Głównie o kuchni, jedzeniu, gotowaniu - ale nie tylko...

Wpisy z tagiem: bezy

niedziela, 05 listopada 2017

 

Jak macie w ręku nową książkę kucharską, od jakiej sekcji zaczynacie oględziny? Jak przeglądam online (tu np. Amazon z funkcją "Look inside" ma zdecydowaną przewagę nad innymi sklepami), patrzę najpierw na indeks i spis treści. Jak już mam swoją książkę, zaczynam prawie zawsze oglądanie od tyłu, a tam znajdują się standardowo desery - nawet w książce, która nie ma tradycyjnych podziałów na sekcje, tzn. najnowsza Nigella (At my table). Tak wpadł mi w oko kolejny pomysł na zużycie białek, czyli "zapomniane ciasteczka", vel merookies (połączenie cookies i meringue - bezociasteczka, choć my je nazwaliśmy inaczej, o czym niżej).

Pomysł nawiązuje do nocnej bezy tej samej autorki, o której (w opcji czekoladowej) pisałam kilka lat temu - wsadza się ciasto do piekarnika i o nim zapomina przez noc (analogicznie do pieczonych pomidorów). W przeciwieństwie jednak do "zapomnianego deseru", gratki dla fanów musu czekoladowego i mokrego wnętrza Pavlovej, beziki z czekoladą wychodzą wyraźnie suche; wnętrze z orzechami i czekoladą nam się mocno kojarzyło z kakaowymi wafelkami, stąd nazwa bezowafelki. W moim odczuciu ciekawsze od zwykłych małych bez, za którymi specjalnie nie szaleję, proste, szybkie, i łatwo można zagospodarować te nieszczęsne białka (których stale mam nadmiar, wystarczy zrobić makaron...).

Składniki:

  • 2 duże białka
  • 100g drobnego cukru
  • 75g posiekanej ciemnej czekolady
  • 75g posiekanych pistacji (można ew. użyć innych orzechów)
  • ¼ łyżeczki mielonego kardamonu lub wanilii
  • 1 łyżeczka skrobi ziemniaczanej lub kukurydzianej
  • 1 łyżeczka octu z białego wina lub jabłkowego

Białka ubić na sztywno z cukrem i szczyptą soli, sypiąc cukier pomału i stopniowo, łyżeczka po łyżeczce. Wymieszać delikatnie a stanowczo z octem i skrobią, dodać wanilię/kardamon, większość pistacji i czekoladę, wymieszać krótko, tylko do połączenia. Nakładać po łyżce masy na bezę, w odstępach, bo rosną, na 1 lub 2 blaszkach wyłożonych matą silikonową lub papierem do pieczenia, posypać pozostałymi pistacjami. Włożyć do piekarnika nagrzanego do 160 st. C i natychmiast go wyłączyć. Zostawić bezy w środku na noc lub co najmniej 8h. Dość dobrze się przechowują w suchym miejscu, w temperaturze pokojowej lub nieco niższej.

Zapisz

Zapisz

Zapisz

Zapisz

Zapisz

Zapisz

środa, 18 listopada 2015

Czasem mam wrażenie, że w rodzinie uchodzę za „tą od Pavlovej”. Bezę, w najróżniejszych wcieleniach (ostatnio była wersja midi), piekę głównie dla Mamy, czasem także na inne okazje. Właściwie zawsze trzymam się tego samego przepisu (podobnie jak zawsze tak samo robię małe bezy). Jeszcze nigdy nie zdarzyło się, by biała* Pavlova się nie udała – mogła mocniej popękać, wysuszyć bardziej lub mniej, ale to nieistotne szczegóły. Zawsze tylko trochę mnie bawi, że mój popisowy wypiek jest deserem za którym sama umiarkowanie przepadam ;), ale traktuję to jako ironię losu.

Skoro to od Nigelli wzięła się Pavlova (i beziki zresztą też), gdy zobaczyłam w jej najnowszej książce (Simply Nigella) wersję z lemon curdem, poszłam policzyć, ile mam cytryn. Powiedzmy sobie szczerze, uwielbiam krem cytrynowy, i pewnie zjadłabym z nim wszystko. Połączenie bezy z cytryną wydaje się proste i oczywiste, a jednak sama na nie nie wpadłam. Do tego chrupkie, uprażone migdały na wierzchu jako kropka nad i... i okazuje się, że chyba trafiłam na ulubioną wersję mojego Taty ;).

