Głównie o kuchni, jedzeniu, gotowaniu - ale nie tylko...

Wpisy z tagiem: drób

czwartek, 21 kwietnia 2016

Pamiętacie, jak pisałam o londyńskim Ducksoup? Po kolacji w tej restauracji zapisałam sobie dwa dania mięsne do zrealizowania: kurczę w mleku (tam to było konkretnie młode kurczę, tj. poussin) oraz bliskowschodnie serce jagnięce. Na razie zrealizowałam to pierwsze (jak wiadomo, kurczę w PL łatwiej dostępne niż jagnięce podroby).

Inspiracje czerpałam z „książki o kurczakach” Diany Henry oraz zbliżonego przepisu Jamie'ego Olivera, mając też w pamięci danie jedzone w Londynie, i ostatecznie jest coś pośrodku (z mniejszą ilością czosnku, niż w źródłach sugerowano). Choć w Ducksoup było ciemno (nawet wg restauracyjnych standardów), było widać, że sos jest lekko zwarzony, ale kura bardzo miękka, delikatna, o lekkim aromacie gałki muszkatołowej i cytrusów. O tym, że sos się zetnie, autorzy lojalnie acz przelotem uprzedzają, ale na zdjęciach widać go tylko – profilaktycznie ;) - jako zamazane tło. Warto powiedzieć to dobitnie: sos się na pewno zwarzy (i to bardziej jeśli, jak ja, pod koniec pieczenia odkryjecie garnek). Biorąc jednak pod uwagę składniki, tak ma po prostu być (patrz zdjęcie na końcu notki). Nie jest to jednak koniecznie danie na eleganckie przyjęcie.

Składniki:

  • szczęśliwy kurczak ok. 1,5kg
  • sól, pieprz,
  • olej (ew. olej i masło) do obsmażenia
  • 350ml pełnotłustego mleka w temp. pokojowej
  • 4 duże liście szałwii
  • 2 liście laurowe
  • świeżo starta gałka muszkatołowa (ok. ¼ dużej gałki, lub do smaku)
  • skórka starta z 1 dużej cytryny
  • 5 ząbków czosnku

Kurczaka oprószyć dokładnie solą i pieprzem. Rozgrzać olej (ew. olej i masło 1:1) w dużym żaroodpornym garnku z pokrywką. Dokładnie obsmażyć mięso z obu stron. Wyłowić, odłożyć na bok, zlać tłuszcz z garnka (można wykorzystać do np. pieczenia ziemniaków lub warzyw). Kurczaka włożyć z powrotem do garnka, dodać wszystkie pozostałe składniki. Piec pod przykryciem ok. 2h (albo aż mięso będzie dokładnie wypieczone w środku) w 160 st. C. (termoobieg), co jakiś czas (np. co pół godziny) podlewając sosem. Można ok. 15-20 minut przed końcem odkryć garnek, jeśli np. chcielibyście, by skóra się mocniej zrumieniła, spowoduje to jednak mocniejsze ścięcie się sosu.

Podawać mięso z sosem i np. pęczakiem i pieczonymi warzywami korzeniowymi (marchew, pietruszka itd.), ew. minimalistycznie doprawioną zieloną sałatą lub brokułem (gotowanym lub z pary). Z resztek wychodzi świetny sos do makaronu lub wkładka do zapiekanki.

Niedawno się doczytałam, że właściciele Ducksoup wydają książkę - ojej...

sobota, 28 lutego 2015

Połączenie owoców z mięsem czy rybami jest czymś, co od dawna mnie interesuje, a mam wrażenie, że jest niedostatecznie wykorzystywane nie tylko przeze mnie. W przypadku pomarańczy przypomniałam sobie o przepisie z Forever Summer na długo pieczonego kurczaka cytrynowego. Ponieważ jednak użyłam innych owoców, czosnku dałam o ½ mniej, zmieniłam wino (poniekąd pod kolor owoców ;) i zioła, a także nie podzieliłam kurczaka na części, można powiedzieć, że z oryginału niewiele zostało... ;).

