Głównie o kuchni, jedzeniu, gotowaniu - ale nie tylko...

Wpisy z tagiem: alkohol

niedziela, 28 sierpnia 2011



Jednym z moich ulubionych nalewek na trawienie (albo, ładniej i z francuska, digestif) jest niedoceniania kiedyś miętówka, która jednak powinna* swoje odstać (im starsza, tym lepsza) i moim zdaniem najlepiej smakuje zmrożona. Gdy zobaczyłam na blogu Kuchnia pod wulkanem analogiczną bazyliówkę, czym prędzej poszłam do ogrodu nazrywać ziół. Przepis wykonałam, odczekałam kilka tygodni przed degustacją i... już połowy nie ma, bo likier z bazylii bardzo dobrze smakuje i świeżo nastawiony, nie musi leżakować :) Składniki i wykonanie jak w oryginale:

Składniki - porcja na 700 ml likieru:
  • 30 - 50 świeżych liści bazylii
  • skorka z polowy cytryny (tylko żółta część)
  • 300 ml spirytusu
  • 300 ml wody
  • 300 g cukru
Liście bazylii opłukać i osuszyć. Umyć (u mnie także sparzyć) cytrynę. Ściąć cieniutko żółtą część skorki. Liście i skórki włożyć do słoika lub innego szczelnie zamykanego naczynia i zalać spirytusem. Odstawić na 7 - 10 dni (u mnie w piwnicy).
Po upływie 7 - 10 dni wsypać cukier do wody i zagotować syrop. Ostudzić. Dodać ostudzony syrop do spirytusu. Wymieszać. Przecedzić a następnie przefiltrować przez gazę. Pić mocno schłodzony (czyli u mnie z zamrażarki).



* Jest to oczywiście kwestia gustu. Z pewnością jest pijalna i po tygodniu-dwóch, mojemu M jednak smakuje najbardziej taka dwuletnia, a i ja wolę starszą niż młodszą, która jest mniej subtelna (= mocniej spirytusowa).

niedziela, 26 czerwca 2011



W Tajlandii wyróżnia się trzy pory roku (gorącą, deszczową i suchą); na południu kraju tylko te dwie ostatnie. Niezależnie od pory roku, jest - przynajmniej dla osoby pochodzącej z innej strefy klimatycznej - mniej lub bardziej gorąco i napoje, zwłaszcza chłodzące, są wskazane. Najlepiej w dużych ilościach.

O tym, że woda z kranu nie nadaje się do picia, ale o wodę pitną nietrudno, a często oferowana jest bezpłatnie, wspominałam. Ponadto sprzedawcy uliczni oferują różne słodzone napoje w psychodelicznych barwach, często pakowane w woreczki; raz skosztowałam wściekle zielonej płynnej landrynki podczas wycieczką łodzią i więcej nie eksperymentowałam. Z ciekawością za to spróbowałam napoju z sokiem z tamaryndy; smak był bardziej słodki niż kwaśny, nieco apteczny i chyba jednak wolę tamaryndę w potrawach. Sok z limonki, który piłam na Koh Tao, był doprawiony... solą i przyjemnie orzeźwiający, podobnie zresztą jak lekko kwiatowy napój z wyciągiem z zatwaru, którym zostaliśmy poczęstowani w centrum masażu na terenie Wat Pho w Bangkoku. Raz także skosztowaliśmy lekkiego soku z zielonego kokosa:



W zakresie napojów bardziej wyskokowych, wypróbowałam cztery tajskie piwa, o dziwnie podobnych do siebie nazwach - Singha (Lew), Leo, Tiger i Chang, i dziwnie wszystkie podobne w smaku ;); najczęściej sprzedawane w małym formacie, w osłonkach mających zapobiegać zbyt szybkiemu ocieplaniu napoju.





