Głównie o kuchni, jedzeniu, gotowaniu - ale nie tylko...

Wpisy z tagiem: nabiał

poniedziałek, 13 lutego 2012



Ostatnio mam ochotę na dania dla siebie nietypowe, takie, jakich normalnie nie wybieram. Nie, że ich nie lubię, ale nie mogę powiedzieć, bym za nimi przepadała. A jednak... niedawno na stoku rzuciłam się na gorącą czekoladę, a wcześniej zamarzyły mi się (sic) leniwe. Przy okazji wdałam się z M w dyskusję, czy to kluski, czy pierogi, czy po prostu leniwe. Przepis znalazłam u Dorotuś, na raczej niewielką ilość klusek (nie pierogów - wg mnie ;) -dla dwóch-trzech głodnych osób sugeruję od podwoić proporcje. W mojej wersji bez dodatku cukru waniliowego w masie.

Składniki:

  • 20-22 dag twarogu
  • 1 jajko (osobno żółtko i białko)
  • pół szklanki mąki

Twaróg przetrzeć przez sito lub rozgnieść widelcem. Dodać żółtko, mąkę i ubitą pianę z białka. Masa może się lepić, ale im mniej mąki dosypiemy, tym lepiej. Ciasto wyłożyć na stolnicę wysypaną mąką, uformować wałeczek, lekko spłaszczyć. Nożem odkrajać kawałki, wrzucać na wrzątek, gotować chwilę do wypłynięcia.
Podawać z roztopionym masłem lub śmietaną, posypane grubym cukrem i ew. cynamonem, lub jak kto lubi.

Kluski bardzo smaczne, ale dla mnie zbyt monotonne, by stanowić cały posiłek. Choć M patrzył się na mnie jak na UFO, zrobiłam do leniwego obiadu miskę surówki ze słodką nutą.

Surówka z marchwi, włoskiej kapusty i suszonych moreli



Składniki:

  • 2 średnie marchewki
  • mała garść poszatkowanej kapusty włoskiej
  • 3-4 suszone morele
  • sok z cytryny
  • łyżka jogurtu/śmietany
  • ok. 2 łyżeczek cukru
  • sól

Marchewkę zetrzeć, zmieszać z kapustą i morelami pokrojonymi w cienkie paseczki. Skropić cytryną (u mnie obficie), wymieszać z jogurtem/śmietaną, doprawić do smaku niewielką ilością soli i cukrem. Odstawić na bok, po paru minutach sprawdzić doprawienie. Podawać od razu lub po schłodzeniu.

Inna opcja to słodko kwaśny, chrupki anyżowy fenkuł, którego można zjeść np. przed lub po leniwych:

Surówka z fenkułu



  • 1 średni fenkuł
  • sok z 1/2 cytryny (ew. dobry, delikatny biały ocet - ok. łyżeczki)
  • łyżeczka-dwie cukru
  • szczypta soli

W misce wymieszać cytrynę, cukier i sól. Wymieszać dokładnie z poszatkowanym fenkułem, odstawić na parę minut. Zweryfikować doprawienie, jeść od razu.

wtorek, 07 lutego 2012



Od jakiegoś czasu chodziła za mną taka tarta, kiedyś bowiem zrobiłam podobne tartaletki z resztek ciasta kruchego. Okazja się nadarzyła, gdy wszystkie składniki były w domu (a opakowanie czarnych oliwek kupionych przez M okazało się gotową pastą*). Buraki + wyrazisty ser + oliwki to coś, co bardzo lubię... 

Składniki: ciasto kruche maślankowe (ze 140g mąki/70g masła) lub inne ulubione kruche w ww. ilości; 2 średnie, wcześniej ugotowane lub upieczone buraki; 40g pasty z oliwek/tapenade; 1/4 średniej cebuli, pokrojonej w piórka; ok. 2-3 łyżek pokruszonego sera z niebieską pleśnią/koziego; sól, tymianek, ocet balsamiczny, oliwa

Ciasto przygotować klasycznie: zrobić, schłodzić, rozwałkować, wyłożyć formę (u mnie rozwałkowane bardzo cienko na taką ok. 27cm, można trochę grubiej i wyłożyć mniejszą, np. 24cm) i schłodzić, podpiec na ślepo (z obciążeniem) ok. 10 minut w 190 st. C (termoobieg) i drugie tyle bez obciążenia.

