Głównie o kuchni, jedzeniu, gotowaniu - ale nie tylko...

Wpisy z tagiem: bułeczki

czwartek, 19 stycznia 2017

Inną optykę piękna, brulion Moniki Kantor i Sebastiana Załęckiego (lub Mimi i Zorki), stojących m.in. za Myszkowcem, kawowym (czy też kawiarnianym) albumem Be coffee style czy lampami, kupiłam jakiś czas temu, razem z niebiesko-turkusową apaszką w konie (wstyd, jak dawno jej nie nosiłam!). Ostatnią część tego ni to dziennika, ni to czasopisma stanowią przepisy. Łatwe (bo jak autorka sama przyznaje, nieco oszukane) bajgle – pulchne, ciemnobrązowe i związane sznurkiem jak obwarzanki – przyciągały mój wzrok równie bardzo, co produkt uboczny, tj. usmażone bajglowe dziurki. Jak to u mnie: albo przepis, który mnie zaintryguje, robię od razu (w ciągu paru dni np.), albo… czeka na wykonanie kilka lat, jak było i w tym przypadku. Z przyjemnością donoszę, że rozczarowania nie było; „oszukane” bajgle są łatwe, szybkie (żadnego gotowania i dopiero potem pieczenia), pachnące i nawet zbłąkany przez kilka dni w chlebaku mocno twardy obwarzanek smakuje nieźle zwilżony wodą i podgrzany w piekarniku. W mojej wersji uformowane bułeczki wyrastały przez noc w lodówce, do pieczenia rano na śniadanie. Zmniejszyłam także ilość drożdży, cukru i uprościłam wykonanie.

Składniki:

  • 350g mąki pszennej typ 650/750 (w oryginale 550)
  • 13g świeżych drożdży
  • 50g drobnego cukru
  • 180g mleka
  • 2 łyżki masła
  • płaska łyżeczka soli
  • do dekoracji: sezam/mak/czarnuszka, jajko/żółtko/białko/mleko do posmarowania

Mleko podgrzać z masłem do rozpuszczenia tego ostatniego, przestudzić do letniej temperatury. Wkruszyć drożdże do mąki, wymieszać z cukrem i solą. Zrobić zagłębienie w suchych składnikach, wlać mleko z masłem, wyrobić gładkie, elastyczne ciasto. Odstawić do wyrośnięcia na ok. 1,5h lub do podwojenia objętości. Rozwałkować na ok. 1,5cm (nie mniej – bajgle wyjdą za cienkie), wycinać kółka (10-12 szt.) szklanką lub wykrawaczką, następnie w środku wycinać mniejsze dziurki (kieliszkiem lub mini wykrawaczką). Bajgle i dziurki odstawić do ponownego napuszenia – w lodówce przez noc, dokładnie przykryte folią, lub w temp. pokojowej (ok. 1h). W przypadku wyrastania nocnego doprowadzić najpierw do temp. pokojowej. Posmarować jajem/mlekiem itd., posypać wybranymi ziarnami. Piec w 190 st. C (termoobieg) przez 15-18 minut lub do wyraźnego zezłocenia.

Na zdjęciu nasz koci podrzutek (lub łobuz) tj. Björk (Brzoza), znana niektórym z Instagrama. Nie martwcie się, ani jeden bajgiel nie został zjedzony.

A zachowane dziurki proponuję usmażyć, jak zwykłe pączki. W wersji ambitnej można nadziać szprycą różą w cukrze (co próbowałam zrobić, ale okazało się jak dla mnie zbyt pracochłonne… czy też róża była zbyt gęsta na nośnik pt. strzykawka ;).

Zapisz

Zapisz

Zapisz

środa, 23 grudnia 2015

To żadna tajemnica, że w ramach wprawiania się w świąteczny nastrój lubię oglądać inspirujące obrazki okolicznościowe na Pinterest (część zbieram na swojej tablicy). Tak szukałam pomysłów na kalendarz adwentowy i znalazłam pomysł na masę ze skrobi i sody, z której zrobiłam dekoracje na choinkę (patrz niżej). Można powiedzieć, że się w tym roku rozwijam w temacie świątecznego ZPT: poza zawieszkami zrobiłam 1,5 wieńca z gałązek (jeden na spółkę z M) i stroik na stół ;). 

Któregoś dnia zobaczyłam zdjęcia „krok po kroku” pt. Jak zrobić wieniec chlebowy. Pomysł mi się bardzo spodobał, nie chciałam jednak upiec ot, jakiegoś tam pieczywa. Zależało mi na powtórzeniu smaków wigilijnych. Po odrzuceniu kapusty i buraków zostały grzyby i cebula ;). Bazą było najprostsze chlebowe ciasto drożdżowe, z którego co jakiś czas piekę bułki mniejsze lub większe.


