Miało być szybciej, wyszło niespecjalnie szybciej ;) Pieczone warzywa są smaczne, ale dość słodkie, dlatego gorąco polecam dodatek soku z kiszonych ogórków, jak u mnie, lub kwasu buraczanego. Można też użyć soku z kiszonych warzyw, jaki przedstawiała na blogu Zmysły w Kuchni Karolina (robiłam, jest pyszny). Jeśli nie macie podobnego kwaśnego płynu, można dodać łyżkę dobrego octu, np. z czerwonego wina.
Składniki: ok. 400g dyni, 2 średnie papryki (czerwone, żółte), 2 niewielkie buraki, 1/2 małego bakłażana, 1 cebula, 3-4 ząbki czosnku, 1 marchewka, litr bulionu (dowolnego, u mnie domowy), sól, pieprz, opcjonalnie: parę liści lubczyku, hojna szczypta słodkiej papryki (wędzonej lub nie), niewielka garść jarmużu, ponadto: ok. 150ml soku z kiszonych ogórków/kapusty/kwasu buraczanego, sól, pieprz, do podania: natka pietruszki, 2-3 łyżki posiekanej fety/sera szopskiego
Wszystkie składniki umieścić w brytfance (papryka wydrążona, marchewka obrana, przekrojona na 1/2, dynia pozbawiona pestek, ale ze skórą, cebula może być obrana, buraki, bakłażan i czosnek nie), skropić oliwą, piec ok. 50 minut w 180 st. C: na ostatnie kilka minut przenieść bliżej grzałki, by skóra papryki się mocniej przypiekła.
Paprykę od razu po upieczeniu umieścić np. w worku foliowym/papierowej torbie, i odstawić na 15 minut. Po tym czasie ściągnąć z niej skórę, umieścić w garnku. Dodać pozostałe warzywa, dynię krojąc na grube kawałki (użyłam piżmowej, która ma cienką skórkę - część oderwałam, ale większość zostawiłam), czosnek wyciskając ze skórki. Buraki można zostawić nieobrane, jeśli mają cienką skórkę, tylko podzielić je na 2-3 części. Całość zalać bulionem, ew. dopełnić wodą, dodać lubczyk i paprykę oraz garść umytego, porwanego jarmużu, jeśli używacie, zagotować, skręcić ogień na średni i gotować pod przykryciem ok. 30 minut. Po tym czasie skosztować, doprawić solą/pieprzem, zmiksować (u mnie nie nazbyt gładko). Jest prawie pewne, że zupa będzie w tym momencie za słodka - przelać do garnka, dodać sok z kiszonki i delikatnie podgrzewać kolejne kilka minut, ale nie zagotowywać. Sprawdzić doprawienie, ew. mocniej zakwasić lub doprawić. Do misek na zupę wkruszyć fetę przed napełnieniem; podawać posypane pietruszką.
Wielokrotnie chciałam przygotować sernik z dynią z Feast Nigelli, jednak za każdym razem, gdy to proponowałam, M rzucał mi spojrzenie rannej sarny ("dlaczego mi to robisz?"). W końcu jednak jest Festiwal Dyni, w lodówce leżała nadkrojona piżmowa, kupiłam stos serka śmietankowego i tym sposobem...
To także sernik pływający, jak moja miłość vel Londyńczyk. Piecze się go jednak w niższej temperaturze i dużo dłużej; nakrycie folią wierzchu jest wskazane (ja to zrobiłam, ale nie od razu, co po jednej połowie sernika niestety widać). Jest puszysty, ale nie zanadto, wilgotny, ale nie ciężki. Szczerze - bardzo mi smakuje, i nawet M wyraził (początkową) aprobatę. Tłumaczenie przepisu można znaleźć np. na blogu Dorotuś, i przyznaję, że do niego zerkałam, bo ma normalne gramy, a nie uncje i szklanki, jak w moim amerykańskim wydaniu książki ;). U mnie minimalne zmiany w stosunku do oryginału (cynamon w serku, ciut mniej ciasteczek na dnie, itd.)
