Głównie o kuchni, jedzeniu, gotowaniu - ale nie tylko...

Wpisy z tagiem: bezmięsne

niedziela, 26 listopada 2017

Pewna ilość puree z dyni w lodówce to całkiem przydatna rzecz. Łyżka może dosłodzić i zagęścić sos pomidorowy, podobną ilość można dodać do duszonych podrobów lub gulaszu. Oczywistością jest zupa dyniowa czy wypieki, których na blogu znajdziecie wiele (TU są wszystkie wpisy z tagiem „dynia”). Czemu jednak nie odłożyć niepełnej szklanki na śniadanie w postaci placuszków? Większość przepisów, także ten Filozofii Smaku, którym się inspirowałam, zakładały wariant deserowy, ponieważ jednak dynia sama w sobie jest słodka, zmniejszyłam ilość cukru i dodałam sól; takie placki są wciąż słodkawe, ale z serem czy twarogiem można je podać. U mnie jest także więcej dyni niż mleka, które zastąpiłam maślanką; można spróbować dać samą dynię. Oczywiście, do syropu klonowego placki też pasują.

Składniki (ok. 10-12 placków):

  • 1 szklanka mąki (jasna pszenna lub orkiszowa; można także kilka łyżek zastąpić mąką razową)
  • ¾ szklanki puree z dyni
  • ¼ szklanki maślanki
  • kopiasta łyżka cukru (u mnie ciemny muscovado)
  • 1 jajo
  • ¼ łyżeczki soli
  • szczypta przyprawy do piernika lub cynamonu
  • łyżeczka oleju
  • łyżeczka proszku do pieczenia
  • olej do smażenia

Wymieszać składniki suche, dodać składniki mokre i dokładnie roztrzepać całość. Smażyć na średnim ogniu, po kopiastej łyżce na placek na rozgrzanym (ale nie za mocno) oleju, odwracając na drugą stronę, gdy na pierwszej będzie wiele pęcherzyków; powinno to zająć ok. 2-3 minuty na stronę. Trzymać na np. podgrzanym talerzu do chwili podania. Podawać ciepłe, z dodatkiem np. sera, twarogu/jogurtu, dżemu, owoców i syropu klonowego.

poniedziałek, 13 listopada 2017

Jakiś rok temu zrobiłam przypadkiem bardzo dobre risotto z pieczarkami. Takie, że jadłam b. wolno, żałując, że nie ma dokładki, a M aż spytał, czy dodałam trufli. Clou, jak sądzę, polegało na połączeniu pieczarek i suszonych grzybów, lubczyku, bulionu i parmezanu (czyt. dużo umami). Zachwycona zapisałam przepis i potem jeszcze trzy razy robiłam replay. Nie wiem jednak, czy za pierwszym razem byliśmy bardziej głodni, czy zadziałały inne czynniki („miejsce, czas i akcja”?), ale choć za każdym razem mi smakowało, mam wrażenie, że nie udało się odtworzyć pierwotnej truflowatości. Nie zmienia to faktu, że danie nam smakuje i jest warte zapamiętania, a poza tym pasuje do chłodnej pory roku, łatwo je również wykonać ze składników dostępnych wówczas w sklepach (poza lubczykiem). Iluzja trufli może jeszcze się pojawi ;).

Składniki:

  • 1 szklanka ryżu arborio
  • łyżka + dodatkowa łyżeczka masła (najlepiej domowego czosnkowego, lub zwykłe + wyciśnięty przez praskę mały ząbek czosnku)
  • kapka oleju
  • 1 średnia cebula, bardzo drobno posiekana
  • sól do smaku
  • ok. 2 łyżek suszonych grzybów, bardzo drobno pokruszonych
  • ok. 350g pieczarek, pokrojonych w cienkie półplasterki
  • łyżka lubczyku, najlepiej świeżego (ew. można użyć listków z łodyg selera naciowego)
  • 500ml jak najlepszego, gorącego bulionu
  • trochę gałki muszkatołowej i pieprzu (do smaku)
  • 2 łyżki startego parmezanu
  • opcjonalnie: skórka z parmezanu, natka pietruszki

