Głównie o kuchni, jedzeniu, gotowaniu - ale nie tylko...

Wpisy z tagiem: ryby

sobota, 12 maja 2018

Rozpoczęła się cudowna pora roku – ta, gdy można (niemal) codziennie jeść coś spod znaku „zielono mi”. Były już ileś razy szparagi (najedzmy się na zapas ;), był szpinak, botwinka (wiem, to nie całkiem zielone): zarówno klasyczne evergreeny, jak pieczone szparagi jako dodatek (choć jeszcze bez sosu), zielone pierogi czy duszona botwinka, były także nowości. Wpadłam bowiem np. na pomysł, by dodać szparagi do wątróbki (skoro dodawałam rzodkiewki, to czemu nie to?).

Wątróbka + szparagi

Składniki:

  • ok. 400g wątróbki drobiowej
  • ½ średniej cebuli, ew. 1 bardzo mała
  • pęczek zielonych szparagów
  • lubczyk/majeranek
  • sól, pieprz, mąka do obtoczenia
  • olej lub np. tłuszcz kaczy

Szparagi podpiec w piekarniku – ok. 10-12 minut w 180 st. C w przypadku grubszych, nie powinny być miękkie – pokroić na ok. 3-4cm kawałki. Wątróbkę przygotować tak, jak w zwykłym przepisie - zeszklić na oleju lub tłuszczu kaczym/gęsim cebulę pokrojoną w pióra, dodać wątróbkę obtoczoną w mące z solą, obsmażyć ze wszystkich stron, lekko podlać wodą. Dodać szparagi, skręcić ogień na mały i dusić pod przykryciem ok. 6 minut, lub aż wątróbka osiągnie pożądany stopień wysmażenia. Doprawić solą, pieprzem, podać posypane świeżym lubczykiem lub majerankiem, w towarzystwie młodych ziemniaków i np. sałaty.

Skoro jesteśmy przy produktach na „sz”: parę lat temu temu, po przeprowadzce na Mazury, płakałam, że na targu nie można kupić szczawiu. Ktoś (może Monika?) mi wówczas delikatnie sugerował zbieractwo, jednak w ogóle nie wiedziałam wtedy, jak do tego podejść (tj. gdzie tego szczawiu szukać). Minęło jeszcze kilka lat i M znalazł szczaw rosnący (sam z siebie) niedaleko naszego ogródka ziołowego. W zeszłym roku odkryłam, że rośnie także w innych miejscach na działce… a tej wiosny mam wrażenie, że jest WSZĘDZIE, i zastanawiam się, czy to boom, czy tak było zawsze, a my mamy problemy ze wzrokiem. Obstawiam niestety to drugie.

Szczawiowej jeszcze nie było, bo rzuciłam się na inne nowalijki, ale garść liści trafiła do risotto i druga do sosu śmietanowego do ryby (który świetnie pasuje też do młodych warzyw gotowanych lub pieczonych: kalafior, marchew czy właśnie szparagi). Przepis na bazie tego ze strony Gilla Mellera (którego możecie kojarzyć z programów River Cottage).

Sos szczawiowy

Składniki:

  • ok. 100g śmietany 18% (niewarzącej się)
  • ok. łyżeczki masła
  • 1 b. mała szalotka lub ½ małej, młodej cebuli cukrowej
  • garść szczawiu
  • ok. 3 łyżki wody
  • sól, pieprz

Masło stopić w rondelku, dodać drobno posiekaną szalotkę/cebulę i zeszklić na średnim ogniu (powinna być wyraźnie miękka). Dodać wodę, niemal całą odparować, dodać umyty, osuszony i niedbale porwany szczaw, wymieszać i gdy zmieni kolor na khaki, dodać śmietanę. Zagotować, następnie gotować kilka minut na niewielkim ogniu, aż całość zgęstnieje. Doprawić do smaku. Podawać od razu, ew. przykryć i trzymać na minimalnym ogniu.

Podawać z pieczonym lub gotowanym np. dorszem lub inną morską rybą, ew. z tak samo przyrządzonymi warzywami.

czwartek, 24 sierpnia 2017

Pamiętacie gołąbki z boćwiny? Pokazywałam już dwie wersje, bezmięsne z kaszą oraz soczewicą. W tym roku replay tych pierwszych spotkał się z entuzjastyczną reakcją M, a ponieważ dużych liści na grządce trochę zostało, wymyśliłam wersję rybno-ziemniaczaną, i też jestem z niej zadowolona. Oczywiście, takim farszem można równie dobrze nadziać gołąbki z np. kapusty włoskiej (zresztą, wpiszcie „gołąbki z rybą” w wyszukiwarkę i zobaczycie, że specjalnie Ameryki nie odkryłam ;). Boćwina jednak ma tą przewagę nad kapustą, że można jej zerwać dowolną ilość i nie trzeba inwestować od razu w główkę...

