Głównie o kuchni, jedzeniu, gotowaniu - ale nie tylko...

Wpisy z tagiem: cytrusy

niedziela, 03 marca 2013

Znów krótko i znów wariacja na znany temat, który brzmi treacle tart. Na koniec wpisu sprzed kilku lat wspomniałam o tartaletkach, które jadłam w Cochinie. Trochę (eufemistycznie rzecz ujmując) mi to zajęło, ale chęć odtworzenia ciastek wprowadziłam w życie. Czyli: zamiast syropu - miód, zamiast bułki - migdały, reszta bez zmian. Jak wyszło? Hm... Szczerze mówiąc, wolę oryginał. Pierwszego dnia sądziłam, że dominują migdały, drugiego - że to jednak aromat miodu jest zbyt mocny (choć użyłam dość delikatnego wielokwiatu). Cytryna gdzieś zniknęła. W gruncie rzeczy opcja mogłaby pasować miłośnikom sezamków (do których nie należę). Mimo to eksperymentu bym całkiem nie skreślała, a to wytyczne:

Baza: jak w treacle tart - ciasto na tartę rustykalną

Masa: 200g (2/3 szklanki) miodu (możliwie łagodnego, typu lipowy, wielokwiatowy), 1/2 szklanki mielonych migdałów, sok z 1/2-1 cytryny i skórka z całej, 3 łyżki śmietanki/śmietany - wykonanie - jak w oryginale

Podobnie jak w przypadku klasyka, trzeba uważać, by farszu nie przepiec. Ja tak się tym przejęłam, że skróciłam czas pieczenia i uzyskałam środek a la krówka ciągutka... Co przyznaję, jest największym plusem tego wariantu ;). Czas wrócić do klasyka (w końcu Harry Potter nie może się mylić ;).

czwartek, 14 lutego 2013

Jajka i śniadanie... Śniadanie z udziałem jajek... Jakoś jedno z drugim wiąże się w sposób naturalny (do tego stopnia, że po powrocie z Indii miałam kilkutygodniowy jajowstręt). Dla mnie stanowią jednak odświętną pozycję w menu, bo staramy się ograniczać ich spożycie, więc z reguły pojawiają się na stole raz w tygodniu - w niedzielny poranek. A że pomału zbliża się weekend, oto dwie proste propozycje.

Pasta jajeczna #2 (#1 można znaleźć TU)

Składniki: 1 duże jajo, świeżo ugotowane na twardo (może być też na półtwardo), 1 płat śledziowy a la matjas w oleju, ok. łyżki posiekanego pora (zielona część) lub szczypiorku, ok. łyżki rukoli, łyżeczka kwaśnej śmietany, ok. 1/2 łyżeczki musztardy, sól, pieprz do smaku

Wszystkie składniki poza przyprawami dokładnie i raczej drobno posiekać, dobrze wymieszać, doprawić do smaku (z solą delikatnie, bo śledź raczej powinien zasolić całość), odstawić na kilka minut przed podaniem. W moim odczuciu nie nadaje się do zbyt długiego przechowywania, tj. zjadłabym w ciągu góra doby ;).

Druga propozycja to nieco zdekonstruowane jaja w kokilce - tzn. składniki podobne, ale ani cienia kokilki...

Jajo sadzone na boćwinie i łososiu wędzonym

Składniki: 1-2 ząbki czosnku, garść boćwiny (kilka łodyg - ok. 5), ew. większa garść szpinaku, sól, pieprz, ok. 100g wędzonego łososia, 2 jaja sadzone

Czosnek posiekać, krótko przesmażyć na niewielkiej ilości oleju, dodać zieleninę: przebraną, umytą, osuszoną, z grubsza pokrojoną (dotyczy boćwiny). Dusić na średnim ogniu ok. 10 minut, pod koniec doprawić do smaku (pamiętając, że łosoś jest także słony). Przełożyć jarzynę na dwa (najlepiej podgrzane talerze), na wierzchu rozłożyć łososia, porwanego na strzępki. Osobno usmażyć jaja, umieścić na zieleninie z łososiem, podawać od razu.

