Głównie o kuchni, jedzeniu, gotowaniu - ale nie tylko...

Wpisy z tagiem: pasty i smarowidła

piątek, 14 lipca 2017

Post będzie krótki, właściwie seria przypominajek.

Gdy dwa lata temu miałam urodzaj na grządce z bazylią, zrobiłam bardzo udany sos bazyliowy. Tym razem koperku mam więcej, niż jesteśmy w stanie przerobić, więc gdy w sobotę przyjechali goście, pół litra koperku przerobiłam na sos koperkowy - dokładnie taki, jak bazyliowy, tylko wody musiałam dać odrobinę więcej - i polałam nim pomidory, jak widać na zdjęciu. Reszta została wykorzystana i do pieczywa, i maczania pieczonych kwiatów (na zdjęciu), i kolejnego dnia jako dodatek do grillowanej ryby, i wreszcie jako omasta do niedzielnego jaja w koszulce (jak poniżej). Bardzo polecam!

Po drugie, widoczne na ww. zdjęciu pieczone kwiaty - nadziane fetą zmieszaną z ostrą papryką (pastą tajską, ale np. adżika czy ostra węgierska też byłaby bdb). Metoda przygotowania jak poprzednio (a błędu z posypaniem solą przed pieczeniem już więcej nie zrobię, tu zresztą dzięki słonemu farszowi sól w ogóle nie była potrzebna).

Po trzecie, pasta z bobu i fety, przygotowana jak poprzednio lub jeszcze wcześniej, ale z ok. 130g sera "typu feta" i bez gałki muszkatołowej. Nadmiar niewykorzystany na chlebie trafił, oczywiście, do pierogów, bo lato bez takich z zielonym farszem to nie lato ;).

Zapisz

sobota, 15 października 2016

Nie da się ukryć: nastał sezon na dynię. W tym roku z ogrodu przyniosłam ok. 12 sztuk Hokkaido, Amazonki i Potimarron: a ponieważ wszystkie są do siebie dość gabarytowo, na wygląd (nawet Hokkaido, bo jakoś nie wyrosły im antenki, a jestem pewna, że w ziemi były dwie rośliny i miały owoce…) oraz w smaku podobne, plus i nie pamiętałam, gdzie którą posadziłam, przyjmuję, że ogólnie „mam dynie”. Poza „normalnymi” - jak na drobne odmiany – owocami ważących do 2kg, jest kilka mikrusów, które wyrosły dopiero pod koniec lata (czyt. gdy zrobiło się ciepło). Tak czy inaczej, sądzę, że biorąc pod uwagę nasze w miarę skromne potrzeby, starczą na ten sezon.

Tegoroczną dynię dorzucałam na razie a to do zupy, a to do pieczenia obok innych rzeczy (mój ulubiony typ obiadu z brytfanki). Gdy miałam nadmiar, stworzyłam kolejną wersję pasty do pieczywa (rok temu był hummus) – po tym, jak przy półce z nabiałem w supermarkecie miałam refleksje pt. „o, gorgonzola, a dynia się z nią lubi... tylko jeszcze nie wiem, w jakiej formie”. To ostatnie rozgryzłam potem ;).

  • 260g upieczonej, zwięzłej dyni,
  • 40g gorgonzoli (wariant picante; można ew. zastąpić innym serem z niebieską pleśnią),
  • ok. 2-3 łyżek posiekanej dymki,
  • 2 łyżki oleju z pestek dyni,
  • ok. 8-10 liści szałwii,
  • sól i pieprz (do smaku),
  • hojna szczypta gałki muszkatołowej

Dymkę delikatnie podgrzewać na oleju z pestek dyni, aż zmięknie, dodać liście szałwii i jeszcze chwilę podgrzewać. Wymieszać (razem z całym olejem z naczynia) z pozostałymi składnikami i zmiksować w malakserze, sprawdzić doprawienie. Gdyby masa była za sucha, dodać jeszcze trochę oleju lub odrobinę ciepłej wody i ponownie zmiksować. Podawać do pieczywa lub warzyw korzeniowych, jako dip.