Składniki:

  • 2 czerwone pomarańcze (średniej wielkości)
  • ok. 2 łyżek świeżego rozmarynu
  • ½ główki czosnku
  • 1 niewielki kurczak (ok. 1,3kg)
  • 125ml wytrawnego różowego wina
  • sól, oliwa

Pomarańcze umyć, pokroić na ósemki, ząbki czosnku oddzielić od siebie bez obierania, wymieszać z rozmarynem. Kurczaka lekko zluzować (położyć dłonie na piersi i nacisnąć z całej siły), natłuścić oliwą i oprószyć solą. Umieścić w brytfance, obłożyć owocami i czosnkiem z ziołami. Oblać całość równo winem. Brytfankę nakryć folią aluminiową, umieścić w piekarniku nagrzanym do 150 st (termoobieg). Po ok. 1h dorzucić pod folię ziemniaki (drobne w całości, większe podzielone na 1/2 lub ¼, lekko natarte solą; ew. można posolić po pieczeniu), jeśli planujecie je podać z mięsem. Piec 2h, odkryć folię; podkręcić temperaturę do 190 st. i piec kolejne 30-40 minut, aż skóra będzie wyraźnie rumiana.

Warto dodać, że nie tylko kurczę w tym zestawie wychodzi smaczne: pieczony czosnek to żadna nowość, ale bardzo mi pasowały te cząstki pomarańczy...

czwartek, 15 maja 2014

Wygląda na to, że aura wiosenna sprawia, że sięgam po inspiracje z Jerusalem (jeśli spojrzeć, kiedy przygotowałam "kolację prawie jak w Jerozolimie"), choć tak naprawdę zaczęło się od paru ekologicznych cytryn (sztuk 3), które chciałam sensownie wykorzystać. Przypomniałam sobie, że Ottolenghi poza cytrynami "szybkimi" proponował przepis na takie dłużej dojrzewające. Swoich kosztowałam po ok. 5 tygodniach, przyjmuje się, że minimum to 4 tygodnie odstawienia. Podaję jak robiłam, tj. proporcje na 3 cytryny.

Marynowane cytryny (dojrzewające)

Składniki:

  • 3 cytryny (eko lub ew. sparzone wrzątkiem i osuszone)
  • 3 łyżki soli
  • gałązka rozmarynu (ew. kilka świeżych liści laurowych)
  • 1 mała papryczka chilli
  • sok z 3 dodatkowych cytryn
  • oliwa

Zacząć od znalezienia odpowiednio szerokiego/pojemnego słoja: miałam standardowy 1 litrowy i choć się nadaje, musiałam cytryny dość mocno ścisnąć/nieco mocniej naciąć. Słoik ma być umyty, wyparzony, osuszony.

Cytryny umyć (opcjonalnie sparzyć), naciąć głęboko na krzyż. Każdą cytrynę nafaszerować łyżką soli, upchnąć ciasno w słoju, zakręcić pokrywkę i odstawić na tydzień (najlepiej w miejscu typu piwnica).

Po tym czasie odkryć słoik i zgnieść cytryny, by wycisnąć z nich możliwie dużo soku Dodać pozostałe składniki (oliwy tyle, ile potrzeba, by zakryć owoce - jest to konieczne, by uniknąć pleśni) i odstawić na co najmniej 4 tygodnie.

Z czym to jeść? Z najróżniejszymi daniami bliskowschodnimi, jak poniższe sofrito; jako dodatek do sałatek, np. posiekana ćwiartka takiej cytryny świetnie pasuje do surówki z buraków; jako dodatek do kanapek, na zasadzie innych marynat. Same cytryny, jedzone solo, nie zachwycają, ale w połączeniu z innymi składnikami - nabierają walorów i, że tak to ujmę, wciągają. Uwaga: wersja szybka była mocno czosnkowa i ogólnie bardziej aromatyczna, mocniejsza w smaku. Te są subtelniejsze, ale jeśli ktoś lubi kwaśne/słone dodatki (a w kraju kwaszonek i kiszonek chyba o to nietrudno ;), polecam.

W temacie tego sofrito... W kuchni Izraela oznacza to specyficzny rodzaj smażenia, czy też właściwie duszenia. Podczas jedzenia skomentowałam, że "nie wiedziałam, że moja Mama znała kuchnię sefardyjską", bo takiego kurczaka duszonego w małej ilości płynu, aż mięso samo odchodzi od kości, znam bardzo dobrze z domu - choć może ciut inaczej doprawionego. U Ottlolenghiego danie było przyrządzane z całego zluzowanego kurczaka, u mnie z 2 (sporych) udek.

