Głównie o kuchni, jedzeniu, gotowaniu - ale nie tylko...

Wpisy z tagiem: ciasto

sobota, 05 stycznia 2013

Tytuł posta to parafraza tytułu powieści Italo Calvino, którego utworami kiedyś (dawno, dawno temu) się zaczytywałam, ale szczerze mówiąc, mam ochotę prychnąć: Jakie "jeśli"? Tryb warunkowy nie ma zastosowania, bo to oczywiste, że co jak co, ale zwłaszcza zimową porą ciasto było, jest i będzie.

Za oknem zima dość brytyjska (wilgotno, wietrznie i chłodno, ale nie mroźnie .... tylko brakuje wrzosowisk i baranów na wzgórzu), więc dwa zimowe ciasta Nigelli są bardzo na miejscu. Do pierwszego przymierzałam się kilka lat: bardzo podobał mi się opis, że to wypiek na te miesiące, gdy jest ciemno, zimno a owoce świeże trudno dostępne (stąd w składzie suszone). Mowa o placku z suszonymi morelami z Domestic Godddess, przepisu w klimacie retro.

W czasach, gdy powstawała książka, niesiarkowane morele (czy inne suszone owoce) nie były zbyt popularne i nie wiem, co autorka by dziś polecała; ja użyłam, jak w przepisie wyjściowym, "zwykłych" czyli pomarańczowych, siarkowanych. Oczywiście wybór należy do Was; z morelami naturalnymi nadzienie będzie miało zupełnie inny - ciemniejszy - kolor. Dodałam odrobinę cukru do ciasta, bo wytrawne nie pasuje mi do słodkiego farszu. Spulchniacze nie są obowiązkowe, można je pominąć.

Składniki:

Ciasto:

  • szczypta soli
  • sok z 1 pomarańczy
  • 250g mąki ze spulchniaczami (lub zwykłej bądź zwykłej z dodatkiem po 3/4 łyżeczki sody i proszku do pieczenia)
  • 2 łyżki drobnego cukru
  • 125g zimnego masła
  • 1 duże żółtko
  • schłodzona woda
  • mleko (lub białko z ww. żółtka) do glazury, cukier do posypki

Nadzienie:

  • 250g suszonych moreli, moczonych co najmniej 6h w 0,5 l. wody
  • 6 łyżek śmietany 18%
  • łyżka miodu (ew. syropu)
  • 1 roztrzepane jajo

Przyjmując, że morele się namoczyły, można zająć się ciastem. Rozpuścić sól w soku z pomarańczy, odstawić do lodówki. Wymieszać mąkę z cukrem, wetrzeć masło na okruszki. Dodać płyny: żółtko i sok, zagnieść; jeśli całość jeszcze nie będzie chciała się połączyć w kulę - jak u mnie - dodawać pomału schłodzoną wodę, aż wszystkie składniki się połączą na gładkie ciasto. Podzielić na 1/2, uformować dwa placki, schłodzić 10 minut w lodówce.

Morele umieścić razem z syropem w rondelku, zagotować, gotować 5 min. Odcedzić, morele odłożyć na bok; płyn zachować, przelać z powrotem do rondelka, zagotować i redukować, aż zostanie ok. 3 łyżek syropu.

Placki rozwałkować by wyłożyć tartownicę ok. 22 cm. Jednym kawałkiem wyłożyć dno, na środku ułożyć morele. Syrop wymieszać z miodem i śmietaną, szybko wtrzepać jajko i zalać sosem owoce. Przykryć całość drugim kawałkiem ciasta, brzegi skleić, wyrównać (z resztek ciasta można powycinać dekoracje do ozdobienia wierzchu). Ciasto naciąć kilkakrotnie ostrym nożem, posmarować z wierzchu mlekiem lub zachowanym białkiem. Piec 20 minut w 200 st. C, skręcić temperaturę do 180 st. i piec dalsze 30-35 minut. Można w 1/2 czasu przykryć folią, ale odkryć ciasto na ostatnie 5 minut pieczenia. Gorące ciasto posypać zwykłym cukrem (można też poczekać, aż wystygnie i posypać cukrem pudrem). Wystudzić przynajmniej 1 h przed jedzeniem. Smaczne i na zimno, i lekko ciepłe. 