Składniki:

  • ¾ szklanki suszonych grzybów
  • 1 średnia cebula
  • łyżka oleju
  • 500g mąki chlebowej, pszennej lub orkiszowej (można dodać ok. 50-75g razowej)
  • 15g świeżych drożdży
  • ok. 200ml wody
  • 100ml płynu z moczenia grzybów
  • 1,5 łyżeczki soli

Grzyby zalać letnią wodą (tyle, by całkowicie je przykryć), odstawić na co najmniej 2h, odcedzić, zachowując płyn, następnie drobno posiekać. Cebulę drobno posiekać, zeszklić na oleju, odstawić. Wymieszać mąkę z pokruszonymi drożdżami, dodać płyn, w tym wodę z moczenia grzybów (ew. nadmiar, po odlaniu 100ml, zostawić - przyda się do zupy, potrawki itd.), całość z grubsza wymieszać i krótko wyrobić. Przykryć i odstawić na ok. 10 minut. Dodać grzyby, cebulę i sól, wyrobić gładkie, elastyczne ciasto. Powinno pozostać miękkie, minimalnie lepkie; gdyby było suche, dodać odrobinę więcej płynu. Odstawić do wyrastania w natłuszczonej misce, do podwojenia objętości (ok. 1 h), po tym czasie uformować bułki/bułeczki lub słynny wieniec/wieńce. W tym celu wziąć większą kulę ciasta (u mnie to była ½ całości), zrobić w środku otwór i całość rozciągnąć na wielkiego bajgla, umieścić na pergaminie lub macie do pieczenia. Alternatywnie można uformować długi wałek i skleić końce, choć po upieczeniu może być widać miejsce złączenia. Przykryć folią i odstawić do napuszenia (ok. 30-40 minut). Przed samym pieczeniem uzbroić się w nożyczki (użyłam kuchennych do rozbierania drobiu) i naciąć głęboko ciasto w odstępach ok. 5cm (polecam zajrzenie do linku, jak to zrobić). Piec na kamieniu (zsunąć wieniec razem z pergaminem), z parą, przez ok. 22-25 minut.

Nacięcia przydają się do dzielenia się wieńcem – łatwo rwać kawałki wielkości bułeczek. Ponieważ jednak z drugiej połowy ciasta zrobiłam swoją drogą bułki (większe, niż te oderwane z wieńca), uznałam, że to świetna okazja, by odtworzyć wspomnienia ze spacerów po warszawskiej Starówce. Nie wiem, jak Wy, ale z dzieciństwa pamiętam, że żadna taka wycieczka (słowo na miejscu, bo nawet jako warszawianka długo mieszkałam na peryferiach miasta, a metra wtedy nie było ;) nie mogła się obyć bez konsumpcji bułki z pieczarkami, którą ceniłam bardziej niż zwykłe zapiekanki, bo je można było kupić wszędzie. Najbardziej mnie fascynowało jak pochmurne ekspedientki sprawnie wydrążały pieczywo na szpikulcach, a potem nabierały chochlą sos, który wlewały do powstałego w bułce otworu. Nawet nie wiem, czy ta atrakcja gastronomiczna wciąż istnieje…?


Zważywszy na to, że sos do oryginalnych bułek ze Starówki podgrzewał się cały dzień (albo dłużej…), moja wersja jest błyskawiczna. Została zjedzona równie szybko ;).

Składniki (2 bułki):

  • 1 mała cebula
  • olej
  • hojna garść pieczarek, pokrojonych w plasterki
  • 2 grzyby suszone
  • sól, pieprz
  • kopiasta łyżka śmietany
  • 2 bułki (z przepisu powyżej lub dowolne wielkości kajzerek, wydrążone)

Cebulę zeszklić na oleju, dodać pieczarki i wkruszyć grzyby. Całość oprószyć solą i pieprzem, dusić pod przykryciem, aż pieczarki zmiękną; podlać lekko wodą, jeśli będzie to konieczne. W międzyczasie wydrążyć bułki – użyłam do tego celu peanu medycznego i ponownie nożyczek do dzielenia drobiu ;). Uduszone pieczarki zabielić śmietaną, najlepiej wcześniej zahartowaną odrobiną sosu, i delikatnie podgrzać jeszcze kilka minut, następnie sprawdzić doprawienie. Farszem dokładnie nadziać wydrążone bułki. Jeść najlepiej po spacerze na mrozie (wiem, że obecnie nierealne, ale na Mazurach trochę ponad tydzień temu była zimowa pogoda)!

