Głównie o kuchni, jedzeniu, gotowaniu - ale nie tylko...

Wpisy z tagiem: śledzie

niedziela, 12 lutego 2017

W sumie to bardzo prosta sprawa: śledź i buraki. Dwie rzeczy, które bardzo, bardzo lubię i co jakiś czas bardzo pożądam (na zasadzie na cito. Co nie zawsze się sprawdza, jak się mieszka na głębokiej wsi…). Nigdy nie wpadłam na to, żeby je we własnej kuchni połączyć, choć zdarzało mi się czasem w przeszłości kupować gotowce pt. „sałatka śledziowa”. To, co mi jednak w tych sklepowych wersjach zawsze przeszkadzało, to struktura buraków: prawie zawsze w kostkę. Gdy natchnęło mnie, by zrobić swoją wersję, pieczonego buraka starłam na tarce o grubych oczkach, dzięki czemu się dokładnie wymieszał z sosem, a to właśnie mi chodziło J. W gruncie rzeczy to wariacja nt. prezentowanych niedawno śledzi w śmietanie.

Uwaga: jak zawsze, nie moczyłam śledzi. Jeśli moczycie lub płuczecie, to to zróbcie, choć uważam, że zawsze warto spróbować, czy śledź tego naprawdę wymaga. Ważny jest też planowana forma konsumpcji: śledź solo będzie zawsze wydawał się bardziej słony od takiego podanego na pieczywie lub z dodatkiem np. pieczonych ziemniaków.

Składniki:

  • 4 filety a la matjas,
  • łyżka oleju*,
  • 1 średni upieczony burak,
  • 100g śmietany (1/2 standardowego opakowania),
  • 4 łyżki gęstego jogurtu,
  • 1 mała cebula,
  • kopiasta łyżeczka chrzanu ze słoika (lub do smaku),
  • łyżka posiekanego koperku

* Pominąć w przypadku śledzi na tzw. tacce, już z dodatkiem oleju.

Filety pokroić w większą kostkę (jak na kęs), wymieszać z olejem, odstawić na co najmniej godzinę w temperaturze pokojowej. Cebulę pokroić w kostkę i sparzyć wrzątkiem na sitku, odstawić. Buraka obrać, zetrzeć na tarce o dużych oczkach, wymieszać ze śmietaną, chrzanem, cebulą i koperkiem. Sprawdzić, czy ilość chrzanu jest wystarczająca i odpowiednio zwiększyć, jeśli np. chcecie wyostrzyć smak. Wymieszać ze śledziami (razem z olejem), przełożyć do słoika i odstawić do lodówki na przynajmniej 12h przed jedzeniem.

poniedziałek, 19 grudnia 2016



Jak Wasze przygotowania świąteczne? U mnie nastąpił pewien obsuw, związany m.in. z innymi obowiązkami i w związku z tym pierniczki skończyłam piec dopiero dzisiaj - choć zaczęłam jakieś 2 tygodnie temu, a część jednej z pierwszych partii została wykorzystana do dania, które mnie od dawna intrygowało, tj. śledzi piernikowych. Pomysł wydaje się całkiem logiczny, skoro do przetworów rybnych często dodaje się przyprawy korzenne, a pierniki bez dodatków typu polewa/lukier są tylko lekko słodkie, za to często pikantne... choć efekt końcowy mnie jednak zaskoczył. W skrócie, to dla mnie raczej śledzie korzenne w sosie o nietypowej konsystencji (która nie każdemu będzie odpowiadać, o czym niżej). Jeśli nie macie własnego surowca (np. z ciasta na piernik staropolski), dobrze się nadadzą cienkie, mocno imbirowe pierniczki typu szwedzkie pepperkakor. Skorzystałam z przepisu Tosi z Burczy mi w brzuchu, z drobnymi poprawkami (choćby taką, że oczywiście, jak to ja, nie moczyłam śledzi, zmniejszyłam też liczbę goździków).