Składniki (2-3 porcje):

  • ok. 450 g filetów z dorsza
  • ok. 500ml bulionu lub wody ze szczyptą szafranu i liściem laurowym/ziołową przyprawą do ryb
  • 3 średnie ziemniaki
  • ok. łyżeczki dobrego oleju rzepakowego
  • 1 mała cebula
  • dodatkowy olej/oliwa
  • 1-2 łyżeczki chrzanu (ze słoika)
  • 2 łyżki koperku,
  • sól, pieprz do smaku, odrobina gałki muszkatołowej
  • ok. 10 większych liści boćwiny (same liście)

Podgrzać bulion lub wodę z przyprawami. Rybę gotować ok. 10 minut na małym ogniu, pod przykryciem. Ziemniaki ugotować, przepuścić przez praskę, rozgnieść z olejem rzepakowym. Cebulę drobno pokroić, zeszklić na niewielkiej ilości oleju, dodać do ziemniaków, wymieszać z lekko rozdrobnioną rybą. Dodać posiekany koperek, chrzan, wymieszać i doprawić do smaku solą, pieprzem i gałką. Masa powinna być dość spoista. Liście umyć, przelać ciepłą wodą (wrzątkiem, jeśli są bardzo grube), umieścić na każdym kopiastą łyżkę (lub dwie) nadzienia i zwijać gołąbki. Umieścić dość ciasno w naczyniu żaroodpornym, posmarować lekko olejem lub oliwą, przykryć folią aluminiową i piec ok. 20-22 minut w 190 st. C. Zdjąć folię i piec dalsze kilka minut. Podawać z np. sosem koperkowym, ulubionym pomidorowym lub jogurtowym (kilka łyżek jogurtu doprawione solą i 1-2 zmiażdżonymi ząbkami czosnku, można dodać trochę posiekanego koperku lub startego ogórka).

Inne gołąbki, nie z boćwiny, na blogu...

niedziela, 06 sierpnia 2017

W tym roku nie ma, jak na razie, nadmiaru cukinii. W sumie to wszystko przez (tzn. dzięki ;) M, który bardzo nalegał na ograniczenie liczby krzaków i nawet na cztery sztuki kręcił nosem. Jak rok i dwa temu, posadziłam jedną dającą okrągłe owoce. Faszerowane kule już pokazywałam, w wersji choć nie wege, to dość delikatnej- i tym razem chciałam czegoś bardziej wyrazistego. Przepis zyskał aprobatę M („możesz zapamiętać i powtarzać”). Co istotne, użyłam tylko ½ miąższu do farszu (druga ½ trafiła do ratatouille), i była to dobra decyzja.

Składniki:

  • 3-4 niezbyt duże okrągłe cukinie
  • 2 średnie ziemniaki
  • puszka tuńczyka w zalewie (170g przed osączeniem)
  • świeże zioła, ok. 2 łyżek, u mnie oregano i estragon
  • 1 mała cebula
  • 3-4 plastry boczku
  • sól, pieprz i chilli (do smaku)
  • oliwa (do posmarowania cukinii)

Ziemniaki ugotować w osolonej wodzie, przecisnąć przez praskę. Cukinie umyć, odciąć czubki (ja mówię „czapeczki” ;) z ogonkiem (zachować!), wydrążyć, ½ miąższu zostawić do późniejszego wykorzystania, pozostałą połowę posiekać. Boczek pokroić w kostkę, wytopić tłuszcz na małym ogniu, podkręcić ogień na średni, dodać posiekaną cebulę i zeszklić. Zdjąć z ognia, wymieszać z miąższem cukinii, ziemniakami, dobrze osączonym tuńczykiem i ziołami, doprawić do smaku solą, pieprzem i chilli (u mnie hojna szczypta). Napełnić cukinie farszem, nakryć „czapeczkami” z ogonkiem, lekko posmarować oliwą. Umieścić w naczyniu żaroodpornym, piec ok. 25 minut w 190 st., następnie zdjąć „czapeczki” i piec dalsze 10-12 minut. Świetnie pasuje do tego sos koperkowy lub bazyliowy.