Zapisz

niedziela, 08 maja 2016

Skoro przy straganach znów można dostać oczopląsu a grządka warzywna powoli się zapełnia (choć sałata uparcie nie kiełkuje), czas wrócić do cyklu Zielono mi :). Od zeszłego tygodnia w siatce z zakupami znajdują się zielone szparagi, które jedliśmy i pieczone (jako dodatek), i w makaronie. Pieczonych upiekłam z rozmysłem więcej, żeby je przerobić na kolejną pastę do pieczywa. Zmiksowałam je z twarogiem, można by jednak użyć innego sera (śmietankowego, miksu z kozim twarogowym lub fetą), albo i nawet ciecierzycy. W wersji „wieczornej” (czyt. nie na śniadanie w np. dzień pracujący) można by dodać ząbek czosnku.

Składniki:

  • 8 większych zielonych szparagów
  • 70g twarogu (lub mieszanki twarogu i np. fety, lub patrz ww. sugestie)
  • łyżka lubczyku (lub innych świeżych ziół)
  • opcjonalnie: łyżka czosnku niedźwiedziego (lub szczypiorku)
  • łyżeczka oliwy/dobrego oleju rzepakowego
  • sól, pieprz, sok z cytryny

Upieczone szparagi zmiksować na gładko z pozostałymi składnikami, doprawić do smaku solą (jeśli użyjecie np. fety + szparagi były posolone może nie być w ogóle potrzebna), pieprzem i sokiem z cytryny. Podawać na pieczywie.

Zastanawiając się nad zastąpieniem sera gotowanym ziemniakiem, zaczęłam myśleć nad zielonym farszem do pierogów. W skrócie, chodziło mi o coś a la ruskie ze szparagami ;). Po namyśle uznałam, że trzeba trzymać się sprawdzonej receptury, a więc po prostu zamieniłam twaróg na pieczone, posiekane szparagi. Znów dodałam też lubczyk - ładnie odrósł na wiosnę i przyznaję, że pcham go prawie do wszystkiego. Pierogów wyszło tyle, że byłam przekonana, że zostanie przynajmniej jedna porcja na później. No cóż… Zjedliśmy wszystkie, więc chyba można uznać danie za udane ;). Przy okazji uświadomiłam sobie, że z rok nie gotowałam żadnych pierogów, a to stanowczo za długo, i musimy robić to częściej (zwłaszcza, że we dwójkę lepi się sprawnie i przyjemnie, a do środka można włożyć prawie wszystko).

Składniki:

  • pęczek zielonych szparagów (ok. 180g po upieczeniu)
  • ok. 225g ziemniaków (2-3 sztuki)
  • dwie łyżki posiekanego lubczyku (lub ostatecznie koperku)
  • 1 mała cebula
  • olej
  • sól, pieprz
  • ulubione ciasto pierogowe z 250g mąki
  • Do podania: ok. 50g stopionego masła i dodatkowy lubczyk/koperek (1-2 łyżki)

Ziemniaki ugotować i rozgnieść (można dodać łyżeczkę oleju, gdyby były za suche). Upieczone szparagi posiekać, wymieszać z lubczykiem i ziemniakami. Cebulę drobno posiekać, zeszklić, dodać do masy. Całość dobrze wymieszać i wyrobić, doprawić do smaku solą/pieprzem (u mnie ten ostatni dość obficie). Przygotować ulubione ciasto pierogowe (u mnie jak zawsze maślankowe), cienko rozwałkować, wycinać pierogi, nadziewać łyżeczką farszu. Gotować ok. 2 minuty od wypłynięcia. Podawać z masłem lubczykowym/koperkowym, analogicznym do szałwiowego.

