Głównie o kuchni, jedzeniu, gotowaniu - ale nie tylko...

Wpisy z tagiem: warzywa

poniedziałek, 13 lutego 2012



Ostatnio mam ochotę na dania dla siebie nietypowe, takie, jakich normalnie nie wybieram. Nie, że ich nie lubię, ale nie mogę powiedzieć, bym za nimi przepadała. A jednak... niedawno na stoku rzuciłam się na gorącą czekoladę, a wcześniej zamarzyły mi się (sic) leniwe. Przy okazji wdałam się z M w dyskusję, czy to kluski, czy pierogi, czy po prostu leniwe. Przepis znalazłam u Dorotuś, na raczej niewielką ilość klusek (nie pierogów - wg mnie ;) -dla dwóch-trzech głodnych osób sugeruję od podwoić proporcje. W mojej wersji bez dodatku cukru waniliowego w masie.

Składniki:

  • 20-22 dag twarogu
  • 1 jajko (osobno żółtko i białko)
  • pół szklanki mąki

Twaróg przetrzeć przez sito lub rozgnieść widelcem. Dodać żółtko, mąkę i ubitą pianę z białka. Masa może się lepić, ale im mniej mąki dosypiemy, tym lepiej. Ciasto wyłożyć na stolnicę wysypaną mąką, uformować wałeczek, lekko spłaszczyć. Nożem odkrajać kawałki, wrzucać na wrzątek, gotować chwilę do wypłynięcia.
Podawać z roztopionym masłem lub śmietaną, posypane grubym cukrem i ew. cynamonem, lub jak kto lubi.

Kluski bardzo smaczne, ale dla mnie zbyt monotonne, by stanowić cały posiłek. Choć M patrzył się na mnie jak na UFO, zrobiłam do leniwego obiadu miskę surówki ze słodką nutą.

Surówka z marchwi, włoskiej kapusty i suszonych moreli



Składniki:

  • 2 średnie marchewki
  • mała garść poszatkowanej kapusty włoskiej
  • 3-4 suszone morele
  • sok z cytryny
  • łyżka jogurtu/śmietany
  • ok. 2 łyżeczek cukru
  • sól

Marchewkę zetrzeć, zmieszać z kapustą i morelami pokrojonymi w cienkie paseczki. Skropić cytryną (u mnie obficie), wymieszać z jogurtem/śmietaną, doprawić do smaku niewielką ilością soli i cukrem. Odstawić na bok, po paru minutach sprawdzić doprawienie. Podawać od razu lub po schłodzeniu.

Inna opcja to słodko kwaśny, chrupki anyżowy fenkuł, którego można zjeść np. przed lub po leniwych:

Surówka z fenkułu



  • 1 średni fenkuł
  • sok z 1/2 cytryny (ew. dobry, delikatny biały ocet - ok. łyżeczki)
  • łyżeczka-dwie cukru
  • szczypta soli

W misce wymieszać cytrynę, cukier i sól. Wymieszać dokładnie z poszatkowanym fenkułem, odstawić na parę minut. Zweryfikować doprawienie, jeść od razu.

wtorek, 07 lutego 2012



Od jakiegoś czasu chodziła za mną taka tarta, kiedyś bowiem zrobiłam podobne tartaletki z resztek ciasta kruchego. Okazja się nadarzyła, gdy wszystkie składniki były w domu (a opakowanie czarnych oliwek kupionych przez M okazało się gotową pastą*). Buraki + wyrazisty ser + oliwki to coś, co bardzo lubię... 

Składniki: ciasto kruche maślankowe (ze 140g mąki/70g masła) lub inne ulubione kruche w ww. ilości; 2 średnie, wcześniej ugotowane lub upieczone buraki; 40g pasty z oliwek/tapenade; 1/4 średniej cebuli, pokrojonej w piórka; ok. 2-3 łyżek pokruszonego sera z niebieską pleśnią/koziego; sól, tymianek, ocet balsamiczny, oliwa

Ciasto przygotować klasycznie: zrobić, schłodzić, rozwałkować, wyłożyć formę (u mnie rozwałkowane bardzo cienko na taką ok. 27cm, można trochę grubiej i wyłożyć mniejszą, np. 24cm) i schłodzić, podpiec na ślepo (z obciążeniem) ok. 10 minut w 190 st. C (termoobieg) i drugie tyle bez obciążenia.