Składniki:

  • 4 filety śledziowe typu matjas (400g)*
  • 2 duże czerwone cebule
  • łyżka masła lub mieszanka masła i oliwy
  • łyżka miodu
  • łyżka octu balsamicznego
  • 50g pierników jw., bez lukru, polewy, dodatkowych ozdób itd.
  • łyżeczka musztardy
  • łyżka miodu
  • sok z 1 cytryny
  • 4 łyżki (1/4 szkl.) oliwy
  • 2-3 liście laurowe
  • 1/2 łyżeczki ziela angielskiego (całe ziarna)
  • 1/4 łyżeczki pieprzu ziarnistego
  • 2 goździki

* Jak pisałam we wstępie i wielu innych miejscach, u mnie niemoczone, jak zawsze. Jeśli ktoś jednak zawsze to robi, może wymoczyć - choć najpierw sprawdziłabym, czy śledzie faktycznie są takie słone i tego wymagają, bo w przepisie nie ma w ogóle soli (poza szczyptą dodaną do cebuli).

Cebulę obrać, pokroić w pióra, dodać szczyptę soli i zeszklić na maśle/maśle i oleju. Dodać miód, ocet, karmelizować kilka minut. Wystudzić.

Pierniczki utłuc na proszek np. w moździerzu. Wymieszać musztardę z sokiem z cytryny, miodem i oliwą na sos, dodać utłuczone pierniki. Śledzie pokroić na ok. 2 cm kawałki. W dużym słoju (co najmniej 500ml) układać na przemian śledzie, sos piernikowy, liście laurowe i przyprawy korzenne. Odstawić do lodówki na co najmniej dobę przed jedzeniem (próbowałam świeżo przyrządzonych i smakowały gorzej niż następnego dnia, więc nie warto się spieszyć).

Na czym polega zaskoczenie? Po pierwsze, że potrawa jest - moim zdaniem przynajmniej - całkiem estetyczna ;), więc nadaje się do podania gościom. Po drugie, sądziłam, że różne rzeczy mogą M w niej przeszkadzać, ale nie spodziewałam się, że zareaguje negatywnie na proszkową strukturę utłuczonych pierniczków. Faktem jest, że sos dzięki nim jest "piaskowy", co mnie osobiście nie przeszkadza, ale nie jest typowe. Ja raczej się zastanawiam, czy w przypadku powtórki zostawiłabym całe przyprawy korzenne, czy też zastąpiłabym je mielonymi (bardziej przyjaznymi konsumentowi w przypadku gęstego sosu). Po trzecie, sądziłam, że smak wywrze na mnie mocniejsze wrażenie: negatywne lub pozytywne, tymczasem moje odczucia są bardziej letnie... Co nie zmienia faktu, że uważam, że przynajmniej raz warto tego połączenia spróbować. Czy będą powtórki, mimo braku zachwytu - nie da się tego wykluczyć, zwłaszcza w wersji udoskonalonej ;).

PS. A to wszystko w ramach Festiwalu Pierniczków, patrz banner ^^.

Zapisz

Zapisz

Zapisz

Zapisz

Zapisz

Zapisz

Zapisz

Zapisz

Zapisz

niedziela, 20 listopada 2016

Gdy M wręczył mi siatkę z zakupami do rozpakowania i odkryłam w niej dużą tackę śledzi, byłam pod wrażeniem: „Naprawdę usłyszałeś?!”. Bo szczerze mówiąc… mam wrażenie, że moje głośne uwagi typu „ŚLEDZIE*. Zjadłabym śledzie” rzadko docierają do czyichś uszu. Podsumowując, była to całkiem miła niespodzianka i liczę na powtórki ;) (jeśli ktoś to czyta).

O śledziach pomyślałam dzień czy dwa, obejrzałam zawartość lodówki i tak oto pierwszy raz przygotowałam własnoręcznie śledzie zabielane, jogurtowo-śmietanowe. Od klasyki różni je (poza jogurtem) dodatek kaparów. Czas przygotowania: kilka minut, czas leżakowania dość krótki, więc można potraktować je jako opcję last minute (np. na dzyń dzyń dzyń Święta). Na co dzień świetnie pasują do gotowanych lub pieczonych ziemniaków, bądź jak widać na zdjęciu (patrz: uwagi pod przepisem).

