Głównie o kuchni, jedzeniu, gotowaniu - ale nie tylko...

Wpisy z tagiem: pierniczki

środa, 07 grudnia 2011



Czas płynie. Grudzień się zaczął, minęły Mikołajki, trwa Festiwal Pierniczków Majany ;) (vide banner u dołu). Po raz siódmy spotkałam się z E. i Madzią, by upiec pierniczki. Dużo różnych pierniczków. Przepis, jak zawsze, podany przez Mamę E.



W tym roku z hitów dekoracyjnych były "świństwa z torebki", tj. lukier różowy i zielony, a także biała polewa i kolorowa posypka. Można powiedzieć, że postawiłyśmy na kicz ;).

Podobnie jak rok temu, bawiłyśmy się pisakami do ciasteczek...

Jak zawsze, były też dekory z bakalii, a także Muminki. Tym razem jednak nabrały dodatkowych, złowieszczych walorów...



W trakcie pieczenia część zespołu popijała mazurską aroniówkę:

Z przygód była niespodzianka, jaką sprawiła nam polewa czekoladowa w torebce, którą wrzuciłyśmy razem z resztą gotowców do miski z wrzątkiem, by się podgrzała. W dotyku wydawała się "jakaś dziwna", co sprawiło, że postanowiłyśmy jednak przeczytać instrukcję na opakowaniu: "Wymieszaj zawartość z 4 łyżkami mleka...".



Tu zaś archiwum:

poniedziałek, 06 grudnia 2010

Na wstępie chciałam wszystkim podziękować za udział w tegorocznym Korzennym Tygodniu. Przez ostatnie cztery dni przebywałam na intensywnym weekendowym wyjeździe, z dostępem do internetu tylko w komórce (co oznacza, że nie mogłam np. nic komentować), postaram się jednak w najbliższym tygodniu nadrobić zaległości i zajrzeć do wszystkich zgłoszonych przepisów. Podsumowanie powinno się także pojawić w ciągu tygodnia na blogu.

Przez weekend zajmowałam się m.in. pierniczkowaniem, jak i np. rok czy dwa lata temu. Towarzystwo było prawie to samo, przepis też ten sam... Z różnic były pisaki cukrowe, którymi się bawiłyśmy. Efekty prac ręcznych można podziwiać tu - czyli pierniczki ludowe/hippisowskie, lekko makabryczne ;), witraże i artystyczne maziaje (plus śnieżynki cukrowe).

Gdy wróciliśmy do domu czekało na nas tzw. szybkie i łatwe ciasto świąteczne z Nigella Christmas. Powiedzmy sobie szczerze, że szybkość jest rzeczą względną: chodzi o to, że czas leżakowania jest krótszy niż w przypadku tradycyjnego, brytyjskiego ciasta świątecznego. Można je upiec (a piecze się i tak długo) i jeść przed samymi Świętami, bądź odstawić do dojrzewania na 1-2 tygodnie. Przepis podałam już kiedyś na blogu, na prośbę Margot, jako przypis do wpisu o Christmas Cake, ale go nigdy dotąd nie zrobiłam.

Składniki (na tortownicę 20 cm):

  • 350 g śliwek suszonych, posiekanych lub pociętych nożyczkami na paski (osobiście wzięłam tzw. kalifornijskie),
  • 250 g rodzynek,
  • 175 g koryntek,
  • 175 g miękkiego masła,
  • 175 g cukru ciemnego muscovado,
  • 225 g (175 ml) miodu,
  • 125 ml Tia Maria lub innego likieru kawowego,
  • skórka starta (drobno) z 2 pomarańczy i sok z ww.
  • 1 łyżeczka przypraw korzennych,
  • 2 łyżki kakao,
  • 3 roztrzepane jaja,
  • 150 g mąki,
  • 75 g mielonych migdałów,
  • po 1/2 łyżeczki proszku do pieczenia i sody

Opcja: zastąpić likier kawowy rumem/brandy i dla słodyczy dodać łyżkę marmolady; zamiast kakao dać dodatkowe 2 łyżki mąki

