Głównie o kuchni, jedzeniu, gotowaniu - ale nie tylko...

Wpisy z tagiem: tarta

niedziela, 11 czerwca 2017

Gdy zaczyna się sezon na botwinkę, rzucam się i najpierw robię duszoną. Gdyby był wyjątkowy upał (bo do tego w moim odczuciu być musi), robię chłodnik. I dopiero po paru powtórkach zaczynam myśleć: co by tu jeszcze… Rok temu w ten sposób zagościła zupa z nutą nostalgii. W tym roku długo (oj, długo… wyszukiwarka nie jest mocną stroną tej platformy :/) kopałam na blogu w poszukiwaniu tarty botwinkowej, która wiedziałam, że musiała być, bo była inspirowana hitem Galerii Potraw i każdy ją robił (u mnie tu, uproszczona/trochę odchudzona ). Uznałam jednak, że nie do końca o to mi chodziło (i chwilę się wahałam nad tą z boćwiną). Ostatecznie, jak już wrzuciłam jarzynę na naczynie do tarte tatin a ciasto się już dawno chłodziło w lodówce, olśniło mnie: skoro już ta botwina jest w naczyniu do tarte tatin, to czemu nie zrobić właśnie takiej tarty? Nikt nie mówił, że musi zawsze być słodka!

Składniki:

  • Ulubione ciasto kruche ze 150g mąki (u mnie jak zawsze maślankowe)
  • 2 pęczki botwinki,
  • 2 ząbki czosnku,
  • garść koperku,
  • 2 pełne łyżki śmietany 18%
  • 1 opakowanie mozzarelli
  • Opcjonalnie, do podania: jak najlepszy, gęsty ocet balsamiczny; garść ziół, np. świeże oregano

Ciasto wyrobić, schłodzić w lodówce.

Botwinkę oczyścić, obrać i posiekać buraczki. Poddusić w naczyniu, które potem wejdzie do piekarnika (u mnie 30cm naczynie do tarte tatin, czyli duża patelnia z uszami) na maśle (lub mieszance masła z olejem z dwoma ząbkami czosnku), po paru minutach dodać posiekane łodygi, po kolejnych paru minutach liście; przykryć i dusić pod przykryciem na małym ogniu, aż całość będzie miękka; w miarę możliwości nie podlewać wodą. Nagrzać piekarnik na 200 st., najlepiej w funkcji grill z nawiewem. Zdjąć buraczki z ognia. Doprawić do smaku solą, pieprzem, wmieszać delikatnie śmietanę i koperek. Rozłożyć z wierzchu pokrojoną mozzarellę. Ciasto rozwałkować na okrąg o średnicy naczynia, przenieść na farsz botwinkowy, docisnąć brzegi ciasta do naczynia. Piec ok. 20 minut, lub aż ciasto się zezłoci. Dać odpocząć ok. 10 minut przed odwracaniem. Opcjonalnie podać skropione balsamico i posypane ziołami.

Tatin owocowe (3 wersje) możecie obejrzeć w tym wpisie.

wtorek, 13 września 2016

Rok temu byłam zadowolona z pomidorowej tarty rustykalnej a kilka dni temu – trochę przypadkiem – stworzyłam wersję z cukinią. „Przypadkiem”, bo w mieszkaniu na urlopie nie ma foremek do pieczenia; bo trzeba było zużyć cukinię, zerwaną przed wyjazdem; bo miałam ochotę na eksperyment z ciastem, polegający na dodaniu małej ilości kaszy kukurydzianej, żeby dodać trochę struktury i chrupkości. Wyszło takie, jak chciałam: lekkie i bardzo kruche. Faktem jest, że miałam kaszę raczej grubszą niż drobniejszą i chrzęściła całkiem wyraźnie: mnie to zupełnie nie przeszkadzało, ale niektórzy zasugerowali, że mniejsze ziarenka byłyby bardziej wskazane, co odzwierciedla przepis poniżej.