Składniki na spód:
250 g ciastek digestive (użyłam paczki 225g)
1/4 łyżeczki cynamonu lub przyprawy np. do piernika
125g miękkiego masła (dałam 110g)
Tortownicę o średnicy 23 cm dokładnie uszczelnić folią aluminiową z zewnątrz. Ciastka rozdrobnić blenderem lub pokruszyć wałkiem (lub ręką...). Wymieszać z cynamonem. Dodać masło, wymieszać, aż całość zacznie przypominać mokry piasek. Wcisnąć w dno tortownicy. Włożyć do lodówki na czas wykonania masy serowej.
Składniki na masę serową:
puree z dyni, około 430 g (w warunkach np. USA może być z puszki; w warunkach PL należy dynię albo rozgotować i zmiksować, albo upiec - np. w 180-190 st. C przez godzinę - i zmiksować; użyłam dyni piżmowej, która ma zwięzły miąższ, i do miksowania musiałam ją lekko podlać mlekiem)
750 g serka śmietankowego
200 g drobnego cukru
hojna szczypta cynamonu
6 jajek
Chłodne puree zmiksować z twarożkiem, do dokładnego połączenia. Następnie dodawać stopniowo cukier, nie przerywając miksowania, a następnie wbijać jajka, po jednym. Dodać cynamon i dokładnie wymieszać. Całość wylać na ciasteczkowy spód.
Sernik będzie pieczony w kąpieli wodnej. W tym celu jeszcze raz dokładnie uszczelnić tortownicę z zewnątrz mocną folią. Przygotować większą formę, włożyć do niej naszą tortownicę i zalać wrzącą lub bardzo gorącą wodą do połowy wysokości tortownicy. Można od razu przykryć od góry folią aluminiową (lub zrobić po ok. 30-40 minutach pieczenia).
Piec przez 1 godzinę i 45 minut w temperaturze 170ºC (nie pieczemy go do tzw. suchego patyczka; ja piekłam 10 minut krócej). Ostudzić, włożyć na kilka godzin do lodówki, a najlepiej na całą noc.
Najlepszy oczywiście następnego dnia. Można podawać z dodatkiem kwaskowatego dżemu lub konfitury, np. z czerwonych porzeczek.
Kolejny Festiwal Dyni, organizowany przez Beę, już trwa! To, że sezon dyniowy już zaczęłam, pisałam jakiś czas temu; dynie w ogrodzie (także mikro, poniewczasie wypuszczone sadzonki) już zerwane, bo nadeszły przymrozki. Piżmową mam niestety tylko jedną (vide zdjęcie u góry), bo oba zasadzone warianty okazały się kapryśne, cieszę się jednak i z tego, co jest :)
Przeglądając Tender Nigela Slatera trafiłam na zdanie, że dynia i boczek to świetne połączenie, podobnie jak jarmuż i boczek - czemu by nie połączyć tych składników w jednym, szybkim makaronie?
Składniki:
dwie garście dyni, obranej i pokrojonej w kostkę,
kilka plasterków boczku, pokrojonych w kostkę,
jedna szalotka,
garść jarmużu,
sól, chilli, parę listków szałwii
opcjonalnie: sok z limonki/cytryny
225-250g krótkiego makaronu (np. rurki)
Boczek wrzucić do suchego rondla/dużej patelni, podgrzać na średnim ogniu, wytopić tłuszcz (gdyby wędlina była bardzo chuda, raczej trzeba będzie ją skropić oliwą), podkręcić ogień i zrumienić. Nastawić wodę na makaron. Dorzucić do boczku szalotkę pokrojoną w kostkę, przesmażyć chwilę. Dodać dynię, wymieszać, doprawić do smaku solą, szczyptą lub ile Wam się podoba chilli, dorzucić szałwię. Smażyć, co jakiś czas mieszając, aż dynia lekko zmięknie (w między czasie powinien się już gotować makaron). Ok. 5-6 minut przed końcem gotowania dorzucić garść umytego, porwanego jarmużu. Sprawdzić doprawienie (może Wam pasować, by lekko zakwasić sokiem z cytrusów), wymieszać dokładnie z ugotowanym makaronem, podawać od razu.