środa, 13 kwietnia 2016

Podejście do bakłażana dzieli nasze stadło małżeńskie; np. stojąc przed wyborem „cukinia czy bakłażan”, M wybierze to pierwsze, ja (po namyśle, bo czy muszę wybierać?!) raczej to drugie. Tymczasem podczas naszego ostatniego posiłku w Londynie zamówionej przez M rybie towarzyszył tzw. (bo cytuję menu) kawior z bakłażana, który bardzo mężowi smakował (i sam się potem dopominał, żeby „coś takiego” w domu odtworzyć). Przyznaję, że nie znoszę tej nazwy: kawior to rybia ikra, a ta pasta nie dość, że nią nie jest, to z żadnej strony jej nie przypomina ;). Więc choć przepis, który znalazłam na stronie Jadłonomii i którym się inspirowałam, zatytułowany jest właśnie „kawior z bakłażana”, pozwolicie, że więcej tego określenia nie będę używać ;). Najbardziej podoba mi się fakt, że nie obiera się bakłażana ze skórki (bo melitzanasalatę, gdzie ją ściągałam, kiedyś pokazywałam).

Pastę zrobiłam w ciągu miesiąca dwukrotnie, i już teraz wiem, że wolę mniej zieleniny, niż Marta Dymek sugeruje, a także nieco inną (tzn. koperek zdecydowanie mi nie pasuje). Poniższe proporcje odzwierciedlają te zmiany ;).

Składniki:

  • 2 mniejsze/średnie bakłażany
  • ok. 4 łyżek oliwy
  • sok z ½ – 1 cytryny
  • ząbek czosnku
  • ok. 2 łyżek posiekanej świeżej kolendry/bazylii, ew. zmieszanej 1:1 z natką pietruszki, plus parę listków do dekoru
  • sól do smaku
  • opcjonalnie: szczypta za'ataru

Bakłażany umyć, nakłuć parokrotnie, owinąć folią aluminiową, piec ok. 30 minut w 190-200* st. C (termoobieg). Lekko przestudzić, odciąć ogonki, z grubsza posiekać, umieścić w malakserze z pozostałymi składnikami. Zmiksować, ale nie na bardzo gładko. Sprawdzić doprawienie i najlepiej odstawić na co najmniej 1h do tzw. przegryzienia. Przed podaniem udekorować dodatkowymi ziołami, można też jeszcze skropić skropić oliwą i cytryną.

* Właśnie się zorientowałam, że autorka proponowała 200 st., ale jestem na 99% pewna, że piekłam w nieco niższej - dlatego, że zazwyczaj, jak nie wiem, jaką temp. wybrać, nastawiam na 190 ;).

Pasta świetnie pasuje solo, tzn. jako dip czy przystawka, jako składnik bliskowschodniego bufetu (falafel, labneh i s-ka) czy właśnie dodatek do ryby. A sezon na bakłażana tuż za rogiem, bo podobno już od maja (czyli tylko trochę się pospieszyłam)!

czwartek, 25 lutego 2016

Uświadomiłam sobie niedawno, że na blogu brakuje tagu "pasty i smarowidła" - na wszelkie dodatki do pieczywa. Całkiem często coś takiego produkuję, na blogu też się pojawiają, więc powinny się wyróżnić (zwłaszcza, że pasztety już wyodrębniłam)! Tag jak widać, już zaistniał (nie wiem tylko, czy wyłapałam wszystkie podpadające pod niego wpisy), i rychło w czas, bo oto kolejny słoik smarowidła... niestety, w szarym kolorze ;). W sumie można było przewidzieć, że podduszone pieczarki zmiksowane z twarogiem dadzą kolor popielaty, więc nie byłam bardzo tym zdziwiona, uprzedzam jednak tych liczących na atrakcyjny efekt wizualny. Można go lekko skorygować np. dekoracją w postaci posiekanych kaparów lub zieleniny... a tak czy inaczej, pasta jest smaczna i robi się łącznie kilkanaście minut. Jak zazwyczaj, zainspirowało mnie zdjęcie w internecie, ale niestety nie mogę znaleźć teraz źródła, zresztą, wzięłam z niego tylko myśl przewodnią ;).