Podpieczony spód posmarować pastą z oliwek, na to wyłożyć równomiernie buraki pokrojone w b. cienkie plasterki, rozrzucić na burakach cebulę, lekko oprószyć solą i suszonym tymiankiem, skropić delikatnie balsamico, na wierzchu rozrzucić ser pleśniowy/kozi, skropić oliwą. Piec ok. 15 minut ponownie w 190-200 st. C., aż brzegi się zrumienią a ser lekko roztopi.

I już :) Można jeść na ciepło, na zimno, jako przystawkę lub w większej ilości (np. w towarzystwie zieleniny) na obiad.

* Dziękuję korektorowi za zwrócenie uwagi ;)

sobota, 04 lutego 2012

O wałówce na drogę pisałam parokrotnie, ostatni raz - półtora roku temu. Niedawno znów ruszyliśmy w dłuższą podróż samochodem, a oto co nam towarzyszyło...

Po pierwsze: pieczone kacze uda. Zainspirowane przepisem na confit z The French Market (Harris i Warde), ale użyłam mniej tłuszczu.



Składniki: dwa kacze uda, sól, pieprz, suszony majeranek, 2 łyżki kaczego tłuszczu (zachowanego z innego pieczenia)

Uda umyć, dobrze osuszyć, natrzeć solą, pieprzem i suszonym majerankiem (na oko). Nakryć, zostawić na noc w lodówce (np. od razu w naczyniu żaroodpornym). Następnego dnia doprowadzić do temperatury pokojowej, posmarować każde udko łyżką tłuszczu kaczego, piec ok. 1,5 h w 160 st. C (aż mięso będzie miękkie). Jeść od razu lub osączyć z tłuszczu i wystudzić do konsumpcji na zimno.

Po drugie: sałatka ziemniaczana.



Składniki: ok. 6-7 średnich ziemniaków, ugotowanych lub upieczonych w piekarniku (np. w tym samym czasie, co ww. kaczka), 4 duże pieczarki, ok. 1/2-1/3 małego pora, 2 łyżki natki pietruszki, sól, pieprz, sok z cytryny, słodka papryka, 1 łyżka majonezu

Ciepłe ziemniaki, pokrojone w grubą kostkę lub plastry, wymieszać z surowymi pieczarkami w plasterkach i porem (pokrojonym jw.) oraz natką, dodać sól/pieprz, odstawić. Jak przestygnie doprawić do smaku cytryną, papryką słodką (u mnie większa szczypta), dodać łyżkę majonezu. Sprawdzić doprawienie, wystudzić przed jedzeniem.

Po trzecie: krakersy z ciasta maślankowego, takie jak kiedyś prezentowałam, ale tym razem użyłam resztek ciasta kruchego, które po rozwałkowaniu (cienko!) pocięłam jak na łazanki i do posypki (poza solą - kumin, suszone pomidory, zioła) niczym nie smarowałam. Poza tym wszystko jak we wcześniejszym przepisie.



Czy coś z tego zabralibyście jako prowiant :)?

PS. A co do celu podróży... Takie wczoraj widziałam widoki:

wtorek, 17 stycznia 2012



O daniach awaryjnych - resztkowych, lub składających się z tego, co pod ręką - już pisałam, i to więcej niż jeden raz. Oto dwie kolejne propozycje, które łączy... brak mięsa.

