Głównie o kuchni, jedzeniu, gotowaniu - ale nie tylko...

Wpisy z tagiem: warzywa

niedziela, 22 kwietnia 2018

Pewnie nie możecie w to uwierzyć – nowy wpis! Sama jestem zaskoczona 😉. Po ostatnich, wczoraj zakończonych podróżach, będę miała dla Was nowe posty włoskie, tymczasem jednak przepis na wiosenną sałatkę na ciepło. Składników niewiele, a buraki jeszcze zimowe, ale oczywiście wkrótce można by ją przyrządzić z młodych korzeni (rozpoczynający się sezon na nowalijki mnie niezwykle cieszy). Wszystko przyrządza się całkiem szybko (czyt. bdb danie na kolację w tygodniu) a clou stanowi sos z tahiny.

Składniki (2 większe porcje):

  • 1 mały kalafior, ew. ½ dużego
  • 2-3 zgniecione ząbki czosnku
  • 2 średnie, wcześniej upieczone buraki
  • 200g obranych i osuszonych średnich krewetek (surowych lub zblanszowanych, świeżych lub rozmrożonych)
  • świeża kolendra do posypki
  • sól, sok z cytryny, lekko ostra papryka (typu bałkańskiego/tureckiego; ew. słodka z małą domieszką chilli), sos rybny
  • olej/oliwa
  • sos z tahiny z TEGO przepisu

Najlepiej zacząć od przygotowania sosu z tahiny, żeby składniki się przegryzły (uwaga, do tego dania raczej zużycie maksymalnie 1/2 - można podzielić składniki, jeśli nie chcecie mieć resztek). Następnie z kalafiora delikatnie wykroić 3-4 plastry, oprószyć papryką. Rozgrzać niewielką ilość oleju/oliwy na żaroodpornej patelni, dodać 1 ząbek czosnku, po chwili zamieszać patelnią, dodać kalafiora, przesmażyć z obydwu stron. Umieścić w piekarniku w 200 st. C i piec ok. 20 minut (ma zmięknąć, ale nie za bardzo).

Gdy kalafior się piecze, pokroić buraki w plastry, oprószyć solą i skropić cytryną, potem przygotować krewetki. Ponownie rozgrzać małą ilość oleju, dodać pozostały czosnek i krewetki, oprószyć lekko papryką i smażyć ok. 6-8 minut (dłużej w przypadku surowych); na koniec smażenia doprawić do smaku sosem rybnym. Jeśli kalafior jeszcze nie jest gotowy, odstawić patelnię na bok pod przykryciem. Na upieczonego kalafiora wyłożyć buraki, na to krewetki, całość polać sosem z tahiny w ilości według uznania (resztę można przechować parę dni w lodówce) i posypać kolendrą. Podawać od razu.

Inne sałatki na ciepło na blogu to na przykład taka ziemniaczana z przegrzebkami czy rybą - bardzo lubię takie dania w "przejściowych" porach roku.

niedziela, 25 lutego 2018

Jeśli ktoś śledzi mnie w mediach społecznościowych (FB lub IG), domyśla się, że jestem Wam winna wpis rzymski (kolejny na blogu, ale dobre nowe rzeczy jadłam – i w dodatku w tym roku to nie koniec…), ale wymaga on większej pracy, uporządkowania itd. Więc tymczasem – kolejna wariacja nt. strączkowej pasty do pieczywa; znajdziecie ich tu sporo pod tagiem „pasty i smarowidła”. Tu jest wypadkowa – a kiedy tak nie jest :D? - tego, co było pod ręką w domu (typu grochu więcej niż soczewicy), choć bezpośrednio zmobilizowała mnie Kabamaiga ;). Całość, jak widać, jest przypadkowo wegańska.

PS. Czy Wy też już tęsknicie za świeżymi, wiosennymi warzywami?

