Głównie o kuchni, jedzeniu, gotowaniu - ale nie tylko...

Wpisy z tagiem: lody

sobota, 09 sierpnia 2014

Nie będzie bardzo odkrywczo. Trudno żeby było, skoro podstawą jest twierdzenie, że latem są owoce, a owoce dobrze smakują na słodko. I w sumie nie będzie tu żadnego nowego przepisu, ale - uwaga, udane! - wariacje na temat.

Po pierwsze, jeśli gdzieś komuś jeszcze uchowały się czerwone porzeczki, świetnie pasują do clafoutis (u mnie to Nigela Slatera), nie wiem, czy nie lepiej, niż wiśnie. Przyznaję, że ich nie ważyłam, dałam po prostu po garści do każdej miseczki, dzieląc sprawiedliwie to, co zerwałam z krzaka i dalej postępowałam, jak w przypadku wiśni. Na wierzchu tym razem drobny cukier. Na zdjęciu widać proces znikania ;).



Po drugie, nigdy nie przepadałam za lodami owocowymi. No, może poza pewnymi o smaku szarlotki, ale jadłam je w dość niezwykłych okolicznościach*. Niedawno jednak, podczas urlopu i w upalną pogodę, spróbowałam truskawkowych i łaskawie pozwoliłam M na owocowe eksperymenty. Właściwie to nawet go o nie poprosiłam ;). Efektem były lody malinowe, na podstawie bazowego przepisu na waniliową klasykę.

Do jeszcze ciepłego (w ok. 10 minut pod zdjęciu z ognia) kremu angielskiego (czyli masy żółtkowo-śmietankowej) dodaliśmy 1,5 standardowego opakowania malin, z czego 2/3 było przetarte przez sito (uzyskując mus jak powyżej - kolor autentyczny!), a 1/3 w całości. Po schłodzeniu całość poszła do maszynki do lodów - na raty, bo masy było stosunkowo więcej niż normalnie. Lody są lżejsze od waniliowych i bardzo malinowe - taki bardziej kaloryczny jogurt owocowy. Jednakże, podobnie jak w przypadku lodów rabarbarowych, trzeba wyjmować je wcześniej do lodówki (ok. 25 minut) lub blat kuchenny (ok. 10-15 minut) przed jedzeniem, by zmiękły; nie chodzi tylko o nakładanie, ale i kryształki, które w postaci mocno zmrożonej są trochę wyczuwalne. Ponieważ ja jednak lubię lody zdecydowanie miękkie i jem je znacznie wolniej niż niektórzy ;), właściwie z nimi nie mam do czynienia.

Po trzecie, klasyka: drożdżowe z owocami. Ale czemu nie połączyć tych owoców, a konkretnie malin, z białą czekoladą (podobnie jak w tej tarcie)? Ciasto: z przepisu na cynamonki, z 1/2 porcji; owoce: maliny, ok. 1 opakowania, czekolada: biała, 125g, posiekana, rozrzucona na wierzchu. Pieczone ok. 45 minut, 180 st. C., termoobieg. Ku mojemu zdziwieniu czekolada zmiękła, ale nie roztopiła się i bezpośrednio po wyjęciu z piekarnika wyglądała moim zdaniem jak drobinki przypieczonego tofu :D. Smak na szczęście inny (nie żebym miała coś przeciwko tofu...).

* Po 2 tygodniach niedojadania podczas wymagającej psychicznie ;) i fizycznie wyprawy w góry. Wtedy nawet kasza perłowa mi smakowała, a przynajmniej dała się zjeść, i to łapczywie ;).

poniedziałek, 31 marca 2014

I oto kolejny mini-wpis przypominajka, a właściwie ostatnie dzieło Lodowego Specjalisty w naszym domu (M).

Klasyczne lody waniliowe znacie. Jak zamienić je w lody czekoladowe? Dodać do zagotowanej (i dopiero co zdjętej z ognia) śmietanki 125g dobrej czekolady/kuwertury gorzkiej, połamanej na kawałki, delikatnie mieszać do rozpuszczenia, dalej postępować jak w przepisie bazowym.

Uwaga! Nie wiem, czy to reguła, ale u nas te lody nie zmroziły się tak samo ani w maszynce, ani w zamrażarce, jak te bez dodatków, ale nie było żadnych niepożądanych kryształków lodu. Maszynkę proponuję wyłączyć w momencie, gdy masa będzie gęsta i lekko zmrożona przy ściankach.