Tak, sezon się zaczął, i wreszcie mam własne dynie. Wysiałam kilka odmian, z których - jak na razie - głównie wykorzystałam spożywczo "krzaczastą Amazonkę". Zainteresowała mnie w sklepie ze względu na małe wymagania przestrzenne (można rozmieszczać sadzonki w odległości 1 m od siebie, bo mało się płożą), i okazało się, że najszybciej zaowocowała. Owoce są stosunkowo małe (1-2 kg), ale o wysokiej zawartości karotenu i o zwięzłym, mało wilgotnym miąższu (pierwszy raz się zdarzyło, bym musiała upieczoną dynię podlać płynem, by ją zmiksować na puree!). Skórka jest cienka, więc po upieczeniu można ją jeść (ogromny plus), a dynia szybko się obrabia termicznie.
Rosną mi także: Bambino, melonowa olbrzymia oraz (nie zapeszajmy, skoro to towar w Polsce deficytowy) piżmowa, ale jeszcze z nich nic nie gotowałam :)
Co natomiast zrobiłam z Amazonki? Poza oczywistymi (dorzucenie dyni pokrojonej w kostkę np. do piekącego się kurczaka) oraz ciastem korzennym, wypróbowałam parę nowości.
Zupa z dyni to też oczywistość, i doprawianą curry oraz mlekiem kokosowym już robiłam, ale na blogu nie prezentowałam.
Składniki: 1 posiekana cebula, 700-750g dyni, oliwa, ok. szklanki mleka kokosowego, 700ml bulionu + ew woda, łyżeczka curry ostrego i jw. łagodnego (lub do smaku), kumin (ok. łyżeczki), mielona kolendra (duża szczypta), świeży/suszony imbir (opcjonalnie - ilość wedle upodobań), świeża kolendra do posypki, sól
Dynię obrać, pokroić w większą kostkę. Rozgrzać w rondlu odrobinę oliwy (może być zmieszana z łyżką-dwoma śmietanki ściągniętej z mleka kokosowego), dodać przyprawy, przesmażyć chwilę. Dodać cebulę, oprószyć solą, zeszklić. Dodać dynię, przesmażyć, zalać mlekiem kokosowym* i bulionem (ew. dopełnić wodą, tak, aby dynia była całkiem zakryta). Zagotować, skręcić ogień na średni i gotować ok. 40-50 minut, co jakiś czas mieszając. Zdjąć z ognia, zmiksować na gładko w blenderze/malakserze. Gdyby było za gęste, można dodatkowo rozcieńczyć mlekiem kokosowym lub wodą. Zweryfikować doprawienie i w razie konieczności dosolić, zwiększyć ilość curry itd. Podawać posypane kolendrą.
* Gdyby było bardzo gęste, rozcieńczyć wodą.
Makaron dyniowy był choćby rok temu, ale z małżami - nie. Dynia jest słodka, małże słono-morskie, chilli pikantne...