Nie mogłoby zabraknąć kawy i herbaty. Jeśli powiedzenie, że cała Tajlandia przeżywa boom kawowy, jest przesadą, to przynajmniej ma to zastosowanie w przypadku Chiang Mai, zwłaszcza, że to na północy Tajlandii (okolice Chiang Rai) znajdują się plantacje kawy. W Chiang Mai piliśmy też najlepsze espresso. Poza dużymi krajowymi sieciówkami (Wawee czy Black Canyon) są też mniejsze kawiarnie, a także (oczywiście!) kawowe stragany uliczne (i jest też oczywiście międzynarodowa sieć na S vel Szmajbuks, ale to miejsce omijam z zasady szerokim łukiem ;). Ciekawe jest to, że poza kawami w stylu zachodnim (celowo piszę zachodnim, nie włoskim, bo espresso jak na mój gust było nieco przelane wodą, i objętość kawy zawsze za duża) można napić się także kawy w stylu tajskim, a ponadto właściwie każdy napój występuje w formie ciepłej i mrożonej (poza espresso), i jest wówczas od razu słodzony. Gdy tego nie sprecyzujemy przy zamówieniu, kelner zazwyczaj się upewni: "Hot? Cold?".



Dotyczy to także herbaty; widoczna poniżej herbata z miodem i cytryną także mogła być pita na ciepło lub na zimno - i widać, jaki wariant wybrałam...



Zamawiając kawę po tajsku spodziewałam się napoju gorącego, tymczasem jest to właśnie kawa mrożona - bardzo mocna, z długo parzonej kawy lub koncentratu kawowego, często podawana czarna.



Tajska herbata jest także - surprise - mrożona i mocna, przy czym może być doprawiana np. tamaryndą i podkolorowana barwnikiem spożywczym (jak moja poniżej):



Mogłoby się wydawać, że po powrocie do Polski i niższych temperatur mogłabym mieć dość napojów z lodem, ale może złapałam bakcyla, bo z dużą ciekawością przeczytałam przepis na koncentrat kawowy do kawy mrożonej na znanym blogu The Pioneer Woman Cooks. Najbardziej trafił mi do przekonania argument, że w przypadku tradycyjnej cafe con hielo gorąca kawa zbyt szybko rozpuszcza lód (prawda), który zandadto rozrzedza kawę (też prawda) i całość nie jest nigdy całkiem chłodna, chyba, żeby wypić napój duszkiem (ale chyba nie o to chodzi). Ree podaje proporcje na ogromną ilość koncentratu, ja zrobiłam z 1/2 ilości kawy (paczki 250g) i trochę innej ilości wody, a i tak mam kilka pojemników w różnych zakątkach lodówki; podobno jednak można ekstrakt przechowywać ok. 3 tygodni*(szczelnie zamknięty).



Koncentrat kawowy (na kawę mrożoną), na podstawie tego przepisu

Składniki:

  • 250g kawy mielonej
  • 3,5 litra wody (u mnie przefiltrowana)
  • do podawania: schłodzone mleko, syrop cukrowy

Wsypać kawę do dużej miski, zalać zimną wodą. Odstawić na noc (lub co najmniej 8 godzin, można na dłużej). Po tym czasie wyłożyć sitko gazą (co najmniej podwójną warstwą) i przecedzić kawę, lekko przeciskając fusy przez gazę. Powstały płyn (ponad 3 litry) - to nasz koncentrat. Przelewamy go do szczelnych pojemników/butelek/słoików i schładzamy w lodówce. Chcąc przyrządzić kawę, napełniamy (mniej lub bardziej, u mnie mniej) lodem, nalewamy koncentrat (proporcje dowolne) i schłodzone mleko. Dosładzamy do smaku (przyda się syrop do napojów, który lepiej rozpuszcza się niż nawet drobny cukier); oczywiście, gorzka kawa mrożona też jest dla ludzi, choć wyjątkowo wolę słodką. Ree sugeruje także opcję ze słodzonym mlekiem skondensowanym - nie próbowałam (jeszcze :).