Przepis drugi bazuje na cieście klementynkowym, swego czasu hitu m.in. Galerii Potraw. Jest to wilgotny (co nie każdemu odpowiada), bezglutenowy wypiek, o prostym składzie: wygotowane owoce, mąka migdałowa, jaja, cukier. Przepis pochodzi z How to eat, w którym Nigella mimochodem wspomina o innych wariantach: pomarańczowym lub cytrynowym. Ja poszłam krok dalej (czy też w bok ;), bo pomieszałam pomarańcze z cytrynami, tworząc ciasto cytrusowe. Zapach podczas gotowania owoców, a potem miksowania składników był tak silny, że chociaż nigdy nie wyjadam surowej masy na wypieki, tu nie powstrzymałam się ;).

Składniki:

  • ok. 0,5kg cytrusów (u mnie 1 pomarańcza i 2 cytryny),
  • 250g mąki migdałowej,
  • 225g drobnego cukru,
  • 6 jaj średnich (lub 5 dużych), 
  • kopiasta łyżeczka proszku do pieczenia
  • opcjonalnie: szczypta cynamonu

Owoce umyć, umieścić w dużym garnku, zalać wodą (muszą swobodnie się unosić), zagotować, skręcić ogień na średni i gotować ok. 2h. Odcedzić, przestudzić, usunąć pestki. Umieścić w malakserze razem z pozostałymi składnikami, zmiksować na gładką masę. Przelać do tortownicy o średnicy 20 cm (wyłożonej pergaminem lub natłuszczonej/omączonej), piec godzinę (lub do suchego patyczka) w 190 st. C (ew. przykryć pod koniec folią). Dokładnie wystudzić przed jedzeniem (najlepiej poczekać dobę). Można udekorować polewą, lukrem lub, jak ja, posypać (kreatywnie lub nie ;) cukrem pudrem. Ciasto b. długo pozostaje świeże.

niedziela, 27 listopada 2011



Lubicie kandyzowany imbir? Od jakiegoś czasu kojarzy mi się z... długimi podróżami samochodem, jako środek (czasem skuteczny) przeciw chorobie lokomocyjnej. Kupuję gotowca w formie tzw. suchej (kawałki obtoczone w cukrze) w sklepie (czasem można też dostać na wagę), bo nigdy nie chciało mi się robić własnego - do czasu, gdy przeczytałam przepis na ciasto w River Cottage Everyday, który mocno do mnie przemówił (zwłaszcza, że trwa Korzenny Tydzień - vide banner autoreklamowy ;), a wymagał użycia imbiru w syropie. Co prawda, jak się mocniej wczytałam w przepis, syrop jest opcjonalny, można by użyć czegoś innego (choćby gotowego syropu do napojów, ew. zrobić lukier), jednak wówczas już imbir leżał w lodówce* ;). Skorzystałam z przepisu Eli:



Składniki:

  • imbir (u mnie 75g)
  • cukier (tyle, ile imbiru po gotowaniu - wyszło 82g)
  • woda

Imbir obrać, uważając by wyeliminować wszystkie części skorki. Pokroić w cienkie plasterki i ugotować je na małym ogniu z łyżeczką soli i woda (tyle by je przykryć) przez ok. 30 minut. Odcedzić i zostawić do wystygnięcia. Następnie zważyć ugotowane płatki, przełożyć je do stalowego rondelka i dodać taka sama ilość cukru i 5 łyżek (75ml) wody. Postawić na najmniejszym palniku i gotować na minimalnym ogniu przez około 20 minut, aż imbir stanie się przezroczysty (polecam ciągłe kontrolowanie żeby nie przypalił). Ja chciałam zachować imbir w syropie (do ciasta poniżej), więc po wystudzeniu przelałam go do pojemnika i wsadziłam do lodówki.

