Głównie o kuchni, jedzeniu, gotowaniu - ale nie tylko...

Wpisy z tagiem: ciasteczka

niedziela, 11 marca 2018

 

Nie wiem, czy uwierzycie, ale by upiec klasyczny shortbread z Wysp Brytyjskich (dobrze, dobrze, ze Szkocji konkretnie ;) zbieram się od mniej więcej 10 lat. Z tego co pamiętam, krążył wtedy po Galerii Potraw przepis na "angielskie (sic) ciasteczka z mąką ziemniaczaną", i nawet go sobie wydrukowałam, bo wtedy mi się to zdarzało. Przypomniałam sobie o tych ambitnych planach w... Rzymie, gdzie grube, kruche, ocukrzone kwadraciki pojawiły się w towarzystwie kawy. Trochę mnie to zdziwiło i rozbawiło, ale w końcu ci poeci romantyczni coś po sobie w Wiecznym Mieście mogli zostawić (poza ew. prądkami gruźlicy ;); zuppa inglese też  w końcu skądś się w kuchni włoskiej wzięła. Po powrocie do domu otworzyłam "owocowego" Hugh Fearnleya (River Cottage Fruit Everyday) i popatrzyłam na shortbread Św. Klemensa - z uśmiechem, bo do rymowanki o pomarańczach za pensa, cytowanej w Roku 1984, mam słabość, i cytował ją pierwszy pełen wpis na blogu wieki, wieki temu. A o co chodzi z całym aj waj z tym shortbreadem, czym się różni od normalnego kruchego? Jest bardzo maślany, wyjątkowo kruchy, nawet surowy o kruszącej się konsystencji; ten najbardziej tradycyjny jest krojony na grube, wąskie prostokąty z dziurkami na wierzchu. Poniższa wersja jest super cytrusowa, ale można zrobić "czystą" np. tylko z małym dodatkiem wanilii; Hugh proponuję też opcję kminkową lub z suszoną lawendą. On proponował nieortodoksyjne wałkowanie i wycinanie np. okrągłych ciasteczek, ja piekłam je jednak jako całość w kwadratowej foremce, wstępnie naciętej przed pieczeniem.

Składniki (blaszka 20x20cm):

  • 100g miękkiego masła
  • 50g drobnego cukru + dodatkowy do posypki
  • 100g mąki pszennej (uniwersalnej/tortowej)
  • 50g mąki owsianej (lub ryżowej, lub skrobi ziemniaczanej/kukurydzianej)
  • niewielka ilość soku z cytryny
  • skórka z 2 dużych pomarańczy
  • skórka z 2 dużych cytryn
  • szczypta soli

Utrzeć masło z cukrem i skórkami cytrusów. Dodać mąki (przesiane, jeśli to naprawdę konieczne) i sól, wymieszać i połączyć na gładkie, nieco lepkie ciasto za pomocą soku z cytryny. Rozwałkować, możliwie mało podsypując mąką, na grubość 3-4mm i przełożyć najlepiej na wałku do foremki 20x20 cm, wyłożonej pergaminem, rozciągnąć/wyklepać dłońmi na wymiar foremki, jeśli to konieczne. Naciąć ostrym nożem kwadraty lub prostokąty. Piec ok. 25-30 minut w 180 st C (góra/dół), od razu po upieczeniu oprószyć dodatkowym cukrem. Schłodzić 10-15 minut przed podzieleniem wg nacięć (nieco zarosną podczas pieczenia, ale łatwiej będzie pokroić wcześniej nacięte upieczone ciasto niż nienacięte ;). Jeść ciasteczka po dokładnym wystudzeniu, przechowywać w puszce lub szczelnym pojemniku.

O oczkach z Linzu, tj. Linzer Augen (Linzerli) mogłam tu już wspominać; mam do nich słabość i dość regularnie w Austrii jadam, choć to w sumie po prostu kruche ciasto z dżemowym "oczkiem". Tak sądziłam przynajmniej, dopóki nie otworzyłam słoika dżemu "maliny & czerwona porzeczka" (maliny dla smaku i aromatu, porzeczki dla pektyn) i nie skojarzyło mi się, że przecież miałam kiedyś upiec Linzer Augen!, po czym pobiegłam po Tante Herthę. Trochę się zdziwiłam, widząc w przepisie migdały, bo nigdy ich w ciastkach kupowanych w piekarni nie wyczułam, jeszcze bardziej mnie zdziwił dodatek (niewielki) kakao, przy pomyśle pieczenia jednak ciastek już przełożonych "bardzo niewielką, by nie kipiał" ilością dżemu się zbuntowałam. Dalsze porównania przepisów w sieci wykazały, że migdały to norma (widocznie mam trefne kubki smakowe...), jednak można spokojnie przełożyć dżemem już po upieczeniu. Tak więc zmodyfikowałam przepis, jednocześnie zamieniając jajo w cieście na maślankę. Efekty zaskoczyły mnie bardzo pozytywnie, tj. te Linzer Augen są dużo lepsze od kupnych, i jest to zdanie nie tylko moje. Samo ciasto i w wersji gołej bardzo mi smakuje, choć wałkuje się wyraźnie gorzej od zwykłego kruchego (co może wiązać się z mniejszą ilością masła, czy może dodatkiem kakao?). Warto jednak zacisnąć zęby i mocniej podsypać mąką. Myślę, że bdb też pasowało do herbatników z polewą z gorzkiej lub deserowej czekolady.