Z innych cukinii faszerowanych (podłużnych) na blogu były:

- słodko-kwaśna bliskowschodnia

- pomidorowa

Z dwóch podłużnych cukinii za to zrobiłam placki z cukinii, w innym wydaniu niż zazwyczaj, bo przemówił do mnie przepis na blogu Ani (Everyday Flavours). Do tej pory miałam problem z cukinią startą na tarce, tzn. umiarkowanie udawało mi się ją osączyć. Tu pomogło i sugerowane wcześniej sitko, i ręcznik papierowy, i obserwowanie ciasta w trakcie smażenia (odlałam płyn po kilku plackach i dodałam łyżkę mąki, potem już poszło gładko, a placki świetnie trzymały ksztatł). Przepis za Anią, z drobnymi zmianami i z grubsza z ½ składników (dla ok. 3 osób, lub 2 głodnych, które nie pogardzą zimnymi resztkami ;).

Składniki (na ok. 10-12 sztuk):

  • ok. 500-600g cukinii (2 średnie sztuki)
  • 2 jaja
  • 1/2 (kopiasta) szklanki mąki + ew. dodatkowa do podsypania, patrz niżej
  • 100g fety (prawdziwej, nie fetopodobnej)
  • kilka łyżek rozdrobnionych świeżych ziół (np. oregano, mięta, estragon, szałwia, itd.)
  • łyżka posiekanego szczypiorku
  • sól, pieprz (do smaku)
  • olej
  • Do podania: sos bazyliowy/koperkowy, domowy ketchup lub sos pomidorowy, tzatziki, itd.

Cukinię umyć, obciąć końce, zetrzeć na tarce o grubych oczkach, oprószyć solą i odstawić na 15 minut na sitko nakrytą ręcznikiem papierowym. Zlać płyn, cukinię dobrze odcisnąć przez ręcznik. Roztrzepane jaja utrzeć z mąką, dodać osączoną cukinię, fetę, zioła. Doprawić do smaku i dokładnie wymieszać. Gdyby masa wydawała się zbyt płynna, podsypać lekko mąką. Smażyć placki partiami na rozgrzanym oleju (ok. 1 kopiastej łyżki na placek), aż się zrumienią z obu stron; w zależności od patelni dolać po 1-2 partii oleju. Gdyby ciasto puściło sok, spróbować go delikatnie zlać, ew. zagęścić dodatkową łyżką mąki.

W skrócie, mąż wzgardził dodatkami do obiadu i skupił się na plackach… Na zimno został jeden ;).

wtorek, 25 kwietnia 2017

Od jakiegoś czasu szukałam sprawdzonego przepisu na kotleciki rybne (po angielsku zwane fishcakes). Takie, do których można wracać systematycznie, zmieniając ew. dodatki. Pomysł wrócił, gdy stanęłam nad paczką dorsza, wyciągniętą z zamrażarki i coś mi się przypomniało: czy czegoś nie robiłam zimą? Groszek? Ryba? Ziemniaki? Historia wyszukiwania na komputerze na szczęście była pomocna ;). Przepis oryginalny zakładał użycie ryby wędzonej, obgotowanej krótko w mleku (by pozbyć się nadmiaru soli), osobiście jednak użyłabym maksymalnie 50% wędzonej, i to raczej chudej.

Kotleciki rybne (ok. 3 porcji):

  • 450g ziemniaków (najlepiej mącznych, ale wiadomo, różnie bywa)
  • łyżeczka miękkiego masła
  • 350g filetów z dorsza, najlepiej tzw. polędwiczki, ew. inna biała ryba*; można także użyć 1:1 ryby świeżej i wędzonej
  • 85g mrożonego groszku (rozmrożonego całkowicie lub częściowo, patrz niżej)
  • sól/pieprz
  • 2-3 fileciki anchois
  • świeżo starty chrzan (ok. 1/2 łyżeczki)
  • łyżeczka posiekanego koperku
  • mąka do oprószenia
  • olej do smażenia

Ziemniaki ugotować, przepuścić przez praskę, ubić na puree z masłem. Jeśli groszek nie jest całkiem rozmrożony, zalać wrzątkiem, odstawić na 1-2 minuty (lub tyle samo obgotować). Rybę zalać niewielką ilością wody, lekko posolić, gotować 10 minut na małym ogniu pod przykryciem; odcedzić, zmieszać z groszkiem i ziemniakami. Dodać drobno posiekane anchois, koperek i chrzan, całość dobrze wymieszać, sprawdzić doprawienie. Przestudzić, następnie formować średniej wielkości kotlety (powinno wyjść 8-9 sztuk), oprószyć mąką i smażyć partiami, do zrumienienia z obu stron.

