Głównie o kuchni, jedzeniu, gotowaniu - ale nie tylko...

Wpisy z tagiem: Weekendowa Piekarnia

poniedziałek, 12 lutego 2018

Dawno temu była sobie na Gazecie Weekendowa Piekarnia: pospolite ruszenie piekarzy i cotygodniowe zadanie. Dzięki temu zaczęłam w ogóle piec pieczywo, więc sentyment pozostał. Od jakiegoś czasu wiem, że podobne akcje blogowe organizuje co miesiąc Amber z Kuchennymi drzwiami, ale gdy raz próbowałam wziąć udział, spektakularnie pomieszałam przepisy (czego owocem była fougasse) ;). Potem zazwyczaj nie pasowały mi terminy, aż do edycji lutowej. Tym razem tematem były proste białe bułeczki - trochę jak mini ciabatty - ale na roztworze solno-drożdżowym. Pomysł brzmi wariacko, ale to działa: drożdże wcale nie umierają podczas nocy w lodówce (z wodą i solą), ciasto zaś jest wyjątkowo miękkie i elastyczne (zarówno przed jak i po upieczeniu), podobno (wg uwag np. Zorry) się także lepiej formuje ("podobno", bo sama z formowaniem bułek nie mam specjalnych problemów... ale na symetrii też mi nigdy nie zależy ;). Ciekawa jestem, jak ta metoda by się sprawdziła w przypadku słodkiego ciasta drożdżowego.

Bułeczki najlepiej smakują świeżo po wystudzeniu - wtedy trudno się im oprzeć, i naprawdę przypominają ciabattę. Można spróbować zastąpić masło oliwą.

Przepis za Amber, z moimi uwagami.

Bułki pieczone metodą solno – drożdżową

Oryginalny przepis pochodzi z TEGO bloga

Składniki (8-10 sztuk):

Roztwór solno – drożdżowy:

  • 100 g wody
  • 10 g soli
  • 10 g świeżych drożdży

Ciasto:

  • 500 g mąki pszennej typ 550 (lub, jak u mnie, jasna orkiszowa)
  • 200 g wody
  • 15 g miodu lub syropu np. z cukru trzcinowego
  • 10 g miękkiego masła
  • roztwór soli i drożdży (jw.)

Dzień wcześniej:
Umieścić sól, wodę i drożdże w  słoiku, zamknąć i wstrząsać, aż sól się rozpuści. Wstawić na noc do lodówki (co najmniej na 4 godziny).

Następnego dnia:
Umieścić wszystkie składniki (z wyjątkiem masła) w misce i wyrabiać kilka minut ręcznie lub hakiem miksera. Następnie dodawać po kawałku masło i dalej wyrabiać (wg sugestii 10 minut, ale to raczej dotyczy ręcznego wyrabiania - w przypadku miksera starczy połowa tego czasu).

Odstawić ciasto do wyrastania (sugerowana temp. 30 ° C - można wykorzystać ciepło resztkowe piekarnika lub, cytując Amber: "Wkładam go do nagrzanego do 50 stopni piekarnika i natychmiast wyłączam piekarnik") przez około 90 minut. Jeśli pieczecie, jak ja, na kamieniu, po ok. godzinie zacznijcie nagrzewać piekarnik do 230 st. C. (termoobieg).

Wyrośnięte ciasto podzielić na równe 8-10 kawałków i odstawić na blacie/stolnicy posypanej mąką na ok. 10 minut. Następnie uformować bułki (tu przyznaję, że kawałki równo odcięte zostawiłam jak były a zaokrągliłam tylko te mniej wydarzone). Przykryć i odstawić do napuszenia: moje rosły jak szalone, więc trwało to tylko 20-25 minut. Tu uwaga w stos. do oryginału: zawsze bułki wyrastają u mnie bezpośrednio na stolnicy, potem je przekładam na kamień, wsuwając pod spód łopatę, czyt. ich nie odwracam, więc rosną łączeniem do dołu.

Przenieść bułki na łopacie na nagrzany kamień (można wcześniej naciąć - ja je nakłułam kantem łopatki silikonowej) i piec z parą przez ok. 15 minut. Studzić na kratce. Najsmaczniejsze w dniu pieczenia, ale następnego dnia też nimi nie wzgardzicie ;).