Sofrito z kurczaka

Składniki (2 porcje):

  • 2 uda kurczaka
  • ok. łyżki oleju + dodatkowy olej do smażenia
  • 1/2 łyżeczki słodkiej papryki (najlepiej wędzonej)
  • 1/8 łyżeczki (lub hojna szczypta) kurkumy
  • jw. cukru
  • pełna łyżka soku z cytryny
  • 1 mała cebula, obrana, podzielona na ćwiartki
  • 12 ząbków czosnku
  • ok. 400g ziemniaków, umytych/obranych, pokrojonych w większą kostkę
  • sól, pieprz

W solidnym rondlu/garnku żeliwnym zrumienić kurczaka na łyżce rozgrzanego oleju. Doprawić papryką, kurkumą, cukrem, szczyptą soli, świeżo zmielonym pieprzem (hojnie) i sokiem z cytryny. Lekko podlać wodą. Skręcić ogień na mały, dodać cebulę, garnek przykryć i dusić łącznie ok. 1,5h. Co jakiś czas mieszać i ew. dolewać wody, gdyby mięso zaczęło przywierać do dna.

W około 1/2 czasu duszenia kurczaka usmażyć ząbki czosnku i ziemniaki. Wg Ottolenghiego należało to zrobić na (stosunkowo) głębokim tłuszczu; ja usmażyłam standardowo. Niezależnie od metody a zależnie od wielkości patelni, trzeba to ew. zrobić na raty; ziemniaki mają się lekko zezłocić i pozostać chrupkie. Osączyć na ręczniku papierowym, posolić. Dodać do kurczaka, któremu pozostało wówczas ok. 30 minut do końca czasu duszenia.

Gotowe danie będzie składało się z miękkiego, odchodzącego od kości mięsa drobiowego i ziemniaków nasączonych sokiem z duszenia. Podawać z dodatkiem czegoś zielonego i skropione sokiem z cytryny lub - polecam! - z dodatkiem powyższych marynowanych cytryn ;) w dowolnej postaci (posiekane, w plastrach, w całości, jak chcecie).

sobota, 05 października 2013

Zasadniczo plany obiadowe na minioną sobotę były inne, ale M zadzwonił, że zdobył lokalną szczęśliwą kaczkę. Co miałam zrobić? Sięgnęłam ponownie po W staropolskiej kuchni (dzieło powszechnie znane wśród kulinarków jako źródło przepisu na piernik), gdzie przy przepisie na kaczkę na dziko przykleiłam kartkę ze swoją wersją przepisu. Wersja Lemnis i Vitry jest mocno korzenna (jak to zresztą w kuchni staropolskiej bywało), a po indyku w solance, którego tak doprawiłam z nie do końca – dla mnie – pozytywnym efektem, wolałam imbir i goździki pominąć, zostawiając jedynie jałowiec i ziele angielski. Zresztą, ta ostatnia przyprawa nie bez powodu nazywa się po angielsku allspice – już w XVII w. uważano, że pachnie wszystkimi przyprawami korzennymi („all spice”).

A więc: idea marynaty i dodatek jarzyn jest wzięty z ww. książki, ale już skład marynaty, jej późniejsze wykorzystanie i obróbka kaczki – moje. Jako dodatki: pieczone jabłka, ziemniaki oraz – obowiązkowo! - czerwona kapusta, a także borówki i sos z marynaty. Jeśli chodzi o samo pieczenie, to coś wyznam: mam piekarnik z funkcją „programy automatyczne” (wymagające termosondy), z którego korzystam piekąc duże sztuki mięsa (drób w całości, łopatka jagnięca, itp.). Ku mojemu nieustającemu zaskoczeniu, programy się sprawdzają, a mięso jest gotowe zawsze szybciej, niż można by się spodziewać (np. kaczka 1,75kg – w ok. 80 minut) – czary ;).

Składniki: kaczka ok. 1,5-2kg, kilka winnych jabłek, sól, majeranek

Marynata: 180ml czerwonego wytrawnego wina, ok. 180ml wody, 1 marchewka, 1 łodyga selera naciowego, ½ cebuli, liść laurowy, po łyżeczce: pieprzu, jałowca, ziela angielskiego, hojna szczypta majeranku

Dodatki: żurawina/borówka brusznica, pieczone ziemniaki, czerwona kapusta

Jarzyny na marynatę obrać i dość drobno pokroić, wymieszać z przyprawami, zalać winem i wodą (tyle, by były dokładnie przykryte), gotować ok. 30 minut, aż warzywa zmiękną. Wystudzić. Zalać marynatą kaczkę i odstawić do lodówki na co najmniej dobę, a najlepiej na 2-3 dni. W trakcie marynowania obrócić kilkakrotnie. Doprowadzić do temperatury pokojowej przed pieczeniem, osuszyć z marynaty (tę ostatnią zachować), oprószyć solą i majerankiem. Nadziać kaczkę jabłkami pokrojonymi w ćwiartkę, także lekko doprawionymi solą i majerankiem. Ew. dodatkowe jabłka zostawić do upieczenia obok kaczki (włożyć je do piekarnika na ok. 30-40 minut przed końcem pieczenia).