* Osobiście sądzę, że 10-14 dni to maksymalny czas przechowywania.

czwartek, 17 marca 2011

Zieloną tartę zrobiłam parę dni temu, ale że dziś świętujemy Św. Patryka, i powinno być zielono - pasuje jak znalazł ;) Przepis z rodzaju "potrzeba matką wynalazków". Długo się zastanawiałam, co ew. pasuje do puszki tuńczyka, którą miałam w domu, i po namyśle doszłam do wniosku, że szpinak w liściach. Miałam rację.

Składniki:

  • kruche ciasto maślankowe wg tego przepisu lub inne ulubione kruche, w ilości jak na małą tartownicę (ok. 24 cm średnicy; z ok. 140-150g mąki)
  • oliwa
  • ok. 450g mrożonego szpinaku w liściach
  • 1-2 ząbki czosnku
  • sól, pieprz, chilli, suszone pomidory w płatkach
  • puszka (ok. 185g) tuńczyka w zalewie
  • 1-1,5 łyżeczki kaparów w zalewie
Z ciastem kruchym postępować tradycyjnie: zrobić, schłodzić, rozwałkować, wyłożyć formę i schłodzić, podpiec na ślepo (z obciążeniem) ok. 10 minut w 190 st. C i drugie tyle bez obciążenia.
Wówczas, gdy tarta się chłodzi i piecze, przygotowujemy farsz: na rozgrzanej oliwie (lub mieszance oliwy z masłem) przesmażamy rozdrobniony czosnek, dorzucamy szpinak i rozmrażamy na średnim ogniu (może być pod przykryciem). Rozmrożony doprawiamy do smaku solą, pieprzem, odrobiną chilli i suszonymi pomidorami w płatkach (można użyć też ok. łyżki takich z oliwy, osączonych i posiekanych). Gotujemy bez przykrycia, by całość odparowała. Dodajemy osączonego tuńczyka, gotujemy ok. 2-3 minut. Zdejmujemy z ognia, dodajemy kapary z zalewy (osączone), mieszamy, sprawdzamy doprawienie. Umieszczamy farsz na podpieczonym spodzie, skrapiamy oliwą i pieczemy ok. 20-25 minut w 190 st. C.

Tarta jest smaczna i na ciepło, i na zimno, i niekoniecznie w dniu patrona Irlandii. Tego dnia jednak można ją popić zielonym piwem (dodając ok. łyżki likieru Blue Curaçao do 250 ml piwa). Sláinte!

PS. I podpinam wpis pod "zieloną akcję" - vide banner.

wtorek, 28 września 2010

Będzie dość krótko o odkryciu obecnego wyjazdu do Austrii, mianowicie o Sturmie, czyli młodym winie. Do tej pory młode wino kojarzyło mi się głównie z jakimiś tekstami piosenek, Beaujolais Nouveau, którego nie lubię oraz z czeskim filmem pt. Młode wino (Bobule). Tytułowy wybuchowy trunek (zwany także po czesku burčák) odgrywa tam ważną rolę, np. w poniższej scenie:

Gdy przyjechaliśmy do doliny Gasteinu dwa tygodnie temu i zobaczyłam, że wszystkie bary są oblepione plakatami z napisem "Sturm", przypomniały mi się opowieści rodziców z ich późnoletnich/jesiennych wakacji i uznałam, że trzeba spróbować. Nie liczyłam na nic specjalnie ciekawego, a tymczasem... wpadłam. Za pierwszym razem trafiło nam się wino idealne - próbowaliśmy i czerwonego, i białego. Oba były mocno schłodzone, dość słodkie, musujące, bardzo orzeźwiające i... zdradliwe (przypuszczalnie zwłaszcza pite na słońcu). Późniejsze degustacje bywały różne. Doszłam do wniosku, że białe młode wino jest bezpieczniejsze smakowo, gdyż czerwone zdarza się a/niestety kwaśne, b/dość mocne (a wciąż nalewane do szklanek/kieliszków 250 ml). Białe mnie nigdy nie zawiodło, choć czasem było zbyt mało schłodzone. Wczoraj ku swojej radości znalazłam także Sturm w lodówce w supermarkecie, koło jaj i nabiału. Były dwie opcje, wybrałam białe. Hm, ostatni raz kupowałam wino w plastikowych butelkach dawno temu w Grecji (i było ono tańsze od wody ;). Na etykiecie zamieszczono ostrzeżenia, by napój otwierać ostrożnie i powoli, oraz by butelki nie odwracać do góry nogami. Zawartości alkoholu nie podano (M: "Niemożliwe. Musi być" - no, ale nie było). Wikipedia usłużnie podaje, że może mieć od 4 do 10% zawartości alkoholu, czyli można powiedzieć, że oscyluje w okolicach mocy piwa.