Podpieczony spód posmarować pastą z oliwek, na to wyłożyć równomiernie buraki pokrojone w b. cienkie plasterki, rozrzucić na burakach cebulę, lekko oprószyć solą i suszonym tymiankiem, skropić delikatnie balsamico, na wierzchu rozrzucić ser pleśniowy/kozi, skropić oliwą. Piec ok. 15 minut ponownie w 190-200 st. C., aż brzegi się zrumienią a ser lekko roztopi.

I już :) Można jeść na ciepło, na zimno, jako przystawkę lub w większej ilości (np. w towarzystwie zieleniny) na obiad.

* Dziękuję korektorowi za zwrócenie uwagi ;)

niedziela, 29 stycznia 2012



Śniadania niedzielne są inne od powszednich. Jest więcej czasu na jedzenie, na zaplanowanie: Na co bym miała ochotę?, czy ugotowanie czegoś bardziej skomplikowanego. Mogą być to naleśniki lub zapiekane tosty, zwykła jajecznica, a może...

Tosty z piekarnika

Danie popisowe mojego Taty, gdy byłam mała. Przygotowywał je dość długo, starannie układając warstwy na podściółce z przekrojonej kazjerki. U niego zazwyczaj był majonez, jajo na twardo, ser, czasem cebula w piórkach i pomidor (nawet zimowy po lekkiej obróbce termicznej zyskuje trochę na atrakcyjności). Moja wersja śniadaniowa (bo robię najróżniejsze, blacha takich grzanek pojawiała się też niejednokrotnie na imprezach-domówkach) jest bardziej śródziemnomorska, na przekór śnieżnemu, mroźnemu porankowi (które, żeby nie było, lubię).

Składniki: 4 kromki dowolnego, nieco czerstwego pieczywa, 1 ząbek czosnku, parę kropel oliwy, ulubione suszone zioła, parę plasterków twardego sera - żółty krowi, kozi, dowolny, po plasterku pomidora na kromkę, opcjonalnie: 0,5 łyżeczki ketchupu lub ajvaru na kromkę, suszone pomidory w płatkach

W wersji mniej czosnkowej kromki potrzeć obranym, przekrojonym na 1/2 ząbkiem czosnku. W wersji mocniej antywampirzej, czosnek posiekać, rozdzielić między pieczywo. Skropić oliwą, posypać lekko ziołami. Na zioła położyć plastry sera, na to - opcjonalnie - sos i pomidora, można dodatkowo posypać suszonymi pomidorami w płatkach. Piec ok. 10-12 minut w 190-200 st. C. Można na koniec umieścić bliżej grzałki, ale uważać, by ser się zanadto nie przypiekł. Udekorować przed podaniem listkami mięty lub innych ziół, jeśli są na stanie.

Omlet 2 x pomidor

W sumie, jak się nad tym zastanowić, ten omlet ma sporo wspólnego z powyższymi tostami... Jeden z pierwszych, jakie zjadłam po dłuuugiej przerwie - po Indiach miałam omletowstręt (w ramach przesytu)*. Niestety, patelni, którą można by wstawić do piekarnika, wciąż się nie dorobiłam.