Umieszczamy wszystkie składniki jak ww. tylko do kakao włącznie w rondlu i doprowadzamy do wrzenia na niewielkim ogniu, mieszając, by masło się rozpuściło. Gotujemy na małym ogniu 30 min., odstawiamy do wystudzenia na 30 min. Dodajemy pozostałe składniki, tj. jaja, mąkę, migdały, proszek i sodę, mieszamy. Przekładamy do foremki. Umieszczamy w piekarniku (150 st. C) i pieczemy 1 3/4-2 h (sugeruję to ostatnie, lub nawet chwilę dłużej) - ciasto powinno być lśniące po wierzchu, ale sprężyste, patyczek po umieszczeniu w środku wciąż lekki wilgotny. Po pieczeniu studzimy, po ostudzeniu, jeśli chcemy przechować, rozpakowujemy, pakujemy w pergamin itd. i umieszczamy w szczelnym pojemniku. Można udekorować - Nigella proponuje złote gwiazdki itd.

Ciasto wyszło mi wilgotniejsze niż Christmas Cake (dlatego też myślę, że dodatkowe 10 minut pieczenia by mu dobrze zrobiło) i rzeczywiście trochę smakuje jak śliwki w czekoladzie. Najlepiej podsumował to M: "No, dobre". Ja: "To może piec dwa na Święta?" M: "A po co? Tamto na Święta, a to poza nimi". Na zimowy czas - jak znalazł.

niedziela, 06 grudnia 2009

Jak rok temu (i dwa, i trzy...) spotkaliśmy się z Madzią i E. na robieniu pierniczków (i piciu wina i domowego cydru, o którym niebawem). Nie obyło się bez przygód: przyprawa do piernika, inna niż zazwyczaj kupujemy, okazała się słodka, co odkryliśmy trochę późno (gdy M, próbujący surowego ciasta, określił je jako "dziwnie słodkie"). Zaczęło się redukowanie cukru w jeszcze nie wyrobionym cieście, spontaniczne dosypywanie pieprzu, imbiru i chilli, oraz mieszanie dwóch typów ciasta. Efekt końcowy był wciąż dość słodki, ale w stopniu akceptowalnym. Druga "przygoda" wiązała się ze zwarzoną polewą czekoladową, którą próbowaliśmy ratować, ale wyszło, hm, kontrowersyjnie. Stąd zdjęć tych pierniczków nie będę pokazywać :)

Przepis, jak poprzednio, pochodzący od Mamy E.

W tym roku zrobiliśmy mniej Muminków, za to więcej reniferów. Hitem były także witrażyki z niebieskimi (mentolowymi ;) landrynkami, szczególnie w połączeniu ze złotym i srebrnym dekorem...

A poniżej widać część naszego plonu, przełożony do puszek i pudeł na czas leżakowania do Wigilii.

A oto, co zrobiłam tydzień wcześniej we własnym zakresie. Powiedzmy sobie szczerze: architektem nie jestem. Stworzyłam chyba najbardziej koślawy domek z piernika na świecie, trzymający się w pionie jedynie dzięki dużej ilości lukru z białka, robiącego za silikon :) . Tylko dzięki wrodzonemu uporowi nie wyrzuciłam całości za okno (ale dobrze, że nikt nie słyszał, jak klęłam :). Podobno jednak wygląda jak domek. Korzystałam z tego samego przepisu, co na pierniczki, a poniżej widać tekturowy szablon, na bazie którego wycinałam ciasto. Szkoda, że nie przewidziałam, że pierniczki jednak rosną, i nie będą dokładnie takie, jak w szablonie... Może nie należało dodawać sody, ale chciałam, by choć część domku dało się kiedyś zjeść.

A całość podciągam pod akcję pierniczkową Malty:

sobota, 06 grudnia 2008

Znów, jak co rok, spotkaliśmy się z E. i M., by - wzmacniając się pewnymi napojami wyskokowymi; jeden potem pokażę - produkować hurtowe ilości pierniczków. Przepis: Mamy E., czyli pani W. (dziękuję!), który prezentowałam już na GP i który niektóry z Was mogą także znać jako Pierniczki II zamieszczone przez Dorotuś na jej stronie; wczoraj robiliśmy z przepisu potrojonego. Zasada z mięknięciem pierników jest prosta - im więcej miodu sztucznego, tym miększe pierniki. Przypraw jest sporo, ale można sobie modyfikować; dobrych, mocnych i pikantnych przypraw (polecam Kamis) starczą 2 saszetki na pojedynczą partię pierników. Poniższy przepis jest lekko skorygowaną wersją (ilość mąki; w oryginale było 0,5 kg, ale zawsze trzeba było dosypywać, więc warto zacząć od razu od 0,6 kg.)