A skoro o śniadaniach mowa... Koktajl zimową porą też można zrobić: z czerwonych pomarańczy (ok. 1,5 owocu na głowę), zalanych maślanką (na 3 pomarańcze - ok. 400ml) i zmiksowanych z dodatkiem miodu.

piątek, 11 stycznia 2013

Odkrywam na nowo, co można zrobić z pomarańczami lub klementynkami. Niedawno przyrządziłam brukselkę wg Zmysłów w kuchni (u mnie z dodatkiem kuminu - polecam!), do kurczaka, którego zazwyczaj piekę z cytryną w ćwiartkach, dorzuciłam klementynkę, a potem... przy okazji kręcenia klasycznego winegretu musztardowego trochę pokombinowałam. Efekty smakowe b. pozytywne.

Składniki: 1 łyżka musztardy (np. sarepskiej), sok z 1 klementynki, łyżeczka deserowa miodu, delikatny olej rzepakowy tłoczony na zimno, szczypta soli

Musztardę (może być z lodówki) dokładnie wymieszać/roztrzepać w sokiem z klementynki (jako naczynie bdb się nadaje słoik po musztardzie użyty jako shaker) - jeśli wpadnie trochę miąższu owocu nie szkodzi, a nawet lepiej. Dodawać pomału, partiami, wciąż roztrzepując, olej rzepakowy - tyle, ile będzie potrzeba do uzyskania właściwej konsystencji sosu (dobrych parę łyżek). Dodać miód i sól, wymieszać ponownie; sprawdzić doprawienie. Używać do sałat/sałatek (np. u mnie - do doprawienia surówki z pieczonych buraków i cykorii). Można przechowywać kilka dni w lodówce, ale przed użyciem dobrze wstrząsnąć/wymieszać.

Sos jest słodszy i łagodniejszy od klasyka, z którego zazwyczaj korzystam. Zamiast oleju rzepakowego można użyć oczywiście oliwy z oliwek, ja jednak chciałam przetestować nowy nabytek - olej z Góry Św. Wawrzyńca. Spodziewałam się czegoś ostrego i wyrazistego w smaku, w stylu roztoczańskiego oleju rzepakowego, o którym kiedyś pisałam, tymczasem jednak to produkt bardzo neutralny, delikatny, w gruncie rzeczy kojarzący się z łagodną oliwą z oliwek - co jest plusem, choć nie do końca tego oczekiwałam ;). Do cytrusowego winegretu w każdym razie pasował.

sobota, 05 stycznia 2013

Tytuł posta to parafraza tytułu powieści Italo Calvino, którego utworami kiedyś (dawno, dawno temu) się zaczytywałam, ale szczerze mówiąc, mam ochotę prychnąć: Jakie "jeśli"? Tryb warunkowy nie ma zastosowania, bo to oczywiste, że co jak co, ale zwłaszcza zimową porą ciasto było, jest i będzie.

Za oknem zima dość brytyjska (wilgotno, wietrznie i chłodno, ale nie mroźnie .... tylko brakuje wrzosowisk i baranów na wzgórzu), więc dwa zimowe ciasta Nigelli są bardzo na miejscu. Do pierwszego przymierzałam się kilka lat: bardzo podobał mi się opis, że to wypiek na te miesiące, gdy jest ciemno, zimno a owoce świeże trudno dostępne (stąd w składzie suszone). Mowa o placku z suszonymi morelami z Domestic Godddess, przepisu w klimacie retro.

W czasach, gdy powstawała książka, niesiarkowane morele (czy inne suszone owoce) nie były zbyt popularne i nie wiem, co autorka by dziś polecała; ja użyłam, jak w przepisie wyjściowym, "zwykłych" czyli pomarańczowych, siarkowanych. Oczywiście wybór należy do Was; z morelami naturalnymi nadzienie będzie miało zupełnie inny - ciemniejszy - kolor. Dodałam odrobinę cukru do ciasta, bo wytrawne nie pasuje mi do słodkiego farszu. Spulchniacze nie są obowiązkowe, można je pominąć.