Próbowaliście kiedyś :)?

PS z 1.10.2010: A oto niemiecki Sturm, czyli Federweisser, sprzedawany wczoraj w Monachium:

niedziela, 18 lipca 2010

Nie wiem, jak u Was, ale na Mazurach wreszcie trochę się ochłodziło. Wczoraj próbowałam przepielić ogródek ziołowy i szybko zrezygnowałam z powodu upału. Po krótkim popływaniu w jeziorze wróciłam do domu i zaparzyłam dwa duże kubki słodkiej, mocnej herbaty: jeden czarnej, drugi zielonej. Z obu przygotowałam następnie dwa dzbanki herbaty mrożonej. Czarną wypiliśmy solo, zielona posłużyła jako baza do drinków z rumem - podobne piliśmy kilka lat temu w upalnym Wilnie. Aha - powyższa zieleń to złudzenie optyczne, spowodowane kolorem dzbanka: herbata aż tak zielona nie była.

Składniki: ok. łyżki ulubionej herbaty czarnej lub zielonej, 5-6 łyżeczek cukru, 1 cytryna/limonka, opcjonalnie: świeża mięta

Zaparzyć duży kubek (300-350ml) mocnej herbaty (ja używam sypkiej + zaparzarki wsadzanej do kubka). Posłodzić. Ostudzić. Przelać do dzanka. Dopełnić wodą do ok. 700-750 ml (czarną, jeśli bardzo mocna, można nawet do 1 litra), dodać sok z 1 cytryny (do czarnej) lub limonki (do zielonej). Opcjonalnie dodać miętę. Dobrze schłodzić w lodówce. Pić czyste lub jako dodatek do np. rumu (z lodem i dodatkowym sokiem z limonki/cytryny).

W wersji drinkowej rum + herbata zielona wygląda to jak na zdjęciu poniżej. A oto inne warianty herbaty mrożonej, jakie kiedyś robiłam:

wtorek, 12 stycznia 2010

Zimno na dworzu... Jak w piosence "Baby, it's cold outside". On ją przekonuje, by została, ona - coraz słabiej - się opiera. Lubię to wykonanie (Tom Jones i Cerys Matthews z Catatonii):

"Well, maybe just half a drink more"... Ale czemu tylko pół drinka, a nie cały? Zwłaszcza, jeśli na dworzu ziiimno i mokro (czy też dziś brnęliście w zaspach?).

Prezentowałam tu już niedawno grzany cydr (a nawet dwa) i trochę nietypowe wino grzane, tym razem może bardziej klasycznie. A przynajmniej w pierwszym przepisie:

Grzane piwo

Składniki (2-3 porcje): 500 ml jasnego piwa, kawałek laski cynamonu, 2 kopiaste łyżki miodu, dwa goździki, sok z 1/4-1/2 cytryny

Wszystkie składniki, poza cytryną, mocno podgrzać, ale nie zagotowywać. Zdjąć z ognia, dodać sok z cytryny, zamieszać. Przecedzić do kubków. Pić gorące.

Wino grzane

Składniki (2-3 porcje): 200 ml wina czerwonego (u mnie wytrawne, bo takie jest zawsze pod ręką), 200 ml zaparzonej  czarnej herbaty (najlepiej mocnej i aromatyzowanej przyprawami korzennymi*), dwa goździki, kawałek laski cynamonu, 1-2 łyżki miodu lub ciemnego cukru, opcjonalnie: 2 ziarna ziela angielskiego, szczypta gałki muszkatołowej, chlust mocniejszego alkoholu

Całość mocno podgrzać, ale nie zagotowywać. Przecedzić do kubków (dzięki herbacie będzie trochę mętne). Pić gorące.