Składniki: 60dkg maki (i ew. więcej, do podsypania), 30 dkg podgrzanego miodu (u nas sztuczny i naturalny w proporcjach 1:2), 10 dkg cukru pudru, 12 dkg stopionego masła, 1 jajko, 1 dkg sody oczyszczonej (tj. ok. 2 łyżeczek), 2-4 paczki przypraw korzennych (jak pisałam wyżej, dobrych, mocnych przypraw można dać mniejszą ilość), różne różności do ozdabiania (orzechy, migdały, polewy), dodatkowe jajko do przylepiania różności

Podgrzewamy miód (można za jednym zamachem stopić masło, i podgrzać miód razem z masłem). Mieszamy wszystkie składniki i wyrabiamy aż ciasto będzie jednolite w przekroju. Ew. można podsypać mąką, jeśli będzie zbyt wilgotne. Wałkować (ciasto, z którego w danej chwili nie korzystamy,  wsadzamy do lodówki) cienko, ale nie przesadnie (ok. 0,4-0,5 cm), wykrawać pierniczki Jeśli chcemy dekorować przed pieczeniem, smarujemy pierniczki jajem, naklejamy perełki, orzechy itd. Piec ok. 8-10 min w 180 st,, aż się zrumienią, z witrażykami - ok. 11-12 w 150 st. Gotowe, wystudzone pierniki umieszczamy w puszkach/szczelnych pojemnikach i przechowujemy (może...) do Świąt. Mają bardzo długi żywot - jeśli wcześniej nie zjecie, trzymają się co najmniej kilka miesięcy, jeśli nie do następnego pierniczkowania (ale wątpię, by nie zostały wcześniej zjedzone). Witrażyki należy przechowywać tak, by okienko nie mogło się stopić (swoje umieszczam na stojąco w dużym garnku, z którego rzadko korzystam).

Witrażyki: wykrawamy dziurki w pierniczkach, sypiemy potłuczone landrynki w jednym kolorze do równego wypełnienia dziurki, pieczemy na pergaminie w 150 st. do rozpuszczenia się landrynek. Zostawiamy do zastygnięcia i ostudzenia.

Lukier z białka (do białych "ramek" np.): ubijamy 1 białko ze szklanką cukru pudru, ew. podsypujemy cukru. Nakładamy szprycą lub z woreczka z uciętym końcem (jeśli ktoś ma większe zdolności manualne niż ja...) na upieczone pierniczki, zostawiamy do zastygnięcia.

Polewa czekoladowa (wg. ganache czekoladowego z Nigella gryzie): Stopić na małym ogniu, stale mieszając, 200g czekolady gorzkiej z 3/4 szklanki + 2 łyżki (ok. 210 ml) śmietanki kremówki. Roztrzepać trzepaczką/łyżką na gładko, smarować pierniki, zostawić do ostygnięcia.

I oto pictorial z naszych wyczynów. Wykorzystaliśmy foremki z Muminkami, o których pisałam; sprawę słabego odciskania "twarzy" rozwiązaliśmy wałkując ciasto grubiej (na ok. 0,8 cm) i mocno wciskając foremki.

Pierniczki z polewą czekoladową:

Witrażyki przed...

i potem:

Oraz "proste" dekoracje:

Czujecie, jak pięknie u nas pachniało? Nie wątpię, że u Was podobnie - w końcu od tygodnia trwał Festiwal Pierniczków...

| < Maj 2012 > |
Pn Wt Śr Cz Pt So N
  1 2 3 4 5 6
7 8 9 10 11 12 13
14 15 16 17 18 19 20
21 22 23 24 25 26 27
28 29 30 31      
Tagi
Durszlak.pl

Page copy protected against web site content infringement by Copyscape

Twitter Updates

    follow me on Twitter
    Coś niecoś

    Follow Me on Pinterest

    POMOŻECIE? PustaMiska - akcja charytatywna
    Darmowe statystyki