Składniki:

  • 200g mąki
  • 125g mielonych migdałów
  • 1,5 łyżeczki dobrego, ciemnego kakao
  • 3/4 łyżeczki cynamonu
  • szczypta soli
  • 125g drobnego cukru
  • 125g zimnego masła
  • kilka łyżek zimnej maślanki
  • ok. 150ml dżemu malinowego
  • cukier puder do oprószenia

Wymieszać składniki suche: mąki, migdały, kakao, sól, cukier i cynamon, wetrzeć zimne masło na okruchy, połączyć w elastyczne ciasto za pomocą maślanki. Uformować placek, schłodzić w lodówce co najmniej godzinę. Wałkować możliwie cienko, podsypując mąką, wycinać okrągłe ciasteczka i w 1/2 wycinać mniejsze otwory (wykrawaczką, kieliszkiem lub wydrążarką do jabłek); wycięte otwory można upiec, jak u mnie, solo, lub ponownie zagnieść i rozwałkować. Piec ok. 15 minut w 170 st. C (termoobieg). Lekko przestudzić. Smarować ciasteczka bez otworów łyżeczką dżemu i nakrywać takim z dziurką, lekko dociskając. Warstwę wierzchnią warto oprószyć cukrem pudrem - albo przed sklejeniem "oczek", albo po, wykorzystując upieczony wycięty otwór jako przykrywkę do warstwy dżemowej. Przechowywać w pojemniku/puszce - jeśli planujecie to robić dłużej niż 2-3 dni, raczej w chłodnym miejscu, ale nie wróżyłabym im długiego żywota...

piątek, 02 października 2015

Z mojego punktu widzenia ciasteczka są zawsze dobre. Owsiane – podwójnie dobre. Takie z müsli, zalegającym w szafce, potrójnie: bo robią się błyskawicznie a müsli można się pozbyć, sprzętu specjalnego nie trzeba, przepis (oryginał znalazłam na The Kitchn) można też dowolnie wzbogacić. Przykładowo, miałam niedobór masła w domu, więc stopiłam je 1:1 z olejem, i ciasteczkom to wcale nie zaszkodziło. Mąkę miałam tylko białą, ale razowa mile widziana, można też użyć np. orkiszowej. Jeśli chodzi o tłuszcz, można zresztą użyć masła orzechowego (jak w oryginale) lub migdałowego, pewnie też neutralnego oleju kokosowego (sama nie używam, ale przypuszczam, że byłby bdb); miód można zastąpić syropem (klonowym, z agawy itd.) lub brązowym cukrem; müsli zastąpić mieszanką płatków i owoców suszonych. Możliwości jest wiele :). Tymczasem poniżej moja wersja, ta kilkuminutowa (plus 8 minut pieczenia); dodam, że ciasteczka stanowiły prowiant podróżny.

Składniki:

  • 1/2 szklanki* masła (lub mieszanki oleju i masła, ew. patrz uwagi powyżej)
  • 1/3 szklanki miodu (lub zamiennika, patrz jw.)
  • ¾ łyżeczki przyprawy korzennej (typu do piernika)
  • 1/2 łyżeczki soli
  • 1 duże jajo
  • 1 3/4 szklanki müsli (niesłodzonego, lub mieszanki płatków i suszonych owoców)
  • opcjonalnie: 2 kopiasty łyżki wiórków kokosowych (jeśli nie ma ich już w płatkach)
  • 1/2 szklanki mąki (najlepiej pszennej/orkiszowej razowej, ew. patrz uwagi powyżej)
  • 1/2 łyżeczki proszku do pieczenia

* 240ml

Stopić masło i miód na małym ogniu, zdjąć z ognia, wymieszać z przyprawą korzenną i solą; lekko przestudzić. Szybko wymieszać z jajem, dodać pozostałe składniki (mąkę najlepiej wcześniej wymieszać z proszkiem). Gdyby masa była bardzo lejąca, podsypać lekko mąką. Wilgotnymi dłońmi formować kulki wielkości mniej więcej orzecha włoskiego, układać koło siebie na blaszce wyłożonej pergaminem (mało rosną); wyszło mi ok. 20 sztuk. Piec ok. 8 minut w 180 st. C (termoobieg), studzić na kratce.