Aby uzyskać imbir suchy: Wyłożyć widelcem na kratkę do ciastek, żeby obciekły i suszyć tak przez przynajmniej 5 godzin, a najlepiej zostawić na cala noc. Gotowe płatki wrzucić do woreczka z cukrem i dobrze potrząsnąć, by się nim oblepiły. Przechowywać w szczelnym pojemniku.

A oto ciasto, jak pisze Hugh F-W., "w stylu jamajskim". Według autora - "nie dla słabych duchem". Bardzo ciemne, lepkie, z dużą ilością rumu, doprawione imbirem i zielem angielskim (podobno najlepsze pochodzi właśnie z Jamajki). Jest też aromatyczne, mokre, ale gęste, słodko-pikantne w smaku. Pasowałoby na podwieczorek dla piratów, podobnie jak te ciasteczka. Polecam, choć raczej nie dla dzieci ;)



Składniki: 75g masła, 150g golden syrup (lub miodu sztucznego), 150g melasy (może być w proszku), 125g brązowego cukru (u mnie ciemny muscovado), 75ml ciemnego rumu (u mnie jasny zmieszany z łyżką Black Balsam), 2 średnie jaja, 225g mąki ze spulchniaczami (lub zwykłej, zmieszanej z 3/4 łyżeczki proszku do pieczenia i tyle samo sody), łyżeczka ziela angielskiego, jw. mielonego imbiru, szczypta soli, 75g kandyzowanego imbiru, opcjonalnie: ok. 2 łyżek syropu imbirowego

Stopić masło z cukrem, melasą, golden syrup. Wystudzić, dodać rum, potem jaja. Wymieszać suche składniki w misce, w środek wlać mokre, wymieszać na gładko, na koniec dodać posiekany imbir. Przełożyć do keksówki (pojemność 1 l. lub większa), wyłożonej pergaminem. Piec ok. 50 minut w 180 st. C. (do suchego patyczka). Środek się najprawdopodobniej zapadnie. Po wystudzeniu posmarować dodatkowym syropem. Według HFW, najlepiej smakuje po ok. 2 dniach od upieczenia.

* Zazwyczaj imbir kupowany na zapas mieszka w zamrażarce.

wtorek, 29 marca 2011

Lubicie połączenie słodkiego ze słonym? Ja tak. I lubię fistaszki. I brownie. Gdy M ugryzł kęs ciasta, skrzywił się i spytał: "Coś ty tu dodała?", po czym odmówił dalszej konsumpcji ("nie mogłaś dać rodzynek?"), specjalnie się nie zmartwiłam... Jedyne, czego żałowałam, do tego, że piekłam brownie dłużej, pod preferencje M (bo ja wolę wilgotniejsze).

Ciasto wg mojego ulubionego przepisu bazowego (prezentowałm tu wcześniej wersję z kokosem prasowanym).

Składniki:

  • 110g masła,
  • 110g dobrej, gorzkiej czekolady o wysokiej zawartości kakao,
  • 150g drobnego cukru (można częściowo dać drobny brązowy, typu jasny lub ciemny muscovado),
  • 2 jaja,
  • 110g mąki,
  • 1/2 łyżeczki proszku do pieczenia,
  • ok. 80-100g solonych fistaszków, z grubsza posiekanych/przekrojonych na 1/2 (lub potłuczonych chwilę wałkiem przez warstwę ochronną torebki)

Stapiamy masło i czekoladę na małym ogniu, odstawiamy do lekkiego wystudzenia. Dodajemy pozostałe składniki, mieszamy na gładką masę; jeśli przypadkiem użyjemy cukru zwykłego, nie drobnego, warto wcześniej go rozetrzeć z jajami, i dopiero potem dodać do reszty masy. Na końcu wmieszać orzechy.