Uwaga: można po prostu zrobić krem wg tego przepisu (polecam też ten limonkowy!) i bezę stąd, ponieważ jednak zauważyłam, że w nowej wersji są trochę inne proporcje/skład i nie zależało mi na resztkach, zrobiłam wg przepisu z Simply Nigella, dzieląc wszystko na ½. Wychodzi ok. 5 porcji deseru, ew. 4 plus małe dokładki dla każdego.

Składniki:

Beza:

  • 3 duże białka (najlepiej w temp. pokojowej)
  • 185g drobnego cukru
  • łyżeczka soku z cytryny
  • 1 ¼ łyżeczki skrobi kukurydzianej
  • skórka starta z ½ cytryny (eko lub sparzonej)

Lemon curd:

  • 1 duże jajo
  • 1 żółtko
  • 75g cukru
  • 50g miękkiego masła
  • sok z 1 cytryny
  • skórka z 1 cytryny

Ponadto:

  • ok. 150ml śmietanki (kremówki)
  • cukier puder do smaku
  • ok. 2 łyżek uprażonych płatków migdałowych
  • skórka starta z ½ cytryny

Nagrzać piekarnik do 180 st. C. Białka ubić na sztywno (można dodać szczyptę soli), następnie dodawać cukier łyżka po łyżce, ubić na sztywną, lśniącą bezę. Dodać skrobię, sok i skórkę cytrynową, tj. wmieszać je kolistymi ruchami delikatnie, ale stanowczo.

Przełożyć masę na blaszkę wyłożoną papierem do pieczenia lub matą silikonową, nadać okrągły kształt i wyrównać. Włożyć do piekarnika, skręcić od razu temperaturę do 150 st. Piec przez ok. 45-50 minut, wyłączyć piekarnik i potrzymać bezę jeszcze ok. 20 minut w cieple resztkowym. Potem można uchylić drzwiczki i w ten sposób ją delikatnie wystudzić – chyba, że piekarnik jest potrzebny do innych celów ;).

Aby przygotować krem cytrynowy (co można zrobić z wyprzedzeniem i potrzymać go w lodówce): utrzeć jajo, żółtko i cukier, dodać skórkę, sok z cytryny i masło w plastrach lub kawałkach, całość umieścić w rondlu na małym ogniu i cierpliwie podgrzewać (temperatura nie może być za wysoka, bo białko się zetnie), często mieszając/lekko ubijając. Po kilku minutach masa zacznie gęstnieć. Gdy osiągnie konsystencję zbliżoną do budyniu, zdjąć z ognia, jeszcze raz roztrzepać i dokładnie wystudzić.

Przed podaniem deseru ubić śmietankę, delikatnie posłodzoną do smaku (u mnie było to ok. 2 łyżeczek cukru pudru). Bezę posmarować lemon curdem, na to wyłożyć śmietankę. Całość posypać wcześniej uprażonymi (na suchej patelni) płatkami migdałowymi i skórką cytrynową. Podawać od razu.

* Bo z czekoladową różnie bywało, i w sumie dlatego przestałam ją robić ;).

środa, 06 maja 2015

Oglądaliście The Grand Budapest Hotel? Jeśli nie, a choć trochę lubicie i retro, i absurd, i dobre aktorstwo, to polecam (a dodam, że fanką reżysera, tj. Wesa Andersona, nie jestem i długo trwało, zanim film obejrzałam); jeśli tak, to dobrze pamiętacie ciastka, które wytwarzała i rozwoziła Agatha (Saoirse Ronan) - zresztą, pamięć można odświeżyć np. pod tym linkiem z przepisem. W skrócie, mowa o wielokolorowym, koślawym, piętrowym wyrobie cukierniczym, szumnie zwanym courtesan au chocolat.

W pewną kwietniową* niedzielę chciałam ugościć rodzinę sezonową Pavlovą w wersji mini. Podobno wyszło mi jednak midi... A gdy skończyłam spiętrzać warstwy i spojrzałam na talerz, parsknęłam śmiechem, bo stworzyłam dwukolorową wersję filmowego ciastka "od Mendla", zwłaszcza jeśli chodzi o piętrową koślawość ;). Dodam skromnie, że widok od góry (zdjęcie) efektu nie oddaje.