Składniki: oliwa, 1-2 ząbki czosnku, 1 mała suszona/świeża papryczka chilli, 400g upieczonej dyni, ok. 200g mrożonych małży, 100ml wody lub wytrawnego białego wina, sól, opcjonalnie: parę kropli sosu rybnego, sok z cytryny; natka pietruszki lub parę liści szałwii, 200-250g krótkiego makaronu (np. kokardki) lub papardelle
Nastawić wodę na makaron. Rozgrzać odrobinę oliwy na większej patelni, przesmażyć zmiażdżony czosnek z rozdrobnioną papryczką chilli, po chwili dodać małże, wymieszać na patelni i zalać wodą/winem. Przykryć, gotować ok. 8-10 minut w przypadku małży zamrożonych i połowę tego czasu w przypadku rozmrożonych. Odkryć, dodać dynię (np. z grubsza pokrojoną), wymieszać z pozostałymi składnikami, oprószyć solą i gotować na średnim ogniu, mieszając dość często i rozgniatając dynię z powstałym sosem. W momencie, gdy dynia będzie zupełnie miękka i połączona z resztą składników, odstawić z ognia. Przed wymieszaniem z ugotowanym makaronem sprawdzić doprawienie - ew. dosolić (można to zrobić za pomocą sosu rybnego) i skropić cytryną - i dorzucić posiekaną natkę pietruszki lub porwaną szałwię. Po wymieszaniu z makaronem od razu podawać.
Wykonałam także chutney dyniowo-jarzębinowy, korzystając z tego, że wokół rośnie ich sporo. Jak wyszedł, przekonamy się za jakiś czas, bo powinien najpierw trochę dojrzeć, zanim wykorzystam go jako dodatek do sera czy szynki. Przepis za pismem Weranda Country, którym od czasu przeprowadzki regularnie obdarowuje mnie rodzicielka :), lekko przeze mnie zmieniony.
Składniki: 200g jarzębiny (najlepiej przemrożonej, np. po dobie w zamrażarce), 300g miąższu dyni, 1 mała cebula, 1 średnie jabłko, 1/2 łyżki startego imbiru, 1/2 łyżeczki mielonego chilli, 1-2 goździki, łyżeczka cynamonu, 165ml octu jabłkowego, 2 łyżki miodu, 70g brązowego cukru (np. ciemnego muscovado), łyżka soli, 3-4 łyżki wody
Wszystkie składniki (warzywa/owoce z grubsza pokrojone w kostkę) umieścić w garnku. Zagotować, skręcić ogień na średni i gotować ok. 40-50 minut. Gdyby masa była za gęsta, lekko podlać wodą. Gdy całość będzie przypominać pomarańczową pulpę**, zdjąć z ognia, odstawić na kilka minut i przekładać do czystych, wyparzonych słoików. Odstawić do zassania do góry dnem lub, jeśli ilość konserwującego octu i cukru Was nie przekonuje, wcześniej krótko spasteryzować.
** Lub, nie łudźmy się, marchewkową papkę dla niemowląt...
Inne przepisy dyniowe na blogu znajdują się TUTAJ.
Czy ilość przeprowadzanych rzeczy mogła się w cudowny sposób rozmnożyć, np. przez pączkowanie? Czasem mam takie wrażenie. Trzy dni robiłam porządek w przyprawach i chwilami włos jeżył mi się na głowie na widok kolejnego otwartego opakowania z np. goździkami lub na widok kolejnej paczki soli (otwartej, oczywiście). Wciąż gotujemy zatem to, co szybkie, albo przynajmniej nie czasochłonne. Oto makaron - wciąż na Festiwal Dyni - który roboczo nazwałam "dwa liście" - stąd, że dodałam garść suszonych liści curry, które nie zmieściły się w słoiczku* i garść świeżej szałwi.
Składniki: ok. 450-500g dyni, oliwa, ząbek czosnku, garść suszonych liści curry, garść szałwi, sól, pieprz, chilli w proszku lub płatkach, gałka muszkatołowa lub kwiat gałki, ok. 3 łyżek śmietanki, ok. 200-225g dowolnego makaronu (u mnie kokardki)
Dynię (ze skórką, pozbawioną jedynie 'farfocli' i pestek - te ostatnie zachować) wrzucić na wyłożoną folią blaszkę i piec ok. 50 min. w 200 st. (ja potraktowałam tak całą, podzieloną na 3 części, dynię, użyłam część do makaronu, a resztę zamroziłam). Lekko wystudzić, tak aby można było ją obrać ze skórki i lekko rozdrobnić. W między czasie zachowane pestki dyni skropić oliwą i posypać solą, umieścić w natłuszczonym naczyniu żaroodparnym i piec ok. 20 minut w 200 st. (zaglądając co jakiś czas, czy się nie przypalają). Gotowe pestki odstawić na bok.
