Głównie o kuchni, jedzeniu, gotowaniu - ale nie tylko...

Wpisy z tagiem: akcje blogowe

piątek, 23 grudnia 2016

Kolejne Święta i cyfry w kolejności rosnącej: ponad sześć lat w nowym domu, a więc stoi siódma mazurska choinka (szarpana przez małego kociego podrzutka, którego można podglądać na moim IG), tu poniżej ósme podsumowanie Korzennego Tygodnia, a dwa dni temu były dziewiąte urodziny bloga! Mam w związku z tym przemyślenia nt. szeroko rozumianej wytrwałości, trwałości i stałości ;). Zanim jednak zacznę się podniośle wzruszać, konkrety:

W Korzennym Tygodniu 2016 udział wzięły blogi:

oraz niżej podpisana…

Zapraszam też do lektury dyskusji na stronie wydarzenia, gdzie paru nie-blogerów dodało swoje zdjęcia/przepisy. Mam nadzieję, że za rok również będziemy gotować korzennie.

Tymczasem czego Wam życzyć...? Samych sukcesów kulinarnych: niezagotowanego barszczu w pięknym kolorze, esencjonalnej grzybowej, idealnie sklejonych uszek i pierogów, nieprzypalonej kapusty, idealnie doprawionych sałatek i niekruszących się wypieków bez zakalca ;). A poza tym przede wszystkim radości na co dzień - co każdemu z nas się przyda.

PS. Właśnie zaczął padać z nieba duch Świąt, czyt. śnieg. Z deszczem, ale to już szczegół ;). W sam raz pod akcję pt. ryba po grecku (którą lubię jeść, ale robić... no cóż...).

PS2: Gdybym kogoś pominęła w rozpisce, proszę o komentarz!

Zapisz

poniedziałek, 19 grudnia 2016



Jak Wasze przygotowania świąteczne? U mnie nastąpił pewien obsuw, związany m.in. z innymi obowiązkami i w związku z tym pierniczki skończyłam piec dopiero dzisiaj - choć zaczęłam jakieś 2 tygodnie temu, a część jednej z pierwszych partii została wykorzystana do dania, które mnie od dawna intrygowało, tj. śledzi piernikowych. Pomysł wydaje się całkiem logiczny, skoro do przetworów rybnych często dodaje się przyprawy korzenne, a pierniki bez dodatków typu polewa/lukier są tylko lekko słodkie, za to często pikantne... choć efekt końcowy mnie jednak zaskoczył. W skrócie, to dla mnie raczej śledzie korzenne w sosie o nietypowej konsystencji (która nie każdemu będzie odpowiadać, o czym niżej). Jeśli nie macie własnego surowca (np. z ciasta na piernik staropolski), dobrze się nadadzą cienkie, mocno imbirowe pierniczki typu szwedzkie pepperkakor. Skorzystałam z przepisu Tosi z Burczy mi w brzuchu, z drobnymi poprawkami (choćby taką, że oczywiście, jak to ja, nie moczyłam śledzi, zmniejszyłam też liczbę goździków).

Składniki:

  • 4 filety śledziowe typu matjas (400g)*
  • 2 duże czerwone cebule
  • łyżka masła lub mieszanka masła i oliwy
  • łyżka miodu
  • łyżka octu balsamicznego
  • 50g pierników jw., bez lukru, polewy, dodatkowych ozdób itd.
  • łyżeczka musztardy
  • łyżka miodu
  • sok z 1 cytryny
  • 4 łyżki (1/4 szkl.) oliwy
  • 2-3 liście laurowe
  • 1/2 łyżeczki ziela angielskiego (całe ziarna)
  • 1/4 łyżeczki pieprzu ziarnistego
  • 2 goździki

* Jak pisałam we wstępie i wielu innych miejscach, u mnie niemoczone, jak zawsze. Jeśli ktoś jednak zawsze to robi, może wymoczyć - choć najpierw sprawdziłabym, czy śledzie faktycznie są takie słone i tego wymagają, bo w przepisie nie ma w ogóle soli (poza szczyptą dodaną do cebuli).

Cebulę obrać, pokroić w pióra, dodać szczyptę soli i zeszklić na maśle/maśle i oleju. Dodać miód, ocet, karmelizować kilka minut. Wystudzić.

Pierniczki utłuc na proszek np. w moździerzu. Wymieszać musztardę z sokiem z cytryny, miodem i oliwą na sos, dodać utłuczone pierniki. Śledzie pokroić na ok. 2 cm kawałki. W dużym słoju (co najmniej 500ml) układać na przemian śledzie, sos piernikowy, liście laurowe i przyprawy korzenne. Odstawić do lodówki na co najmniej dobę przed jedzeniem (próbowałam świeżo przyrządzonych i smakowały gorzej niż następnego dnia, więc nie warto się spieszyć).