Przepis pochodzi z Domestic goddess Nigelli, i już prezentowałam tu swój wariant mini czekoladowy, clou to jednak autorski dodatek, czyli rabarbar x 2. Potrzebny będzie i ugotowany na mus, i upieczony, ale trzymający kształt; ten pierwszy najłatwiej osiągnąć gotując kompot z 3-4 większych łodyg rabarbaru nieco dłużej, niż 15 minut, by ugotowane łodygi po odcedzeniu płynu można było lekko rozetrzeć na sicie. O pieczonym pisałam choćby tu, a do dekoracji wystarczą maksymalnie 3 łodygi, ale przygotować można większą ilość i zjeść np. na śniadanie...

Oczywiście podobnie można przygotować zwykłą Pavlovą.

Składniki bezy:

  • 6 białek
  • szczypta soli
  • 325g drobnego cukru
  • łyżka skrobi kukurydzianej
  • 2 łyżeczki octu białego/jabłkowego
  • 1/2 łyżeczki ekstraktu z wanilii

ponadto:

  • ok. 6-7 łodyg rabarbaru, z czego połowa ugotowana, połowa upieczona (patrz wyżej)
  • 250ml schłodzonej śmietanki 30%
  • 1-2 łyżki cukru

Postępujemy początkowo jak przy klasycznych bezikach: ubijamy białka z solą na pianę, następnie dodajemy cukier - powoli i cierpliwie, łyżeczka po łyżeczce, przy stale chodzącym mikserze. Gdy już mamy lśniącą, gładką bezę a la krem Nivea, wyłączamy mikser i dodajemy pozostałe składniki (jak przy klasycznej Pavlovej), które mieszamy z masą delikatnie a stanowczo, np. za pomocą szpatułki. Nagrzewamy piekarnik do 180 st. C (termoobieg). Dwie duże blachy wykładamy papierem do pieczenia i/lub silikonem i zapełniamy je ok. 5cm bezami w odstępach kilku cm (rosną). Wkładamy blachy do piekarnika, który od razu skręcamy do 150 st. C. Pieczemy 30 min., wyłączamy piekarnik i zostawiamy bezy na co najmniej 30 minut w cieple resztkowym, następnie studzimy na kratce.

Przed podaniem ubijamy śmietankę z cukrem, dodajemy ugotowany, roztarty rabarbar i dokładnie mieszamy; powstałym kremem dekorujemy bezy. Na wierzchu każdej układamy po kopiastej łyżeczce rabarbaru pieczonego, osiągając efekt wspomnianego wcześniej koślawego kopczyka ;).

* Początkowo napisałam "minioną", planowałam bowiem wpis dokończyć podczas krótkiego urlopu w Iranie, nie przewidując, że Blox należy do stron tam blokowanych ;). O kuchni perskiej będzie następny wpis.

niedziela, 31 lipca 2011



Letnie desery i wypieki zazwyczaj bazują na owocach. Aby jednak nie było nudno (bo wiadomo, kruche, drożdżowe i owoce pod kruszonką są pyszne, ale mogą się znudzić), można je połączyć z czymś innym - np. w nutą różaną lub czekoladową. Przykładem jest "zapomniany deser" (Forgotten pudding) z Nigella Express. Uwielbiam przepisy pt. przygotuj coś i o tym zapomnij, a zrobi się samo. To bezopodobne ciasto do nich należy. U Nigelli jest pianka biała, u mnie - czekoladowa. Podajemy podobnie jak pavlovą, z dodatkiem owoców i bitej śmietany.

Składniki:

  • 6 białek w temp. pokojowej
  • 3 łyżki dobrego, ciemnego, przesianego kakao
  • 1/2 łyżeczki soli
  • 250g drobnego cukru
  • 1/2 łyżeczki winianu potasu
  • 1 łyżeczka ekstraktu z wanilii
  • 250ml śmietanki (do ubicia)
  • owoce sezonowe (dowolne, ale wskazane drobne, aromatyczne i/lub kwaśne) - ok. 0,5kg

