Głównie o kuchni, jedzeniu, gotowaniu - ale nie tylko...

Wpisy z tagiem: ciasta

wtorek, 06 czerwca 2017

Macie dość rabarbaru? Przyznaję, że po kilku weekendach kwaśnych i różowych wypieków trochę wzięłam na wstrzymanie – choć oczywiście gdzieś z tyłu głowy mam świadomość, że sezon jest krótki i jak nie teraz, to kiedy ;). Po najłatwiejszym ucieranym oraz tarcie postawiłam na drożdże w dwóch wydaniach. Na pierwszy ogień poszły drożdżówki z kruszonką, potem kompozycja własna: strucla serowo-owocowa (skład masy serowej – podpatrzony w bułeczkach Dorotuś), którą chętnie powtórzę z malinami lub jagodami (ach, ach). Bazą obu przepisów było sprawdzone drożdżowe cynamonkowe, bo naprawdę nie czuję potrzeby eksperymentów w tej dziedzinie, w opcji z zaparzonym mlekiem (jak od paru lat piekę).

Drożdżówki z rabarbarem

Składniki:

  • Ciasto drożdżowe – z tego przepisu, minus szafran, zamiast tego trochę wanilii w cieście
  • 500g rabarbaru + 4 łyżki cukru,
Kruszonka:
  • 100g zimnego masła
  • 100g cukru (u mnie 1:1 brązowy ze zwykłym)
  • 20g migdałów w płatkach
  • 20g płatków owsianych błyskawicznych
  • 20g mąki (+ ew. dodatkowa do podsypania, gdyby masa była za mokra)

Ciasto wyrobić wg przepisu, odstawić do wyrastania. Rabarbar pokroić dość drobno, zasypać cukrem, odstawić. Wyrośnięte ciasto rozwałkować na grubość palca, wycinać koła szklanką lub wykrawaczką (powinno wyjść ok. 20 sztuk). Rabarbar odcedzić od ew. soku (można wypić np. z wodą sodową). W każdym kole zrobić np. kieliszkiem lub mniejszą szklanką zagłębienie, równomiernie rozłożyć rabarbar, odstawić do napuszenia, najlepiej od razu na 2 blachach. Utrzeć wszystkie składniki kruszonki na okruchy, schłodzić podczas wyrastania bułeczek i rozsypać równomiernie na cieście tuż przed pieczeniem. Piec w 180 st. (termoobieg) przez ok. 25 minut, do wyraźnego zezłocenia. Jeśli piekarnik nie grzeje równomiernie, choć w tym programie powinien, można blachy zamienić miejscami w ½ czasu pieczenia.

Strucla z twarogiem i rabarbarem:

Składniki:

  • Ciasto drożdżowe jw., z 1/2 porcji,
  • 300g rabarbaru & 2-3 łyżki cukru,
  • 200g twarogu tłustego/półtłustego,
  • 1 żółtko
  • 2 łyżki cukru
  • łyżka miękkiego masła
  • łyżka skrobi ziemniaczanej
  • hojna szczypta mielonej wanilii
Kruszonka:
  • 50g masła,
  • 30g mąki
  • 25g drobnego cukru
  • szczypta wanilii jw.

Ciasto wyrobić, odstawić do wyrastania, rabarbar pokroić i posłodzić jw. Gdy ciasto wyrośnie, utrzeć dokładnie (ręcznie lub mikserem) twaróg, żółtko, masło, skrobię, cukier i wanilię. Wyrośnięcie ciasto rozwałkować na maksymalnie 1 cm, dokładnie posmarować masą serową (nie będzie to b. proste, bo jest dość gęsta – najlepiej pomóc sobie palcami), na tym rozłożyć odcedzony rabarbar. Następnie można albo całość zwinąć w roladę i tak odłożyć do wysmarowanej/wysypanej lub wyłożonej papierem długiej keksówki, albo po zwinięciu przekroić na dwie części i zapleść (jak w strucli czekoladowej lub porzeczkowej). Odstawić do napuszenia w keksówce na ok. 45 minut (w tym czasie utrzeć składniki kruszonki). Wyrośnięte ciasto posmarować białkiem (od żółtka w serze), posypać dokładnie kruszonką. Piec ok. 40 minut w 180 st (do suchego patyczka, przy czym należy zwrócić uwagę, czy był wbity w ciasto, czy w ser i/lub owoce ;).