środa, 21 listopada 2012

Pierwotnie najnowsza propozycja z WP nazywała się "chleb z wędzonymi śliwkami". Ponieważ niestety wędzone śliwki toleruję tylko - i to w małej ilości - w Wigilię, w kompocie z suszu, u mnie jest to chleb z suszonymi owocami: 1:1 śliwkami w stylu tzw. kalifornijskich, oraz jabłkami własnej produkcji. Użyłam mąki razowej do zaczynu oraz jasnej do ciasta właściwego, jogurt musiałam zastąpić maślanką, no i nie piekłam chleba w garnku, ale na rozgrzanym kamieniu... Czyli trochę pokombinowałam ;). Po oryginał przepisu zapraszam do Gospodyń, a oto mój wariant:

Składniki:

Zaczyn

  • 100 g mąki żytniej razowej (typ 2000)
  • 100 g wody
  • 50 g zakwasu żytniego (aktywnego)
Ciasto chlebowe
  • 350 g mąki żytniej jasnej (typ 720)
  • 320 g mąki pszennej chlebowej
  • 16 g soli
  • 30 g brązowego drobnego cukru/miodu
  • 100 g maślanki
  • ok. 320-350g (lub więcej, jeśli to konieczne) ciepławej wody
  • 100 g suszonych owoców (po 50 g śliwek bez pestek i suszonych jabłek lub innych owoców)
Przygotowanie: Składniki zaczynu wymieszać, przykryć folią spożywczą i odstawić na kilka godzin w ciepłe miejsce (będzie gotowy jak zacznie bąbelkować i zwiększy swoją objętość; ja odstawiłam na noc). Po fermentacji wymieszać zaczyn z resztą składników (pokrojone na kawałki owoce dodać na samym końcu). Odstawić na godzinę. Wyrobione ciasto jest dość lepkie i klejące. Miskę lub durszlak wyłożyć pogniecionym papierem do pieczenia i włożyć do niego ciasto chlebowe. Przykryć ściereczką i odstawić do wyrośnięcia na ok. 6-8 godzin (u mnie 6, bo ciasto zbliżyło się niebezpiecznie do brzegu koszyka).
Ok. godzinę przed pieczeniem nagrzać piekarnik wraz z kamieniem do 230 stopni C. Przełożyć chleb razem z papierem na kamień i piec z parą ok. 25 minut, po tym czasie obniżyć temperaturę do 210 stopni, wyciągnąć papier spod chleba i piec jeszcze 10-15 minut. Gdyby za bardzo się zrumienił, przykryć papierem lub folią od góry (czego ja niestety nie zrobiłam, i dlatego nie ma widoku bochenka en face). Studzić na kratce.

Chleb ma mięsisty miąższ, jest słodkawy, ale nie zanadto; długo pozostaje świeży. Pasuje i do dżemu na śniadanie, i do dodatków wytrawnych. Ja na pewno jeszcze do niego wrócę :).

wtorek, 01 maja 2012

Ostatni weekend spędziłam w Warszawie i odwiedziłam miejsce, o którym Wam szczegółowo opowiem, relacja będzie jednak długa i wymaga namysłu przed napisaniem ;). Tymczasem zapraszam na bułki żytnie (albo i chleb), na pszennym zakwasie, z ostatniej WP; w sam raz na majówkowy piknik. Cytując Szkutnika... Średnio ciężki, aromat lżejszy niż klasyki gatunku żytnich chlebów, jednak złożony i interesujący. Wart zachodu. Nadaje się też na smakowite bułki. Ortodoksi mogą zrezygnować z drożdży wydłużając czas ostatecznego wyrastania do 2-2.5 godziny. Jednak przy tej zawartości żyta nie jest to wskazane (moim zdaniem). Żytnią sitkową możemy zastąpić mieszanką 1:1 żytniej 2000 i 720. 2000 drobnomielone będzie lepsze niż grubomielone.

Ja piekłam z podwójnej porcji - z 1/2 zrobiłam bułki, widoczne u góry, z 1/2 upiekłam chleb. Polecam!