Nagrzać piekarnik do 220°C. Ubić białka z solą na sztywno, pomału, przy wciąż chodzącym mikserze łyżka po łyżce dodawać cukier. Ubijać, aż białka będą sztywne i lśniące. Na koniec - przy mikserze chodzącym na małych obrotach - dodać kakao, winian potasu i wanilię. Przełożyć masę do średniej wielkości prostokątnej foremki wyłożonej papierem do pieczenia (wg Nigelli tylko wysmarowanej masłem, ale coś w to nie wierzę), wyrównać wierzch. Włożyć do nagrzanego piekarnika i natychmiast go wyłączyć. Zostawić tak na noc, bez uchylania drzwiczek. Następnego dnia przełożyć masę na talerz (uwaga, jest delikatna; ja przekroiłam na 1/2 i tak przenosiłam) i schłodzić przed podaniem. Tuż przed jedzeniem ubić śmietankę (posłodzoną do smaku), przełożyć na ciasto, udekorować owocami.

 

Skoro o czekoladzie mowa - niedawno skończyłam lekturę smacznej i zabawnej książki Davida Lebovitza, The Sweet Life in Paris. Ostatni rozdział kończy się przepisem na brownies z dulche de leche, którymi autor obdarowywał wielu napotkanych Paryżan (np. w sklepach spozywczych czy z AGD :). Brownies wiadomo - są proste, smaczne, szybkie i trudno je zepsuć, choć moim zdaniem nie jest to jakieś kulinarne aj waj. Trzeba jednak przyznać, że szybko znikają, i jeśli ktoś lubi czekoladę, będą mu smakować.

Składniki:

  • 120g masła
  • 170g dobrej gorzkiej czekolady o wysokiej zawartości kakao
  • 30g dobrego ciemnego kakao
  • 3 duże jaja
  • 200g (1 szklanka amerykańska*) cukru
  • 140g (1 szklanka jw.) mąki
  • 1 łyżeczka ekstraktu z wanilii
  • 250ml (ok. 1 szklanki) masy krówkowej w temp. pokojowej

* ok. 240ml

Masło stopić na małym ogniu, dodać czekoladę połamaną na kawałki, stopić. Wtrzepać do masy kakao, dodać jaja jedno po drugim, stale operując trzepaczką. Dodać cukier, mąkę i wanilię. Połową masy wysmarować wyłożoną papierem do pieczenia kwadratową blaszkę (ok. 20cm), nałożyć kleksy ("wielkości suszonych śliwek") z 1/2 masy krówkowej, przejechać ze 2 razy nożem przez całość, by się lekko wymieszała. Nałożyć resztę masy czekoladowej, powtórzyć manewr z masą krówkową. Piec 45 minut w 180 st. C (termoobieg), co da brownie dość suche; dla ciasta bardziej mokrego piec ok. 10 minut krócej.

 

Wspomniałam o smaku różanym. Ponieważ w tym roku dorobiłam niewielką ilość róży w cukrze, miałam ochotę na eksperyment na podstawie mojego ulubionego sernika londyńskiego. Miała powstać wersja "English Rose", ale po upieczeniu doszłam do wniosku, że chyba raczej "w polskim dworku" :)

Bazą jest przepis podstawowy, przy czym:

  • do masy serowej dodałam dwie pełne łyżki róży w cukrze, a wanilię zastąpiłam wodą różaną (2 łyżeczki)
  • zamiast polewy zrobiłam sos z czerwonych porzeczek: ok. 0,5l porzeczek podgrzałam z ok. 5 łyżkami cukru (lub do smaku), pogotowałam parę minut, dodałam łyżkę wody różanej. Skręciłam ogień na minimalny. Łyżkę mąki ziemniaczanej wymieszałam z ok. 2 łyżkami masy owocowej, dodałam powoli i stale mieszając do pozostałych porzeczek, które od razu zgęstniały. Zdjęłam z ognia, wystudziłam, podawałam w ilościach dowolnych ze schłodzonym sernikiem.

Różany smak nie jest mocno wyczuwalny - druga osoba testująca spytała: "Czy tu są jakieś orzechy?" (M, czyli pierwsza osoba: "O nieee, znowu dałaś jakieś kasztany?"). Ja różany aromat i smak czuję, uważam, że był wyraźniejszy na 3-4 dzień od upieczenia, ale oczywiście można by go wzmocnić lekko zwiększając ilość różanych elementów.

wtorek, 21 grudnia 2010

Zamiast ubierać choinkę czy gotować na Święta, leżę pod kocami wściekła, że tradycji świątecznego chorowania stało się zadość. W końcu dlatego 3 lata temu założyłam bloga, że siedziałam chora w domu i miałam trochę czasu ;) Gdy odkryłam, że dziś Coś niecoś kończy 3 lata*, zebrałam się w sobie i postanowiłam zamieścić wpis. Z deserem w sam raz do świętowania (Sylwester w końcu też się zbliża!).