Na czym polega zaskoczenie? Po pierwsze, że potrawa jest - moim zdaniem przynajmniej - całkiem estetyczna ;), więc nadaje się do podania gościom. Po drugie, sądziłam, że różne rzeczy mogą M w niej przeszkadzać, ale nie spodziewałam się, że zareaguje negatywnie na proszkową strukturę utłuczonych pierniczków. Faktem jest, że sos dzięki nim jest "piaskowy", co mnie osobiście nie przeszkadza, ale nie jest typowe. Ja raczej się zastanawiam, czy w przypadku powtórki zostawiłabym całe przyprawy korzenne, czy też zastąpiłabym je mielonymi (bardziej przyjaznymi konsumentowi w przypadku gęstego sosu). Po trzecie, sądziłam, że smak wywrze na mnie mocniejsze wrażenie: negatywne lub pozytywne, tymczasem moje odczucia są bardziej letnie... Co nie zmienia faktu, że uważam, że przynajmniej raz warto tego połączenia spróbować. Czy będą powtórki, mimo braku zachwytu - nie da się tego wykluczyć, zwłaszcza w wersji udoskonalonej ;).

PS. A to wszystko w ramach Festiwalu Pierniczków, patrz banner ^^.

Zapisz

Zapisz

Zapisz

Zapisz

Zapisz

Zapisz

Zapisz

Zapisz

Zapisz

niedziela, 11 grudnia 2016

Na Mikołajki kupiłam sobie (tj. kupiłam, schowałam do szafki i powiedziałam M, że może mi dać) How to hygge, najnowszą książkę Signe Johansen. Ok, wiem, że niektórzy reagują już alergicznie na słowo hygge, i trudno się dziwić, skoro wszystko jest sprzedawane pod tą nazwą, od artykułów do wystroju wnętrz po ubrania a la worki. Niemniej idea dobrego, prostego życia, bez ekscesów, ale i bez wyrzeczeń, ma wiele sensu, przynajmniej dla mnie ;). W How to hygge poza częścią teoretyczną ("jak żyć"), są oczywiście przepisy. Przyznaję, że moją uwagę przyciągnął krótki rozdział o alkoholach. Większość drinków została opracowana z myślą o zimie l/lub chłodnym klimacie, najczęściej jednak wracałam do zdjęcia klementynkowego whisky sour (o klasycznym koktajlu pisałam kilka miesięcy temu). Gdy w dzień później przyjechało pudło sycylijskich cytrusów, wiadomo było, że trzeba przepis wypróbować, i to jak najszybciej, bo klementynki są efemeryczne*.



W mojej wersji zachowałam wszystkie składniki, ale zmieniłam proporcje, biorąc jedno białko na dwie osoby + zwiększając lekko ilość soku owocowego, bo zwłaszcza cytryny było dla mnie w oryginale za mało.

Składniki:

Syrop korzenny (na do 8 koktajli):

  • 100g cukru (u mnie 50g demerary i 50g białego)
  • 100ml wody
  • 10 zmiażdżonych ziaren kardamonu
  • 5 goździków
  • laska cynamonu
  • 2-3 ziarna ziela angielskiego (opcjonalnie)
  • 3 ziarna pieprzu
  • 3 gwiazdki anyżu
  • kawałek skórki cytrusowej
  • 1cm kawałek świeżego imbiru

Na 2 szklanki koktajlu:

  • 50ml syropu jw.
  • 50ml soku klementynkowego (z ok. 2 owoców)
  • 50ml soku z cytryny
  • 100ml whisky
  • 1 białko**
  • lód
  • do podania: cynamon, skórka starta z klementynki

Wg Signe należy zacząć od schłodzenia szklanek w zamrażarce, i nie jest to głupia sugestia ;). Następnie przejść do przygotowania syropu: zalać cukier wodą, podgrzewać aż cukier się rozpuści, zdjąć z ognia, wmieszać przyprawy korzenne i skórkę cytrusową. Przykryć i odstawić na co najmniej 2h. Po wystudzeniu przechowywać w lodówce.

Aby przygotować whisky sour, wymieszać w shakerze wszystkie składniki poza lodem i dekoracją. Dodać kilka kostek lodu i jeszcze raz dokładnie wszystko wymieszać. Przelać do schłodzonych szklanek, posypać lekko cynamonem i udekorować skórką z klementynki.

* Zjedliśmy wszystkie w 3,5 dnia.

** Nie jest to konieczny dodatek, choć osobiście wolę sour białkowy. Można go jednak pominąć, wówczas koktajl nie będzie miał charakterystycznej pianki.

Zapisz

Zapisz

Zapisz

Zapisz

Zapisz

Zapisz

Zapisz

sobota, 10 grudnia 2016

Daktyle jako zamiennik cukru w słodyczach: zawsze gdy o tym myślałam, zastanawiałam się "ale czy ja tak naprawdę lubię daktyle? Albo czy lubię je AŻ TAK?". Faktem jest, że w bezcukrowych truflach bakaliowych wymieszałam daktyle z różnymi innymi suszonymi owocami (w tym ulubionymi figami), więc nie dominowały. Tu jest wersja minimalistyczna, na bazie trzech głównych składników, a jeśli daktyle stanowią główny składnik, trudno uciec od tego smaku - tak sądziłam. Bo okazało się "w praniu", że w schłodzonych kulkach mocno czuję uprażone orzechy, a to zawsze (dla mnie) plus. M powiedział, że "mogą być, ale takie jakieś... za zdrowe". Porcję do śniadaniówki przyjął, ale resztą produkcji wzgardził. Więcej zostało dla mnie...