Po pierwsze - kolejna sałatka-śmieciówka, przegląd szafek, lodówki i zamrażarki. Zaskakująco smaczna, z 5 głównych składników ;)

Składniki (dla 2-3 osób): ok. 6 średnich ziemniaków, 1 mała cebula/szalotka, ok. 1/2 małej cukinii lub średniego ogórka, puszka (185g) sardynek/innych rybek w pomidorach, paczka (450g) mrożonej fasolki, sól, pieprz, opcjonalnie: szczypta ostrej papryki, ulubiony olej/oliwa, sok z cytryny



Ziemniaki ugotować, to samo zrobić z fasolką (u mnie na parze). Gdy się gotują, posiekać drobno cebulę, zalać sokiem z cytryny (u mnie sporo, z ok. 1/2 owocu), dodać pokrojoną w cienkie plasterki lub półplasterki cukinię/ogórka, wymieszać, odstawić na bok (dobrze, by tak postały przynajmniej 10 minut). Ugotowaną fasolkę i ziemniaki lekko wystudzić, na tyle by można było te ostatnie pokroić w plastry. Wymieszać z cebulą i cukinią, dodać rybki wraz z sosem z puszki, doprawić do smaku (u mnie nie żałując pieprzu). Odstawić na ok. 10-15 minut, wymieszać ponownie, zajadać.

Po drugie: kotleciki z soczewicy. Do tej pory najczęściej robione z resztek soczewicy i ziemniaków pozostałych z obiadu ;) Tym razem bazowałam na przepisie Zieleniny, aczkolwiek wprowadziłam z konieczności pewne modyfikacje, a także... upiekłam je w piekarniku. Użyłam mieszanki soczewicy czarnej (zbliżonej do tej z Puy, drobnej, która się nie rozgotowuje) i zwykłej czerwonej.

Składniki: 200ml dowolnej soczewicy (u mnie 3/4 czarnej i reszta czerwonej), liść laurowy, ok. 4 ziaren ziela angielskiego, łyżeczka do herbaty wyrazistego oleju (np. rzepakowy, z lnianki, itd.) lub oliwy, 1/2 pora, 1/4 łyżeczki garam masala, 1/4 łyżeczki chaat masala (z tego przepisu, ale można użyć samej garam masala, lub dodać curry itd.), szczypta chilli, sól, pieprz, 1 jajo, 5-6 łyżek błyskawicznych płatków owsianych, 1/2 pęczka natki pietruszki (ale kolendra chyba byłaby też dobrym pomysłem)



Soczewicę opłukać, ugotować (co potrwa ok. 20-25 minut) w 400ml wody z listkiem bobkowym i zielem angielskim; odszumować podczas gotowania, tuż po zagotowaniu lekko posolić. Pod koniec gotowania dodać łyżeczkę oleju. W między czasie zeszklić na oliwie/oleju pora pokrojonego w cienkie półplasterki, odstawić na bok. Wymieszać z ugotowaną soczewicą, przyprawami, jajem i płatkami owsianymi, zmiksować na gładko w blenderze. Odstawić na ok. 20 minut, by płatki wchłonęły nadmiar wilgoci. Formować okrągłe kotleciki (mnie wyszło 6 sztuk) i a/smażyć do zezłocenia, b/upiec w piekarniku. Ja piekłam i tak ziemniaki do obiadu, więc wolną część blachy wyłożyłam kawałkiem folii, który lekko natłuściłam, umieściłam na niej kotlety i bardzo lekko posmarowałam po wierzchu olejem. Piekłam 20 minut w 190 st. C. (termoobieg). Poza ziemniakami podałam surówkę z tartej marchwi (doprawioną jogurtem, sokiem z cytryny i chrzanem). Niegłupim pomysłem wydaje mi się sos, np. zainspirowany kuchnią indyjską pomidorowy.

piątek, 06 stycznia 2012



Lubię podroby (poza flakami) i chętnie próbuję nowych (niedawno, w restauracji - o której może jeszcze tu napiszę - była to grasica - jak to ujął kelner: "Odważny, ale dobry wybór"). O serduszkach drobiowych już raz pisałam; ostatnio znów wyciągnęłam paczkę z zamrażarki i zastanowiłam się, jak można je urozmaicić. Gdy zajrzałam do lodówki, pomysł nasunął się sam: otwarty słoik przecieru pomidorowego domagał się zużycia. W gruncie rzeczy zrobiłam swój ulubiony sos pomidorowy (o którym pisałam np. pod koniec wpisu o jarmużu) i dodałam do niego serduszka, ale wyszło zaskakująco smaczne.