Zakwas

  • mąka chlebowa 73 g
  • żytnia sitkowa (typ 1400) 4 g
  • woda 36 g
  • zakwas pszenny niskiej hydracji 62 g

Łączymy składniki i zostawiamy na 12 godzin w temp. pokojowej.

Ciasto

  • mąka chlebowa 175 g
  • żytnia sitkowa (jw.) 257 g
  • woda 300 g
  • drożdże instant 1/8 łyżeczki (objętość ziarnka grochu)
  • sól 11 g
  • zakwas - cały przygotowany

Wyrabiamy ciasto ok. 8-10 minut. Docelowa temperatura ciasta ma mieć ok. 24 st. C. Wyrastanie podstawowe - 2h. Dzielimy na 2 małe lub jeden duży bochenek (lub bułki), wstępnie formujemy lekko w kule. Odpoczynek - 20 minut. Formujemy w podłużny bochenek/bochenki, owalne bułki, wkładamy do koszyka omączonego (bułki mogą wyrastać na np. omączonej stolnicy). Wyrastanie 1-1,5 godziny. Nacinamy (zapomniałam; same popękały ;), pieczemy z parą w temp. 230 st. C - 35 minut małe, 42 minuty duże bochenki, bułki - 22 minuty.

A na taką ciepłą pogodę, jaką od paru dni mamy w Polsce, polecam kompot rabarbarowy...

.. lub ayran:

niedziela, 22 kwietnia 2012

Wieki nie piekłam z Weekendową Piekarnią (czyli Gospodarnym Szczęściem)... Można powiedzieć zatem, że ten wpis to powrót córki (Ptasi) marnotrawnej ;).

Ostatnim Gospodarzem Piekarni jest nie lada piekarz, bo Szkutnik z Dzielnej. Skoro napisał "chleb wybrałem, bo przywrócił on moją wiarę w pełnoprzemiałowe pieczywo pszenne", uznałam, że muszę spróbować, bo z pszennym razowym ostatnio mi jakoś nie po drodze. Zasadniczo wydaje mi się za suche. Ten chleb - w moim odczuciu, bo M marudził i tak - taki nie jest. Do tego ma apetyczną, chrupką, nie za twardą skórkę i pięknie pachnie miodem. Całkiem długo pozostaje świeży. Polecam.

I cytuję Gospodarza:

"Tajemnica sukcesu tego chleba polega na super wysokiej hydracji, wiec pod żadnym pozorem nie dodajemy mąki ponad to co przewidziane. Oporowi w stosunku do zakwasu mogą zastąpić go w zaczynie drożdżami. Ogólnie drożdże instant zastępujemy świeżymi wagowo 1:3, a objętościowo 1:1,5. Opuszczenie drożdży zdecydowanie nie jest dobrym pomysłem."

Zakwas:

  • mąka chlebowa 62 g
  • woda 54 g
  • zakwas (niskiej hydracji - mój żytni był raczej wysokiej...) 4 g (lub 1/8 łyżeczki drożdży instant)

Mieszamy, zostawiany na 8 -12 h w temp. pokojowej.

Ciasto:

  • mąka pszenna razowa 410 g
  • woda #1 294 g
  • woda #2 33 g
  • sól 7 g
  • drożdże instant 2,5 g
  • miód 33 g
  • olej słonecznikowy 25 g
  • zakwas (lub zaczyn drożdżowy) - wszystko co wyżej.

Wszystkie składniki poza woda #2 łączymy, wyrabiamy 8-10 minut (do pełnego wyrobienia). Dodajemy wodę #2, miesimy dodatkowe 1-2 minuty (do połączenia). Wskazana temperatura ciasta - 24C.
Wyrastanie - 2h (u mnie trochę dłużej), potem wstępne formowanie - luźna kula. Odpoczynek dla ciasta: 20 minut. Formowanie - chleb foremkowy mocna zwinięty (nie chodzi o to żeby pozostawić jak najwięcej bąbli, tylko uformować zwięzły bochenek). Do foremki oczywiście złączeniem w dół. Potrzebna dość obszerna foremka (użyłam długiej keksówki). Wyrastanie końcowe - 1 godzina w 27 C (u mnie było ok. 23 st., więc trwało to dłużej). Pieczenie 35-45 minut w temperaturze 205 st. C, z parą.

czwartek, 25 sierpnia 2011

 

Zwlekałam z wykonaniem zadania z ostatniej WP, bo wciąż nie miałam marchewki. W końcu zadanie wykonałam i gorąco polecam! Upieczcie koniecznie, zamiast marchewki może być i dynia, i cukinia, albo i nic, same ziarna (choć marchewka lub dynia stanowią fajny, kolorowy akcent). Można uformować bagietki, albo torpedy, albo torpedo-węża, jak ja (nieumyślnie ;), albo bułki, albo chlebki.