Składniki:

  • 250g pieczarek
  • opcjonalnie: 2 większe suszone grzyby
  • 100g twarogu (tłustego lub półtłustego)
  • 3 szalotki + 1 ząbek czosnku
  • masło/oliwa do smażenia
  • łyżka posiekanego rozmarynu, sól, pieprz
  • łyżeczka kaparów
  • opcjonalnie: natka pietruszki

Pieczarki pokroić na cienkie plasterki, szalotki i czosnek posiekać. Rozgrzać ok. łyżkę masła lub oliwy w dużej patelni na średnim ogniu i przesmażyć krótko szalotkę, czosnek i 1/2 rozmarynu. Dodać pieczarki (i wkruszyć bezpośrednio na patelnię grzyby suszone, jeśli używacie), smażyć ok. 10 minut, mieszając co jakiś czas (grzyby powinny puścić trochę soku, który następnie powinien odparować). Wymieszać zawartość patelni z twarogiem, kaparami i pozostałym rozmarynem, doprawić do smaku solą i pieprzem. Opcjonalnie można dodać trochę natki pietruszki. Zmiksować na gładką masę, sprawdzić doprawienie. Przechowywać w lodówce. Najlepiej smakuje na ciemnym pieczywie.

piątek, 22 stycznia 2016

Jakiś czas temu, planując obiad bezmięsny, przeszukałam szafkę kuchenną z tzw. 'suchymi' pod kątem soczewicy. Już, już trzymałam w ręku puszkę z czarną „Bieługą”, gdy zobaczyłam paczkę tej czarno-białej, kupionej jakiś czas temu przez internet. Tyle, że po uważniejszym wczytaniu się w opakowanie (nie wersję polską, bo ta właśnie miała „soczewicę”) i przeszukaniu internetu, okazało się, że to właściwie fasola. Mowa o urid (urad) dal, albo fasoli mungo (nie mylić z mung). W języku angielskim nazywa się ją (mylnie) soczewicą i taka kalka językowa pojawiła się w sklepie internetowym. Jak wygląda, widać na zdjęciach – moja to wersja w połówkach, ale niełuskana. Na oko wygląda jak monochromatyczny groch, ale w przeciwieństwie do tego ostatniego, nie rozpada się podczas gotowania. Zapach ma lekko orzechowy, natomiast jeśli chodzi o wygląd, M po nachyleniu się nad garnkiem spytał, co to za kasza ;). Smak ma także, w moim odczuciu, nietypowy dla strączkowych.

Dość długi zastanawiałam się, co z tym fantem zrobić, poza tym, że coś indyjskiego. Popatrzyłam na różne przepisy i ostatecznie skupiłam się na dodatku szpinaku, jak u Heidi Swanson, modyfikując jednak metodę i składniki. Użyłam oleju kokosowego, ponieważ zaplanowałam dodatek mleka kokosowego, ale można użyć oleju roślinnego, ghee itd. Wyszło zaskakująco smaczne, choć – jak to wszystkie dania indyjskie ze szpinakiem i/lub strączkowymi – umiarkowanie atrakcyjne wizualnie ;). Moim zdaniem zyskuje na wcześniejszym przygotowaniu i podgrzaniu, choć można je też jeść od razu. Ponieważ ugotowałam nadmiar fasolki, zrobiłam jeszcze szybką pastę do pieczywa (która już zupełnie nie wygląda ;), o której niżej.

Urid dal ze szpinakiem

  • Składniki:
  • 1/3 szklanki fasolki mungo (urid dal)
  • 3 łyżeczki oleju kokosowego
  • po ½ łyżeczki kuminu i czarnej gorczycy
  • 1/4 łyżeczki kurkumy
  • 2 ząbki czosnku
  • ok. 7 plasterków imbiru
  • 1 mała zielona (lub czerwona) papryczka chilli
  • opcjonalnie: łyżka suszonych liści kozieradki
  • 450g mrożonego szpinaku
  • sól do smaku
  • 165ml (mała puszka) mleka kokosowego