Składniki (słoik ok. 500ml):

  • 1 mały upieczony burak
  • szklanka łuskanego grochu w połówkach (suchego)
  • mały ząbek czosnku
  • 2 większe suszone grzyby
  • łyżeczka pasty miso (lub do smaku)
  • sól, pieprz
  • 1-2 łyżeczki (lub do smaku) łagodnego octu owocowego (np. domowego)
  • ok. łyżka oleju rzepakowego

Groch ugotować z grzybami i czosnkiem w ok. 2 szklankach wody z odrobiną oleju aż będzie całkiem miękki, wręcz rozpadający się; trochę płynu powinno pozostać w garnku. Oprószyć lekko solą i zmiksować z burakiem, miso i pozostałym olejem. Doprawić do smaku solą, pieprzem i octem, dokładnie wymieszać lub ponownie krótko zmiksować.

niedziela, 11 lutego 2018

Macie tak czasami, że myśląc o konkretnym połączeniu smakowym, na które macie ochotę, wymyślacie danie – jak sądzicie – całkiem nowe i „z głowy”. Okazuje się całkiem smaczne i udane, ale po zjedzeniu macie poczucie deja vu. Okazuje się potem, że to potrawa albo z a) jakiejś książki kucharskiej, albo b) już przez was robiona i znajdująca się np. na własnym blogu ;).


Tak miałam parę dni temu z tartą porową, przy czym skończyło się jak w wariancie b), bo zrobiłam nowszą, szybszą wersję tarty z archiwum (hoho, rok 2008 ;), przy czym gotując sądziłam, że wprowadzam znacznie więcej zmian w stosunku do starego przepisu ;). Może po prostu w klasyce nie należy mieszać, poza pewnymi udogodnieniami. Albowiem placka rustykalnego nie trzeba wcześniej schładzać i podpiekać, nie potrzeba do niego foremki i wszystko dzieje się szybciej; farsz także - jak obecnie uważam - nie musi być tak długo duszony. Czasowo wygrywa także z domową pizzą, która jednak z godzinę musi podrosnąć. Ciasto kruche jak zawsze, ulubione maślankowe - nie jestem fanką wałkowania czegokolwiek, ale to ciasto prawie rozciąga się samo, bo jest super miękkie, elastyczne i się nie rwie.

Składniki (2-3 porcje):

  • 200g mąki (pszennej lub orkiszowej jasnej, można dać do 50g razowej)
  • 100g masła
  • kilka łyżek maślanki
  • szczypta soli
  • 2 średnie pory (lub 1,5 XL)
  • ok. 50g boczku
  • sól, pieprz, gałka muszkatołowa
  • 100g śmietany
  • ok. 3 łyżek parmezanu
  • 1 średnie jajo
  • 2 łyżki bułki tartej


Zacząć nagrzewać piekarnik (najlepiej z kamieniem, ostatecznie zwykłą blaszką) do 200 st. C. Mąkę wymieszać z solą i posiekanym zimnym masłem na okruszki, dodać kilka łyżek schłodzonej maślanki i zagnieść gładkie ciasto. Owinąć w folię i schłodzić w lodówce (na czas przygotowania farszu).

Boczek posiekać w kostkę, wytopić na suchej patelni na niewielkim ogniu (np. stopień 4 z 9 na kuchence indukcyjnej). Dodać oczyszczone pory, pokrojone w plasterki, przesmażyć ok. 2 minut. Oprószyć solą, pieprzem i dodać niewielką ilość gałki (ok. 10 pociągnięć gałką na tarce), wymieszać i dusić pod przykryciem na małym ogniu ok. 8-10 minut. Zdjąć z ognia, sprawdzić doprawienie, ew. skorygować.

Rozwałkować ciasto dość cienko na owalny kształt, przenieść na pergamin, rozrzucić na większości powierzchni (bez ok. 2-3 cm od brzegów) bułkę tartą. Rozłożyć pory na bułce, założyć brzegi ciasta do środka. Wymieszać składniki sosu, tj. śmietanę, starty parmezan i jajo, doprawić szczyptą soli i pieprzu, wylać na pory w „okienku” niezakrytym ciastem. Przenieść razem z pergaminem na nagrzaną blaszkę lub kamień. Piec ok. 30-35 minut w 200 st. C w termoobiegu. Gdyby za bardzo się sos przypiekał, przełączyć na grzanie dolne. Podawać od razu po upieczeniu, ew. resztki podgrzać przed podaniem (ale najlepiej smakuje na świeżo).