Zaczyn
- 85g mąki pszennej chlebowej (u mnie typ 850g)
- 85g wody
- 1/8 łyżeczki drożdży instant (lub ok. 1g świeżych)
- 1/8 łyżeczki soli

Wszystkie składniki mieszamy w misce, przykrywamy, zostawiamy do wyrastania na 1 godzinę i chowamy do lodówki na całą noc.

Namaczane ziarna
- 85g mieszanki 7 różnych ziaren (u mnie z 4)
- 85g wody

Mieszamy i zostawiamy na 2 godziny. Szkutnik Narzeczonej użył: brązowego ryżu, quinoi (kolor dowolny, u nas czarna i czerwona), płatków owsianych, sezamu, śruty żytniej, słonecznika, siemienia i zostawił na 12 godzin, ze względu na twarde ziarna - ja użyłam słonecznika, quinoi (komosy), bulguru i siemienia i też zostawiłam na całą noc.

Ciasto właściwe:
-260g mąki pszennej chlebowej
-170g wody
-10g soli (Szkutnik proponuje 8g, ja bym jednak dała 10)
-3,5 suszonych drożdży (lub 11g świeżych)
-10g słodu (dałam 6g jęczmiennego)
-115-120g tartej marchewki
-170g zaczynu
-170g namoczonych ziaren



Najpierw proponuję zetrzeć marchew i odcisnąć. A sok użyć jako wodę z przepisu, to znaczy dolać do soku tyle wody, by całość ważyła 170g (u mnie to nie wyszło, tj. marchewka specjalnie nie puściła soku). Mieszamy najpierw wszystkie składniki oprócz marchwi i ziaren. Do wyrobionego ciasta dodajemy pozostałe składniki i wyrabiamy około 5-7 minut. Temperatura wyrobionego ciasta to 23-24 st.C. Odstawiamy do fermentacji na 90 minut w temperaturze 27 st.C. Można raz złożyć w połowie tego czasu.
Dzielimy: można na 10 równych części, jeśli chcemy mieć bułeczki, lub na 3 (u mnie 2) jak my, jeśli pieczemy bagietki. Formujemy bagietki na przykład jak na filmie, albo, jak u mnie, w tzw. torpedy. Odkładamy ponownie do wyrastania na 1 godzinę w temp. 27 st.C, najlepiej miedzy fałdami grubego, omączonego płótna. W tym czasie nagrzewamy do 250 st.C. Wyrośnięte bagietki przekładamy na wysypaną semoliną łopatę, nie nacinamy. Pieczemy 30-35 minut w temp. 230 st.C z parą. Studzimy na kratce.

piątek, 01 lipca 2011



Chleb z dodatkiem semoliny piekłam tylko raz i nie byłam nim zachwycona. Nie był to jednak zakwasowiec wg Jeffreya Hamelmana, czyli propozycja z ostatniej Piekarni. Wypiek bardzo mi smakuje, nawet jeśli chyba powinien był ciut dłużej wyrastać w fazie końcowej (i dziurki ma nie do końca takie, jak trzeba); zwłaszcza smakuje, bo okazało się, że bochenek wyszedł mniejszy niż się spodziewałam, a semoliny zostało trochę za mało do powtórek... A spróbować zdecydowanie warto, zwłaszcza, że ciasto łatwo wyrobić choćby ręcznie, jest elastyczne i bardzo mało lepkie. A oto przepis za Tilianarą, z moimi uwagami:

Chleb na zakwasie z semoliną

Zaczyn:
68 g mąki pszennej chlebowej
85 g wody
60 g płynnego (i aktywnego) zakwasu pszennego*

Przygotowanie: Mieszamy wszystkie składniki, przykrywany szczelnie folią i odstawiamy na 12-16 godzin, aby dojrzały w temperaturze pokojowej.

