Wpisy z tagiem: kuchnia turecka
czwartek, 10 czerwca 2010
Z moich doświadczeń wynika, że Turcja restauracyjna, poza znanymi kurortami, nie jest szczególnie przyjazna wegetarianom. Im bardziej na wschód, tym bardziej to widać. Co prawda, dania śniadaniowe/przekąskowe są bezmięsne (i pyszne: kaymak, różne sery, pieczywo, warzywa, miód, słodycze...), ale przy innych posiłkach zaczynają się schody (i pewnie dlatego nasza bezmięsna koleżanka Madzia wspomina do tej pory ponuro monotonny jadłospis złożony z "pide z serem" i... pide z serem). Całe szczęście zatem, że nie jestem wegetarianką... choć pewnie wtedy bym zacisnęła zęby i skupiła się na samodzielnym przyrządzaniu potraw, bo świetnej jakości warzyw i owoców w Turcji nie brakuje. W Van chodziliśmy stale do tej samej restauracji i choć zamawialiśmy różne dania, format był ten sam: mięso (raz ryba: pstrąg) z rusztu/smażone, otoczone dużą ilością surowych, niczym przyprawionych warzyw (najlepiej zapamiętałam duże plastry białej cebuli i ostrą, zieloną paprykę). Mięso doprawiane było delikatnie, bardzo mało lub wcale solone (podobnie smakują dania w Efes Kebab, o którym pisałam). Z dodatków: najczęściej najróżniejsze pieczywo. Do tego herbata (oczywiście w małych szklaneczkach*). Do oczyszczenia oddechu po posiłku: nie indyjskie sapori, ale... goździki. I na koniec, przy wyjściu, trochę cytrynowego kolonyasi (wody kolońskiej) na dłonie.
* Kelnerzy często, widząc cudzoziemców, dawali nam herbatę "jumbo", w pękatych szklankach z plastikową obręczą i rączką (moi rodzice takie mieli w latach 80-tych), co najmniej 300 ml pojemności. Żeby dostać to, co trzeba, czyli mocną, gęstą herbatę z samowaru, wyuczyliśmy się formułki: "Iki Küçük Çay", czyli "dwie małe herbaty".
Niedawno przypomniałam sobie podobne smaki przyrządzając baranie klopsiki z Forever Summer Nigelli, a oto one:
My jedliśmy klopsiki z pitami oraz - z innej bajki - pieczonymi szparagami, a także surową cebulą w plastrach, rzodkiewką i ogórkiem. Do posypania była świeża mięta. Przygotowałam także sos: 1 rozdrobniony ząbek czosnku zmieszałam z ok. 3 łyżkami jogurtu naturalnego i 3 łyżeczkami tahiny (pasty sezamowej) oraz lekko doprawiłam cytryną (można by też dodać kuminu). Wg autorki, sosem miał być hummus, ale skoro ciecierzycy nie było... Każda z osób jedzących komponowała sobie posiłek sama, nadziewając pity zgodnie z upodobaniem bądź jedząc osobno pieczywo i klopsiki. I tylko widok wokół inny, niż... No właśnie:
niedziela, 02 maja 2010
Zielona i chrupka. Duszona, ale nie za długo - to znaczy, że nadeszła wiosna.
Chyba trzeba będzie niedługo powtórzyć...