Oczywistym plusem - poza brakiem dodatkowego cukru, minus ten, który naturalnie znajduje się w owocach - jest szybkość przygotowania i brak pieczenia. Minusem to, że raczej trzeba je przechowywać w lodówce. Pokrewne kulki to oczywiście bajaderki klasyczne oraz owsiane.

Składniki:

  • 300g daktyli (niesłodzonych, świeżych i miękkich)
  • 100g orzechów włoskich
  • łyżeczka masła orzechowego
  • łyżeczka jak najlepszego, ciemnego kakao (+ dodatkowe kilka łyżek do obtoczenia)
  • ok. łyżki gorącej wody
  • 1/4 łyżeczki cynamonu
  • 1/4 łyżeczki imbiru
  • szczypta soli

Orzechy uprażyć na suchej, rozgrzanej patelni (przez kilka minut, aż aromat będzie wyraźny, ale bezwzględnie zanim zaczną się przypalać/dymić) lub w piekarniku w ok. 180 st. (przez maksymalnie 15 minut), wystudzić. Jeśli daktyle nie są zupełnie miękkie, namoczyć je w gorącej, przegotowanej wodzie co najmniej 20 minut. Odcedzić, wodę zachować, przełożyć do malaksera. Z grubsza zmiksować. Dodać orzechy i pozostałe składniki, miksować dalej, do uzyskania gładkiej pasty (nie szkodzi, jeśli orzechy nie będą całkiem rozdrobnione, większe kawałki mają nawet swój urok). Schłodzić w lodówce co najmniej 1h. Po tym czasie toczyć z masy kulki wielkości orzecha włoskiego, obtaczać w kakao. Przechowywać w lodówce.

PS: Podobne kulki pokazywała niedawno Ewelina z Kuchni pełnej smaków.

PS2: Kulki świetnie nadają się jako urozmaicenie (lub wypełnienie dla osób nie kochających czekolady - są takie, choćby niżej podpisana!) kalendarza adwentowego. Tegoroczny, z którego jestem dumna, mogli już niektórzy widzieć na Facebooku. Jest to wynik koprodukcji M (półka) - ja (czekoladki, pomalowanie półki, sklejenie szablonów, ozdoby) i, dzięki wycieczce do Holandii, sklepu Dille & Kamille (szablony domków).

Zapisz

Zapisz

niedziela, 04 grudnia 2016

To już 8 (!) Korzenny Tydzień. Z tej okazji „zachomikowałam” (mówicie tak?) babkę dyniową. A właściwie to babkę duo: dyniowo-czekoladową. Oryginał – w wersji mono, bez dodatku kakao - pochodzi z ostatniej książki Nigelli (Simply Nigella), o której myślę jako o „tej jasnej” – bo w takich kolorach została zaprojektowana, zdjęcia Keiko Oikawa też są utrzymane w tonacji białej/minimalistycznej; osobiście mi się podobają, choć widziałam w sieci komentarze, że „w ogóle nie ma w nich stylizacji”. No cóż, na pewno nie są przeładowane, tzn. w planie nie roi się od gadżetów (i dla mnie to plus ;). Przykładem jest właśnie portret ciasta dyniowego.

Czemu przerobiłam je na babkę o dwóch smakach? Bo robiłam kiedyś inne korzenne ciasto Nigelli, właśnie w takim kształcie, i choć obiektywnie smaczne, było też nieco… nudne. A że chodził za mną jednocześnie klasyczny marmurek, postanowiłam upiec dwie pieczenie (ciasta) na jednym ogniu. Na publikację poczekał z miesiąc, bo aż się prosił o podczepienie pod własną akcję korzenną. Uwaga, przepis nadaje się dla osób niejedzących nabiał.

Składniki:

  • 300g drobnego brązowego cukru (jasnego lub ciemnego muscovado)
  • 250ml oleju roślinnego
  • skórka i sok z 1/2 pomarańczy (plus ew. dodatkowy, o czym niżej)
  • 3 duże jaja
  • 400g mąki pszennej uniwersalnej (lub jasnej orkiszowej)
  • 2 łyżeczki sody
  • 2 łyżeczki mielonego cynamonu
  • ½ łyżeczki mielonego (lub roztartego w moździerzu) ziela angielskiego
  • 200g puree z dyni (upieczonej i zmiksowanej; sugeruję raczej zwięzłą, mało wilgotną odmianę, typu amazonka czy hokkaido)
  • 2 kopiaste łyżki jak najlepszego ciemnego, przesianego kakao

Do podania:

  • cukier puder lub lukier (na bazie soku z ww. pomarańczy i ok. 200g cukru pudru)

Ubić mikserem cukier, olej, skórkę startą z ½ pomarańczy i 2 łyżki soku pomarańczowego. Wciąż ubijając dodać do masy jaja. Osobno wymieszać suche składniki, dodać do masy, wymieszać tylko tyle, by składniki się połączyły. Podzielić na ½, do jednej połowy dodać dynię i wymieszać, do drugiej kakao. Gdyby masa czekoladowa była wyraźnie gęstsza/bardziej sucha od dyniowej (jak u mnie), dodać jeszcze trochę soku z pomarańczy.

