Głównie o kuchni, jedzeniu, gotowaniu - ale nie tylko...

Wpisy z tagiem: kuchnia świąteczna

czwartek, 22 marca 2012



Gdy myślicie "sernik", ew. "sernik polski" lub "sernik tradycyjny", jaki obraz staje Wam przed oczyma? Ja widzę sernik z kratką, tak zwany krakowski. Ser jest zwarty i lekko żółty (ach, te jaja), hojnie nafaszerowany rodzynkami, kratka polukrowana. A, wypiek stoi na pralce w kuchni mojej Babci, gotowy do podania na stół świąteczny (a Babcia narzeka, że znowu nie wyszedł...).

Z sernikami nie-babcinymi byłam na bakier, zwłaszcza od popularyzacji gotowych serów mielonych (którym mówię stanowcze NIE), i w efekcie jedyne wypieki serowe, jakich kosztowałam, to cheesecake (z zasady robiony na innym serze sernik londyński w wielu odsłonach lub ew. nowojorski w wydaniu koleżanki E.) bądź sernik królewski autorstwa M, na niemielonym twarogu. Sernik krakowski od wielu lat - od kiedy nie ma babcinego - omijałam szerokim łukiem. Okazało się jednak, że można przywołać smak wypieku z dzieciństwa - stosując metodę z królewskiego, używając normalnego sera. I tak oto mam nowy ulubiony wypiek ;)

Przepis pochodzi z bloga Dorotuś, jednak u nas parę zmian: przede wszystkim, twaróg tłusty w kostkach, niemielony; cukier puder i skórka pomarańczowa do sera; brak lukru na kratce (tak, ten Babci go miał, ja jednak lukru nie kocham, a sernik jest i tak dość słodki).

Składniki na kruche ciasto:

  •     250 g mąki
  •     100 g cukru pudru
  •     125 g masła
  •     8 g cukru waniliowego
  •     1 jajo



Wszystkie składniki połączyć razem, szybko zagnieść ciasto, wstawić do lodówki na co najmniej godzinę czasu. Z ciasta odkroić 1/3, odłożyć z powrotem do lodówki. Pozostałe ciasto rozwałkować na bardzo cienki placek, wyłożyć nim dno formy o wymiarach ok. 35 x 25 cm, ponakłuwać widelcem. Podpiec w temperaturze 170°C przez 15 minut.

Składniki na masę serową:

  •     1 kg twarogu (półtłusty, tłusty)
  •     8 jaj
  •     100 g miękkiego masła
  •     250 g cukru pudru
  •     3 łyżki cukru waniliowego
  •     3 łyżki mąki ziemniaczanej
  •     100 g rodzynek
  •     ok. 3 łyżek skórki pomarańczowej (kandyzowanej)
  •     ulubiony aromat - u nas kapka wanilii
  •     żółtko/jajo/mleko do posmarowania pasków, roztrzepane

Twaróg wkruszyć do miski (lub, jeśli ktoś musi/lubi/chce, zemleć). Masło, 200 g cukru i cukier waniliowy utrzeć w osobnym naczyniu na krem. Ucierając, dodawać po 1 żółtku i części twarogu. Ucierać, aż składniki się połączą i masa będzie puszysta. Białka ubić na sztywno, pod koniec ubijania dodając pozostałe 50 g cukru. Pianę wmieszać do masy serowej razem z mąką ziemniaczaną i rodzynkami oraz skórką. Można dodać ulubiony aromat.

Podpieczony spód wyjąć z piekarnika. Wyłożyć na niego masę serową. Ciasto pozostałe w lodówce cienko rozwałkować i radełkiem (lub nożem...) wykroić paski o szerokości 1 cm. Z pasków ułożyć na serniku kratkę, posmarować ją żółtkiem/jajem/mlekiem.

Piec około 60 minut w temperaturze 170°C (termoobieg).

Jeśli ktoś bardzo chce - może po wystudzeniu kratkę polukrować :).

Polecam! I podczepiam pod akcję wielkanocną:



PS. Przypominam, że wciąż trwa konkurs :)

piątek, 23 grudnia 2011


I już za chwilę Wigilia... Sądząc po gwałtownym wzroście wejść na bloga, wiele osób właśnie szaleje w kuchni (albo szaleć zamierza). Pozostaje mi zatem tylko życzyć Wam udanych i smacznych kulinarnych szaleństw (zachowując w tych szaleństwach i metodę, i odrobinę rozsądku ;).