Dużym walorem smakowym ciasteczek jest – z mojego punktu widzenia - poza obecnością płatków, dodatek soli. Wielbiciele np. ciasteczek digestives powinni być zadowoleni.

A różne inne ciasteczka na blogu znajdziecie TU.

niedziela, 31 maja 2015

Co jakiś czas mam ochotę zapełnić pojemnik na ciasteczka, postawić go na stałe na blacie kuchennym i później, oczywiście, systematycznie opróżniać. Zakup nowego wałka, a konkretnie wałka grawerowanego (widać fragment na zdjęciu poniżej), to także dobry pretekst do upieczenia takiego drobiazgu.

Przy okazji sprawdzania, jak te wzorki się odcisną na cieście, chciałam zrealizować dawny plan: domowe kruche kakaowe (bo należały do moich ulubionych w czasach, gdy kupowałam ciasteczka). Kruche miodowe – bez dodatku cukru, ale z dodatkiem płatków owsianych – upiekły się niejako przy okazji. Chyba łatwo dojrzeć podobieństwa w proporcjach między jednym a drugim przepisem.

Ciasteczka miodowe

Składniki:

  • 60g jasnego miodu
  • 100g zimnego masła
  • 120g jasnej mąki pszennej/orkiszowej
  • 30g drobnych płatków owsianych błyskawicznych
  • łyżka jogurtu/maślanki
  • bardzo zimna woda

Masło wetrzeć w mąkę i płatki aż całość będzie przypominać okruchy. Dodać miód, jogurt i tyle wody, ile będzie potrzeba, by powstało spójne i elastyczne ciasto. Owinąć folią, schłodzić co najmniej 1 h w lodówce. Wałkować dość cienko, wycinać dowolne kształty. Piec w 190 st. C (termoobieg), do zezłocenia (ok. 15-20 minut, w zależności od grubości ciasta i preferencji dotyczących wypieczenia).



Ciasteczka kakaowo-korzenne

Uwaga: przyprawy można spokojnie pominąć i upiec ciasteczka „tylko” kakaowe.

  • 50g cukru (jasnego lub np. muscovado)
  • 100g zimnego masła
  • 120g jasnej mąki pszennej/orkiszowej
  • 30g kakao (najlepiej przesianego)
  • opcjonalnie: po szczypcie chilli i pieprzu, ok. 5-6 rozdrobnionych ziaren ziela angielskiego, 2 szczypty gałki muszkatołowej, ½ łyżeczki mielonego imbiru
  • ok. 3 łyżek bardzo zimnej wody

Masło wetrzeć w mąkę i kakao aż całość będzie przypominać okruchy. Dodać przyprawy i tyle wody, ile będzie potrzeba, by powstało spójne i elastyczne ciasto. Owinąć folią, schłodzić co najmniej 1 h w lodówce. Wałkować możliwie cienko (choć nie jest ono tak przyjemne w obróbce, jak miodowe), wycinać dowolne kształty (ja po prostu pokroiłam nożem na prostokąty). Piec w 190 st. C (termoobieg), ok. 15-18 minut.

Wśród innych ciasteczkowych wpisów na blogu polecam m.in:

środa, 14 stycznia 2015

Czasem żałuję, że doba nie jest z gumy: pozwalałoby to zrealizować więcej ambitnych planów, takich jak różne wpisy na blogu. "Ambitność" moich planów zresztą nie zawsze wiąże się z czasem (czy też jego brakiem), a raczej wynikają ze zbyt pochopnej oceny sytuacji. Tata często mi mówił "nie mów hop (dopóki nie przeskoczysz)". Ale... kto mówi hop po fakcie? I po co :)?

Tak było z tymi ciasteczkami. Wiele razy chciałam zrobić "klonowe ciasteczka z pekanami" z Domestic goddess i wyhamowywałam przy ekstrakcie klonowym. Nigella kupiła go (teraz już śmiało można powiedzieć, że ponad 10 lat temu) w nowojorskich delikatesach Dean & Deluca. Postanowiłam, że ja też tak zrobię. Potem uznałam, że wykrawaczka w kształcie liścia klonu ("pamiątka z Vermontu") będzie do nich jak raz. Na koniec oznajmiłam, że upieczone ciasteczka pojadą z nami w podróż. I jak się skończyły wszystkie trzy plany? "Nie mów hop", albo "a gucio".

Dean & Deluca od dawna nie sprzedaje ekstraktu klonowego - ale się doczytałam, żeby po prostu użyć dobrego, ciemnego syropu (dawny "grade B", albo nawet C; obecnie ten "bardzo ciemny i mocny"). Wykrawaczka na nic się nie przydała, bo ciasteczka mają konsystencję do lepienia, a nie wałkowania. A co do podróży... no cóż. Jeszcze nie miała miejsca, a po ciasteczkach zostały tylko zdjęcia...