Wracając do tematu ozdób świątecznych, niekoniecznie spożywczych i wspomnianej masie skrobiowej: rzecz jest wyjątkowo prosta, jak to ujęto np. na tym blogu. Trzeba wymieszać w rondlu szklankę sody z ½ szklanki skrobi (kukurydzianej lub ziemniaczanej) i ¾ szklanki wody i podgrzewać do uzyskania czegoś a la gęste i gładkie puree ziemniaczane. Po lekkim wystudzeniu masy wałkować (można wałkiem grawerowanym) na ok. 5-6mm (cieńsze będą się łamać), wycinać dowolne kształty, które następnie należy wysuszyć przez ok. 1h w 70-75 st. C (termoobieg). Jeśli chcecie je zawiesić na choince, trzeba wcześniej zrobić dziurki (np. patyczkiem do szaszłyków). Wystudzone, „ceramiczne” ozdoby można dodatkowo pomalować, obkleić, itd. U mnie, jak widać, znowu Muminki ;).



Skoro już podzieliłam się już i ozdobami, i pieczywem… to chyba czas pożyczyć wszystkiego dobrego z okazji Świąt. Takich z uśmiechem, spokojem, bez niepotrzebnego pośpiechu, nerwów czy kłótni, co pewnie oznacza, że z programu telewizyjnego najlepiej wybrać tylko kino rodzinne, a w internecie ostrożnie wybierać strony... Najlepiej pewnie po prostu pójść na spacer ;). Co rok sobie obiecuję choć kilkudniowy detoks internetowy: może tym razem? Albo może chociaż kilka dni bez mediów społecznościowych ;)?

PS. Spóźnialskim przypominam, że świąteczne dania na blogu znajdziecie TU.

niedziela, 06 lipca 2014

Z cyklu pytania retoryczne: czy coś słodkiego i drożdżowego z cynamonem może być złe? Bułeczki cynamonowe to jedno z moich pierwszych skojarzeń kulinarnych na hasło "Skandynawia" (obok dużej ilości czarnej kawy i słodkich śledzi); ponieważ pierwszym wypiekiem drożdżowym w moim życiu były cynamonki, mam do nich dodatkowy sentyment. Taka lekko ciepła bułka, zapijana kawą (niekoniecznie czarną, i niekoniecznie przelewową ;) na drugie albo pierwsze śniadanie zdecydowanie poprawia jakość życia, niezależnie od pory roku. Na podwieczorek też się nada.

Skorzystałam z przepisu niezawodnej Signe Johansen, której wypieki ze Scandilicous Baking zawsze się udają (choć może gdyby ktoś się nie domyślił o co chodzi z brakującą wodą w przepisie na precle niczego sensownego by nie uzyskał ;). Autorka ma słabość do mąki orkiszowej i dodaje ją wszędzie, gdzie się da. Sama zazwyczaj mieszam orkisz ze zwykłą pszenicą, tu jednak zaufałam Signe i użyłam 100% orkiszu: jasnego i razowego. Tej ostatniej mąki nie ma co się bać, bułeczki nie wychodzą zbyt „gruboziarniste”. Namiętności do kardamonu nie podzielam, więc zamieniłam go na wanilię. Sól waniliową (dzięki swojej słabości do różnych nietypowych soli ;) akurat posiadałam, ale łatwo ją można samemu zrobić mieszając sól z wanilią, lub dać zwykłą. Zaparzenie mleka na początku podobno odpowiada za miękkość bułeczek i potwierdzam: wychodzą rzeczywiście bardzo miękkie.

Składniki:

Ciasto: 225ml mleka, 75g masła, 300g jasnej mąki orkiszowej (typ 720), 125g mąki razowej orkiszowej (u mnie typ 2000), 70g drobnego cukru, łyżeczka mielonego kardamonu (lub wanilii – u mnie), ½ łyżeczki soli, 20g świeżych drożdży/10g suszonych, 1 średnie, roztrzepane jajo

Nadzienie: 75g miękkiego masła, 50g drobnego białego lub brązowego cukru, 2 łyżeczki cynamonu, ½ łyżeczki soli z wanilią (lub mieszanki soli i mielonej wanilii – wystarczy szczypta; ostatecznie można użyć kropli ekstraktu, ew. dać zwykłą sól)

Do posmarowania: mleko lub roztrzepane jajo, gruby cukier (np. demerara)

Zaparzyć mleko z masłem: doprowadzić prawie do wrzenia, przestudzić. W przypadku świeżych drożdży rozczynić je z łyżeczką cukru, odstawić na chwilę. Wymieszać suche składniki z drożdżami, jajem i przestudzonym mlekiem z masłem, wyrobić dokładnie ciasto (będzie lekko luźne/lepkie, ale nie powinno być lejące). Odstawić do wyrośnięcia (ok. 40-45 minut).