Inne wytrawne tarty rustykalne na blogu były z cukinią oraz pomidorami (westchnijmy tu chwilę nad letnimi warzywami). Oczywiście, wszystko zaczęło się od słodkiej jabłecznej...

poniedziałek, 23 października 2017

Zastanawiając się niedawno nad szybkim sosem do domowego makaronu, który zawierałby i paprykę, i pomidory, trafiłam na ten przepis. Pomysł upieczenia warzyw, zmiksowania i zmieszania z pomidorami wydał mi się genialnie prosty, dlatego trzeba go rozpowszechniać ;). Papryka zasadniczo zyskuje po ściągnięciu skórki, ale jeśli się ją doda do pomidorów, smak jest na tyle stłumiony, że nie ma znaczenia, czy jest obrana, czy nie (o czym się kiedyś przekonałam, przy innym, niezmiksowanym sosie). Możecie jednak ściągnąć najbardziej przypalone kawałki skórki, bo po zmiksowaniu mogą nadać posmak goryczki.

Składniki (4 porcje):

  • 3 większe papryki, w jednym lub zbliżonym kolorze (tj. czerwone i pomarańczowe, ew. żółte i pomarańczowe)
  • 1 średnia cebula
  • 3-4 ząbki czosnku
  • ulubione zioła (np. cząber, tymianek lub oregano), suszone (łyżeczka) lub świeże (łyżka)
  • olej
  • 500ml passaty/przecieru domowego
  • sól i ostra papryka do smaku

Paprykę umyć, wydrążyć pestki, usunąć ogonki, podzielić każdą na 2-4 części. Cebulę obrać, przekroić na ½, ząbki czosnku tylko zmiażdżyć, nie obierać. Warzywa rozłożyć na blaszce, posmarować niewielką ilością oleju i rozrzucić na wierzchu zioła. Piec ok. 25-30 minut w 220 st. C, aż zmiękną a skórka papryki zacznie się przepalać. Lekko przestudzić, obrać czosnek i zmiksować całość w malakserze lub ręcznym mikserem. Wymieszać z passatą, doprawić do smaku. Podawać ze świeżo ugotowanym makaronem, najlepiej domowym, posypane niewielką ilością parmezanu i np. świeżymi ziołami.

PS. W gruncie rzeczy przepis to pochodna TEJ lub TEJ zupy - co napawa mnie tym większym smutkiem, że w tym roku dynie mi nie obrodziły, a ulubionej Amazonki na targu nie dostanę :(.

sobota, 30 września 2017

Do tej pory ketchup robiłam z jednego przepisu, który od kilku lat jest na blogu. Smak mi bardzo odpowiadał, więc znosiłam jego czasochłonność, konieczność przecierania i niską wydajność. Jednak tego lata odkryłam przepis ze strony Lawendowy Dom, który jest dużo prostszy, szybszy i z 2 kilo uzyskałam 7 słoików, które spokojnie starczy na cały rok. I zero przecierania :)! Smak zaś, mimo mimo wszystko nieco innego składu, jest bardzo zbliżony – czary? W temacie składu: nieco odbiegłam od oryginału, dodając i zioła, i kawałek cukinii, i nieco inne przyprawy (jest lekko pikantnie, ale zamierzenie). Jeśli jadacie ketchup, polecam, zwłaszcza, że to ostatni dzwonek, jeśli chodzi o pomidory.

Ketchup (bez przecierania)

Składniki:

  • 2 kilo pomidorów, najlepiej lima (tzw. jajo),
  • 1/2 małej cukinii,
  • 1 mała cebula,
  • 2 duże ząbki czosnku,
  • ok. 1/2 łyżki soli,
  • parę obrotów pieprzem,
  • ok. 2 łyżek świeżych ziół (lubczyk, oregano, estragon, szałwia),
  • 2-3 łyżki cukru,
  • 1 mała tajska papryczka chilli,
  • 1/8-1/4 łyżeczki papryki wędzonej,
  • 1/2 łyżeczki cynamonu,
  • ok. 3 łyżek łagodnego octu winnego,
  • odrobina oliwy (ok. łyżeczki)

Sparzyć skórkę pomidorów, obrać, wyciąć gniazda nasienne. Zgnieść lekko ręką, umieścić w garnku. Dodać posiekaną z grubsza cukinię i cebulę, zmiażdżony czosnek i wszystkie pozostałe składniki. Zagotować, skręcić ogień na mały i gotować do ok. godziny. Zmiksować, jeśli sos wydaje się rzadki, jeszcze chwilę gotować, aż zgęstnieje. Przełożyć do wysterylizowanych słoików i pasteryzować (u mnie ok. 15 minut w 160 st. w piekarniku, potem pozostawione w wyłączonym na drugie tyle; po uchyleniu drzwiczek można je zostawić do ostygnięcia, ładnie słychać, jak się wieczka zasysają).

