Głównie o kuchni, jedzeniu, gotowaniu - ale nie tylko...

Wpisy z tagiem: alkohol

niedziela, 19 lipca 2009

Spiżarnia 2009Nalewkę czas nastawić! Wiśniową lub z czarnej porzeczki przyrządzamy w ten sam, prosty sposób, który przekazał nam tata naszej koleżanki Madzi (czyt. Madzia przekazała nam przepis swojego Taty, po tym, jak spijaliśmy jej wiśniówkę :)

Przygotowujemy świeżo wymyty i wyparzony słoik 1 litrowy (lub liczbę mnogą, tj. słoiki). Do słoika pakujemy do pełna umytych i osuszonych owoców wiśni (NIE WYDRYLOWANYCH) lub czarnej porzeczki; wagowo potrzeba ok. 750g wiśni na słój.  Owoce powinny być dojrzałe i wyraziste, wiśnie kwaśne - mdłe owoce dadzą nijaką nalewkę. Zasypujemy do pełna cukrem (patrz zdjęcie u góry), zakręcamy i ostawiamy na 3 tyg. w ciemne, najlepiej dość chłodne miejsce, typu piwnica. W trakcie tych 3 tygodni codziennie poruszamy słoikiem (nie traktując go jako grzechotki, tylko odwracając np. dwukrotnie na chwilę do góry dnem). Po paru dniach, gdy wiśnie zaczną fermentować, należy lekko je ogazowywać, minimalnie i na parę sekund odkręcając słoik (co zapobiegnie ew. eksplozji* owoców). Po upływie 3 tygodni (ew. 2, jeśli miejsce, w którym trzymacie wisienki, jest ciepłe, i po upływie tego czasu widać, że cukier się całkiem rozpuścił) należy zalać wiśnie do pełna spirytusem, odstawić na kolejne 2 tygodnie, a potem już odcedzamy z owoców i... można pić ;)

Odcedzone porzeczki raczej nie nadają się do spożycia; wiśnie odcedzone można jeszcze wykorzystać** (choć często są IMHO zbyt alkoholowe na użycie np. w cieście), ale jak najszybciej (ryzyko zatrucia kwasem pruskim) - najlepiej w ciągu tygodnia od odcedzenia.

*Pierwszy raz nastawiliśmy z M nalewkę, gdy zamieszkaliśmy razem - 8 lat temu. Jechaliśmy na wakacje i słoiki zostawiliśmy mojej Mamie. W tydzień po wyjeździe, gdy właśnie przyjechaliśmy na uroczą grecką wyspę Tinos, Mama zadzwoniła (co miała robić tylko w Bardzo Ważnych Sprawach) z dramatycznym komunikatem, że wiśnie wybuchły jej w spiżarni. W następnym roku - podejrzewając moją mamę o zbyt energiczne potrząsanie słoikami itd. - podjęliśmy próbę nr 2, i wybuchło z kolei nam. W ten sposób się nauczyliśmy, że trzeba odgazowywać.

**Pamiętam parę imprez z wisienkami w roli głównej, a także jedną nocną podróż pociągiem do Pragi...

wtorek, 21 kwietnia 2009

W takich pięknych okolicznościach przyrody...

Gdy szumi, szumi woda i wieje, wieje wiatr... Ach, jak przyjemnie...

… niekoniecznie „kołysać się wśród fal”, lecz napić się czegoś chłodnego. Z bąbelkami lub bez. I nie dla dzieci. Uwaga: będzie sporo product placementu ;)

Po pierwsze, cydr. Wystarczy otworzyć butelkę schłodzonego napoju, nalać do kieliszka lub szklanki i się zrelaksować. Cydr można kupić w niektórych supermarketach, delikatesach, dyskontach (podobno w Lidlu), a także... w sklepach z wyrobami ludowymi (dokładnie w sklepie Folky Handmade w W-wie – ten cydr, który na widać na powyższym zdjęciu: Slavena Malus).