Oba ciasta wychodzą dość wilgotne, dzięki czemu dłużej zachowują świeżość, ale jeśli wiecie, że nie zjecie ich w ciągu np. trzech dni, warto przechowywać w temperaturze nieco niższej niż pokojowa (idealna jest spiżarnia lub inne pomieszczenie poniżej 20 st. C), ale nie w lodówce.

niedziela, 04 grudnia 2016

To już 8 (!) Korzenny Tydzień. Z tej okazji „zachomikowałam” (mówicie tak?) babkę dyniową. A właściwie to babkę duo: dyniowo-czekoladową. Oryginał – w wersji mono, bez dodatku kakao - pochodzi z ostatniej książki Nigelli (Simply Nigella), o której myślę jako o „tej jasnej” – bo w takich kolorach została zaprojektowana, zdjęcia Keiko Oikawa też są utrzymane w tonacji białej/minimalistycznej; osobiście mi się podobają, choć widziałam w sieci komentarze, że „w ogóle nie ma w nich stylizacji”. No cóż, na pewno nie są przeładowane, tzn. w planie nie roi się od gadżetów (i dla mnie to plus ;). Przykładem jest właśnie portret ciasta dyniowego.

Czemu przerobiłam je na babkę o dwóch smakach? Bo robiłam kiedyś inne korzenne ciasto Nigelli, właśnie w takim kształcie, i choć obiektywnie smaczne, było też nieco… nudne. A że chodził za mną jednocześnie klasyczny marmurek, postanowiłam upiec dwie pieczenie (ciasta) na jednym ogniu. Na publikację poczekał z miesiąc, bo aż się prosił o podczepienie pod własną akcję korzenną. Uwaga, przepis nadaje się dla osób niejedzących nabiał.

Składniki:

  • 300g drobnego brązowego cukru (jasnego lub ciemnego muscovado)
  • 250ml oleju roślinnego
  • skórka i sok z 1/2 pomarańczy (plus ew. dodatkowy, o czym niżej)
  • 3 duże jaja
  • 400g mąki pszennej uniwersalnej (lub jasnej orkiszowej)
  • 2 łyżeczki sody
  • 2 łyżeczki mielonego cynamonu
  • ½ łyżeczki mielonego (lub roztartego w moździerzu) ziela angielskiego
  • 200g puree z dyni (upieczonej i zmiksowanej; sugeruję raczej zwięzłą, mało wilgotną odmianę, typu amazonka czy hokkaido)
  • 2 kopiaste łyżki jak najlepszego ciemnego, przesianego kakao

Do podania:

  • cukier puder lub lukier (na bazie soku z ww. pomarańczy i ok. 200g cukru pudru)

Ubić mikserem cukier, olej, skórkę startą z ½ pomarańczy i 2 łyżki soku pomarańczowego. Wciąż ubijając dodać do masy jaja. Osobno wymieszać suche składniki, dodać do masy, wymieszać tylko tyle, by składniki się połączyły. Podzielić na ½, do jednej połowy dodać dynię i wymieszać, do drugiej kakao. Gdyby masa czekoladowa była wyraźnie gęstsza/bardziej sucha od dyniowej (jak u mnie), dodać jeszcze trochę soku z pomarańczy.

Przygotować foremkę na babkę, wysmarowując ją dokładnie masłem i wysypując mąką LUB korzystając z metody autorki: mieszając 2 łyżeczki mąki z taką samą ilości oleju na pastę i dokładnie wysmarowując mieszanką wnętrze formy (tak zrobiłam, i to działa); ew. nadmiar oleju można usunąć odstawiając blaszkę na kilka minut do góry nogami na podwójną warstwę ręcznika papierowego. Przełożyć ciasto do foremki, nakładając na zmianę ciasto dyniowe i czekoladowe. Piec przez ok. 60-70 min w przypadku foremki bez komina (z kominem ok. 15 minut krócej) lub do suchego patyczka. Po wystudzeniu oprószyć cukrem pudrem lub polukrować, mieszając cukier puder z sokiem z pomarańczy do pożądanej konsystencji (u mnie wyszła bardziej glazura, ale wyjątkowo mi to nie przeszkadzało). Ciasto dość długo zachowuje świeżość.