Ciasto właściwie:
115g mąki pszennej chlebowej
273g semoliny (jak najdrobniej mielonej)
220g wody
8-9g soli
23g prażonego sezamu (pominęłam)
zaczyn (minus 1 łyżka, którą zostawiamy do odbudowania zaczynu na przyszłość; jeśli jej nie odłożymy, prawdopodobnie będziemy musieli dać trochę mniej wody)



Przygotowanie: Wszystkie składniki mieszamy w misce do całkowitego połączenia przez 3-4 minuty. Ciasto będzie dość suche. Dalej wyrabiamy przez 3 minuty. To ciasto nie lubi zbyt długiego wyrabiania. Ciasto powinno być lśniące, ale uwaga - wyrabiamy tylko do momentu, gdy zacznie lśnić. Formujemy kulę, przykrywamy wilgotną ściereczką/folią i odstawiamy do fermentacji na 2 godziny. Po godzinie składamy ciasto, tj lekko rozpłaszczamy na blacie i składamy na trzy, obracamy o 90 stopni i ponownie składamy na trzy. Ciasto wykładamy na blat i formujemy podłużny bochenek. Wkładamy złączeniem w górę do wysypanego semoliną/mąką koszyka i odstawiamy do wyrastania na 2 godziny (u mnie prawdopodobnie potrzebne było ok. 2,5 h lub trochę więcej).
Piekarnik nagrzewamy (najlepiej z kamieniem) do 240-250 st. C. Wyrośnięty chleb wykładamy na posypaną semoliną łopatę**. Nacinamy (zapomniałam :). Wsuwamy do piekarnika. Obniżamy temperaturę do 235 st. C i pieczemy z parą przez 40-45 minut. Pod koniec pieczenia można przykryć chleb folią aluminiową, gdyby zanadto się rumienił.
* Trochę poniewczasie zorientowałam się, że zakwas miał być pszenny, a na bieżąco go nie prowadzę, więc... dałam żytni. I wyszło.

** Odkryłam, że lepsze efekty u mnie przynosi wyłożenie chleba na omączony blat, wsunięcie pod niego łopaty i w ten sposób przeniesienie na kamień. Znacznie mniej niepożądanego przylepania się.

środa, 11 maja 2011



Zgłosiłam się do prowadzenia Weekendowej Piekarni mgliście myśląc o jakimś chlebie na zakwasie. Tak się jednak złożyło, że niedawno czytałam autobiografię Madhur Jaffrey (Climbing the Mango Trees) i przypomniałam sobie o chlebkach naan, którymi, można powiedzieć, była znaczona nasza podróż przez południowe Indie przed niemal trzema laty. W restauracjach zamawialiśmy bowiem najczęściej, jako dodatki, jeera rice i buttter naan. Zdarzało nam się skusić na garlic naan lub coconut naan (to samo, tylko z posiekanym czosnkiem lub kokosem na wierzchu), ale i tak maślany był najlepszy. W Indiach piecze się te chlebki na ścianach pieca tandoori, w warunkach domowych robimy to w piekarniku, przy czym bardzo przydaje się kamień i możliwość nagrzania sprzętu do przynajmniej 275 st. C. Przetestowałam jednak, że można je upiec i na odwróconej do góry dnem blaszce, w piekarniku kompaktowym, nagrzanym do 250 st. C. Chcieć to móc ;)
Przepis Madhur Jaffrey - tu oryginał, a oto moje tłumaczenie i uwagi:




Składniki:

  •   150ml ciepłego mleka
  •   2 łyżeczki cukru
  •   15g świeżych drożdży (u mnie) lub 1 1/2 łyżeczki instant
  •   450g zwykłej pszennej mąki
  •   ½ łyżeczki soli
  •   1 łyżeczka proszku do pieczenia
  •   2 łyżki oleju (plus jeszcze trochę do natłuszczenia miski)
  •   150ml roztrzepanego, płynnego jogurtu (można też użyć maślanki)*
  •   1 duże jajo (opcjonalnie)*
  •   roztopione masło/oliwa do smarowania chlebków (opcjonalnie)