Wrażenia smakowe? Zamrożony mus czekoladowy :). Nigdy nie zamawiam lodów w tym smaku w lodziarni czy restauracji, ale ten deser mi bardzo smakował - choć w mikro ilościach, bo jest bardzo sycący (bardziej niż klasyczne lody domowe, które też do frakcji lekkiej nie należą ;). Polecam, jeśli chcecie zrobić na kimś wrażenie.



czwartek, 19 maja 2011



Musiałam zrobić, zanim sezon się skończy. Powiecie, że dopiero się zaczął, ale jak się zaraz wyjeżdża do zupełnie innej strefy klimatycznej, to po powrocie można zastać figę z makiem, a nie rabarbar. A skoro zrobiłam i jestem zadowolona, musiałabym chociaż na szybko opublikować (zamiast się np. pakować) i podczepić pod akcję Olcik (vide banner).

Przepis to właściwie połączenie dwóch - tego na lody waniliowe (z 1/2 składników, tj. na bazie 5 żółtek) oraz tego na pieczony rabarbar, przy czym:

* upiekłam ok. 450g rabarbaru, zasypałam go cukrem waniliowym (ok. 6 pełnych łyżek) i zalałam zamiast wodą, białym winem (ok. 80ml)

* do żółtek poza cukrem dodałam trzy łyżki ostudzonego syropu, który wytworzył się z pieczonego rabarbaru i wina

* do ostudzonej bazy lodów, tj. kremu angielskiego (custard) dodałam wystudzony, odcedzony, lekko rozdrobniony rabarbar, wymieszalam i umieściłam w maszynce do lodów, dalej postępowałam zgodnie z instrukcją do maszynki. W przypadku braku maszynki należałoby masę cierpliwie ubijać, zamrażać, ubijać, zamrażać przez kilka godzin.



Lody są kwaskowate, bardzo mocno rabarbarowe i lżejsze od innych wariantów, które robiłam. Twardnieją jednak mocniej niż wersja bez owoców i warto wyjąć je z zamrażarki ok. 20-30 minut (w zależności od temp. mieszkania) przed jedzeniem. Chcąc uzyskać lody bardziej kremowe a mniej owocowe, trzeba by dać o ok. 1/2 mniej rabarbaru.

poniedziałek, 10 stycznia 2011

Bardzo lubię przepisy bazowe, które zawsze się sprawdzają i które można modyfikować. Należy do nich przepis na lody, z którego korzystam. Nie tak dawno temu prezentowałam klonowo-orzechowe, a ostatnio zrobiłam dwa nowe warianty: makowo-rodzynkowe i pomarańczowe. Te pierwsze podane zostały - jak poniżej - z makowcem, drugie - Christmas Cake. Po obu deserach zostały jedynie wspomnienia, ale zapewniam, że oba warte były skosztowania.

Oba warianty lodów bazują na przepisie na lody waniliowe (przy zastosowaniu 1/2 składników, tj. 5 żółtek itd.), przy czym:

W wariancie pomarańczowym: nie dodajemy wanilii do śmietanki, natomiast do cukru i żółtek wlewamy łyżkę Cointreau, a już do wystudzonej masy, do maszynki do lodów, dodajemy skórkę startą z 1 pomarańczy i sok z połowy-całego owocu.

W wariancie makowym dodajemy wanilię do śmietanki oraz na koniec do maszynki do lodów 2 łyżki suchego maku i ok. 3 łyżek rodzynek, co najmniej 30 minut wcześniej namoczonych w podgrzanym rumie/brandy (u mnie pochodzące z tzw. magicznego słoika, w którym trzymam stale rodzynki zalane alkoholem).

Jeden i drugi wariant mi smakował, choć chyba gdybym miała wybierać, głosowałabym za pomarańczowymi.

czwartek, 11 listopada 2010

Kiedyś, dawno temu, bardzo lubiłam lody Scholler Movenpick pt. Maple Walnut, czyli o smaku syropu klonowego i orzechów włoskich. Niedawno sobie o nich przypomniałam i przy okazji orzechowej zabawy (vide banner) postanowiłam zrobić swoją wersję. Wyszło pysznie (choć nie wiem, czy smaku tamtych lodów nie przypominał jednak bardziej krem do ciasta z Maltesers). W wersji bez orzechów, z samym syropem klonowym, lody były także bardzo smacznie. Bazowałam na naszym sprawdzonym przepisie na lody waniliowe, robiąc deser z 1/2 składników (na 4 wizualnie skromne - ale te lody są bardzo sycące - porcje).