Fasolę namoczyć przez godzinę, odcedzić, umieścić w rondlu, zalać wodą i gotować ok. 15 minut ze szczyptą soli i ok. ½ łyżeczki oleju. Po ugotowaniu odcedzić, odstawić na bok. Pozostały olej rozgrzać w dużym, szerokim garnku i zrobić masalę z przypraw. Gdy gorczyca zacznie strzelać, dodać imbir, czosnek, chilli, przesmażyć chwilę, następnie dodać szpinak, lekko podlać wodą i podgrzewać na średnim ogniu, aż się rozmrozi. Dodać mleko kokosowe i 165ml wody (odmierzone puszką po mleku), liście kozieradki (jeśli używacie), gotować chwilę, dodać sól do smaku. Połączyć szpinak z dalem, całość gotować jeszcze ok. 30 minut na niewielkim ogniu LUB (i to polecam) gotować ok. 20 minut, po czym odstawić na co najmniej 2-3h i przed jedzeniem podgrzewać co najmniej 20 minut. W idealnym świecie podać posypane świeżą kolendrą. 

Szybka pasta do pieczywa

  • ½ szklanki (czyli 120ml) ugotowanej jw. fasolki mungo
  • 2 łyżki masła orzechowego lub tahiny
  • 7-8 pomidorów suszonych (nie z oleju, lub dobrze osączonych)
  • ½ łyżeczki soli (+ do smaku)
  • 3-4 łyżki oleju rzepakowego/oliwy
  • ½ łyżeczki papryki wędzonej (u mnie słodka, można dać lekko ostrą)
  • ½ łyżeczki za'ataru

Wszystkie składniki zmiksować z malakserze, sprawdzić doprawienie. Gdyby masa była za gęsta, dodać odrobinę gorącej wody. Przed podaniem skropić oliwą i oprószyć słodką papryką (już niekoniecznie wędzoną).

Uprzedzając pytania - kolor papryki na poniższym zdjęciu jest całkowicie naturalny :).

sobota, 31 października 2015



W tym roku naprawdę myślałam, że z Festiwalu Dyni (link do gospodyni: patrz banner) na blogu nici. Można powiedzieć, że jest to Festiwal last minute, bo zamieszczam wpis w ostatnim dniu ;). Nie miałam weny i/lub czasu do testowania nowych przepisów dyniowych, pozostając przy starych szlagierach typu dyniowe puree, zupa z czego popadnie, w tym z dyni, itd. Nie pomagał niestety brak światła dziennego w godzinach popołudniowych, czyt. wtedy, kiedy zazwyczaj coś gotuję poza weekendem. 

A jednak coś się udało ;). Po pierwsze: odświeżona wersja zupy sprzed 3 lat. A właściwie sama zupa uproszczona, za to rozbudowane dodatki.

Składniki:

  • ok. 750g dyni (najlepiej dość zwięzłej, typu Amazonka czy Hokkaido, ale tym razem miałam mieszankę i takiej, i wodnistej no name)
  • 1 duża cebula
  • 3 średnie, winne/kwaskowate jabłka
  • 500ml ulubionego bulionu
  • ok. 1/8 łyżeczki nasion kolendry
  • sól (do smaku), pieprz (dość obficie)
  • hojna szczypta świeżo startej gałki muszkatołowej
  • szczypta słodkiej wędzonej papryki
  • ok. 1cm kawałek imbiru, drobno posiekany

Do podania:

  • 180g opakowanie tofu (naturalnego lub wędzonego)
  • ok. łyżeczki oleju sezamowego
  • ok. 1/2 łyżeczki łagodnej przyprawy korzennej, typu garam masala czy advieh
  • kilka łyżek bulguru (najlepiej grubego), zalanych wodą ok. 3h wcześniej (lub kilka łyżek wcześniej ugotowanej innej, ulubionej kaszy)

Dynię pokrojoną na 3-4 kawałki, cebulę przekrojoną na 1/2 oraz wydrążone jabłka umieścić w piekarniku w 180 st. C. (termoobieg) i piec ok. 50 minut. Umieścić w garnku razem z bulionem i przyprawami, podlać szklanką wody, zagotować, gotować ok. 10-15 minut, dokładnie zmiksować. Gdyby zupa była za gęsta, ew. rozrzedzić wodą. Delikatnie podgrzać, sprawdzić doprawienie. Jeśli to możliwe - przygotować ją dzień wcześniej niż planowana konsumpcja, bo jak każda zupa zyskuje na wystudzeniu i podgrzaniu.