Ciasto:

  • 170g mąki pszennej
  • 30g drobnej (ew. średniej grubości) kaszy kukurydzianej
  • 100g zimnego masła
  • 2-3 łyżki maślanki
  • szczypta soli
Farsz:
  • ok. 400g cukinii, pokrojonej w plastry
  • sól, pieprz, oliwa, ok. łyżki posiekanego rozmarynu
  • 100g sera koziego dojrzewającego
  • 2 łyżki creme fraiche lub innej gęstej, niewarzącej się śmietany
  • łyżka bułki tartej

Mąkę wymieszać z kaszą i solą, wetrzeć zimne, posiekane masło na okruszki, połączyć za pomocą maślanki. Ciasto rozpłaszczyć, owinąć folią, schłodzić co najmniej 30 minut (długo, tj. kilka godzin schłodzone, warto wyjąć z lodówki na kilka minut przed wałkowaniem, bo może być dość twarde).

Cukinię pokroić na cienkie plastry, wymieszać z rozmarynem, skropić oliwą, popieprzyć i posolić (u mnie ok. 10 obrotów młynkiem). Rozwałkować ciasto możliwie cienko, przenieść za pomocą wałka na blaszkę wyłożoną papierem do pieczenia. Posmarować śmietaną, zostawiając ok. 1 cm margines od brzegów, następnie posypać śmietanę bułką tartą. Rozłożyć koncentrycznie cukinię i założyć na nią brzegi ciasta. Ser pokroić w plastry, rozłożyć równomiernie na cukinii. Posmarować brzegi ciasta oliwą, można je dodatkowo oprószyć grubą solą. Piec ok. 35-40 minut w 180 st. C (termoobieg). Podawać od razu, najlepiej w towarzystwie zielonej sałaty.

Wygląd sera koziego po upieczeniu mnie zaskoczył (M: „Co to jest?”, ja: „Wbrew pozorom - nie grzyby”), ale smak ma już bardziej standardowy ;). Choć tarta najsmaczniejsza jest na ciepło, resztki są też jadalne na zimno, np. jako prowiant na górską wędrówkę (sprawdziliśmy).

niedziela, 08 listopada 2015

Tarte tatin morelowa pojawiła się w naszej kuchni – i na blogu – wiele lat temu. Wróciła jednak dopiero w tym roku, który zapamiętam jako Rok Dobrych Moreli. „Nigdy nie będzie takiego lata”, jak mówił (bo śpiewał to nie jest dobre słowo ;) Bogusław Linda w utworze Świetlików; parafrazując tekst o „chłodnej i pożywnej (sic) wódce” - „a morele nie będą takie słodkie i soczyste” ;). No, mam jednak nadzieję, że kiedyś będą, ale rzeczywiście nie pamiętam roku, żeby M dobrowolnie pochłaniał te owoce, piekł z nich ciasto i zapytany o to, która z naszych tegorocznych tarte tatin mu smakowała najbardziej, wybrał tą z morelami.

Tatinki 2015 były do tej pory trzy: morelowa (po której uznaliśmy, że potrzebujemy profesjonalnego naczynia ;), jabłkowa i śliwkowa. Każda miała swoje walory, np. śliwkowa (z ostatnich śliwek) wyszła trochę za słodka, ale za to wizualnie najładniejsza. Morelowa została pożarta bez zdjęć. Jabłkowa to klasyka, ale musieliśmy się z nią najwięcej natrudzić, o czym niżej.

W przeciwieństwie do tarty sprzed kilku lat, uznaliśmy, że trzeba postawić na sprawdzone kruche ciasto, bo z poprzedniego nie byłam zadowolona. Druga rzecz to elastyczne podejście do owoców i karmelu, o czym niżej. Trzecia – moim zdaniem nie służy jej przechowywanie w chłodnej temperaturze, tj. nie schodziłabym poniżej ok. 15 st. C., a przed jedzeniem doprowadziłabym do temp. pokojowej lub podgrzała. W temacie podgrzewania – mogę zjeść tarte tatin na ciepło, ale nie muszę. Smakuje mi równie dobrze letnia czy właśnie w temperaturze pokojowej.