Składniki (na 2 osoby):

  • ok. 450g serc drobiowych
  • 1 duża cebula
  • 500ml przecieru pomidorowego
  • sól, pieprz
  • papryka słodka i ostra do smaku

Rozgrzać olej/oliwę w rondlu/na dużej patelni. Osmażyć serca (opłukane, osuszone) z obu stron, wyłowić, osączyć na ręczniku papierowym. W tym samym rondlu, na tym samym oleju, zeszklić cebulę pokrojoną w piórka. Dodać przecier, pogotować kilka minut. Dorzucić do sosu serduszka, skręcić ogień na mały, doprawić do smaku solą, pieprzem (nie żałować), papryką słodką i ostrą (u mnie po małej szczypcie tej pierwszej - wędzonej - i większej szczypcie tej drugiej). Dusić pod przykryciem ok. 10 minut (w tym czasie można zająć się dodatkami* do obiadu). Po tym czasie odkryć, zamieszać, podkręcić ogień i gotować kilka minut, aż sos się zagęści. Zweryfikować doprawienie. Można posypać natką pietruszki na talerzu (widoczna na zdjęciu mięta była tylko dekoracją do zdjęcia ;).

* U nas jako dodatki były kasza kukurydziana na gęsto i surówka z cykorii, doprawiona cukrem, łagodnym octem i kroplą neutralnego oleju.

czwartek, 01 grudnia 2011



Przepis na tą surówkę dostałam od Edyty, fanki Coś niecoś na Facebooku, gdy żaliłam się, że nie wiem, co zrobić z czarną rzepą. W oryginale tak przyrządzana była marchewka. Ja do tej pory zrobiłam dwie wersje - z rzepy i czerwonej kapusty (na zdjęciu). W planach jest seler i podpieczone buraki.

Składniki:
  • 40 dkg (1/2 małej główki) poszatkowanej czerwonej kapusty (drobno startej rzepy, marchewki, selera, itd.)
  • 1-2 posiekane drobno ząbki czosnku
  • Sól (1/4-1/2 łyżeczki), pieprz (hojnie ;),
  • opcjonalnie: szczypta ostrej papryki/chilli
  • 1/2 łyżeczki mielonej kolendry
  • 1/4 łyżeczki mielonego imbiru
  • opcjonalnie: posiekany świeży imbir - duża szczypta lub 1/8 łyżeczki
  • 1-2 łyżeczki cukru
  • 1-2 łyżki octu winnego/soku z cytryny
  • ok. 2 łyżek oleju, u mnie wyrazisty rzepakowy

Kapustę umieścić w misce, dodać czosnek i wszystkie przyprawy, wymieszać dokładnie, zalać gorącym (nie wrzącym, ale mocno podgrzanym) olejem. Sprawdzić doprawienie (niektórzy wolą słodsze/kwaśniejsze smaki), choć surówka zmieni smak podczas leżakowania, które powinno trwać ok. 12 godzin pod przykryciem w lodówce (ale i 8-10 godzin się nadadzą :).

Kapusta po leżakowaniu była pięknie glazurowana, a rzepa przypominała... kiszoną kapustę ;). Zdecydowanie polecam i podciągam pod:



Tym samym chciałam podziękować za - jak na razie - liczny udział w tegorocznym Korzennym Tygodniu i przeprosić, że do większości wpisów jeszcze nie zajrzałam, ale mam w tym tygodniu więcej zajęć, niż planowałam; postaram się nadrobić braki po zakończeniu akcji, więc proszę o cierpliwość. I mam nadzieję, że korzeniami jeszcze u Was w kuchni trochę pachnie, w końcu pierniczki robić już czas ;)

czwartek, 17 listopada 2011



Najwięcej roboty ze stir fry jest najczęściej z... pokrojeniem wszystkich składników. Jeśli się ma palnik o solidnej mocy (gaz, indukcja) i najlepiej woka, smażenie idzie błyskawicznie. Niestety, nie posiadam ani jednego, ani drugiego (i zresztą uważam, że warunek pierwszy jest niezbędny, by punkt drugi miał sens), więc stir fry w warunkach domowych - na zwykłej patelni i na kuchence elektrycznej o takiej sobie mocy - jest nieco oszukany. Dania są jednak wciąż smaczne i szybkie, a bazujące na przepisach, które poznaliśmy w Basil Cookery School. Oto przykładowe danie z tofu, które można zrobić także z ryby o zwartym mięsie, pokrojonej na 2 x 2 cm kostkę lub drobiu (jw.)

