Głównie o kuchni, jedzeniu, gotowaniu - ale nie tylko...

Wpisy z tagiem: kuchnia szwajcarska

czwartek, 03 września 2015

Placki ziemniaczane każdy zna. A rösti, placki szwajcarskie? W formie „tylko ziemniaki i już” zaistniały w naszym życiu podczas paru śniadań towarzyskich w nieistniejącym już R20*, gdzie zachwycił się nimi M (dowód zdjęciowy). Przez jakiś czas niemrawo rozmawialiśmy o szatkownicy... która się w domu na razie nie pojawiła. Jednak ręcznie pokroić w paseczki kilka ziemniaków to żadna wielka sztuka (zwłaszcza, jeśli ktoś to zrobi za Ciebie ;), a właśnie nie za drobna forma (w odróżnieniu do tarki, nawet grubej) to moim zdaniem najfajniejsza cecha dania. Nasza wersja jest przygotowana z ziemniaków surowych.

Składniki:

  • 4 większe ziemniaki
  • hojna szczypta soli
  • olej do smażenia

Ziemniaki obrać, pokroić dokładnie w paseczki (tzw. julienne) – ręcznie lub korzystając z szatkownicy/innego narzędzia. Odłożyć do miski, wymieszać z solą, odstawić na chwilę, dokładnie odcisnąć płyn. Na patelni (jeśli dużej, wyjdzie jeden większy placek, można ew. użyć małej i podzielić masę na ½) rozgrzać olej do smażenia. Rozłożyć równomiernie warstwę ziemniaków, przykryć np. dnem tortownicy i obciążyć (u nas litrową kanką na ogórki). Smażyć kilka minut, aż placek się zrumieni od dołu, odkryć, ostrożnie odwrócić na drugą stronę (pomagając sobie np. talerzem lub ww. dnem tortownicy), powtórzyć czynność. Na koniec odkryć i smażyć jeszcze ok. 2 minut bez przykrycia. Podawać od razu.

Śniadaniowe rösti – ze smażonym jajem, jogurtem/śmietaną lub np. wędzonym łososiem. Obiadowe rösti mogą towarzyszyć każdej potrawie, do której podalibyście ziemniaki. U nas były dodatkiem do pieczonej (lokalnej, nawet bardzo!) kaczki z sosem malinowo-winnym (pysznym, ale bardzo kreatywnym, czyt. trudnym do odtworzenia).

PS. Jeśli chodzi o kaczkę, polecam też taką „na dziko” lub samą pierś (oba przepisy to jedne z najpopularniejszych wpisów na blogu w sezonie zimowym!).

* Podobno odrodziło się w nowej postaci na ul. Próżnej.

niedziela, 22 lutego 2015

 

Okazało się, że w garnku [...] jest żółty ser. Podgrzewany na małym ogniu, podlany białym winem i uzupełniony tajemniczymi ingrediencjami, tworzył - jak wyjaśniła z dumą gospodyni przyjęcia - szwajcarską potrawę zwaną "fondue". Płynna, gęsta masa, w której należało maczać kawałki białego chleba, była nadspodziewanie smaczna.

M. Musierowicz Kwiat kalafiora

Przez wiele lat fondue kojarzyło mi się tylko z Gabrysią Borejko w sylwestrowej sukience z zasłonki, tj. powyższym cytatem. Później M na każdą wzmiankę o potrawie ("a może byśmy zrobili?", prychał i mamrotał coś o latach 80-tych, które na szczęście minęły (nieważne, że tłumaczyłam, że u Musierowicz była to jeszcze wcześniejsza dekada). Następnie przez dwa lata umawialiśmy się na fondue ze znajomymi, i nigdy nic z tych planów nie wyszło. W jakimś momencie dostaliśmy od rodziców specjalny zestaw do produkcji ww. (obawiam się, że był to prezent przechodni). Garnek przez kilka lat kurzył się w szafce, po czym "odkryliśmy" go podczas remontu. Postanowiliśmy, że wreszcie trzeba go albo użyć, albo podać dalej. Był mróz i akurat trafiliśmy do delikatesów z dobrym wyborem serów...

Przeczytałam wiele przepisów w internecie i ostatecznie skupiłam się na podanym przez Madame Edith, przy czym trochę zmniejszyliśmy proporcje (do 300g sera), a i tak co nieco zostało na dnie garnka. Z tego powodu uważam, że 100-120g sera na osobę spokojnie wystarczy: to sycące, zimowe danie i nawet gdy się jest głodnym, po długim spacerze, niewiele wystarczy do szczęścia ;) (a pewnie najlepiej w ogóle smakuje po dniu spędzonym na stoku - no, może kiedyś to sprawdzimy, bo garnek do fondue z nami zostaje).

Składniki (2 osoby):

  • ok. 200-240g sera (idealnie: tzw. moitié-moitié, ja użyłam mieszanki 1:1 Gruyère i Emmentalera)
  • 100ml białego wina
  • 1 ząbek czosnku
  • szczypta gałki muszkatołowej
  • 1/2 łyżki mocnego alkoholu (najlepiej Kirschu, ewentualnie - nieortodoksyjnie, ale co zrobić - wódki, ginu itd.)
  • ok. 1 łyżeczki skrobi kukurydzianej
  • opcjonalnie: czarny pieprz
  • do podania: bagietka pokrojona na małe kromki lub grubą kostkę, pieczone ziemniaki (mogą być z kminkiem), marynaty/kiszonki, surowe warzywa

Proponuję zacząć przygotowanie od oględzin i przygotowania sprzętu: nasz specjalny garnek żeliwny, po natarciu olejem, nadaje się do użycia na kuchence indukcyjnej a potem stoi na podgrzewaczu, więc przygotowywaliśmy danie od początku do końca w tym samym naczyniu, niektóre zestawy do fondue służą jednak tylko do podgrzewania już gotowego dania: wówczas trzeba sos przygotować w innym naczyniu. Być może alternatywnie można by wykorzystać do podgrzewania turystyczny palnik gazowy*.