Składniki:

 
Owoce:

  • ok. 750g śliwek/moreli/jabłek
  • 60g masła (opcjonalnie może być solone, lub zwykłe ze szczyptą soli, ale nie jest to konieczne)
  • 120-140g cukru

Zacząć od przygotowania ciasta (wg tego przepisu), które należy schłodzić co najmniej godzinę w lodówce.

W tym czasie przygotować owoce: wydrylować i podzielić na ½ lub wydrążyć i podzielić na ćwiartki/ósemki (w zależności od wielkości owoców). Na dużej patelni o średnicy ok. 26 cm (takiej, którą można umieścić w piekarniku*) rozgrzać masło z cukrem (w przypadku słodkich, bardzo dojrzałych owoców pestkowych, tj. śliwek czy moreli proponuję dać mniej niż do jabłek, zwłaszcza kwaśnych). Kiedy całość się lekko skarmelizuje (czyt. zezłoci, nie zbrązowi), wrzucić owoce i smażyć: ok. 5 minut – morele, 10 minut – jabłka, 15 minut - śliwki. Te ostatnie można lekko skropić sokiem wyciśniętym z pomarańczy.
 
Ciasto rozwałkować na okrąg o średnicy patelni, dokładnie przykryć ciasto. Umieścić w piekarniku w 200 st. C (u nas w funkcji grill z nawiewem) i piec ok. 40 minut. Po upieczeniu odwrócić delikatnie (by wierzch z ciasta stał się spodem) za pomocą talerza. Podawać ciepłe, letnie lub w temp. pokojowej.



Uwaga: przy poprzedniej wersji miałam trochę za dużo karmelu/soku przed pieczeniem i odlewałam. W tym roku „nowe morelowe” nie wymagało w ogóle zlewania karmelu, ale jabłka puściły sporo soku w piekarniku. Zlaliśmy sos delikatnie przed odwróceniem ciasta, odparowaliśmy go i użyliśmy do dodatkowego zglazurowania już wyłożonego na talerz ciasta. Manewr powtórzyliśmy w przypadku śliwek, tyle, że tam było znacznie mniej płynu i był dość gęsty, więc nie wymagał gotowania.

* Patrz profesjonalne naczynie: przed wersją jabłkową zainwestowaliśmy w głęboką patelnię z uszami, teoretycznie właśnie do tarte tatin. W praktyce wykorzystałam ją już wielokrotnie do wielu innych celów, np. sosów pomidorowych, których nie mogę robić na patelni stalowej.

wtorek, 08 września 2015

Mówi się, że miesiące wakacyjne są najlepsze, jeśli chodzi obfitość owoców i warzyw, osobiście jednak wolę schyłek lata i początek jesieni. Zawsze wzdychałam z dwojakim (i merytorycznym, i estetycznym) zadowoleniem nad straganami pełnymi papryki, pierwszych dyni, ostatnich cukinii i, UWAGA, pomidorów. Najlepsze gruntowe są w moim odczuciu od połowy sierpnia do, z grubsza, końca września. Dlatego w tym czasie najlepiej przetwarzać: robić przecier, ketchup czy dżem, a przed snem zostawiać w piekarniku pomidory nocne.

W tym roku chciałam skorzystać z sezonu jeszcze inaczej: kontynuując pomysł z plackiem i wracając do pomysłu tarty pomidorowej. Jedna pojawiła się na blogu kilka lat temu, tym razem jednak chciałam postawić na wytrawną wersję ulubionej rustykalnej, pieczonej bez foremki. Do ciasta dodałam niewielką ilość mąki razowej. W farszu są tylko pomidory, zioła i ser, skropione oliwą, bez sosu – żeby było lekko. W sam raz na (pomału) odchodzące lato.

Składniki:

  • 170g mąki pszennej uniwersalnej (lub jasnej orkiszowej)
  • 30g mąki razowej, pszennej lub orkiszowej
  • 100g zimnego masła
  • kilka łyżek zimnej maślanki
  • ok. łyżki bułki tartej lub otrąb,
  • 2-3 pomidory malinowe,
  • garść pomidorów koktajlowych (najlepiej w kontrastowym kolorze)
  • ok. 2 łyżek świeżych ziół (oregano, tymianek itd.)
  • ok. 2 łyżek fety
  • oliwa, sól
  • opcjonalnie: gruba sól, suszone zioła

Przygotować ciasto: wymieszać mąki, wetrzeć zimne posiekane masło, aż masa zacznie przypominać okruchy. Całość połączyć w elastyczne ciasto za pomocą zimnej maślanki. Zawinąć w folię i schłodzić co najmniej 1h.