Utrzeć składniki nadzienia na pastę. Ciasto rozwałkować na prostokąt (ok. 35x25cm), posmarować dokładnie i cienko nadzieniem, zwinąć roladę. Pokroić w poprzek na 7 części (jedna powinna być mniejsza). Natłuścić masłem tortownicę 23cm (choć 20cm też się nada, bułeczki zrosną się tylko szybciej i pójdą bardziej w górę niż na boki), ułożyć na środku najmniejszy kawałek ciasta a pozostałe 6 sztuk dookoła. Odstawić do napuszenia (ok. 30-40 minut).

Przed pieczeniem posmarować jajem lub mlekiem i posypać cukrem. Piec z parą w 180 st. (termoobieg, w góra/dół 200 st. C), przez ok. 25-30 minut (lub do suchego patyczka). Moim zdaniem najlepiej smakują nie całkiem przestudzone ;).

Jak to drożdżowe, warto zjeść bułeczki możliwie szybko (powiedzmy w ciągu doby), ale zaskakująco wolno się zsychają i w szczelnym pojemniku wytrzymają ok. 3 dni. O ile wytrzymają...

wtorek, 13 marca 2012

Nigdy do tej pory nie przyjmowałam produktów do testowania na cele bloga - zrobiłam wyjątek dopiero dla paru mąk z Gdańskich Młynów. Ponieważ w paczce znalazłam m.in. mąkę orkiszową pełnoziarnistą, postanowiłam zmodyfikować często wykonywany przeze mnie przepis na chleb pszenny łatwy i upiec bułeczki 100% orkiszowe, z dodatkiem ziarna słonecznika. Wyszły przyjemnie wilgotne, bardzo dziurzaste i smaczne. Z wyglądu - małe, ciemne ciabatty ;)

Składniki:

  • 400g mąki orkiszowej jasnej (u mnie typ 700)
  • 100g mąki orkiszowej razowej/pełnoziarnistej (typ 1850)
  • 2g drożdży instant (lub ok. 6g świeżych, pokruszonych)
  • 150g zakwasu żytniego, aktywnego
  • 280g letniej wody
  • ziarno słonecznika (ok. 4-5 łyżek) (można pominąć)
  • 1,5 łyżeczki soli

Wszystkie składniki łączymy, najlepiej przy pomocy miksera. Ciasto powinno być dosyć gęste. Przykrywamy ściereczką/folią i odstawiamy na 2,5-3 h (czysto orkiszowe ciasto rośnie wolniej; można 1-2 razy złożyć w trakcie wyrastania). Następnie formujemy bułeczki (ja po prostu podzieliłam ciasto na 3 wałki i odcinałam łopatką z grubsza równe porcje). Posypujemy mąką. Odstawiamy do wyrośnięcia na ok. 60 minut. Piekarnik z kamieniem nagrzewamy do temp. 220 st C i pieczemy bułeczki z parą, mniej więcej 20 minut.

Polecam :)

sobota, 27 listopada 2010

Wieki całe nie uczestniczyłam w Weekendowej Piekarni, ale planowanie wypieków ostatnio mi nie szło. Piekłam, ale bardzo spontanicznie i zdecydowanie na szybko. Przepis z ostatniej Piekarni (której gospodarzy Amber) się także do nich zalicza. Trochę za późno odkryłam jednak, że foremka na muffiny nie mieści się moim mini-piekarniku. Zerknęłam do Bread Hamelmana, z której pochodzą owe bułeczki-koniczynki (Cloverleaf Rolls) i przeczytałam jego sugestię zrobienia z ciasta chleba cynamonowego w formie rolady. Podzieliłam zatem ciasto po wyrośnięciu na 1/2, z 1/2 zrobiłam sześć bułeczek, które upiekłam w foremkach na babeczki, a z 1/2 zrobiłam roladę.