I ku pamięci zmarłego wczoraj Wiesława Michnikowskiego oraz pomidorów:

Zapisz

środa, 20 września 2017

Wiem, że jestem Wam jeszcze winna ostatni wpis z Kanady (winnice i Góry Skaliste, tak kontrastowo), ale znowu pewnie mi chwilę zajmie produkcja, więc przed weekendem się jej nie spodziewajcie. Tymczasem jednak może macie jeszcze cukinię? W moim ogrodzie jest kilka okazów gabarytów mikro lub mini, które jeszcze powinny dojrzeć (obskubałam przed wyjazdem dość dokładnie wszystko, co było choć trochę wyrośnięte, potem było chłodno, więc do zerwania po 2 tyg. była tylko jedna).

Do rzeczy: jeśli macie cukinię lub się w nią zaopatrzycie, mam dla Was dwa pomysły. Obydwa pozornie wymagające pewnej zręczności, ale tylko pozornie! Ja dałam radę, a formowanie czy zwijanie nie są moją mocną stroną.

A więc, na przystawkę mogą być…

Roladki z cukinii

  • Składniki:
  • 10 plastrów cukinii, ukrojone wzdłuż możliwie cienko (jednak nie tak cienko, jak szatkownicą)
  • 3 łyżki fety/sera fetopodobnego
  • 3 łyżki twarogu
  • łyżeczka świeżej mięty
  • hojna szczypta/1/8 łyżeczki lekko ostrej papryki, typu bałkańska (ew. mieszanka słodkiej z ostrą)
  • oliwa, sól

Plastry cukinii lekko posmarować oliwą i lekko posolić, smażyć na rozgrzanej patelni grillowej po ok. 1-2 minuty z każdej strony (aż zrobią się paski), odłożyć na bok. Rozetrzeć fetę z twarogiem, doprawić miętą i papryką. Układać na końcu każdego plastra cukinii (bliżej siebie) kopiastą łyżeczkę nadzienia i zwijać (od siebie) roladki. Układać złożeniem do dołu na talerzu, odstawić na co najmniej godzinę do lodówki do stężenia. Można przed podaniem posypać miętą.

Na danie główne zaś proponuję zeszłoroczny hit – lasagnę ze świeżego makaronu. Lekką, z małą ilością sosu a dużą ilością warzyw. Ta z suchego makaronu oczywiście też jest w porządku, ale tak samo, jak świeży makaron jest lepszy od suchego/suszonego, tak samo lepsza jest wersja zapiekana. M ją przygotował spontanicznie dla letniego gościa, który wyjechał zachwycony i zostało jedno jedyne zdjęcie, ale przepisu nie zapisaliśmy. Cóż, trzeba było odtworzyć, żeby w przyszłym roku nie było wątpliwości.

Składniki (na 2 porcje):

  • makaron domowy z 1/2 porcji,
  • 3 średnie cukinie, starte we wstążki na szatkownicy,
  • garść świeżo startego parmezanu,
  • 1 szklanka przecieru lub świeżych pomidorów, obranych ze skórki i zgniecionych
  • 2-3 ząbki czosnku,
  • sól, pieprz, ostra papryka,
  • garść świeżej bazylii

Ząbki czosnku zgnieść, przesmażyć na niewielkiej ilości oliwy, dodać pomidory, całość zagotować i gotować na średnim ogniu, aż płyn odparuje o połowę. Doprawić do smaku, odstawić na bok. Cukinię po starciu lekko posolić, umieścić na sitku, po ok. 20-30 minutach odcedzić i dokładnie wysuszyć ręcznikiem papierowym lub ściereczką (jeśli z np. braku czasu o posoleniu/osuszeniu zapomnicie, też się nic wielkiego nie stanie, coś danie może być wilgotniejsze).