Sos tatarski plus:

  • 2 kopiaste łyżki majonezu,
  • łyżeczka koperku,
  • 2 kapary XXL lub łyżeczka zwykłych,
  • 1/2 ogórka konserwowego (ew. 1 korniszon),
  • 1/2 małej cebuli,
  • 1/4-1/2 łyżeczki świeżo startego chrzanu (opcjonalnie)
  • pieprz do smaku (jw.)
  • sok z cytryny (do smaku)

Drobno posiekać koperek, kapary, ogórka i cebulę (np. nożem kolebkowym), wymieszać z majonezem, sokiem z cytryny, opcjonalnie chrzanem i pieprzem. Odstawić na ok. 10 minut, ponownie zamieszać, sprawdzić doprawienie.

Do kotlecików rybnych świetnie też pasuje sos kaparowy, który podpatrzyłam u Ani (a ona u Ottolenghiego) celem polania nim kalafiora, ale skończyło się tym, że podlałam także hojnie łososia, czyli główny składnik obiadu. Bo że kapary pasują do ryb, wiadomo od dawna (patrz wpis o retro sosie).

Sos kaparowy (bez gotowania):

  • 2 łyżki kaparów (użyłam w rozmiarze XXL, ale b. miękkich),
  • 1 łyżka musztardy (dowolnej, choć sugerowałabym nie b. ostrej)
  • 2 ząbki czosnku
  • 2 łyżki łagodnego octu (u mnie domowy jabłkowy)
  • 120ml możliwie dobrej oliwy
  • szczypta pieprzu (można pominąć)
  • opcjonalnie: ok. ½ łyżeczki posiekanego koperku

Wszystkie składniki zmiksować na gładko (polecam mikser ręczny, tzw. żyrafę – zajmie to kilka sekund i zmywania mało ;), podawać od razu lub przechować w lodówce.

Innym klasycznym dodatkiem jest groszek (gdyby ktoś nie miał dość tego w kotlecikach). Polecam taki miętowy (na zdjęciu tegoroczna wersja, tj. posiłek na tarasie sprzed około miesiąca, gdy nagle a zwodniczo zrobiło się ciepło ;), oczywiście na razie z mrożonki… Choć na sezon już zacieram ręce, grządka wysiana!

* A w ogóle najlepiej z takim znakiem.

niedziela, 12 lutego 2017

W sumie to bardzo prosta sprawa: śledź i buraki. Dwie rzeczy, które bardzo, bardzo lubię i co jakiś czas bardzo pożądam (na zasadzie na cito. Co nie zawsze się sprawdza, jak się mieszka na głębokiej wsi…). Nigdy nie wpadłam na to, żeby je we własnej kuchni połączyć, choć zdarzało mi się czasem w przeszłości kupować gotowce pt. „sałatka śledziowa”. To, co mi jednak w tych sklepowych wersjach zawsze przeszkadzało, to struktura buraków: prawie zawsze w kostkę. Gdy natchnęło mnie, by zrobić swoją wersję, pieczonego buraka starłam na tarce o grubych oczkach, dzięki czemu się dokładnie wymieszał z sosem, a to właśnie mi chodziło J. W gruncie rzeczy to wariacja nt. prezentowanych niedawno śledzi w śmietanie.

Uwaga: jak zawsze, nie moczyłam śledzi. Jeśli moczycie lub płuczecie, to to zróbcie, choć uważam, że zawsze warto spróbować, czy śledź tego naprawdę wymaga. Ważny jest też planowana forma konsumpcji: śledź solo będzie zawsze wydawał się bardziej słony od takiego podanego na pieczywie lub z dodatkiem np. pieczonych ziemniaków.

Składniki:

  • 4 filety a la matjas,
  • łyżka oleju*,
  • 1 średni upieczony burak,
  • 100g śmietany (1/2 standardowego opakowania),
  • 4 łyżki gęstego jogurtu,
  • 1 mała cebula,
  • kopiasta łyżeczka chrzanu ze słoika (lub do smaku),
  • łyżka posiekanego koperku

* Pominąć w przypadku śledzi na tzw. tacce, już z dodatkiem oleju.

Filety pokroić w większą kostkę (jak na kęs), wymieszać z olejem, odstawić na co najmniej godzinę w temperaturze pokojowej. Cebulę pokroić w kostkę i sparzyć wrzątkiem na sitku, odstawić. Buraka obrać, zetrzeć na tarce o dużych oczkach, wymieszać ze śmietaną, chrzanem, cebulą i koperkiem. Sprawdzić, czy ilość chrzanu jest wystarczająca i odpowiednio zwiększyć, jeśli np. chcecie wyostrzyć smak. Wymieszać ze śledziami (razem z olejem), przełożyć do słoika i odstawić do lodówki na przynajmniej 12h przed jedzeniem.