Prezentowałam tu już czarną Pavlovę dużą i małą; beziki i tort bezowy (a także Eton Mess). Białej "baletnicy" do tej pory nie było, bo zrobiłam raz i wydawała mi się znacznie gorsza od czekoladowej. Parę miesięcy temu znów upiekłam, na obiad rodzinny, i wywołała furrorę, i tak ostatnio kilkakrotnie pojawiła się na naszym stole. Faktem jest, że chyba jest łatwiejsza do wykonania niż czekoladowa, która parę razy mi zbyt mocno siadła (czyt. na krowi placek). Biała nawet jeśli się trochę zapadnie i połamie, po odwróceniu do góry nogami, przykryciu śmietanką i owocami wciąż wygląda imponująco. Przepis Nigelli z How to eat.

Składniki:

  • 4 duże białka (każde o wadze ok. 40g) w temp. pokojowej,
  • szczypta soli,
  • 1 1/4 szklanki* drobnego cukru (ok. 280g),
  • 2 łyżeczki skrobi kukurydzianej,
  • 1 łyżeczka białego octu winnego,
  • parę kropli ekstraktu z wanilii

Na wierzch:

  • ok. 250-300ml śmietanki kremówki 30%,
  • opcjonalnie: ok. 2 łyżek cukru (lub do smaku)
  • owoce sezonowe - najlepiej kwaskowate

* Amerykański cup = ok. 240ml

Nagrzewamy piekarnik do 180 st. C (termoobieg). Miskę, w której chcemy ubić białka, warto na początek (po upewnieniu się, że jest czysta ;), przetrzeć cytryną, by usunąć potencjalne ślady tłuszczu. Następnie ubijamy w niej białka z solą, aż będzie sztywna i lekko lśniąca, ale nie sucha. Dodajemy cukier, w ok. 3 partiach, ubijając na sztywną, lśniącą bezę. Posypujemy masę skrobią i skrapiamy octem oraz wanilią, mieszamy delikatnie, ale zdecydowanie. Przekładamy masę na blaszkę wyłożoną pergaminem - jeśli chcecie, można wcześniej odrysować sobie okrąg, np. z podstawy tortownicy, ja tego nie robię. Sugeruję raczej uformować bezę wyższą, a mniejszą - w piekarniku i tak się rozrośnie na boki i siądzie.

Umieszczamy w nagrzanym piekarniku i od razu skręcamy temperaturę do 150 st. C. Pieczemy 1 godzinę, wyłączamy piekarnik i zostawiamy w nim bezę do wystudzenia.

Gdy chcemy ją podawać, nakrywamy wierzch bezy talerzem i odwracamy, tak, aby dno stanowiło gładki wierzch. Ubijamy śmietankę (można i większą ilość, ale imho do 300ml powinno wystarczyć). W oryginale nie ma cukru, jednak po negatywnej reakcji rodziny zaczęłam lekko dosładzać. Dekorujemy bezę warstwą bitej śmietany, na niej układamy owoce. Zimą mogą to być mandarynki lub pomarańcze, kiwi lub granaty; latem świetnie pasują truskawki, maliny, porzeczki i inne drobne owoce.

Beza jest słodka, ale także bardzo delikatna i piankowa w przekroju (jak to ujęła moja koleżanka Madzia, "takie ptasie mleczko"), a śmietanka i owoce łamią jej słodycz. Podaną ilością można wykarmić do 6 osób po obiedzie, ale 4 też spokojnie dadzą radę. Jeśli przypadkiem, jak mi się to zdarzyło, zwarzy lub skwaśnieje wam śmietanka do ubijania, można podać na stół lekko posłodzony jogurt naturalny i osobno owoce - każdy z jedzących sam komponuje wtedy sobie deser.