Składniki: 500g mąki pszennej (u mnie chlebowa), 230g wody, 1 duże jajko, 40g miękkiego masła, 2 łyżki cukru, 3 łyżki mleka w proszku, 2 łyżeczki soli, 1 łyżeczka drożdży instant

Wszystkie składniki umieścić w misce miksera z hakiem i mieszać, aż wszystko się połączy - ok. 3 minut. Zwiększyć prędkość miksera i mieszać do większego rozwinięcia glutenu - ok. 7 minut. Ciasto umieścić w lekko naoliwionej misce, przykryć i zostawić do fermentacji na 1 godzinę (chyba u mnie było zimno, bo ciasto wyrastało ok. 2 h; w 1/2 czasu złożyłam).

Bułeczki-koniczynki: Podzielić ciasto na kawałki o wadze 40g (ja wcześniej podzieliłam całość na 1/2), a następnie każdy kawałek na trzy części. Z każdego kawałka uformować kulkę. Formę do muffinów na 12 sztuk lekko posmarować masłem (u mnie formy na babeczki x 6, i  posmarowane olejem). W każdy otwór włożyć po trzy kulki. Odstawić przykryte na ok. 1 i 1/2 godziny do podrośnięcia. Wyrośnięte kulki ciasta posmarować roztopionym masłem i piec w piekarniku nagrzanym do temperatury 200 stopni C przez 15 minut. Formę z ciastem odwrócić i wyjąć gotowe bułeczki (ja dodatkowo jeszcze posmarowałam je stopionym masłem).

Cynamonowy chleb-rolada: Pozostałą 1/2 ciasta rozwałkować na prostokąt o długości posiadanej niewielkiej keksówki. Posmarować stopionym masłem, posypać paroma łyżkami cukru (u mnie demerara) zmieszanego z kopiastą łyżeczką cynamonu), na wierzchu rozłożyć rodzynki (kilka łyżek), wcześniej namoczone w gorącej wodzie i osączone (lub, jak u mnie, pochodzące z "magicznego słoiczka" z brandy). Zwinąć ciasną roladę, ułożyć w wyłożonej pergaminem keksówce złożeniem do dołu. Odłożyć pod folią do napuszenia (ok. 1-1,5h). Piec w 200 st. C. 30 minut, przed i po pieczeniu posmarować stopionym masłem.

Moje bułeczki średnio przypominają koniczynki :); najlepiej smakują na świeżo, lekko wystudzone, gdyż szybko wysychają. Rolada trzyma się nieco lepiej: przypomina mi ciasto, które jadłam - między innymi :) - na śniadanie w Estonii. Tym razem jednak potraktowałam je jako deser/słodki dodatek do kawy. I ze względu na mocno cynamonowy charakter podczepiam chleb-roladę pod moją akcję korzenną.

 

piątek, 02 kwietnia 2010

Oto tradycyjne brytyjskie bułeczki na Wielki Piątek - drożdżowe, bakaliowe, lekko słodkie i korzenne, ozdobione znakiem krzyża (czemu, chyba nie trzeba tłumaczyć). Obecnie można je kupić na Wyspach przez cały rok, i po tym, jak pożarłam pierwszą bułeczkę w kilka minut po wyjęciu jej z piekarnika, doskonale rozumiem, czemu tak jest. Przepis zamieściła na blogu Dorotuś, a pochodzi on z Bread Hamelmana, więc musiał być dobry ;). Zamiast proponowanego syropu użyłam podgrzanej glazury pigwówkowej.

Składniki na zaczyn:

* 37 g mąki chlebowej
* 190 g letniego mleka
* pół łyżki cukru
* 2 i 1/4 łyżeczki drożdży suchych (9 g) lub 18 g drożdży świeżych

Wszystkie składniki dokładnie wymieszać (drożdże powinny się rozpuścić). Przykryć folią i odstawić na 30 - 40 minut (zaczyn będzie bardzo rzadki).

Składniki na ciasto właściwe:

* cały wcześniejszy zaczyn
* 340 g mąki pszennej chlebowej
* 4 łyżki (u mnie 3 kopiaste) miękkiego masła
* 1 jajko
* 1/4 szklanki cukru (56 g)
* pół łyżeczki soli
* pół łyżki mielonego ziela angielskiego, ew. przyprawy do piernika lub innej korzennej do wypieków (dałam niepełne 1/2 łyżki mixed spice)
* 115 g koryntek (u mnie sułtanek, dość drobnych)
* 37 g kandyzowanej skórki pomarańczowej lub cytrynowej (u mnie 2 łyżki konfitury pomarańczowej)

Mąkę umieścić w misce, dodać miękkie masło. Za pomocą miksera wymieszać całość, aż powstaną małe grudki. Dodać jajko, cukier, sól, przyprawy i wszystko ponownie wymieszać. Dodać zaczyn, wymieszać, odstawić mikser (albo i nie...) i wyrobić ciasto ręcznie przez około 10 minut (ja wyrabiałam dalej mikserem). Na koniec wyrabiania dodać bakalie. Przykryć folią i odstawić na 1 godzinę w ciepłe miejsce (po 30 minutach ciasto lekko odgazować).