Składniki: 5 żółtek, 250ml śmietanki 30%, ok. łyżeczki ekstraktu z wanilii, 60-75ml syropu klonowego (ja użyłam pełnej po brzeg miarki amerykańskiej 1/4 cup), ok. 80g posiekanych orzechów włoskich (i ew. dodatkowe do dekoracji)

Utrzeć żółtka z syropem na puszystą masę/kogel mogel. Śmietankę zagotować z wanilią, odstawić do ostygnięcia na ok. 15 min. Wlać śmietankę do kogla mogla, dokładnie wymieszać, przelać wszystko z powrotem do rondla i POWOLI podgrzewać, do momentu, aż masa wyraźnie zgęstnieje. Uwaga, by nie zagotować! Dokładnie wystudzić. Wlać do maszynki do lodów, dodać orzechy i postępować jak w instrukcji. W opcji bez maszynki należy masę umieścić w  zamrażarce i co ok. 30 minut wyjmować i dokładnie roztrzepywać ręcznie lub mikserem, aż zacznie wyraźnie zamarzać, i schłodzić kolejne kilka h.

Lody warto wyjąć na ok. 15 minut przed jedzeniem do lodówki. Można podawać udekorowane całymi orzechami lub połówkami.

sobota, 24 lipca 2010

Z jednej strony, z cytrusami kojarzy mi się raczej zima, zwłaszcza para: Boże Narodzenie i pomarańcze (o czym pisałam w jednym z pierwszych postów na tym blogu). Z drugiej strony, chyba najwięcej cytryn i limonek zużywam latem - do napojów, do doprawiania ryb i drobiu, do deserów - bo są orzeźwiające i pasują do lekkich dań. Takich, jak poniższe placuszki, które znalazłam w książce Sophie Dahl (Miss Dahl's voluptuous delights) i trochę, z konieczności, zmodyfikowałam. Idealne na letnie śniadanie w ogrodzie lub na balkonie.

Składniki (dla 4 osób, u mnie równo z 1/2 składników dla 2): 225g ricotty lub, u mnie, zwykłego twarogu, 2 jaja, 125 ml mleka (u mnie chudego, u Sophie półtłustego), 60g mąki (u Sophie orkiszowej, u mnie pełnoziarnista, drobnomielona Lubella), łyżeczka proszku do pieczenia, łyżka płynnego miodu lub dowolnego cukru (u Sophie syrop klonowy lub z agawy), 2 łyżeczki skórki z cytryny (nie cackałam się i starłam mniej więcej z 1/2 cytryny), 2 łyżeczki oleju (u mnie masła)

Jaja rozdzielić na białka i żółtka. Żółtka rozetrzeć w misce z twarogiem i mlekiem, dodać mąkę, proszek i miód/syrop/cukier. Białka ubić na pianę, delikatnie domieszać do reszty, dodać skórkę z cytryny. Na patelni rozgrzać olej lub masło i smażyć małe placuszki (po kopiastej łyżeczce) na złoto-brązowy kolor (u mnie bardziej brązowy ;) ok. 1-2 minuty na stronę (widać, że są gotowe do odwrócenia, jeśli jest dużo pęcherzyków i brzeg stały - jak przy innych pankejkach/blinach). Masa jest bardzo delikatna i większe placuszki będą b. trudne do odwracania/przenoszenia (ja nawet z niektórymi małymi miałam problemy), więc warto być cierpliwym i usmażyć więcej mniejszych. Podawać od razu, z dodatkiem jogurtu naturalnego lub twarożku i miodu, bądź z owocami/domowymi przetworami.

Miłośnicy wszelkich naleśników, racuszków, pankejków itd. nie będą zawiedzeni. Te są leciutkie, delikatnie cytrynowe. I nie, te na zdjęciu powyżej nie są spalone, tylko mocno wysmażone ;)

Druga cytrusowa propozycja to lody limonkowe, znów w wykonaniu domowego lodziarza (M). Przepis taki, jak tu (z 1/2 porcji, czyli z 5 żółtek), z tą różnicą, że z pominęciem wanilii, a z dodatkiem - domieszanym na sam koniec, do lodów już schłodzonych w maszynce do lodów - skórki i soku z 2 limonek. Gotowe lody warto wyjąć z zamrażarki do lodówki na 15 minut przed planowanym spożyciem. Jeśli chodzi o smak, to sczerze powiedziałam M, że to jedne z lepszych lodów, jakie do tej pory zrobił - gęste, śmietankowe, ale z mocną nutą cytrusową. Idealne na lato.

środa, 27 stycznia 2010

Powoli mój M awansuje do roli domowego lodziarza. Szczególnie, że zainwestowaliśmy w kolejny dodatek do naszego robota kuchennego, tj. maszynkę do lodów.  Jednak wychodzą z niej gładsze desery niż przy metodzie ręcznej.

