam jednak, że foremka na muffiny nie mieści się moim mini-piekarniku. Zerknęłam do Bread Hamelmana, z której pochodzą owe bułeczki-koniczynki (Cloverleaf Rolls) i przeczytałam jego sugestię zrobienia z ciasta chleba cynamonowego w formie rolady. Podzieliłam zatem ciasto po wyrośnięciu na 1/2, z 1/2 zrobiłam sześć bułeczek, które upiekłam w foremkach na babeczki, a z 1/2 zrobiłam roladę.

Składniki: 500g mąki pszennej (u mnie chlebowa), 230g wody, 1 duże jajko, 40g miękkiego masła, 2 łyżki cukru, 3 łyżki mleka w proszku, 2 łyżeczki soli, 1 łyżeczka drożdży instant

Wszystkie składniki umieścić w misce miksera z hakiem i mieszać, aż wszystko się połączy - ok. 3 minut. Zwiększyć prędkość miksera i mieszać do większego rozwinięcia glutenu - ok. 7 minut. Ciasto umieścić w lekko naoliwionej misce, przykryć i zostawić do fermentacji na 1 godzinę (chyba u mnie było zimno, bo ciasto wyrastało ok. 2 h; w 1/2 czasu złożyłam).

Bułeczki-koniczynki: Podzielić ciasto na kawałki o wadze 40g (ja wcześniej podzieliłam całość na 1/2), a następnie każdy kawałek na trzy części. Z każdego kawałka uformować kulkę. Formę do muffinów na 12 sztuk lekko posmarować masłem (u mnie formy na babeczki x 6, i  posmarowane olejem). W każdy otwór włożyć po trzy kulki. Odstawić przykryte na ok. 1 i 1/2 godziny do podrośnięcia. Wyrośnięte kulki ciasta posmarować roztopionym masłem i piec w piekarniku nagrzanym do temperatury 200 stopni C przez 15 minut. Formę z ciastem odwrócić i wyjąć gotowe bułeczki (ja dodatkowo jeszcze posmarowałam je stopionym masłem).

Cynamonowy chleb-rolada: Pozostałą 1/2 ciasta rozwałkować na prostokąt o długości posiadanej niewielkiej keksówki. Posmarować stopionym masłem, posypać paroma łyżkami cukru (u mnie demerara) zmieszanego z kopiastą łyżeczką cynamonu), na wierzchu rozłożyć rodzynki (kilka łyżek), wcześniej namoczone w gorącej wodzie i osączone (lub, jak u mnie, pochodzące z "magicznego słoiczka" z brandy). Zwinąć ciasną roladę, ułożyć w wyłożonej pergaminem keksówce złożeniem do dołu. Odłożyć pod folią do napuszenia (ok. 1-1,5h). Piec w 200 st. C. 30 minut, przed i po pieczeniu posmarować stopionym masłem.

Moje bułeczki średnio przypominają koniczynki :); najlepiej smakują na świeżo, lekko wystudzone, gdyż szybko wysychają. Rolada trzyma się nieco lepiej: przypomina mi ciasto, które jadłam - między innymi :) - na śniadanie w Estonii. Tym razem jednak potraktowałam je jako deser/słodki dodatek do kawy. I ze względu na mocno cynamonowy charakter podczepiam chleb-roladę pod moją akcję korzenną.

 

wtorek, 15 grudnia 2009

Oto chwila, na którą (mam nadzieję :) czekaliście: podsumowanie Korzennego Tygodnia!

Jeśli się nie pomyliłam, w tym roku wykonaliśmy wspólnie 155 unikalnych dań (prawie dwukrotnie więcej niż rok temu - ale wtedy był tylko Weekend...)! Najwięcej było deserów i wypieków, ale dań wytrawnych także całkiem sporo. Wszystkie szczegóły znajdują się TUTAJ.

Jeśli kogoś nie ma w podsumowaniu lub znajdziecie błędy, proszę o kontakt w komentarzach lub na ptasia3(at)wp.pl.

Dziękuję Wam za wspólną zabawę i mam nadzieję, że za rok będziemy także wspólnie gotować korzennie ;)

piątek, 27 listopada 2009

M był ostatnio trochę chory i chciałam przygotować mu coś na poprawę nastroju (przy okazji oczywiście dla siebie :). Gdy postawiłam go przed wyborem: "Crème brûlée czy suflet czekoladowy?", wybrał to pierwsze. Nie miałam laski wanilli, ale i tak miałam ochotę poeksperymentować. I tak tu skórka pomarańczowa, tu trochę cynamonu, tu kapka Cointreau... Wyszło pyszne.

Uwaga: robię deser tak, jak w Nigella gryzie, tj. nie piekę w kąpieli wodnej, ale gotuję masę na średnim ogniu na kuchence. Podane proporcje są na 2 małe, "poobiadowe" porcje, by uzyskać więcej kremu, należy sobie odpowiednio zwiększyć składniki.