Przygotować foremkę, w której będziecie robić lasagnę i rozwałkować cienko makaron, przycinając płaty na wymiar wewnętrzny formy. Układać od razu warstwami w lekko natłuszczonym naczyniu: makaron, garść cukinii, sos i liście bazylii, ser, i tak w kółko do zużycia składników. Ostatni płat mocno docisnąć; nie trzeba niczym smarować. Piec ok. 25-30 minut w 190 st. C, do wyraźnego zrumienienia, odstawić na kilka minut przed wyjęciem porcji z foremki. Dobrze pasuje do tego kwaśna sałata lub rukola.

Zapisz

piątek, 01 września 2017

Naczekały się te giczki na publikację. Właściwie to zdążyłam je trzy razy przyrządzić ;). Za każdym razem uznawałam, że przepis jest wart zapamiętania, a że do trzech razy sztuka…

Oryginał pochodzi ze strony Magazyn Kuchenny, którą zresztą bardzo polecam, zwłaszcza jeśli chodzi o inspiracje obiadowe. U Bee i Witka ostrość podkręcała pasta adżika, ja użyłam za pierwszym razem tajskiej pasty z chilli, później jednak dodawałam po prostu całą papryczkę chilli (dla gości poszło tylko ½ papryczki); za którymś razem do garnka trafił także kawałek słodkiej papryki, zamiast marchewki. Liści laurowych użyłam tylko raz, za to był lubczyk a wcześniej oregano... Innymi słowy, przepis to matryca, którą można wzbogacać ;). W sezonie warto użyć świeżych pomidorów, jak ja w miniony weekend. Choć próbowałam z giczek (nóg), wolę wersję z ossobuco.

Składniki (ok. 3-4 porcji):

  • ok. 1100g giczek cielęcych/ossobuco (2 większe nogi lub ok. 4-5 mniejszych kawałków)
  • sól i pieprz
  • olej lub np. tłuszcz kaczy (polecam!) do smażenia
  • 1 mała cebula, drobno posiekana
  • ½ marchewki, posiekanej jw. lub kawałek słodkiej papryki
  • 500ml przecieru pomidorowego/pomidorów w puszce lub ok. 550g świeżych pomidorów
  • ½-1 mała, b. ostra papryczka chilli (tzw. tajska)
  • 2 liście laurowe (lub łyżka świeżego lubczyku, lub świeży majeranek/oregano)
  • opcjonalne dodatkowe przyprawy: 5-6 ziaren ziela angielskiego, roztarte w moździerzu i/lub hojna szczypta słodkiej wędzonej papryki; sok z cytryny/łagodny ocet
  • natka pietruszki lub dodatkowe zioła do posypki

Mięso osuszyć i doprawić solą i pieprzem. W dużym garnku obsmażyć mięso do zrumienienia na rozgrzanym tłuszczu, odłożyć na bok; w międzyczasie sparzyć pomidory, jeśli używacie świeżyć, by ściągnąć z nich skórę. Na tym samym tłuszczu zeszklić cebulę, dodać marchewkę, chilli i pomidory (świeże obrane i bez gniazd nasiennych). Wymieszać, dodać opcjonalne dodatkowe przyprawy, zioła i mięso. Garnek przykryć i dusić na małym ogniu, co jakiś czas mieszając/obracając giczki, aż mięso będzie bardzo miękkie i będzie samo odchodzić od kości. Ossobuco powinno to zająć do 1,5h, ale uważam, że dłużej nie zaszkodzi (a jeszcze lepiej jest danie przygotować z wyprzedzeniem i potem pomału podgrzać). W trakcie mieszania warto spróbować sos i doprawić do smaku solą/pieprzem. Jeśli użyjecie pomidorów z puszki, które są zazwyczaj dość słodkie, możliwe, że trzeba będzie lekko sos zakwasić sokiem z cytryny lub łagodnym octem. Pod koniec gotowania, gdyby sos był za rzadki, odkryć garnek, podkręcić ogień i odparować kilka-kilkanaście minut; jeśli mięso jest bardzo miękkie, warto je wcześniej przenieść na podgrzany talerz, żeby się nie rozpadło podczas mocniejszego gotowania.

Podawać z kuskusem, kaszą, ryżem, bulgurem, puree z warzyw korzeniowych – znów możliwości jest wiele ;). Na zdjęciach widać moje eksperymenty z puree kalafiorowym, które, choć smaczne, wymaga jeszcze pracy np. nad konsystencją...

Bardzo polecam też klasyczne ossobuco milanese wg Anny del Conte, najlepiej z tematycznym risotto.

