Wpisy z tagiem: na wynos
sobota, 04 lutego 2012
O wałówce na drogę pisałam parokrotnie, ostatni raz - półtora roku temu. Niedawno znów ruszyliśmy w dłuższą podróż samochodem, a oto co nam towarzyszyło...
Czy coś z tego zabralibyście jako prowiant :)? PS. A co do celu podróży... Takie wczoraj widziałam widoki:
piątek, 17 września 2010
niedziela, 28 lutego 2010
Udając się w dłuższą podróż (trwającą, powiedzmy, co najmniej 5-6 godzin), zabieracie ze sobą jedzenie? Pakujecie wałówkę, czy testujecie Warsy, przydrożne bary/sklepy spożywcze i międzynarodowe fastfoody? Podczas krótszej wyprawy zdaję się często na los (tj. na to, co będzie po drodze), w samolocie jem to, co dadzą*, ale w trwającej 12-13 h podróży samochodowej wolę nie liczyć na łut szczęścia lub McDonalda ;). Testowałam na drogę, poza oczywistymi kanapkami, różne sałatki, pieczonego kurczaka na zimno i zupy (do termosu). Te ostatnie bardzo dobrze się sprawdzają, zwłaszcza, gdy deszcz wali w szyby, a wy stoicie na parkingu "gdzieś w Czechach". Zupa musi być raczej jednolita, do picia, więc albo czysty wywar, albo zmiksowana na nie za gęsty krem. U nas dwa dni temu był wariant tego przepisu, tylko z większym udziałem pomidorów, a mniejszą ilością jarzyn. Zupę warto przekąsić albo pasztecikiem, albo taką bułeczką, albo np. plackiem mięsnym na zimno. Danie obiadowe babci Lawson** jedliśmy przed wyjazdem na obiad i nadprodukcja bardzo dobrze sprawdziła się w podróży. Jeśli chodzi o słodycze, świetnie chrupie się w samochodzie (i nie tylko...) ciasteczka owsiane, ale ponieważ nie było czasu, by je upiec, zadowoliliśmy się resztkami sernika królewskiego. Plus na śniadanie były domowe bułki pszenne, z moją szynką korzenną. I herbata z cytryną - taka z termosu ma niepowtarzalny smak, przypominający mi drogę na wakacje letnie z babcią. Tylko z babcią jeszcze zawsze jedliśmy rogaliki... I tym sposobem, zakąszając różnymi daniami, znaleźliśmy się znowu na nartach w Austrii. Oto wczorajszy widok z okna: I ponawiam pytanie, bo bardzo jestem ciekawa: jak u Was wygląda jedzenie w podróży? * Najfajniejsze było jedzenie podczas lotu Helsinki-Bombaj. Jeszcze nigdy nie jadłam falafela na śniadanie, tym bardziej o ok. 2 w nocy czasu polskiego ;) ** Zrobiłam postępy w wałkowaniu i tym razem placek upiekłam, zgodnie z zaleceniami autorki, w formie duuużego prostokąta, nakrytego 2 warstwą ciasta.
środa, 07 stycznia 2009
Piknik nie kojarzy się z zimową porą, głównie ze względów praktycznych. Jak usiąść na trawie. jak rozłożyć koc, by na nim umieścić wiktuały? A jednak, jeśli się wybierzemy na długi spacer, coś na pokrzepienie się przyda. Nie martwcie się, że spacer uprawialiśmy w warunkach arktycznych, jak od paru dni panowały w W-wie: rzecz miała miejsce jeszcze przed Sylwestrem, gdy przyjechaliśmy na Mazury. Krajobraz wówczas wyglądał tak: Niedługo później pojawił się szron... Aż wreszcie spadł śnieg: Wracając do pikniku: artykuły spożywcze były najprostsze, do spożycia na stojąco, czyli kanapki z domowego chleba - Liskowego żytniego, który od kiedy zakwas dojrzał, a ja się nauczyłam, że musi spokojnie wyrosnąć, aż urośnie, jest jednym z naszych ulubionych chlebów. W środku - ser żółty i ogórek, lub pasztet domowy mojej mamy (receptura nieznana ;) i ćwikła (autorstwa cioci). Niestety, nie mieliśmy termosu, a na rozgrzewkę (względnie było ciepło, ale obiektywnie - nie bardzo :) idealna byłaby herbata lekko posłodzona łyżeczką miodu lub cukru, z wyciśniętym sokiem z cytryny do smaku i ok. 2 łyżeczkami rumu. O, taka, jak poniżej (wypita już po spacerze): |
Ostatnie wpisy
Zakładki:
Autorka
Inne inspiracje
Inspiracje kulinarne
Polecam
Tagi
![]() ![]() ![]()
| |||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||