Głównie o kuchni, jedzeniu, gotowaniu - ale nie tylko...

Wpisy z tagiem: bliny

wtorek, 05 stycznia 2010

Wpis pierwszy noworoczny niby był, ale nie pokazałam, jak świętowaliśmy odejście 2009. Zważywszy na to, że 2010 ruszył bardzo dynamicznie (wygląda na to, że w najbliższym czasie będę mocno zajęta), muszę się zmobilizować do wpisu posylwestrowego, żeby nie było potem, że w okolicach Wielkanocy sobie o nim przypomnę.

Faktem jest, że nie było zbyt oryginalnie: znów jedliśmy bliny. Ale, żeby nie było nudno, były to bliny na zakwasie, które widziałam niedawno u Atiny. Całkiem podobne w smaku do gryczanych na drożdżach - zakwas daje podobny posmak, co mąka gryczana. Nie służy de facto za środek spulchniający - tą funkcję spełniają inne dodatki. Przepis podaję za Atiną, z moimi uwagami.

Składniki: 250 g zakwasu (1 – 1 ½ szklanki), 1 łyżka miodu, 1 – 2 łyżki oleju, 1 jajko, lekko ubite widelcem, szczypta soli, ¼ łyżeczki sody, ½ łyżeczki proszku do pieczenia

Jeśli zakwas jest bezpośrednio wyjęty z lodówki, zostawić go na 10- 20 minut w pokojowej temperaturze; ja zrobiłam inaczej, tj. dałam dokarmiony zakwas aktywny.

Wymieszać dokładnie wszystkie składniki w misce. Ciasto powinno mieć konsystencję jak średnio gęsta śmietana. W razie potrzeby, gdy ciasto jest zbyt rzadkie dosypać trochę mąki (u mnie nie było takiej potrzeby). Nakładać po jednej łyżce ciasta na placek. Bliny smażyć z dwóch stron na lekko posmarowanej olejem/masłem i dobrze nagrzanej patelni, na średnim ogniu. Z podanych ilości wychodzi ok. 20-25 blinów.

Atina sugerowała podawanie blinów z dodatkami słodkimi, u były zdecydowanie niesłodkie: kawior, kwaśna śmietana, ryba wędzona (troć) i śledzie. Poza tym do chrupania seler naciowy i dymka z solą. Lekko słodki smak placuszków bardzo dobrze się ze słonymi farszami komponował (choć wciąż za bliny nr 1 uważam pszenno-gryczane).

Drugie placuszki jedliśmy już w Nowym Roku. Bardzo dojrzały banan i jw. maślanka wołały o spożycie, więc zrobiłam, po raz pierwszy od wieków, śniadaniowe placuszki bananowe na maślance wg Nigelli (z Feast). To nic innego niż wariacja nt. pancakes (czy też "pankejków"), od których do blinów bliżej niż do tradycyjnych naleśników.

Wrzucamy do blendera: 1 bardzo dojrzałego banana, 1 szklankę* mąki zwykłej, (ok. 150g), 1 łyżeczkę proszku do pieczenia, 1/2 łyżeczki sody, 1 jajo, 1 szklankę* maślanki, 1 łyżeczkę cukru.

* 1 cup = ok. 240 ml

Miksujemy na gładką masę.Tuż przed smażeniem dodajemy (na całą ilość) ok. 28 gram stopionego masła (1 uncja w oryginale). Nakładamy po łyżce ciasta na b. rozgrzaną, suchą patelnię, smażymy z obu stron.

Uwaga: jak w zwykłych pankejkach amerykańskich czy blinach, gdy spód gotowy, na wierzchu robią się bąbelki (dosłownie po kilkunastu sekundach). Warto chwilę poczekać z przerzucaniem (do maksymalnie 1 min), aby uniknąć rozlania spodu. Niestety, nie całkiem opanowałam tą sztukę i moje placuszki były wszystkie dość niekształtne i oczywiście różnych rozmiarów. Z gęstym jogurtem i powidłami smakowały jednak bdb.

poniedziałek, 05 stycznia 2009

Witam w Nowym Roku! Jak niektórzy z Was wiedzą, lub domyślają się, zniknęłam na parę dni na Mazurach, gdzie wreszcie pojawiła się zima, ze śniegiem i lekkim (a na koniec sporym...) mrozem. Szkoda, że Gwiazdka nie była biała, ale... lepiej późno niż wcale.