Rozgrzać oliwę w rondlu (w tym samym czasie można nastawić wodę na makaron), przesmażyć rozdrobniony czosnek. Wrzucić liście. Wymieszać. Dodać dynię, skręcić ogień na średni. Doprawić do smaku solą, pieprzem, chilli i gałką lub kwiatem gałki. Gotować, aż całość będzie stanowić jednolitą masę (ok. 10 minut). Skręcić ogień na minimalny, zabielić sos śmietanką, sprawdzić doprawienie. Wymieszać z ugotowanym makaronem, podawać posypane uprażonymi pestkami dyni.
* A w takim słoiczku (oto moja świeżo przemieszczona kolekcja przypraw):
Trwa kolejny Dyniowy Festiwal, organizowany przez Beę. Zawsze chętnie w nim uczestniczę, bo dynia to to, co Ptasia lubi bardzo (i już w tym sezonie prezentowałam risotto). Na razie samodzielna hodowla idzie mi tak średnio (1 makaronowa wyrosła, reszta niestety poszła na zatracenie), ale w następnym roku miejmy nadzieję, że będzie lepiej. Nie znaczy to, ze dyni nie mam: przyniesiona z targu siedzi w piwnicy, tylko kuchennego stołu chwilowo nie widać spod kartonów... Od czego jednak dania zachomikowane ;)
Że Nigella lubi dania jednogarnkowe, a właściwie jednobrytfankowe, to nic nowego. Ja także je lubię, m.in. z tego powodu, że robią się same, a zmywania jest mało. Prezentowałam już dawno temu jej warzywa pieczone i danie z pieczonym indykiem, zainspirowane ww. warzywami i obiadem "z brytfanki" z pierwszej serii TV Nigella gryzie. Naturalną kontynuacją były warzywa z pastą tandoori na zeszłoroczny Festiwal Dyni. Wertując Kitchen i rozdział o kurczaku znalazłam przepis - właściwie tylko notkę z sugestią - na kurczaka pieczonego z dodatkiem dyni (w oryginale piżmowej, my użyliśmy hokkaido). Proste, a zaskakująco pyszne.
Składniki: 1 kurczak (ok. 1,25-1,5kg), 1 niewielka dynia (np. piżmowa lub hokkaido), 1 duży por (biała część), 2-3 średnie ziemniaki (wyszorowane, ew. obrane, jeśli o grubej skórce), 1 cytryna (pokrojona na ósemki), ok. łyżki świeżego rozmarynu lub tymianku, parę ząbków czosnku, oliwa, sól
Kurczaka umieścić w brytfance, dodać dynię (bez pestek i tzw. farfocli, piżmowej można nie obierać, hokkaido i inne - raczej tak), pokrojoną w dużą kostkę, pora w grubych plastrach, ziemniaki w połówkach lub ćwiartkach, czosnek i cytrynę. Dorzucić rozmaryn. Całość lekko posolić i delikatnie polać oliwą, wymieszać dłońmi, wcierając oliwę w skórę kurczaka. Piec w 220 st. C. (góra/dół lub 200-210 termoobieg) ok. 1,5 godziny.
Kurczak przechodzi smakiem pora, ziół i cytryny, dynia i ziemniaki - smakiem kurczaka i przypraw. Bardzo smaczne, proste danie. U nas jedzone z dodatkiem sałatki z pomidorów i bazylii (wtedy jeszcze prawie letnich...)
Poniżej dokumentacja fotograficzna podobnego dania, już bez dyni, gdzie do brytfanki włożyłam ok. 7-8 podudzi kurczaka, kilka ziemniaków, 1 paprykę w dużych cząstkach, 1 mini cukinię (przekrojoną na 1/2), 2 niewielkie cebule cukrowe (przekrojone) i parę ząbków czosnku oraz rozmaryn. Całość skropiłam oliwą, cytryną (tą ostatnią dorzuciłam też do brytfanki) i lekko oprószyłam całość przyprawą grillową; piekłam godzinę w 210 st. C (grzanie góra/dół).