Składniki:

Ciasto:

  • szczypta soli
  • sok z 1 pomarańczy
  • 250g mąki ze spulchniaczami (lub zwykłej bądź zwykłej z dodatkiem po 3/4 łyżeczki sody i proszku do pieczenia)
  • 2 łyżki drobnego cukru
  • 125g zimnego masła
  • 1 duże żółtko
  • schłodzona woda
  • mleko (lub białko z ww. żółtka) do glazury, cukier do posypki

Nadzienie:

  • 250g suszonych moreli, moczonych co najmniej 6h w 0,5 l. wody
  • 6 łyżek śmietany 18%
  • łyżka miodu (ew. syropu)
  • 1 roztrzepane jajo

Przyjmując, że morele się namoczyły, można zająć się ciastem. Rozpuścić sól w soku z pomarańczy, odstawić do lodówki. Wymieszać mąkę z cukrem, wetrzeć masło na okruszki. Dodać płyny: żółtko i sok, zagnieść; jeśli całość jeszcze nie będzie chciała się połączyć w kulę - jak u mnie - dodawać pomału schłodzoną wodę, aż wszystkie składniki się połączą na gładkie ciasto. Podzielić na 1/2, uformować dwa placki, schłodzić 10 minut w lodówce.

Morele umieścić razem z syropem w rondelku, zagotować, gotować 5 min. Odcedzić, morele odłożyć na bok; płyn zachować, przelać z powrotem do rondelka, zagotować i redukować, aż zostanie ok. 3 łyżek syropu.

Placki rozwałkować by wyłożyć tartownicę ok. 22 cm. Jednym kawałkiem wyłożyć dno, na środku ułożyć morele. Syrop wymieszać z miodem i śmietaną, szybko wtrzepać jajko i zalać sosem owoce. Przykryć całość drugim kawałkiem ciasta, brzegi skleić, wyrównać (z resztek ciasta można powycinać dekoracje do ozdobienia wierzchu). Ciasto naciąć kilkakrotnie ostrym nożem, posmarować z wierzchu mlekiem lub zachowanym białkiem. Piec 20 minut w 200 st. C, skręcić temperaturę do 180 st. i piec dalsze 30-35 minut. Można w 1/2 czasu przykryć folią, ale odkryć ciasto na ostatnie 5 minut pieczenia. Gorące ciasto posypać zwykłym cukrem (można też poczekać, aż wystygnie i posypać cukrem pudrem). Wystudzić przynajmniej 1 h przed jedzeniem. Smaczne i na zimno, i lekko ciepłe. 

Przepis drugi bazuje na cieście klementynkowym, swego czasu hitu m.in. Galerii Potraw. Jest to wilgotny (co nie każdemu odpowiada), bezglutenowy wypiek, o prostym składzie: wygotowane owoce, mąka migdałowa, jaja, cukier. Przepis pochodzi z How to eat, w którym Nigella mimochodem wspomina o innych wariantach: pomarańczowym lub cytrynowym. Ja poszłam krok dalej (czy też w bok ;), bo pomieszałam pomarańcze z cytrynami, tworząc ciasto cytrusowe. Zapach podczas gotowania owoców, a potem miksowania składników był tak silny, że chociaż nigdy nie wyjadam surowej masy na wypieki, tu nie powstrzymałam się ;).

Składniki:

  • ok. 0,5kg cytrusów (u mnie 1 pomarańcza i 2 cytryny),
  • 250g mąki migdałowej,
  • 225g drobnego cukru,
  • 6 jaj średnich (lub 5 dużych), 
  • kopiasta łyżeczka proszku do pieczenia
  • opcjonalnie: szczypta cynamonu

Owoce umyć, umieścić w dużym garnku, zalać wodą (muszą swobodnie się unosić), zagotować, skręcić ogień na średni i gotować ok. 2h. Odcedzić, przestudzić, usunąć pestki. Umieścić w malakserze razem z pozostałymi składnikami, zmiksować na gładką masę. Przelać do tortownicy o średnicy 20 cm (wyłożonej pergaminem lub natłuszczonej/omączonej), piec godzinę (lub do suchego patyczka) w 190 st. C (ew. przykryć pod koniec folią). Dokładnie wystudzić przed jedzeniem (najlepiej poczekać dobę). Można udekorować polewą, lukrem lub, jak ja, posypać (kreatywnie lub nie ;) cukrem pudrem. Ciasto b. długo pozostaje świeże.

czwartek, 16 lutego 2012



Mam problem lingwistyczny, jak określić produkty spożywcze, które po angielsku określa się jako cured. De facto chodzi o konserwację/obróbkę przez zasolenie. Rozważałam termin "peklowanie", ale kojarzy mi się z mięsem, a tu będzie mowa o rybie. "Marynowanie" też nie pasuje, bo sugeruje użycie octu... No właśnie. Więc właściwie chodzi o gravlaxa, ale innego, niż wieki temu robiłam (i patrząc z perspektywy czasu, filet, jakiego użyłam, niespecjalnie się do tego celu nadawał). Cytrusowego, z przepisu z angielskiej wersji bloga Galangal - życie ze smakiem (na stronie polskiej go nie znalazłam*).