Stopić łyżkę masła (dodatkowa łyżeczka będzie potrzebna później, już do podania) z olejem w głębokiej patelni/płytkim rondlu. Zeszklić cebulę z czosnkiem (jeśli używacie zwykłego masła), lekko oprószyć solą. Dodać ryż, wymieszać dokładnie z zawartością naczynia. Dodać ze dwie łyżki bulionu, gotować, aż się wchłoną. Zamieszać, dodać pieczarki, gotować chwilę na małym ogniu, dodać pokruszone grzyby, lubczyk i ew. skórkę parmezanu, podlać paroma łyżkami bulionu, gotować często mieszając aż płyn się wchłonie; czynności powtarzać, aż cały płyn zostanie wchłonięty. Jeśli ryż będzie wciąż za twardy, podlać risotto niewielką ilością wody i gotować jak wcześniej, aż będzie tylko lekko al dente. Nie dopuścić do wysuszenia risotto, powinno pozostać wilgotne! Gotową potrawę wymieszać z dodatkową łyżeczką masła i większością startego sera (wcześniej usunąć skórkę parmezanu), odstawić na minutę pod przykryciem. Podawać natychmiast z resztą parmezanu, opcjonalnie posypane np. pietruszką (na zdjęciach widać akurat lekko anyżową trybułę – tak, zdjęcia robiłam latem).

A sześć lat temu w listopadzie pisałam o risotto z kurkami.

poniedziałek, 23 października 2017

Zastanawiając się niedawno nad szybkim sosem do domowego makaronu, który zawierałby i paprykę, i pomidory, trafiłam na ten przepis. Pomysł upieczenia warzyw, zmiksowania i zmieszania z pomidorami wydał mi się genialnie prosty, dlatego trzeba go rozpowszechniać ;). Papryka zasadniczo zyskuje po ściągnięciu skórki, ale jeśli się ją doda do pomidorów, smak jest na tyle stłumiony, że nie ma znaczenia, czy jest obrana, czy nie (o czym się kiedyś przekonałam, przy innym, niezmiksowanym sosie). Możecie jednak ściągnąć najbardziej przypalone kawałki skórki, bo po zmiksowaniu mogą nadać posmak goryczki.

Składniki (4 porcje):

  • 3 większe papryki, w jednym lub zbliżonym kolorze (tj. czerwone i pomarańczowe, ew. żółte i pomarańczowe)
  • 1 średnia cebula
  • 3-4 ząbki czosnku
  • ulubione zioła (np. cząber, tymianek lub oregano), suszone (łyżeczka) lub świeże (łyżka)
  • olej
  • 500ml passaty/przecieru domowego
  • sól i ostra papryka do smaku

Paprykę umyć, wydrążyć pestki, usunąć ogonki, podzielić każdą na 2-4 części. Cebulę obrać, przekroić na ½, ząbki czosnku tylko zmiażdżyć, nie obierać. Warzywa rozłożyć na blaszce, posmarować niewielką ilością oleju i rozrzucić na wierzchu zioła. Piec ok. 25-30 minut w 220 st. C, aż zmiękną a skórka papryki zacznie się przepalać. Lekko przestudzić, obrać czosnek i zmiksować całość w malakserze lub ręcznym mikserem. Wymieszać z passatą, doprawić do smaku. Podawać ze świeżo ugotowanym makaronem, najlepiej domowym, posypane niewielką ilością parmezanu i np. świeżymi ziołami.

PS. W gruncie rzeczy przepis to pochodna TEJ lub TEJ zupy - co napawa mnie tym większym smutkiem, że w tym roku dynie mi nie obrodziły, a ulubionej Amazonki na targu nie dostanę :(.

czwartek, 19 października 2017

Przy pierwszej próbie zrobienia placka z ciecierzycy zwanego socca prawie spaliłam mieszkanie, tj. włączyłam czujnik dymu. Przy drugiej podałam gościowi niedopieczone coś, co nie chciało oderwać się od naczynia. Po kilku miesiącach było podejście trzecie, które skończyło się zasadniczo jak pierwsze (czujnik wył, niespalony środek dał się zjeść, ale brzegi były czarne). Przy czwartej wersji nie miałam wielkich oczekiwań. Uznałam, że jeśli tym razem się nie uda, oddam komuś pozostałe ½ opakowania mąki, albo znajdę przepis na ciasteczka. I wiecie co? Chyba mąka usłyszała ;).