Wyrośnięte ciasto lekko zagnieść kilka razy i podzielić na 12 (u mnie 8) równych części. Uformować bułeczki i układać je na wysmarowanej blaszce (lub gęściej w większej tortownicy, jak na zdjęciu powyżej - wówczas będą to bułeczki do odrywania) w minimum 1,5 cm odstępach (ja zrobiłam większe odstępy, by bułeczki się nie złączyły). Przykryć ręczniczkiem kuchennym/folią i pozostawić w cieple na godzinę  (u mnie 45 min) do podwojenia objętości.
 
W tym czasie przygotować pastę na krzyżyki (uwaga, pasty moim zdaniem wychodzi za dużo - spokojnie można zrobić z 1/2 porcji):

* 110 g mąki pszennej
* 35 g oleju
* 80 g wody

Wszystkie składniki dokładnie wymieszać. Pasta powinna być na tyle gęsta, by nie rozlewała się na bułkach, i na tyle rzadka, by można ją było wycisnąć np. przez woreczek z odciętym rogiem lub rękaw cukierniczy.

Na wyrośnięte bułki, przed samym pieczeniem wycisnąć pastę, najpierw w rzędach poziomych, potem pionowych, by na bułeczkach powstały symbole krzyża.

Piec w temperaturze 220ºC przez około 15 minut. Warto mieć przygotowaną folię aluminiową, ponieważ bułeczki szybko brązowieją i przykryć je w razie potrzeby. Gorące, posmarować syropem (lub podgrzaną glazurą pigwówkową, lub podgrzanym dżemem morelowym).

Składniki na syrop (też moim zdaniem należy podzielić składniki na 1/2):

* 8 łyżek cukru
* pół szklanki wody

Składniki wymieszać, syrop zagotować, mieszając.

Bułeczki są aromatyczne, miękkie, dziurzaste, nie za słodkie... idealne.  Bez krzyżyków byłyby godnym zamiennikiem moim ukochanym bułeczek z rodzynkami, bez których - gdy studiowałam niedaleko Budki Szwajcarskiej - dzień był dniem straconym. Po namyśle jednak nie będę ich za często robić, jeśli nie chcę upodobnić się do szafy trzydrzwiowej - wciągają i nagle okazuje się, że dwie zjedzone jedna po drugiej, to wcale nie tak dużo, i właściwie można i zjeść trzecią.

Korzystając z okazji chciałam Wam złożyć wszystkim życzenia wszystkiego dobrego z okazji nadchodzącej Wielkanocy. Oby było smacznie, słonecznie i nie za mokro ;) - choć trochę w poniedziałek zmoknąć powinniśmy, aby się szczęściło...

PS z 04/2015: Jeśli zostanie nadmiar bułeczek, po obtoczeniu w mieszance jajka i mleka można z nich zrobić świetne smażone tosty (tzw. tosty francuskie), najlepiej z dodatkiem sosu jagodowego na ciepło (mrożone jagody rozmrozić, zagotować, dosłodzić do smaku, gotować ok. 10 minut lub aż sos nieco zgęstnieje).

niedziela, 10 stycznia 2010

Gospodyni kolejnej Piekarni, Tili, zaproponowała m.in. przepis na brioszkę z dodatkiem jogurtu. Ponieważ brioszki i chałki uwielbiam, nie mogłam przepuścić okazji, by wypróbować nowy przepis. I dobrze się stało, bo pieczywo jest leciutkie jak piórko, puchate i pięknie pachnące, jedynie lekko słodkie - świetnie się komponuje ze wszystkimi dodatkami. Na przykładzie tego przepisu widać imho różnicę między chałką a brioche: to nie ten  sam stopień napowietrzenia, tj. w tym drugim pieczywie jest on znacznie wyższy. W oryginale występowała także woda z kwiatów pomarańczy - ponieważ nie lubię i nie używam, zastąpiłam ją sokiem wyciśniętym z pomarańczy i dodałam skórkę startą z jw.