No i przepis, od razu ze zmianami. Poza tym, że ciasteczka szybko znikają, mają tą zaletę, że robi się je bardzo szybko. Robiłam z 1/2 porcji (1 blacha). Szczypta soli to mój dodatek, ale polecam.

Składniki:

  • 250g miękkiego masła
  • 125g drobnego brązowego cukru (u mnie ciemny muscovado)
  • łyżeczka jak najlepszego ciemnego syropu klonowego
  • 350g mąki
  • po 1/2 łyżeczki sody i proszku do pieczenia
  • 2 szczypty soli
  • ok. 35 połówek orzechów włoskich lub pekanów

Utrzeć masło z cukrem i syropem na puszystą masę. Wmieszać mąkę, spulchniacze i sól, utrzeć na gładką masę. 2 duże blaszki wyłożyć papierem do pieczenia lub silikonem. Odrywać kawałki ciasta wielkości orzecha włoskiego, formować kulki, układać na blaszkach w odstępach kilku cm, lekko spłaszczać np. ręką i ozdabiać połówką orzecha. Piec ok. 15-17 minut w 170 st. C. (termoobieg). Studzić na kratce.

Nie martwcie się, że umrzemy po drodze z głodu - w końcu tradycyjnie i tak powinny być ciasteczka owsiane ;).

czwartek, 19 kwietnia 2012

Lubicie ciasteczka? Takie do pogryzania, do herbaty lub kawy? Ja bardzo lubię i puszka z napisem "Sweets" pełna domowych wypieków sprawia mi nie lada satysfakcję. Niedawno dostałam wielkanocny numer (tj. 27) Jamie Magazine i artykuł o tradycyjnych ciasteczkach sprawił, że miałam ochotę pobiec do kuchni i upiec je wszystkie. Ograniczyłam się jednak do dwóch przepisów i oba bardzo polecam. M skłaniał się ku imbirkom, ja nie potrafiłabym chyba wybrać jednych. Garibaldki mają także tą zaletę, że bazują na białkach, a takie przepisy zawsze lubię ;).

Imbirki (Gingernuts) - słodko-pikantne, uwaga: imbir mocno czuć w smaku!

Składniki (na ok. 16 sztuk):

  • 100g mąki ze spulchniaczami (lub 100g mąki zwykłej i 3/4 łyżeczki mieszanki 1:1 sody i proszku do pieczenia, ew. 3/4 łyżeczki samego proszku)
  • 1/2 łyżeczki sody oczyszczonej
  • 1 łyżeczka mielonego imbiru
  • ciut świeżo startej gałki (przejechałam ok. 8 razy całą gałką po tarce)
  • 1/4 łyżeczki mielonego/utłuczonego w moździerzu ziela angielskiego
  • 50g cukru jasnego (u mnie ciemny) muscovado
  • 50g miękkiego masła
  • 2 łyżki złotego syropu lub sztucznego miodu
  • cukier demerara do posypki

Nastawić piekarnik na 180 st. C (termoobieg). Wymieszać suche składniki, wetrzeć w nie masło, aż ciasto będzie przypominać okruchy. Dodać syrop/miód, ucierać i ugniatać masę, aż zbije się w kulę (jak poniżej).

Podzielić masę na 16 kawałków, z każdego utoczyć kulkę, umieścić równo na wyłożonej pergaminem/matą silikonową blaszce. Każdą kulkę spłaszczyć, lekko posypać demerarą. Piec 8-12 minut, do zrumienienia. Studzić na kratce, można ściągać z blaszki po ok. 5 minutach i studzić luzem.

Garibaldki (Garibaldis; nazwa pochodzi - od Garibaldiego, który w połowie XIX wieku odwiedził Anglię; przepis oszczędnościowy, przezywany także "ciastem z muchami" - aluzja do wyglądu.)

Składniki:

  • 100g stopionego masła
  • 100g cukru pudru
  • 3 białka (ok. 100g)
  • 100g mąki
  • 200g drobnych rodzynek/koryntek (u mnie mieszanka posiekanych dużych rodzynek i żurawiny - polecam!)

Ubić masło, cukier i mąkę. Pomału dodawać do masy białka, łyżka po łyżce, przy wciąż pracującym mikserze, na koniec dodać bakalie. Masa będzie dość mokra. Umieścić w lodówce na ok. godzinę. Po tym czasie wyłożyć blaszkę do piekarnika papierem do pieczenia, rozłożyć masę na równy prostokąt (u mnie mniejszy niż blacha), przykryć drugim kawałkiem pergaminu (jak na zdjęciu poniżej).