Składniki: masło i oliwa do smażenia, 1/4-1/2 średniej cebuli, ok. 1/2 papryki (u mnie żółta), opcjonalnie: 2-3 pieczarki, 3 duże jaja, sól, pieprz, papryka wędzona, szczypta chilli - opcjonalnie, świeża kolendra - ok. 2-3 łyżek, 4 pomidory suszone, 2-4 plastry pomidora świeżego



Zacząć od rozgrzania niewielkiej ilości masła i oliwy na średniej wielkości patelni. Zeszklić cebulę pokrojoną w piórka, oprószyć lekko solą i dodać drobno pokrojoną paprykę i pieczarki, jeśli używacie. Gdy warzywa zmiękną, dodać roztrzepane jaja, doprawione solą, pieprzem i papryką/chilli, po wierzchu rozrzucić kolendrę, umieścić w równych odstępach pomidory suszone. Smażyć na średnim ogniu, aż jaja będą w 1/2 ścięte. Rozłożyć na wierzchu plastry pomidorów, smażyć, aż omlet się zetnie, co jakiś czas ruszając patelnią. Można znów podać z ajvarem :) 

* Ale za to ostatnio naczytałam się wspomnień M. Pagnola, w których co i rusz pojawiają się omlety z pomidorami...

poniedziałek, 31 października 2011



Miało być szybciej, wyszło niespecjalnie szybciej ;) Pieczone warzywa są smaczne, ale dość słodkie, dlatego gorąco polecam dodatek soku z kiszonych ogórków, jak u mnie, lub kwasu buraczanego. Można też użyć soku z kiszonych warzyw, jaki przedstawiała na blogu Zmysły w Kuchni Karolina (robiłam, jest pyszny). Jeśli nie macie podobnego kwaśnego płynu, można dodać łyżkę dobrego octu, np. z czerwonego wina.


Składniki: ok. 400g dyni, 2 średnie papryki (czerwone, żółte), 2 niewielkie buraki, 1/2 małego bakłażana, 1 cebula, 3-4 ząbki czosnku, 1 marchewka,  litr bulionu (dowolnego, u mnie domowy), sól, pieprz, opcjonalnie: parę liści lubczyku, hojna szczypta słodkiej papryki (wędzonej lub nie), niewielka garść jarmużu, ponadto: ok. 150ml soku z kiszonych ogórków/kapusty/kwasu buraczanego, sól, pieprz, do podania: natka pietruszki, 2-3 łyżki posiekanej fety/sera szopskiego

Wszystkie składniki umieścić w brytfance (papryka wydrążona, marchewka obrana, przekrojona na 1/2, dynia pozbawiona pestek, ale ze skórą, cebula może być obrana, buraki, bakłażan i czosnek nie), skropić oliwą, piec ok. 50 minut w 180 st. C: na ostatnie kilka minut przenieść bliżej grzałki, by skóra papryki się mocniej przypiekła.

Paprykę od razu po upieczeniu umieścić np. w worku foliowym/papierowej torbie, i odstawić na 15 minut. Po tym czasie ściągnąć z niej skórę, umieścić w garnku. Dodać pozostałe warzywa, dynię krojąc na grube kawałki (użyłam piżmowej, która ma cienką skórkę - część oderwałam, ale większość zostawiłam), czosnek wyciskając ze skórki. Buraki można zostawić nieobrane, jeśli mają cienką skórkę, tylko podzielić je na 2-3 części. Całość zalać bulionem, ew. dopełnić wodą, dodać lubczyk i paprykę oraz garść umytego, porwanego jarmużu, jeśli używacie, zagotować, skręcić ogień na średni i gotować pod przykryciem ok. 30 minut. Po tym czasie skosztować, doprawić solą/pieprzem, zmiksować (u mnie nie nazbyt gładko). Jest prawie pewne, że zupa będzie w tym momencie za słodka - przelać do garnka, dodać sok z kiszonki i delikatnie podgrzewać kolejne kilka minut, ale nie zagotowywać. Sprawdzić doprawienie, ew. mocniej zakwasić lub doprawić. Do misek na zupę wkruszyć fetę przed napełnieniem; podawać posypane pietruszką.

sobota, 29 października 2011



Wielokrotnie chciałam przygotować sernik z dynią z Feast Nigelli, jednak za każdym razem, gdy to proponowałam, M rzucał mi spojrzenie rannej sarny ("dlaczego mi to robisz?"). W końcu jednak jest Festiwal Dyni, w lodówce leżała nadkrojona piżmowa, kupiłam stos serka śmietankowego i tym sposobem...