Na okrasę co u nas się w tym roku pojawi na stole... Otóż chłodzą się już śledzie grzybowe mojej Mamy (będą na Wigilię), pasztet M i sernik królewski. Dziś będzie pieczony makowiec (tradycyjny, nie awaryjny ;). Zrezygnowałam z ryby po grecku, a M nie robi marmoladziaka (który ostatnio niestety wychodził nam zakalcowaty...). Ups, właśnie przypomniałam sobie, że zapomniałam wczoraj podlać Christmas Cake. Pozostałymi daniami zajmuje się rodzina :)

Na drugą okrasę: mroźne, choć nie ośnieżone, Mazury.





Wesołych Świąt!

czwartek, 21 kwietnia 2011

Pamiętacie historię starego zeszytu z przepisami? Gdy go przeglądałam jakiś czas temu, rzuciły mi się oczy domowe wędliny z udziałem gęsich wątróbek. Gdy więc niewiele później wpadło mi w ręce opakowanie wątroby z gęsi w sklepie, kupiłam je, a przepisom przyjrzałam się dokładniej później. Jeden z nich okazał się być kiełbasą, do której jeszcze nie dorosłam, a drugi - pasztetem (Ganseleberpastete). Z tym miałam już co nieco do czynienia i zdecydowałam się go upiec, jako, że Wielkanoc za rogiem, a wątróbka leżała i dopominała się o spożycie. W oryginale było dwukrotnie więcej składników, poza wieprzowiną była także odrobina cielęciny - ja musiałam dostosować proporcje do posiadanej ilości wątróbki. Występowały także trufle - no, cóż, fiu, fiu, u mnie są suszone grzyby :). Dodałam od siebie przyprawy - u Irmy była tylko sól i pieprz.


Składniki (na 1 średnią keksówkę): ok. 750g gęsich wątróbek (zwykłych, nie foie gras; a idealnie - jedna duża, gęsia wątroba), ok. 300g wieprzowiny (u mnie karkówka), ok. 15g suszonych grzybów (namoczonych we wrzątku co najmniej godzinę wcześniej), olej do obsmażenia mięsa, 15g masła, 1 średnia cebula, 25g mąki, 50-60ml bulionu/rosołu, 1/2 łyżki dowolnego wina (można też użyć sherry lub porto), 1 jajo, sól (co najmniej łyżeczka) i pieprz do smaku, ok. 1/2 łyżeczki imbiru, ok. 1/2-1/3 małej gałki muszkatołowej, świeżo startej, dwie hojne szczypty suszonego tymianku, plastry słoniny lub boczku na wierzch pasztetu

Połowę wątroby naszpikować osączonymi grzybami, nacinając delikatnie mięso i wpychając grzyby do środka. Skropić sokiem z cytryny, odstawić. Resztę wątróbek zrumienić na oleju/oliwie, podobnie postąpić z wieprzowiną. Obsmażone mięso lekko wystudzić, zmielić dwukrotnie. Wątrobę z grzybami posiekać mniej lub bardziej drobno, wymieszać ze zmielonym mięsem. Drobno pokrojoną cebulę zeszklić na maśle, odstawić na bok. Mąkę roztrzepać z bulionem, winem i jajem, dodać zeszkloną cebulę wraz z masłem, wymieszać powstałą pastę z masą mięsną. Doprawić do smaku solą, pieprzem, imbirem, gałką i tymiankiem - surowa masa musi dobrze smakować! Przełożyć do dobrze wysmarowanej i wysypanej bułką tartą/otrębami foremki, wierzch obłożyć paroma plastrami boczku lub słoniny. Piec ok. 60-70 minut w 180 st. C (termoobieg). Dokładnie wystudzić przed jedzeniem (a najlepiej kosztować dopiero kolejnego dnia).

Pasztet jest zupełnie inny, niż ten, który robi M - jest znacznie bardziej mięsny i, czego można było się spodziewać, wątrobiany. Następnym razem rozważę zwiększenie ilości mięsa w stosunku do podrobów. Zastanawiam się też, czy nie można by użyć wątroby kurzej lub cielęcej. Podoba mi się natomiast bardzo kontrast między masą zmieloną a posiekaną, grzybową, i nie da się ukryć, że nie jest to trudny czy bardzo czasochłonny przepis. Nie mówiąc o tym, że wciąż mnie fascynuje gotowanie ze stuletnich przepisów, pisanych nieznaną ręką...