*Użyłam herbaty mocno korzennej i lekko pikantnej, z dodatkiem chilli - bardzo dobrze pasowała do grzańca.

Ciepłego wieczoru Wam życzę :)

poniedziałek, 21 grudnia 2009

Już kiedyś prezentowałam tu grzany cydr (czy też Redd's :), ale w innej, bardziej skomplikowanej wersji. Tu mamy wypadkową kilku czynników: otwartej butelki odgazowanego cydru domowego, spaceru na kilkunastostopniowym mrozie i chęci szybkiego rozgrzania się. Napój przyrządziłam dokładnie tak, jak robię wino grzane. Wolę używać alkoholu wytrawnego, który dosładzam do smaku, z dwóch powodów: nie kupuję innego ;) i wolę "grzańce" nie za słodkie (np. Grzaniec galicyjski jest dla mnie zdecydowanie przesłodzony).

Składniki: ok. 350-400ml cydru (na 2 osoby), mała laska cynamonu, dwa goździki, opcjonalnie: 1-2 kopiaste łyżki miodu/brązowego lub białego cukru; kawałek skórki otartej z cytryny/pomarańczy

Wszystkie składniki umieszczamy w rondlu, podgrzewamy aż całość będzie gorąca, ale nie zagotowujemy. Cydr wytrawny należy lekko dosłodzić do smaku, stąd opcjonalny miód/cukier; słodki cydr tego nie wymaga. Pić gorące.

Napój jest lżejszy niż wino grzane i zyskał aprobatę M, gdyż jego zdaniem "można go więcej wypić" :). A okazja do napicia się jest, ponieważ, uwaga...

... dziś Coś niecoś kończy 2 lata :)!

niedziela, 19 lipca 2009

Spiżarnia 2009Nalewkę czas nastawić! Wiśniową lub z czarnej porzeczki przyrządzamy w ten sam, prosty sposób, który przekazał nam tata naszej koleżanki Madzi (czyt. Madzia przekazała nam przepis swojego Taty, po tym, jak spijaliśmy jej wiśniówkę :)

Przygotowujemy świeżo wymyty i wyparzony słoik 1 litrowy (lub liczbę mnogą, tj. słoiki). Do słoika pakujemy do pełna umytych i osuszonych owoców wiśni (NIE WYDRYLOWANYCH) lub czarnej porzeczki; wagowo potrzeba ok. 750g wiśni na słój.  Owoce powinny być dojrzałe i wyraziste, wiśnie kwaśne - mdłe owoce dadzą nijaką nalewkę. Zasypujemy do pełna cukrem (patrz zdjęcie u góry), zakręcamy i ostawiamy na 3 tyg. w ciemne, najlepiej dość chłodne miejsce, typu piwnica. W trakcie tych 3 tygodni codziennie poruszamy słoikiem (nie traktując go jako grzechotki, tylko odwracając np. dwukrotnie na chwilę do góry dnem). Po paru dniach, gdy wiśnie zaczną fermentować, należy lekko je ogazowywać, minimalnie i na parę sekund odkręcając słoik (co zapobiegnie ew. eksplozji* owoców). Po upływie 3 tygodni (ew. 2, jeśli miejsce, w którym trzymacie wisienki, jest ciepłe, i po upływie tego czasu widać, że cukier się całkiem rozpuścił) należy zalać wiśnie do pełna spirytusem, odstawić na kolejne 2 tygodnie, a potem już odcedzamy z owoców i... można pić ;)

Odcedzone porzeczki raczej nie nadają się do spożycia; wiśnie odcedzone można jeszcze wykorzystać** (choć często są IMHO zbyt alkoholowe na użycie np. w cieście), ale jak najszybciej (ryzyko zatrucia kwasem pruskim) - najlepiej w ciągu tygodnia od odcedzenia.