Składniki: 1 filet z łososia (jak najlepszy, najświeższy) - mój był mały, ok. 200-250g, sól, cukier (biały lub brązowy), skórka z 1/2-1 cytryny oraz 1/2-1 pomarańczy

Łososia dokładnie umyć, przejechać po nim palcami, czy nie są wyczuwalne ości (w moim nie było ani jednej ;) - jeśli są, zacisnąć zęby i pousuwać je delikatnie, np. pęsetą (powodzenia). Filet natrzeć równomiernie solą (tak, jak nacieram szynkę solą peklową; na ten filet poszło może ok. łyżki) i cukrem (użyłam mniej więcej 1,5 razy tyle, co soli). Obłożyć startymi skórkami (u mnie ze sparzonych cytrusów - 1/2 cytryny i 1 mała pomarańcza). Przekroić na 1/2, złożyć jak kanapkę, mięsem do środka. Nie zdejmowałam skóry, ale jak pisała Ewa, można rozważyć odskórowanie (ja zrobiłam to dopiero po paru dniach). Owinęłam filet dokładnie folią spożywczą, umieściłam w plastikowym pojemniku i przygniotłam ciężką maselniczką (można użyć np. słoika, puszki itd.) Trzymałam go w lodówce 3,5 dnia, codziennie zlewałam wytwarzający się płyn. W książce "Roast figs, sugar snow" Diane Henry wyczytałam zalecenie, by podobnie przyrządzaną rybę zasalać od 1 do 6 dni.

Po tym czasie zdjęłam skórę, strzepałam część skórek i jadłam cienko krojonego w poprzek filetu (przyda się ostry nóż), najlepiej na żytnim chlebie. Polecam.

* Bo go tam nie było, ale już się pojawił - można tu klikać i czytać :)

niedziela, 22 stycznia 2012



Od jakiegoś czasu, bombardowana informacjami o walorach smakowych (zdrowotnych też, ale te pierwsze dla mnie ważniejsze) oleju rzepakowego oraz uległszy trendowi "Teraz Polska" zapragnęłam kupić jakiś dobry olej rzepakowy. Regionalny, tłoczony na zimno, ciekawy w smaku. Akurat wtedy przeczytałam na blogu Regionalia o olejarni na Roztoczu i niewiele myśląc złożyłam zamówienie. Kupiłam litr Świątecznego i pół litra oleju z lnianki (rydzyka :). Oba widać na zdjęciu powyżej. I muszę powiedzieć, że to było odkrycie. Oleje roztoczańskie nie zastąpią może w mojej kuchni oliwy extra vergine czy uniwersalnego oleju do smażenia w wysokich temperaturach, ale już ostrzejszą oliwę typu gran fruttata mogłyby z powodzeniem. Ba, sałatka caprese skropiona olejem z rydzyka nabiera nowych walorów smakowych ;) Świąteczny rzepakowy jest od lnianki mocniejszy i w smaku, i zapachu i... użyłam go właśnie w poniższym daniu wg Hugh Fearnleya-Whittingstalla, który jest wielkim fanem rzepaku (choć w jego przypadku jest to ten z Wysp Brytyjskich, a konkretnie najlepiej z hrabstwa Dorset ;). Przepis wykorzystuje także karkówkę jagnięcą - niedrogą, ale wymagającą dłuższej, cierpliwej obróbki.



Karkówka jagnięca z cytryną (wg HFW, oryginalny przepis - z inną nazwą, niż w książce River Cottage Everyday, ale składniki te same - tu)

Składniki na 2-3 osoby: 0,5kg karkówki jagnięcej, pozbawionej żył itd., pokrojonej na ok. 2 cm kawałki, 2 łyżki oliwy/oleju rzepakowego (u mnie mieszanka 1:1), 4 gałązki tymianku, sok z 3/4-1 cytryny, ok. 0,5l bulionu/wody (lub inaczej tyle, ile potrzeba, by zakryć mięso), do podania: ok. 100g pęczaku, garść jarmużu, sól, pieprz, opcjonalnie: parę kromek chleba