czwartek, 15 kwietnia 2010
E., rodowita prażanka (mam na myśli tą warszawską Pragę :), kiedyś powiedziała, że ulica Francuska to najładniejsza ulica po tamtej stronie Wisły. Tak się złożyło, że później przez jakiś czas mieszkała na Saskiej Kępie. To głównie dzięki niej dowiedziałam się o różnych smacznych miejscach w tamtej okolicy - i dziś chciałam o nich napisać. O La Petite France już wspominałam na blogu, m.in. jako o źródle dobrych serów. Jak widzicie na zdjęciach obok, jest w czym wybierać. Poza serami są sardele (anchois) na wagę, pasztety i kiełbaski, najróżniejsze alkohole... Pierwszy raz usłyszeliśmy o tym miejscu zresztą, gdy E. przyniosła nam do wypróbowania różne cydry francuskie, głównie wytrawne. Z innych ciekawych, trudno dostępnych produktów, jest żelatyna w płatkach, do kupienia na sztuki. Właściciele sklepu (m.in. b. sympatyczny pan Serge) służą pomocą i radą. Można także u nich zamawiać produkty (np. ser dla koneserów, czyli A Casinca). Towary na wagę są pakowane w retro papier z czerwono-białym nadrukiem, który b. mi się podoba i który widać na zdjęciu na lewo. O rzut beretem od "małej Francji" są "małe Węgry", czyli sklep Papryka. Jak widać na zdjęciu, można tam kupić najróżniejsze kiełbasy i salami. Sprzedawczyni się pyta, czy chcemy kiełbasę mniej lub bardziej suchą, mniej lub bardziej pikantną i doradza właściwy rodzaj. Poza wędlinami w ciemnym sklepiku (ogrzewanym zimą tzw. kozą, stojącą w rogu) nie ma wielkiego wyboru produktów, ale Przemieszczając się kulinarnie na południe, z Węgier możemy skoczyć do Turcji, bo niemal naprzeciwko Papryki mieści się Efes Kebab. Nie jestem fanką kebabowni, zwłaszcza od kiedy mój kolega się mocno struł po posiłku w bardzo popularnym miejscu w Warszawie, ale wiele osób mi polecało Efes. Ponieważ akurat byliśmy obok i byliśmy głodni, nadarzała się okazja, by miejsce wypróbować. Karta dań jest bardzo krótka - Wychodząc z Efesu i przechodząc przez ulicę Francuską, kierując się w stronę Ronda Waszyngtona, możemy przenieść się do do Anglii w formie herbaciarni Gander's Tea Room. Akurat to miejsce znam od dobrych paru lat. Lokal składa się z kilku małych salek, w których ustawione są małe lub średnie stoliki. To dobre miejsce na ploty z przyjaciółką, randkę** lub po prostu five o' clock: wybór herbat jest duży, a jeden imbryk starczy i dla dwóch osób. Można także napić się kawy oraz zjeść małe co nieco. To tyle, jeśli chodzi o "moje" miejsca na Francuskiej. Wiem, że delikatesów i restauracji jest tam znacznie więcej, a ja przemieszczam się jedynie na małej przestrzeni przy skrzyżowaniu z ul. Zwycięzców. Może ktoś z czytelników ma zatem swoje typy? * Poradziłam sobie w chwilę później przy pomocy Aramam:
** Kto pamięta scenę nieudanych Walentynek w herbaciarni w V tomie Harry'ego Pottera ;)?
niedziela, 21 grudnia 2008
Revani to bardzo słodkie ciasto z basenu Morza Śródziemnego. Spotkacie je w Turcji, Grecji i krajach arabskich (pod nazwą basbousa). Wypiek bazuje na semolinie lub kaszy manny i jest nasączany syropem. Spotkałam się z opisem, że revani to "grecki biszkopt" - hm, biszkopt zawsze kojarzył mi się z lekkością, a to ciasto jest przeciwieństwem lekkiego wypieku. Co ciekawe, nie byłam zachwycona revani, gdy je jadłam w Turcji, a to robione przeze mnie mi smakuje - jest bardzo słodkie, ale w akceptowalnych granicach. Niemniej, mały kawałek starczy do zaspokojenia łakomstwa, a że ciasto jest i niecodzienne, i bardzo podzielne (36 małych kwadracików), świetnie się nadaje na przyjęcia, np. noworoczne. Ja swoje przygotowałam na imprezę przedświąteczną, która przez moją chorobę się nie odbyła (chlip). Przepis pochodzi z Feast Nigelli (Sticky semolina cake); ja robię ciasto z kaszki manny.
Ciekawa jestem, jak Wam będzie smakować... |
Ostatnie wpisy
Zakładki:
Autorka
Inne inspiracje
Inspiracje kulinarne
Polecam
Tagi
![]() ![]() ![]()
| |||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||