Zapisz

Zapisz

Zapisz

Zapisz

środa, 14 października 2015

Gruszki w tym roku obrodziły. Po przyniesieniu pełnego kosza (z jednego drzewa) do piwnicy, podczas przeczesywania krzaków w poszukiwaniu grzybów, znalazłam przy płocie... owocującą gruszę, o której istnieniu nie miałam pojęcia. Drzewko jest małe i dokładnie zasłonięte przez świerki i sosny, no i nie zasadzone przez nas ;). W ten sposób zbiory owoców nam się powiększyły, a ja zaczęłam zbierać przepisy na tematyczne wypieki.

Opcję gruszki i czekolada zostawiłam sobie na później, na pierwszy ogień wybierając ciasto lepkie i korzenne, lekko piernikowe – czyli ten typ wypieków, który moim zdaniem Brytyjczykom najlepiej wychodzi. Oryginalny przepis znalazłam na The Telegraph, jednak trochę w nim namieszałam, m.in. zamiast imbiru suszonego dałam świeży, i tą zamianę bardzo polecam. Zmniejszyłam też ilość cukru i syropów, dając także trochę inne warianty. Oto więc moja wersja.

Składniki:

  • 180g masła
  • 170g brązowego cukru (ciemny muscovado)
  • 80g syropu klonowego
  • 80g melasy
  • ok. 4-5 gruszek*
  • łyżka demerary (lub innego cukru)
  • łyżeczka startego świeżego imbiru (ew. 2 łyżeczki suszonego)
  • 3 roztrzepane jaja
  • 270g mielonych migdałów (z czego 5 sztuk to migdały gorzkie)
  • 90g mąki orkiszowej jasnej (lub zwykłej pszennej)
  • ¾ łyżeczki sody

Przygotować foremkę (np. małą tortownicę lub kwadratową ok. 22cm): dokładnie wyłożyć papierem do pieczenia i lekko natłuścić go masłem, następnie posypać dno demerarą. Gruszki obrać, przekroić na ½, wydrążyć, umieścić w foremce (na cukrze) stroną wydrążoną do dołu.

Masło, cukry i syropy umieścić w rondlu, doprowadzić do wrzenia. Skręcić ogień na średni, gotować jeszcze kilka minut. Zestawić z ognia do przestudzenia (ok. 15 minut), dodać imbir i jajo, dokładnie wymieszać. Dodać migdały, następnie mąkę wymieszaną z sodą. Dokładnie wymieszać całość, wyłożyć delikatnie na gruszki. Piec ok. 50-60 minut (u mnie dokładnie było to 55) w 170 st. C. (termoobieg). Studzić na kratce, wyjmując z foremki najlepiej wyłożyć do góry nogami, czyli gruszkami do góry. Ciasto długo pozostaje świeże, bo jest z natury dość wilgotne.

* Ilość zależy od wielkości owoców. Jeśli gruszki są dość twarde, można je wrzucić na dodatkowe kilka minut do piekarnika, np. podczas mieszania składników ciasta.

Inne udane wypieki gruszkowe opisałam cztery lata temu (muffiny i ciasto z marcepanem) a siedem (tak, 7) lat temu była rustykalna tarta gruszkowa.

wtorek, 18 sierpnia 2015

Kolekcję strudli owocowych uzbierałam całkiem pokaźną: jabłkowy, wiśniowy i śliwkowy są na blogu i wszystkie były udane. Do serowego podeszłam z optymizmem, uznając, że pierwsze koty za płoty już były, serniki piekłam, więc co ma się nie udać! Przeczytałam kilka przepisów na niemieckojęzycznych portalach i zrobiłam jakąś wersję wypadkową. Myśląc o tym, że austriacki Topfen z polskim twarogiem ma niewiele wspólnego, wzięłam to, czego normalnie nie używam, czyli tzw. mielony ser z wiaderka. Problemy wystąpiły już przy zwijaniu ciasta, a potem... no cóż. Zjeść się dało, choć bez entuzjazmu, a pokazywać wolałabym nie. Podejście drugie było jeszcze gorsze, choć wciąż jeszcze jadalne. Przy trzecim (które miało być ostatnim) M zaproponował, żebym może znalazła „jakiś oryginalny przepis, a nie kombinowała”. Zdecydowałam się na ten z bloga Tinas Tausendschoen (na którego trafiłam już jakiś rok temu przez Pinterest), i potulnie wróciłam do normalnego twarogu w kostce. I co? I wyszło! Może nie jest tak dobry, jak ten z Cafe Bazaar w Salzburgu (jak oni upchnęli tyle sera do środka?!), ale jest całkiem przyzwoicie - także od strony wizualnej.