Doprawić jagnięcinę solą i pieprzem. Rozgrzać olej w garnku (najlepiej takim, który może wejść do piekarnika), zrumienić mięso z obu stron. Dodać sok z cytryny, tymianek, sól, pieprz, następnie tyle bulionu/wody, by ledwo zakryć to, co jest w garnku. Delikatnie zagotować, przykryć, umieścić w piekarniku nagrzanym do 140 st. C. Gotować dwie godziny, co jakiś czas mieszając. Po tym czasie wg Hugh należało w płynie, w tym samym garnku, ugotować kaszę (ok. 30 minut) - u nas okazało się, że płyn mimo przykrycia garnka nieco odparował, więc ugotowaliśmy osobno. Gdy kasza jest gotowa, lub niemal gotowa, wyjąć garnek z piekarnika, umieścić na kuchence na średnim ogniu, dodać porwany jarmuż i gotować kilka minut, aż się zblanszuje, ale pozostanie lekko chrupki.

Może przydać się jeszcze parę kromek chleba, do wyczyszczenia talerzy ;)



U Hugh danie wychodzi bardziej jak zupa, u nas była to duszona jagnięcina. Bardzo prosta potrawa, nie przefajnowane - także w doprawieniu: odwrotny biegun niż kuchnia Jamie'ego Olivera :) Nie poraża może smakiem, wyrafinowaniem czy wyglądem (to, że nie ma zdjęcia gotowego dania na talerzu to nie przypadek ;), ale to dobre, sycące jedzenie na zimowe wieczory.

sobota, 07 maja 2011



Są smaki, które idealnie do siebie pasują i wręcz nie wyobrażam sobie, by ich nie łączyć. Jagnięcina i rozmaryn, jabłka i cynamon, szpinak i czosnek, świeży chleb i masło... kaczka i pomarańcze :) Klasyczny, francuski przepis, na bazie tego podanego przez mój ulubiony duet Harris & Warde - z tą różnicą, że sos odparowaliśmy, nie zagęściliśmy, jak w oryginale. Okazało się, że prawie czyni różnicę i ten sos... ach. Właściwie mogłabym zjeść sam, bez kaczki. Aranżacja cząstek owoców to także twórczość własna M, który, musicie wiedzieć, danie to wykonał. Ja tylko uwieczniałam, obserwowałam oraz degustowałam ;).

Składniki:

  • 2 bardzo duże/4 mniejsze piersi kacze ze skórą
  • 20g masła
  • 3 średnie pomarańcze
  • 100ml soku wyciśniętego z pomarańczy
  • 1 łyżka octu z białego wina
  • łyżka cukru (u nas biały, ale można dać np. jasny muscovado lub inny brązowy)
  • 2 łyżki Cointreau, Grand Marnier lub podobnego likieru

Naciąć pierś kaczki na krzyż. Na patelni stopić masło i obsmażać kaczkę na średnim ogniu, skórą do dołu, aż skóra się zezłoci a tłuszcz wytopi (co zajmnie ok. 9-10 minut). Gdy kaczka się obsmaża, można zająć się obróbką pomarańczy - należy je albo podzielić na cząstki, usuwając duże kawałki albedo (u nas), albo wyfiletować. Pestki usunąć.

Zlać tłuszcz wytopiony z kaczki (najlepiej zachować, lub od razu wykorzystać do obsmażenia wcześniej obgotowanych - ok. 5 minut od zagotowania powinno wystarczyć - ziemniaków, pokrojonych w plastry) i obsmażyć mięso z drugiej strony, na średnim ogniu, przez ok. 7-8 minut (będzie średnio wysmażone). Zdjąć mięso z ognia i albo pokroić w poprzeczne plastry i udekorować plastrami pomarańczy, albo zrobić jak u nas: nakroić filety bez całkowitego przecinania i w każdym nacięciu umieścić cząstkę owocu. Przenieść mięso na podgrzane talerze i trzymać w cieple (np. nakryć folią).