Przełożyć masę czekoladową do niewielkiej foremki (u mnie ok. 20x20 cm) wyłożonej pergaminem lub wysmarowanej + wysypanej. Piec w 170 st. 20 minut (dla uzyskania brownie dość płynnego) - 25 minut (dla wersji bardziej stałej), lub, by uzyskać ciasto minimalnie tylko mokre, 25 minut + 5 minut w wyłączonym piekarniku.

Doszłam do wniosku, że skorupka z wierzchu ciasta w formie okruchów całkiem przypomina mój ulubiony baton czekoladowy - niedostępny niestety w Polsce Cadbury's Flake :)

niedziela, 31 stycznia 2010

Zrobiłam ten sernik już dawno temu... Jeszcze dłużej, niż zdjęcia i wpis czekały na swoją kolej, gapiłam się na przepis na to ciasto w How to be a domestic goddess, i wzdychałam i zastanawiałam się, czy je zrobić. Przyznaję, że przerażały mnie składniki (12 jaj i 1,5 kg ricotty, i duża tortownica, której nie mam). Przełom nastąpił w dniu, w którym mnie oświeciło, że przecież mogę upiec sernik z 1/2 porcji (tak, zajęło mi to kilka lat... :) Użyłam ricotty, ale sądzę, że twaróg sernikowy (trzykrotnie mielony) - byle łagodny, nie za kwaśny, ricotta jest bardzo neutralna i delikatna - byłby jak najbardziej ok. Samo przygotowanie ciasta i upieczenie jest bajecznie proste, bardziej skomplikowane jest suszenie, ale okazało się także łatwiejsze niż myślałam.

Składniki (na tortownicę 25-26 cm, ja robiłam z 1/2 porcji w 20 cm): 12 jaj, 1,5 kg ricotty, 275g drobnego cukru, łyżeczka ekstraktu z wanilli (lub amaretto), cukier do posypania

Jaja utrzeć z cukrem. Osobno rozetrzeć ser na gładką masę, dodawać stopniowo masę jajeczną i wanilię (ja ucierałam całość ręczną trzepaczką). Gotową gładką masę przelać do tortownicy (swoją wysmarowałam masłem i wysypałam mąką, w przepisie brak informacji na ten temat). Piec 1 godz. 15 minut w 180 st. C. Nie otwierać wcześniej piekarnika! Gotowy sernik powinien być wyrośnięty, mieć zezłocone brzegi i dość blady, gładki środek, lekko miękki, ale stały, sprężysty. Jeśli wydaje się niedopieczony, piec kolejne 15 minut; jeśli jest gotowy, wyłączyć piekarnik, uchylić drzwi i zostawić sernik w środku na kolejną godzinę. W tym czasie sernik opadnie, może także pęknąć (mój pękł wcześniej, podczas pieczenia). Potem wystudzić całkiem w temp. pokojowej.

Wystudzony sernik należy osuszyć. Dwa duże talerze bez brzegów należy wyłożyć ręcznikami papierowymi. Delikatnie obkroić brzegi ciasta nożem, rozpiąć klips tortownicy i zdjąć górną część foremki. Nakryć wierzch sernika jednym z talerzy i odwrócić ciasto do góry dnem. Zdjąć delikatnie dno tortownicy (można także pomóc sobie nożem), nakryć odkryte ciasto drugim talerzem i ponownie odwrócić, właściwą stroną do góry. Zdjąć górny talerz, ale ręczniki zostawić, i tak obłożony sernik umieścić w lodówce, najlepiej na noc. Papier powinien wchłonąć nadmiar wilgoci. Kolejnego dnia, na godzinę przed zjedzeniem ciasta, należy usunąć ręczniki z góry i znów odwrócić sernik do góry nogami na talerz ze świeżą warstwą ręczników. Usunąć stare ręczniki z dna (które znalazło się na górze), położyć warstwę świeżych. Po godzinie ostatni raz odwrócić sernik, usuwając ostatecznie ręczniki. Przed samym podaniem posypać cukrem (u mnie domowy waniliowy).