Po drugie, Radler, piwo z lemoniadą zmieszane w proporcjach 1:2 lub 1:1, lub jak kto chce. Pisałam o nim niejeden raz w kontekście narciarskim. Pewien monachijczyk mi kiedyś powiedział, że inną nazwą dla Radlera jest „Biker” („piwko tak słabe, że spokojnie można potem jechać rowerem”). Świetny do Radlera (i nie tylko) jest Schweppes Bitter Lemon, niestety w PL niedostępny, ale jakiekolwiek cytrynowe napoje gazowane się nadadzą; ew. można lekko zakwasić cytryną.

Oczywiście, piwo saute też nie jest złe.

Po trzecie, martini bianco z lodem i cytryną lub limonką. Do tego napoju mam sentyment od czasów dawnych wyjść do warszawskiego klubu studenckiego Park (ach, te drinki za 3 zł...). No i zdarzyło mi się spędzić kiedyś miłe wiosenne popołudnie nad jeziorem, na słońcu, z dużą ilością martini...

Miłego relaksu Wam życzę ;)

wtorek, 09 grudnia 2008

To taka nieco inna gwiazda betlejemska, niż mogliście się spodziewać. To drink z Nigella Christmas, który wspomagał nas przy pierniczkach. Bardzo, bardzo przyjemny, ale obawiam się, że w większych ilościach - bardzo zdradliwy...

Składniki: 750 ml Prosecco lub innego wytrawnego wina musującego, schłodzonego, 125 ml Cointreau lub Grand Marnier lub Triple Sec, schłodzonego (moje nie było), 500 ml soku żurawinowego, schłodzonego

Wszystko mieszamy w dużym dzbanku, napełniamy szklaneczki, zachwycamy się chwilę kolorem i zapachem i... chyba wiecie, co dalej :)?

poniedziałek, 17 marca 2008

Tak, wciąż klimaty miętowe. I letnie, na przekór pogodzie. To jeden z moich ulubionych drinków. Może zasugerowałam się opowieściami byłej uczennicy, zauroczonej Kubą? A może Pierce'em Brosnanem jako Bondem, wznoszącym toast do Halle Berry: "Mojito"? Raczej nie to ostatnie - Brosnan nie jest w moim typie :).

Jak robię mojito? Powiem, jak uważam, że powinnam, ale czasem jestem niechlujna lub zapominalska i kolejność bierze w łeb (np. próbuję i zastanawiam się, czemu tak dziwnie smakuje - po czym okazuje się, że zapomniałam o limonce/wodzie; o rumie dziwnie nigdy nie zapominam). Jeśli mam ochotę czuć cukier pod zębami sypię płaską łyżeczkę (nie więcej, nie lubię za słodkiego) kryształu lub ew. demerary do szklanki i rozcieram z sokiem z 1/2 limonki. W innym wariancie mieszam syrop cukrowy lub - lepiej - syrop miętowy Monin (dokładnie "Mojito mint", przyjemna rzecz także do mieszania z samą wodą) z sokiem limonkowym. Dorzucam świeżą miętę, ugniatam w szklance łyżeczką, by puściła sok. Dorzucam lód, dolewam biały rum, dorzucam wyciśniętą skórkę limonki, dopełniam wodą gazowaną, sprawdzam, czy nie dodać więcej limonki. Udaję, że jestem w Hawanie :)

1 , 2 , 3
 
| < Listopad 2018 > |
Pn Wt Śr Cz Pt So N
      1 2 3 4
5 6 7 8 9 10 11
12 13 14 15 16 17 18
19 20 21 22 23 24 25
26 27 28 29 30    
Tagi

@ptasia.cosniecos Ptasia on Pinterest
Page copy protected against web site content infringement by Copyscape
Durszlak.pl POMOŻECIE? PustaMiska - akcja charytatywna