Do patelni po kaczce przelać sok z pomarańczy, ocet i cukier, zagotować. Gotować kilka minut, aż płyn odparuje do paru łyżek objętości. Na koniec dodać alkohol, już nie gotować. Polać sosem pierś kaczki (ew. nadmiar można wykorzystać do skropienia warzyw lub innych dodatków) i od razu podawać - u nas z ziemniakami przesmażonymi na kaczym tłuszczu oraz z surowymi rzodkiewkami.



czwartek, 07 kwietnia 2011

Od kiedy zobaczyłam w pisemku Jamie Magazine zdjęcie tej tarty, czułam, że muszę ją kiedyś zrobić. Za każdym razem jednak, gdy czytałam listę składników i widziałam te wszystkie jaja, żółtka i masło, miałam ochotę uciekać z krzykiem. Podobnie jednak jak w przypadku sernika z ricotty, doszłam w końcu do wniosku (choć zajęło mi to rok ;), że przecież można zrobić z 1/2 :) - szczególnie, że ciasta kruchego w przepisie oryginalnym jest dużo za dużo, jak na mój gust (tzn. musi być za grubo - moim zdaniem - rozwałkowane). Tak więc podzieliłam składniki, użyłam tartownicy ok. 27 cm średnicy, i to był strzał w 10-tkę: ciasta i tak mi trochę zostało, więc można by zrobić i z mniejszej ilości, a farszu jest idealna ilość. Użyłam mrożonych malin, ale świeże, najlepiej z krzaczka, byłyby idealne. Ba, czarna porzeczka byłaby też świetna. Ponieważ element cytrynowy to nic innego, jak lemon curd, można skorzystać też z gotowca, jeśli ktoś go posiada. Smak całości jest dla mnie wyjątkowo brytyjski* (w pozytywnym sensie) - tylko brakuje wściekle zielonego ogrodu, białych, żeliwnych mebli ogrodowych i szklaneczki Pimm's w tle.

Składniki:

Ciasto: ulubione słodkie ciasto kruche z 220-250g mąki, w zależności od tego, jak cienko lubicie rozwałkowane (u mnie, sugerując się z grubsza przepisem, 250g mąki, zmieszane z 50g drobnego cukru i skórką startą z 1 cytryny, roztarte z 125 zimnego masła, pociętego w kostkę i połączone za pomocą paru łyżek zimnej wody - u Jamie'ego było to jajo z mlekiem). Ciasto schłodzić co najmniej 1 godzinę w lodówce, rozwałkować na tartownicę, schłodzić co najmniej 30 minut, wyłożyć pergaminem lub folią z fasolką i piec na ślepo w 190 st. - 10 minut z obciążeniem, ok. 15-20 bez obciążenia. Wystudzić.

Farsz owocowy:

  • 3 żółtka
  • 2 duże, całe jaja (ew. 3 małe)
  • 135g drobnego cukru (u mnie domowy waniliowy)
  • 1 przekrojona na 1/2 laska wanilii (pominęłam, z racji użycia cukru jw.; pewnie można by dodać kroplę ekstraktu z wanilii)
  • 125ml soku z cytryny + skórka z wyciśniętych owoców (u mnie były to 3 cytryny)
  • 125g miękkiego masła
  • 125g malin (u mnie mrożonych)
  • 1 łyżka cukru
Na krem, vel lemon curd: Umieścić żółtka, jaja, cukier, laskę wanilii (jeśli używacie), sok i skórkę z cytryny w rondlu o grubym dnie. Całość dokładnie wymieszać, podgrzewając na małym ogniu, aż lekko zgęstnieje. Pomału dodawać masło, ubijając trzepaczką i zbierając gęstszą masę z dna. Podgrzewać, stale mieszając, aż masa wyraźnie zgęstnieje do konsystencji gęstego budyniu. Należy być cierpliwym, to chwilę potrwa. Zdjąć z ognia, przestudzić, ew. wyłowić wanilię, lekko roztrzepać.
Maliny (u mnie rozmrożone) wymieszać z cukrem w rondelku. Gotować na średnim ogniu ok. 10 minut, często mieszając, aż całość zacznie przypominać dżem. Lekko wystudzić. Przełożyć letni curd na wystudzoną tartę (ja wcześniej ją delikatnie wyjęłam z foremki), rozłożyć równą warstwą. Zrobić kleksy z malin na kremem cytrynowym i delikatnie je przemieszać, żeby powstały efekt fal/przenikających się nawzajem kolorów (co zupełnie mi się nie udało, jak widać :). Schłodzić tartę co najmniej 30 minut. Opcjonalnie można dodatkowo oprószyć cukrem pudrem i skarmelizować za pomocą palnika kuchennego (pominęłam).