Uwaga, nadzienie wg Tiny jest sezonowe, bo zawiera narodowy owoc austriacki, czyt. morele. Można je jednak zastąpić namoczonymi rodzynkami.

Składniki:

  • ciasto na strudel z tego przepisu
  • 250ml mleka
  • 17,5g (½ opakowania) budyniu śmietankowego lub waniliowego (w proszku, bez cukru)
  • szczypta mielonej wanilii/parę kropel ekstraktu waniliowego
  • 100g cukru pudru
  • 2 łyżki kaszy manny
  • 250g twarogu w kostce (NIE MIELONEGO), tłustego lub półtłustego
  • 1 jajo
  • ok. 160-180g wydrylowanych moreli w połówkach
  • żółtko lub jajo do posmarowania strudla
  • cukier puder do podania

Mleko dokładnie wymieszać w rondelku z budyniem, wanilią, cukrem i kaszą, zagotować, chwilę gotować, stale mieszając, aż masa zgęstnieje, odstawić do wystudzenia. Twaróg dokładnie rozetrzeć, np. mikserze, dodać jajo i wystudzoną masę mleczną.

Ciasto rozwałkować itd. jak w przepisie na strudel jabłkowy. Rozłożyć równomiernie masę serową, zostawiając ok. 2cm margines, na serze rozłożyć równomiernie owoce. Zwinąć jak w poprzednim przepisie, umieścić na blaszce z papierem/matą do pieczenia, posmarować ciasto dokładnie roztrzepanym żółtkiem/jajem. Piec ok. 30 minut w 180 st. C (termoobieg). Najlepiej smakuje na ciepło (czyt. po lekkim przestudzeniu lub podgrzaniu), choć na zimno też znajdzie amatorów. Podawać oprószone cukrem pudrem.

Uwaga, ciasto może lekko pęknąć – u mnie na sam koniec pieczenia ;) - ale cukier ładnie zakrywa wszelkie braki w urodzie ;).



piątek, 10 lipca 2015

W poprzednim wpisie wspominałam o Gateau Breton, maślanym cieście z północy Francji, z którym w wersji lekko egzotycznej ;) (ananas) spotkaliśmy się na południu kraju. Rozpoznaliśmy je dlatego, że kiedyś do tego ciasta robiliśmy podejście. Było to wiele lat temu, na działce (czyli w naszym obecnym domu), w warunkach polowych, nie mieliśmy odpowiedniej foremki - czyt. okoliczności nie sprzyjały. Może dlatego efekty były dyskusyjne: jeśli dobrze pamiętam, wyszedł nam jeden wielki tłusty zakalec ;).

Po powrocie z Prowansji myślałam o tym wypieku intensywnie. Przeglądając uwagi do przepisu w "Harrisowej" (French Kitchen, czyli jedna z najbardziej wyeksploatowanych przez nas książek kucharskich), natknęłam się na informacje o wariantach: z dżemem, suszonymi śliwkami lub bakaliami moczonymi w alkoholu. Google jeszcze opowiedział mi o opcji z jabłkami i powidłami (na ananasa nie trafiłam, więc sądzę, że to projekt autorski z Vaucluse). W tym samym czasie, przy okazji produkcji granoli, trafiłam na złoża różnych suszonych owoców, a właściwie: zasuszonych. Zgarnęłam je na kupkę, większe posiekałam, całość zalałam mocnym alkoholem i odstawiłam na kilka dni do spiżarni. W kilka dni później upiekłam Gateau Breton z pijaną wkładką, czyli ciasto nawet na oko jesienne. Jakie typowe, że właśnie taki wypiek stworzyłam w najgorętszy, jak dotychczas, dzień roku ;).

Poniżej przepis bazowy z opcją wkładki. Uwaga, ciasto jest specyficzne, tj. ma strukturę lekko piaskową, kruszącą się i wydaje się bardzo maślane - szczerze mówiąc, bardziej niż jest, zważywszy na skład. Jest dość sycące, zwłaszcza z bakaliami. Alkoholu nie czuć wyraźnie po upieczeniu. W miejscach, gdzie jest więcej owoców, ciasto może być wilgotniejsze, ale nie jest to typowy zakalec. Jeśli ktoś jednak nie przepada za takim efektem, niech wybierze wersję gołą.