Wracając do tematu Festiwalu: tak wyglądał stragan z dyniowatymi mniej więcej miesiąc temu w Monachium:
Jeśli chodzi o przegląd najróżniejszych gatunków, zapraszam do naszej festiwalowej gospodyni, która je bardzo szczegółowo omówiła.
Od blisko dwóch tygodni, czyli od przyjazdu do Austrii, wszędzie dookoła widzę dynie. Czy to z okna pokoju, w sąsiednim ogrodzie (tu powinien być czas przeszły, bo już została zerwana), rosnące samopas (na stertach kompostu przy drodze, na terenie skansenu koło Salzburga, itd)., wystawione jako dekorację przed restauracjami, czy też sprzedawane w wielkich stosach 'z ziemi', przy stacjach benzynowych. Wszystko to sprawiło, że po pierwsze, tęsknię myślę o mojej dyni makaronowej na działce (zerwałam 1 wyrośniętą sztukę, ale co pozostałymi?), a po drugie, rzuciłam się na dynie w supermarkecie, gdyż nawet w zwykłym Sparze są 4 rodzaje do wyboru. Przede wszystkim porwałam dynię piżmową, trudno lub wcale dostępną w Polsce. Z 1/2 zrobiłam zupę*, większość pozostałej zaś M udusił z pomidorami, a mały kawałek użyłam jeszcze do poniższego risotta.
Składniki (dla 2 osób): szklanka (250ml) ryżu (najlepiej arborio, ale jak może widać na zdjęciu, u mnie z braku laku był basmati), ok. 60ml wytrawnego białego wina, 1/2 średniego pora, ok. 150g dyni (u mnie piżmowej), ok. 350ml dowolnego bulionu (najlepiej warzywnego lub delikatnego drobiowego), oliwa, masło, dodatkowa woda, ok. 200g (waga po osączeniu) rozmrożonej mieszanki owoców morza (można także użyć takich w zalewie), opcjonalnie: skórka starta z 1/2 cytryny i sok z cytryny
Pora umyć, pokroić w cienkie plasterki lub półplasterki. W rondlu/garnku rozgrzać masło z oliwą (po ok. łyżce każdego), zeszklić pora. Dodać dynię, pokrojoną w kostkę (piżmowej nie trzeba obierać, choć ja tym razem to zrobiłam), oprószyć warzywa lekko solą i smażyć ok. 5-10 minut (piżmowa b. szybko się gotuje, innym może zająć to trochę dłużej). Dodać ryż, wymieszać, przesmażyć kilkanaście sekund, skręcić ogień na średni, wlać pomału, stale mieszając, wino. Mieszać ryż, aż wchłonie cały płyn, wówczas wlewać stopniowo bulion, często mieszając. Gdy bulion zostanie wchłonięty, dodać owoce morza, wymieszać i stopniowo, w miarę potrzeby, dodawać dodatkową wodę - u mnie na oko, około 80-90ml, tyle, ile ryż wchłonie, pozostając wciąż lekko mokry. Gdy będzie już miękki, doprawić solą i pieprzem do smaku (u mnie ten ostatni obficie) oraz dodać skórkę z cytryny, jeśli używacie; ew. skropić także sokiem z cytryny. Wmieszać ok. 1 łyżkę masła, przykryć i odstawić na 2-3 minut na minimalnym ogniu (w przypadku kuchenki elektrycznej po prostu na wyłączonym, lecz jeszcze ciepłym palniku). Podawać najlepiej posypane natką pietruszki.
Nie jest to tylko specjalnie fotogeniczne danie...