Piekłam, jak pisałam wyżej, korzystając z autoprogramu, podlewając kaczkę dwukrotnie (wodą, potem sosem z pieczenia) w trakcie, wybierając jednak metodę „normalną”, zaczęłabym pieczenie w wyższej temperaturze (np. 200-210 st. C) i po 30 minutach podlała kaczkę wodą lub winem, dorzuciła z boku ziemniaki do upieczenia, skręciła temperaturę do 180 st. i piekła kolejne 60-90 minut (w zależności od wagi drobiu – ogólnie przyjęłabym całkowity czas pieczenia 30 minut/każde 0,5kg kaczki), podlewając płynem z pieczenia co jakiś czas. Niezależnie od metody pieczenia, zostawić kaczkę na 10-15 minut po upieczeniu w wyłączonym piekarniku.

Zachowaną marynatę przelać do rondelka, zagotować, gotować ok. 10-15 minut i albo przetrzeć, albo odcedzony płyn wymieszać z tylko 1-2 łyżkami rozgniecionych jarzyn. W obu przypadkach sos zmieszać z 1-2 łyżkami sosu z pieczenia i taką samą ilością soku z czerwonej kapusty, doprawić do smaku, podgrzać jeszcze raz przed podaniem mięsa.

Cenny tłuszcz z pieczenia zlałam i przechowuję w lodówce (znacznie praktyczniejsze w moim przypadku niż mrożenie*); wykorzystałam go już np. do pieczenia dyni i ziemniaków do obiadu.

(* Które zazwyczaj oznaczało, że nigdy nie pamiętałam, że coś takiego zamroziłam i kończyło się usuwaniem niepodpisanych woreczków z bliżej nieokreśloną zawartością przy okazji np. rozmrażania zamrażarki).

niedziela, 05 maja 2013

OK, szczerze mówiąc, nie wiem, czy to najprostszy sposób na pierś kaczki. Jest on jednak niewątpliwie prosty, a z efektów byłam zadowolona. Pomysł na doprawienie był efektem olśnienia nad blatem kuchennym, które szło mniej więcej tak: "Sos sojowy... kaczka... chiński sos śliwkowy... śliwki? Powidła? Kaczka?". Oto efekty.

Składniki: 1 duża pierś kaczki, ok. 2-3 łyżek powideł śliwkowych, jasny sos sojowy, pieprz, sól morska

Kaczkę umyć, dokładnie osuszyć, naciąć skórę w poprzek w odstępach ok. 1,5-2 cm. Wymieszać powidła z sosem sojowym - tu trzeba kierować się smakiem, radzę zacząć od łyżeczki i ew. dolać więcej. Mieszanki można przyrządzić zresztą więcej, by podać później jako dodatek do gotowego dania.

Ułożyć mięso w naczyniu żaroodpornym skórą do góry, dokładnie posmarować sosem i oprószyć świeżo mielonym pieprzem. Piec ok. 20-25 minut (w zależności od tego, jaki stopień wypieczenia chcemy osiągnąć; ta na zdjęciach piekła się 25 minut, ale żałowałam potem, że nie trochę krócej) w 210 st. C. (termoobieg). Po wyjęciu z piekarnika lekko oprószyć średnio grubą (np. w płatkach) solą morską i odstawić na kilka minut przed krojeniem. Cenny ;) wytopiony tłuszcz można zachować. Kaczka świetnie sprawdza się także na zimno.

A jedliśmy z zieloną sałatą i pieczonymi ziemniakami w plastrach...

środa, 26 września 2012

Dopiero co pisałam o kanapce z paprykarzem drobiowym, jaką jadłam w Mordi e Vai. Farsz mi dał na tyle do myślenia, że gdy już miałam dostęp do kuchni a temperatury spadły, zrobiłam swoją wersję, do jedzenia na obiad - kolorową, z papryką w paru postaciach: słodką w dwóch kolorach, świeżą ostrą i słodką mieloną. Jesień to właśnie czas na kolorowe potrawki, duszone na małym ogniu i podlane winem... :). Mało z nimi roboty, poza początkową fazą, bardzo dobrze także smakują odgrzane. Może nie są najpiękniejsze na świecie, ale nie zawsze estetyka wygrywa ;).