Składniki:

  • 200g mąki
  • 200g drobnego cukru
  • 5 żółtek
  • skórka z 1 pomarańczy
  • 50g miękkiego masła
  • opcjonalnie: ok. 1-2 łyżek mleka; garść (ok. 100g) suszonych owoców (rodzynki, figi, morele, śliwki, itd.) zalana paroma łyżkami mocnego alkoholu (np. brandy)

W opcji alkoholowej zalać owoce (większe posiekać) paroma łyżkami alkoholu, tak aby były przykryte w ok. 2/3. Odstawić na co najmniej 12h (albo i kilka dni), przed przygotowaniem ciasta dokładnie odcedzić z płynu.

Cukier wymieszać z mąką i skórką cytrusową, zrobić w środku dołek, wbić żółtka. Wymieszać całość, następnie dokładnie wetrzeć masło. Można to robić po prostu palcami, choć całość się nieco lepi, można sobie pomóc łyżką, ale mikser raczej nie będzie potrzebny. Surowe ciasto będzie miało strukturę mokrego piasku. Wysmarować dobrze masłem tortownicę 23-24cm. W opcji bez nadzienia wyłożyć ciasto, wyrównać wierzch, ew. narysować radełkiem lub nożem wzorki poprzeczne a la kratka, posmarować mlekiem. W wersji z nadzieniem wyłożyć najpierw ok. 2/3 ciasta, wyrównać, rozłożyć równomiernie bakalie a pozostałe ciasto rozrzucić na wierzchu jak kruszonkę. Piec ok. 35-40 (dłużej z bakaliami) minut w 160 st. C (termoobieg).

poniedziałek, 08 czerwca 2015

Gdy dwa lata temu naszło mnie na retro wypieki, upiekłam Mój Pierwszy Biszkopt... ale jakoś nigdy potem nie było powtórek, może ze względu na M podejście do biszkoptu („nieinteresujący”). Od jakiegoś czasu jednak myślałam o roladzie. Takiej posypanej cukrem pudrem, z owocowym nadzieniem w środku. Owoce nasuwały się same przez się: w końcu zaczął się sezon truskawkowy, jednak żeby nie było za słodko, dorzuciłam rabarbar. Tak oto powstała Moja Pierwsza Rolada ;).

Przepis na biszkopt zaczerpnęłam od Karoliny, której rolady od dawna podziwiałam, a farsz jest wg własnego widzimisię. Uwaga: wychodzi go trochę za dużo jak na tą ilość ciasta, ale zapewniam, że jest smaczny i te 2-3 nadprogramowe łyżki wcale się nie zmarnują. Ja je zjadłam od razu po zwinięciu rolady, ale przypuszczam, że można je zachować do np. wzbogacenia śniadania. Można oczywiście także po prostu zmniejszyć ilość owoców...

Składniki:

Ciasto:

  • 3 jajka
  • 2 łyżki drobnego cukru
  • 3 łyżki mąki pszennej
  • 2 łyżki mąki ziemniaczanej

Masa:

  • ok. 200-220g rabarbaru
  • 5-6 łyżek cukru
  • szczypta wanilii
  • 300g truskawek
  • 5 listków żelatyny

Masa owocowa: Rabarbar pokroić w kostkę, wymieszać w rondelku z wanilią, 3 łyżkami cukru i ok. 2/3 szklanki wody. Zagotować, gotować na małym ogniu ok. 10-15 minut, aż całość rozpadnie się na mus. Namoczyć listki żelatyny w zimnej wodzie, jak zmiękną, wymieszać z gorącym rabarbarem (ale już nie gotować!). Osobno zmiksować truskawki z pozostałym cukrem (jeśli są b. słodkie, wystarczą 2 łyżki), stopniowo wmieszać w masę rabarbarową. Odstawić do wystudzenia (po przestudzeniu wstawić do lodówki). Gdy masa wyraźnie zgęstnieje i zacznie tężeć można jej użyć do przełożenia biszkoptu - u mnie zajęło to kilka godzin.

Biszkopt: większą foremkę (ok. 28x34 cm, albo zwykłą blachę piekarnikową) wyłożyć papierem do pieczenia. Białka oddzielić od żółtek, ubić na sztywno. Dodać cukier i nadal ubijać. Dodać po jednym żółtku cały czas ubijając. Na koniec dodać mąki i połączyć całość delikatnie. Wylać masę na przygotowaną blachę (w przypadku piekarnikowej trzymać się mniej więcej powyższych wymiarów - mój biszkopt był nieco większy), wyrównać. Wstawić do piekarnika na 180 st. (termoobieg) na około 12-15 minut (piekłam 12, ale wydaje mi się, że trzeba było chwilę ten czas wydłużyć). Ściereczkę posypać drobnym cukrem, przełożyć na nią upieczony biszkopt (papierem do góry). Zdjąć papier i zwinąć wzdłuż krótszego boku razem ze ściereczką, odłożyć na kratkę do przestudzenia.