Na górnej warstwie pergaminu położyć drugą blachę i obciążyć dodatkowo (cytuję: "cegłą owiniętą w folię"; ja wykorzystałam naczynie żaroodporne). Odłożyć we względnie chłodne miejsce (wg pisma - do lodówki - ale kto ma tak szeroką i pustą :)?) na 30 minut. W tym czasie nagrzać piekarnik na 180 st. C (termoobieg). Piec ciasteczka, wciąż obciążone, przez 25-30 minut (do zezłocenia). Kroić na kwadraty/prostokąty niemal od razu, gdy ciasto jest wciąż ciepłe (szybko twardnieje).

poniedziałek, 14 lutego 2011

To miały być ciasteczka z lawendą. Ponieważ jednak robione były na prezent dla osoby, od której jesienią dostałam pachnącą torebkę z ususzonymi kwiatami oregano - użyłam ich zamiast lawendy.

Ciasteczka są maślane, idealne do herbaty lub jako przegryzka, ale rozczaruję Was, jeśli sądziliście, że kwiaty są mocno wyczuwalne - nie są, choć zwiększyłam ilość w przepisie, bo szczerze mówiąc chyba najlepiej wykorzystywać je do dekoracji/posypki dań. W stanie surowym są bardzo fotogenicznie. Przyznacie jednak, że "ciasteczka z kwiatami oregano" brzmi ciekawie i niecodziennie ;). Nie wiem, jak z wyczuwalnością aromatu w przypadku lawendy, ale kiedyś taki wariant też zrobię, bo to wdzięczny wypiek. Może świeże kwiaty byłyby bardziej aromatyczne? Przepis znalazłam na blogu Margot; robiłam z 1/2 porcji, ale podaję przepis na całość.

Składniki:

  • 175g miękkiego masła
  • 1,5 czubate - 2 niepełne łyżki suszonych kwiatów oregano (w oryginale 1 niepełna łyżka suszonej/2 łyżki świeżej lawendy)
  • 100g cukru (najlepiej drobnego)
  • 225g zwykłej maki
  • 25g demerary lub grubego cukru-kryształu
Ubić masło z suszonymi kwiatami, dodać cukier, nadal ubijając. Dodać mąkę, wszystko wymieszać, zagnieść krotko, aż ciasto stanie się gładkie. Podzielić ciasto na dwie części, z każdej formując wałek ok 15cm długi lub, jeśli chcecie wycinać ciasteczka foremką - dwa placki. Rozsypać demerare na tacce i obtoczyć wałki w cukrze (placków nie obtaczać). Zawinąć ciasto w folię i chłodzić, aż lekko stwardnieje (uwaga: w przypadku wałków mogą stwardnieć nawet mocno, w przypadku placków - najlepiej wałkować po ok. 20-30 minutach. Jeśli za bardzo ciasto stwardnieje, należy zostawić je na kilkanaście minut w temp. pokojowej, by odtajało). Rozgrzać piec do 170 st.C. (u mnie 175). Każdy wałek podzielić na 20 plastrów, które układać na blachach.  W przypadku placków: wałkować dość cienko, wycinać dowolne kształty i posypać cukrem. Piec 15-20 min, aż będą delikatnie brązowe na brzegach.

Jak widać, ja wycinałam kształty a la pierniczki-katarzynki, ale jeśli ktoś, w przeciwieństwie do mnie, obchodzi dzisiejsze Walentynki - można pokusić się o serduszka...

środa, 08 grudnia 2010
Some time ago I received an email from Asia of Lexiophiles, asking if I'd like to participate in the International Recipe Advent Calendar event*. I wasn't feeling very Christmassy then** (yet!), but I thought: why not? I decided to try out a recipe I'd found when clearing out my cookery books. In the original form it was slightly vague (it came from a promotional booklet), but luckily my guesses were correct. These Sugar & Spice Snowflakes (the name is my invention) are very versatile: great for nibbling with tea or coffee, they can be also used as Christmas tree decorations or stocking fillers. Of course, you can make Sugar & Spice Stars or Reindeers, or whatever shape pleases you, but I used by favourite festive cookie cutter. The following quantities are for a relatively small batch of cookies, double them if you want more. So, sugar and spice and all things nice, here we go:
Ingredients: 250g plain flour, 1 heaped tbsp gingerbread spice (or mixed spice, or speculoos spice), 125g caster sugar, 150g cold unsalted butter, 1 large egg, beaten, 1 tsp vanilla extract, approx. 10 whole cloves, optionally: 1-2 tbsp iced water,

In a large bowl (or standing mixer bowl) mix the dry ingredients (flour, sugar, spice). By hand or using your mixer, rub in cold butter, cut into cubes. When the mixture resembles coarse crumbs, add the egg and vanilla to bind the pastry together (as in shortcrust pastry). You may need an extra tablespoon or two of iced water (I did), if the mixture is too dry. Wrap in clingfilm and cool in fridge for at least 30 minutes or up to 2 days (which is what I did). When you're ready to make the cookies, take the pastry out of the fridge, roll it out as thinly as you wish (I think max. 2 mm thick are the best, but it's up to you) and cut out desired shapes. Mash the cloves using a pestle and mortar and sprinkle a tiny amount on each cookie. Bake in an oven preheated to 200 degrees Celsius (400 F), for approx. 20-25 minutes (depending on how thin the pastry was).
* This recipe should appear on the website tomorrow, i.e. 9 December 2010.
** As opposed to today, where with snow outside and festive decorations it looks as you can see for yourselves:

--
Jakiś czas temu otrzymałam maila od Asi z Lexophiles, z pytaniem, czy nie chciałabym wziąć udziału w międzynarodowej imprezie pt. Kalendarz adwentowy z przepisami świątecznymi.* Jeszcze wtedy nie myślałam o Świętach (w przeciwieństwie do dzisiaj: vide zdjęcie powyżej), ale pomyślałam: czemu nie? Postanowiłam wypróbować przepis znaleziony podczas porządków w książkach kucharskich. Oryginał był nieco mglisty (może dlatego, że pochodził z broszurki reklamowej), ale na szczęście dobrze się domyśliłam, co i jak. Moje Sugar & Spice Snowflakes (Słodkie Korzenne Śnieżynki - nazwa własna, jak i tłumaczenie :) są bardzo uniwersalne: można je sobie chrupać do kawy czy herbaty, powiesić na choince czy dać w prezencie. Oczywiście, można sobie wyciąć gwiazdki, renifery czy cokolwiek innego, ale ja użyłam mojej ulubionej świątecznej foremki. Z poniższych składników wychodzi raczej niewielka ilość ciasteczek, jeśli potrzebujecie więcej - trzeba składniki podwoić.
Składniki:
  • 250g mąki,
  • 1 kopiasta łyżka przyprawy do piernika,
  • 125g drobnego cukru,
  • 150g zimnego masła,
  • 1 duże, roztrzepane jajo,
  • 1 łyżeczka ekstraktu z wanilii,
  • ok. 10 goździków,
  • opcjonalnie: 1-2 lyżki schłodzonej wody,
W dużej misce (lub misce miksera) wymieszać suche składniki (mąkę, cukier, przyprawy). Ręcznie lub za pomocą miksera wetrzeć zimne masło, posiekane w kostkę. Gdy masa przypomina okruchy, dodać jajo i wanilię, aby połączyć składniki w całość, jak w cieście kruchym. Jeśli to konieczne (tj. masa jest za sucha, jak u mnie), dodać schłodzoną wodę. Gotowe ciasto zawinąć w folię i schłodzić w lodówce co najmniej 30 minut lub do 2 dni (u mnie). Chcąc upiec ciasteczka, należu rozwałkować ciasto tak cienko, jak lubicie (ja uważam, że dość cienko - na maks. 2 mm grubości) i wyciąć ciasteczka foremką. Goździki zmiażdżyć z moździerzu, posypać odrobiną każde ciasteczko. Piec w 200 st. C. ok. 20-25 minut (w zależności od grubości).
* Przepis powinien pojawić się na stronie jutro, tj. 9 grudnia 2010.
sobota, 17 kwietnia 2010

Niedawno znalazłam w skrzynce na listy kopertę od Bei (jeszcze raz dziękuję!). a w niej pachnące skarby: bób tonka i papryczkę z Espelette. Podekscytowana zaczęłam planować, co też z tymi przyprawami ugotuję, a zwłaszcza z tonką. Zaleca się ją (w umiarze, zarówno ze względu na wysoką aromatyczność, jak i  zawartość kumaryny) jako dodatek do deserów.  Starta tonka pachnie dla mnie migdałami i może lekko cynamonem lub gałką muszkatołową. M powiedział: "Pachnie jak lody... i perfumy" (to ostatnie całkiem logiczne, bo tonka jest mocno wykorzystywana w przemyśle perfumeryjnym).

Przypomniałam sobie o bardzo udanych ciasteczkach czekoladowych z chilli, na które podawała kiedyś na GP przepis Halberek. Na jego bazie wykonałam moje ciasteczka, używając zamiast innych przypraw tonki. Jeśli chodzi o rodzynki, nie zalewałam "na świeżo" rumem, bo skorzystałam ze słoiczka, który stoi w spiżarni, wypełniony rodzynkami zalanymi brandy (lub rumem, lub tym, co pod ręką) i który świetnie się przydaje do takich przepisów. Osoby, które nie mają podobnego słoiczka, muszą postąpić jak poniżej :)

Składniki: 8 dag rodzynek, 3 łyżki rumu, 300 gr gorzkiej czekolady o wysokiej zawartości kakao (z czego 170g do stopienia, reszta do posiekania*), 3 łyżki masła, 6 łyżek mąki, 15 dag cukru, 2 duże jajka, po 1/4 łyżeczki proszku do pieczenia i soli, 1 małe nasionko (lub 1/2 dużego) tonki*, starte na drobnej tarce, 1 łyżeczka cukru waniliowego