* Naany można zrobić z dodatkiem jaja lub bez. W tym ostatnim przypadku należy zwiększyć ilość jogurtu/maślanki o ok. 4 łyżki (i ja tak zrobiłam)

Umieścić mleko w misce, wymieszać z łyżeczką cukru i pokruszonymi drożdżami. Wymieszać, odstawić na 15-20 minut, aż drożdże się rozpuszczą, a rozczyn pokryje bąbelkami. Przesiać mąkę, sól i proszek do pieczenia do dużej miski (np. od miksera). Dodać pozostały cukier, wyrośnięty rozczyn, olej, jogurt/maślankę i jajo, jeśli używacie (patrz; uwaga powyżej). Wymieszać składniki, aż się połączą. Wyrabiać ciasto ok. 10 minut (ciut mniej mikserem), aż będzie gładkie i lśniące. Uformować kulę, umieścić do wyrastania w misce natłuszczonej olejem i przykryć folią lub wilgotną ściereczką. Odstawić w ciepłe miejsce na godzinę lub aż podwoi objętość (u mnie trwało to ok. 75 minut). Jeśli macie kamień do pieczenia, zacznijcie jednocześnie nagrzewać piekarnik (z kamieniem w środku) do maksymalnej temperatury. W przypadku braku kamienia, włączcie piekarnik (też nastawiony na temp. maksymalną) ok. 30 minut przed pieczeniem, z możliwie grubą blachą w środku, odwróconą do góry dnem.
Wyrośnięte ciasto odgazować, podzielić na 6 równych części. Każdą część rozwałkować/rozciągnąć na kształt kropli o ok. 25 cm długości i 12,5 szerokości, opcjonalnie posmarować masłem/oliwą. Naany kłaść na rozgrzaną blachę/kamień (ja piekłam partiami po dwa placki), najlepiej za pomocą łopaty, i piec ok. 3 minut (w moich 250 st. trwało to trochę dłużej - ok. 6 minut). Powinny się napuszyć i miejscami zezłocić, ale pozostać miękkie. Gorące chlebki można ponownie posmarować masłem i po chwili owinąć w ściereczkę, w której powinny siedzieć, aż nie upieczemy wszystkich chlebków. Postępować tak samo z pozostałymi plackami i od razu podawać.

My jedliśmy naany do warzyw z grilla, ale oczywiście aż się prosi, by towarzyszyło im jakieś danie choć trochę indyjskie ;) Zapraszam!

poniedziałek, 09 maja 2011

W ostatniej Piekarni, której gospodarzyła Etrala, pojawił się przepis Dana Leparda na Golspie Loaf. Przyznaję, że do Leparda podchodzę trochę sceptycznie: nie, że chleby z jego przepisów wychodzą niesmaczne, ale mam wrażenie, że (podobnie jak niejaki Jamie O.) cierpi na kulinarne ADHD, tj. ma słabość do udziwniania przepisów, przynajmniej jeśli chodzi o składniki. Tu jednak, o dziwo, jest całkiem normalnie (jeśli pominiemy zakwas jęczmienny ;), prosto i smacznie. Z tym, że u mnie, w wyniku przeglądu skrzyni z mąką, jest to chleb orkiszowy na zakwasie żytnim ;) A oto przepis:

Składniki:

  • 250 gr wody w temperaturze pokojowej
  • 300 gram jęczmiennego lub żytniego (u mnie ten ostatni, dokarmiony dwufazowo*) zakwasu
  • 3/4 łyżeczki świeżych, pokruszonych drożdży
  • 400 gram pełnoziarnistej maki pszennej (u mnie 200g orkiszowej chlebowej typ 750g i 200g orkiszowej typ 2000)
  • 1 łyżeczka soli morskiej
  • 75 gram grubej maki owsianej do obsypania bochenka (albo i orkiszowej, lub otrąb)

Wymieszać dokładnie wodę z zakwasem i drożdżami, do całkowitego rozpuszczenia drożdży. W duzej misce wymieszać makę z solą, wlać zakwas z wodą i drożdżami i dokładnie wymieszać. Ciasto przełożyc do miski i odstawić na 10 minut.