Ostudzony biszkopt rozwinąć, zdjąć ściereczkę i wysmarować ok. 3/4 ciasta tężejącą masą (tak jak pisałam, ok. 2-3 łyżek pewnie zostanie, jeśli nie zmniejszycie proporcji), zostawiając także ok. 1 cm wolnego miejsca od brzegów. Zwinąć - tak zgrabnie, jak się da ;) - w roladę. Wstawić do lodówki do całkowitego stężenia. Gotową roladę można posypać cukrem pudrem, świetnie smakuje też z lodami waniliowymi.

Werdykt? Smaczne, delikatne, zdecydowanie w klimatach retro. M zaakceptował - chyba głównie ze względu na obfitość lekko kwaskowatego nadzienia, które mu smakowało ;) - choć bez entuzjazmu. Nie ma jednak też zakazu powtórek...

poniedziałek, 09 czerwca 2014

Rabarbarujecie jeszcze? Od jakiegoś czasu jestem na urlopie, oderwana od realiów typu stan zaopatrzenia polskich warzywniaków ;), i nie wiem, czy rabarbar jest jeszcze na czasie, czy może już "wyszedł" (choć doświadczenie mówi, że jeszcze nie powinien).

Ciasto z dodatkiem kaszy kukurydzianej chciałam zrobić od dawna (bo gdy kiedyś robiłam z przepisu, który kaszę zakładał, mylnie sądziłam, że chodzi o mąkę kukurydzianą...). W końcu zmobilizowałam się na kilka dni przed wyjazdem: plan był taki, że ciasto zostanie "na drogę". Jakoś jednak do podróży nie dotrwało ;) (i szczerze mówiąc, nie jest to chyba najlepszy wypiek do jedzenia w samochodzie: kruche ciasto i mokre nadzienie). Przepis - tak, znowu, uprzedzałam... - Nigela Slatera. Uwaga: nie należy się przerażać konsystencją ciasta i wyglądem przed upieczeniem, potem jest lepiej.

Składniki:

Farsz:

  • ok. 500g rabarbaru (waga po pokrojeniu)
  • 50g cukru
  • 4 łyżki wody

Rabarbar umyć, przebrać, pokroić niedbale (np. w większą kostkę), zasypać cukrem i zalać wodą. Piec ok. 30-40 minut pod folią, w 180 st. C. Po upieczeniu odcedzić owoce od soku (ten ostatni zachować do podawania z ciastem).

Na ciasto:

  • 125g kaszy kukurydzianej (możliwie grubej)*
  • 200g mąki pszennej
  • 1 łyżeczka proszku do pieczenia
  • szczypta cynamonu
  • 150g cukru (u mnie mieszanka 100g drobnego białego i 50g jasnego muscovado)
  • skórka starta z 1/2 cytryny (w oryginale: z 1 małej pomarańczy)
  • 150g masła
  • 1 duże jajo
  • 2-4 łyżki mleka
  • cukier demerara do posypki

Przygotować składniki ciasta, gdy rabarbar odcieka: wymieszać składniki suche, następnie wetrzeć zimne masło, pokrojone w drobną kostkę (jak przy robieniu ciasta kruchego). Dodać płyn (jajo, mleko) i wymieszać do uzyskania jednolitego, dość lepkiego ciasta (ma być lepkie, gdyby było za suche, dodać mleka).

Wykleić (wilgotnymi dłońmi, szpatułką, itp.) 2/3 ciasta spód i ok. 1/3-1/2 ścianek lekko natłuszczonej tortownicy (20cm). Wyłożyć na ciasto odcedzony rabarbar. Pozostałe ciasto rozdrobnić na okruchy i rozrzucić na wierzchu owoców (w miarę jednolicie, ale nie muszą być całkowicie zakryte). Posypać równomiernie grubym cukrem (tj. demerarą).

Piec ok. 45-50 minut w 180 st., najlepiej na nagrzanej blaszce lub kamieniu. Wystudzić przed krojeniem: wbrew pozorom dobrze przestudzone kroi się bez problemu. Podawać z zachowanym syropem rabarbarowym.