Składniki: 1/2 kurczaka ze skórą (lub np. dwa duże udka), olej/oliwa do smażenia, ok. 6 małych szalotek/bardzo małych, łagodnych cebulek, 2 ząbki czosnku, 1 papryka czerwona, 1 pomarańczowa lub żółta, 1-2 ostre papryczki (w zależności od ostrości/upodobań), ok. 125ml białego wytrawnego wina, 400g puszka pomidorów/500ml przecieru (lub ok. 5 pomidorów obranych ze skórki, rozdrobnionych), suszony majeranek, słodka papryka mielona (wędzona lub nie), sól, pieprz, natka pietruszki

Kurczak zrumienić na rozgrzanym oleju, wyłowić z garnka, odłożyć na bok. Skręcić ogień na średni, w tym samym garnku obsmażyć obrane cebulki (w całości) i rozdrobniony czosnek, dodać paprykę słodką pokrojoną w średnią kostkę i drobno pokrojoną ostrą. Chwilę gotować, mieszając, zalać winem, gotować kilka minut, aż przynajmniej 1/2 odparuje. Dodać pomidory, wymieszać, doprawić słodką papryką (u mnie hojna szczypta), majerankiem (u mnie ok. 1/2 łyżeczki), solą i pieprzem do smaku. Dodać obsmażonego kurczaka, skręcić ogień na mały i dusić pod częściowym przykryciem ok. 30-35 minut, co jakiś czas mieszając. Po tym czasie odkryć, sprawdzić doprawienie; podkręcić nieco ogień i gotować bez przykrycia ok. 15 minut, aż sos zgęstnieje. Podawać z np. ryżem lub kaszą, posypane natką pietruszki (opcjonalnie).

Z innych duszonych potraw drobiowych polecam "kurczaka myśliwego" - niedługo trzeba będzie zrobić replay, póki w ogrodzie rośnie świeży estragon ;).

sobota, 04 lutego 2012

O wałówce na drogę pisałam parokrotnie, ostatni raz - półtora roku temu. Niedawno znów ruszyliśmy w dłuższą podróż samochodem, a oto co nam towarzyszyło...

Po pierwsze: pieczone kacze uda. Zainspirowane przepisem na confit z The French Market (Harris i Warde), ale użyłam mniej tłuszczu.



Składniki: dwa kacze uda, sól, pieprz, suszony majeranek, 2 łyżki kaczego tłuszczu (zachowanego z innego pieczenia)

Uda umyć, dobrze osuszyć, natrzeć solą, pieprzem i suszonym majerankiem (na oko). Nakryć, zostawić na noc w lodówce (np. od razu w naczyniu żaroodpornym). Następnego dnia doprowadzić do temperatury pokojowej, posmarować każde udko łyżką tłuszczu kaczego, piec ok. 1,5 h w 160 st. C (aż mięso będzie miękkie). Jeść od razu lub osączyć z tłuszczu i wystudzić do konsumpcji na zimno.

Po drugie: sałatka ziemniaczana.



Składniki: ok. 6-7 średnich ziemniaków, ugotowanych lub upieczonych w piekarniku (np. w tym samym czasie, co ww. kaczka), 4 duże pieczarki, ok. 1/2-1/3 małego pora, 2 łyżki natki pietruszki, sól, pieprz, sok z cytryny, słodka papryka, 1 łyżka majonezu

Ciepłe ziemniaki, pokrojone w grubą kostkę lub plastry, wymieszać z surowymi pieczarkami w plasterkach i porem (pokrojonym jw.) oraz natką, dodać sól/pieprz, odstawić. Jak przestygnie doprawić do smaku cytryną, papryką słodką (u mnie większa szczypta), dodać łyżkę majonezu. Sprawdzić doprawienie, wystudzić przed jedzeniem.

Po trzecie: krakersy z ciasta maślankowego, takie jak kiedyś prezentowałam, ale tym razem użyłam resztek ciasta kruchego, które po rozwałkowaniu (cienko!) pocięłam jak na łazanki i do posypki (poza solą - kumin, suszone pomidory, zioła) niczym nie smarowałam. Poza tym wszystko jak we wcześniejszym przepisie.



Czy coś z tego zabralibyście jako prowiant :)?

PS. A co do celu podróży... Takie wczoraj widziałam widoki:

czwartek, 24 listopada 2011



Co jakiś czas sobie myślę, że jemy za mało roślin strączkowych. Idę wówczas  do szafki z tzw. suchymi produktami i patrzę, czy są jakieś w zapasach. Zazwyczaj odkrywam, że mogłabym otworzyć straganik, taki jak powyżej (zdjęcie autorstwa Madzi B., wspomnienie z naszego wyjazdu do Indii), bo jest i soczewica (co najmniej 2 rodzaje), i groch, i ciecierzyca, i jakaś fasola. Za każdym razem obiecuję sobie, że wprowadzę tradycję regularnego strączkowania, ale cóż - różnie to bywa ;).