Nigella się zachwycała sernikiem ("Jedzcie i płaczcie"), a ja... miałam wrażenie, że czegoś brakuje. W przepisie była sugestia podania deseru z truskawkami, np. doprawionymi octem balsamicznym lub zwykłych, i chyba rzeczywiście dodatek świeżych owoców byłby wskazany. Może wyrazista owocowa polewa, jak w serniku londyńskim, albo lemon curd? Bo nie da się ukryć, że tu mamy po prostu lekko posłodzoną, upieczoną ricottę :)

Innymi słowy przepis mnie już nie męczy, wykonałam i raczej do niego nie wrócę, a może komuś się przyda. Szczególnie, że ciasto wykonałby i mało zdolny pięciolatek, a odwracania i osuszania nie ma co się bać.

niedziela, 27 września 2009

Niezmordowanie szukam nowych wersji dla mojego ulubionego ciasta. Tym razem polewa jesienna, z duszonych, korzennych śliwek, z której jestem bardzo zadowolona. Lekko zainspirował mnie przepis na "aromatyczne śliwki" Nigelli Lawson z How to eat, ale metodę obrałam inną, poza tym zagęściłam owoce, by utrzymały się na cieście - tak, jak postępowałam przy serniku z rabarbarem.

Ciasto: postępujemy tak, jak w przepisie bazowym.

Polewa: Ok. 400g śliwek węgierek wymyłam, wydrążyłam, umieściłam w niskim rondlu, by tworzyły jedną warstwę. Dodałam 1/2 laski cynamonu, nasiona z 2 ziaren kardamonu, 2 goździki, 1 ziele angielskie i 2 płaskie łyżki cukru ciemnego muscovado. Zalałam ok. 150 ml czerwonego wytrawnego wina, dodałam trochę wody, by śliwki były zakryte do ok. 3/4 wysokości. Całość zagotowałam, następnie dusiłam pod przykryciem, na średnim ogniu, ok. 15 min. Wyłowiłam laskę cynamonu, śliwki odcedziłam (gdyby udało Wam się wyłapać goździki itd., też można je usunąć) z płynu śliwkowo-winnego, który zlałam do rondelka. Można go w tym lekko dosłodzić do smaku, choć dla mnie był wystarczająco słodki. Rozmieszać w szklance łyżkę mąki ziemniaczanej z 2 łyżkami wody i odrobiną płynu z gotowania. Ten ostatni zagotować, zdjąć z ognia, powoli wlać mąkę z wodą, cały czas mieszając. Powstałym kisielem zalać śliwki, całość wystudzić. Przełożyć na ostudzony sernik, całość schłodzić w lodówce.

Jak zawsze w tym przepisie, ciasto najlepsze jest następnego dnia... o czym w swoim łakomstwie zapomniałam i skusiłam się na kawałek po zaledwie 3 godzinach schładzania w lodówce. Dziś oczywiście było dużo lepsze. Polewa jest dość wytrawna - dla dorosłych :) (choćby też przez zawartość wina), lśniąca, aromatyczna, mocno korzenna i... właśnie jesienna. Tak przygotowane śliwki można jeść też jako samodzielny deser, ewentualnie z dodatkiem lodów czy śmietany.

akcja

wtorek, 15 września 2009

akcjaOto słynne ciasto mojej teściowej, które można wykorzystywać zarówno by robić placek z owocami, jak i zwykłe tzw. babuchy lub babki. Mój M uważa je za mistrzostwo świata i wzór dla wszystkich wypieków drożdżowych. Przepis wymaga nastawienia na noc zaczynu, więc pieczenie należy dobrze rozplanować. Uwaga: z podanych proporcji wychodzi jedna bardzo duża blacha ciasta (wykorzytuję głębszą blaszkę dołączoną do piekarnika) lub dwie średnie, ew. ok. 3 keksówek. Przepis trochę zmodyfikowałam, tj. zredukowałam o 1/2 ilość drożdży w stosunku do oryginału, daję także trochę mniej masła. Dolałam także trochę ekstraktu z wanilii i wybrałam "nieortodoksyjną" kruszonkę - to ostatnie jednak zależy od Waszego gustu. W wypieku można wykorzystać dowolne owoce sezonowe, ale zwłaszcza śliwki i wiśnie się sprawdzają.