Posmarować blat łyżeczką oliwy, wyłożyć na niego ciasto i krótko zagnieść, około 10 sekund (lub wykonać wszystkie te czynności za pomocą miksera, jak u mnie), przełożyć do naoliwionej miski i odstawić na 10 minut. Po tym czasie nalezy powtórzyć zagniatanie i odłożyć ciasto  na 1 godzinę.

Tortownicę lub inna okrągła formę wysmarowac oliwą i obsypać połową mąki owsianej. Blat posypac resztą maki owsianej wyłożyc ciasto i uformowac tarczę o średnicy waszej tortownicy (około 20 cm) - ja po prostu przełożyłam  zamieszane ciasto do tortownicy i wyrównałam.

Włożyć uformowane ciasto je do formy łączeniem w dół i docisnąć równomiernie do blachy (u mnie jak opisane w poprzednim zdaniu). Obsypać reszta mąki, przykryć i odłożyć na godzinę lub do podwojenia objętości - u mnie czas wyrastania wynosił ok. 75-90 minut.

Naciąć ciasto w głęboki krzyż aż do podstawy formy, najlepsza byłaby plastikowa  łopatka, którą wbijamy w ciasto, przecinając je do samego spodu. Pieczemy w temp. 210 st. C. przez 25 minut, zmniejszamy do 190 i dopiekamy jeszcze 20 minut, aż będzie brązowe. Po upieczeniu trzeba wyciągnąc chleb z formy i wystudzic na kratce.

* Tzn. najpierw dokarmiłam zakwas wyjęty z lodówki mieszanką mąki żytniej razowej i wody (1:1), a gdy się ożywił po ok. 4 godzinach dopełniłam ok. 75g zakwasu ponownie mąką żytnią razową i wodą do 300g i odstawiłam na noc (ok. 10 godz., miska przykryta folią) w temp. pokojowej.

Chleb jest sitkowy w przekroju, dość lekki, ale o swoistym, lekko gorzkim smaku i zapachu. Pasowałoby mi, aby upiec go z dodatkiem mąki gryczanej.

poniedziałek, 02 maja 2011



Już jakiś czas temu doszłam do wniosku, że nie ma jak chleb na zakwasie. Oczywiście drożdżowe wypieki są też przyjemne, i szybkie, i smaczne, ale to jednak inny poziom. Jak to powiedział M: "To jak wina białe i czerwone. Oba bywają wyjątkowe i smaczne, ale to jednak czerwone..." Opinia oczywiście subiektywna ;)



Dlatego z chęcią zajęłam się przepisem na chleb żytni ze śliwką z najnowszej WP - w czasach, gdy kupowałam pieczywo, regularnie go nabywałam. Potem jakoś nie znalazłam dobrego przepisu... do dziś :) A oto przepis za Gospodynią WP, Jolą (ja robiłam z 1/2 składników):

Składniki zaczynu:
340 g zakwasu żytniego (dokarmionego 8-12 - mojemu wystarcza 4-5 - godzin wcześniej)
200 g ciepłej wody
420 g mąki żytniej typ 720

Składniki ciasta chlebowego:
960 g zaczynu jw.
120 g mąki żytniej typ 2000
450 g mąki żytniej typ 720
480 g ciepłej wody
40 g cukru (u mnie ciemny muscovado)
20 g soli morskiej
150 g śliwki kalifornijskiej

Przygotowanie: Wcześniej dokarmiony zakwas żytni wymieszać z mąką żytnią i wodą, postawić w ciepłe miejsce (ok. 23°C) na 10 godzin, na całą noc. Po tym czasie ładnie podrośnięty zaczyn wyrobić z resztą składników ciasta chlebowego, ja wyrabiałam mikserem przez kilka minut. Wymieszane ciasto odstawić do wyrośnięcia na kolejne 5-6 godzin. Namoczone wcześniej śliwki (ja moczyłam ok. 5 godzin) pokroić na mniejsze kawałki (pominęłam, dałam całe śliwki) i dodać do wyrośniętego ciasta.