A jeśli będzie ktoś narzekał, że za mało słodkie, wręczcie im cukier puder i, w przypływie wspaniałomyślności, siteczko z łyżeczką do przesiania.

* Podobno na Wyspach Brytyjskich kasza kuku występuje w kilku postaciach (grubościach). U nas jest tylko "kaszka", ew. "kasza". Użyłam tej ostatniej, i moim zdaniem była dość gruba.

czwartek, 22 maja 2014

Może jest Wam za ciepło na nastawianie piekarnika i myślicie tylko o lodach - a może, tak jak ja, uważacie, że na drożdżowe zawsze jest pora (dnia i roku). Zwłaszcza takie luks: z nadzieniem czekoladowo-orzechowym, polane dodatkowo syropem.

Przepis na struclę wpadł mi w oko już przy pierwszych oględzinach Jerusalem. Przemówiły i do mnie zdjęcia "krok po kroku" i zaintrygowała nazwa: krantz cake. Kranz, jeśli kogoś to interesuje, to "wieniec" po niemiecku (choć tu bardziej pasowałaby "plecionka", czy też właśnie strucla). Tak czy inaczej, jest to raczej aszkenazyjski wkład w kuchnię Izraela.

Po wczytaniu się w skład ciasta drożdżowego doszłam do wniosku, że jest bardzo podobne do mojego ulubionego uniwersalnego (od cynamonek), więc z niego skorzystałam (z 1/2 porcji, na 1 keksówkę). Ottolenghi nalegał na pekany w składzie, jednak ze względu na utrudniony dostęp do ww. orzechów (nie mówiąc o cenie w naszym kraju) użyłam włoskich i migdałów w płatkach. Było także mocno podkreślane, by użyć całego syropu: gdy zobaczyłam, ile go wyszło, miałam duże wątpliwości, ale posłusznie wylałam wszystko do foremki. Zgodnie z moimi przewidywaniami, połowa spłynęła od razu na dno i tam też już została ;). Poniżej podaję zweryfikowaną (zmniejszoną) ilość.

Składniki:

  • 1/2 porcji ciasta na cynamonki
  • 25g cukru pudru
  • 65g porządnej czekolady gorzkiej
  • 60g masła
  • 50g rozdrobnionych orzechów (u mnie mieszanka posiekanych włoskich i migdałów w płatkach)
  • 65g cukru (na syrop)
  • 40ml wody (jw.)

Czekoladę stopić na małym ogniu z cukrem pudrem i masłem, lekko przestudzić. Wyrośnięte ciasto rozwałkować na prostokąt, posmarować czekoladą, zostawiając ok. 2cm margines wolny, rozrzucić na wierzchu orzechy. Zwinąć całość w roladę od strony dłuższego brzegu, następnie przekroić wzdłuż na 1/2, by uzyskać dwa długie kawałki ciasta. "Wstążki" zapleść, przekładając ciasto naprzemiennie, następnie sprawnie przenieść do długiej keksówki (wyłożonej pergaminem, ew. wysmarowanej masłem i wysypanej mąką). Ciasto przykryć folią i odstawić do wyrastania w ciepłe miejsce na ok. 45-60 minut (napuszenie nie będzie b. widoczne).

Piec w 180 st. C. (termoobieg) ok. 30-35 minut (do suchego patyczka). Gdy ciasto się piecze, przygotować syrop: zmieszać w rondlu cukier z wodą, zagotować, zestawić z ognia do wystudzenia. Gorące, świeżo wyjęte z piekarnika ciasto polać równomiernie syropem, odstawić do wystudzenia (lub chociaż przestudzenia). Jak na ciasto drożdżowe dość wolno schnie.

poniedziałek, 24 marca 2014

To trochę wpis przypominajka. W miniony weekend zrobiłam babucha z przepisu na drożdżowe uniwersalne, tj. cynamonkowe, wzbogacając skład bakaliami. Wierzch posypałam "brązową kruszonką", która może nie jest super odkrywcza, ale bardzo mi smakuje i na pewno chętnie do niej wrócę (letnie owoce pod taką kruszonką, mmm...).