Ponieważ zdjęcie mojej babci przy poprzednim wpisie wzbudziło zainteresowanie, na deser kolejne ujęcie babci Łucji, tym razem ze swoją matką (a moją prababcią Marią), w scenerii lekko wiosennej (ten cielaczek... :):

niedziela, 03 kwietnia 2011

Pierwszy raz żurku skosztowałam w Bukowinie Tatrzańskiej niecałe 12 lat temu. Zajadałam, aż uszy się trzęsły. Pewnie się zdziwicie, że tak późno przeszłam na jasną (żurkową) stronę mocy, ale tak to jest, jeśli nikt w rodzinie żuru nie lubi i nie gotuje. Od tego czasu miewałam różne lepsze i gorsze doświadczenia z tą zupą, a sama przygotowałam do tej pory tylko raz. Oczywiście, na domowym zakwasie. Ten się udał, ale samej zupie brakowało wyrazistości - była to wersja postna, na samym wywarze jarzynowym, no i... uznałam wówczas, że niestety (dla wegetarian), ale żurek potrzebuje wkładki mięsnej. Przy drugim podejściu już się zatem nie krępowałam, było mięso x 3. I wyszło świetnie. Wymogłam na M obietnicę, że taki żurek aprobuje, i możemy go częściej jadać - nie tylko na Wielkanoc.

Zakwas (wg przepisu Liski):

  • 10 łyżek mąki żytniej razowej (typ 2000)
  • 2 ząbki czosnku (zgniecione)
  • 5 ziarenek ziela angielskiego
  • 2 listki laurowe
  • 1,5 szklanki (375 ml) wody (źródlanej lub dobrze przefiltrowanej)

Wszystkie składniki umieścić w naczyniu - szklanym lub ceramicznym. Naczynie przykryć ściereczką i odstawić w temperaturze pokojowej na 2-3 dni (u mnie niecałe 3 - tempo zależy od temperatury w mieszkaniu, jeśli jest chłodniej, proces potrwa dłużej). Gotowy zakwas będzie pachniał żurkiem ;). Będzie miał także na powierzchni biały nalot - to normalne, nie należy się przejmować, może się także oddzielić część gęsta od płynu.

Żurek

Poza zakwasem, jw. potrzebujemy:

  • 5-6 grzybów suszonych (zalanych wrzątkiem minimum godzinę przed gotowaniem; u mnie tylko tyle, by zakryć grzyby - ok. 4-5 łyżek)
  • 1 włoszczyzna (u mnie 2/3 włoszczyzny, tj. bez 2 marchewki i 1 pietruszki, reszta b/z)
  • 1 cebula
  • 1 gałązka selera naciowego
  • ok. 80-100g boczku wędzonego
  • pęto (może być ciut więcej) białej kiełbasy
  • 0,5 l. bulionu drobiowego (lub dodatkowa woda)
  • 1,75-2 litry wody
  • łyżka suszonego lubczyku (lub parę liści świeżego)
  • liść laurowy
  • kilka ziarenek pieprzu
  • jw. ziela angielskiego
  • duża szczypta suszonego majeranku
  • sól/pieprz do smaku
  • kilka łyżek śmietany
Włoszczyznę i cebulę obieramy, wkładamy do garnka razem z przyprawami, grzybami (z wodą z zalania), kiełbasą i boczkiem. Zalewamy wodą i bulionem (jeśli używamy). Zagotowujemy. Skręcamy ogień na mały/średni (można w tym momencie też dodać ok. łyżeczki soli) i gotujemy ok. 50-60 minut. Odcedzamy. Wyławiamy kiełbasę, boczek i grzyby, kroimy kiełbasę na plastry, a boczek i grzyby - drobno siekamy, i wkładamy całość z powrotem do zupy. Dodajemy zakwas - w zależności od upodobań, albo samą wodę, albo wodę i mąkę (bez przypraw, które odławiamy lub odcedzamy) - wówczas zupa będzie gęstsza. U mnie była to woda i ok. 1/2 mąki. Podgrzewamy całość na małym ogniu ok. 15 minut, sprawdzając doprawienie. Pod koniec gotowania zabielamy zupę delikatnie śmietaną - u mnie 18%, ok. 5 łyżek, zahartowanych wcześniej zupą. Podajemy z jajkiem na twardo.