Przygotować foremkę na babkę, wysmarowując ją dokładnie masłem i wysypując mąką LUB korzystając z metody autorki: mieszając 2 łyżeczki mąki z taką samą ilości oleju na pastę i dokładnie wysmarowując mieszanką wnętrze formy (tak zrobiłam, i to działa); ew. nadmiar oleju można usunąć odstawiając blaszkę na kilka minut do góry nogami na podwójną warstwę ręcznika papierowego. Przełożyć ciasto do foremki, nakładając na zmianę ciasto dyniowe i czekoladowe. Piec przez ok. 60-70 min w przypadku foremki bez komina (z kominem ok. 15 minut krócej) lub do suchego patyczka. Po wystudzeniu oprószyć cukrem pudrem lub polukrować, mieszając cukier puder z sokiem z pomarańczy do pożądanej konsystencji (u mnie wyszła bardziej glazura, ale wyjątkowo mi to nie przeszkadzało). Ciasto dość długo zachowuje świeżość.

Zapisz

Zapisz

Zapisz

Zapisz

czwartek, 17 listopada 2016

Kolejny rok, kolejna zima, kolejne pierniki, korzenne owsianki, napoje, potrawki. Korzenny Tydzień tzn. W tym roku, jak i przez poprzednie dwa lata, bawimy się także na Facebooku. Korzenna akcja łączy się nieprzypadkowo ;) z 10 Festiwalem Pierniczków Majany - można upiec dwie pieczenie (blaszki) na jednym ogniu.

Zasady są bardzo proste: w dniach 3-11 grudnia gotujemy, ucieramy, pieczemy lub dusimy coś z dodatkiem przypraw korzennych, piszemy o tym na blogu (lub Facebooku, na stronie wydarzenia). Uwaga, wpisy blogowe trafiające do zestawienia muszą być opatrzone linkiem do wpisu i/lub bannerem, inne nie będą brane pod uwagę. Linki do wpisów proszę zamieszczać w komentarzach lub, jak poprzednio, na FB.

Niech nam pięknie pachnie i smakuje!

Banner:

niedziela, 16 października 2016

 

{Please scroll down for the English version}

World Bread Day 2016 (October 16)Jadacie chleb tostowy? Przyznaję, że ja nie miałam z nim do czynienia już wiele lat. Od kiedy zaczęłam regularnie piec, przestałam w ogóle chleb kupować - poza urlopem z własnym wyżywieniem, a wtedy wybieram zupełnie inne pieczywo. Nie da się ukryć, że lektura składu na opakowaniu takiego bochenka nie zachęca do zakupu, stąd w mojej głowie stał się synonimem najgorszego możliwego (kupnego) chleba. Ponieważ grzanki (lepsze lub gorsze) zasadniczo można zrobić z każdego pieczywa, a robię je prawie tylko wtedy, gdy robi się czerstwe, do czasu, gdy po raz drugi w Austrii zjadłam Zwetschkenpofesen i wywiązała się na ich temat dyskusja, nie czułam potrzeby upieczenia chleba specjalnie do tostów. Skoro jednak z takiego robi się Zwetschkenpofesen, a ja bym chciała je zrobić w domu, przecież nie użyję gotowca… Jak ktoś ciekaw rozwinięcia tematu, niech zajrzy na koniec posta.

Przepis na chleb, na którym się opierałam, pochodzi z zaniedbywanej przeze mnie od paru lat „biblii” Rose Levy Beranbaum (The Bread Bible; wieki temu w ramach Weekendowej Piekarni piekłyśmy jej chleb bananowy) i nazywa się to „podstawowy jasny chleb kanapkowy”. Tu notka kulturowa: przy całej mojej sympatii do kuchni brytyjskiej, kanapki z surowego chleba tostowego (i to jeszcze pozbawione skórki!) nigdy do mnie nie trafiały. Koncepcja zawędrowała zresztą i do nas, na stacjach benzynowych np. można nabyć takie trójkątne wyroby ;). Jest to jednak, poza zwyczajem kulinarnym, kwestią smaku itd. kwestia nazewnictwa: to, co my nazywamy chlebem tostowym – co wydawałoby jasno określa jego przeznaczenie – dla innych jest chlebem kanapkowym. Najpierw było przeznaczenie czy nazwa…? Skłonna jestem uważać, że jednak podstawą jest to, do jakiego pieczywa jesteśmy przyzwyczajeni i co uważamy za smaczny chleb. Dla jednych mokry razowy jest nie da przełknięcia, inni odrzucą wszystko z kminkiem. Myślę, że jednak większość Polaków chleb w typie tostowym klasyfikuje jasno jako taki do grzanek. Nie oznacza to, że poniższego wypieki nie da się jeść bez opiekacza: smakuje całkiem nieźle, jak bardzo lekka, puchata bułka. Grzanki wychodzą z niego, zgodnie z przewidywaniami, świetne – a także Zwetschkenpofesen, od których się zaczęło.