Upierałam się, bo lubię ciecierzycę, a te części placka, które dały się zjeść, przypominały falafelki, hummus, no, wyraźnie czuć wiadome strączkowe i w zapachu, i smaku, a to mi bardzo pasuje. Jeśli nie jesteście fanami ciecierzycy, raczej nie ma co próbować. Tradycyjna socca występuje (podobno, nie miałam przyjemności) na ulicach np. Marsylii jako szybka przekąska, podawana na gorąco, tylko z solą i ew. dodatkową oliwą. Aha, socca jest bezglutenowa.

Poprzednie wersje robiłam z różnych przepisów lub ich miksu, i największe wątpliwości miałam co do temperatury. Wersja, która wyszła :), bazuje na tym przepisie, z pewnymi zmianami, jeśli chodzi o nagrzewanie blaszki (no i nie potraktowałam socci jako pizzy, tylko coś w rodzaju jadalnego talerza ;). Składniki podzieliłam na ½, ale oczywiście można zrobić z całości i piec placki na raty lub w dwóch naczyniach.

Składniki (1 niewielki placek):

  • ½ szklanki mąki z ciecierzycy
  • ½ szklanki wody
  • 1 łyżka oliwy (+ dodatkowa do foremki)
  • ½ łyżeczki soli

Wszystkie składniki wymieszać i odstawić na 2h. Nagrzać piekarnik do 220 st. C, umieszczając w nim jednocześnie do nagrzania naczynie, w którym chcecie piec soccę – ja użyłam małej żeliwnej foremki (ok. 18cm), może być patelnia, itd. Na nagrzaną powierzchnię wylać oliwę (ok. łyżki lub tyle, by pokryć całe dno foremki), równo rozprowadzić, wylać na to ciasto, poruszając naczyniem by się równomiernie rozłożyło. Piec ok. 25 minut w 200 st. C, czyli po włożeniu naczynia do piekarnika skręcamy temperaturę. Gotowa socca jest rumiana, może mieć brązowe „piegi”, odchodzi sama od brzegów foremki i generalnie nie ma problemów z wyciągnięciem jej z naczynia (jeśli nie chce oderwać się od dna, pieczcie jeszcze kilka minut). Podawać natychmiast, na gorąco, z solą i oliwą, lub użyć jako bazy do bardziej ambitnej szybkiej kompozycji, np. jogurt, warzywa, feta/ser kozi i trochę octu balsamicznego - w takiej właśnie kolejności.

Zapisz

sobota, 30 września 2017

Do tej pory ketchup robiłam z jednego przepisu, który od kilku lat jest na blogu. Smak mi bardzo odpowiadał, więc znosiłam jego czasochłonność, konieczność przecierania i niską wydajność. Jednak tego lata odkryłam przepis ze strony Lawendowy Dom, który jest dużo prostszy, szybszy i z 2 kilo uzyskałam 7 słoików, które spokojnie starczy na cały rok. I zero przecierania :)! Smak zaś, mimo mimo wszystko nieco innego składu, jest bardzo zbliżony – czary? W temacie składu: nieco odbiegłam od oryginału, dodając i zioła, i kawałek cukinii, i nieco inne przyprawy (jest lekko pikantnie, ale zamierzenie). Jeśli jadacie ketchup, polecam, zwłaszcza, że to ostatni dzwonek, jeśli chodzi o pomidory.

Ketchup (bez przecierania)

Składniki:

  • 2 kilo pomidorów, najlepiej lima (tzw. jajo),
  • 1/2 małej cukinii,
  • 1 mała cebula,
  • 2 duże ząbki czosnku,
  • ok. 1/2 łyżki soli,
  • parę obrotów pieprzem,
  • ok. 2 łyżek świeżych ziół (lubczyk, oregano, estragon, szałwia),
  • 2-3 łyżki cukru,
  • 1 mała tajska papryczka chilli,
  • 1/8-1/4 łyżeczki papryki wędzonej,
  • 1/2 łyżeczki cynamonu,
  • ok. 3 łyżek łagodnego octu winnego,
  • odrobina oliwy (ok. łyżeczki)

Sparzyć skórkę pomidorów, obrać, wyciąć gniazda nasienne. Zgnieść lekko ręką, umieścić w garnku. Dodać posiekaną z grubsza cukinię i cebulę, zmiażdżony czosnek i wszystkie pozostałe składniki. Zagotować, skręcić ogień na mały i gotować do ok. godziny. Zmiksować, jeśli sos wydaje się rzadki, jeszcze chwilę gotować, aż zgęstnieje. Przełożyć do wysterylizowanych słoików i pasteryzować (u mnie ok. 15 minut w 160 st. w piekarniku, potem pozostawione w wyłączonym na drugie tyle; po uchyleniu drzwiczek można je zostawić do ostygnięcia, ładnie słychać, jak się wieczka zasysają).