*Pierwszy raz nastawiliśmy z M nalewkę, gdy zamieszkaliśmy razem - 8 lat temu. Jechaliśmy na wakacje i słoiki zostawiliśmy mojej Mamie. W tydzień po wyjeździe, gdy właśnie przyjechaliśmy na uroczą grecką wyspę Tinos, Mama zadzwoniła (co miała robić tylko w Bardzo Ważnych Sprawach) z dramatycznym komunikatem, że wiśnie wybuchły jej w spiżarni. W następnym roku - podejrzewając moją mamę o zbyt energiczne potrząsanie słoikami itd. - podjęliśmy próbę nr 2, i wybuchło z kolei nam. W ten sposób się nauczyliśmy, że trzeba odgazowywać.

**Pamiętam parę imprez z wisienkami w roli głównej, a także jedną nocną podróż pociągiem do Pragi...

wtorek, 21 kwietnia 2009

W takich pięknych okolicznościach przyrody...

Gdy szumi, szumi woda i wieje, wieje wiatr... Ach, jak przyjemnie...

… niekoniecznie „kołysać się wśród fal”, lecz napić się czegoś chłodnego. Z bąbelkami lub bez. I nie dla dzieci. Uwaga: będzie sporo product placementu ;)

Po pierwsze, cydr. Wystarczy otworzyć butelkę schłodzonego napoju, nalać do kieliszka lub szklanki i się zrelaksować. Cydr można kupić w niektórych supermarketach, delikatesach, dyskontach (podobno w Lidlu), a także... w sklepach z wyrobami ludowymi (dokładnie w sklepie Folky Handmade w W-wie – ten cydr, który na widać na powyższym zdjęciu: Slavena Malus).

Po drugie, Radler, piwo z lemoniadą zmieszane w proporcjach 1:2 lub 1:1, lub jak kto chce. Pisałam o nim niejeden raz w kontekście narciarskim. Pewien monachijczyk mi kiedyś powiedział, że inną nazwą dla Radlera jest „Biker” („piwko tak słabe, że spokojnie można potem jechać rowerem”). Świetny do Radlera (i nie tylko) jest Schweppes Bitter Lemon, niestety w PL niedostępny, ale jakiekolwiek cytrynowe napoje gazowane się nadadzą; ew. można lekko zakwasić cytryną.

Oczywiście, piwo saute też nie jest złe.

Po trzecie, martini bianco z lodem i cytryną lub limonką. Do tego napoju mam sentyment od czasów dawnych wyjść do warszawskiego klubu studenckiego Park (ach, te drinki za 3 zł...). No i zdarzyło mi się spędzić kiedyś miłe wiosenne popołudnie nad jeziorem, na słońcu, z dużą ilością martini...

Miłego relaksu Wam życzę ;)

wtorek, 09 grudnia 2008

To taka nieco inna gwiazda betlejemska, niż mogliście się spodziewać. To drink z Nigella Christmas, który wspomagał nas przy pierniczkach. Bardzo, bardzo przyjemny, ale obawiam się, że w większych ilościach - bardzo zdradliwy...

Składniki: 750 ml Prosecco lub innego wytrawnego wina musującego, schłodzonego, 125 ml Cointreau lub Grand Marnier lub Triple Sec, schłodzonego (moje nie było), 500 ml soku żurawinowego, schłodzonego

Wszystko mieszamy w dużym dzbanku, napełniamy szklaneczki, zachwycamy się chwilę kolorem i zapachem i... chyba wiecie, co dalej :)?

 
1 , 2
| < Maj 2012 > |
Pn Wt Śr Cz Pt So N
  1 2 3 4 5 6
7 8 9 10 11 12 13
14 15 16 17 18 19 20
21 22 23 24 25 26 27
28 29 30 31      
Tagi
Durszlak.pl

Page copy protected against web site content infringement by Copyscape

Twitter Updates

    follow me on Twitter
    Coś niecoś

    Follow Me on Pinterest

    POMOŻECIE? PustaMiska - akcja charytatywna
    Darmowe statystyki