* Jak to ujęto w którymś odcinku Top Gear: "jak rękawica kuchenna w kotki".

niedziela, 13 marca 2011

Bardzo lubię dżem cebulowy jako dodatek do pasztetów oraz serów, i spodobał mi się taki z pomarańczą u Ani Truskawkowej. Gdy jednak udałam się do kuchni w poszukiwaniu pomarańczy, okazało się, że wszystkie zostały zjedzone, natomiast z miski na owoce z wyrzutem spoglądało na mnie pomelo, które dostałam w prezencie. Pomyślałam: "A czemu nie...?" I tak oto powstał dżem cebulowy z pomelo, na bazie przepisu Ani.

Składniki:

  • 400g pomelo, obranego i wyfiletowanego albo z grubsza obranego z albedo
  • 3 niewielkie czerwone cebule
  • pełne 1/2 łyżeczki chilli w proszku
  • 180-190g cukru, z czego ok. 70g brązowego (jasnego muscovado)
  • 2-3 łyżki octu balsamicznego
  • 2 łyżki białego/czerwonego octu winnego
  • 1/2 łyżeczki soli

Cebulę obrać, posiekać. Pomelo obrać i wyfiletować (najlepiej), ew. obrać z albedo za pomocą nożyka i z grubsza posiekać. Do rondelka włożyć cebulę i pomelo. Gotować na małym ogniu ok. 30 minut, mieszając co jakiś czas. Następnie dodać 1/2 łyżeczki soli, chilli, cukier, ocet. Mieszać składniki i gotować na małym ogniu, mieszając co jakiś czas, ok.  50-60 minut. Marmolada powinna zgęstnieć i nabrać połysku, będzie także lekko przywierać do dna naczynia. Warto pod koniec gotowania sprawdzić smak - ja początkowo dałam mniej cukru, musiałam dżem dosłodzić.

Jak się ten dżem ma do innego, który tu prezentowałam? Jest mocniej skarmelizowany i pomelo nadało mu lekką goryczkę, na szczęście nie za mocno wyczuwalną po wystudzeniu i  jedzeniu w towarzystwie chleba żytniego z pasztetem. Jeśli komuś posmak grejpfruta nie łączy sie ze słodko-kwaśną cebulą, niech postawi na wersję ze słodką pomarańczą; kiedyś taką też zrobię, ale ta opcja także jest ciekawa.

poniedziałek, 10 stycznia 2011

Bardzo lubię przepisy bazowe, które zawsze się sprawdzają i które można modyfikować. Należy do nich przepis na lody, z którego korzystam. Nie tak dawno temu prezentowałam klonowo-orzechowe, a ostatnio zrobiłam dwa nowe warianty: makowo-rodzynkowe i pomarańczowe. Te pierwsze podane zostały - jak poniżej - z makowcem, drugie - Christmas Cake. Po obu deserach zostały jedynie wspomnienia, ale zapewniam, że oba warte były skosztowania.

Oba warianty lodów bazują na przepisie na lody waniliowe (przy zastosowaniu 1/2 składników, tj. 5 żółtek itd.), przy czym:

W wariancie pomarańczowym: nie dodajemy wanilii do śmietanki, natomiast do cukru i żółtek wlewamy łyżkę Cointreau, a już do wystudzonej masy, do maszynki do lodów, dodajemy skórkę startą z 1 pomarańczy i sok z połowy-całego owocu.

W wariancie makowym dodajemy wanilię do śmietanki oraz na koniec do maszynki do lodów 2 łyżki suchego maku i ok. 3 łyżek rodzynek, co najmniej 30 minut wcześniej namoczonych w podgrzanym rumie/brandy (u mnie pochodzące z tzw. magicznego słoika, w którym trzymam stale rodzynki zalane alkoholem).

Jeden i drugi wariant mi smakował, choć chyba gdybym miała wybierać, głosowałabym za pomarańczowymi.

1 , 2 , 3 , 4 , 5 ... 6
| < Kwiecień 2019 > |
Pn Wt Śr Cz Pt So N
1 2 3 4 5 6 7
8 9 10 11 12 13 14
15 16 17 18 19 20 21
22 23 24 25 26 27 28
29 30          
Tagi

@ptasia.cosniecos Ptasia on Pinterest
Page copy protected against web site content infringement by Copyscape
Durszlak.pl POMOŻECIE? PustaMiska - akcja charytatywna