W ramach któregoś ze zrywów przyrządziłam kurczaka po bombajsku z czerwoną soczewicą Madhur Jaffrey, albo kurczaka z dhalem. Dhal oznacza drobne strączkowe-grochowe, a także (dość paciajowate i często, jak na indyjskie dania, łagodne) sosy przygotowane z nimi w roli głównej. Ostatni dhal, który bardzo dobrze pamiętam, jadłam na takiej łodzi w Kerali:


Tak się składa, że wówczas zjadłam też jedyne mięso podczas pobytu w Indiach, tj. potrawkę z kurczaka, więc połączenie tych dwóch składników w jednym daniu wydaje się słuszne choćby z powodów sentymentalnych ;). Inną rzeczą jest to, że sam sos z soczewicy, bez dodatku mięsnego, potrafi być nieco mdły - w postaci z wkładką bardziej mi smakuje.
Kurczak z dhalem
Składniki (na ok. 3-4 porcje): 125g czerwonej soczewicy, ok. 35g cebuli, 1/2 długiego, świeżego chilli (wg Madhur zielonego, u mnie było czerwone), łyżeczka mielonego (roztartego w moździerzu) kuminu, 1/4 łyżeczki kurkumy, 1/2 łyżeczki świeżego imbiru, 700-750ml wody, 500g piersi kurczaka, bez skóry, kopiasta łyżeczka soli, łyżka oleju, 1/2 łyżeczki nasion kuminu, 1-2 ząbki czosnku, ok. 1/4 łyżeczki chilli w proszku, łyżka soku z cytryny, 1/4 łyżeczki cukru, 1/4 łyżeczki garam masala, kolendra do posypki

W dużym garnku/rondlu umieścić opłukaną soczewicę, drobno pokrojoną cebulę, świeże chilli, mielony kumin, kurkumę i 1/2 imbiru, zalać wodą. Zagotować, skręcić ogień na mały i gotować pod częściowym przykryciem ok. 30-40 minut (aż ugotuje się soczewica). Dodać pierś kurczaka, pokrojoną w paski i sól. Wymieszać, zagotować, ponownie częściowo przykryć i gotować na małym ogniu kolejne 25-30 minut, aż kurczak będzie miękki.

Na małej patelni rozgrzać olej na średnim ogniu. Gdy będzie gorący, dodać cały kumin, gdy zacznie skwierczeć (czyli po paru sekundach) - dodać pozostały imbir i czosnek. Smażyć, aż czosnek się lekko zbrązowi. Dodać chilli w proszku. Wlać zawartość patelni do kurczaka i soczewicy. Dodać sok z cytryny, cukier i garam masala. Wymieszać, gotować jeszcze 5 minut, sprawdzić doprawienie. Podawać przybrane kolendrą (lub ostatecznie pietruszką, jak kolendry brak, ale to mało autentyczne), z naanem lub ryżem.

Jednym z najpopularniejszym wpisów na blogu jest przepis na grochówkę. Wertując książkę River Cottage Everyday odkryłam przepis na zupę grochową, jak to u Hugh Fearnleya - szalenie oszczędną: na zachomikowanej kości z szynki. Akurat takową posiadałam, w związku z przygotowaniem szynki piwnej. Oto więc grochówka pt. 'Nie marnuję jedzenia', wzbogacona majerankiem, bo w tej zupie zdaniem moim (nie HFW) być musi. Uwaga: groch w połówkach nie wymaga namaczania przez noc, ale w całości - tak.



Grochowa na kości

Składniki (na ok. 6 porcji, można sobie podzielić): 1 ugotowana kość z szynki (ew. skrawki mięsa zostawione na później), łyżka masła, 1 duża, posiekana cebula, 1 duża marchewka, jw., 1 łodyga selera naciowego, jw. (uwaga: nie miałam, dałam łyżeczkę suszonego lubczyku i ok. łyżki łodyg natki pietruszki), 2 liście laurowe, 1 litr bulionu (ew. woda, ale bulion lepszy), 500ml wody, 300g grochu w połówkach, sól, pieprz, suszony majeranek

Stopić masło w rozgrzanym rondlu. Dodać jarzyny, przykryć, gotować na małym ogniu pod przykryciem, aż zmiękną (ok. 10 minut). Dodać kość, liście laurowe, bulion i wodę, groch. Zagotować, ew. odszumować. Skręcić ogień na mały i gotować pod częściowym przykryciem, aż groch będzie zupełnie miękki (45-60 minut). Wyciągnąć kość i liście laurowe. Rozgnieść warzywa i groch np. tłuczkiem do ziemniaków. Dodać ew. skrawki mięsne, wymieszać, doprawić solą, pieprzem i hojną szczyptą majeranku. Delikatnie podgrzać ponownie przez kilka minut, sprawdzić doprawienie przed podaniem.