To także sernik pływający, jak moja miłość vel Londyńczyk. Piecze się go jednak w niższej temperaturze i dużo dłużej; nakrycie folią wierzchu jest wskazane (ja to zrobiłam, ale nie od razu, co po jednej połowie sernika niestety widać). Jest puszysty, ale nie zanadto, wilgotny, ale nie ciężki. Szczerze - bardzo mi smakuje, i nawet M wyraził (początkową) aprobatę. Tłumaczenie przepisu można znaleźć np. na blogu Dorotuś, i przyznaję, że do niego zerkałam, bo ma normalne gramy, a nie uncje i szklanki, jak w moim amerykańskim wydaniu książki ;). U mnie minimalne zmiany w stosunku do oryginału (cynamon w serku, ciut mniej ciasteczek na dnie, itd.)

 Składniki na spód:

  • 250 g ciastek digestive (użyłam paczki 225g)
  • 1/4 łyżeczki cynamonu lub przyprawy np. do piernika
  • 125g miękkiego masła (dałam 110g)

Tortownicę o średnicy 23 cm dokładnie uszczelnić folią aluminiową z zewnątrz. Ciastka rozdrobnić blenderem lub pokruszyć wałkiem (lub ręką...). Wymieszać z cynamonem. Dodać masło, wymieszać, aż całość zacznie przypominać mokry piasek. Wcisnąć w dno tortownicy. Włożyć do lodówki na czas wykonania masy serowej.

Składniki na masę serową:

  • puree z dyni, około 430 g (w warunkach np. USA może być z puszki; w warunkach PL należy dynię albo rozgotować i zmiksować, albo upiec - np. w 180-190 st. C przez godzinę - i zmiksować; użyłam dyni piżmowej, która ma zwięzły miąższ, i do miksowania musiałam ją lekko podlać mlekiem)
  • 750 g serka śmietankowego
  • 200 g drobnego cukru
  • hojna szczypta cynamonu
  • 6 jajek

Chłodne puree zmiksować z twarożkiem, do dokładnego połączenia. Następnie dodawać stopniowo cukier, nie przerywając miksowania, a następnie wbijać jajka, po jednym. Dodać cynamon i dokładnie wymieszać. Całość wylać na ciasteczkowy spód.

Sernik będzie pieczony w kąpieli wodnej. W tym celu jeszcze raz dokładnie uszczelnić tortownicę z zewnątrz mocną folią. Przygotować większą formę, włożyć do niej naszą tortownicę i zalać wrzącą lub bardzo gorącą wodą do połowy wysokości tortownicy. Można od razu przykryć od góry folią aluminiową (lub zrobić po ok. 30-40 minutach pieczenia).

Piec przez 1 godzinę i 45 minut w temperaturze 170ºC (nie pieczemy go do tzw. suchego patyczka; ja piekłam 10 minut krócej). Ostudzić, włożyć na kilka godzin do lodówki, a najlepiej na całą noc.



Najlepszy oczywiście następnego dnia. Można podawać z dodatkiem kwaskowatego dżemu lub konfitury, np. z czerwonych porzeczek.

czwartek, 13 października 2011



To ser, który już zawsze chyba będzie nazwany przeze mnie serem Basi, bo na jej blogu go znalazłam. Ładnie się prezentuje w słoiku i nadaje się na prezent, poza tym, że świetnie pasuje jako przekąska, zagryzka czy składnik deski serów. Przepis można nieco modyfikować, jak to wykazałam poniżej, gdyż za pierwszym razem zrobiłam niemal ;) tak, jak w oryginale. Tak czy inaczej, proponuję zacząć od znalezienia stosownego słoika, o średnicy, która bez problemu zmieści co najmniej jeden krążek sera. Ja używam 500ml słoja, widocznego na zdjęciach.