Zapisz

Zapisz

czwartek, 24 sierpnia 2017

Pamiętacie gołąbki z boćwiny? Pokazywałam już dwie wersje, bezmięsne z kaszą oraz soczewicą. W tym roku replay tych pierwszych spotkał się z entuzjastyczną reakcją M, a ponieważ dużych liści na grządce trochę zostało, wymyśliłam wersję rybno-ziemniaczaną, i też jestem z niej zadowolona. Oczywiście, takim farszem można równie dobrze nadziać gołąbki z np. kapusty włoskiej (zresztą, wpiszcie „gołąbki z rybą” w wyszukiwarkę i zobaczycie, że specjalnie Ameryki nie odkryłam ;). Boćwina jednak ma tą przewagę nad kapustą, że można jej zerwać dowolną ilość i nie trzeba inwestować od razu w główkę...

Składniki (2-3 porcje):

  • ok. 450 g filetów z dorsza
  • ok. 500ml bulionu lub wody ze szczyptą szafranu i liściem laurowym/ziołową przyprawą do ryb
  • 3 średnie ziemniaki
  • ok. łyżeczki dobrego oleju rzepakowego
  • 1 mała cebula
  • dodatkowy olej/oliwa
  • 1-2 łyżeczki chrzanu (ze słoika)
  • 2 łyżki koperku,
  • sól, pieprz do smaku, odrobina gałki muszkatołowej
  • ok. 10 większych liści boćwiny (same liście)

Podgrzać bulion lub wodę z przyprawami. Rybę gotować ok. 10 minut na małym ogniu, pod przykryciem. Ziemniaki ugotować, przepuścić przez praskę, rozgnieść z olejem rzepakowym. Cebulę drobno pokroić, zeszklić na niewielkiej ilości oleju, dodać do ziemniaków, wymieszać z lekko rozdrobnioną rybą. Dodać posiekany koperek, chrzan, wymieszać i doprawić do smaku solą, pieprzem i gałką. Masa powinna być dość spoista. Liście umyć, przelać ciepłą wodą (wrzątkiem, jeśli są bardzo grube), umieścić na każdym kopiastą łyżkę (lub dwie) nadzienia i zwijać gołąbki. Umieścić dość ciasno w naczyniu żaroodpornym, posmarować lekko olejem lub oliwą, przykryć folią aluminiową i piec ok. 20-22 minut w 190 st. C. Zdjąć folię i piec dalsze kilka minut. Podawać z np. sosem koperkowym, ulubionym pomidorowym lub jogurtowym (kilka łyżek jogurtu doprawione solą i 1-2 zmiażdżonymi ząbkami czosnku, można dodać trochę posiekanego koperku lub startego ogórka).

Inne gołąbki, nie z boćwiny, na blogu...

wtorek, 15 sierpnia 2017

Wiem, że część Polski płacze tego lata, że są upały, tzn. przyjmuję to do wiadomości. U nas na północy ;) te upalne dni w 2017 można policzyć na palcach jednej ręki. Powiedziałabym, że konieczność włączania wentylatora jest dla mnie wyznacznikiem tzw. hicy, i do tej pory taka potrzeba zdarzyła się na Mazurach ze cztery razy. Zważywszy na to, że właśnie mija połowa sierpnia, nie spodziewam się zbyt wielu kolejnych takich dni ;).

Niedawnego, wyraźnie chłodniejszego poranka zaczęłam widzieć dookoła siebie jesień. Nie żeby ciemniały mi dynie (to drażliwy temat w tym roku; nie wiem, o co chodzi tym roślinom, ale mam wrażenie, że wyhodowałam grupę ładnych dyniowych wałachów…), ale światło jakieś takie jaskrawe, pajęczyn więcej, rosy więcej, noce jeszcze zimniejsze… Podczas takiego napadu miłej melancholii oraz w aurze "na sweter" powstał domowy makaron z podrobami, które zostały z zamówienia wiejskich kurczaków (sztuk cztery). Bób i cavolo nero to dodatek z ogrodu (tzn. to, co z tego cavolo nero zostało po działaniach ślimaków oraz bielinka, choć twardo z &@*@*!^ walczę).