Bulgur zalać wodą co najmniej 3h przed podaniem - tak przygotowany nie wymaga gotowania (i m.in. dlatego go lubię ;). Co najmniej 1h przed podaniem pokroić tofu w grubą kostkę, wymieszać dokładnie z olejem sezamowym oraz wybraną przyprawą, odstawić w temp. pokojowej, tak samo jak wcześniej bulgur. Tak doprawione tofu obsmażyć krótko z wszystkich stron na niewielkiej ilości neutralnego oleju. Podgrzaną zupę podawać z ok. 2 łyżkami bulguru, osączonego z ew. niewchłoniętej wody, posypane tofu.

A po drugie... Hummus dyniowy na Everyday Flavours dał mi wiele do myślenia ;). W mojej wersji ma trochę inne proporcje, tj. jest więcej dyni a mniej tahiny (bo się skończyła), za to dodałam łyżkę oleju z pestek dyni. Trochę obawiałam się, że ten wyrazisty dodatek zdominuje całość, jednak niepotrzebne. Taka wersja hummusu mi wyjątkowo smakuje - bo zresztą mam wrażenie, że ciecierzyca bardzo dobrze uzupełnia się upieczoną dynią - z tych zwięzłych, bardziej mącznych (tu użyłam też Hokkaido) i przeważnie ciemnopomarańczowych, które wolę o wiele bardziej od jasnych a wodnistych.

Składniki:

  • 1/2 szklanki ciecierzycy
  • płaska łyżeczka sody
  • 200g upieczonej dyni (ok. szklanki)
  • 1/4 szklanki (4 łyżki) tahiny
  • łyżka oleju z dyni
  • sól do smaku
  • ok. 2 łyżek soku z cytryny
  • 1/4 łyżeczki słodkiej wędzonej papryki
  • szczypta ostrej papryki
  • 2 małe ząbki czosnku

Ciecierzycę zalać wodą na noc. Następnego dnia odcedzić, wymieszać z sodą, zalać wodą i gotować ok. 30-40 minut, aż zacznie się rozpadać. Odcedzić i przestudzić. Wymieszać z pozostałymi składnikami i zmiksować na gładko w malakserze (gdyby masa była za gęsta, można dodać trochę zimnej wody, u mnie jednak nie było to konieczne), sprawdzić doprawienie. Można podawać skropione olejem dyniowym i posypane uprażonymi pestkami (świeżymi lub suszonymi), ale w wersji podstawowej, jak na zdjęciu, jest także całkiem smaczne.

A to poniżej pestki odzyskane z ww. Hokkaido, doprawione solą i wędzoną papryką, pieczone "piętro niżej" niż warzywa na zupę z wpisu. Nie doczekały do roli jakiejkolwiek posypki ;).

 

środa, 26 sierpnia 2015

Dawno, dawno temu, tzn. jakieś kilkanaście lat temu, czerpaliśmy inspiracje kulinarne głównie z jednej książki kucharskiej pt. "Grill i dania na piknik". Wydaje mi się, że zabrałam ją jako wiano wyprowadzając się z domu ;). Jak teraz przeglądam te poplamione (a nawet czasem nadpalone) strony, krzywiąc się na widok zdjęć, przypominają mi się dania, których wieki nie jadłam: o, steki diabelskie! Grillowane podudzia kurczaka w sosie pomidorowym (cały piekarnik do mycia...),  burgery wegetariańskie z fistaszkami (za pierwszym razem w ogóle się nie doczytałam, że orzeszki mają być solone i całość była bardzo niesłona :D) czy taramasalata. Tą ostatnią robiłam oczywiście po greckich wakacjach nr 1 i 2 (2001/2002) i jak teraz patrzę na przepis, to rozważam błąd w tłumaczeniu. Taramasalata grecka jest zawsze z ikry, więc rada by użyć "ikry wędzonej ryby lub ryby wędzonej" wydaje mi się obecnie, hm, kreatywna. Niemniej zapamiętałam, że pasta w wersji rybnej (bo umówmy się, chyba nigdy nie miałam ikry do jej produkcji) była bardzo smaczna, i jak miałam nadprodukcję ulubionej troci, wyciągnęłam na blat malakser i namoczyłam chleb. Trochę zmieniłam proporcje dodatków, m.in. w oryginale był ząbek czosnku, ja jednak o nim zupełnie zapomniałam. Nie zaszkodziło to jednak paście - przynajmniej można było ją dłużej przechować, bo pamiętam, że wersja z jej dodatkiem raczej szybko powinna zniknąć z lodówki ;).