Składniki: 2/3 (ok. 160ml) szklanki płynnej śmietanki kremówki (30%), ok. 2x3 cm kawałek skórki z pomarańczy (sparzonej wcześniej wrzątkiem), 1/8 łyżeczki mielonego cynamonu, 2 żółtka, płaska łyżka drobnego cukru, łyżeczka Cointreau (lub innego czystego likieru/alkoholu pomarańczowego), cukier demerara

Umieścić w zamrażarce miskę lub miseczki, w których chcemy podawać deser. Śmietankę umieścić w rondelku wraz ze skórką pomarańczową i cynamonem.  Doprowadzić niemal do wrzenia, ale nie zagotowywać. W między czasie utrzeć żółtka z cukrem i Cointreau. Zalać żółtka gorącą śmietanką,  wymieszać, masę przelać do wypłukanego rondla i ponownie podgrzewać, na małym/średnim ogniu, stale mieszając, aż całość w wyraźny sposób zgęstnieje (ok. 10 minut). Powinna przypominać konsystencją gęsty sos (trochę rzadsza od świeżo ugotowanego budyniu). Wyłowić skórkę pomarańczową i gotowy krem przelać do zmrożonych miseczek. Wystudzić, dalej schładzać w lodówce. Tuż przed jedzeniem posypać równomiernie cukrem demerara (lub innym grubym cukrem) i opalić palnikiem gazowym.

Cynamon nie jest mocno wyczuwalny, nuta pomarańczowa wyraźniejsza, choć także delikatna. Tak czy inaczej: deser grzechu wart. Poniżej widać miseczki z studzącym się kremem i "przekrój" po naruszeniu skorupki cukrowej.

Ponieważ mogą być pytania o to, czy palnik jest konieczny i czy nie można opiec crème brûlée pod grzałką piekarnika: osobiście nie polecam tej ostatniej metody. Mój pierwszy w życiu  crème brûlée tak przyrządziłam i niestety całość się pięknie zwarzyła. Potem zainwestowałam w mały palnik ze znanej sieciówki z artykułami domowymi, w sam raz do takiej "kosmetyki kuchennej".

Z racji składników, przepis publikuję w ramach akcji korzennej i cytrusowego weekendu Tatter:

czwartek, 26 listopada 2009

W oryginale była to brandy pigwowa i proporcje na 5 litrowy baniak. Źródło: How to be a domestic goddess. Gdy ponad 6 tygodni temu przyniosłam od Cioci siatę owoców pigwowca (o czympisałam), pierwszą rzeczą, jaką zrobiłam (zanim jeszcze przeczytałam o różnicach między owocami), było nastawienie brandy.

Przyznaję, że tak naprawdę nie lubię brandy, ale miałam butelkę chyba dość dobrego  sprezentowanego trunku, która stała od dłuższego czasu w spiżarni i bardzo powoli schodziła. Zużyłam ją w przepisie i dolałam likier kawowy z konieczności, bo zabrakło alkoholu do zakrycia pigwowca. Chyba był to jednak całkiem dobry pomysł... Poniżej proporcje na 500ml alkoholu:

Składniki: Ok. 8 owoców pigwowca (lub tyle, by zapełnić przekrojonymi owocami słoik litrowy do ok. 4/5 wysokości; w oryginale były owoce pigwy), laska cynamonu, 2 gwiazdki anyżu, 3 kulki ziela angielskiego, 3-4 łyżki czystego likieru kawowego i ok. 450 ml brandy (albo tyle, by zalać owoce do pełna) LUB ok. 500ml samej brandy

Pigwowce opłukać, osuszyć, przekroić na 1/2 i umieścić (tak, jak są, bez wydrążania nasion itd) w czystym słoju litrowym. Dorzucić przyprawy, dodać alkohol, słoik szczelnie zakręcić, umieścić np. w spiżarni i zapomnieć o nim na co najmniej 6 tygodni. Po tym czasie nalewka nadaje się do picia.

Efekty smakowe są zaskakująco przyjemne. Przede wszystkim podoba mi się zapach brandy: jest korzenny, ale zarazem lekko apteczny i kojarzy mi się z moją Babcią (która była aptekarką, więc może coś jest na rzeczy). Przywodzi mi na myśl stojącą w pokoju Babci tajemniczą oszkloną szafkę (żadnen staroć, raczej pełnia PRL-u :) z różnymi lekarstwami i innymi dziwnymi rzeczami, i zapach z niej się unoszący. Im bardziej się w ten aromat wwąchuję, tym bardziej mi się podoba, aż zaczęłam myśleć, że mogłabym mieć takie perfumy (aż przypomniałam sobie, że przecież w sumie mam - nie identyczne, ale blisko* :). Sam smak jest dla mnie dużo, dużo lepszy od czystej brandy. Lekko kwaśny od pigwowca, lekko zaciągnięty kawą plus nuta korzenna. Bardzo dobre jako digestif na trawienie po obiedzie.

Aha - Nigella twierdzi, że nie odcedza swojej brandy, bo bardzo jej się podobają te owoce pływające w alkoholu i kojarzą jej się z dziełami Williama Morrisa. Bardzo lubię Morrisa (vide moja wycieczka do V&A), ale te owoce w brandy kojarzą mi się niestety jedynie z preparatami w formalinie. Innymi słowy, całość po 6 tygodniach odcedziłam.

* Opium Poesie de Chine YSL.

 
1 , 2
| < Luty 2012 > |
Pn Wt Śr Cz Pt So N
    1 2 3 4 5
6 7 8 9 10 11 12
13 14 15 16 17 18 19
20 21 22 23 24 25 26
27 28 29        
Durszlak.pl

Page copy protected against web site content infringement by Copyscape

Twitter Updates

    follow me on Twitter
    Coś niecoś

    POMOŻECIE? PustaMiska - akcja charytatywna
    Darmowe statystyki