Składniki (na 2 porcje): 200g makaronu ryżowego (najlepiej szerszego), 1-2 ząbki czosnku, 1-2 małe tajskie papryczka chilli, paczka (ok. 150g) tofu, olej do smażenia, garść jarmużu (porwany, grube łodygi wycięte), ok. 3 liści limonki, sok z 1/2 -1 limonki, ciemny sos sojowy, sos rybny, liście kolendry

Zacząć od nastawienia wody na makaron. Rozgrzać na patelni ok. łyżki neutralnego oleju, dorzucić posiekany czosnek i chilli. Po chwili dodać tofu pokrojone w kostkę, smażyć kilka minut, obracając jednokrotnie, by jednolicie się zrumieniło z obu stron (nie przejmować się zbrązowieniem czosnku, to efekt całkiem pożądany ;). Gdy tofu się smaży, można przyrządzić makaron (zgodnie z instrukcją na opakowaniu; często trzeba tylko namoczyć we wrzątku i osuszyć); odcedzony wymieszać w misce z ok. 1,5 łyżeczki ciemnego sosu sojowego, który nada mu ciemniejszy kolor. Do tofu dorzucić jarmuż i liście limonki, przesmażyć chwilę, aż liście lekko zmiękną. Dodać makaron (wraz z ew. sosem sojowym, pozostałym w misce), wymieszać całość na patelni, doprawić do smaku sokiem z limonki i sosem rybnym/dodatkowym sosem sojowym. Podawać od razu, posypane liśćmi kolendry (chyba, że ich się nie ma, chlip, ale są cennym dodatkiem).

A poniżej przykład podobnie przyrządzonej wersji rybnej, z mniej zabarwionym makaronem, z dodatkiem dymki:



PS. Moja druga 1/2 właśnie przeczytała wpis i zażądała wprowadzenia zmian np. w opisie przyrządzenia makaronu, co też zrobiłam; M wyraził ponadto zdanie, że "woli makaron cieńszy". No cóż - o gustach się nie dyskutuje... ;)

poniedziałek, 31 października 2011



Miało być szybciej, wyszło niespecjalnie szybciej ;) Pieczone warzywa są smaczne, ale dość słodkie, dlatego gorąco polecam dodatek soku z kiszonych ogórków, jak u mnie, lub kwasu buraczanego. Można też użyć soku z kiszonych warzyw, jaki przedstawiała na blogu Zmysły w Kuchni Karolina (robiłam, jest pyszny). Jeśli nie macie podobnego kwaśnego płynu, można dodać łyżkę dobrego octu, np. z czerwonego wina.


Składniki: ok. 400g dyni, 2 średnie papryki (czerwone, żółte), 2 niewielkie buraki, 1/2 małego bakłażana, 1 cebula, 3-4 ząbki czosnku, 1 marchewka,  litr bulionu (dowolnego, u mnie domowy), sól, pieprz, opcjonalnie: parę liści lubczyku, hojna szczypta słodkiej papryki (wędzonej lub nie), niewielka garść jarmużu, ponadto: ok. 150ml soku z kiszonych ogórków/kapusty/kwasu buraczanego, sól, pieprz, do podania: natka pietruszki, 2-3 łyżki posiekanej fety/sera szopskiego

Wszystkie składniki umieścić w brytfance (papryka wydrążona, marchewka obrana, przekrojona na 1/2, dynia pozbawiona pestek, ale ze skórą, cebula może być obrana, buraki, bakłażan i czosnek nie), skropić oliwą, piec ok. 50 minut w 180 st. C: na ostatnie kilka minut przenieść bliżej grzałki, by skóra papryki się mocniej przypiekła.