Nie wiem, czy to nie moja ulubiona tradycyjna zupa...

środa, 19 stycznia 2011

Przy okazji makowca awaryjnego, Gospodarna Narzeczona pytała się mnie, czy nie przeszkadza mi sztuczny posmak w kupnej masie makowej. Odparłam zgodnie z prawdą, że nie. Ponieważ jednak mieliśmy dużo maku, zrobiliśmy domową masę i choć święta minęły, upiekliśmy jeszcze raz strucle. Powiem szczerze, że jedyną różnicą, jaką widzę między tą z puszki, a tą robioną od podstaw jest konsystencja: ta pierwsza jest bardziej mokra, druga bardziej ziarnista. I jedna, i druga smaczna. Jeśli chodzi o wygodę, oczywiście nic nie przebije otwarcia puszki :), ale produkcja domowa okazała się łatwiejsza, niż myślałam. Przepis z Kuchni Polskiej (moja wydana w 1957), którą podobno każdy ma w domu.

Składniki:

  • 500g maku
  • 300g cukru pudru
  • 2 białka
  • 50g masła
  • opcjonalnie: olejek migdałowy
  • skórka cytrynowa (u nas z 1 cytryny)
  • opcjonalnie: 3-4 łyżki miodu
  • ok. łyżeczki ekstraktu z wanilii
  • rodzynki
Mak opłukać, zalać wrzątkiem i podgrzewać na małym ogniu tak długo, aż da się go rozetrzeć w palcach (ok. 25-30 minut). Odcedzić przez gęste sitko, osączyć. Przemielić 2 lub 3 razy (u nas to ostatnie) przez maszynkę (w miarę możliwości, z gęstym sitkiem). Stopić w rondlu masło, dodać mak, cukier, skórkę cytrynową, olejek migdałowy (pominęliśmy), miód (jw.), wanilię i opłukane rodzynki. Podgrzewać całość ok. 10-15 minut, często mieszając. Wymieszać z pianą, wystudzić.
Gotową masą można nadziewać makowce z ciasta krucho-drożdżowego lub drożdżowego. Starczy jej na dwie strucle.

PS. Pamiętacie moją gęsinę? Z przyjemnością informuję, że wygrała konkurs "Gęsina w blogosferze", czego dowód tu:

piątek, 31 grudnia 2010

Moja Mama co rok robi pasztet - na Boże Narodzenie lub Wielkanoc. Zazwyczaj co rok jest trochę inny, bo dodaje różne mięsa. Zawsze jest choć trochę dziczyzny. W rodzinie M pasztety robiła Ciocia C., a od kiedy jej zabrakło, pałeczkę przejął mój mąż. Przepis jest Cioci, ale M go trochę zmodyfikował, mieląc masę tylko jeden raz (jak i moja Mama), a nie trzykrotnie. Dodaje także inną cielęcinę.

Pasztet domowy nie w wersji błyskawicznej wymaga cierpliwości i czasu. Mięso trzeba obsmażyć, ugotować, przemielić, doprawić i dopiero wtedy upiec. Gdy Mama zabierała się za robienie pasztetu, wolałam w miarę możliwości zniknąć z domu, gdyż atmosfera bywała napięta ;) Gdy zabiera się za to M, mam większy problem ze znoszeniem wyjątkowo intensywnego zapachu gotowanego mięsa. Gotowy pasztet uwielbiam jednak jeść: na chlebie, z dodatkiem musztardy, chrzanu lub dżemu cebulowego (świetne połączenie!) jest przepyszny. Bardzo dobrze się także mrozi.