*można użyć tu także 130g posiekanej czekolady mlecznej, lub mieszanki 1:1 czekolady i migdałów; ja częściowo wykorzystałam pozostałe ze Świąt czekoladowe drzewka nadziewane marcepanem

**W przypadku braku tonki można użyć po 1/4 łyżeczki cynamonu i gałki muszkatołowej oraz dodać parę kropli esencji migdałowej; ew. także zwiększyć udział cukru waniliowego, tj. zastępując nim częściowo cukier zwykły


Rum podgrzewamy, uważając żeby się nie zagotował i zalewamy nim rodzynki. 17 dag czekolady i masło stapiamy, odstawiamy, niech ostygnie. Jajka ubijamy z cukrem i łyżeczką cukru. Wlewamy powoli przestudzoną masę czekoladową, cały czas ubijając. Dodajemy mąkę wymieszaną z solą, proszkiem i tonką. Mieszamy, wrzucamy rodzynki razem z rumem (w przepisie odsączone, ale ja bym nie odsączała zbyt dokładnie... :) i posiekaną resztę czekolady. Nakładamy łyżeczką porcje ciasta na blache wyłożoną papierem do pieczenia, zachowując odstępy bo ciasteczka rosną. Pieczemy 8-10 minut (raczej 10) w temp. 180 stopni góra/dół (lub 170 st. C termoobieg). Wyszło mi 25 ciasteczek.

Ciasteczka są bardzo czekoladowe, miękkie, lekko wilgotne w środku - trochę jak mini-brownies. Aromatyczne, ale nie w sposób natrętny. Świetnie pasują z poobiednią filiżanką espresso. Przyznaję, że z wypieku jestem bardzo zadowolona, i polecam - czy z tonką, czy bez, czy w oryginalnej wersji z chilli.

niedziela, 21 lutego 2010

Najpierw był wysyp makaroników na różnych blogach, i lekcja cukiernicza, która mnie ominęła i lekcja, w której w końcu wzięłam udział. Makaroniki upieczone podczas lekcji zyskały dużą aprobatę M, więc rozmroziłam białka i postanowiłam: raz kozie śmierć, spróbuję samodzielnie. Chciałam zobaczyć poza tym, jak się masę nakłada łyżeczką (nie lubię się z woreczkami lub tutkami do nakładania kremów/lukru). I tak oto stworzyłam makaroniki kakaowe z nadzieniem kokosowym, czyli "makaroniki Bounty" :). W sam raz na Czekoladowy Weekend.

Metod makaronikowych jest wiele, ja stosowałam się do wytycznych Felluni, czyli metody 70-100-170: 70g białka (najlepiej, żeby postało w temp. pokojowej co najmniej dobę, lub dłużej, nakryte np. gazą/ściereczką), 100g migdałów, 170g cukru pudru - z czego 40g cukru pudru do ubicia białek (można też użyć do tego celu cukru drobnego), a reszta zmiksowana z migdałami. Ponieważ miałam 5 białek, które po postaniu 1,5 dnia w kuchni ważyły 123g, a więc 70g x 1,75, wszystkie pozostałe składniki przemnożyłam x 1,75.

Składniki makaroników: 123g białek (5 sztuk), 175g tartych migdałów/mąki migdałowej, 227,5g cukru pudru, 70g cukru drobnego, 1 łyżka i dwie  pełne łyżeczki dobrego, ciemnego kakao

Zblanszowane migdały (całe, w słupkach lub płatkach) należy możliwie drobno zmielić z cukrem pudrem i kakao. Można to zrobić np. w malakserze lub specjalnej maszynce i potem jeszcze przetrzeć przez sito lub zmiksować jeszcze raz z elektrycznej maszynce do mielenia kawy (ja tak zrobiłam, ale i tak chyba nie dość drobno - makaroniki mają lekki "trądzik", co widać na zdjęciach). Białka w temp. pokojowej (moje stały w kuchni 1,5 dnia) ubić na pianę, dodawać stopniowo drobny cukier, ubijać dalej. Nie będą tak sztywne/lśniące, jak beza, ale raczej będą miały konsystencję bitej śmietany. Wmieszać masę migdałową do białek - dość stanowczo, lekko rozcierając orzechy o ścianki miski. Gotowa masa będzie dość mokra, trochę o konsystencji nie schłodzonego musu czekoladowego.

Masę nakładać na blachy wyłożone pergaminem (u mnie) lub matami teflonowymi za pomocą tutki/rękawa cukierniczego lub łyżeczki (u mnie). Makaroniki powinny być dość małe. Gotową blachą uderzyć kilkakrotnie o np. kanapę, by kopczyki się rozpłaszczyły i odstawić ciasteczka do lekkiego wysuszenia - ok. 30 min (u mnie tyle, ile mi zajęło zapełnienie 3 blach). Jeśli chodzi o czas i temperaturę pieczenia, są znów różne zdania: ja piekłam  partiami, po 7 minut w 175 st. C, grzanie góra-dół. Na dole piekarnika znajdował się kamień, którego nie wyjęłam z lenistwa.