Marynowany ser Basi - wersja ziołowa

Składniki: duża garść ziół (np. bazylia, pietruszka, mięta, estragon - najlepiej francuski, tymianek, cząber - same lub w mieszance), duży ząbek czosnku, szczypta soli, łyżeczka nasion słonecznika, ok. łyżeczki oliwy, dwa sery typu camembert (nie muszą być super jakości, polskiej produkcji jak najbardziej się nadadzą), ponadto: 1/4 szklanki dobrej oliwy, 1/4 szklanki oleju roślinnego, liść laurowy, pieprz ziarnisty (kilka ziaren), ziele angielskie (ok. 3-4 ziaren), opcjonalnie: łyżeczka kwiatów oregano

Zioła, czosnek, sól, nasiona słonecznika utłuc w moździerzu na pastę, podlewając delikatnie oliwą (ok. łyżeczki wystarczy). Sery przekroić na pół, przełożyć pastą, złożyć. Umieścić jeden na drugim w słoju. Zmieszać oliwę z olejem, zalać ser tak, aby był dokładnie zakryty, dodać pozostałe przyprawy. Zamknąć szczelnie i odstawić w temp. pokojowej na co najmniej 3 dni. Po otwarciu przechowywać w lodówce.



Marynowany ser Basi - wersja z ostrą papryką

Wszystko jw., tylko ilość ziół albo zachować taką samą, albo lekko zredukować, zrezygnować ze słonecznika, a zamiast tego dodać do pasty 1-2 ostre papryczki (lub więcej, zgodnie z upodobaniami i typem papryczek).

Zdjęcie górne ilustruje ser rozsmarowany na chlebie, bo w formie pasty też można go jeść (najlepiej smakuje z takim na zakwasie :).

czwartek, 19 maja 2011



Musiałam zrobić, zanim sezon się skończy. Powiecie, że dopiero się zaczął, ale jak się zaraz wyjeżdża do zupełnie innej strefy klimatycznej, to po powrocie można zastać figę z makiem, a nie rabarbar. A skoro zrobiłam i jestem zadowolona, musiałabym chociaż na szybko opublikować (zamiast się np. pakować) i podczepić pod akcję Olcik (vide banner).

Przepis to właściwie połączenie dwóch - tego na lody waniliowe (z 1/2 składników, tj. na bazie 5 żółtek) oraz tego na pieczony rabarbar, przy czym:

* upiekłam ok. 450g rabarbaru, zasypałam go cukrem waniliowym (ok. 6 pełnych łyżek) i zalałam zamiast wodą, białym winem (ok. 80ml)

* do żółtek poza cukrem dodałam trzy łyżki ostudzonego syropu, który wytworzył się z pieczonego rabarbaru i wina

* do ostudzonej bazy lodów, tj. kremu angielskiego (custard) dodałam wystudzony, odcedzony, lekko rozdrobniony rabarbar, wymieszalam i umieściłam w maszynce do lodów, dalej postępowałam zgodnie z instrukcją do maszynki. W przypadku braku maszynki należałoby masę cierpliwie ubijać, zamrażać, ubijać, zamrażać przez kilka godzin.



Lody są kwaskowate, bardzo mocno rabarbarowe i lżejsze od innych wariantów, które robiłam. Twardnieją jednak mocniej niż wersja bez owoców i warto wyjąć je z zamrażarki ok. 20-30 minut (w zależności od temp. mieszkania) przed jedzeniem. Chcąc uzyskać lody bardziej kremowe a mniej owocowe, trzeba by dać o ok. 1/2 mniej rabarbaru.

sobota, 14 maja 2011



Gdy jako dziecko szłam z Mamą odwiedzić babcię D., regularnie wstępowałyśmy po drodze do cukierni (do niedawna jeszcze czynnej, teraz mieści się tam sieciowa piekarnia). Bardzo często kupowałyśmy napoleonki, eklerki lub ptysie: ciastka, których od tamtych czasów właściwie nigdy nie jadłam, i które kojarzą mi się jako wyroby z cukierni, w odróżnieniu od wypieków domowych. Od jakiegoś czasu jednak przymierzałam się do wyzwania pt. ciasto ptysiowe (parzone) i w końcu postanowiłam się z nim zmierzyć :) Śmiesznie się złożyło, że tego samego weekendu podeszła do niego pierwszy raz także Pani Serwusowa (nie umawiałyśmy się :), tyle, że u niej nadzienie było wytrawne, a u mnie były ptysie, jakie pamiętam, tj. z bitą śmietaną.