PS. A już za chwilę... Korzenny Tydzień!

piątek, 19 sierpnia 2011



Myśląc nad wpisem zaczęłam zastanawiać się nad nazewnictwem i zwyczajami w zakresie posiłków. Śniadanie, wiadomo, co to i kiedy się je*; kolację je się wieczorem, ale czy jest to główny posiłek, czy raczej nieduży? I co z obiadem - w środku dnia czy bliżej jego końca? W języku angielskim wiadomo**, że lunch jest w środku dnia i w objętości od małej do średniej, a dinner jest po pracy i jest to największy posiłek dnia. Sprawę komplikuje supper, który jest zawsze wieczorem, często późnym, i rozmiar zależy od jedzącego, ale jest raczej mniejszy niż większy. Gdy mieszkałam w domu z rodzicami, główny posiłek, czyli obiad, jadało się w okolicach g. 15, a wieczorem była (mała) kolacja; obecnie jadam ok. 12-13 coś na kształt drugiego śniadania, a ok. 18 - obiad, który jest głównym posiłkiem dnia. Czy jednak taki późny obiad to wciąż obiad, czy też kolacja? Według Wikipedii niekoniecznie...
Co więc jadamy, gdy dzień był bardzo ciepły, ale wieczorem już w powietrzu czuć jesień? Na przykład sałatkę z kurczakiem i - najnowszym odkryciem! - quinoą (komosą):



Składniki:

  • ok. 1 szklanki*** (lub trochę więcej ;) mięsa kurczaka lub indyka (pozostałego z np. pieczenia lub grillowania)
  • ugotowana quinoa (z 3/4 szklanki suchego ziarna)
  • ok. szklanki zieleniny (typu młoda sałata, młody szpinak/roszponka, młode, porwane liście jarmużu)
  • łyżka-dwie posiekanej natki pietruszki lub koperku
  • łyżka posiekanego szczypiorku/cebuli dymki
  • 1 mały pomidor
  • 1 mały ogórek/pół średniego
  • sól, pieprz do smaku
  • sok z cytryny, oliwa

*** - szklanka = amerykański cup, ok. 240ml

Ugotować quinoę - zgodnie z instrukcją na opakowaniu, a jeśli jej nie posiadacie lub jak u mnie, jest w nieznanym (portugalskim) języku, postępować jak z ryżem (dokładnie opłukać na sitku i zalać wodą w stosunku 2:1 woda: quinoa, gotować 15 minut w lekko osolonej wodzie). Osączyć, wystudzić, przełożyć do dużej miski. Dodać pozostałe składniki - liście porwane, pozostałe warzywa drobno pokrojone, np. w kostkę, zioła posiekane. Doprawić do smaku - u mnie dość mocno cytryną - i odstawić na ok. 10-15 minut do przegryzienia się smaków.



Można też podać bezmięsną faszerowaną cukinię, która jest i prosta i całkiem szybka:

Składniki:

  • 2 średnie cukinie, podobnej wielkości
  • 1-2 ząbki czosnku
  • ok. 200ml przecieru pomidorowego
  • sól, pieprz (lub opcjonalnie chilli), szczypta cynamonu
  • suszone oregano i/lub tymianek świeży lub suszony
  • 100g fety

Cukinie umyć, osuszyć, przekroić na 1/2 wzdłuż, wydrążyć miąższ, zachować. Rozgrzać odrobinę oliwy, przesmażyć rozdrobniony czosnek, dodać miąższ cukinii, przesmażyć aż zmięknie. Oprószyć solą, dodać przecier i zioła w ilości zgodnej z upodobaniami, doprawić lekko pieprzem (albo chilli, jeśli ktoś woli), dodać szczyptę cynamonu. Gotować na średnim ogniu ok. 10-15 minut, aż sos się zagęści. Zdjąć ognia, dodać pokruszoną fetę, lekko wymieszać, nadziać wydrążoną cukinię. Lekko skropić oliwą i umieścić w lekko natłuszczonej brytfance/naczyniu żaroodpornym. Piec ok. 30 minut w 180 st. C (termoobieg).

* Choć czytając Fałszerzy Gide'a byłam skołowana późno jedzonym przez bohaterów śniadaniem, zakrapianym i zawierającym dania niezbyt śniadaniowe. Dopiero po długim czasie skojarzyłam, że w oryginale przecież było dejeuner (nie petit dejeuner, czyli śniadanie), czyli de facto obiad, albo jak kto woli - lunch :)
** Zazwyczaj wiadomo...