I ku pamięci zmarłego wczoraj Wiesława Michnikowskiego oraz pomidorów:

Zapisz

środa, 20 września 2017

Wiem, że jestem Wam jeszcze winna ostatni wpis z Kanady (winnice i Góry Skaliste, tak kontrastowo), ale znowu pewnie mi chwilę zajmie produkcja, więc przed weekendem się jej nie spodziewajcie. Tymczasem jednak może macie jeszcze cukinię? W moim ogrodzie jest kilka okazów gabarytów mikro lub mini, które jeszcze powinny dojrzeć (obskubałam przed wyjazdem dość dokładnie wszystko, co było choć trochę wyrośnięte, potem było chłodno, więc do zerwania po 2 tyg. była tylko jedna).

Do rzeczy: jeśli macie cukinię lub się w nią zaopatrzycie, mam dla Was dwa pomysły. Obydwa pozornie wymagające pewnej zręczności, ale tylko pozornie! Ja dałam radę, a formowanie czy zwijanie nie są moją mocną stroną.

A więc, na przystawkę mogą być…

Roladki z cukinii

  • Składniki:
  • 10 plastrów cukinii, ukrojone wzdłuż możliwie cienko (jednak nie tak cienko, jak szatkownicą)
  • 3 łyżki fety/sera fetopodobnego
  • 3 łyżki twarogu
  • łyżeczka świeżej mięty
  • hojna szczypta/1/8 łyżeczki lekko ostrej papryki, typu bałkańska (ew. mieszanka słodkiej z ostrą)
  • oliwa, sól

Plastry cukinii lekko posmarować oliwą i lekko posolić, smażyć na rozgrzanej patelni grillowej po ok. 1-2 minuty z każdej strony (aż zrobią się paski), odłożyć na bok. Rozetrzeć fetę z twarogiem, doprawić miętą i papryką. Układać na końcu każdego plastra cukinii (bliżej siebie) kopiastą łyżeczkę nadzienia i zwijać (od siebie) roladki. Układać złożeniem do dołu na talerzu, odstawić na co najmniej godzinę do lodówki do stężenia. Można przed podaniem posypać miętą.

Na danie główne zaś proponuję zeszłoroczny hit – lasagnę ze świeżego makaronu. Lekką, z małą ilością sosu a dużą ilością warzyw. Ta z suchego makaronu oczywiście też jest w porządku, ale tak samo, jak świeży makaron jest lepszy od suchego/suszonego, tak samo lepsza jest wersja zapiekana. M ją przygotował spontanicznie dla letniego gościa, który wyjechał zachwycony i zostało jedno jedyne zdjęcie, ale przepisu nie zapisaliśmy. Cóż, trzeba było odtworzyć, żeby w przyszłym roku nie było wątpliwości.

Składniki (na 2 porcje):

  • makaron domowy z 1/2 porcji,
  • 3 średnie cukinie, starte we wstążki na szatkownicy,
  • garść świeżo startego parmezanu,
  • 1 szklanka przecieru lub świeżych pomidorów, obranych ze skórki i zgniecionych
  • 2-3 ząbki czosnku,
  • sól, pieprz, ostra papryka,
  • garść świeżej bazylii

Ząbki czosnku zgnieść, przesmażyć na niewielkiej ilości oliwy, dodać pomidory, całość zagotować i gotować na średnim ogniu, aż płyn odparuje o połowę. Doprawić do smaku, odstawić na bok. Cukinię po starciu lekko posolić, umieścić na sitku, po ok. 20-30 minutach odcedzić i dokładnie wysuszyć ręcznikiem papierowym lub ściereczką (jeśli z np. braku czasu o posoleniu/osuszeniu zapomnicie, też się nic wielkiego nie stanie, coś danie może być wilgotniejsze).