Uwaga: wątróbka wychodzi, w moim odczuciu, średnio wysmażona, tj. nie krwista, ale kremowa w środku. Jeśli lubicie mocniej wysmażoną, trzeba gotować ją dłużej.

Składniki (2 porcje):

  • 4 wątróbki + 4 serca kurze
  • 2 grubsze plastry boczku,
  • 1 mała cebula,
  • 8-10 ziaren jałowca,
  • kilka łyżek czerwonego wina,
  • mała garść wyłuskanego, raczej młodego bobu*,
  • garść cavolo nero lub jarmużu (same liście, bez nerwów),
  • estragon - 2 łyżki (1/2 do gotowania, 1/2 na surowo do posypki)
  • makaron z ½ porcji z tego przepisu, rozwałkowany i pokrojony w pappardelle

Boczek pokroić w kostkę, wytopić tłuszcz na małym ogniu (gdyby był chudy, trzeba będzie się . Cebulę pokroić w kostkę i zeszklić na boczku. Dodać zmiażdżone ziarna jałowca. Podroby oprószyć solą i pieprzem, przesypać mąką, obsmażyć krótko na patelni z cebulą i jałowcem. Podlać całość winem i dusić ok. 2-3 minut, dodać bób*, jarmuż i 1/2 estragonu. Jeśli to konieczne, podlać wodą, skręcić ogień na mały i gotować pod przykryciem kolejne 7-8 minut (pod koniec zacząć gotować makaron – cienko rozwałkowanemu pappardelle wystarczy ok. minuta od ponownego zagotowania wody i wypłynięcia). Sprawdzić doprawienie. Podawać ugotowane pappardelle z kopiastą chochlą sosu, posypane pozostałym estragonem.

* Gdyby bób był wyraźnie nienajmłodszy, można go dodać wcześniej, razem z winem.

Inny, wyraźnie letni, nie jesienny makaron z podrobami pokazywałam dwa lata temu.

W kilka dni później zrobiło się cieplej – nie na wentylator, ale w sam raz na zużycie drugiej porcji pappardelle z sosem pomidorowym na zimno, bez gotowania. Mąż pomidożerca zachwycony. Jest to prawdziwy domowy fast food, zważywszy na czas przygotowania, ale składniki muszą być naprawdę dobre. Pomidory jednak teraz najlepsze, więc nie powinien być to problem.

Składniki (2 porcje):

  • 1 bardzo duży (lub 2 średnie), soczysty, b. aromatyczny i dojrzały pomidor (np. malinowy lub bawole serce)
  • garść bazylii
  • 1 duży ząbek czosnku
  • szczypta soli
  • ok. 2 łyżek startego parmezanu
  • oliwa (jak najlepsza)
  • makaron z ½ porcji z tego przepisu, rozwałkowany i pokrojony w pappardelle

Pomidora sparzyć, obrać ze skórki. Zetrzeć na tarce o dużych oczkach – można nad sitkiem, żeby złapać sok, można celowo sok zostawić i nie odcedzać, bo przyjemnie ewentualny nadmiar wypić potem z talerza, ale jest to mniej eleganckie. Wymieszać miąższ z ząbkiem czosnku przeciśniętym przez praskę i szczyptą soli. Ugotować makaron, odcedzić. Wyłożyć ½ porcji pomidorów na każdy talerz, dodać trochę parmezanu, bazylię i delikatnie skropić oliwą. Podawać od razu.

A inny makaron z surowym pomidorem już tu się pojawił, z dodatkiem małży. 

niedziela, 06 sierpnia 2017

W tym roku nie ma, jak na razie, nadmiaru cukinii. W sumie to wszystko przez (tzn. dzięki ;) M, który bardzo nalegał na ograniczenie liczby krzaków i nawet na cztery sztuki kręcił nosem. Jak rok i dwa temu, posadziłam jedną dającą okrągłe owoce. Faszerowane kule już pokazywałam, w wersji choć nie wege, to dość delikatnej- i tym razem chciałam czegoś bardziej wyrazistego. Przepis zyskał aprobatę M („możesz zapamiętać i powtarzać”). Co istotne, użyłam tylko ½ miąższu do farszu (druga ½ trafiła do ratatouille), i była to dobra decyzja.