Ciasto jak, lekko zmodyfikowane, u Pani Serwusowej czy Tili, oryginalnie pochodzi z Jajek M. Roux, którego nie jestem fanką, ale tym ciastem jestem zachwycona: jest lekkie, puszyste, maślane w smaku, łatwe do przygotowania i nakładania. Czego chcieć więcej? W oryginale była glazura z jaja na wierzchu, którą pominęłam, dałam także większą ilość soli, ale przyjemnie kontrastuje ze słodkim nadzieniem.

Ciasto parzone:

  • 125 ml mleka
  • 125 ml wody
  • 100 g masła pokrojonego w kostkę
  • 1/2 - 1 (u mnie) łyżeczka soli
  • łyżeczka drobnego cukru
  • 150 g mąki
  • 4 jaja


Przygotowanie: Piekarnik rozgrzać do 190-200 st. C. (termoobieg). Blachy do pieczenia wyłożyć pergaminem lub matami silikonowymi (normalnie wystarczyłyby dwie standardowe, przy piekarniku kompaktowym i jednej blaszce musiałam piec na raty). Wymieszać w rondlu mleko, wodę, masło, sól i cukier, podgrzewać na wolnym ogniu. Doprowadzić do wrzenia i natychmiast zdjąć z kuchenki. Wsypać mąkę i mieszać drewnianą łyżką, aż ciasto będzie gładkie. Umieścić rondel na średnim ogniu i podgrzewać, stale mieszając ok. 2 minut, aby osuszyć ciasto. Przenieść je do miski. Wbijać po jednym jajka, energicznie ubijając drewnianą łyżką (lub zrobić to mikserem). Gdy składniki się połączą, ciasto powinno być gęste, gładkie i błyszczące.
Umieszczać niewielkie kopczyki ciasta na blachach, zachowując kilku cm odstępy (za pomocą tutki lub łyżeczką - ponieważ mam wstręt do tutek, rękawów cukierniczych itd., robiłam to oczywiście łyżeczką). Piec ok. 20 minut, aż ptysie będą suche i chrupkie na zewnątrz, ale jeszcze miękkie w środku (muszą się wyraźnie zarumienić). Studzić na kratce.

Wystudzone ptysie delikatnie rozkrawać na 1/2 i nadziewać lekko posłodzoną, ubitą śmietanką 30%. Niektórzy narzekali, że posłodzona została zbyt lekko, i doprawiali ptysie syropem klonowym. Z innych wariantów można by zrobić ptysie a la Pavlova, tj. nadziewane poza bitą śmietaną, owocami sezonowymi.



wtorek, 12 kwietnia 2011

Gdy kiedyś w pewnej restauracji dowiedziałam się, że "podają różne pasty", trochę się zdziwiłam - i myślałam, że chodzi o smarowidła do chleba (bo pewnie mogłaby jeszcze być pasta do zębów, podłóg czy butów, ale nie w kontekście spożywczym ;). Chodziło tymczasem o makaron - który wydawało mi się, że po polsku zwie się makaronem (podobnie jak seabass to w naszym języku labraks czy okoń morski, a nie seabass czy też - jeszcze lepiej - bass...). To tyle, jeśli chodzi o zgryźliwość na tle językowym. A więc pasta to smarowidło, pesto zaś w jakimś sensie też smarowidło, tyle, że ucierane (włoski czasownik pestare - miażdżyć, ugniatać, zgniatać, stąd też angielskie pestle - tłuczek od moździerza*). Pesto nie musi być koniecznie z bazylii, można użyć innych liści, choć warto, by choć część z nich była mocno aromatyczna.