Składniki ciasta: 2 szklanki* cukru, 5 jaj, 5 dkg drożdży świeżych, kostka (200g) masła, 1 szklanka* ciepłego mleka, 1 kg mąki tortowej, garść rodzynek, opcjonalnie: inne bakalie, skórka strata z cytryny lub pomarańczy, łyżeczka ekstraktu waniliowego

Wieczorem przed pieczeniem ciasta: Wyjąć jaja, masło i drożdże z lodówki, by doszły do temp. pokojowej. Utrzeć jaja z cukrem i następnie utrzeć z miękkim masłem (można także dać masło stopione i lekko ostudzone). Wkruszyć drożdże do ciepłego mleka, wymieszać, następnie wymieszać dokładnie z masą maślano-jajeczną. Całość powinna przypominać gęstą masę naleśnikową. Przykryć dokładnie folią lub ściereczką i odstawić na noc w cieple.

Następnego dnia zaczyn powinien być wyrośnięty i przypominać trochę suflet. Dodajemy do niego mąkę i wanilię, jeśli używamy; wyrabiamy ciasto długo i dokładnie (najlepiej mikserem, ręcznie można się nieco zmęczyć, a początkowo ciasto jest lepkie). Pod koniec wyrabiania dodajemy bakalie i skórkę cytrusową, jeśli używamy. Wyrobione ciasto powinno być elastyczne, odchodzić od dłoni, jedynie lekko się przylepiać do opuszków palców. Odstawiamy do podwojenia objętości w natłuszczonej misce (ok. 1-1,5 h), następnie odgazowujemy i przekładamy, rozciągając na wyłożoną pergaminem blachę lub blaszki. Na wierzchu układamy wymyte i wydrylowane owoce (ok. 500g śliwek), opcjonalnie oprószamy cynamonem lub przyprawą korzenną. Odstawiamy do ponownego napuszenia (ok. 45 min) i posypujemy kruszonką.

Składniki kruszonki: 1/2 szklanki* cukru (użyłam demerary), 1/4 szklanki* płatków owsianych błyskawicznych, 1/4 szklanki* mąki, 50g zimnego, posiekanego masła - całość utrzeć na okruszki.

Piec ok. 60 minut w 180 st., do suchego patyczka - uważać, by nie przepiec.

*używam tutaj miarki amerykańskiej, tj. 1 cup = ok. 240ml

Ciasto wychodzi bardzo puszyste, miękkie i maślane. Moim zdaniem najsmaczniejsze jest jedzone tego samego dnia, lekko ciepłe.

środa, 05 sierpnia 2009

Gdy zobaczyłam to ciasto na blogu Liski, uznałam, że trzeba koniecznie zrobić. M kręcił nosem, że nie jest przekonany co do papierówek w cieście (zazwyczaj używaliśmy szarej renety, czasem antonówek), ale - spróbowaliśmy. I polecam.

Składniki: 200 g masła, pokrojonego w kostkę, 380 g mąki, 2 żółtka, 1 łyżeczka proszku do pieczenia, 60 g cukru (cukier z prawdziwą wanilią), szczypta soli

700 g jabłek, obranych i pokrojonych w cienkie plasterki
2 łyżki soku z cytryny
1 łyżeczka cynamonu
1/2 łyżeczki zmielonych goździków
80 g zmielonych ciasteczek (np. twardych amaretti, digestive lub petit beurre) lub ew. bułki tartej
150 g cukru
1 łyżka mleka do posmarowania wierzchu ciasta

Piekarnik nagrzać do 200 st C. Masło posiekać z mąką wymieszaną z proszkiem. Dodać żółtka, cukier z wanilią i sól. Zagnieść gładkie ciasto (jeśli byłoby za suche, dodać ew. dodatkowe  żółtko lub łyżkę wody/śmietany). Ciasto podzielić na 2 części - jedna powinna być o ok. 1/3 większa od drugiej. Większą częścią wylepić spód i boki tortownicy o średnicy 22-24 cm. Ponakłuwać widelcem i wstawić do gorącego piekarnika na 10 minut. Mniejszą część ciasta zawinąć w folię i schłodzić.