Składniki:
  • ok. 4 kg karkówki cielęcej
  • 2 kg podgardla czystego
  • 1,5 kg kurzych wątróbek
  • 1 cebula
  • 2 marchewki
  • 2 pietruszki
  • pieprz czarny ziarnisty (ok. 10 ziarenek)
  • ziele angielskie (ok. 5 ziarenek)
  • 3 listki laurowe
  • kilka grzybów
  • 1 kajzerka lub kawałek innego białego pieczywa
  • 10 jaj
  • gałka muszkatołowa (2 małe gałki, starte)
  • imbir mielony (ok. 20 g)
  • sól - ok. 3-3,5 łyżek
  • pieprz mielony - ok. 4 łyżeczek
Mięso opłukać, dokładnie osuszyć, obsmażyć do zrumienienia (szczerze polecam do tego celu frytkownicę). Umieścić w bardzo dużym garnku, kładąc w kolejności od dołu: podgardle, wątróbkę i cielęcinę. Dodać warzywa, pieprz ziarnisty, ziele a., grzyby liście laurowe oraz na wierzchu umieścić kajzerkę. Lekko podlać wodą i dusić pod przykryciem, aż mięso będzie zupełnie miękkie (co potrwa kilka godzin).
Mięso dokładnie wystudzić i przemielić jednokrotnie razem z warzywami. Do masy dodać jaja i przyprawy mielone - do smaku, powyżej podaję nasze proporcje. Dokładnie wymieszać, sprawdzić doprawienie. Przełożyć do blaszek (np. keksówek - ok. 3) wysmarowanych tłuszczem i wysypanych bułką tartą. Idealnie jeśli warstwa będzie nie grubsza niż 5 cm, ale trochę grubsza też nie zaszkodzi (my piekliśmy teraz w 2 kwadratowych blaszkach jak do brownie). Piec ok. 1 h, w 180 st. C (termoobieg, w góra/dół - ok. 190-195 st. C). W wierzch pasztetu można wcisnąć trochę świątecznych foremek ;) Gotowy pasztet powinien mieć wypieczoną, zezłoconą i chrupką skórkę. Uwaga: nie warto próbować jeszcze ciepłego, smaczny jest dopiero po dokładnym wystudzeniu.

A tak wygląda na kromce Borodinskiego:

Korzystając z okazji życzę Wam wszystkiego dobrego (i smacznego ;) w nadchodzącym roku 2011. U nas dziś w menu znów będą bliny oraz to, co widać poniżej:

poniedziałek, 27 grudnia 2010

Mówi się, że złość piękności szkodzi. Coś w tym musi być, skoro wredna macocha Królewny Śnieżki przegrała w konkursie piękności organizowanym przez wiadome Zwierciadło ;) Mam jednak wrażenie, że trochę "dobrej sportowej złości" poprawia samopoczucie fizyczne. Ja w każdym razie, gdy w przeddzień Wigilii zobaczyłam nieudane wypieki, zdecydowanie się rozzłościłam i zrobiłam makowca awaryjnego: ze znanego drożdżowego, które zawsze wychodzi i dobrze się wałkuje, oraz z kupnej masy makowej. I wiecie co? Ciasto wyszło, a mi przeszła gorączka i wyzdrowiałam :)

Składniki: ciasto drożdżowe z 1/2 składników z przepisu na cynamonki (robiłam z niego także jagodzianki i bułeczki z dżemem); masa makowa  z bakaliami 800g; na lukier: cukier puder, wrzątek, sok z cytryny, ew. bakalie do dekoracji

Ciasto drożdżowe przygotować wg ww przepisu (z 1/2 składników, tj. 2 szklanek mąki), odstawić do wyrośnięcia, odgazować, podzielić na 2 części. Każdą rozwałkować dość cienko, ale nie tak, aby ciasto się rwało. Każdy placek posmarować cienko masą makową, zostawiając kilkucentymetrowy margines. Zwinąć ściśle w rulon wg dłuższego boku. Przełożyć  zwinięte ciasta albo do długich foremek keksowych, wysmarowanych tłuszczem i wysypanych mąką lub wyłożonej pergaminem, bądź owinąć od dołu w kawałek pergaminu (tworząc z niego rodzaj łódeczki dla makowca; inspirowałam się instrukcją zawijania na stronie Dorotuś) i tak ułożyć luzem na blaszce.

Odstawić do napuszenia na ok. 40 minut. Piec ok. 50-60 minut w 190 st. C. (do suchego patyczka; temperatura moich makowców pod koniec  pieczenia wynosiła 97 st. C, kilka stopni niższa też powinna być ok).

Wystudzone ciasta polać lukrem (rozrabiając kilka łyżek cukru pudru wrzątkiem i sokiem z cytryny do uzyskania pożądanej konsystencji) i opcjonalnie udekorować bakaliami.