Składniki:

  • 1 mała cebula, pokrojona w pióra
  • 250g śledzi marynowanych w oleju**
  • 5-6 łyżek gęstej śmietany
  • 4 łyżki gęstego jogurtu
  • łyżeczka kaparów
  • ½ łyżeczki suszonego koperku

Cebulę pokroić i zblanszować (przelać wrzątkiem) na sitku, odstawić na bok. Śledzie pokroić na ok. 3-4cm kawałki. W misce wymieszać śmietanę z jogurtem, dodać osączone z zalewy, posiekane kapary i koperek. Wmieszać cebulę i śledzie. Całość przełożyć do słoika i odstawić przed jedzeniem na co najmniej 12h (a lepiej - dobę) do lodówki.

Na zdjęciu moje ulubione połączenie (prawie tak samo dobre, jak szynka + majonez + chałka). Oczywiście, żytnie pieczywo czy pumpernikiel też świetnie pasują, ale słodka chałka plus słony, lekko kwaśny śledź… Kto nie spróbuje, ten nie wie, co traci ;).

* Strudel/piernik/chałka/dobre pomidory/kurki/maliny/pizza… itd., itp. w nieskończoność. Choć śledzie pojawiają się w takim kontekście wyjątkowo często.

** Można też użyć osączonych marynowanych, po pokrojeniu wymieszanych z 1-2 łyżeczkami dobrego oleju rzepakowego (lub lnianego, jeśli ktoś lubi) i odstawione na ok. godzinę w temp. pokojowej lub tzw. matjasów potraktowanych jw. Jak wspominałam wielokrotnie, nigdy nie moczę śledzi (jeśli mam podejrzenia, że są wyjątkowo słone, to ew. krótko opłukuję, ale matjasy moim zdaniem tego nie wymagają).

Zapisz

niedziela, 10 stycznia 2016

Dawno, dawno temu był na Galerii Potraw kultowy przepis na śledzie cytrynowe (zresztą, gdy zaczęłam go szukać w Google, jako podpowiedź wyskoczył od razu wynik „śledzie cytrynowe Jacka" - to właśnie te ;). Jak zaczęłam sama robić przetwory rybne, to kilka razy się do nich przymierzałam, ale albo nie miałam kilku dni czasu (potrzebnych śledziom do nabrania właściwego smaku), albo nie miałam tylu cytryn, co trzeba. Powiedzmy sobie szczerze, że potrzeba ich sporo, a skoro zużywa się i skórki, i sok, to najlepiej użyć ekologicznych.

Jeśli chodzi o smak, to okazało się, że jest to rzecz kontrowersyjna: M spróbował, oznajmił „to jak te Twoje marynowane cytryny, tylko ze śledziami” i stanowczo odsunął słoik. Skosztowałam więc ja i krzyknęłam: „Ojej, pyszne! Faktycznie jak te cytryny!”. Bo, powiedzmy sobie szczerze, to są marynowane (czy też kiszone) skórki cytrynowe. Plus słony śledź. Miłośnicy bliskowschodniego przysmaku powinni być zachwyceni, ale Ci, którzy zjedzą, ale w małych ilościach i nie za często… to na własne ryzyko ;). Zresztą, w ogóle należy bardzo lubić i kwaśne, i cytryny (o śledziu nie wspominam, bo to oczywiste) - np. ja nie miałam problemu z samodzielnym zjedzeniem zawartości tego słoika...

Składniki:

  • 4 płaty śledzi w zalewie (a la matjas)
  • ok. 5 cytryn (sok i skórka)
  • kilka (4-5) goździków

Śledzie opłukać i jeśli zazwyczaj moczycie, krótko wymoczcie; ja jak zawsze nie moczyłam, tylko pokroiłam od razu na ok. 2cm kawałki. Cieniutko zetrzeć skórkę z umytych (i dokładnie sparzonych i wytartych, jeśli pryskanych) cytryn – nie może być ani trochę gorzkiego albedo. Użyłam do tego celu obieraczki do jarzyn, paski potem pokroiłam w kostkę. Układać w słoju warstwami śledzie, skórkę + jeden goździk, i tak dalej, aż do zapełnienia naczynia (ok. 400-500ml). Całość zalać sokiem z wyciśniętych cytryn – u mnie poszło 5 owoców, tj. wszystkie, z których starłam skórkę. Sok musi całkowicie zakryć rybę. Odstawić do lodówki, jeść po ok. 6-7 dniach. Jeśli sądzicie, że śledź będzie stał dłużej, niż zalecany tydzień, dodajcie na wierzch jeszcze warstwę oliwy.