Składniki: 80 ml letniego mleka, 1 jajko, lekko roztrzepane, 50 g jogurtu, 2 łyżki wody z kwiatów pomarańczy (u mnie sok wyciśnięty z pomarańczy), 1 łyżeczka soku z cytryny (pominęłam, dałam skórkę startą z 1 pomarańczy), 20 g cukru, 1/2 łyżeczki soli, 20 g masła, roztopionego, 350 g mąki pszennej typ 450, 1 łyżeczka drożdży instant (u mnie 10g świeżych, wkruszonych do reszty składników)

Przygotowanie: Wszystkie składniki umieścić w misce, wymieszać. Wyrobić ręcznie lub mikserem gładkie ciasto, odstawić na ok. 1 godzinę do wyrośnięcia, potem uformować bochenek o dowolnym kształcie. Ja podzieliłam ciasto na 8 części, każdą ukształtowałam w kulkę i umieściłam obok siebie w keksówce wyłożonej pergaminem do pieczenia. Odstawić do napuszenia ok. 30 minut i piec ok. 25-30 minut w 180-200 stopniach (piekłam w naparowanym piekarniku, w 200 st., grzanie góra-dół, jak zawsze). Należy uważać na czas pieczenia, by brioszki nie przepiec - swojej niczym nie smarowałam, tylko spryskałam wodą, a i tak się mocno zrumieniła.

Oczywiście najlepsza brioszka to taka świeża, ciepła, jedzona bez niczego, ew. z odrobiną masła. Ta z pierwszego zdjęcia to deser M., z miodem.

środa, 16 września 2009

Najpierw były twarogi domowe i pozostała z nich serwatka, potem Gospodarna Narzeczona podsunęła mi swój przepis na chleb serwatkowy, i wpadłam - robiłam go już 3 razy. Ponieważ po powrocie z wakacji rzuciłam się produkować domowo ser i chleb, przepis niejako sam się nasunął. Tym razem 50g mąki białej zastąpiłam wieloziarnistą (odpowiadającą najprawdopodobniej graham typ 1850 - najprawdopodobniej, bo firma Lubella nie umieściła stosownych informacji na opakowaniu). Miąższ wyszedł gęstszy, mniej dziurzasty, ale także bardzo, bardzo smaczny i delikatny. I ta skórka, miękka i pachnąca... Nie posiadając serwatki (a czy to, w czym pływa mozzarella w woreczkach, nią nie jest?) sądzę, że można by zaryzykować z lekko rozcieńczoną maślanką... lub może kefirem? Poniżej przepis za Narzeczoną.

Składniki: 500g mąki pszennej chlebowej (typ 850) (100%) - u mnie luksusowa 550 LUB 450 g mąki chlebowej i 50 g pszennej wieloziarnistej/graham, półtorej łyżeczki drożdży (2%), 300g serwatki (60%), 2 łyżeczki miodu (2%), łyżeczka soli i szczypta (2%), 50g miękkiego masła (10%)

W misce mieszamy serwatkę, drożdże i miód, aż wszystkie składniki się rozpuszczą. Dodajemy połowę mąki i sól, mieszamy na jednolitą masę i odstawiamy na 30 minut. W tym czasie, w drugiej misce mieszamy pozostają mąkę z masłem, aż całość będzie przypominać okruchy. Po upływie pół godziny mieszamy obie zawartości misek i wyrabiamy na gładkie, miękkie ciasto. Ciasto jest mało klejące i odstaje szybko od ręki. Dajemy mu odpocząć 10 minut. Przekładamy je posmarowaną olejem kukurydzianym stolnicę i wyrabiamy 10 sekund. Ponownie do miski na 10 minut i ponownie wyrabiamy 10 sekund, obie czynności powtarzamy jeszcze raz. Tym razem odstawiamy na pół godziny. Po tym czasie formujemy okrągły bochenek, uprzednio odgazowując (ma naprawdę wielkie pęcherze). Odstawiamy do wyrastania na godzinę w koszu lub na omączonym blacie. Rozgrzewamy piekarnik z kamieniem do temperatury 220 st. C. Nacinamy wedle uznania i pieczemy z parą około 40 minut, można trochę zmniejszyć temperaturę po 20 minutach. Chodzi o to, by chleb był złoto-brązowy, a temperatura wewnątrz bochenka wahała się od 90 do 95 st.C.

Polecam - nie tylko na starość... ;)

PS z 22.01.2010:

I z masy chlebowej można zrobić także świetne bułeczki. Piec 20-25 minut w tej samej temperaturze (skręciłam po ok. 12 minutach do 200 st.)

sobota, 06 czerwca 2009

Tym razem gospodynią piekarni była Tatter, a wśród przepisów - m.in. - Ałtajskie Rożki, czyli białe bułeczki na zakwasie pszennym. U mnie ciasto rosło przez noc w lodówce, poniżej wersja Tatter i moje uwagi.