Pomidory pokroić w plastry, posypać lekko solą, odstawić na ok. 15 minut, zlać ew. płyn. Rozwałkować ciasto na większy okrąg, przenieść na większą blaszkę (użyłam płaskiej okrągłej, wg producenta przewidzianej do pizzy) wyłożoną papierem do pieczenia. Rozsypać na powierzchni równomiernie bułkę tartą lub otręby. Pomidory rozłożyć równomiernie (koncentrycznie), zostawiając kilka cm margines wolnego ciasta, pomiędzy plastrami umieścić pomidory koktajlowe. Posypać całość ziołami i fetą, skropić oliwą, zawinąć do środka brzegi ciasta i posmarować oliwą (można je opcjonalnie posypać grubą solą i ziołami – suszonymi, lub tymi samymi świeżymi, co w tarcie, ale bardzo drobno pokrojonymi). Piec ok. 40-45 minut w 180 st. C. (termoobieg).


poniedziałek, 31 sierpnia 2015

Mamy w ogrodzie jeżyny, które przez kilka lat co zima wymarzały, na wiosnę odrastały, i tak w kółko. Ostatnie łagodne zimy sprawiły, że w tym roku wreszcie są pędy dwuletnie, a więc pojawiły się te owoce, które pamiętałam – wielkie, czarne i soczyste, z jakiegoś powodu dużo smaczniejsze od tych z targu. M patrzył tęsknie na owoce nakryte siatką przed żarłocznymi kwiczołami i nieśmiało bąkał coś o tarcie („takiej z surowymi owocami, z kremem pod spodem”). Ochoczo temat podchwyciłam, domyśliwszy się, że chodzi mu o krem cukierniczy (crème pâtissière,  czasem mylnie nazywanym crème patisserie ;)... i w końcu to ja popełniłam wypiek, w ten sposób ucząc się produkcji ww. kremu. Obawiam się, że to wiedza zgubna, bo mogłabym go zjeść solo, prosto z garnka. Jeśli jednak ktoś może opanować łakomstwo, jest to uniwersalny produkt: można nim przełożyć biszkopt, napełnić eklerki czy ptysie, wypełnić tartę, użyć jako bazę do musów, itd. Moja wersja jest tradycyjnie waniliowa, ale wg Rachel Khoo (z której wskazówek korzystałam) można stworzyć najróżniejsze wersje smakowe, od kawy po bób tonka. Po opanowaniu jednego półproduktu cukierniczego poczułam się na tyle odważna, że udekorowałam tartę jeszcze listkami ziół w cukrze (także za Rachel Khoo, Kitchen Notebook) – ta sprawność wymaga jeszcze ćwiczeń, bo nie są tak ładne, jak bym chciała, ale efekt i tak był ;).


Składniki:

  • porcja ciasta kruchego z tego przepisu (przy proporcji 150g mąki, 75g masła, 1,5 łyżki cukru, itd.; połączyć w całość można klasycznie, zimną wodą, bądź maślanką)
  • krem cukierniczy:
    • 3 bardzo duże - 4 przeciętne żółtka (całość powinna ważyć 60g)
    • 50g drobnego cukru
    • 20g skrobi kukurydzianej
    • hojna szczypta mielonej wanilii
    • 250ml pełnego mleka
  • 1-1,5 szklanki owoców jagodowych (jeżyny, maliny, jagody lub mieszanka)
  • dekoracja: cukier puder lub zioła w cukrze (8-10 listków mięty lub melisy, 1 białko, cukier)

Przygotować ciasto kruche, umieścić w lodówce. Żółtka utrzeć z cukrem, dodać skrobię. Mleko zagotować z wanilią, przelać do żółtek przy pracującym na wolnych obrotach mikserze, dokładnie wymieszać. Całość przelać do rondla i – stale pracując trzepaczką – podgrzewać cierpliwie na średnim ogniu, aż całość wyraźnie zgęstnieje i niemal zagotuje. Nie radzę podkręcać temperatury, żeby masy nie przypalić/zwarzyć. Przelać krem do naczynia wyłożonego folią spożywczą i przykryć dokładnie ww. folią (ma przylegać do powierzchni kremu, żeby nie zrobił się kożuch). Wystudzić, następnie schłodzić w lodówce co najmniej 1h.