A w temacie cytryn, warto przypomnieć, że robiłam i te szybkie, i te dojrzewające :).

piątek, 18 grudnia 2015

Nigdy jeszcze nie marynowałam sama śledzi. Rzadko też je jem, wybierając raczej warianty w oleju/sosie (choć limonkowe właśnie na bazie marynowanych mnie przyjemnie zaskoczyły). Przepis na inlagd sill zobaczyłam jeszcze w listopadzie u Madame Edith, potem mignął mi na blogu Ani Truskawkowej. Przyznaję, że to co mi się w nich najbardziej spodobało (poza błyskawicznym przygotowaniem), to robienie z wyprzedzeniem, w myśl z zasady, że im dłużej (w granicach rozsądku) poleżą, tym są lepsze. O tym, że lubię takie świąteczne przepisy, najlepiej świadczy spiżarnia (obecnie wypchana wypiekami dojrzewającymi).

Co do tego "im dłużej, tym lepiej" - Edyta pisała, że dla niej minimum to 6 tygodni, choć wg Ani należy po maksymalnie 4 tygodniach śledzie zjeść. Podobny przepis znalazłam u Signe Johansen (Scandilicious), która przyjmuje takie widełki czasowe: "jeść najwcześniej po 5 dniach, przechowywać do 2 miesięcy" - i ten wariant najbardziej mi pasuje, bo choć owszem, pierwszy słoik śledzi ruszyłam po 3 dniach, to ostatnie 2 łyżki, które zjadłam po 12 dniach, były jednak trochę lepsze. Nie zmienia to faktu, że jeśli - jak ja dziś wieczorem ;) - najpóźniej jutro nastawicie śledzie, na Wigilię lub Święta będą jak najbardziej jadalne, a jeśli jakieś zachowają się do Sylwestra, będą jeszcze lepsze...

Mój przepis bazuje głównie na tym Aninym, choć od Madame Edith wzięłam goździk ;). Cukru u mnie trochę więcej, bo niechcący sypnęło się tyle do rondla - ale smakowo pasowało, więc zostawiłam bez zmian. Planuję także przy replayu nieortodoksyjnie dodać mały plaster buraka - by uzyskać bardziej różowy kolor.

Składniki (na ok. 1 litr):

  • 500g matjasów/śledzi a la matjas
  • 150ml octu 10%
  • 150ml wody
  • 125g cukru
  • łyżeczka ziela angielskiego
  • 1/2 łyżeczki pieprzu w ziarnach
  • 2 liście laurowe
  • 1 goździk
  • 1 mała marchewka, pokrojona w plasterki
  • 1 czerwona cebula, pokrojona w pióra
  • opcjonalnie: 1 mały plaster buraka

Śledzie opłukać i (krótko) namoczyć (jeśli to robicie, ja jak moja Mama, z zasady nigdy nie w przypadku takich filetów, więc poprzestałam na opłukaniu), pokroić na 2-3cm plastry. Wszystkie pozostałe składniki umieścić w rondlu i zagotować, odstawić do dokładnego wystudzenia. W słoju np. litrowym umieścić ok. 2 łyżek śledzia, zalać marynatą, i czynność powtarzać aż do zużycia składników/zapełnienia słoja. Odstawić do lodówki na co najmniej 5 dni.

Uwaga: podając śledzie nie wzgardźcie marchewką z marynaty! W moim odczuciu może nie aż tak smaczna, jak śledź, ale z pewnością warta zjedzenia.

środa, 07 października 2015

O swoim stosunku do śledzi już pisałam. Zasadniczo zawsze je lubię, zazwyczaj nawet bardzo a czasem po prostu MUSZĘ ;). To ostatnie uczucie mnie nachodzi np. jeśli trafię w sieci na wzmiankę o ciekawym przepisie. Gdy u Lo trafiłam na przepisy cztery... Tak, przy najbliższej okazji udałam się do sklepu rybnego ;).