Ww. garnek natrzeć przekrojonym ząbkiem czosnku, który następnie należy dokładnie rozdrobnić i wymieszać ze startym serem. Skrobię rozprowadzić w mocnym alkoholu. Ser umieszczamy w garnku, stawiamy na małym ogniu i gdy zacznie się topić, dolewamy wino. Mieszamy (najlepiej w tzw. ósemki), aż całość się rozpuści i będzie wyraźnie gorąca, ale nie zagotuje. Dodajemy skrobię z alkoholem i gałkę muszkatołową (plus ew. pieprz), dokładnie mieszamy. Masa powinna zgęstnieć na tyle, że będzie pokrywała równą warstwą np. kawałki bagietki, ale pozostanie sosem. Gdyby wciąż wydawała się za płynna, można ew. dodatkowo zagęścić (najlepiej rozprowadzając dodatkową skrobię odrobiną fondue). Garnek przenieść na przygotowany podgrzewacz (lub przelać sos do miski podgrzewacza i dopiero wówczas umieścić na ogniu).

Jeść od razu, maczając nadziane na szpikulce dodatki (u nas była rustykalna bagietka) w sosie, zagryzając warzywami i marynatami; co jakiś czas warto całość mocniej zamieszać. Nie wiem, czy muszę dodawać, że dodatek wina (moim zdaniem: czerwonego) także się przyda ;). Ew. resztki, jeśli się przytrafią, można przelać do miseczki i po schłodzeniu wykorzystać jako ser.

Czy są tu inni fani fondue?

* Jak to zrobiła w 1977 Julia Borejko, podając fondue w "dużym garnku, stojącym na turystycznej butli butanowej".

środa, 25 września 2013

Gdy dawno temu widziałam ten przepis na blogu Basi, bardzo do mnie wizualnie przemówił ("taka wielka drożdżówka z serem... no dobrze, mascarpone..."). Minęło jednak parę lat i kto wie, kiedy bym się zabrała za pieczenie, gdyby nie pół litrowego opakowania mascarpone, domagające się spożycia.

Ciasto jest zaskakująco proste, a efektowne. Zresztą: świeże drożdżowe, z mascarpone w środku - czego tu nie lubić ;)? Cukru wbrew pozorom wcale nie jest za mało (spodziewałam się większego kontrastu słono-słodkiego), a bezjajeczne ciasto z przepisu jest zaskakująco lekkie i przyjazne w obróbce. Z nadzieniem z mascarpone miałam trochę problemów, o czym niżej w uwagach. Sugerowałam się Basiną wersją placka a la ta drożdżówka z serem, ale tradycyjnie ciasto ma z wierzchu kratkę, jak u Anouschki. Dobrze smakuje i na świeżo, i na drugi dzień (ale raczej za długo nie postoi). Może brzmi to dekadencko, ale to także dobry dodatek do bardziej odświętnego śniadania, np. niedzielnego czy świątecznego.

Zatem przepis za Basią + uwagi i drobne zmiany moje:

Składniki:

ciasto:
  • 175ml mleka (letniego lub w temp. pokojowej)
  • 10g drożdży
  • 250g mąki
  • 1 łyżeczka soli (5-7g)
  • szczypta mielonej wanilii
  • 1 łyżeczka cukru
  • 35g stopionego i przestudzonego masła
na wierzch:
  • ok. 200-250g gęstej 45% śmietany La Gruyère (lub mascarpone)
  • cukier, gruby kryształ (u mnie zwykły + demerara)
Cukier rozetrzeć z drożdżami, odczekać kilka minut, aż drożdże zaczną powiększać objętość. Dodać pozostałe składniki, wyrobić miękkie, elastyczne ciasto (może być lekko lepkie, ale mimo to odchodzić od ręki/łyżki). Odstawić do wyrośnięcia na ok. 1h.
Uformować okrągły placek (u mnie ok. 20cm) z ok. 1-1,5cm rantem (zrobiłam większy i to był błąd*), odstawić do drugiego wyrastania. Delikatnie ponacinać ciasto (pominęłam), polać mascarpone/śmietaną, posypać cukrem. Piec ok. 25-30 minut w 180 st. C, aż brzegi się zrumienią a śmietana zapiecze. Po wyjęciu z piekarnika ponownie posypać cukrem (u mnie tym razem demararą). Uwaga: krojąc ciasto jeszcze lekko ciepłe, trzeba liczyć się z tym, że śmietana od spodu może nie być całkiem zestalona - jak u mnie - i że zrobi się mały bałagan (za to jaki pyszny... ;).

 * Polecam zrobić "dołek" na śmietanę raczej szerszy a płytszy, nie mniejszy a głębszy, jak u mnie, by nadzienie się równomiernie zapiekło.



| < Sierpień 2017 > |
Pn Wt Śr Cz Pt So N
  1 2 3 4 5 6
7 8 9 10 11 12 13
14 15 16 17 18 19 20
21 22 23 24 25 26 27
28 29 30 31      
Tagi

Ptasia on Pinterest
Page copy protected against web site content infringement by Copyscape
Durszlak.pl POMOŻECIE? PustaMiska - akcja charytatywna