To w sumie krewny smażonego chleba (tzw. tostów francuskich), ale wersja z Biberalm wydawała mi się mocniej obtoczona w cieście, niż niektóre znalezione w internecie; nie było też właściwie czuć chleba w środku (dlatego za pierwszym razem zastanawiałam się, czy to nie po raz drugi usmażone gofry). Ostatecznie skorzystałam z lekko zmodyfikowanego XIX w. przepisu, podrzuconego na fanpejdżu (dziękuję!):

Zwetschkenpofesen (2 porcje):

  • 4 kromki pieczywa tostowego (patrz niżej)
  • powidła śliwkowe
  • 1 jajo
  • ok. 125ml mleka
  • łyżka mąki
  • olej do smażenia (w oryginale było masło klarowane)
  • cukier puder (do podania)

Posmarować 2 kromki powidłami (dokładnie, ale nie na tyle obficie, by wyciekły), złożyć na kanapki za pomocą 2 pozostałych kromek, przeciąć na ½ po skosie. Wlać mleko do głębszego, prostokątnego naczynia, obtoczyć kanapki w mleku i zostawić do namaczania na kilka minut (w międzyczasie – jeśli nie użyjecie frytkownicy - można przygotować garnek do smażenia na głębokim tłuszczu; opcjonalnie można spróbować smażyć „normalnie” jak np. racuchy, ale wówczas przyjęłabym, że oleju powinno być nie bardzo mało - na ok. 1cm). Wyłowić chleb, mleko pozostałe w naczyniu wymieszać z jajem i mąką na ciasto a la naleśnikowe (ew. rozcieńczyć dodatkowym mlekiem, gdyby było za gęste). Obtoczyć kanapki w cieście i usmażyć na złoto na rozgrzanym oleju. Osączyć na ręcznikach papierowych i podawać oprószone cukrem pudrem.

A teraz, po tym przydługim wstępie, ten chleb – w wersji zmodyfikowanej (tak to jest, jak m.in. się nie doczytasz, że zamiennik mleka w proszku na etapie II miał zastąpić wodę na etapie I… ;). Chleb bananowy był „lekki jak piórko” - ten bochenek to jego brat bez dodatków. Stosunkowo długo pozostaje świeży.

Składniki (2 średnie bochenki):

Zaczyn:

  • 170g mąki pszennej chlebowej (typ 750-850)
  • 171g mąki pszennej tortowej lub uniwersalnej (typ 400-500)
  • 405g letniej wody
  • 45g miodu
  • 7,2g świeżych drożdży

Rozetrzeć drożdże z miodem, poczekać chwilę, aż się rozpuszczą, dodać wodę i mąkę. Wyrobić ręcznie lub mikserem lepkie ciasto (a la na racuchy). Przykryć folią, odstawić na godzinę, następnie wsadzić do lodówki na od 8h (np. na noc) do doby.

Ciasto właściwe:

  • 7,2g świeżych drożdży
  • 155g mąki pszennej chlebowej (typ 750-850)
  • 156g mąki pszennej tortowej lub uniwersalnej (typ 400-500)
  • 95g masła
  • 35g jogurtu naturalnego (typu greckiego)
  • 15g soli
  • + zaczyn jw.

Po upływie czasu chłodzenia (u mnie następnego dnia rano) wyjąć miskę z lodówki, pokruszyć na wierzchu drożdże, następnie zasypać całość mąką. Przykryć folią i odstawić na 1-4h (u mnie ok. 2h) w temp. pokojowej. Po tym czasie dodać masło i jogurt, krótko wyrobić, tyle, by składniki się z grubsza połączyły. Zostawić do autolizy na ok. 20-30 minut. Posypać całość solą i wyrabiać, najlepiej mikserem, do ok. 10 minut, aż ciasto będzie gładkie, lśniące, odrywające się od ścianek, choć wciąż trochę lepkie. Odstawić do wyrastania w natłuszczonej misce, aż podwoi objętość (do 2h). Złożyć ciasto, starając się go zanadto nie odgazować i ponownie odstawić do wyrastania na 1-2h. Wyjąć na blat, podzielić na 2 części i uformować dwa bochenki. Włożyć złączeniem do dołu do dwóch natłuszczonych (ew. także wysypanych, zależnie od materiału) keksówek (sugerowane to 22x12cm lub podobnie, ale jedna z moich była wyraźnie dłuższa a druga szersza). Przykryć natłuszczoną folią i odstawić do ostatniego wyrastania na do maks. 2h; wyrośnięty chleb może wyrosnąć ponad brzegi foremki. Piec z parą, przez ok. 50-60 min w 180 st. C. Studzić na kratce po wyjęciu z foremek.

Wpis, jak można się domyślić z bannera, w ramach World Bread Day 2016.

ENGLISH PLEASE!

When writing this blog post in Polish, I realised that what for Poles is “toast bread” (meant for toasting, period) in the UK or US will be classified as “sandwich bread”: good as toast, for sure, but most commonly used as it is (“raw”) in sandwiches, as the name implies. Although in those long gone pre-baking days I did buy this sort of bread from time to time, I’ve never felt the need to bake such loaves – very soft, light and airy, with no crust to talk about – until recently, when I wanted to make Zwetschkenpofesen, the Austrian/Bavarian take on French toast. Since I don’t buy bread at all, only bake it myself, if I wanted to recreate my holiday culinary experience, I’d have to make toast… i.e. sandwich bread. Because sourdough or any other kind of bread I make just won’t do: it’ll have too much texture and weight.