Paprykę od razu po upieczeniu umieścić np. w worku foliowym/papierowej torbie, i odstawić na 15 minut. Po tym czasie ściągnąć z niej skórę, umieścić w garnku. Dodać pozostałe warzywa, dynię krojąc na grube kawałki (użyłam piżmowej, która ma cienką skórkę - część oderwałam, ale większość zostawiłam), czosnek wyciskając ze skórki. Buraki można zostawić nieobrane, jeśli mają cienką skórkę, tylko podzielić je na 2-3 części. Całość zalać bulionem, ew. dopełnić wodą, dodać lubczyk i paprykę oraz garść umytego, porwanego jarmużu, jeśli używacie, zagotować, skręcić ogień na średni i gotować pod przykryciem ok. 30 minut. Po tym czasie skosztować, doprawić solą/pieprzem, zmiksować (u mnie nie nazbyt gładko). Jest prawie pewne, że zupa będzie w tym momencie za słodka - przelać do garnka, dodać sok z kiszonki i delikatnie podgrzewać kolejne kilka minut, ale nie zagotowywać. Sprawdzić doprawienie, ew. mocniej zakwasić lub doprawić. Do misek na zupę wkruszyć fetę przed napełnieniem; podawać posypane pietruszką.

środa, 26 października 2011



Chyba nieczęsto się zdarza, aby do wpisu na blogu przymierzać się 3 lata. Pierwszy raz zrobiłam galettes bretonnes z przepisu (oczywiście) spółki Harris & Warde wieki temu, i miałam problem z ciastem. Za kolejnym razem także, ale przynajmniej zrobiłam zdjęcia. Za trzecim razem ciasto było prawie OK, ale zdjęć jakoś nie było. W końcu, za czwartym podejściem - hurra! Co prawda, potem jeszcze zdjęcia z miesiąc przeleżały w folderze...



O co chodzi z ciastem? Pierwszy problem wynika z samej mąki gryczanej. Sprzedawana u nas nie podlega typom takim, jak mąka pszenna czy żytnia, i w związku z tym bardzo się różni stopniem zmielenia, jasnością itd. Bardzo często w przypadku przepisów z jej dodatkiem musiałam mocno zwiększać ilość płynu (np. przy robieniu blinów) w stosunku do przepisu oryginalnego. To samo miało miejsce tutaj. Druga rzecz to dodatek octu jabłkowego. Gdy sugerując się uwagą Joanne Harris zastąpiłam mleko octem, naleśniki i się ciągnęły i przypalały na patelni, i smak miały dyskusyjny. Szukałam w internecie, jak to jest z tym 'tradycyjnym dodatkiem', i szczerze mówiąc, w żadnym francuskim przepisie go nie znalazłam, nie wiem więc, czy to nie kolejna radosna twórczość autorek. Poniżej przedstawiona wersja moja, do jakiej doszłam po kilku próbach. Nadzienie może być różne, ja jednak zawsze robiłam z porowo-boczkowym, zgodnie z sugestią, bo jest klasyczne i co tu dużo gadać, pyszne (i zawsze wyjadam z garnka podczas gotowania).

Składniki - naleśniki:

  • 125g mąki gryczanej
  • 125g mąki pszennej (białej)
  • 3 duże jaja
  • 250ml mleka (plus dodatkowe na podorędziu)
  • łyżeczka oleju roślinnego
  • łyżeczka octu jabłkowego
  • 250ml wody
  • olej do smażenia

Dwie godziny przed smażeniem wymieszać wszystkie składniki, odstawić. Przed smażeniem zweryfikować gęstość ciasta - powinno być lejące, jak na zwykłe naleśniki (o konsystencji tłustej śmietanki); jeśli to konieczne, rozrzedzić dodatkowym mlekiem. Smażyć jak zwykłe naleśniki, rozgrzewając odrobinę oleju na patelni (powlekanej lub specjalnej do naleśników) przed pierwszym naleśnikiem, wylewając tylko tyle ciasta, by pokryć dno patelni, czekając ok. 2 minut, aż się usmaży, przerzucając na drugą stronę, smażąc ok. minuty i powtarzając całą czynność, bez dodatkowego natłuszczania, aż zużyjecie całe ciasto (wg autorek wychodzi ok. 18 naleśników, u mnie to było bliżej 16). Układać jeden na drugim na odwróconym talerzu, można przekładać pergaminem, ale niekoniecznie, bo nie sklejają się specjalnie.