Ciasto przełożyć do wysmarowanych tłuszczem i wysypanych otrębami /maką foremek (np. 2 keksówki o wymiarach dolnych 30-7cm) i ponownie dać mu podrosnąć* (ok. 2 godzin). Piekarnik nagrzać do 230°C, chleb spryskać wodą i wstawić do naparowanego piekarnika, piec w tej temperaturze przez 10 minut, następnie zmniejszyć do 200°C i dopiekać kolejne 50 minut; jeśli  zbyt szybko się rumieni, można przykryć folią aluminiową. Studzić na kratce. 

* Ponieważ wyszło mi, że piec powinnam albo w trakcie lekcji jazdy konnej, albo w nocy, keksówkę wypełnioną ciastem umieściłam do ostatniego wyrastania w lodówce, gdzie leżała ok. 14 godzin. Rano doprowadziłam chleb do temp. pokojowej (ok. 70 minut) przed pieczeniem.

Chleb jest wilgotny, kwaskowaty i pachnący... Do tego duże kawałki owoców, tak, jak lubię - bo nie ma nic gorszego niż chleb ze śliwką bez śliwki, jeśli wiecie, o co mi chodzi** :)



** Analogicznie do przygnębiająco pustych w środku jagodzianek.

poniedziałek, 04 kwietnia 2011

Bardzo lubię bułki maślane. Te z przepisu podanego przez Gospodynię najnowszej WP wychodzą bardzo smaczne: lekkie, maślano-mleczne; bez dodatkowego cukru w nadzieniu mogłyby z powodzeniem zastąpić bułeczki hamburgerowe. Ciasto można także wzbogacić namoczonymi wcześniej rodzynkami... Tak czy inaczej, znikają bardzo szybko ;) Oto przepis, z moimi zmianami, których parę wprowadziłam:

Składniki:

  • 1 szkl.* ciepłego mleka
  • 2 łyżki masła
  • 1 jajko
  • 1 łyżka cukru
  • ½ (u mnie 1 płaska) łyżeczki soli
  • 3 szklanki mąki
  • 3-4 (u mnie 2) dag świeżych drożdży
  • 2 łyżki rozpuszczonego masła
  • 1 jajko ubite z 2 łyżkami mleka (pominęłam, dałam samo mleko)
*Konsekwentnie odmierzałam wszystko miarką amerykańską 1 cup = niecałe 240ml
Drożdże wsypać do ciepłego mleka, zostawić na kilka minut, aż zaczną tworzyć się pęcherzyki. (U mnie inaczej: roztarłam drożdże z odrobiną mleka, łyżką mąki i łyżką cukru na rozczyn, odstawiłam na kilka minut). Masło rozpuścić i dodać razem z mlekiem i drożdżami do pozostałych składników w dużej misce. (U mnie inaczej: do rozczynu dodałam mąkę, jajo, sól i większą część mleka, wyrabiając cały czas mikserem, na koniec dałam resztę mleka i masło). Wyrobić na miękkie, gładkie ciasto, przykryć miskę i zostawić do wyrośnięcia na około godzinę. Ciasto przełożyć na stolnice, podzielić na 8 równych części i każdą rozwałkować na jak najcieńszy, duży placek. Placuszki smarować rozpuszczonym masłem (można posypać makiem, sezamem, cukrem brązowym - oraz, u mnie, migdałami w płatkach) i zwijać w cieniutkie ruloniki. Każdy rulonik z kolei zwinąć w kształcie ślimaczka (koniec wcisnąć pod spod utworzonej bułeczki). Ślimaczki układać na wyłożonej pergaminem blasze i zostawić do wyrośnięcia na około 40-45 minut. Rozgrzać piekarnik do 180ºC, wyrośnięte bułeczki posmarować jajkiem rozbełtanym z mlekiem (u mnie samym mlekiem). Wierzch również można posypać makiem lub sezamem. Piec około 12-16 minut, aż będą jasno złote (ja piekłam ok. 20 minut).

Polecam!

 
1 , 2 , 3 , 4
| < Lipiec 2018 > |
Pn Wt Śr Cz Pt So N
            1
2 3 4 5 6 7 8
9 10 11 12 13 14 15
16 17 18 19 20 21 22
23 24 25 26 27 28 29
30 31          
Tagi

@ptasia.cosniecos Ptasia on Pinterest
Page copy protected against web site content infringement by Copyscape
Durszlak.pl POMOŻECIE? PustaMiska - akcja charytatywna