środa, 29 czerwca 2011



Rok temu udało mi się kupić za kilka złotych używany garnek rzymski na targu w Szczytnie. Bardzo się cieszyłam, choć radość nieco zmalała, gdy okazało się, że Romertopf nie mieści się w naszym mazurskim mini-piekarniku. Garnek stanął na półce jako dekoracja... aż do niedawna, bo już mam sprzęt, w którym mogę go użyć :)

Clou w korzystaniu z glinianego garnka jest takie, że wcześniej namoczony garnek oddaje podczas pieczenia wilgoć umieszczonej w nim potrawie. Bardzo podobał mi się odcinek programu o River Cottage Hugh Fearnleya-Whittingstalla, w którym zamówił specjalnie wykonane gliniane garnki w kształcie kurczaków, w ilościach hurtowych, by za ich pomocą wykarmić kilkadziesiąt osób. Nie trzeba podlewać w trakcie pieczenia, nie trzeba specjalnie używać tłuszczu, a pieczony drób pozostaje soczysty. Oto dwa pomysły na pełen obiad z Romertopfa dla dwóch osób (mam niewielki garnek; w przypadku większej pojemności można proporcje zwiększyć).



Kurczę, wino i jarzyny

Składniki:

  • dwa kurze udka

  • 100ml wytrawnego wina (dowolnego)

  • 100ml bulionu (najlepiej domowego)

  • sól, pieprz

  • ok. łyżki suszonego/1/2 łyżki świeżego estragonu

  • parę ziemniaków

  • 1 por

  • 2 marchewki

  • 3-4 ząbki czosnku

  • 2 liście laurowe

  • łyżeczka ziela angielskiego

Co najmniej 10 minut przed przygotowaniem pozostałych składników napełnić garnek rzymski wodą, by się namoczył. Kurczaka umyć, osuszyć, marchewki obrać, ziemniaki wyszorować, pora podzielić na dwie równe części. Wylać wodę z garnka, osuszyć naczynie. Ułożyć na dnie ziemniaki, marchewkę i pora, lekko oprószyć solą, rozrzucić po wierzchu estragon i ziele angielskie. Kurczaka lekko natrzeć solą i pieprzem, ułożyć na warzywach. Zalać winem i bulionem, poutykać między mięsem a warzywami liście laurowe i czosnek. Umieścić w piekarniku. Nastawić temp. 190 st. (termoobieg), piec 1 godzinę. Po tym czasie odkryć garnek, podwyższyć temperaturę do 220 st., piec ok. 20 minut, aż mięso się zrumieni. Podawać polane sosem winnym z pieczenia.



Kurczę, szałwia i kalafior

Składniki:

  • dwa kurze udka

  • 200ml bulionu (najlepiej domowego)

  • sól, pieprz

  • ok. łyżki świeżej szałwii

  • parę ziemniaków

  • 1 mała główka kalafiora

  • 1 mała cebula cukrowa/2 szalotki

  • kapka oliwy

Co najmniej 10 minut przed przygotowaniem pozostałych składników napełnić garnek rzymski wodą, by się namoczył. Kurczaka umyć, osuszyć, ziemniaki wyszorować, kalafiora umyć, wyciąć głąb i podzielić na różyczki. Wylać wodę z garnka, osuszyć naczynie. Ułożyć na dnie ziemniaki, kalafiora i cebulę, lekko oprószyć solą i pieprzem, rozrzucić po wierzchu szałwie. Kurczaka lekko natrzeć solą i pieprzem, ułożyć na warzywach, skropić całość bardzo lekko oliwą, wymieszać, ułożyć ponownie tak, by kurczak był na wierzchu. Zalać bulionem. Umieścić w piekarniku. Nastawić temp. 190 st. (termoobieg), piec 1 godzinę. Po tym czasie odkryć garnek, podwyższyć temperaturę do 220 st., piec ok. 20 minut, aż mięso się zrumieni. Podawać polane wywarem z pieczenia.

 
1 , 2 , 3
| < Kwiecień 2017 > |
Pn Wt Śr Cz Pt So N
          1 2
3 4 5 6 7 8 9
10 11 12 13 14 15 16
17 18 19 20 21 22 23
24 25 26 27 28 29 30
Tagi

Ptasia on Pinterest
Page copy protected against web site content infringement by Copyscape
Durszlak.pl POMOŻECIE? PustaMiska - akcja charytatywna