Przepisy zrealizowałam dwa, z pewnymi modyfikacjami: na śledzie kawowe (trochę zbliżone do tych, które pokazywałam pół roku temu) oraz cytrusowe. Oryginalnie miały być cytrynowe, ale ponieważ cytryna została w samochodzie, do którego mogłam się dostać dopiero za kilka godzin, a w lodówce była limonka... Sądzę, że ten zamiennik nie zrobił im krzywdy, ba, wręcz przeciwnie. Bazą, jak napisałam powyżej, był przepis z tej strony (Citronsill). Pierwszy raz zaprawiałam śledzie marynowane, nie solone czy matjasy, i trochę obawiałam się efektów - a niepotrzebnie. Lekka kwaśność dobrze gra z limonką i nabiałem (który dzięki jogurtowi jest nieco lżejszy niż sama śmietana).

Składniki:

  • ok. 275g (ok. 3 sztuk) śledzi marynowanych w płatach
  • 1/2 sparzonej/eko limonki (sok i skórka)
  • łyżka jasnego miodu
  • 50ml jogurtu naturalnego
  • 50ml śmietany (12-18%)
  • szczypta soli

Śledzie pokroić na paski ok. 2 cm. Skórkę z limonki zetrzeć na drobnej tarce, wycisnąć sok, wymieszać z pozostałymi składnikami. Dodać śledzie, delikatnie wymieszać, umieścić w słoiku/szczelnym pojemniku w lodówce na co najmniej 12h (jadłam po ok. 18, a potem po następnej dobie, i nie było różnicy w smaku). Świetnie pasują do żytniego lub ziarnistego pieczywa.

PS. Odkryłam przy okazji, że ponieważ wyszukiwarka Bloxowa na Coś niecoś źle wyszukuje polskie znaki, na hasło "śledzie" nic nie wyskakuje - mam nadzieję, że dodatkowy hashtag pomoże. Innymi słowy, TU znajdziecie śledzie na blogu (podejrzanie ich mało ;).

niedziela, 29 marca 2015

 

Śledzie? Na wiosnę? Na Wielkanoc?... Już słyszę te okrzyki zdziwienia, na które odpowiem, że na śledzie zawsze jest pora (a do Wielkanocy jest jeszcze trochę czasu). Te kawowe zobaczyłam u Moniki i miałam ogromną ochotę zrobić (i zjeść!) ze względu na główne składniki.

Już po konsumpcji uważam, że najważniejszy jest wybór musztardy, to znaczy powinna być to ulubiona: nie za ostra czy za łagodna, tylko taka, którą naprawdę lubicie, bo wyraźnie ją w smaku czuć. Podobnie istotny jest miód, bo to drugi najmocniejszy smak (więc też nie wybierajcie takiego, za którym nie przepadacie). Kawę, wbrew pozorom, czuć dopiero na trzecim miejscu ;).

Niestety, w ostatniej chwili odkryłam, że mam w domu za mało musztardy, poza tzw. angielską w proszku. Wiedząc, że jest bardzo ostra, zredukowałam trochę ilość proszku w stosunku do wody, a i tak przy mieszaniu łzawiły mi oczy. Efekt końcowy, mimo dodatku cukru i oleju, jest zdecydowanie pikantny. Niestety, dla mnie trochę za bardzo, ale potraktowałam to jako nauczkę na przyszłość. Bo że przepis warto powtórzyć, to już wiem ;). Uwaga: u mnie, jak zawsze, śledzie niemoczone.



Składniki:

  • 500g solonych matjasów

Zalewa:

  • 200 ml wody
  • 100 ml cukru
  • 50 ml octu 10%
  • 5 listków laurowych
  • 3 ziela angielskie (nie byłabym taka drobiazgowa... ;)
  • 10 ziaren czarnego pieprzu (jak wyżej)

Sos:

  • 100 g ulubionej musztardy
  • 50 g ulubionego miodu
  • 50 g cukru demerara (można ew. spróbować też z drobnym brązowym)
  • 50 g oleju rzepakowego (lub innego neutralnego)
  • 15 g octu balsamicznego (lub 25 g np. jabłkowego)
  • 1 podwójne espresso lub ok. 10 g zmielonej kawy (u mnie to ostatnie)

Jeśli ktoś praktykuje moczenie śledzi, może je wcześniej kilka h wymoczyć, w przeciwnym razie (jak ja) przystępuje od razu do przygotowania zalewy: składniki wymieszać w rondelku, zagotować, wystudzić. Śledzie pokroić na kawałki o długości kilka cm, umieścić w naczyniu z pokrywką/nakrętką, zalać zalewą, odstawić do lodówki na dobę. Po tym czasie odcedzić.