Przygotować foremkę, w której będziecie robić lasagnę i rozwałkować cienko makaron, przycinając płaty na wymiar wewnętrzny formy. Układać od razu warstwami w lekko natłuszczonym naczyniu: makaron, garść cukinii, sos i liście bazylii, ser, i tak w kółko do zużycia składników. Ostatni płat mocno docisnąć; nie trzeba niczym smarować. Piec ok. 25-30 minut w 190 st. C, do wyraźnego zrumienienia, odstawić na kilka minut przed wyjęciem porcji z foremki. Dobrze pasuje do tego kwaśna sałata lub rukola.

Zapisz

niedziela, 06 sierpnia 2017

W tym roku nie ma, jak na razie, nadmiaru cukinii. W sumie to wszystko przez (tzn. dzięki ;) M, który bardzo nalegał na ograniczenie liczby krzaków i nawet na cztery sztuki kręcił nosem. Jak rok i dwa temu, posadziłam jedną dającą okrągłe owoce. Faszerowane kule już pokazywałam, w wersji choć nie wege, to dość delikatnej- i tym razem chciałam czegoś bardziej wyrazistego. Przepis zyskał aprobatę M („możesz zapamiętać i powtarzać”). Co istotne, użyłam tylko ½ miąższu do farszu (druga ½ trafiła do ratatouille), i była to dobra decyzja.

Składniki:

  • 3-4 niezbyt duże okrągłe cukinie
  • 2 średnie ziemniaki
  • puszka tuńczyka w zalewie (170g przed osączeniem)
  • świeże zioła, ok. 2 łyżek, u mnie oregano i estragon
  • 1 mała cebula
  • 3-4 plastry boczku
  • sól, pieprz i chilli (do smaku)
  • oliwa (do posmarowania cukinii)

Ziemniaki ugotować w osolonej wodzie, przecisnąć przez praskę. Cukinie umyć, odciąć czubki (ja mówię „czapeczki” ;) z ogonkiem (zachować!), wydrążyć, ½ miąższu zostawić do późniejszego wykorzystania, pozostałą połowę posiekać. Boczek pokroić w kostkę, wytopić tłuszcz na małym ogniu, podkręcić ogień na średni, dodać posiekaną cebulę i zeszklić. Zdjąć z ognia, wymieszać z miąższem cukinii, ziemniakami, dobrze osączonym tuńczykiem i ziołami, doprawić do smaku solą, pieprzem i chilli (u mnie hojna szczypta). Napełnić cukinie farszem, nakryć „czapeczkami” z ogonkiem, lekko posmarować oliwą. Umieścić w naczyniu żaroodpornym, piec ok. 25 minut w 190 st., następnie zdjąć „czapeczki” i piec dalsze 10-12 minut. Świetnie pasuje do tego sos koperkowy lub bazyliowy.

Z innych cukinii faszerowanych (podłużnych) na blogu były:

- słodko-kwaśna bliskowschodnia

- pomidorowa

Z dwóch podłużnych cukinii za to zrobiłam placki z cukinii, w innym wydaniu niż zazwyczaj, bo przemówił do mnie przepis na blogu Ani (Everyday Flavours). Do tej pory miałam problem z cukinią startą na tarce, tzn. umiarkowanie udawało mi się ją osączyć. Tu pomogło i sugerowane wcześniej sitko, i ręcznik papierowy, i obserwowanie ciasta w trakcie smażenia (odlałam płyn po kilku plackach i dodałam łyżkę mąki, potem już poszło gładko, a placki świetnie trzymały ksztatł). Przepis za Anią, z drobnymi zmianami i z grubsza z ½ składników (dla ok. 3 osób, lub 2 głodnych, które nie pogardzą zimnymi resztkami ;).

Składniki (na ok. 10-12 sztuk):

  • ok. 500-600g cukinii (2 średnie sztuki)
  • 2 jaja
  • 1/2 (kopiasta) szklanki mąki + ew. dodatkowa do podsypania, patrz niżej
  • 100g fety (prawdziwej, nie fetopodobnej)
  • kilka łyżek rozdrobnionych świeżych ziół (np. oregano, mięta, estragon, szałwia, itd.)
  • łyżka posiekanego szczypiorku
  • sól, pieprz (do smaku)
  • olej
  • Do podania: sos bazyliowy/koperkowy, domowy ketchup lub sos pomidorowy, tzatziki, itd.