Gospodyni kolejnej piekarni, Gospodarna Narzeczona, zaproponowała pan de calabaza: sefardyjski chleb z dynią. Skorzystałam z opcji zrobienia nie chleba w formie warkocza, a bułeczek. Przepis gorąco polecam: efekt końcowy jest przepyszny. Bułeczki są pachnące, bardzo smaczne, miękkie, chałkowate i mocno puszyste (moje zapewne też dlatego, że trochę o nich zapomniałam...). Zsychają się ciut wolniej niż standardowe pieczywo drożdżowe, pewnie przez dodatek oleju.
Składniki na dwa półkilogramowe bochenki lub 16 bułeczek (lub 9 bułek, jak u mnie):
-115 g lub ½ szkl. dyniowego puree -7 g lub 2 i 1/4 łyżeczki drożdży instant lub 21g świeżych (dałam 15g) - po 1/2 łyżeczki mielonych kardamonu i imbiru - 500g (3 i 3/4 szkla.) mąki chlebowej - 140g lub 2/3 szkl. ciepłej wody - 70g lub 1/3 szklanki cukru - 8g lub 1 i1/2 łyżeczki soli - 55g lub ¼ szkl. oleju - 1 jajko plus ew. do posmarowania - ziarna sezamu po posypania (pominęłam)
Pierwszy krok pominęłam, bo miałam zamrożone puree, i z niego skorzystałam. Jeśli go jednak nie macie, to dzień przed pieczeniem przygotowujemy puree z dyni. Obieramy, usuwamy pestki, kroimy na duże kostki i wykładamy na posmarowaną oliwą blachę. Pieczemy w temp. 190 st. C przez 1 godzinę. Potem przepuszczamy przez praskę i zostawiamy na noc na sitku, by pozbyć się jak największej ilości płynu. Następnego dnia w misce mieszamy niedbale drożdże, kardamon, imbir z 90g czyli 2/3 szkl. mąki i ciepłą woda. Zostawiamy bez przykrycia na 10-20 minut. Powinny pojawić się pierwsze bąbelki. Do miski z bąbelkującym zaczynem dodajemy cukier, sól, olej, jajko, dynię, dobrze mieszamy. Dodajemy pozostałą mąkę. Kiedy ciasto przypomina kulę, wykładamy je na stolnicę oprószoną mąką i wyrabiamy. Myślę, że około 6-7 minut. Ciasto powinno być dość twarde (moje było umiarkowanie), ale dające się łatwo ugniatać, nie powinno się kleić. Miskę po cieście myjemy i namaczamy w gorącej wodzie (pominęłam namaczanie). Wyrobione ciasto przekładamy do ciepłej miski, przykrywamy folią i zostawiamy do wyrastania na 2-3 godziny. A gdyby tak je dwukrotnie złożyć po każdej godzinie (złożyłam raz)? Ciasto powinno potroić swoją objętość (moje nawet poczworzyło, bo zapomniałam o nim :). Przygotowujemy blachy do pieczenia, wykładamy je pergaminem lub smarujemy olejem. Ciasto dzielimy na dwie część i formujemy dowolne bochenki-warkocze/bułeczki. Zostawiamy do ponownegoo wyrastania na 60-90 minut, aż do potrojenia objętości. Piekarnik rozgrzewamy do 180 st. C (ja piekłam na kamieniu, w 200 st. C). Wyrośnięty chleb smarujemy rozkłóconym ze szczyptą soli, posypujemy sezamem (pominęłam). Pieczemy około 40-45 minut. A bułeczki przez 25 minut (u mnie przez 19 minut - w wyższej temperaturze). Studzimy na kratce.
Ciasto pizzowe, podobnie jak słone kruche w przypadku tart wytrawnych, to wdzięczny nośnik dla najróżniejszych składników. Wczoraj bawiliśmy się we wspólne gotowanie z E&M ("zaprojektuj swoją pizzę") i mój wyrób zaplanowałam tak, by podpadał pod wciąż trwającey Festiwal Dyni.