Gdy krem się chłodzi, rozwałkować ciasto, wyłożyć nim foremkę prostokątną lub okrągłą, nakłuć widelcem, wyłożyć papierem do pieczenia i obciążyć fasolkami, schłodzić. Podpiec spód w 190 st. C. 15 minut z obciążeniem, i ok. 10 minut bez obciążenia (lub tyle, by ciasto było wyraźnie rumiane). W międzyczasie można przygotować listki w cukrze (patrz koniec przepisu ;).

Tartę przestudzić. Wyłożyć schłodzony krem (bez obaw, folia odchodzi bez problemu) na ciasto, na wierzchu równomiernie rozłożyć owoce. Schłodzić co najmniej 30 minut przed podaniem. Oprószyć delikatnie cukrem pudrem lub udekorować wcześniej przygotowanymi listkami melisy lub mięty, tzn. posmarowanymi delikatnie (za dużo białka obciąża listki, potem przykleja się do nich za dużo cukru) roztrzepanym białkiem, dokładnie posypać cukrem i odłożyć do zastygnięcia w chłodne miejsce (z braku laku może być lodówka). A jak wyglądał ten proces, widać poniżej ;).

Jak sądzicie: wersja zimowa, z czerwonymi pomarańczami...?

wtorek, 21 października 2014

Gdy nastają chłody, wyciągam z szuflad wełniane swetry i szaliki, a apetyt przestawia się sam. Mam ochotę już nie na lekkie, zielone sałatki czy koktajle z owoców, po których zostało tylko wspomnienie, tylko na gęste zupy, strączkowe i mięso. Im zimniej, tym częściej marzę o pieczystym lub wertuję przepisy na podroby*. Podejrzewam, że dotyka mnie syndrom "zima idzie", któremu co rok ulegają nasza koty (niektóre bardziej niż inne... Nowy przydomek Karmelka to Pierożek. Zgadnijcie, czemu).

Stąd ta tarta.

Tarta to inna wersja tej letniej (z łososiem), a nazwałabym ją po prostu "Jesień", bo zawiera jabłka, na które jest sezon, boćwinę, którą jeszcze mam z ogrodu (a jarmuż też by się nadał) i... kaszankę, którą lubię, ale nigdy nie mam na nią ochoty, gdy jest ciepło. Niedawno dostałam parę pęt domowej, bardzo chudej i smacznej, i dwa wykorzystałam w tym daniu. Niewielka ilość orzechów także by tu pasowała.

Składniki:

  • ulubione ciasto kruche, u mnie maślankowe, w ilości wystarczającej do wyłożenia okrągłej tartownicy ok. 27cm (przy cienkim rozwałkowaniu wystarczy z ok. 140g mąki)
  • dwa małe pęta kaszanki, jak najlepszej i chudej
  • garść liści boćwiny
  • 1 mała cebula
  • 1 małe jabłko
  • 100g kwaśnej śmietany (np. 18%)
  • łyżeczka mąki
  • sól, pieprz, opcjonalnie: szczypta ziela angielskiego, parę orzechów włoskich lub laskowych
  • olej

Ciasto przygotować jak w przepisie, rozwałkować, wyłożyć foremkę, schłodzić, podpiec (ok. 8-10 minut na ślepo w 190 st. C - termoobieg - i drugie tyle bez obciążenia).