Jabłka pokrojone w plasterki połączyć z cytryną, cynamonem, goździkami, cukrem i ciasteczkami/bułką tartą. Włożyć do tortownicy z podpieczonym ciastem. Wygładzić powierzchnię. Pozostałą część ciasta rozwałkować na okrąg (np. jak proponuje Liska, wkładając ciasto między 2 kawałki folii spożywczej i w ten sposób wałkując), ułożyć na wierzchu jabłek, delikatnie skleić ciasto na krawędziach. Ponakłuwać wierzch widelcem, opcjonalnie z ew. resztek wyciąć wzorki (u mnie listki), posmarować  ciasto łyżką mleka i wstawić do piekarnika na 50-60 minut. Wystudzić przed podaniem.

Ciasto jest bardzo korzenne, pękające od jabłek (rzeczywiście można kroić tylko duze porcje!) i wygląda imponująco. Co prawda, moja druga połowa wciąż lekko narzekała (np. na obecność goździków), a gdy zostaliśmy obdarowani papierówkami, zrobił naszą szarlotkę tradycyjną (tzw. Ciapelkową, od pani K.). I jak widać poniżej, też pękała od owoców... Podobnie jak u Liski, pokroiliśmy owoce na plasterki, i tak, jak w powyższym cieście, nie są one poddawane wcześniejszej obróbce termicznej. Takie szarlotki Ptasie lubią najbardziej.

środa, 17 czerwca 2009

Taki przepis, co wraca jak bumerang. Pierwsza pozycja w Domestic goddess, cały tytuł: My mother in law's Madeira cake. Czyli cytrusowe ciasto ucierane teściowej (chyba byłej, przypuszczam, że chodziło o 1 męża) Nigelli :) Robiliśmy już wielokrotnie, często dodając rodzynki (choć nie tym razem) lub suszoną żurawinę. Nigella proponuje też łyżkę suchego maku lub - ale zupełnie mi to nie pasuje - kminku. Proste, smaczne, ładnie komponuje się z owocami lub ich przetworami.

Składniki: 240g miękkiego, niesolonego masła,  200g drobnego cukru + więcej do posypania (imho spokojnie można użyć zwykłego kryształu), skórka + sok z 1 cytryny (można zastąpić limonką, ale cytryna lepsza), 3 duże jaja, 210g mąki ze spulchniaczami, 90g zwykłej mąki lub 300 g mąki zwykłej + 1 łyżeczka proszku do piecz. + 1 łyżeczka sody (w myśl zasady, żeby uzyskać self-raising flour dodajemy 0,5 łyż. proszku i tyle samo sody na każde 150 g mąki; sądzę, że po 3/4 łyżeczki sody i proszku też by starczyło).

Nagrzewamy piekarnik do 180 st., wysmarowujemy masłem keksówkę (małą). Masło ucieramy z cukrem na puszystą masę, dodajemy skórkę cytrynową. Dodajemy jaja po jednym + po łyżce mąki (zmieszane dwa typy lub zmieszana mąka z proszkiem i sodą) po każdym jaju. Delikatnie (ważne!) dodajemy resztę mąki, mieszamy, i na koniec dodajemy sok z cytryny. Masa jest dość wilgotna, przelewamy ją do foremki, posypujemy po wierzchu ok. 2 łyżkami cukru i pieczemy 1h lub do suchego patyczka.