Cukinię umyć, obciąć końce, zetrzeć na tarce o grubych oczkach, oprószyć solą i odstawić na 15 minut na sitko nakrytą ręcznikiem papierowym. Zlać płyn, cukinię dobrze odcisnąć przez ręcznik. Roztrzepane jaja utrzeć z mąką, dodać osączoną cukinię, fetę, zioła. Doprawić do smaku i dokładnie wymieszać. Gdyby masa wydawała się zbyt płynna, podsypać lekko mąką. Smażyć placki partiami na rozgrzanym oleju (ok. 1 kopiastej łyżki na placek), aż się zrumienią z obu stron; w zależności od patelni dolać po 1-2 partii oleju. Gdyby ciasto puściło sok, spróbować go delikatnie zlać, ew. zagęścić dodatkową łyżką mąki.

W skrócie, mąż wzgardził dodatkami do obiadu i skupił się na plackach… Na zimno został jeden ;).

niedziela, 30 lipca 2017

Podobno wreszcie mają nadejść upały, nawet na Mazurach (gdzie tego roku do tej pory gorąco nie było, co znowu widać po moich ogórkach), więc rozumiem, że nastawianie piekarnika może niektórych zniechęcać (w sumie wielką zaletą przeciętnego grilla jest to, że znajduje się poza domem…). Poniższy pomysł na letni bezmięsny obiad jest jednak wyjątkowo szybki (jeśli już macie sos), łatwy, a danie wychodzi może i ciepłe, ale całkiem lekkie. Inspiracją bezpośrednią był wór fasolki szparagowej w lodówce („a może chcą Państwo fasolki? Od takiej znajomej działkowiczki, przepyszna!”) oraz nadprodukcja ratatouille, której użyłam jako sosu, a dalszą wspomnienie zielonej fasolki w pomidorach, którą jedliśmy w Turcji. Jedyną kłopotliwą rzeczą było odszypułkowanie fasolki, czego szczerze nie lubię robić.

Składniki (ok. 4 porcji):

  • 1 kilo żółtej fasolki szparagowej
  • ok. 650ml ulubionego sosu pomidorowego (np. z 1,5 porcji z ostatniego przepisu w tym poście) lub ratatouille, wcześniej pogrzanego
  • ew. dodatkowe ulubione zioła (np. oregano, bazylia itd.)
  • ok. 150g fety (prawdziwej, nie sera fetopodobnego, który się rozpuści, ew. zamiennikiem może być zwięzły, słony ser owczy)
  • lekko ostra papryka do posypki (typu bałkańska lub turecki pul biber, o którym kiedyś wspominałam, lub słodka z domieszką chilli)

Fasolkę umyć, obciąć końce, gotować 5 minut (zieloną ok. 2 minut dłużej), odcedzić i przelać zimną wodą. Umieścić w naczyniu żaroodpornym, zalać ciepłym sosem i wymieszać. Posypać 1/2 ziół i fetą, oprószyć z wierzchu papryką. Zapiekać ok. 30 minut w 190 st. C (termoobieg). Odstawić na kilka minut przed nakładaniem na talerze, bo danie jest bardzo gorące! Przed serwowaniem posypać pozostałymi ziołami. Jeść solo lub z dobrym pieczywem.

piątek, 14 lipca 2017

Post będzie krótki, właściwie seria przypominajek.

Gdy dwa lata temu miałam urodzaj na grządce z bazylią, zrobiłam bardzo udany sos bazyliowy. Tym razem koperku mam więcej, niż jesteśmy w stanie przerobić, więc gdy w sobotę przyjechali goście, pół litra koperku przerobiłam na sos koperkowy - dokładnie taki, jak bazyliowy, tylko wody musiałam dać odrobinę więcej - i polałam nim pomidory, jak widać na zdjęciu. Reszta została wykorzystana i do pieczywa, i maczania pieczonych kwiatów (na zdjęciu), i kolejnego dnia jako dodatek do grillowanej ryby, i wreszcie jako omasta do niedzielnego jaja w koszulce (jak poniżej). Bardzo polecam!