Gdy tarta się podpieka, zająć się farszem: boćwinę umyć, liście z grubsza porwać, łodygi w miarę posiekać na zapałki. Cebulę pokroić w pióra, zeszklić na patelni na niewielkiej ilości oleju, dodać łodygi boćwiny, smażyć kilka minut. Dodać kaszankę, pokrojoną w grube plastry i krótko przesmażyć (przewracając możliwie mało i delikatnie). Dodać liście boćwiny, całość wymieszać, doprawić do smaku solą i pieprzem (opcjonalnie: odrobiną ziela angielskiego) i zdjąć z ognia. Przełożyć masę na podpieczony spód. Jabłko pokroić w cienkie plastry (nie trzeba obierać), wyłożyć na wierzchu. Można także w tym momencie między plastrami jabłka umieścić kilka orzechów. Śmietanę lekko doprawić solą i pieprzem oraz wymieszać z łyżeczką mąki (chyba, że macie do czynienia z taką magiczną niewarzącą się ;), równomiernie rozprowadzić na wierzchu tarty. Piec ok. 20-25 minut w 190 st, jeść od razu.

* Dzisiaj przeglądając ofertę pewnego sklepu internetowego wydałam z siebie: "Ach!" i nie, tym razem nie chodziło o sukienkę, ale o wątrobę jagnięcą.

niedziela, 18 maja 2014

Nie wiem, jak to się stało, ale nie robiłam jeszcze nigdy tarty ze szparagami. Gdy sobie to uświadomiłam, tartę musiałam zrobić - w miarę możliwości - natychmiast. Chciałam, by była możliwie prosta, co się udało. Tym samym użyłam (pierwszy raz) "pamiątki z Brugii", tj. prostokątnej foremki z wyjmowanym dnem, i nie wiem teraz, jak mogłam piec na takiej standardowej... :). Produkt końcowy został uznany za udany, bo pochwalony przez M, który nie jest "urodzonym tartożercą".

Składniki:

  • porcja ulubionego ciasta kruchego (u mnie maślankowe) ze 120-130g mąki
  • pęczek szparagów
  • parę listków świeżej szałwii
  • sos: 100g śmietany (18%), 1 jajo, mała garść startego parmezanu (ew. pecorino, grana padano, Bursztynu - bez znaczenia), ok. 2 łyżek pokruszonej fety (lub sera fetopodobnego)
  • sól, pieprz

Z ciastem postąpić klasycznie: wyrobić, schłodzić, rozwałkować, wyłożyć foremkę (moja 36 x 13cm; nadałaby się także okrągła ok. 24cm), schłodzić, podpiec z obciążeniem (ok. 12 minut w 190 st.) i bez obciążenia (ok. 10 minut).

Szparagi umyć, odłamać zdrewniałe końce. Ułożyć równomiernie na podpieczonym spodzie, lekko oprószyć solą, rozrzucić na wierzchu liście szałwii. Składniki sosu roztrzepać, doprawić do smaku (z solą ostrożnie, bo feta i parmezan są też słone), rozłożyć równomiernie na szparagach. Piec 20 minut w 190 st. Jeść na ciepło lub po przestudzeniu.

Z innych zielonych (szparagowych) inspiracji: gęsta zupa pomidorowa (z dodatkiem jaglanki), posypana kawałkami upieczonych zielonych szparagów i liści bazylii. Czemu nie ;)?

 

poniedziałek, 07 kwietnia 2014

Niedawno skusiłam się na ekologiczne pomarańcze sycylijskie (o których wspominałam przy okazji pomarańczy gorzkich). W ramach swojego przydziału dostałam pewną ilość słodkich pomarańczy czerwonych i kilka cytryn (z których coś dojrzewa w piwnicy ;). Część owoców przerobiłam na...

Curd z czerwonych pomarańczy zrobiłam tak, jak cytrynowy, wykorzystując 250ml soku, odpowiednio zwiększając ilość jaj i masła, ale cukru na tą ilość dałam proporcjonalnie mniej, tj. 120g. Skórki użyłam dość dużo, bo z 3 owoców. Zaskoczona byłam tym, że kolor wyszedł jak jogurt pomarańczowy, czyli ładny, ale dość blady.

Co zrobić z tym fantem, tj. kremem?