poniedziałek, 19 grudnia 2016



Jak Wasze przygotowania świąteczne? U mnie nastąpił pewien obsuw, związany m.in. z innymi obowiązkami i w związku z tym pierniczki skończyłam piec dopiero dzisiaj - choć zaczęłam jakieś 2 tygodnie temu, a część jednej z pierwszych partii została wykorzystana do dania, które mnie od dawna intrygowało, tj. śledzi piernikowych. Pomysł wydaje się całkiem logiczny, skoro do przetworów rybnych często dodaje się przyprawy korzenne, a pierniki bez dodatków typu polewa/lukier są tylko lekko słodkie, za to często pikantne... choć efekt końcowy mnie jednak zaskoczył. W skrócie, to dla mnie raczej śledzie korzenne w sosie o nietypowej konsystencji (która nie każdemu będzie odpowiadać, o czym niżej). Jeśli nie macie własnego surowca (np. z ciasta na piernik staropolski), dobrze się nadadzą cienkie, mocno imbirowe pierniczki typu szwedzkie pepperkakor. Skorzystałam z przepisu Tosi z Burczy mi w brzuchu, z drobnymi poprawkami (choćby taką, że oczywiście, jak to ja, nie moczyłam śledzi, zmniejszyłam też liczbę goździków).

Składniki:

  • 4 filety śledziowe typu matjas (400g)*
  • 2 duże czerwone cebule
  • łyżka masła lub mieszanka masła i oliwy
  • łyżka miodu
  • łyżka octu balsamicznego
  • 50g pierników jw., bez lukru, polewy, dodatkowych ozdób itd.
  • łyżeczka musztardy
  • łyżka miodu
  • sok z 1 cytryny
  • 4 łyżki (1/4 szkl.) oliwy
  • 2-3 liście laurowe
  • 1/2 łyżeczki ziela angielskiego (całe ziarna)
  • 1/4 łyżeczki pieprzu ziarnistego
  • 2 goździki

* Jak pisałam we wstępie i wielu innych miejscach, u mnie niemoczone, jak zawsze. Jeśli ktoś jednak zawsze to robi, może wymoczyć - choć najpierw sprawdziłabym, czy śledzie faktycznie są takie słone i tego wymagają, bo w przepisie nie ma w ogóle soli (poza szczyptą dodaną do cebuli).

Cebulę obrać, pokroić w pióra, dodać szczyptę soli i zeszklić na maśle/maśle i oleju. Dodać miód, ocet, karmelizować kilka minut. Wystudzić.

Pierniczki utłuc na proszek np. w moździerzu. Wymieszać musztardę z sokiem z cytryny, miodem i oliwą na sos, dodać utłuczone pierniki. Śledzie pokroić na ok. 2 cm kawałki. W dużym słoju (co najmniej 500ml) układać na przemian śledzie, sos piernikowy, liście laurowe i przyprawy korzenne. Odstawić do lodówki na co najmniej dobę przed jedzeniem (próbowałam świeżo przyrządzonych i smakowały gorzej niż następnego dnia, więc nie warto się spieszyć).

Na czym polega zaskoczenie? Po pierwsze, że potrawa jest - moim zdaniem przynajmniej - całkiem estetyczna ;), więc nadaje się do podania gościom. Po drugie, sądziłam, że różne rzeczy mogą M w niej przeszkadzać, ale nie spodziewałam się, że zareaguje negatywnie na proszkową strukturę utłuczonych pierniczków. Faktem jest, że sos dzięki nim jest "piaskowy", co mnie osobiście nie przeszkadza, ale nie jest typowe. Ja raczej się zastanawiam, czy w przypadku powtórki zostawiłabym całe przyprawy korzenne, czy też zastąpiłabym je mielonymi (bardziej przyjaznymi konsumentowi w przypadku gęstego sosu). Po trzecie, sądziłam, że smak wywrze na mnie mocniejsze wrażenie: negatywne lub pozytywne, tymczasem moje odczucia są bardziej letnie... Co nie zmienia faktu, że uważam, że przynajmniej raz warto tego połączenia spróbować. Czy będą powtórki, mimo braku zachwytu - nie da się tego wykluczyć, zwłaszcza w wersji udoskonalonej ;).

PS. A to wszystko w ramach Festiwalu Pierniczków, patrz banner ^^.