Lodziarz domowy specjalizuje się w produktach tradycyjnych, bazujących na żółtkach i śmietance. Oto lody waniliowe, które stanowiły deser po ostatnim obiedzie rodzinnym. Małżonka cytuję słowo w słowo ;):

Bierzesz 10 żółtek, ucierasz dokładnie na kogel mogel ze 150g cukru. 0,5l śmietanki 30% zagotowujesz z laską wanilii (lub ok. 3/4 łyżki ekstraktu), odstawiasz do ostygnięcia na ok. 15 min. Wlewasz śmietankę do kogla mogla, dokładnie mieszasz, przelewasz wszystko z powrotem do rondla i POWOLI podgrzewasz, do momentu, aż masa wyraźnie zgęstnieje. Uwaga, by nie zagotować! Dokładnie wystudzić. Wlać do maszynki do lodów i postępować jak w instrukcji. W opcji bez maszynki należy masę umieścić w  zamrażarce i co ok. 30 minut wyjmować i dokładnie roztrzepywać ręcznie lub mikserem, aż zacznie wyraźnie zamarzać, i schłodzić kolejne kilka h.

Jedyna uwaga, jaką mieli konsumenci (zwłaszcza ja) to taka, że lodów było za mało (bo były zrobione z 1/2 porcji). My jedliśmy dodatkowo z sosem truskawkowym, który przybył w gości.

A na deser dla czytelników, w kontekście lodów "I scream, you scream, we all scream for ice cream", czyli Roberto Beninghi i spółka z Poza prawem* Jarmusha:

* Jedyny film (poza Gwiezdnymi wojnami - Mrocznym widmem, oglądanym po raz chyba 3-ci, po północy na Sylwestra) na którym zasnęłam. Ale tą scenę lubię :)

poniedziałek, 20 lipca 2009


Do tej pory zrobiłam jeden udany sorbet, ale lodów zawierającym mleko lub śmietankę, z których byłabym zadowolona - nie. Rzecz w tym, że nie posiadam maszynki do lodów. Jestem jednak, jak wspominałam, uparta... i zrobiłam ostatnie podejście. Udało się! Przepis Anny del Conte, z Gastronomy of Italy. Robiłam z 1/2 porcji.

Składniki: 1 litr pełnego mleka (użyłam nie-UHT) lub 500ml śmietanki kremówki i 500ml mleka, 8 żółtek dużych jaj (najlepiej od szczęśliwych kur...), 300g cukru (imho można by dać trochę mniej - może 250g?), skórka z 1 sparzonej cytryny (obrana w jednym pasku, ew. dwóch)

Mleko zagotowujemy ze skórką cytrynową i połową cukru, odstawiamy do wystudzenia. Żółtka ucieramy z pozostałym cukrem na kogiel-mogiel. Pomału dodajemy wystudzone mleko (bez skórki cytrynowej, którą wyrzucamy), cały czas mieszając. Stawiamy na średnim/niewielkim ogniu (lub w kąpieli wodnej) i cierpliwie gotujemy, aż masa zgęstnieje (będzie lekko pokrywać łyżkę). Uwaga: posiadacze kuchenek gazowych lepiej niech wybiorą ogień mały, ale na witroceramicznych lepiej od razu przejść na średni, bo na małym można by czekać i godzinę na zgęstnienie. Gotową masę od razu umieszczamy w misce/zlewie z zimną wodą i mieszamy stale przez minutę, zostawiamy do ostudzenia. Przekładamy albo do maszynki do lodów i dalej jak w instrukcji, albo do pojemnika do zamrażarki (podobno najlepiej metalowego, dałam do "plastusia") i następnie przez 2 h co 20 minut roztrzepujemy lody widelcem, by nie powstały grudki. Gotowe lody są gotowe po ok. 6h od początku schładzania.

Nie ma grudek! Lody są lekko cytrynowe, całkiem lekkie - pewnie ze śmietanką byłyby bardziej kremowe, ale i tak nie zgadłabym, że są "tylko" z mleka. Sądzę, że zamiast skórką, można by aromatyzować mleko laską wanilii. M pochwalił, ja zadowolona - i zaczynam myśleć o maszynce...

PS. Gdyby kogoś ciekawiło - M na drugim zdjęciu czyta po raz kolejny Harry'ego Pottera (przygotowujemy się na najbliższą premierę filmową :)

| < Czerwiec 2017 > |
Pn Wt Śr Cz Pt So N
      1 2 3 4
5 6 7 8 9 10 11
12 13 14 15 16 17 18
19 20 21 22 23 24 25
26 27 28 29 30    
Tagi

Ptasia on Pinterest
Page copy protected against web site content infringement by Copyscape
Durszlak.pl POMOŻECIE? PustaMiska - akcja charytatywna