Składniki sosu połączyć w misce, dokładnie ubić na krem. Śledzie wymieszać z sosem, przełożyć do dużego słoja, schłodzić co najmniej kilka h (osobiście uważam, że znowu przydałaby się doba) przed podaniem.

Że takie śledzie świetnie pasują do ciemnego pieczywa, to chyba żadna nowina ;).

wtorek, 30 grudnia 2014

Dla wielu z nas dni powszednie po 28 grudnia to już „Święta, Święta i po Świętach”. Niektórzy jednak będą odpoczywać/balować do Nowego Roku, albo i dłużej. Co za tym idzie, mogą przydać się śledzie ;). Choć numer jeden w naszym domu pozostają te grzybowe, chciałam podać na stół 25 grudnia także takie „proste”, zbliżone do tych, z którymi zwykłam jeść pieczone ziemniaki w Adwencie. Za radą Mamy poza ogórkiem kiszonym dodałam marynowane grzyby (konkretnie – kurki), a całość zalałam dobrym olejem rzepakowym (bo nie jestem fanką lnianego, mimo kilku podejść). Nadprodukcję – której w duchu świątecznym zostało sporo – planuję wykorzystać w Sylwestra do (tak, znowu) blinów.

Uwaga, to nie błąd, że śledzie nie są moczone: nigdy tego nie robię (a kupuję rybę najczęściej na wagę, ew. na tackach) i uważam, że śledzie powinny być słone. Jeśli ktoś jednak bardzo chce, może je wcześniej krótko przepłukać.

Składniki: 0,5kg solonych płatów śledziowych/matjasów na wagę, 1 średnia czerwona cebula, 2-3 kiszone ogórki, ok. 3 łyżek marynowanych kurek (ew. innych grzybów), 3 łyżeczki delikatnego octu (np. domowy jabłkowy, delikatny winny), wyrazisty olej rzepakowy (opcjonalnie zmieszany z neutralnym roślinnym w proporcji 1:1 lub 2:1).

Śledzie pokroić na kawałki ok. 2,5cm x 1cm. Cebulę i ogórka drobno posiekać, wymieszać z kurkami. W dużym (0,75-1 l.) słoju układać warstwami, ciasno ubijając, śledzia i warzywa (powinno wyjść po ok. 3 warstw), każdą skropić łyżeczką octu. Zalać dokładnie olejem (musi przykryć śledzie równą warstwą). Odstawić do lodówki na co najmniej 3 dni, a jeszcze lepiej: 4-5, lub nawet tydzień.

W temacie sylwestrowych napojów, nieśmiało przypominam o Chłopczycy. Poczęstowałam nią rodzinę (głównie płeć piękną ;) w Święta i została ciepło przyjęta. Z innych bąbelków polecam także Gwiazdę Betlejemską.

Skoro – jak dziś usłyszałam przez telefon - „jaki Sylwester, taki cały rok”, oby wszystkim było jutro smacznie. I do siego* roku!

* O co właściwie chodzi w tych życzeniach, zastanawiałam się dzisiaj – dla takich ciekawskich polecam link.

wtorek, 09 października 2012

Lubię śledzie. Czasem bardzo lubię śledzie, tzn. dopóki ich nie zjem, długo o nich myślę. Tak się jakoś jednak złożyło, że poza świątecznymi grzybowymi (niezmiennie polecam), ograniczałam się do otwierania pojemnika/słoika i żadnych fantazyjnych wariantów sama nie przygotowywałam. Do niedawna, gdy zapragnęłam czegoś bardziej urozmaiconego i... sezonowego ;). Poza śledziami, główne składniki są dwa: pomidory (użyłam świeżych) i fenkuł; bliżej zimy można by sos przyrządzić z dobrej passaty/przecieru pomidorowego. Wyszło całkiem nieźle, a jestem tym bardziej zadowolona, że to przepis z własnej głowy (oraz ogrodu, biorąc pod uwagę pochodzenie fenkuła ;).