Zapisz

Zapisz

Zapisz

Zapisz

Zapisz

Zapisz

Zapisz

Zapisz

Zapisz

czwartek, 01 grudnia 2016

Jakiś czas temu przypadkiem wpadł mi w oko filmik Jamie’ego Olivera pt. jajka w koszulce z łososiem. Tak jak nie przepadam za filmikami instruktażowymi w ogóle, obejrzałam całość, bo jaja w koszulce bardzo lubię, a pomysł wydał się ciekawy jako urozmaicenie. Prawie od razu chciałam wypróbować patent (jajka, dodatki i folia spożywcza – czyli coś dla tych, którzy z gotowaniem jaj luzem mają kłopot), ale zafrasował mnie brak drugiego podstawowego składnika, tj. wędzonego łososia. Dla upartego nic trudnego: rozważałam przez chwilę zastąpienie ryby szynką, ale ostatecznie stanęło na dużej ilości ziół z małym dodatkiem anchois. Można by też użyć np. pieczonej papryki obranej ze skóry, pesto, suszonych pomidorów, przesmażonych pieczarek… Sporo jest możliwości, jak to zresztą z dodatkami do jaj bywa :). Paradoksalnie jedynie nie podoba mi się kształt: wydaje się zbyt uformowany, wolę te bardziej naturalne, gotowane luzem.

Składniki:

  • 4 duże jaja
  • 4 kopiaste łyżki posiekanej natki pietruszki i szczypiorku
  • 4-5 ziaren ziela angielskiego, roztartych w moździerzu
  • 4 fileciki anchois, osączone z oleju

Nastawić garnek wody do gotowania. Zioła dokładnie posiekać z anchois i wymieszać z zielem angielskim. Niewielki kubek wyłożyć folią spożywczą, nałożyć ¼ ziół z anchois, na to wbić jajko, zawiązać folię na kształt woreczka, upewniając się, że w środku nie zostało zbędne powietrze. Tak samo postąpić z resztą farszu i jajami. Powstałe 4 woreczki delikatnie włożyć do wrzątku i gotować 5-6 minut: 6 dla jaj XL, 5 dla mniejszych (moje były na oko M/L i 6 minut okazało się za długo). Delikatnie rozciąć każdy woreczek i wyłożyć jajo na… no właśnie. U mnie na kromki chleba obłożone sałatą, ale można je także dodać do sałatki, zupy, potrawki czy użyć jako dodatku do wytrawnych gofrów. Powtarzając to, co napisałam wyżej: możliwości jest wiele ;).

niedziela, 20 listopada 2016

Gdy M wręczył mi siatkę z zakupami do rozpakowania i odkryłam w niej dużą tackę śledzi, byłam pod wrażeniem: „Naprawdę usłyszałeś?!”. Bo szczerze mówiąc… mam wrażenie, że moje głośne uwagi typu „ŚLEDZIE*. Zjadłabym śledzie” rzadko docierają do czyichś uszu. Podsumowując, była to całkiem miła niespodzianka i liczę na powtórki ;) (jeśli ktoś to czyta).

O śledziach pomyślałam dzień czy dwa, obejrzałam zawartość lodówki i tak oto pierwszy raz przygotowałam własnoręcznie śledzie zabielane, jogurtowo-śmietanowe. Od klasyki różni je (poza jogurtem) dodatek kaparów. Czas przygotowania: kilka minut, czas leżakowania dość krótki, więc można potraktować je jako opcję last minute (np. na dzyń dzyń dzyń Święta). Na co dzień świetnie pasują do gotowanych lub pieczonych ziemniaków, bądź jak widać na zdjęciu (patrz: uwagi pod przepisem).

Składniki:

  • 1 mała cebula, pokrojona w pióra
  • 250g śledzi marynowanych w oleju**
  • 5-6 łyżek gęstej śmietany
  • 4 łyżki gęstego jogurtu
  • łyżeczka kaparów
  • ½ łyżeczki suszonego koperku

Cebulę pokroić i zblanszować (przelać wrzątkiem) na sitku, odstawić na bok. Śledzie pokroić na ok. 3-4cm kawałki. W misce wymieszać śmietanę z jogurtem, dodać osączone z zalewy, posiekane kapary i koperek. Wmieszać cebulę i śledzie. Całość przełożyć do słoika i odstawić przed jedzeniem na co najmniej 12h (a lepiej - dobę) do lodówki.

Na zdjęciu moje ulubione połączenie (prawie tak samo dobre, jak szynka + majonez + chałka). Oczywiście, żytnie pieczywo czy pumpernikiel też świetnie pasują, ale słodka chałka plus słony, lekko kwaśny śledź… Kto nie spróbuje, ten nie wie, co traci ;).

* Strudel/piernik/chałka/dobre pomidory/kurki/maliny/pizza… itd., itp. w nieskończoność. Choć śledzie pojawiają się w takim kontekście wyjątkowo często.