Po drugie, widoczne na ww. zdjęciu pieczone kwiaty - nadziane fetą zmieszaną z ostrą papryką (pastą tajską, ale np. adżika czy ostra węgierska też byłaby bdb). Metoda przygotowania jak poprzednio (a błędu z posypaniem solą przed pieczeniem już więcej nie zrobię, tu zresztą dzięki słonemu farszowi sól w ogóle nie była potrzebna).

Po trzecie, pasta z bobu i fety, przygotowana jak poprzednio lub jeszcze wcześniej, ale z ok. 130g sera "typu feta" i bez gałki muszkatołowej. Nadmiar niewykorzystany na chlebie trafił, oczywiście, do pierogów, bo lato bez takich z zielonym farszem to nie lato ;).

Zapisz

wtorek, 11 lipca 2017

O odkryciu, jakim jest gruby bulgur, pisałam ze 2 lata temu. Choć upały jakoś specjalnie na razie Polski mocno nie dotykają, węglowodan gotowy do spożycia tylko przez zalanie (wcześniej) wodą, to latem zbawienie, zwłaszcza, że świetnie się łączy z daniami warzywnymi, wszystkim co zielone i/lub bliskowschodnie. Dlatego niedawno przygotowałam zielony bulgur, „jedno oko na Persję” oraz bardziej konkretną sałatkę obiadową, przygotowaną z garścią zieleniny z ogrodu (albo dżungli pourlopowej - jak weszłam między grządki po powrocie, najpierw osłupiałam, potem załamałam ręce, i do tej pory wszystkiego nie przepieliłam ;/).

W obu daniach podstawą jest szklanka bulguru namoczona ok. 2h w 2 szklankach wody z hojną szczyptą soli, mieszana co jakiś czas.

Bulgur w klimatach lekko perskich

Składniki:

  • szklanka grubego bulguru jw.,
  • garść posiekanych lub porwanych ziół (np. mięta i bazylia, można użyć mięty i pietruszki),
  • garść szpinaku (ew. przelanych wrzątkiem i osuszonych liści boćwiny bez łodyg),
  • ok. 2 łyżek z grubsza posiekanych pistacji,
  • ok. łyżki suszonego berberysu,
  • sól, oliwa, łagodny ocet/sok z cytryny

Wymieszać bulgur z zieleniną i bakaliami, doprawić do smaku solą, oliwą, octem np. jabłkowym lub sokiem z cytryny. Odstawić na co najmniej 10 minut, wymieszać i ew. jeszcze raz doprawić. Podawać z grillowanymi potrawami lub np. takimi klopsikami. Do delikatnej ryby też mi pasuje.

Sałatka z bulguru z fetą

Składniki:

  • szklanka bulguru jw.
  • 2 małe cebule dymki
  • garść świeżego groszku oraz cavolo nero lub jarmużu,
  • zioła - mięta i koperek - 2/3 do patelni, reszta posiekana surowa
  • opcjonalnie: kilka listków musztardowca lub pikatnej rukoli
  • oliwa, ocet lub cytryna, sól wg uznania
  • 150g fety,
  • ok. 8 pomidorów suszonych (namoczonych lub w oliwie, osączonych)

Dymkę posiekać, przesmażyć na niewielkiej ilości oleju/oliwy, dodać porwane cavolo nero (bez łodyg). Smażyć chwilę, aż liście zmiękną, dodać łyżeczkę wody, wyłuskany groszek, hojną szczyptę soli i 2/3 ziół, gotować minutę. Przykryć naczynie i odstawić na bok na kilku minut, kiedy zajmiecie się pozostałymi czynnościami: posiekaniem reszty ziół i dodaniem ich do bulguru razem z pokruszoną fetą, pokrojonymi pomidorami i ew. liśćmi rukoli/musztardowca. Do naczynia dodać przesmażone warzywa i całość wymieszać. Doprawić do smaku oliwą, łagodnym octem lub sokiem z cytryny oraz solą.

 
1 , 2 , 3 , 4 , 5 ... 13
| < Grudzień 2017 > |
Pn Wt Śr Cz Pt So N
        1 2 3
4 5 6 7 8 9 10
11 12 13 14 15 16 17
18 19 20 21 22 23 24
25 26 27 28 29 30 31
Tagi

Ptasia on Pinterest
Page copy protected against web site content infringement by Copyscape
Durszlak.pl POMOŻECIE? PustaMiska - akcja charytatywna