I decided to go for Rose Levy Beranbaum’s basic soft white sandwich loaf from The Bread Bible, as it seemed closest in description to what I was after. Also ages ago I’d made her banana bread and I remembered it as super airy and light, perfect for toast. I opted for the longer fermentation for the sponge and also altered the ingredients a bit. Still, the result was as hoped for. Perfect crisp toast, Zwetschkenpofesen and, if you like that kind of thing, sandwiches too. It also keeps well (for yeasted bread).

Ingredients:

Sponge:

  • 170g bread flour
  • 171g all-purpose or pastry flour
  • 405g lukewarm water
  • 45g honey
  • 7.2 fresh yeast

In a mixer bowl, combine the yeast with the honey until you have a wet paste, set aside for a minute or so until the yeast liquefies. Add the water, flour and whisk until you have a smooth, thick batter. Cover with clingfilm, leave on the counter for an hour, then refrigerate for 8-24 hrs.

Bread dough:

  • sponge, as above
  • 7.2 fresh yeast
  • 155g bread flour
  • 156g all-purpose or pastry flour
  • 95g softened butter
  • 35g Greek yoghurt
  • 15g salt

Take the bowl out of the fridge and crumble over the yeast, then sprinkle over the flour. Cover with clingfilm and leave for 1-4 hours in room temperature. Add the butter, yoghurt and work the dough for a minute or until the ingredients just come together. Cover and leave for 20-30 minutes. Finally, sprinkle over the salt and knead, preferably using a mixer with a dough hook attachment, for up to 10 minutes or until you have a soft, flexible, shiny, but still slightly sticky dough. Leave to rise in a lightly oiled bowl until doubled in size (around 2hrs). Fold, trying not to loose too many air bubbles and leave to prove again (1-2 hrs). Take the proven dough onto the counter, divide into two pieces and shape into rectangular loaves. Place them seam down in two loaf tins (approx. 22x12cm, or similar - mine was "or similar"), oiled/oiled and floured (depending if your tin requires it). Cover with oiled clingfilm and leave to prove for the final time, for up to 2 hrs; the centre of the dough may rise above the edges of the tin. Bake with normal steam, for around 50-60 minutes, in 180 degrees C. Remove from tin and cool on a rack.

Ok, we’ve got the bread, so how about those Zwetschkenpofesen? I’ve mentioned French toast, but it’s more bread & butter pudding meets French toast meets doughnuts… or possibly waffles. The ones I ate reminded me of jam-filled waffles, dipped in pancake batter and deep-fried. Research showed they’re generally made of soft white bread & the amount of batter varies greatly (or if it contains flour at all). However, the base is always sandwiches (the bread & butter pudding bit) with Powidl (plum puree) or plum jam inside: hence the Zwetschken (“plums”). I used an 1870 (!) recipe I was kindly provided on my Facebook fanpage, and altered it just slightly.

Zwetschkenpofesen

Ingredients:

  • 4 slices of soft white sandwich bread (as above)
  • Powidl or plum jam
  • 1 egg
  • approx. ½ cup milk
  • 1 tbsp flour
  • oil for (deep)frying
  • icing sugar (for serving)

Spread the jam generously (but not so much it’ll ooze out) on 2 slices of the bread, cover with the remaining 2 slices to make sandwiches. Cut across at an angle, resulting in 4 pieces. Pour the milk into a shallow rectangular dish, add the bread, turn over a few times, then leave to soak for a few minutes while you prepare your deep-fryer or pot for deep-frying. You could also fry the bread in a standard way, although I’d still keep the oil level pretty generous (around 1cm). Take the sandwiches out of the dish and whisk the remaining milk with the egg and flour until it resembles pancake batter; add a little extra milk if it seems too thick. Dip each piece of bread in the batter, making sure it’s well covered and fry until golden on both sides. Pat away excess oil with paper towels and serve dusted with icing sugar.

PS. This post is part of World Bread Day 2016.

Zapisz

Zapisz

Zapisz

Zapisz

środa, 17 lutego 2016

Jak miałam jakieś 10-13 lat, w szufladzie kuchennej zawsze był żelazny zapas saszetek z budyniem i kisielem. Ponieważ z jednego opakowania wychodziły zasadniczo dwie porcje, budynie były zawsze beżowe (czyt. śmietankowe, waniliowe, karmelowe...), tzn. w smakach akceptowanych przez Mamę (zjadającą drugą porcję). Budyń najchętniej jadłam na ciepło, po góra półgodzinnym przestudzeniu, obowiązkowo polany konfiturą (wiśniową, żadną truskawkową). Że jednak taki na zimno też chętnie zjem, przekonałam się na kolonii, kiedy jako jedna z nielicznych osób nie wzgardziłam zupełnie wystudzonym budyniem pomarańczowym (podanym w obecnie ach-jakże-modnym kubku a la GS/bar mleczny), z grubą skórką na wierzchu.