Warto uważać, by nie przepiec, ale zarazem pilnować, by ciasto dobrze podpiekło się od spodu - w przeciwnym razie może wyjść zakalec. Na tym cieście nauczyliśmy się z M piec na dolnym poziomie piekarnika (piekę zawsze w grzaniu góra+dół).

PS. Ponieważ były pytania: nazwa "Madeira cake" stąd, że tradycyjnie do konsumpcji popijało się maderę :).

niedziela, 20 kwietnia 2008

Majersztyk. Z przepisu Bajaderki. Kopiuję całość poniżej, także z instrukcją co do ciasta kruchego - to z podanych proporcji, bezjajeczne i bezżółtkowe wychodzi wspaniale kruche i delikatne.

Ciasto:
200g mąki
2 łyżki cukru
szczypta soli
100g zimnego masła, pokrojonego na kawałki
3 łyżki lodowatej wody

Nadzienie:
4 duże jabłka (u nas jak niemal zawsze - szara reneta) - obrane, przekrojone na połówki i każda połówka pokrojona na 6 plasterków
6 łyżek cukru (można dać mniej, szczególnie jeśli jabłka słodkie)
1/3 łyżeczki mielonego cynamonu
1 łyżka mąki
2 łyżki rozpuszczonego masła

1 jajko, lekko ubite do posmarowania
4 łyżki dżemu morelowego (najlepiej przetartego, ale jak tego nie zrobicie, nic się nie stanie)

Ciasto:
Mąkę wymieszać z cukrem i sola, dodać masło i posiekać, aż masło zamieni się w grudki (świetny do tego jest malakser lub robot z nasadką do ucierania). Dodać 2 łyżki wody, wymieszać aż ciasto zacznie formować się w całość. Jeżeli ciasto ciągle jest suche, dodawać stopniowo pozostałą łyżkę wody. Ciasto zebrać razem, uformować kule, spłaszczyć, zawinąć w folię plastikową i schłodzić w lodowce przez co najmniej godzinę.

Nadzienie: 4 łyżki cukru wymieszać z cynamonem, posypać jabłka i wymieszać. Pozostałe 2 łyżki cukru wymieszać z łyżką mąki w małej miseczce. Schłodzone ciasto rozwałkować w kształcie krążka o średnicy 32cm. Przenieść na dużą płaską blachę. Posypać ciasto (zostawiając czysty 5cm margines) mieszanka cukru i mąki. Układać jabłka (ciągle zostawiając wolny 5cm margines), plasterek przy plasterku w kółko, polać roztopionym masłem. Zawinąć brzeg ciasta na jabłka, robiąc zakładki (im ciasto mniej równe tym ładniejsze, cały urok tej tarty tkwi właśnie w tym, ze nie jest perfekcyjnie ładna). Posmarować brzeg rozbitym jajkiem, posypać grubym cukrem kryształem i piec w temperaturze 200ºC przez około 40-45 minut, aż jabłka będą miękkie i ciasto złotawe. Dżem morelowy zagrzać w rondelku i posmarować nim jeszcze gorące jabłka. Zostawić tartę na blasze aż wystygnie, delikatnie przenieść na duży talerz.

Uwielbiam tą tartę. Smaczna, prosta w wykonaniu, bardzo efektowna wizualnie, tylko pozornie rustykalna, bo w rzeczywistości - sądzę, że wypieku nie powstydziłaby się żadna restauracja czy kawiarnia. Spróbujcie - ja za każdym razem, gdy kosztuję, nie mogę się nadziwić, jakie to dobre, a zarazem wykwintne. Podobno świetna jest też wersja ze śliwkami, ale to jeszcze przede mną...

| < Kwiecień 2017 > |
Pn Wt Śr Cz Pt So N
          1 2
3 4 5 6 7 8 9
10 11 12 13 14 15 16
17 18 19 20 21 22 23
24 25 26 27 28 29 30
Tagi

Ptasia on Pinterest
Page copy protected against web site content infringement by Copyscape
Durszlak.pl POMOŻECIE? PustaMiska - akcja charytatywna