Składniki: ciasto pizzowe, zgodnie z tym przepisem - na 1 małą pizzę potrzeba ciasta ze 125g mąki (1/2 przepisu), ok. 350-400g dyni, 1/4-1/2 chilli w płatkach, sól, garść świeżego szpinaku, czosnek, oliwa, ser (pecorino lub podobny, ew. feta)
Dynię piec ok. 45 min (u mnie było 35 min i trochę za krótko) w 200 st. C, wystudzić. Najpóźniej godzinę przed pieczeniem pizzy nagrzać piekarnik z kamieniem do maksymalnej temp. piekarnika (u mnie 275 st. C). Jeśli nie mamy kamienia, ciasto pizzowe należałoby najpierw podpiec (np. na nagrzanej blasze) sauté ok. 20 min, jak opisałam przy przepisie bazowym.
Wystudzoną dynię obrać ze skóry, pokroić w drobną kostkę, zmieszać z chilli w płatkach i 2 szczyptami soli. Ze szpinaku oberwać łodygi, sparzyć liście dwukrotnie wrzątkiem, odcisnąć, posiekać. Dwa posiekane ząbki czosnku utrzeć w moździerzu z 2 łyżkami oliwy, wysmarować masą przygotowany, rozwałkowany (i ew. podpieczony, jeśli nie ma kamienia) spód pizzowy. Na to wyłożyć szpinak, na szpinak dynię. Całość posypać serem pecorino, grubo startym np. za pomocą obieraczki do jarzyn, ew. posypać pokrojoną fetą. Piec na nagrzanym kamieniu (ew. blasze) ok. 10 min.
Niestandardowo, ale też z dynią pizzę też można :)
Jesień to kolory: pomarańcz dyni, zieleń winogron, czerwień papryki. Złociste jabłka, kukurydza, fioletowe śliwki... Uwielbiam stragany o tej porze roku, a właściwie takie, jak do niedawna, bo już śliwki i pomidory się kończą. Dynia na szczęście będzie z nami jeszcze trochę, a i wchodzą inne kolory. Zielona brukselka, biała rzodkiew, a także mandarynki i pomarańcze zawsze kojarzą mi się z zimą.
Oto bardzo kolorowe danie, w sam raz na tegoroczny Festiwal Dyni. Wariant tego lub tego przepisu. Dobre na brak pomysłów obiadowych i dla leniwych, jak zaraz zobaczycie.
Składniki: kilka ziemniaków (4-6, w zależności od wielkości), ok. 400-450g dyni, łodyga selera naciowego, 1 czerwona papryka, 1 cebula, 3-4 ząbki czosnku, 1 kolba kukurydzy, 2 łyżki gotowej pasty tandoori (lub tikka masala, lub vindaloo), oliwa z oliwek, opcjonalnie: zioła suszone/świeże
Warzywa umyć, obrać, pokroić w kostkę (poza kukurydzą, której nie kroimy); cebulę w ćwiartki. Ziemniaki dobrze pokroić na mniejsze kawałki, niż dynię i paprykę, zaś seler naciowy najlepiej pokroić bardzo drobno. Czosnek dać w całości, nieobrany, jedynie lekko zmiażdżony. Umieścić wszystko w brytfance, na wierzchu umieścić kukurydzę. Opcjonalnie można posypać ulubionymi ziołami suszonymi lub świeżymi. Dodać 2 łyżk pasty tandoori i odrobinę oliwy (zależy od tłustości pasty), dobrze wymieszać, by wszystkie warzywa były dobrze pokryte cienką warstwą pasty i oliwy. Piec ok. 60 minut w 200 stopniach, mieszając ok. 2 razy w trakcie pieczenia.
I danie gotowe! Pasta tandoori wystarcza za całe doprawienie. Warzywa można potraktować jako pełen posiłek, np. z dodatkiem świeżego pieczywa lub jako dodatek do obiadu. Kukurydzę należy sprawiedliwie podzielić między osobe jedzące ;)