* PS. I mam nadzieję, że co najmniej kolejne 3 lata tu przede mną...

piątek, 19 lutego 2010

Nie wiem jak to jest u Was, ale od kiedy zaczęłam poważniej gotować, w moim zamrażalniku leży stale  duża sterta białek. Co jakiś czas - zwłaszcza pod wpływem nacisków M - staram się je przerobić na różne wypieki. Dlatego ostatnio wypróbowałam przepis na kokosanki z How to be a domestic goddess i byłam całkiem z nich zadowolona. Moje wyszły co prawda jak mini kamienie księżycowe, ale z pewnością można nadać im bardziej zgrabny kształt.

Składniki: 2 duże białka jaj, 1/4 łyżeczki winianu potasu (cream of tartar) - podejrzewam, że można zostąpić białym octem winnym lub sokiem z cytryny, 100g drobnego cukru, 30g mielonych migdałów/mąki migdałowej, szczypta soli, 1 łyżeczka ekstraktu z wanilii lub dobrej esencji kokosowej, 250g wiórków kokosowych

Nagrzewamy piekarnik do 170 st. Ubijamy białka aż się spienią, dodajemy winian potasu/ocet i ubijamy na sztywno. Dodajemy cukier pomału, łyżeczka po łyżeczce, ubijając cały czas, aż uzyskamy lśniącą, sztywną bezę. Dodajemy pozostałe składniki i delikatnie, ale stanowczo, mieszamy. Masa powinna być lepka, ale spójna.

Na blachach wyłożonych pergaminem układać kulki/kopczyki "wielkości klementynek" (cyt. z Nigelli). Ja robiłam to częściowo łyżeczką, częściowo palcami i jak widać, specjalnie ich nie kształtowałam; wyszło mi więcej, niż Nigelli, ok. 12 sztuk. Piec ok. 20 minut, aż ciasteczka się delikatnie zezłocą (w moim przypadku raczej 'zaróżowią'). Wystudzić na kratkach, na pergaminie, bo jeszcze ciepło będą bardzo delikatne i raczej trudno będzie je ściągnąć z papieru do pieczenia.

 

Ciasteczka są z wierzchu chrupkie, w środku miękkie, delikatnie ciągnące się. Bardzo smaczne, nie nadmiernie słodkie.

Z innych białkowych zastosowań polecam czekoladową Pavlovą lub jej wersję mini. To ostatnie wykonanie:

Poza tym można zrobić:

I oczywiście jeszcze czekają mnie makaroniki francuskie, do zrobienia których dojrzałam po wczorajszej "lekcji" u Tili - ale to jeszcze przede mną.

środa, 25 lutego 2009

Mama M jest bezolubna, i dla niej też przygotowałam mój pierwszy tort bezowy z kremem. Bezę przygotowałam dokładnie tak, jak małe bezy - na dwa blaty 21 cm (odrysowałam okręgi tortownicą) wzięłam 6 białek. Piekłam na dwóch poziomach, więc w termoobiegu, w 130 st. (na jednym poziomie w 140 st.) przez 1 h i potem zostawiłam je w wyłączonym piekarniku na ok. 1,5 h (nie wiem dokładnie, jak długo, bo wyszłam z domu i zostawiłam piekarnik do automatycznego wyłączenia). Zupełnie o to się nie starając, wyprodukowałam środek miękki i piankowy, jak w Pavlovej; nie wiem, ile trzeba by piec, by mieć bezę bardziej suchą: 90 min?
Inspiracją dla kremu był dla mnie przepis Liski, ale nieco zmieniłam proporcje, bo chciałam mieć więcej kremu, a bardziej kawowego i mniej alkoholowego.

Krem kawowy: 200g miękkiego masła w temp. pokojowej, 130 g cukru pudru, 60ml (4 łyżki) bardzo mocnego espresso, ostudzonego do temp. pokojowej, 1,5-2 łyżki alkoholu (użyłam klarownego, nie mlecznego, likieru kawowego), ok. 1/2 łyżeczki mielonej, suchej kawy

Ucieramy masło z cukrem, wciąż ucierając dodajemy kawę i alkohol, na koniec dosypujemy suchą kawę.

RADA: jeśli, tak jak mnie, krem się Wam zwarzy, zagotowujemy wodę, wlewamy do dużej miski w której umieszczamy miskę z kremem, i ucieramy go energicznie nad parą - powinno pomóc.

Gotowym kremem przekładamy wystudzoną bezę, całość schładzamy w lodówce.