A więc:

Składniki:

  • Ciasto: 1 x ciasto na cynamonki (z 600g mąki), podczas wyrabiania dodane 2-3 łyżki skórki pomarańczowej i jw. namoczonych suszonych porzeczek (które chwilowo przebywały w tzw. magicznym słoiku, o czym niżej) - postępować jak w przepisie, do drugiego wyrastania przełożyć ciasto do wyłożonej pergaminem/wysmarowanej i wysypanej mąką średniej blaszki.
  • Kruszonka: 100g zimnego masła, pokrojonego w kostkę, 100g cukru drobnego brązowego (użyłam jasnego muscovado), 75g płatków orkiszowych lub owsianych (nie błyskawicznych; ew. mieszanka płatków i mąki), szczypta mielonej wanilii
Wszystkie składniki kruszonki zagnieść na drobne okruszki (wielkim kawałkom kruszonki mówię nie) i posypać wyrośnięte ciasto przed pieczeniem. Piec ok. 40-45 minut w 185 st. C (termoobieg).

A skoro o magicznym słoiku mowa: oto on, świeżo napełniony rodzynkami i brandy po uszczupleniu zapasów. Rodzynki (lub raz suszone porzeczki) mieszkają w nim na stałe, od kilku tygodni do kilku miesięcy. Wszystkim piekarzom polecam.

Zapisz

niedziela, 01 grudnia 2013



Te wszystkie korzenne wypieki w ramach wiadomej akcji plus spadająca temperatura sprawiły, że czułam, że jak nie upiekę czegoś lepkiego, ciemnego i aromatycznego, oszaleję.

Myślałam o przepisie Hugh Fearnleya, ale w końcu sięgnęłam po Nigellę. Pamiętałam, że wiele lat temu zrobiłam kiedyś jej "lepki piernik" z How to be a domestic goddess. W ramach melasy użyłam pekmezu (melasy winogronowej), co sprawiło, że E. - dla m.in. której ciasto było przeznaczone - zaczęła uroczo kasłać po dwóch kęsach, zaś M oznajmił, że mu nie smakuje, więc jadłam je sama... i jadłam... i jadłam... Wiadomo, replayu nie było.

Teraz jednak porównałam powyższy przepis z "lepkim piernikiem" z Nigella Christmas i odkryłam, że jest to to samo ciasto, tyle, że w nowszej książce zawiera o 2 łyżeczki przypraw więcej ;)... więc popełniłam, wzbogacając lekko skład (o bakalie) i dodając przyprawę piernikową. Z takiej wersji na pewno będzie replay.

Składniki:

  • 125g cukru brązowego drobnego (ciemny muscovado)
  • 200g melasy (np. buraczanej)
  • 200g sztucznego miodu lub golden syrup
  • 150g masła
  • 250ml pełnego mleka
  • 2 duże jaja
  • 1 łyżeczka sody, rozpuszczona w łyżce (15ml) ciepłej wody
  • 2 łyżeczki świeżego imbiru, drobno startego
  • 2 łyżeczki dobrej przyprawy do piernika (domowej lub kupnej bez wypełniaczy)
  • 300g mąki
  • opcjonalnie, ale polecam: łyżka rodzynek, wcześniej namoczonych w ciepłej wodzie/rumie lub z "magicznego słoika" z rumem
  • opcjonalnie, jw.: łyżka kandyzowanej skórki pomarańczowej
  • opcjonalnie, do dekoracji: cukier puder

Masło, cukier, melasę i miód/syrop oraz imbir i przyprawę stopić na małym ogniu. Zdjąć z ognia, dodać sodę, mleko, jaja i szybko wymieszać, na koniec dodać mąkę i bakalie (można mieszać wszystko w garnku). Przełożyć do foremki kwadratowej (ok. 22x22, lub podobnej) bądź prostokątnej, wyłożonej pergaminem. Piec w 180 st. C. (termoobieg) 45-50 minut (uważać, by nie przepiec). Studzić na kratce, opcjonalnie udekorować cukrem pudrem lub lukrem (ale nie jest to konieczne ze wzgl. na słodycz).

Ciasto wychodzi rzeczywiście lekko lepkie, słodko-pikantne, aromatyczne, długo zachowuje świeżość. Dla leniów lub zapracowanych może stać się awaryjnym ciastem świątecznym - nie musi dojrzewać, a wg Nigelli można przygotować z i dwutygodniowym wyprzedzeniem.

 
1 , 2 , 3 , 4
| < Grudzień 2017 > |
Pn Wt Śr Cz Pt So N
        1 2 3
4 5 6 7 8 9 10
11 12 13 14 15 16 17
18 19 20 21 22 23 24
25 26 27 28 29 30 31
Tagi

Ptasia on Pinterest
Page copy protected against web site content infringement by Copyscape
Durszlak.pl POMOŻECIE? PustaMiska - akcja charytatywna