Mam nadzieję, że mieliście udane Święta :)?

środa, 08 grudnia 2010
Some time ago I received an email from Asia of Lexiophiles, asking if I'd like to participate in the International Recipe Advent Calendar event*. I wasn't feeling very Christmassy then** (yet!), but I thought: why not? I decided to try out a recipe I'd found when clearing out my cookery books. In the original form it was slightly vague (it came from a promotional booklet), but luckily my guesses were correct. These Sugar & Spice Snowflakes (the name is my invention) are very versatile: great for nibbling with tea or coffee, they can be also used as Christmas tree decorations or stocking fillers. Of course, you can make Sugar & Spice Stars or Reindeers, or whatever shape pleases you, but I used by favourite festive cookie cutter. The following quantities are for a relatively small batch of cookies, double them if you want more. So, sugar and spice and all things nice, here we go:
Ingredients: 250g plain flour, 1 heaped tbsp gingerbread spice (or mixed spice, or speculoos spice), 125g caster sugar, 150g cold unsalted butter, 1 large egg, beaten, 1 tsp vanilla extract, approx. 10 whole cloves, optionally: 1-2 tbsp iced water,

In a large bowl (or standing mixer bowl) mix the dry ingredients (flour, sugar, spice). By hand or using your mixer, rub in cold butter, cut into cubes. When the mixture resembles coarse crumbs, add the egg and vanilla to bind the pastry together (as in shortcrust pastry). You may need an extra tablespoon or two of iced water (I did), if the mixture is too dry. Wrap in clingfilm and cool in fridge for at least 30 minutes or up to 2 days (which is what I did). When you're ready to make the cookies, take the pastry out of the fridge, roll it out as thinly as you wish (I think max. 2 mm thick are the best, but it's up to you) and cut out desired shapes. Mash the cloves using a pestle and mortar and sprinkle a tiny amount on each cookie. Bake in an oven preheated to 200 degrees Celsius (400 F), for approx. 20-25 minutes (depending on how thin the pastry was).
* This recipe should appear on the website tomorrow, i.e. 9 December 2010.
** As opposed to today, where with snow outside and festive decorations it looks as you can see for yourselves:

--
Jakiś czas temu otrzymałam maila od Asi z Lexophiles, z pytaniem, czy nie chciałabym wziąć udziału w międzynarodowej imprezie pt. Kalendarz adwentowy z przepisami świątecznymi.* Jeszcze wtedy nie myślałam o Świętach (w przeciwieństwie do dzisiaj: vide zdjęcie powyżej), ale pomyślałam: czemu nie? Postanowiłam wypróbować przepis znaleziony podczas porządków w książkach kucharskich. Oryginał był nieco mglisty (może dlatego, że pochodził z broszurki reklamowej), ale na szczęście dobrze się domyśliłam, co i jak. Moje Sugar & Spice Snowflakes (Słodkie Korzenne Śnieżynki - nazwa własna, jak i tłumaczenie :) są bardzo uniwersalne: można je sobie chrupać do kawy czy herbaty, powiesić na choince czy dać w prezencie. Oczywiście, można sobie wyciąć gwiazdki, renifery czy cokolwiek innego, ale ja użyłam mojej ulubionej świątecznej foremki. Z poniższych składników wychodzi raczej niewielka ilość ciasteczek, jeśli potrzebujecie więcej - trzeba składniki podwoić.
Składniki:
  • 250g mąki,
  • 1 kopiasta łyżka przyprawy do piernika,
  • 125g drobnego cukru,
  • 150g zimnego masła,
  • 1 duże, roztrzepane jajo,
  • 1 łyżeczka ekstraktu z wanilii,
  • ok. 10 goździków,
  • opcjonalnie: 1-2 lyżki schłodzonej wody,
W dużej misce (lub misce miksera) wymieszać suche składniki (mąkę, cukier, przyprawy). Ręcznie lub za pomocą miksera wetrzeć zimne masło, posiekane w kostkę. Gdy masa przypomina okruchy, dodać jajo i wanilię, aby połączyć składniki w całość, jak w cieście kruchym. Jeśli to konieczne (tj. masa jest za sucha, jak u mnie), dodać schłodzoną wodę. Gotowe ciasto zawinąć w folię i schłodzić w lodówce co najmniej 30 minut lub do 2 dni (u mnie). Chcąc upiec ciasteczka, należu rozwałkować ciasto tak cienko, jak lubicie (ja uważam, że dość cienko - na maks. 2 mm grubości) i wyciąć ciasteczka foremką. Goździki zmiażdżyć z moździerzu, posypać odrobiną każde ciasteczko. Piec w 200 st. C. ok. 20-25 minut (w zależności od grubości).
* Przepis powinien pojawić się na stronie jutro, tj. 9 grudnia 2010.
poniedziałek, 06 grudnia 2010