Składniki:

  • 200g wędzonej troci (ew. innej ulubionej ryby wędzonej, ale troć bardzo polecam),
  • 1 ugotowany/upieczony ziemniak,
  • 1 większa kromka białego pieczywa,
  • 3 łyżki oliwy lub dobrego oleju rzepakowego,
  • ok. łyżki zieleniny (natki pietruszki, koperku, mieszanych ziół),
  • sok z 1/2 cytryny,
  • opcjonalnie: mały ząbek czosnku (patrz uwagi wyżej)

Pieczywo krótko namoczyć w zimnej wodzie, odcisnąć. Umieścić w malakserze razem z  pozostałymi składnikami. Zmiksować na gładko, doprawić do smaku (dokwasić cytryną, ew. posolić - u mnie nie było konieczności). Gdyby masa była za gęsta, ew. rozrzedzić lekko zimną wodą.

Z ciekawostek M po spróbowaniu smarowidła powiedział: "Wiesz, z czym mi się to kojarzy? Były takie pasty rybne w tubkach...". Spytałam tylko, czy to miał być komplement (podobno tak ;).

sobota, 08 sierpnia 2015

Jak co roku, jest cukinia. Jeszcze w niej nie toniemy, ale na niedobór też nie narzekamy. Na razie jest głównie pieczona lub grillowana, były także placki oraz marynowana w plastrach. W ramach urozmaiceń ostatnio wyprodukowałam dwie pasty do pieczywa. Jedną nazwałam "leniwą", bo podstawą jest warzywo pieczone przy okazji - bo np. w piekarniku i tak coś siedzi, albo bo zostały resztki z obiadu, poza tym całość rozgniata się niedbale widelcem w misce; druga (nasz faworyt) jest lekko bardziej zaawansowana, ale tylko lekko. Oba smarowidła pasują do zielonego cyklu ;).

Pasta leniwa (z serem kozim)

  • 1 mała wcześniej upieczona/usmażona cukinia (patrz uwagi we wstępie)
  • ok. 2 łyżek sera koziego (twarogowego)
  • sól, pieprz
  • ok. 1/2 łyżki estragonu i tyle samo mięty (lub tymianku, oregano, majeranku, szczypiorku, itp.)
  • wędzona papryka

Cukinię rozgnieść widelcem, dodać twaróg, zioła i doprawić do smaku solą i pieprzem. Posypać z wierzchu wędzoną papryką. Przechowywać w lodówce.

Opcjonalnie można użyć innego sera: bryndzy lub fety, ew. sera z niebieską pleśnią.

Do pasty nr 2 użyłam świeżego groszku - większość wyłuskałam i obgotowałam, o czym niżej, młodsze ziarnka dałam surowe plus parę strąków (zupełnie młodych) w całości. Można by jednak użyć groszku np. cukrowego lub takiego z mrożonki (po rozmrożeniu).