Składniki - farsz pory & boczek (wychodzi sporo, ale to naprawdę nie problem ;), najlepiej zacząć przygotowywać, jak już większość naleśników, lub przynajmniej 1/2, jest usmażona:

  • 2 łyżki oliwy
  • 2 ząbki czosnku
  • 200g boczku
  • 4-5 duże pory
  • sól, pieprz
  • 125g twardego sera (często używam parmezanu, ew. mieszanki parmezanu i zwykłego żółtego lub koziego)
  • 3 łyżki gęstej śmietany

Rozgrzać olej w rondlu do średniej temperatury, dodać posiekany czosnek, pokrojony boczek, pory w plasterkach. Gotować 10 minut, często mieszając, aż będą miękkie i suche. Doprawić do smaku. Zdjąć z ognia, dodać śmietanę i ser, wymieszać. Podawać na stół od razu, razem z kopczykiem naleśników, by każdy sobie zwinął.

Jeśli parę naleśników Wam zostanie z obiadu, można je łatwo przerobić na pożywne śniadanie, krojąc na paski i dodając do jajecznicy. Bardziej ambitnie można przesmażyć najpierw pomidora (opcjonalnie z cebulą lub czosnkiem), potem dodać naleśniki, na koniec wbić jajka. Przydaje się tu ostrzejsze doprawienie - u mnie trochę chilli, można po prostu nie żałować pieprzu.



A oto dowód zdjęciowy, że to już było, i to dawno...



sobota, 22 października 2011



Kolejny Festiwal Dyni, organizowany przez Beę, już trwa! To, że sezon dyniowy już zaczęłam, pisałam jakiś czas temu; dynie w ogrodzie (także mikro, poniewczasie wypuszczone sadzonki) już zerwane, bo nadeszły przymrozki. Piżmową mam niestety tylko jedną (vide zdjęcie u góry), bo oba zasadzone warianty okazały się kapryśne, cieszę się jednak i z tego, co jest :)

Przeglądając Tender Nigela Slatera trafiłam na zdanie, że dynia i boczek to świetne połączenie, podobnie jak jarmuż i boczek - czemu by nie połączyć tych składników w jednym, szybkim makaronie?



Składniki:

  • dwie garście dyni, obranej i pokrojonej w kostkę,
  • kilka plasterków boczku, pokrojonych w kostkę,
  • jedna szalotka,
  • garść jarmużu,
  • sól, chilli, parę listków szałwii
  • opcjonalnie: sok z limonki/cytryny
  • 225-250g krótkiego makaronu (np. rurki)

Boczek wrzucić do suchego rondla/dużej patelni, podgrzać na średnim ogniu, wytopić tłuszcz (gdyby wędlina była bardzo chuda, raczej trzeba będzie ją skropić oliwą), podkręcić ogień i zrumienić. Nastawić wodę na makaron. Dorzucić do boczku szalotkę pokrojoną w kostkę, przesmażyć chwilę. Dodać dynię, wymieszać, doprawić do smaku solą, szczyptą lub ile Wam się podoba chilli, dorzucić szałwię. Smażyć, co jakiś czas mieszając, aż dynia lekko zmięknie (w między czasie powinien się już gotować makaron). Ok. 5-6 minut przed końcem gotowania dorzucić garść umytego, porwanego jarmużu. Sprawdzić doprawienie (może Wam pasować, by lekko zakwasić sokiem z cytrusów), wymieszać dokładnie z ugotowanym makaronem, podawać od razu.

 
1 , 2 , 3 , 4 , 5 ... 9
| < Luty 2012 > |
Pn Wt Śr Cz Pt So N
    1 2 3 4 5
6 7 8 9 10 11 12
13 14 15 16 17 18 19
20 21 22 23 24 25 26
27 28 29        
Durszlak.pl

Page copy protected against web site content infringement by Copyscape

Twitter Updates

    follow me on Twitter
    Coś niecoś

    POMOŻECIE? PustaMiska - akcja charytatywna
    Darmowe statystyki