** Można też użyć osączonych marynowanych, po pokrojeniu wymieszanych z 1-2 łyżeczkami dobrego oleju rzepakowego (lub lnianego, jeśli ktoś lubi) i odstawione na ok. godzinę w temp. pokojowej lub tzw. matjasów potraktowanych jw. Jak wspominałam wielokrotnie, nigdy nie moczę śledzi (jeśli mam podejrzenia, że są wyjątkowo słone, to ew. krótko opłukuję, ale matjasy moim zdaniem tego nie wymagają).

Zapisz

sobota, 24 września 2016

Złota (polska) jesień zawsze mi się wydawała takim okresem przejściowym – w dzień słońce potrafi grzać jeszcze mocno, ale temperatura nocą spada do kilku stopni. W tym roku co prawda do ½ września mieliśmy właściwie lato (tak, tak, byłam na austriackim urlopie, ale tam też cieszyłam się wyjątkowo ciepłą i słoneczną pogodą: ani płatka śniegu, w przeciwieństwie do poprzednich lat!), ale teraz chyba nikt nie ma złudzeń, że pora roku się zmieniła. Osobiście się cieszę, jak każdym nowym sezonem: na inne smaki (orzechy, dynie, papryki itd.), ciepłe napoje, rozgrzewające zupy i potrawki… oraz przyprawy korzenne, bo to pomału ten czas ;). A jednak to nie znaczy, że trzeba całkiem zrezygnować z letnich przebojów, typu sałatki czy cukinia w wielu postaciach*. Jedyna różnica jest przewaga ciepłego nad zimnym w kompozycji. A więc sałatka jest w co najmniej 2/3 na ciepło a wstążki lub plastry cukinii też nie surowe.

A więc…

Sałatka ziemniaczana ze smażoną rybą i pomidorami ma coś wspólnego ze (skądinąd świetną) sałatką z łososiem wg Jamie’ego O. lub tej z przegrzebkami, jest też moim zdaniem nawiązanie do sałatki nicejskiej (klasycznej lub z małżami), ale składników jest mniej; jest za to oliwa z chrupkimi ziołami (wegańska ;) wersja masła szałwiowego), która stanowi moim zdaniem clou dania, obok doprawienia ziemniaków octem… A sezon na zrobienie własnego się już zaczął, zachęcam każdego, kto ma własne jabłka lub dostęp do innych eko!

Składniki (2 porcje):

  • ok. 7-8 średnich ziemniaków
  • ocet jabłkowy, najlepiej domowy (łagodny)
  • sól, pieprz
  • ok. dwóch łyżek posiekanego szczypiorku, dymki lub 1 mała cebula (posiekana lub np. w piórach)
  • 2 większe pomidory
  • 4 niewielkie filety zwięzłej ryby morskiej (u nas małe okonie)
  • olej do smażenia
  • ok. 2 łyżek oliwy
  • garść liści szałwii, opcjonalnie zmieszanej z rozmarynem
  • sok z cytryny (do smaku)

Ugotowane ziemniaki pokroić w plastry, ułożyć na 2 talerzach, skropić octem jabłkowym (raczej delikatnie, chyba, że lubicie kwaśne/octowe), lekko posolić, rozrzucić na wierzchu szczypiorek/cebulę. Na wierzchu ułoży plastry pomidorów, ponownie oprószyć solą. Filety rybne (posolone) usmażyć do zrumienienia na niewielkiej ilości oleju. W międzyczasie rozgrzać na średnim ogniu oliwę, przesmażyć listki szałwii i rozmaryn (zioła powinny być chrupkie). Rybę dać na pomidory, skropić cytryną, całość polać oliwą z ziołami. Podawać od razu.

Tymczasem na śniadanie lub przekąskę polecają się kanapki z cukinią (na półciepło, tj. cukinia jest ciepła, pieczywo nie – tzn. można by oczywiście je opiec, ale osobiście uważam, że to, jak świeże pieczywo wchłania ew. soki ze smażenia, jest plusem).

Składniki (2 porcje)

  • 1/2 średniej cukinii
  • sól, oregano (opcjonalnie)
  • olej lub oliwa
  • ser kozi twardy/dojrzewający (ok. 4 plastrów) lub feta
  • opcjonalnie: plastry pomidora, liście bazylii

2 większe kromki chleba na zakwasie (raczej pszennego lub mieszanego, np. TEN lub TEN by się bdb nadał)

Cukinię pokroić w cienkie plastry, przesmażyć na oleju lub oliwie aż lekko zmięknie, lekko posolić, można dać np. oregano. Podawać na pieczywie na zakwasie z ew. olejem ze smażenia, z serem kozim lub fetą na wierzchu. W wersji „plus” można jeszcze dorzucić po plastrze pomidora i kilka liści bazylii. Podawać od razu.