- można go zjeść jak poniżej - z ciastem drożdżowym, np. tym;

- przełożyć nim biszkopt;

- jeść z chlebem, zwłaszcza tostami, na śniadanie;

- użyć jako nadzienia dla tarty kruchej (lub tartaletek):

Ciasto kruche lekko słodkiez przepisu na tartę rustykalną przygotować, schłodzić, rozwałkować na foremkę ok. 27-28cm (najlepiej z wyjmowanym dnem i/lub powłoką nieprzywierającą - w przypadku bardziej tradycyjnego naczynia można dno wyłożyć papierem do pieczenia przyciętym na wymiar) lub odpowiednią ilość tartaletek, schłodzić. Piec na ślepo (z obciążeniem) ok. 12-13 minut w 190 st. C (termoobieg) plus już bez obciążenia tyle, by ciasto wyraźnie się zrumieniło. Tartaletki wystarczy piec nakłute, bez obciążenia.

Spód wystudzić i najlepiej od razu (może być jeszcze letni) usunąć z foremki - tu przyda się ruchome dno, ale i przy tradycyjnej delikatne, cierpliwe i dokładne podważenie brzegów powinno zadziałać. Można oczywiście zostawić ciasto w foremce, ale schłodzone w lodówce z curdem będzie się ciężko kroiło, chyba, że było pieczone z papierem - mówię z własnego doświadczenia. Wyjmowanie z  foremek dotyczy także tartaletek.

Spód przełożyć na talerz/paterę, napełnić kremem, schłodzić już w lodówce. Tuż przed podaniem pokroić jak najcieniej pomarańcze - można zostawić skórkę - tylko umyte, jeśli eko, lub sparzone, jeśli innego pochodzenia. Pestki usunąć. Pomarańcze ułożyć na kremie; ile użyjecie, zależy od Was: na pierwszym zdjęciu widać 2 pokrojone owoce, na tym poniżej - tylko jeden.

Ew. resztki tarty przechowywać w lodówce. Wyjmować ok. 10-15 minut przed planowanym jedzeniem (czyt. krojeniem).

PS. Zapomniałam o recenzji kremu: gdybym miała wybierać, wolę curd z kwaśnych owoców (cytryny czy limonki), ale pomarańczowy to także miła odmiana.

niedziela, 11 sierpnia 2013

Że wiśnie i migdały się lubią, to nic nowego (pestki wiśni → kwas pruski → zapach gorzkich migdałów). Od jakiegoś czasu chodziło mi po głowie ciasto marcepanowo-wiśniowe (zwłaszcza, że w szafce leżało opakowanie masy, którą należało możliwie szybko zużyć). Mogłam oczywiście pójść w kierunku ciasta ucieranego, jak to z gruszkami, ale raczej myślałam o czymś w stylu kruchej tarty czekoladowo-malinowej. Oto co zrobiłam, i wyszło całkiem nieźle. Dodatek amaretto jest opcjonalny, ale nieco wzmacnia aromat migdałów, zwłaszcza w nadzieniu, i tam bym go nie pomijała.

Składniki:

  • Spód: 170g mąki tortowej, 30g mielonych migdałów, 2 łyżki drobnego cukru, 100g zimnego masła, ok. 3-4 łyżek zimnej maślanki, opcjonalnie: parę kropel amaretto
  • Środek: 200g masy marcepanowej, 750g wydrylowanych wiśni, 2 łyżki brązowego cukru, opcjonalnie (polecam): ok. łyżeczki amaretto
  • Wierzch: migdały w płatkach

Wymieszać mąkę z migdałami i cukrem, dodać zimne masło pokrojone w drobną kostkę, wetrzeć masło w ciasto i zagnieść na okruchy, połączyć za pomocą maślanki i ew. odrobiny amaretto by uzyskać miękkie, elastyczne ciasto. Uformować placek, owinąć w folię, schłodzić co najmniej 1 h w lodówce. Rozwałkować na średnicę ok. 27-28cm tartownicy, wyłożyć folią aluminiową z obciążeniem (fasolki), schłodzić w lodówce ok. 30 minut. Piec w 200 st. ok. 10 minut z obciążeniem i następnie kolejne 8-10 bez obciążenia (powinna się wyraźnie zezłocić). Gdy tarta się piecze, wymieszać wiśnie z cukrem i ew. amaretto. Marcepan drobno posiekać lub zetrzeć na tarce.