100g dojrzalego bialego zakwasu pszennego (100% hydracji)*
450g maki (uzylam zwykłej szymanowskiej)
5 g swiezych drozdzy (org. 7.5g x 2 =15g)
1 lyzeczka soli
12g cukru
10g masla (stopionego, ostudzonego)
350g wody


* Poprzedniego wieczora, cytując Tatter: "wez lyzke lub dwie zakwasu zytniego i dodaj do niego 100g bialej maki pszennej chlebowej i 100g letniej wody, zamieszaj, zostaw do przefermentowania i zakwas pszenny gotowy!" Ja zrobiłam to samo, ale z mniejszych ilości wody/mąki, by wyszło bliżej potrzebnych 100g.

Wszystkie skladniki wymieszać dokladnie, nastepnie zagnieść elastyczne, nieco lepkie ciasto (moje było bardzo lekkie i minimalnie podsypałam mąką). Zostawić do wyrosniecia na 3 godziny, skladajac ciasto w tym czasie dwukrotnie (lub umieścić na noc w lodówce przykryte folią; moje rosło tak łącznie co najmniej 18h). Wyrosniete odpowietrzyć i podzielić na kawalki. Z kazdej czesci uformować lekko kule i zostawić na kolejne 10 minut. Nastepnie za pomoca drewnianego walka (lub ręką...) rozwalkować (rozpłaszczyć) cienkie placki o owalnym ksztalcie i zwinąć je w rulon, ulozylam na blasze zlaczeniem w dol. Zostawić do ponownego wyrosniecia. Gdy prawie podwoily objetosc, wstawić je do pieca rozgrzanego do 240C i piec z para 10 minut, natepnie obnizyć temperature do 220C i dopiekać jeszcze 10-15 minut.

Moje rożki i w lodówce, i po wyjęciu z niej rosły jak szalone, przez co trochę miały mało miejsca na kamieniu i w efekcie wyszły "bułeczki do odrywania" (patrz niżej). Nie wiem, czy przez dłuższe rośnięcie, czy mniejsze odgazowanie, ale mi wyszły wcale nie takie małe dziurki (postaram się jutro zamieścić zdjęcie). Pieczywo bardzo, bardzo smaczne i pachnące.

sobota, 16 lutego 2008

Podpatrzyłam je u Dorotus, która podpatrzyła je u Liski (która zdaje się podpatrzyła je u Marthy Stewart :). Bułeczki łatwe, przyjemne, b. smaczne.

Składniki: 3/4 szklanki cieplej wody
1/3 szklanki mleka w proszku*
2 łyżki masła, roztopionego i ostudzonego
1,5 łyżki cukru
3/4 łyżeczki soli
1 łyżeczka drożdży instant
1 jajko
2,5 szklanki mąki
Do posmarowania bułek:
1 żółtko
1 łyżka mleka
sezam

* Można użyć zamiast wody i mleka w proszku - zwykłego mleka.


Wodę, mleko, masło i cukier umieścić w misce i wymieszać. Dodać drożdże, zamieszać i odstawić na 10 minut. Dodać jajko, połowę mąki i sól, zagnieść (można mikserem).

Powoli dodawać resztę mąki. Zagnieść gładkie ciasto - powinno być elastyczne i się nie lepić, ale nie należy dodawać zbyt dużo dodatkowej mąki (dałam łącznie mniej niż 2,5 szkl. - bliżej 2,25). Ciasto przełożyć do miski, przykryć ściereczką i odstawić do wyrośnięcia na ok. 1 h. Po tym czasie uformować 8 bułeczek, które należy po uformowaniu w kulkę, spłaszczyć dłonią.

Bułeczki ułożyć na blaszce wyłożonej papierem do pieczenia, przykryć ściereczką i zostawić do wyrośnięcia na 45 minut. Piekarnik nagrzać do 200 st C. Wyrośnięte bułeczki posmarować żółtkiem wymieszanym z mlekiem, posypać sezamem. Wstawić do piekarnika i piec 13-15 minut (u mnie 16). Po upieczeniu ostudzić.

A tak wygląda bułeczka już wykorzystana zgodnie z przeznaczeniem:

| < Kwiecień 2017 > |
Pn Wt Śr Cz Pt So N
          1 2
3 4 5 6 7 8 9
10 11 12 13 14 15 16
17 18 19 20 21 22 23
24 25 26 27 28 29 30
Tagi

Ptasia on Pinterest
Page copy protected against web site content infringement by Copyscape
Durszlak.pl POMOŻECIE? PustaMiska - akcja charytatywna