A jednak smak budyniu czekoladowego z torebki też znam - zaplątał się kiedyś między beże? - i za nim nie tęskniłam, bo wydawał się bardziej jak bardzo mleczne kakao, niż czekolada. Nie tęskniłam, dopóki jakoś nie obiły mi się o oczy zdjęcia takiego domowego, mocno czekoladowego. Myślałam nad tematem parę dni, aż uznałam, że dopóki nie zrobię, nie będę miała spokoju. Bazowałam na tym przepisie (który w przyjemny a dość elastyczny sposób można zmodyfikować pod kątem różnych diet eliminacyjnych lub innych preferencji... ale czy rzeczywiście jest zdrowy ;)?), i tym razem wzięłam sobie do serca radę, że deser ma być podawany na zimno: przygotowałam go dzień wcześniej. Tak, ma skórkę, ale mam wrażenie, że to część uroku, bo skrywa ona miękki, mocno czekoladowy mus. Nie wiem, czy muszę dodawać, że robi się go tak prosto, że zupełnie nie wiem, czemu w życiu zjadłam tyle gotowców z torebki.

Składniki (4 porcje):

  • 2 szklanki dowolnego mleka
  • 1/8 łyżeczki soli (można użyć np. z dodatkiem wanilii)
  • 1/4 szklanki* jak najlepszego, przesianego ciemnego kakao
  • 1/4 szklanki cukru (u mnie ciemny muscovado, można też użyć np. syropu klonowego lub podobnego, choć smak oczywiście będzie wtedy inny)
  • 1/2 szkl. mleka jw. + 3 łyżki skrobi kukurydzianej lub ziemniaczanej
  • hojna szczypta mielonej wanilii (ew. trochę esencji)
  • ok. 50g dobrej ciemnej czekolady, połamanej na kawałki

Mleko podgrzać w rondelku z solą, kakao i cukrem, dokładnie wymieszać. Osobno dokładnie wymieszać skrobię z zimnym mlekiem. Dodać rozpuszczoną skrobię do podgrzanego mleka, całość zagotować. Gotować ok. 2 minut, stale i energicznie mieszając, żeby całość się nie przypaliła, skręcić ogień na mały i jeszcze chwilę gotować, aż masa nie zgęstnieje (z moich doświadczeń wynika, że ze skrobią kukurydzianą wszystko gęstnieje wolniej niż z ziemniaczaną). Zdjąć z ognia, szybko a dokładnie wmieszać wanilię i czekoladę. Przelać do 4 szklanek/innych naczyń, wystudzić. Przestudzony budyń schłodzić w lodówce przed podaniem.

* ok. 240ml

Połamana czekolada nie jest, wg autorki, niezbędnym składnikiem, ale ja bym na nią nalegała - tyle, że o 1/2 mniej niż w oryginale. 50g wystarczy, by zamienić kakaowy budyń w wyraźnie czekoladowy deser. Ponadto w moim odczuciu dodatki nie są potrzebne, ale jeśli ktoś bardzo chce, może oczywiście dorzucić np. łyżkę mascarpone czy śmietankę. Ew. wiśnie z konfitury ;).

A to wszystko w ramach Czekoladowego Tygodnia Atiny.

poniedziałek, 21 grudnia 2015

Dziękuję wszystkim serdecznie za udział w kolejnym Korzennym Tygodniu (dla przypomnienia, zaczynaliśmy w 2009, w 2008 był Weekend Korzenny :). Patrząc na podsumowanie tego co kto zrobił, widać, że – jak zazwyczaj – dominują wypieki. Jeśli chodzi o wytrawne, to danie obiadowe jest jedno :) (plus dwie zupy). Przypominam, że poza poniższym zestawieniem, można też zawsze zerknąć na to, co przygotowali fani spoza blogosfery na stronie wydarzenia na Facebooku.

A zatem, w Korzennym Tygodniu 2015 udział wzięli...

Dom z mozaikamiPiernik ze smorodinkowymi fofołami

Eksperymentalnie.comBezglutenowe muffiny na Święta

Grażyna gotujeCytrynki w pigwówce oraz Piernik z orzechami i nutą mandarynki

Kuchenne wzloty i upadki młodej mężatki Piernik przekładany masą z suszonych śliwek  oraz Tort makowy 

Kuchnia Alicji - Przyprawa piernikowa oraz Rolki cynamonowe lub kardamonowe

Kuchnia domowa AniPierniki norymberskie oraz Pierniczki

Majanowe pieczenieChlebek bananowy i Korzenne ciasto dyniowe

Makagigi i 55 pierników - Masala chai

Moje domowe kucharzenieChruściki drożdżowe Piernik na białkachPączki budyniowo-piernikowe oraz  Kotlety mielone z imbirem 

Podróże kulinarneTiramisu piernikowe oraz Marokańska zupa kalafiorowa

Sto kolorów kuchniPrzyprawa do piernika i Pieczony omlet piernikowy Dutch baby 

Stoliczku, nakryj się! - Kruszonka z jabłkami

Tak sobie pichcę… - Korzenne ciasto dyniowe 

Trochę inna cukierniaZupa marchewkowa 

oraz niżej podpisana, czyli Coś niecośPrażone orzechy, Omlet pieczony (Dutch baby) Lebkuchen, Szwedzkie bułeczki z kardamonem i cynamonem

Gdyby kogoś brakowało, bardzo proszę o zgłoszenia.