Składniki: 5-6 dojrzałych, średniej wielkości pomidorów (użyłam podłużnych, tj. lima/jajo), oliwa, 1 ząbek czosnku, sól, pieprz, łyżeczka kaparów, 1 niewielki fenkuł (korzeń + parę gałązek kopru), ok. 200g (waga po osączeniu) śledzi a la matjas

Zrobić sos pomidorowy: pomidory sparzyć, ściągnąć skórki; rozgrzać oliwę na patelni, przesmażyć chwilę czosnek, dodać obrane, lekko rozgniecione pomidory i gotować na średnim ogniu, aż masa odparuje o ok. 1/2 i wyraźnie się zagęści; doprawić pod koniec solą i pieprzem. Wystudzić, dodać łyżeczkę kaparów; jeśli pomidory będą zbyt słodkie, lekko zakwasić np. octem lub zalewą kaparową. Śledzie pokroić na kilkucentymetrowe kawałki; fenkuła posiekać w średnią kostkę, zostawiając trochę kopru. W około półlitrowym słoju układać na przemian koper, fenkuła, sos, śledzie, i tak do końca słoja. Zamknięty słój odstawić do lodówki na minimum dobę (a lepiej 2-3 dni) przed planowaną konsumpcją. 

PS z 20.11: Po namyśle sądzę, że śledzie można przygotować i w grudniu, co podciąga je pod kategorię "kuchnia świąteczna" ;).

niedziela, 27 grudnia 2009

Śledzie z sosem z suszonych grzybów to popisowe danie mojej Mamy. Przygotowuje je na Wigilię i okres poświąteczny, czasem także na Sylwestra. Każdy, kto spróbuje tych śledzi, najpierw się zachwyca, a później się uzależnia ;) Abyście także mogli skosztować, oddaję głos rodzicielce.

Składniki: 1 kg śledzi w oleju (np. sprzedawanych na tacce, a la matjas), garść (ok. 40-50g) grzybów suszonych (kapelusze) - np. borowiki/prawdziwki, ale inne też mogą być, sól/pieprz, 2-3 cebule, 2 łyżeczki koncentratu pomidorowego

Grzyby zalać ciepłą wodą na ok. 2 h, a następnie obgotować w wywarze  z moczenia 30-40 min, w zależności od wielkości grzybów. W trakcie gotowania doprawić do smaku solą/pieprzem. Grzyby odcedzić, wywar zachować, grzyby pokroić w paseczki. Zeszklić na oleju na złoto 2-3 duże cebule, pokrojone w piórka, zmieszać z grzybami.  Kilka łyżek wywaru z grzybów zmieszać z koncentratem pomidorowym, zalać powstałym sosem cebulę i grzyby tak, by były przykryte.  Przestudzić. Śledzie (nie moczone, prosto z opakowania) pokrojone na kilkucentymetrowe kawałki zalać ostudzonym sosem i odstawić w lodówce na 2-3 dni lub chociaż kilka godzin przed planowaną konsumpcją.

Kuchnia Świąteczna i Noworoczna 01.XII.2009 - 05.I.2010Danie jest bardzo esencjonalne, słone, sycące, a zarazem efektowne. W sam raz na zimę, do kieliszka czerwonego wina (lub innego trunku... ;), z kromką dobrego chleba (np. prostego i szybkiego - typu wieloziarnisty Komarki). A w dodatku jeszcze trochę tych śledzi mam w lodówce...

 
1 , 2
| < Czerwiec 2017 > |
Pn Wt Śr Cz Pt So N
      1 2 3 4
5 6 7 8 9 10 11
12 13 14 15 16 17 18
19 20 21 22 23 24 25
26 27 28 29 30    
Tagi

Ptasia on Pinterest
Page copy protected against web site content infringement by Copyscape
Durszlak.pl POMOŻECIE? PustaMiska - akcja charytatywna