Na wstępie chciałam wszystkim podziękować za udział w tegorocznym Korzennym Tygodniu. Przez ostatnie cztery dni przebywałam na intensywnym weekendowym wyjeździe, z dostępem do internetu tylko w komórce (co oznacza, że nie mogłam np. nic komentować), postaram się jednak w najbliższym tygodniu nadrobić zaległości i zajrzeć do wszystkich zgłoszonych przepisów. Podsumowanie powinno się także pojawić w ciągu tygodnia na blogu.

Przez weekend zajmowałam się m.in. pierniczkowaniem, jak i np. rok czy dwa lata temu. Towarzystwo było prawie to samo, przepis też ten sam... Z różnic były pisaki cukrowe, którymi się bawiłyśmy. Efekty prac ręcznych można podziwiać tu - czyli pierniczki ludowe/hippisowskie, lekko makabryczne ;), witraże i artystyczne maziaje (plus śnieżynki cukrowe).

Gdy wróciliśmy do domu czekało na nas tzw. szybkie i łatwe ciasto świąteczne z Nigella Christmas. Powiedzmy sobie szczerze, że szybkość jest rzeczą względną: chodzi o to, że czas leżakowania jest krótszy niż w przypadku tradycyjnego, brytyjskiego ciasta świątecznego. Można je upiec (a piecze się i tak długo) i jeść przed samymi Świętami, bądź odstawić do dojrzewania na 1-2 tygodnie. Przepis podałam już kiedyś na blogu, na prośbę Margot, jako przypis do wpisu o Christmas Cake, ale go nigdy dotąd nie zrobiłam.

Składniki (na tortownicę 20 cm):

  • 350 g śliwek suszonych, posiekanych lub pociętych nożyczkami na paski (osobiście wzięłam tzw. kalifornijskie),
  • 250 g rodzynek,
  • 175 g koryntek,
  • 175 g miękkiego masła,
  • 175 g cukru ciemnego muscovado,
  • 225 g (175 ml) miodu,
  • 125 ml Tia Maria lub innego likieru kawowego,
  • skórka starta (drobno) z 2 pomarańczy i sok z ww.
  • 1 łyżeczka przypraw korzennych,
  • 2 łyżki kakao,
  • 3 roztrzepane jaja,
  • 150 g mąki,
  • 75 g mielonych migdałów,
  • po 1/2 łyżeczki proszku do pieczenia i sody

Opcja: zastąpić likier kawowy rumem/brandy i dla słodyczy dodać łyżkę marmolady; zamiast kakao dać dodatkowe 2 łyżki mąki

Umieszczamy wszystkie składniki jak ww. tylko do kakao włącznie w rondlu i doprowadzamy do wrzenia na niewielkim ogniu, mieszając, by masło się rozpuściło. Gotujemy na małym ogniu 30 min., odstawiamy do wystudzenia na 30 min. Dodajemy pozostałe składniki, tj. jaja, mąkę, migdały, proszek i sodę, mieszamy. Przekładamy do foremki. Umieszczamy w piekarniku (150 st. C) i pieczemy 1 3/4-2 h (sugeruję to ostatnie, lub nawet chwilę dłużej) - ciasto powinno być lśniące po wierzchu, ale sprężyste, patyczek po umieszczeniu w środku wciąż lekki wilgotny. Po pieczeniu studzimy, po ostudzeniu, jeśli chcemy przechować, rozpakowujemy, pakujemy w pergamin itd. i umieszczamy w szczelnym pojemniku. Można udekorować - Nigella proponuje złote gwiazdki itd.