Wyłożyć równą warstwę marcepanu na podpieczony spód, na to wyłożyć owoce z ew. sokiem. Wierzch posypać migdałami w płatkach. Piec ok. 20-25 minut, wystudzić przed podaniem. Ew. resztki przechowywać w lodówce, ale wyjmować ok. 10-15 minut przed planowanym jedzeniem i krojeniem.

Gdyby komuś było za mało słodyczy, można dodać warstwę cukru pudru, choć osobiście nie uważam, by było to konieczne...

środa, 03 lipca 2013

O boćwinie pisałam rok temu. Na tegorocznych grządkach znów ją wysiałam, tym razem więcej odmian. M podchodzi do tego warzywa trochę jak do jeża, tzn. sam niechętnie przygotowuje z niej potrawy. Niedawno jednak dwukrotnie go przekonałam, że mangolda jeść warto...

Tarta z boćwiną

Składniki: ciasto kruche maślankowe (ze 150g mąki), dwie garści boćwiny, 1 mała cebula, olej, opcjonalnie, ale polecam: albo parę plasterków posiekanej wędzonki/wędzonej kiełbasy, albo jw. wędzonego łososia, 100g kwaśnej śmietany (18%), łyżeczka mąki, sól, pieprz

Ciasto przygotować jak w przepisie, rozwałkować, wyłożyć foremkę, schłodzić, podpiec (ok. 8 minut na ślepo w 190 st. C - termoobieg - i drugie tyle bez obciążenia).

Gdy tarta się podpieka, zająć się farszem: boćwinę umyć, liście z grubsza porwać, łodygi w miarę posiekać na zapałki. Cebulę pokroić w pióra, zeszklić na patelni na niewielkiej ilości oleju, dodać boćwinę, chwilę przesmażyć, minimalnie podlać wodą i dusić na średnim ogniu kilka minut, aż zmięknie. Doprawić do smaku solą i pieprzem, zdjąć z ognia, wymieszać z wędliną lub łososiem, wyłożyć na podpieczony spód. Śmietanę wymieszać z mąką, doprawić do smaku solą i pieprzem, wyłożyć na boćwinę. Piec ok. 15-20 minut w 190 st. C. Jeść najlepiej w towarzystwie zielonej sałaty, rukoli, itd.

 

Makaron z boćwiną i serem pleśniowym

Składniki: 200-225g spaghetti, hojna garść boćwiny, 2 ząbki czosnku, olej, ok. 8 listków szałwii, ok. 2 łyżek posiekanego sera z niebieską pleśnią (i Lazur, i Gorgonzola się nada ;), sól, pieprz, łyżka kwaśnej śmietany (18%)

Nastawić wodę na makaron. Boćwinę umyć, posiekać jak w powyższym przepisie, czosnek obrać, pokroić w plastry. Gdy woda się niemal gotuje, zeszklić czosnek na patelni; gdy makaron się już gotuje, przesmażyć i poddusić boćwinę, jak w poprzednim przepisie. Na koniec dodać szałwię, doprawić solą i pieprzem. Zdjąć z ognia, wymieszać natychmiast z ugotowanym, odcedzonym spaghetti i serem, dodać śmietanę i ponownie wymieszać. Ew. doprawić ponownie do smaku (ja jeszcze dodałam pieprzu ;). Podawać natychmiast.

 
1 , 2 , 3
| < Październik 2017 > |
Pn Wt Śr Cz Pt So N
            1
2 3 4 5 6 7 8
9 10 11 12 13 14 15
16 17 18 19 20 21 22
23 24 25 26 27 28 29
30 31          
Tagi
World Bread Day, October 16, 2017

Ptasia on Pinterest
Page copy protected against web site content infringement by Copyscape
Durszlak.pl POMOŻECIE? PustaMiska - akcja charytatywna