* Zważywszy na pourlopową klęskę urodzaju, grozi mi raczej miesiąc pt. „dzień bez cukinii dniem straconym” ;).

czwartek, 02 czerwca 2016

Nic nowego: to, co znane i oczywiste po minimalnej zmianie staje się odświeżająco nowe (o czym wspominałam mało odkrywczo kilka lat temu. Ew. to, co znane i oczywiste odkryte na nowo (np. po latach) też prowadzi do olśnień kulinarnych (o czym też wspominałam, ale nie aż tak dawno temu). Niedawno doświadczyłam tych odczuć przy okazji kolacji w sam raz na tą porę roku: późna wiosna, choć jeszcze nie lato, a na straganach można wybierać i przebierać.

Kapusta z łazankami: klasyka, prawda? Jednak nigdy sama jej nie robiłam! Gdy zaś kapusta jest młoda, i doprawiona pikantnie, a łazanki domowe, mamy w ogóle ciekawe danie. Proste, znane, a jednak odkrywcze.

Na łazanki: ½ porcji makaronu z tego przepisu, rozwałkowanego nie za cienko (5 ustawienie w maszynce 9-cio stopniowej) i pokrojonego na łazanki

Na kapustę: 1 mała młoda kapusta, 1 cebula, olej, sól/pieprz, 1-2 łyżeczki pasty z ostrej papryki (węgierska, harissa, azjatycka itp.).

Cebulę drobno pokroić, zeszklić na oleju. Kapustę poszatkować, dodać do cebuli, chwilę przesmażyć, lekko podlać wodą i dusić na średnim ogniu, aż będzie miękka, ale nie rozpadająca się (ok. 25 minut powinno wystarczyć). Doprawić pod koniec gotowania do smaku solą, pieprzem i ostrą papryką. Wymieszać dokładnie z makaronem ugotowanym al dente, podgrzewać razem na małym ogniu przez około minutę i od razu podawać.

O klasycznej młodej kapuście oczywiście już pisałam - takiej zabielanej koperkowej i pomidorowej.

Innym klasykiem obiadowo-kolacyjnym na cieplejszą porę roku są u nas sałatki. O nicejskiej, która w nieco pomniejszonej wersji wraca jak bumerang, już kiedyś pisałam. Niedawno stojąc nad paczką rozmrożonych małży i niechętnie myśląc, co z nimi zrobić („makaron dopiero co był… risotto? Za ciepło”, itd.) olśniło mnie, że czemu nie zastąpić nimi ryby w sałatce nicejskiej?

Składniki: ok. 5-6 ziemniaków, ½ średniej cebuli, ok. łyżki posiekanej dymki (opcjonalnie), 2 pomidory, kilka oliwek, ok. 250g mięsa małży, 2 ząbki czosnku, ok. łyżki świeżego oregano, ok. 6-8 anchois, 2 łyżki pesto (najlepiej domowe, np.klasyczne bazyliowe czy np. z rukoli), łyżka oliwy, sok z cytryny

Ziemniaki ugotować, minimalnie przestudzić (tyle, żeby się nie parzyć przy krojeniu), pokroić w plastry, rozłożyć równomiernie na dużym talerzu lub paterze. Gdy ziemniaki się gotują, rozgrzać na patelni niewielką ilość oliwy, przesmażyć zmiażdżony czosnek. Dodać małże, przesmażyć kilka minut (gotowanym wystarczy ok. 4 minut, surowym – 8-10). Pod koniec dorzucić oregano. Doprawić lekko pieprzem i, jeśli to konieczne, solą. Odstawić na bok. Pesto rozprowadzić oliwą, też odstawić na bok. Cebulę pokroić w pióra, rozłożyć na ziemniakach, ew. dodać posiekaną dymkę. Oprószyć całość solą i pieprzem, polać 2 łyżeczkami pesto z oliwą. Pomidory pokroić w plastry, rozłożyć na ziemniakach itd., polać kolejnymi 2 łyżeczkami pesto. Na wierzchu rozłożyć równomiernie małże, anchois i oliwki. Całość polać pozostałym sosem i skropić cytryną. Jeśli to możliwe, odstawić na ok. 10-15 minut przed podaniem.

 

 
1 , 2 , 3 , 4 , 5 ... 6
| < Lipiec 2018 > |
Pn Wt Śr Cz Pt So N
            1
2 3 4 5 6 7 8
9 10 11 12 13 14 15
16 17 18 19 20 21 22
23 24 25 26 27 28 29
30 31          
Tagi

@ptasia.cosniecos Ptasia on Pinterest
Page copy protected against web site content infringement by Copyscape
Durszlak.pl POMOŻECIE? PustaMiska - akcja charytatywna