Mam nadzieję, że do zobaczenia za rok!

niedziela, 13 grudnia 2015

W tym roku po raz pierwszy nie było Pierniczki Party (o którym pierwszy raz pisałam w 2008). Wierzę, że kiedyś jeszcze do „towarzyskiego pierniczkowania” wrócimy, jeśli okoliczności będą sprzyjające ;). Tymczasem zapas ciasta na piernik staropolski systematycznie maleje, bo piekę z niego na raty, i cały czas się waham, czy robić także „duży” piernik, czy nie.

Z jakiegoś powodu zafiksowałam się w tym roku na wariant z nadzieniem. Poza napchaniem serc z ciasta staropolskiego powidłami oraz dżemem z renklody, zrobiłam także nadziewane Lebkuchen z przepisu Tante Herthy. Powiem szczerze, że w porównaniu z klasycznymi piernikami to są raczej ciasteczka korzenne ;). Nadzienia została mi… połowa, choć nakładałam tyle, ile nakazano w przepisie a ciasto rozwałkowałam chyba trochę cieniej, bo wyszło mi o 6 sztuk więcej. Po degustacji okazało się, że warto jeszcze dodać trochę cytrynowego lukru lub polewy czekoladowej, bo „łyse” Lebkuchen są, w moim odczuciu, trochę mdłe. Dekoracja spełniła oczekiwania, jeśli chodzi o podkręcenie smaku, i ciasteczek w puszce systematycznie ubywa…


Uwaga: podaję nadzienie w proporcjach od razu zmniejszonych o ½.

Składniki:

Ciasto:

  • 90ml miodu
  • 60g drobnego cukru
  • 40g masła
  • ½ łyżeczki cynamonu
  • 3-4 goździki
  • hojna szczypta gałki muszkatołowej
  • 250g mąki
  • ½ łeczki proszku do pieczenia
  • 1 duże jajo

Nadzienie:

  • 30g mielonych orzechów (u mnie włoskie)
  • 30g cukru pudru
  • 15g skórki pomarańczowej
  • 1 małe jajo lub ½ dużego (wcześniej roztrzepanego)
  • jajo lub białko do glazury (opcjonalnie)
  • migdały lub orzechy do dekoracji

Polewa czekoladowa (opcjonalnie)*:

  • 75g dobrej ciemnej czekolady lub kuwertury (ok. 70% kakao)
  • 75g śmietanki kremówki
  • ½ łyżeczki masła
  • kropla ekstraktu z wanilii

Ciasto: stopić miód, masło i cukier na małym ogniu, przestudzić. Goździki utłuc, gałkę zetrzeć, wymieszać z pozostałymi suchymi składnikami. Dodać jajo i mieszankę miodu z masłem, wyrobić gładkie ciasto. Schłodzić w lodówce przez noc (lub co najmniej 8h).

Przygotować nadzienie: zmielić orzechy razem z cukrem pudrem, wymieszać z jajem i skórką. Ciasto rozwałkować na 5mm lub cieniej (u mnie), wycinać niewielkie serca lub podobne kształty (w oryginale: krążki o średnicy 6cm), nakładać na co drugi piernik ½ łyżeczki nadzienia, przykryć takim samym kształtem, skleić przyklepując lekko brzegi. Lebkuchen do polewy piec od razu, pozostałe posmarować rozkłóconym jajem i udekorować np. migdałami. Piec ok. 20 minut w 180 st. C (termoobieg). Dalsze dekoracje nakładać na wystudzone ciasteczka – w przypadku polewy stopić wszystkie składniki na małym ogniu i od razu nakładać np. łyżeczką, dodając znowu migdały lub orzechy dla ozdoby. Lukru można użyć dowolnego – ja roztarłam ok. szklanki cukru pudru z niewielką ilością soku z cytryny na gęstą pastę, żeby zrobić widoczne na zdjęciach ramki.

* Polewy użyłam do posmarowania ok. 15-16 Lebkuchen (tych, których nie ozdabiałam lukrem), reszta posłużyła do dekoracji nadziewanych staropolskich z powidłami.

Uwaga: użyta przeze mnie polewa (pochodząca zresztą z Nigellowej Domestic Goddess) jest bardzo smaczna, o posmaku czekolady deserowej, ale pozostaje lekko miękka. Z tego powodu pierniczki warto przechowywać w temperaturze choć odrobinę niższej od pokojowej (swoje umieściłam w chłodnej spiżarni), albo przynajmniej z dala od źródeł ciepła. Alternatywnie można użyć polewy z tego ciasta, która mocniej zastyga, ale jest bardziej wytrawna w smaku.

A to wszystko dlatego, że trwają (Korzennego ostatni dzień!):

 oraz 

 
1 , 2 , 3 , 4 , 5 ... 15
| < Kwiecień 2017 > |
Pn Wt Śr Cz Pt So N
          1 2
3 4 5 6 7 8 9
10 11 12 13 14 15 16
17 18 19 20 21 22 23
24 25 26 27 28 29 30
Tagi

Ptasia on Pinterest
Page copy protected against web site content infringement by Copyscape
Durszlak.pl POMOŻECIE? PustaMiska - akcja charytatywna