Naleśniki w każdej formie to jedno z moich ulubionych dań. Crêpes z dżemem na francuskiej ulicy, tureckie gözleme, pancakes z syropem klonowym na śniadanie, masala dosa w Indiach, naleśniki „meksykańskie” mojej drugiej połowy, czy – bliny rosyjskie w każdym wydaniu. Rok temu Sylwestra świętowaliśmy z blinami błyskawicznymi z mąką ziemniaczaną, w tym roku podeszliśmy do sprawy bardziej ambitnie. Nie było to nasze pierwsze podejście do blinów drożdżowych, bo w lecie robiliśmy bliny 100% gryczane. Napstrykałam pełno zdjęć i miałam wrzucić je na bloga, ale okazało się, że przepis wymaga dopracowania - dokładnie tego samego, co przepis na nasze sylwestrowe bliny pszenno-gryczane, tj. dolania znacznie więcej płynu. W związku z powyższym przestałam się krępować i uznałam, że mogę upiec dwie pieczenie na jednym ogniu, tj. zaprezentować oba rodzaje blinów, a także jako bonus: co zrobić z resztkami. Oba przepisy pochodzą z Kuchni rosyjskiej Hyginy Sehin (1979), a problem z wodą wiąże się, jak przypuszczam, z rodzajem mąki. Użyłam jedynej mąki gryczanej, jaką udało mi się dostać, tj. firmy Bio Babalscy (używam ich także mąk razowych i otrąb). Jeśli jej także użyjecie, spokojnie możecie od razu zwiększyć ilość płynu o ilości podane przeze mnie w nawiasach, i mieć mleko na podorędziu by ew. dolać. Jeśli masa będzie zbyt gęsta po wyrośnięciu, dodajcie mleka (letniego lub chociaż w temp. pokojowej) przed samym smażeniem. Masa powinna mieć konsystencję gęstej, kremowej śmietanki (lub, jak poprawia mnie M, „gęstej śmietany wiejskiej” :), może być tylko minimalnie gęstsza od tej na tradycyjne naleśniki – musi być możliwość lania na patelnię. Danie jest bardzo efektowne i zważywszy na zasadę „zrób to sam”, dobrze nadaje się na przyjęcie, na którym podacie miskę blinów na stół, dodatki dookoła a goście częstują się sami. Jeśli zrobicie malutkie placuszki, jak u nas, nie potrzeba nawet sztućców, poza tymi do dodatków, bo bliny można wówczas jeść palcami. Z jednego przepisu można nakarmić, przy kilku dodatkach jako główny posiłek, 5-6 osób, jako przekąskę – drugie tyle.

Bliny pszenno-gryczane

Składniki: 250 g mąki pszennej, 200 g mąki gryczanej, wg przepisu: 0,5 l litra mleka (radzę dać od razu 0,75-08 l, i trzymać więcej w zapasie), 3 jaja, 15 g cukru, 3 g soli, 30 g drożdży świeżych, 15 g tłuszczu (u mnie stopione masło), słonina do posmarowania patelni

Drożdże wymieszać z 1/3 ilości letniego lub chociaż w temp. pokojowej mleka, zasypać cukrem i 1/2 mąki pszennej. Wyrobić, przykryć ściereczką, odstawić do podwojenia objętości, następnie dodać sól, masło, żółtka i pozostałą mąkę.

Ciasto stopniowo rozprowadzić ciepłym mlekiem i odstawić do wyrośnięcia (patrz: zdjęcie).

Do podwojonego ciasta dodać ubite na pianę białka (od tych 3 jaj), odstawić na 15 minut. Po tym czasie smażyć na posmarowanej słoniną patelni. Jeśli masa będzie za gęsta, tj. nie będzie można lać, dodać trochę mleka, do uzyskania konsystencji gęstej śmietanki. Warstwy ciasta powinny być niewielkie, 4-5 mm, i my lubimy blinki małe, ok. 6 cm średnicy. Smażyć z obu stron, lekko rumieniąc, etapy widać poniżej.

O dodatkach napisałam poniżej.

Bliny gryczane

Składniki: 0,6 kg mąki gryczanej, 15 g cukru, 40 g drożdży, 3 jaja,  wg przepisu: 0,5 l litra mleka (radzę dać od razu 0,75-08 l, i trzymać więcej w zapasie), sól, tłuszcz do smażenia

Drożdże rozetrzeć w misce i rozprowadzić 1/2 mleka, dodać 200 g przesianej mąki, dobrze wyrobić i odstawić przykryte ścierką w ciepłym miejscu do wyrośnięcia. Gdy rozczyn się podwoi, dodać sól (szczyptę), żółtka, pozostałe ciepłe mleko i mąkę, dobrze wyrobić. Pod koniec wyrabiania delikatnie połączyć z pianą z 3 jaj. Odstawić do ponownego wyrośnięcia. Jeśli będzie wówczas za gęste - rozrzedzić delikatnie mlekiem. Smażyć jak w przepisie poprzednim.

A tu mały pictorial z etapów smażenia. Tym razem zrobiliśmy placuszki większe, ok. 10 cm, i zdecydowanie wolę maluchy.

A to dowód na to, że rzecz działa się nie zimą :) (patrz: widok za oknem) i podgląd na strukturę usmażonego blina:

Proponowane dodatki do obu rodzajów blinów: kawior, możliwie jak najlepszy, kwaśna śmietana, łosoś lub pstrąg wędzony, kapary, anchois (lekko wymoczone w mleku), poza tym chrupkie warzywa: rzodkiewki, białą rzodkiew w plastrach, szczypior, ogórki (świeże, kiszone, konserwowe)+ sól do maczania warzyw. No i oczywiście stosowne napoje ;) (ja wolę tu lekkie, wytrawne i musujące, ale wiem, że nasuwa się także inny napój wyskokowy).