Gotowe makaroniki wystudzić - u mnie na kratce i/na parapecie. Ściągać delikatnie, bo mogą się lekko przyklejać do podłoża. Ostudzone napełniać kremem, tj. smarować jeden makaronik kremem i przykrywać drugim. Schładzać w lodówce - podobno najlepsze są po odstaniu w chłodzie co najmniej dobę.

Krem kokosowy (za Nigellą Lawson, How to be a domestic goddess): 75g miękkiego masła, 150g przesianego cukru pudru, 25g wiórków kokosowych, łyżka Malibu

Utrzeć masło z cukrem na gładką masę, dodać wiórki kokosowe* i Malibu, utrzeć na gładko. Z podanych proporcji napełniłam ok. 20 (2 x 20) makaroników.

*Wg Nigelli należy je wcześniej uprażyć, jak orzechy, na suchej patelni. Ja to pominęłam, bo chciałam mieć krem biały, nie biały z elementami zezłoconego kokosa.

Oto przekrój świeżo "sklejonego" makaronika (schłodzony krem jest mniej mokry):

Ciasteczka wyszły mi chrupkie po wierzchu, a w środku miękkie, delikatne i piankowe (podczas pieczenia wyszły im ładne "spódniczki" z pianki). Krem jest pyszny, jeśli lubicie kokosa (lub batoniki Bounty :) - można by nim także przełożyć dowolny tort. I całość jest... mmm ;). Być może nie są idealne - ten migdałowy 'trądzik' - ale jak na samodzielny debiut całkiem, całkiem. I jak na mnie całkiem symetryczne: wszystkie udało mi się połączyć w pary! Są także dość słodkie, co jest całkiem ekonomiczne: starczą na dłużej...

PS 06.03 Doklejam banner WC, oświecona przez Polkę, że mogę, a nawet powinnam :)

piątek, 19 lutego 2010

Nie wiem jak to jest u Was, ale od kiedy zaczęłam poważniej gotować, w moim zamrażalniku leży stale  duża sterta białek. Co jakiś czas - zwłaszcza pod wpływem nacisków M - staram się je przerobić na różne wypieki. Dlatego ostatnio wypróbowałam przepis na kokosanki z How to be a domestic goddess i byłam całkiem z nich zadowolona. Moje wyszły co prawda jak mini kamienie księżycowe, ale z pewnością można nadać im bardziej zgrabny kształt.

Składniki: 2 duże białka jaj, 1/4 łyżeczki winianu potasu (cream of tartar) - podejrzewam, że można zostąpić białym octem winnym lub sokiem z cytryny, 100g drobnego cukru, 30g mielonych migdałów/mąki migdałowej, szczypta soli, 1 łyżeczka ekstraktu z wanilii lub dobrej esencji kokosowej, 250g wiórków kokosowych

Nagrzewamy piekarnik do 170 st. Ubijamy białka aż się spienią, dodajemy winian potasu/ocet i ubijamy na sztywno. Dodajemy cukier pomału, łyżeczka po łyżeczce, ubijając cały czas, aż uzyskamy lśniącą, sztywną bezę. Dodajemy pozostałe składniki i delikatnie, ale stanowczo, mieszamy. Masa powinna być lepka, ale spójna.

Na blachach wyłożonych pergaminem układać kulki/kopczyki "wielkości klementynek" (cyt. z Nigelli). Ja robiłam to częściowo łyżeczką, częściowo palcami i jak widać, specjalnie ich nie kształtowałam; wyszło mi więcej, niż Nigelli, ok. 12 sztuk. Piec ok. 20 minut, aż ciasteczka się delikatnie zezłocą (w moim przypadku raczej 'zaróżowią'). Wystudzić na kratkach, na pergaminie, bo jeszcze ciepło będą bardzo delikatne i raczej trudno będzie je ściągnąć z papieru do pieczenia.

 

Ciasteczka są z wierzchu chrupkie, w środku miękkie, delikatnie ciągnące się. Bardzo smaczne, nie nadmiernie słodkie.

Z innych białkowych zastosowań polecam czekoladową Pavlovą lub jej wersję mini. To ostatnie wykonanie:

Poza tym można zrobić:

I oczywiście jeszcze czekają mnie makaroniki francuskie, do zrobienia których dojrzałam po wczorajszej "lekcji" u Tili - ale to jeszcze przede mną.

 
1 , 2
| < Listopad 2018 > |
Pn Wt Śr Cz Pt So N
      1 2 3 4
5 6 7 8 9 10 11
12 13 14 15 16 17 18
19 20 21 22 23 24 25
26 27 28 29 30    
Tagi

@ptasia.cosniecos Ptasia on Pinterest
Page copy protected against web site content infringement by Copyscape
Durszlak.pl POMOŻECIE? PustaMiska - akcja charytatywna