A więc - najpierw pasta. Tak zwana awaryjna, powstała przypadkiem. Świetna rzecz jak nic nie ma do jedzenia w domu poza paczką sera feto-podobnego. Zamiast ziemniaka można też użyć pozostałego z obiadu kalafiora lub brokuła. Innymi słowy znów danie z cyklu "nie marnujemy jedzenia".

Składniki: 1 średni ugotowany ziemniak, ok. 100g fety (lub sera a la feta, może być też miękki ser kozi lub owczy), 1-2 zgniecione ząbki czosnku, ok. 1/2 łyżeczki oliwy, 1-2 łyżeczki posiekanej zieleniny (pietruszka, kolendra, bazylia... co jest pod ręką), pieprz

Wszystkie składniki rozgnieść dokładnie na miazgę (ilość oliwy zależy od suchości sera). Sprawdzić doprawienie, odstawić na kilka minut do przegryzienia. Podawać od razu na chlebie lub krakersach.

Po drugie: pesto. O takim z bazylii już tu wspominałam, można jednak je przyrządzić także z możliwie świeżych liści rzodkiewki (które najczęściej wyrzucamy...) lub natki pietruszki. Albo i z jednego i drugiego.

Składniki: liście z jednego pęczka rzodkiewki, objętościowo taka sama ilość natki pietruszki, parę (ok. 6-8) liści aromatycznych ziół (u mnie była to mięta i ogórecznik), oliwa z oliwek, 1 zgnieciony ząbek czosnku, szczypta soli, ok. łyżeczki parmezanu i pestek słonecznika, opcjonalnie: parę kropel soku z cytryny

Liście i zioła umyć. Umieścić w moździerzu, rozgnieść. Podlać lekko oliwą, dodać pozostałe składniki i dalej ugniatać i rozcierać, aż powstanie jednolita pasta. Oczywiście można skorzystać z malaksera, ale przy takiej niewielkiej ilości składników fajnie pobawić się ręcznie. Sprawdzić doprawienie. Użyć od razu, np. na makaronie, lub stosować np. na kanapkach. Można kilka dni przechowywać w lodówce.

Ogórecznik, jeśli kogoś interesuje, w młodej formie wygląda tak:

A jako zioło, np. w sałatkach, jada się właśnie takie młode liście, które... rzeczywiście smakują ogórkiem. Mają także intensywny aromat.

* Co było ładnie wytłumaczone w książce Annie Hawes Ripe for the picking przy okazji randki Annie z Ciccio pt. zbieramy dziką rukolę (by zrobić z niej pesto).

niedziela, 06 marca 2011

Będzie krótko, ale treściwie, a tytuł posta nawiązuje do wakacyjnego deja vu, choć może bardziej podpada pod "to samo, ale inaczej".

Po pierwsze, nieśmiertelny londyńczyk, czyli mój ulubiony sernik. Tym razem pomarańczowy. Czyli tak samo, jak zawsze, ale do środka sok z pomarańczy, zamiast z cytryny, a zamiast wanilii - skórka starta z całego owocu. Na wierzch - dżem pomarańczowy. Pyszne, ale jednak wersji "normalnej", z polewą porzeczkową, nie przebije.

Po drugie: placek cebulowy w wersji warzywnej. Zamiast pieczarek do trzech niewielkich czerwonych cebulek dałam po dużej marchewce, pietruszce (korzeń) i selerze, obranych, pokrojonych w kostkę i obrabiałam jak w wersji wyjściowej. Łączna waga jarzyn z cebulą powinna być z grubsza taka, co w oryginale, tj. 750g. Bardzo polecam.

 
1 , 2 , 3 , 4
| < Luty 2012 > |
Pn Wt Śr Cz Pt So N
    1 2 3 4 5
6 7 8 9 10 11 12
13 14 15 16 17 18 19
20 21 22 23 24 25 26
27 28 29        
Durszlak.pl

Page copy protected against web site content infringement by Copyscape

Twitter Updates

    follow me on Twitter
    Coś niecoś

    POMOŻECIE? PustaMiska - akcja charytatywna
    Darmowe statystyki