Składniki:

  • 3-4 niezbyt duże okrągłe cukinie
  • 2 średnie ziemniaki
  • puszka tuńczyka w zalewie (170g przed osączeniem)
  • świeże zioła, ok. 2 łyżek, u mnie oregano i estragon
  • 1 mała cebula
  • 3-4 plastry boczku
  • sól, pieprz i chilli (do smaku)
  • oliwa (do posmarowania cukinii)

Ziemniaki ugotować w osolonej wodzie, przecisnąć przez praskę. Cukinie umyć, odciąć czubki (ja mówię „czapeczki” ;) z ogonkiem (zachować!), wydrążyć, ½ miąższu zostawić do późniejszego wykorzystania, pozostałą połowę posiekać. Boczek pokroić w kostkę, wytopić tłuszcz na małym ogniu, podkręcić ogień na średni, dodać posiekaną cebulę i zeszklić. Zdjąć z ognia, wymieszać z miąższem cukinii, ziemniakami, dobrze osączonym tuńczykiem i ziołami, doprawić do smaku solą, pieprzem i chilli (u mnie hojna szczypta). Napełnić cukinie farszem, nakryć „czapeczkami” z ogonkiem, lekko posmarować oliwą. Umieścić w naczyniu żaroodpornym, piec ok. 25 minut w 190 st., następnie zdjąć „czapeczki” i piec dalsze 10-12 minut. Świetnie pasuje do tego sos koperkowy lub bazyliowy.

Z innych cukinii faszerowanych (podłużnych) na blogu były:

- słodko-kwaśna bliskowschodnia

- pomidorowa

Z dwóch podłużnych cukinii za to zrobiłam placki z cukinii, w innym wydaniu niż zazwyczaj, bo przemówił do mnie przepis na blogu Ani (Everyday Flavours). Do tej pory miałam problem z cukinią startą na tarce, tzn. umiarkowanie udawało mi się ją osączyć. Tu pomogło i sugerowane wcześniej sitko, i ręcznik papierowy, i obserwowanie ciasta w trakcie smażenia (odlałam płyn po kilku plackach i dodałam łyżkę mąki, potem już poszło gładko, a placki świetnie trzymały ksztatł). Przepis za Anią, z drobnymi zmianami i z grubsza z ½ składników (dla ok. 3 osób, lub 2 głodnych, które nie pogardzą zimnymi resztkami ;).

Składniki (na ok. 10-12 sztuk):

  • ok. 500-600g cukinii (2 średnie sztuki)
  • 2 jaja
  • 1/2 (kopiasta) szklanki mąki + ew. dodatkowa do podsypania, patrz niżej
  • 100g fety (prawdziwej, nie fetopodobnej)
  • kilka łyżek rozdrobnionych świeżych ziół (np. oregano, mięta, estragon, szałwia, itd.)
  • łyżka posiekanego szczypiorku
  • sól, pieprz (do smaku)
  • olej
  • Do podania: sos bazyliowy/koperkowy, domowy ketchup lub sos pomidorowy, tzatziki, itd.

Cukinię umyć, obciąć końce, zetrzeć na tarce o grubych oczkach, oprószyć solą i odstawić na 15 minut na sitko nakrytą ręcznikiem papierowym. Zlać płyn, cukinię dobrze odcisnąć przez ręcznik. Roztrzepane jaja utrzeć z mąką, dodać osączoną cukinię, fetę, zioła. Doprawić do smaku i dokładnie wymieszać. Gdyby masa wydawała się zbyt płynna, podsypać lekko mąką. Smażyć placki partiami na rozgrzanym oleju (ok. 1 kopiastej łyżki na placek), aż się zrumienią z obu stron; w zależności od patelni dolać po 1-2 partii oleju. Gdyby ciasto puściło sok, spróbować go delikatnie zlać, ew. zagęścić dodatkową łyżką mąki.

W skrócie, mąż wzgardził dodatkami do obiadu i skupił się na plackach… Na zimno został jeden ;).

 
1 , 2 , 3 , 4 , 5 ... 22
| < Kwiecień 2018 > |
Pn Wt Śr Cz Pt So N
            1
2 3 4 5 6 7 8
9 10 11 12 13 14 15
16 17 18 19 20 21 22
23 24 25 26 27 28 29
30            
Tagi

@ptasia.cosniecos Ptasia on Pinterest
Page copy protected against web site content infringement by Copyscape
Durszlak.pl POMOŻECIE? PustaMiska - akcja charytatywna