Pasta z zielonym groszkiem

  • 1 mała cukinia
  • 1/2 cebuli
  • ok. 3/4 szklanki groszku
  • ząbek czosnku
  • łyżka oliwy (+ trochę do smażenia)
  • łyżka oleju z dyni
  • ok. 1-1,5 łyżki pestek dyni
  • 1/4 łyżeczki garam masala
  • sól do smaku

Cebulę pokroić w plastry, zeszklić na niewielkiej ilości oliwy, dodać z grubsza pokrojoną cukinię, smażyć 1-2 minuty*, lekko podlać wodą, oprószyć solą, przykryć i dusić na małym ogniu, aż całkiem zmięknie i lekko się rozpadnie. Groszek zalać wodą, dodać obrany czosnek, zagotować, gotować ok. 5-6 minut, odcedzić. Połączyć w malakserze z cukinią, dodać pozostałe składniki (pestki dyni dostosować do płynności masy, można zacząć od łyżki), zmiksować na gładko. Doprawić do smaku. Przechowywać w lodówce.

* Tu przyznaję, że zasadniczo cukinii na patelni było 2 x tyle, ale 1/2 wyjęłam po przesmażeniu i dodałam do sałatki obiadowej (ziemniaki, pomidory, anchois i właśnie cukinia), a reszta się dusiła.

Którą wybieracie :)?

PS. Zeszłoroczne pomysły na cukinię znajdziecie TU.

piątek, 05 czerwca 2015

Hummus z białej fasoli mignął mi gdzieś na zdjęciu w internecie i MUSIAŁAM go zrobić. Najlepiej natychmiast, no, dobrze, odcierpiałam czas moczenia fasoli. Ku swojemu smutkowi w szafce znalazłam jej tylko małą garść i musiałam dosztukować grochem...

Tu taka uwaga: oczywiście, ktoś może się obruszyć, że nie ma czegoś takiego jak hummus z fasoli, (a pesto jest tylko z bazylii). Nie podchodzę emocjonalnie do nazewnictwa w tym przypadku (nie to, co do takiego „sernika” z kaszy jaglanej ;)), ale jakoś rzeczywiście bardziej pasuje mi nazwa pasta. Ewentualnie smarowidło. Pokrewne awaryjnemu z samego grochu, ale clou smakowe tkwi, moim zdaniem, w dodatku świeżego estragonu (tzw. francuskiego**).

Składniki:

  • ¾ szklanki fasoli Jaś
  • ok. ½ szklanki grochu w połówkach*
  • liść laurowy
  • ok. 2 łyżek dobrego oleju np. rzepakowego, z lnianki lub oliwy
  • sól, pieprz, sok z cytryny (wszystko do smaku)
  • ok. łyżki posiekanego estragonu francuskiego (koniecznie!**)
  • opcjonalnie: ok. ½ łyżki liści majeranku
  • kopiasta łyżka tahiny

Fasolę namoczyć na noc. Następnego dnia odcedzić, zalać świeżą wodą, dodać liść laurowy i groch, zagotować, skręcić ogień na średni i gotować, aż całość będzie miękka (ok. 1 h; nie szkodzi, jeśli groch się rozpadnie); co jakiś czas sprawdzać, czy woda nadmiernie nie odparowała. Odcedzić (wodę z gotowania można zachować do ew. rozrzedzenia pasty), wymieszać z pozostałymi składnikami w malakserze, zmiksować na gładko, doprawić wg uznania. Zajadać na dobrym pieczywie (na zdjęciach widać chleb żytni na zaparce) lub w towarzystwie świeżych warzyw.

* Oczywiście można użyć samej fasoli, u mnie miks był z konieczności.

** Nie rozumiem, czemu nie ma więcej informacji na temat odmian estragonu, ale rosyjski jest bardziej wytrzymały, łatwiejszy w hodowli, ale niestety smakuje i pachnie tylko sianem, za to trudniejszy do utrzymania francuski ma wyraźny, świeży anyżowy posmak – a więc bardzo się różnią, jeśli chodzi o walory kulinarne! Wspominałam o tym zresztą np. przy okazji soli 12 ziół.

 
1 , 2
| < Sierpień 2017 > |
Pn Wt Śr Cz Pt So N
  1 2 3 4 5 6
7 8 9 10 11 12 13
14 15 16 17 18 19 20
21 22 23 24 25 26 27
28 29 30 31      
Tagi

Ptasia on Pinterest
Page copy protected against web site content infringement by Copyscape
Durszlak.pl POMOŻECIE? PustaMiska - akcja charytatywna