UWAGA: bardzo, bardzo słodkie!

piątek, 25 lipca 2008

Pisałam kiedyś o mini Pavlovych, przy okazji czekoladowej Pavlovej w wersji dużej. Ponownie zrobiłam, i trochę zmodyfikowałam przepis, więc oto wersja poprawiona:

4 białka dużych jaj (zimne, tj. z lodówki) ubijamy na sztywno mikserem. Miskę do ubijania można wcześniej przetrzeć przekrojoną cytryną (może być już niemal wyciśnięta), by usunąć ew. tłuszcz itd. ze ścianek. Gdy białka saute są już ubite, dodajemy spokojnie, cały czas ubijając, łyżeczka po łyżeczce cukier drobny lub cukier puder: 200-210 g; jeśli białka wydają Wam się raczej średnie niż duże, cukier można jeszcze zmniejszyć, do 180-190 g. Gdy białka stanowią lśniącą, sztywną masę (a la pasta do zębów), dodajemy 1/2 łyżeczki dowolnego octu winnego (lepiej czerwony/balsamico, ale biały też ok) i 2 łyżki kakao. Mieszamy spokojnie, ale stanowczo, na koniec dodajemy 40 g startej/drobno pokrojonej gorzkiej czekolady, o wysokiej zawartości kakao (u mnie 77%). Uformować na blaszce wyłożonej pergaminem bezy +- 10 cm: powinno wyjść ok. 8-9 (jakim cudem wyszło mi wcześniej 6?). Blaszkę włożyć do piekarnika nagrzanego do 180 st., natychmiast skręcić temp. do 150 st. C. Piec 30 min, po tym czasie wyłączyć piekarnik i zostawić w nim bezy na co najmniej 30 min (lepiej 60-90 min).

Można je jeść z bitą śmietaną i owocami (najlepiej kwaśnymi), jak zwykłą Pavlovą, dla mnie są jednak na tyle konkretne, że nie bawiłam się w dodatki. Mają wszystko, co najlepsze w Pavlovej: kruchy wierzch a w środku czekoladowy mus, za to lepiej niż "duża" trzymają kształt; wydają mi się zarazem bardziej wykwintne, np. dobre do podania na deser po uroczystym obiedzie.

niedziela, 08 czerwca 2008

Propozycja w sam raz na na trwający Truskawkowy Tydzień: tradycyjny angielski deser, podawany na równie tradycyjnym pikniku w słynnej szkole dla chłopców - Eton. Wg. Wikipedii, danie powstało dzięki labradorowi, który umościł się na koszu piknikowym :). Moja wersja "bałaganu" jest wypadkową różnych przepisów, które przeczytałam - Delii Smith, na BBC Food i Nigelli Lawson. W każdej wersji potrzeba a/ truskawek, b/śmietany do ubijania, c/bez. Deser jest bardzo letni, przyjemny, nie za słodki.
Składniki: ok. 500-600 g truskawek, 500 ml śmietanki kremówki, cukier waniliowy (2 łyżeczki), bezy (ok. 10 małych sztuk, lub zgodnie z upodobaniami).
 
Jeśli robimy sami bezy, polecam naturalnie ten przepis, który wykonujemy najlepiej poprzedniego dnia (lub jeszcze wcześniej) przed przygotowaniem Eton mess. Jeśli mamy bezy, bierzemy się za truskawki: myjemy, odszypułkowujemy i umieszczamy w misce. Następnie (przywdziawszy odzież ochronną, chyba, że zależy nam na różowym rzuciku) krótko zgniatamy truskawki rękoma, tak, by mieć część niemal płynną, a część wciąż w kawałkach. Mieszamy z dwoma łyżeczkami cukru, odstawiamy. Ubijamy schłodzoną śmietankę (bez cukru), wkruszamy do niej bezy, mieszamy z większością truskawek (zostawiamy ok. 100 g do ozdoby). Przekładamy do szklanych misek lub dużych kieliszków (powinniśmy uzyskać 4 duże lub 6 skromniejszych porcji), każdą porcję deseru dekorujemy łyżką zgniecionych truskawek z cukrem oraz świeżą miętą.
 Truskawkowy Tydzień
 
wtorek, 08 stycznia 2008

Czekoladowa Pavlova i granaty

Stary rok zakończyliśmy Pavlovą. Dosłownie, bo zaczęliśmy jeść deser ok. 23:40, a jak kończyliśmy, zaczęły się sztuczne ognie, i z szampanem w ręku podeszliśmy do okna.