Z tych dwóch rodzajów placuszków bardziej mi smakowały pierwsze – gryka jest wyczuwalna, ale się nie narzuca. Te drugie są znacznie bardziej wytrawne, dymne – podobnie jak z wilgotnym i kwaśnym chlebem razowym, nie każdemu zasmakują.

Jeśli zostaną Wam resztki blinów, mam propozycję wykorzystania w formie deseru w stylu austriackiego Kaiserschmarrn'.

Bliny pociąć w paski. Na patelni rozgrzać trochę masła, przesmażyć kilka minut pocięte bliny. Przełożyć do miski, posypać rodzynkami (można wcześniej namoczyć np. w rumie, ale nie jest to konieczne), posypać szczodrze przesianym cukrem pudrem. Podawać od razu z konfiturami, dżemem lub powidłami (u nas z dżemem rabarbarowym).

Czy Was choć trochę zachęciłam...? :)

foodelek: przepisy tygodnia

 PS. Przepis pojawił się jako... spójrzcie w lewo ;)

wtorek, 15 stycznia 2008

Jestem śmierdzącym leniem, bo od ponad tygodnia zbieram się z wrzuceniem tych blinów. A jedliśmy je na Sylwestra. Cóż, lepiej późno niż wcale.

Pisałam o nich kiedyś tu. To danie jest dla mnie ważne, bo jadłam je tylko - jak na razie - 3 razy w życiu, i każdy z tych posiłków był małą ucztą, i raczej wiązał się z ważniejszym wydarzeniem. Pierwszy raz wypróbowałam przepis na te placuszki po obejrzeniu Eden na WFF 2006. Film zrobił na mnie duże wrażenie - jest to historia nieśmiałego kucharza-geniusza i kelnerki, w której jest (skrycie) zakochany (film wyszedł na DVD w Niemczech i ma wkrótce wyjść w UK - obejrzyjcie koniecznie!). Jak można się domyśleć, jedzenie, a raczej gotowanie i ucztowanie, odgrywa tam ogromną rolę. Wróciliśmy śmiertelnie głodni do domu i wspólnie wyprodukowaliśmy miskę blinów... Sami rozumiecie, że od tego czasu mam sentyment :)

I zanim ktoś powie, że bliny to tylko drożdżowe i gryczane - tak to pojmujemy w Polsce, w Rosji (i to samo na Litwie, co poznałam z 1-szej ręki) blin to każdy rodzaj naleśnika/naleśnikopodobnego placuszka (szczerze mówiąc, bliny wydają mi się bliższe amerykańskim pancakes niż czemukolwiek innemu, ew. oładkom lub racuchom). Dopiero poprzez przymiotniki lub określenia można sprecyzować, o jaki rodzaj blina/placuszka nam chodzi. W mojej "Kuchni rosyjskiej" przepisów jest co najmniej parę stron, część zawiera spulchniacze, część nie, te gryczano-drożdżowe są określane jako "ruskie".

Przepis pochodzi z Feast Nigelli (jako "Potato pancakes") i wygląda następująco (proporcje na ok. 50 szt., robię z 1/2 i może robię mniejsze, bo wychodzi mi 30 lub więcej).

1/2 szklanki mąki ziemniaczanej, 1 szkl mąki zwykłej, 1 łyżeczka proszku do pieczenia, 1/2 łyżeczki sody, 1/4 łyżeczki soli - mieszamy. Osobno roztrzepujemy: 2 łyżeczki roztopionego masła, 1 1/3 szkl maślanki i 2 jaja. Dodajemy do suchego, roztrzepujemy, smażymy na suchej, rozgrzanej patelni do zezłocenia po obu stronach (czyli po 1-2 minutach na stronę). Masa wychodzi gęstsza i po usmażeniu grubsza niż na tradycyjne pancakes, właśnie bliższa racuchom, choć zarazem nie aż tak gruba.

Blinki oczekujące na konsumpcję układamy na pergaminie (lub na podgrzanym talerzu). Podobno nadprodukcję można zamrażać.

Podawać z: kawiorem (jak najlepszym - taki duży czerwony z ikry łososia jest całkiem ok, czarnego przyzwoitego w ludzkiej - do kilkudziesięciu zł/słoik - cenie nie znalazłam); kwaśną śmietaną; kaparami; anchois; wędzonym łososiem; dowolną kombinacją powyższych.

Przepyszne...

| < Październik 2017 > |
Pn Wt Śr Cz Pt So N
            1
2 3 4 5 6 7 8
9 10 11 12 13 14 15
16 17 18 19 20 21 22
23 24 25 26 27 28 29
30 31          
Tagi
World Bread Day, October 16, 2017

Ptasia on Pinterest
Page copy protected against web site content infringement by Copyscape
Durszlak.pl POMOŻECIE? PustaMiska - akcja charytatywna