Ciasto wyszło mi wilgotniejsze niż Christmas Cake (dlatego też myślę, że dodatkowe 10 minut pieczenia by mu dobrze zrobiło) i rzeczywiście trochę smakuje jak śliwki w czekoladzie. Najlepiej podsumował to M: "No, dobre". Ja: "To może piec dwa na Święta?" M: "A po co? Tamto na Święta, a to poza nimi". Na zimowy czas - jak znalazł.

wtorek, 06 kwietnia 2010

Kuchnia Wielkanocna 2010Tego roku po raz pierwszy w życiu postanowiłam przygotować paschę, której nigdy wcześniej nie jadłam. Ani w moim, ani M domu danie nie stanowiło tradycyjnego elementu wielkanocnego stołu: ba, zarówno mojej Mamie, jak i teściowej, słowo 'pascha' kojarzyło się jedynie z sernikiem na zimno, z serka homogenizowanego, z galaretką na wierzchu. Gotowa pascha  zaś wizualnie niektórym skojarzyła się z (cytuję) 'twarożkiem z tetry': i w jakimś sensie to jest twarożek, ale w wersji delux, słodki, bardzo aromatyczny, mocno bakaliowy. Coś dla osób, które namiętnie wyjadają surową masę na sernik :). Skorzystałam z przepisu Liski na paschę bezżółtkową.

Składniki: 150 g pokrojonych owoców kandyzowanych (użyłam tzw. 'miksu')
50 g rodzynek
sok oraz starta skórka z jednej cytryny
cukier z prawdziwą wanilią (dałam domowy - 2 płaskie łyżki)
700 g twarogu (u mnie 500 g twarogu na sernik plus zwykły twaróg tłusty)
2 łyżki masła
150 ml kwaśnej smietany
50 g cukru pudru
50 g płynnego miodu (może być sztuczny)


Do dekoracji: bakalie, skórki cytrusowe, listki mięty lub co Wam do głowy przyjdzie ;)


Do salaterki włozyć owoce kandyzowane i rodzynki, skórkę z cytryny. Dodać sok z cytryny i wanilię. Wymieszać, przykryć i odstawić na 1 h. Salaterkę lub doniczkę wyłożyć cienkim materiałem - gazą lub tetrą tak, by brzegi materiału wystawały na zewnątrz miseczki (osobiście uważam, że lepiej użyć - w przeciwieństwie do mnie - naczynia raczej wyższego niż niższego, kształt gotowej paschy jest wtedy ładniejszy). Ser, masło i smietanę zmiksować na gładką masę (ja najpierw roztarłam twaróg tłusty nie-sernikowy, potem dodałam pozostałe składniki). Dodać cukier puder, miód, owoce kandyzowane. Wymieszać. Masę przełożyć do saleterki, a brzegi materiału złożyc do srodka. Przykryć talerzykiem i położyć na nim cos cięzkiego. Odstawic na noc do lodówki. Przed podaniem - rozwinąć materiał, paschę przełożyć na talerz i udekorować (u mnie, jak widać, listkami mięty, skórką startą z pomarańczy - która wywołała komentarze: "To marchewka?" - i płatkami migdałowymi).

Gotowy deser jest miękki, kremowy, dość wilgotny (ale nie zanadto - gaza spełniła swoje zadanie) i trochę trudno go nakładać zgrabnie na talerze, szczególnie jeśli nie jest mocno schłodzony. Smak i aromat jednak rekompensuje ewentualne braki estetyczne po naruszeniu całości: aż zaczynam żałować, że już nic nie zostało. M zaś początkowo mówił wstrzemięźliwie, że 'nic specjalnego' i 'ujdzie', ale deser dziwnie szybko znikł z lodówki. Może jednak wprowadzimy nową kulinarną tradycję.

Przepis publikuję w ramach akcji kulinarnej Olgi Smile (patrz banner u góry).

PS. A tu wersja 2011:

 
1 , 2 , 3
| < Maj 2012 > |
Pn Wt Śr Cz Pt So N
  1 2 3 4 5 6
7 8 9 10 11 12 13
14 15 16 17 18 19 20
21 22 23 24 25 26 27
28 29 30 31      
Tagi
Durszlak.pl

Page copy protected against web site content infringement by Copyscape

Twitter Updates

    follow me on Twitter
    Coś niecoś

    Follow Me on Pinterest

    POMOŻECIE? PustaMiska - akcja charytatywna
    Darmowe statystyki