Bardzo długi wątek o tej bezie jest tu, oryginalny przepis z Forever summer Nigelli Lawson. Pozwolę sobie skopiować zwięzłe a treściwe tłumaczenie Cipcipkurki z ww. wątku na Galerii Potraw:

Beza:
6 białek ubić na sztywną pianę, dodawać po łyżce 300 g drobnego cukru, następnie 3 łyżki kakao (przesiać), 1 łyżeczkę octu z czerwonego wina lub balsamicznego i 50 g ciemnej czekolady---posiekanej. Na papierze do pieczenia narysować koło o śr. 23 cm, wyłożyć bezę, wyrównać boki i górę. Wstawić do nagrzanego do 180 st. piekarnika i natychmiast przykręcić temperaturę do 150 stopni. Piec godzinę lub 15 minut dłużej :-) Studzić w otwartym piekarniku. Przełożyć na płaski talerz.

Wierzch: 500 ml kremówki ubić, wyłożyć na bezę, na to ułożyć 500 g malin (lub innych owoców), posypać 2-3 łyżkami pokrojonej ciemnej czekolady.

To było moje trzecie podejście do Pavlovej pełnowymiarowej. Pierwsze – absolutna katastrofa, czekoladowe frisbee. Druga – dużo lepiej, zwłaszcza byłoby, gdybym nie poklepała ciepłego jeszcze czubka, który się zapadł. Tym razem zrobiłam wersję kameralną, tj. z ½ przepisu, czyli 3 białek, pieczonych 45 min. Oczywiście góra popękała i potem się nieco zapadła, ale jak odwróciłam placek do góry dnem, przykryłam bitą śmietaną, posypałam pestkami wytłuczonym z 1 granatu i posypałam startą czekoladą, byłam całkiem z siebie zadowolona. Co prawda owoc granatu okazał się być nieco przejrzały, i kolor dlatego był nieco wyblakły, ale walorów smakowych to nie umniejszyło. I zdecydowanie daleko odeszliśmy od czekoladowego frisbee. Jeśli ktoś jeszcze nie jadł, niech spróbuje: to bardzo nietypowa beza (i chyba dlatego mi tak smakuje, bo do bez stosunkowo niedawno się przekonałam - i to nie do każdych ;).

PS. Udało mi się kiedyś także wyprodukować udane mini czekoladowe Pavlovy, na wzór tych, które można obejrzeć u Dorotus - pokombinowałam biorąc pod uwagę doświadczenia z małymi bezami, właśnie ten przepis na mini-Pavlovy, i powyższy na czekoladową (wszystko wg. przepisów Nigelli). Zrobiłam jak poniżej, i polecam, urosły ślicznie i nie opadły; niestety zdjęcia się nie zachowały (robiłam je tego lata):

4 białka ubić na sztywno, następnie stopniowo dosypywać cukru (wzięłam 60 g na każde białko, jak robię przy bezikach małych, ale było trochę za słodkie, bo czekolada potem; proponuję zamiast 240 g cukru - 200-220 g, chyba, że ktoś ma bardzo "słodki ząb"). Do ubitych białek dodać 2 łyżki kakao i ok. 3/4 łyżeczki octu winnego (najlepiej z czerwonego wina lub balsamico, ale jak dodacie białego, nic się nie stanie). Wymieszać delikatnie, ale stanowczo, wmieszać 1/2 posiekanej tabliczki czekolady. Formować +- 10 cm bezy. Piekarnik nagrzać uprzednio do 180 st, po wsadzeniu bez od razu zmniejszyć do 150 st. Piec 30 minut, i zostawić na kolejne 30 min w wyłączonym piekarniku (lub dłużej, do ostygnięcia). Nie uchylać za szybko drzwiczek! Z 4 białek wyszło mi 6 bez x 10 cm.

| < Grudzień 2017 > |
Pn Wt Śr Cz Pt So N
        1 2 3
4 5 6 7 8 9 10
11 12 13 14 15 16 17
18 19 20 21 22 23 24
25 26 27 28 29 30 31
Tagi

Ptasia on Pinterest
Page copy protected against web site content infringement by Copyscape
Durszlak.pl POMOŻECIE? PustaMiska - akcja charytatywna